Wolontariat jest kobietą!

Czymże byłyby fundacje i stowarzyszenia bez kobiet? Zapewne większość z nich nie istniałaby w ogóle lub działałaby w bardzo okrojonym zakresie. Szczególnie wysoki odsetek kobiet działa w organizacjach non-profit, które działają na rzecz zwierząt. I to właśnie im dedykujemy niniejszy tekst.

Tekst: Agata Spławska / Fundacja Animalia; zdjęcia Adobe stock

Niejednokrotnie zastanawiałam się nad tym, dlaczego w fundacjach prozwierzęcych pracują głównie kobiety. Nie jest to praca ani łatwa, ani lekka, jeśli chodzi o pracę stricte przy zwierzętach. Choć oczywiście czasem jest miła i przyjemna – jeśli mamy kontakt ze zwierzakami oswojonymi. Czasem jednak potrzebne jest trochę siły, gdy trzeba przenieść klatkę kennelową z miejsca na miejsce, rozłożyć stoisko na festynie i przetargać wszystkie stoły, krzesła, standy, ciężkie pudła z fantami na sprzedaż, książki, utrzymać ciągnącego dużego psa na smyczy, czy też „przerzucić” kilkanaście czy kilkadziesiąt kilogramów karmy i żwirku. Z drugiej strony potrzebna jest delikatność i wrażliwość, które pozwalają uważnie i czule zajmować się zwierzakami, które są ranne, chore, zestresowane, wystraszone. Otwartość na ich potrzeby i empatia, dzięki której rozumieją obecny stan zwierzaka i jego emocje.

Nikt jak wolontariuszki, zwłaszcza te doświadczone, nie będzie siedział i „zarywał nocek”, gdy przyjdzie im opieka nad nowonarodzonym kociakiem czy szczenięciem, które straciło swoją matkę. Nikt jak one nie będzie zajmował się w nocy i za dnia chorym zwierzakiem, podawał kroplówki, dogrzewał termoforem, zbierał podkłady, karmił specjalną karmą ze strzykawki, cierpliwie podawał leki. Z uwagą notował każdą nawet najmniejszą zmianę stanu zdrowia. Nikt nie wyleje tylu łez za tymi zwierzakami, co one.
I choć jest to praca czasem fizyczna, a czasem umysłowa, a zawsze wyczerpująca emocjonalnie i obciążająca psychicznie, to dalej to robią, nieustannie, bez przerwy, po prostu niosą pomoc. Bez rozważań, wahania, rozmyślania, bez zastanowienia, bez kalkulacji czy warto czy się „opłaca”. Bo w tych działaniach nie ma opłacalności, a najwyższą ceną jest uratowane życie lub zdrowie danego zwierzaka.

AdobeStock 740309462

Oczywiście, znajdą się także osoby, które nie działają do końca bezinteresownie, tzn. czerpią z tego działania różne „poboczne” emocje i stany, np. zaspokajają swoje ego, próbują na siebie zwrócić uwagę, chcą czuć się potrzebne, szukają nietypowego zajęcia, ale nie zmienia to faktu, że robią coś dobrego, że realnie wpływają na otaczający nas świat. Nie ma ludzi kryształowych, ale dobrze wiedzieć, że są tacy, którzy chcą robić coś na rzecz innych.

Skąd w kobietach taka potrzeba pracy na rzecz zwierząt? Kobiety mają mniejszą lub większą potrzebę opiekuńczości, niezależnie od tego czy mają własne potomstwo czy też nie, a opieka nad zwierzętami może takową potrzebę zaspokajać. Kobiety, które w historii świata nie tak dawno historycznie zostały uznane za istoty równe mężczyznom i uzyskały prawa wyborcze i swobody obywatelskie, mogą czuć także potrzebę walki o istoty, które czują, ale nie są w stanie same zadbać o siebie, ani o swoje prawa, nie mając (dosłownie i w przenośni) głosu. W końcu same nie tak dawno tego głosu nie miały i musiały go same sobie wywalczyć.

AdobeStock 656805559

Gdzie w tym wszystkim są mężczyźni, spytacie? Oczywiście są też i oni w fundacjach, choć w dużo mniejszej liczbie. Bardzo cenieni przez koleżanki wolontariuszki, bo każdy wrażliwy na krzywdę innych i opiekuńczy mężczyzna jest w oczach kobiety wartościowym człowiekiem. Przeważnie też za kobietami stoją ich partnerzy, mężowie – może nie deklarują się sami jako wolontariusze, ale nieraz pomagają, dźwigają, jeżdżą i przewożą, lub po prostu wspierają i są obok. Są też oczywiście i tacy, którzy nie rozumieją tego całego „zamieszania”. Skupieni na własnych potrzebach czy chcący mieć swoją kobietę tylko dla siebie. Niektórzy pytają, czy da się przekalkulować, któremu zwierzęciu opłaca się pomóc bardziej, a któremu mniej – nie rozumieją, że każdemu daje się szansę, a nie przelicza ją na złotówki. Inni mówią żartobliwie, że wolą w tym czasie zarabiać pieniądze niż zajmować się „bzurami”, które nie są rentowne, a wręcz generują koszty. Jeszcze inni nie rozumieją, po co przejmować się jakimś potrąconym psem, czy zasmarkanym kotem, bo „to tylko zwierzę”. A jeszcze inni chętnie wymierzyliby sami sprawiedliwość tym, którzy przywiązują psy do drzewa w środku lasu czy podrzucają trutki w kocią karmę. I wśród tych ostatnich warto szukać sojuszników, jeśli na pierwszy rzut oka widać, że dobro zwierząt nie jest im obojętne.

Czego, my, kobiety – wolontariuszki możemy sobie życzyć? Byśmy się wzajemnie wspierały, nie traciły energii na rywalizację, a na grę do jednej bramki. Byśmy miały wsparcie otaczających nas mężczyzn, ale przede wszystkim dbały o wsparcie siostrzane. Byśmy nigdy nie traciły uporu i niezłomności w walce o słabsze istoty, bo wrażliwość, dobro i empatia są naszą kwintesencją. Pielęgnujmy je, bo to najlepsze, co może w nas rozkwitać, niezależnie od wieku, sytuacji życiowej czy statusu społecznego.
Drogie Kobiety – tego Wam właśnie życzę! To dzięki Wam świat ma szansę być lepszym miejscem!

Agata Spławska

Fundacja Animalia
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

REKLAMA
REKLAMA

LEK. MICHAŁ GRZESZCZAK | Wsparcie w szpitalu MedPolonia

Artykuł przeczytasz w: 9 min.


Chirurgia to dziedzina wymagająca nie tylko precyzji i wiedzy, ale także ogromnej odporności psychicznej i empatii wobec pacjentów. Michał Grzeszczak, doświadczony chirurg ogólny i naczyniowy, od września br. będzie swoją wiedzą i doświadczeniem służył również pacjentom w szpitalu MedPolonia w Poznaniu. Jakie cechy niezbędne są w zawodzie lekarza? Co oznacza umiejętność budowania zaufania zarówno w zespole, jak i w kontakcie z pacjentem? O jakie nowe zabiegi zostanie wzbogacona oferta szpitalna przy ul. Obornickiej 262? To opowieść o odpowiedzialności, pokorze i satysfakcji, które kryją się za białym fartuchem.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: Dominika Szemiel, archiwum Med Polonia

Wielu pacjentów mówi o Panu, że jest Pan „lekarzem z powołania” – otwartym, tłumaczącym i bardzo ludzkim. Jak Pan sam postrzega swoją rolę?

LEK. MICHAŁ GRZESZCZAK: Na pewno nie należę do osób z parciem na szkło. Zdarza się jednak, że po dyżurach czy spotkaniach telefon dzwoni bez przerwy – znajomi znajomych, pacjenci, ktoś z rodziny chorego. To taka pajęczyna połączeń. Mimo to staram się zawsze pamiętać, że lekarz musi być przede wszystkim pokorny.

Skąd wybór chirurgii naczyniowej i ogólnej? To przecież bardzo wymagająca specjalizacja.

Z ciekawości i chęci wyzwania. To dziedzina trudna, wymagająca odpowiedzialności, przewidywania, ale przede wszystkim pokory. Spotkałem w swoim życiu chirurgów z „kompleksem Boga” – uważali, że są najlepsi. Moim zdaniem prędzej czy później to wychodzi na jaw. Lekarz nie powinien stawiać siebie ponad pacjenta.

Pacjenci podkreślają, że Pan bardzo dużo tłumaczy i nie pozostawia ich samych z diagnozą.

Tak, uważam, że pacjent musi wiedzieć, co się z nim dzieje. Dlatego zawsze dostaje ode mnie kartkę A4 z trzema–czterema zdaniami: diagnozą, zaleceniami i informacją, co mu się należy w ramach NFZ, a za co trzeba dopłacić. Pacjent nie może wyjść z gabinetu z większą niewiedzą niż wszedł. Nie może też zostać przytłoczony nadmiarem informacji.

Jak Pan ocenia świadomość zdrowotną społeczeństwa? Czy profilaktyka jest dziś traktowana poważniej niż kiedyś?

Widzę poprawę, głównie dzięki mediom społecznościowym. Ludzie mają łatwy dostęp do wiedzy, pytają, sprawdzają, stają się coraz bardziej świadomi. Zawsze powtarzam, że cenię pacjentów, którzy zadają pytania – wtedy jest między nami prawdziwy kontakt. Jednocześnie przestrzegam przed diagnozowaniem się na podstawie Internetu. Trzeba się zawsze skonfrontować z lekarzem odpowiedniej specjalizacji.

Czy choroby naczyniowe różnią się w zależności od płci?

Nie ma prostego podziału na „kobiece” i „męskie” schorzenia. Zakrzepicę może mieć zarówno 20-latek z chorobą nowotworową, jak i 70-latek z ograniczoną mobilnością. Duże znaczenie mają geny, styl życia i choroby współistniejące.

Podkreśla Pan zawsze wagę rozmowy – nie tylko z pacjentem, ale i z rodziną.

Tak, to niezwykle ważne. Wiele spraw sądowych czy odszkodowawczych bierze się z tego, że pacjent lub jego bliscy czują się niedoinformowani. Ja wolę powiedzieć więcej, nawet ostrzej, żeby potem pozytywnie zaskoczyć, niż ukrywać fakty. Ale trzeba też wyczuć psychikę pacjenta – nie każdy zniesie trudną wiadomość wprost. Dlatego rozmowa z najbliższymi w wielu sytuacjach kryzysowych, nagłych czy w chorobach terminalnych, jest zasadna.

Jak wygląda sytuacja pacjentów w stanach terminalnych?

Czasem trzeba powiedzieć rodzinie: „dajmy mu humanitarnie odejść”. To nie eutanazja, tylko rezygnacja z terapii daremnej, która przedłuża cierpienie. Miałem wielu pacjentów, którym mogłem pomóc tylko poprzez rozmowę z bliskimi i skierowanie do hospicjum czy poradni leczenia bólu. To też jest część naszej pracy.

Wracając do profilaktyki – jakie badania uważa Pan za kluczowe?

Kolonoskopia, tomografia komputerowa, USG jamy brzusznej, badania endoskopowe. Proste badania mogą uratować życie – np. USG wykrywa tętniaki. To bezbolesne, tanie i skuteczne badanie.

Wykonuje Pan badania obrazowe, takie jak USG jamy brzusznej czy USG Doppler. Czy potrzebę zastosowania Dopplera trzeba jeszcze tłumaczyć pacjentom?

Mówię prosto: są tętnice i żyły – tętnice doprowadzają krew, żyły odprowadzają. Badanie Dopplerem pozwala ocenić ich drożność. Pacjent nie potrzebuje skomplikowanych definicji, tylko jasnego wytłumaczenia. Taki konkret w wielu wypadkach bardzo pomaga.

20250424 przychodnia

Duże znaczenie dla naczyń, kości i stawów ma odpowiednia dieta, ruch, aktywność fizyczna. Czy o tym Pan musi przypominać pacjentom?

Trzeba mówić pacjentom wprost: palenie, tłusta dieta, brak ruchu to droga donikąd. Nie da się zmienić wszystkiego od razu, ale krok po kroku można poprawić zdrowie. Ja zawsze powtarzam: „Proszę Pana, zdrowie to bilet w przyszłość. Decyzja należy do Pana”. Czasami lepiej powiedzieć: „Ma pan dla kogo żyć” niż straszyć, że ktoś umrze od papierosów czy tłustego jedzenia. Argument emocjonalny działa skuteczniej niż zakazy. Poza tym pacjenci dziś mają łatwy dostęp do mediów i coraz częściej sami interesują się zdrowym stylem życia.

A jak wygląda kwestia leków na cholesterol, zwłaszcza statyn? Opinie są podzielone.

Obowiązują pewne standardy – statyny są podstawą leczenia miażdżycy. Ale nie zawsze trzeba je od razu włączać. U młodych kobiet ze szczupłą sylwetką często wystarczy dieta. Natomiast gdy cholesterol jest znacznie podwyższony, statyna jest konieczna. Trzeba pacjentowi jasno powiedzieć, że to leczenie przewlekłe – odstawienie leku powoduje gwałtowny wzrost cholesterolu. To nie antybiotyk na kilka dni, tylko lek brany latami. A najlepiej w temacie statyn wypowiadają się kardiolodzy, bo to oni prowadzą pacjentów najdłużej.

Zajmuje się Pan także przypadkami nagłymi. Z jakimi sytuacjami spotyka się Pan najczęściej?

Jako szef oddziału dyżurowałem bardzo często i nie było taryfy ulgowej. Spotykałem ostre zapalenia wyrostka, niedrożności, zapalenia pęcherzyka żółciowego, urazy jamy brzusznej, a także powikłania pooperacyjne – krwotoki, problemy z gojeniem ran. To codzienność chirurgii.

Wspomniał Pan wcześniej o tętniakach. Jak się je wykrywa i leczy?

Tętniaki aorty – pierwszym badaniem przesiewowym jest USG jamy brzusznej. Tętniak daje objawy dopiero później, pacjent często nie zdaje sobie sprawy, że go ma. Jeśli osiągnie określoną średnicę, kwalifikuje się do operacji – klasycznej, z protezą, albo endowaskularnej, ze stent-graftem.

Jakie zabiegi będzie wykonywał Pan w szpitalu MedPolonia?

Skupiamy się na chirurgii ogólnej – operacjach przepuklin i pęcherzyka żółciowego. To stosunkowo bezpieczne zabiegi. Nie operujemy tu tętniaków czy skomplikowanych przypadków – takie wymagają pobytu w ośrodku referencyjnym. Natomiast przepukliny czy laparoskopowe usunięcia pęcherzyka żółciowego będziemy wykonywać regularnie.

20251021 logo 3

A co z leczeniem żylaków i tzw. „pajączków naczyniowych”? To temat bardzo bliski kobietom.

Pajączki są pierwszym stopniem niewydolności żylnej, żylaki – drugim. W szpitalu MedPolonia będziemy oferować różne metody leczenia: klasyczne (stripping) i wewnątrznaczyniowe. Zainteresowanie jest ogromne. Każdy pacjent i każda pacjentka muszą jednak przejść kwalifikację. Uważam, że najlepiej, jeśli ten sam lekarz prowadzi diagnostykę i operuje – wtedy pacjent czuje się bezpieczniej.

Poczucie bezpieczeństwa pacjenta. Jak to wygląda w praktyce?

Wprowadziliśmy system, w którym każdy pacjent ma imiennie przydzielonego lekarza prowadzącego. Dzięki temu wie, do kogo może się zwrócić. Pacjent musi czuć, że ktoś go słucha i że jest dla lekarza ważny. To buduje zaufanie, a relacja lekarz–pacjent przypomina czasem rozmowę u psychologa – pacjent chce się wygadać, poczuć, że ktoś go rozumie.

Jak radzi Pan sobie z presją czasu, kiedy w poczekalni czeka kilkunastu pacjentów, a Pan np. spóźnia się przez dyżur w szpitalu?

To trudne. Staram się być punktualny, bo nie lubię, gdy ktoś czeka na mnie, tak jak ja nie lubię czekać na innych. Jeśli wiem, że się spóźnię, zawsze dzwonię do rejestracji, żeby pacjenci zostali poinformowani. Szacunek do czasu pacjenta jest podstawą.

Wspomniał Pan o przewlekłych dolegliwościach, a teraz chciałam zapytać o sytuacje nagłe, jakimi Pan się zajmuje.

Przede wszystkim to pacjenci przywożeni karetką, np. po wypadku. Jeśli mamy ewidentny uraz brzucha – pacjent blady, spocony, ciśnienie spada – nie ma czasu na przedłużoną diagnostykę. Od razu podejmujemy decyzję: stół operacyjny i działamy. Oczywiście, podstawowe badanie, np. USG, powinno być wykonane, ale każdy przypadek jest inny i wymaga szybkiego osądu.

Jak Pan się regeneruje po długich dyżurach, po sytuacjach stresogennych?

Różnie. Lubię wsiąść na rower, żeby przewietrzyć głowę i dotlenić mózg. Wiem, że po pracy w zamkniętym pomieszczeniu potrzebuję oddechu. Zdarza się też, że wracam do domu zmęczony, ale wsparcie bliskich bardzo mi pomaga.
Jednak staram się planować czas w granicach możliwości organizmu. Mam wsparcie żony, rodziców i bliskich. To pozwala zachować balans i cieszyć się zarówno pracą, jak i życiem prywatnym.

W tym roku obchodzi Pan trzydziestolecie pracy zawodowej. Jak zaczynał Pan swoją drogę?

Zaczynałem od pracy w firmie farmaceutycznej jako przedstawiciel medyczny, później szpital powiatowy, wojewódzki, klinika chirurgii naczyń, a następnie ordynatura na Lutyckiej. Zawsze, co pragnę podkreślić, interesowało mnie kształcenie i zdobywanie doświadczenia, nie same tytuły czy stanowiska.

Co te lata pracy nauczyły Pana o zarządzaniu zespołem?

Najważniejsze to praca z ludźmi, nie nad nimi. Staram się, żeby każdy miał możliwość wykazania się. Będąc ordynatorem, nauczyłem się podejmować decyzje oraz brać odpowiedzialność – bo według mnie brak decyzji jest najgorszą decyzją.
Dużo dała mi praca w szpitalu powiatowym w Wągrowcu – operowałem na ortopedii, chirurgii naczyniowej, neurochirurgii. Nauczyłem się pokory, że można wiele zrobić, ale nie wszystko. Trzeba też wiedzieć, kiedy odesłać pacjenta do ośrodka referencyjnego. W medycynie warto skupić się na wybranej dziedzinie i być w niej naprawdę dobrym.

Jak rozpoczyna Pan współpracę ze szpitalem MedPolonia?

Nie wyobrażam sobie pracy bez osób, którym w pełni ufam. Współpraca w grupie jest kluczowa – samodzielnie można się wiele nauczyć, ale wspólnie osiąga się najlepsze rezultaty. Ordynatura nauczyła mnie też, że nie chodzi o tworzenie wrogich miejsc pracy, tylko o wspieranie się nawzajem.

Czyli jest Pan dostępny dla pacjentów?

Nigdy nie zostawiam pacjenta bez odpowiedzi. Zachęcam do kontaktu ze szpitalem MedPolonia i umówienia się na wizytę w odpowiednim terminie. Jestem do dyspozycji pacjenta i z chęcią udzielę wyczerpującej odpowiedzi oraz wszelkiej potrzebnej pomocy medycznej.

Dziękuję, Panie doktorze, za inspirującą rozmowę.

Również dziękuję. Cieszę się, że mogłem podzielić się doświadczeniem.

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Jesienna odnowa w SPA52 – czas na regenerację i piękno

Artykuł przeczytasz w: 4 min.

Jesień to pora roku, w której natura zwalnia tempo, a my chętniej otulamy się ciepłem i szukamy chwili dla siebie. To także idealny moment, by zadbać o skórę po letnich miesiącach, kiedy słońce, wysokie temperatury i morska sól pozostawiły na niej swoje ślady. Właśnie teraz w Spa52 w Poznaniu warto postawić na zabiegi, które nie tylko przywracają skórze świeżość i blask, ale też przygotowują ją na zimowe miesiące.

Tekst: mgr kosmetologii Ewelina Rogozińska

Radiofrekwencja mikroigłowa – lifting bez skalpela

Jednym z najchętniej wybieranych zabiegów w jesiennym sezonie jest radiofrekwencja mikroigłowa. To połączenie technologii fal radiowych i mikronakłuć, które stymulują skórę do intensywnej regeneracji. Zabieg działa w głębokich warstwach skóry, pobudzając produkcję kolagenu i elastyny. Efektem jest widoczne ujędrnienie, redukcja blizn, obkurczenie rozszerzonych porów, redukcja zmarszczek oraz poprawa owalu twarzy – bez konieczności sięgania po inwazyjne metody chirurgiczne. Jesień to najlepszy czas na radiofrekwencję, ponieważ skóra po zabiegu potrzebuje ochrony przed słońcem, a promieniowanie UV jest w tym okresie zdecydowanie mniejsze.

Zabiegi laserowe – działanie naprawcze tkanek

Laser to narzędzie, które w medycynie estetycznej ma niemal nieograniczone zastosowanie. W Spa52 pacjenci mogą liczyć na szeroką gamę terapii laserowych – od redukcji przebarwień i naczynek, przez wygładzanie blizn, aż po odmładzanie skóry. Laser precyzyjnie działa w miejscu problemu, nie naruszając przy tym zdrowych tkanek. Dzięki temu zabiegi są skuteczne, a okres rekonwalescencji krótki. Jesień sprzyja tego typu terapiom, ponieważ ograniczona ekspozycja na słońce minimalizuje ryzyko powstawania niepożądanych zmian pigmentacyjnych.

Światło szerokopasmowe – kompleksowe leczenie każdego problemu skóry

Dla osób, które pragną przywrócić cerze młodzieńczy blask, doskonałym rozwiązaniem jest zabieg światłem szerokopasmowym (BBL). Technologia ta pozwala skutecznie redukować zaczerwienienia, rumień, trądzik różowaty, pospolity, przebarwienia posłoneczne oraz oznaki starzenia się skóry. Regularne serie zabiegów światłem szerokopasmowym prowadzą do poprawy struktury skóry i wyrównania jej kolorytu, nadając twarzy promienny, zdrowy wygląd. To jeden z najskuteczniejszych sposobów, aby po lecie odzyskać czystą i gładką cerę.

Depilacja laserowa – inwestycja w komfort

Jesienne miesiące to również najlepszy moment, aby rozpocząć lub kontynuować serię depilacji laserowej. Gdy skóra nie jest już narażona na intensywne promieniowanie słoneczne, stanowi doskonałe podłoże do tego rodzaju zabiegów. Depilacja laserowa w Spa52 pozwala trwale zredukować niechciane owłosienie, zapewniając gładkość i komfort na długie lata. Regularne sesje przynoszą najlepsze rezultaty, a dzięki rozpoczęciu kuracji jesienią, już latem można cieszyć się efektami bez konieczności codziennego sięgania po maszynkę czy wosk.

20251008 AdobeStock 1619558450

Peelingi chemiczne – świeżość i odnowa

Po intensywnych promieniach słońca skóra często staje się poszarzała, szorstka i zmęczona. Z pomocą przychodzą peelingi chemiczne, które złuszczają zewnętrzne warstwy naskórka, odsłaniając zdrową, promienną cerę. W zależności od potrzeb skóry, w Spa52 dobierane są odpowiednie kwasy, które mogą działać delikatnie rozjaśniająco, wygładzająco lub intensywnie odmładzająco oraz przeciwtrądzikowo. Peelingi poprawiają nie tylko wygląd skóry twarzy, ale także szyi, dekoltu czy dłoni – miejsc szczególnie narażonych na działanie czynników zewnętrznych.

Jesień w Spa52 – czas dla Ciebie

Jesień to najlepsza pora, by zainwestować w siebie i dać swojej skórze szansę na odnowę. Spa52 w Poznaniu to przestrzeń, w której nowoczesna technologia łączy się z troską o komfort i indywidualne podejście do każdego gościa. Zabiegi wykonywane są przez doświadczonych specjalistów, w atmosferze relaksu i spokoju, która sprzyja zarówno regeneracji ciała, jak i ukojenia zmysłów.
Pozwól sobie na odrobinę luksusu i wejdź w zimę z promienną, zdrową skórą. Jesień w Spa52 to czas piękna, harmonii i nowej energii – idealny początek kolejnego rozdziału w dbaniu o siebie.

Poznański prestiż

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

PLANOGROUP – BEATA I MARIUSZ CIEŚLUKOWSCY | Oman, Montenegro czy Costa del Sol?

Artykuł przeczytasz w: 16 min.


Nieruchomości to dziś nie tylko bezpieczna lokata kapitału, ale coraz częściej także paszport do innego stylu życia. Inwestorzy poszukują miejsc, które łączą stabilność, potencjał wzrostu i wyjątkową jakość codzienności. Takie możliwości oferują trzy niezwykle atrakcyjne kierunki: Oman — ze swoją egzotyką, bezpieczeństwem i dynamicznie rozwijającym się rynkiem, Czarnogóra — wschodząca gwiazda Bałkanów, zachwycająca śródziemnomorskim klimatem i przyjaznym systemem podatkowym, oraz Costa del Sol — hiszpańska perła, od lat przyciągająca słońcem i luksusowym stylem życia. O trendach, korzyściach i wyjątkowej ofercie w tych regionach opowiadają Beata i Mariusz Cieślukowscy, właściciele PlanoSpain i pomysłodawcy nowej międzynarodowej marki Planogroup.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: prywatne archiwum Planogroup

Na początku porozmawiajmy o tym jak to się stało, że nieustanny rozwój PlanoSpain został zauważony, otrzymaliście wyróżnienia i prestiżowe nagrody. Pochwalcie się, bo jest czym.

BEATA CIEŚLUKOWSKA: Tak to prawda – stworzyliśmy butikową agencję, która poprzez swoją najlepszą jakość zdobyła serca naszych klientów. Nasza ciężka praca zaowocowała otrzymaniem nagrody na prestiżowej Gali Higueron Awards, gdzie dostaliśmy nagrodę dla najlepszej agencji na Costa del Sol 2023/2024. Dodam, że konkurując z ponad 1200 agencjami z całego świata! Zdobyliśmy tą nagrodę jako pierwsza i jak na razie jedyna polska agencja nieruchomości, co mocno nas uwiarygodniło na lokalnym rynku i otworzyło wiele nowych możliwości.

MARIUSZ CIEŚLUKOWSKI: Następnie pojawiły się kolejne nagrody m.in. prestiżowa nagroda „Lider sprzedaży nieruchomości w Hiszpanii wśród polskich agencji” podczas XXIV Gali Businesswoman Awards. A niedawno otrzymaliśmy Best Luxury Boutique Real Estate Brokerage in Andalucia, czyli nasz globalny rozwój został doceniony przez Luxury Lifestyle Awards 2025. Generalnie kolejne sukcesy napędzały nasz dalszy rozwój i pchały w kierunku globalnych nieruchomości. Co zaowocowało międzynarodową marką Planogroup.


20250204 siedziba sultana

Jak narodził się taki rewolucyjny pomysł, aby otworzyć się na cały świat? I zacząć w pierwszej kolejności od Omanu, który wydaje się kompletnie egzotyczną destynacją, jeśli chodzi o zakup domu?

B.C.: Patrząc na zmieniające się trendy oraz dużą otwartość klientów na nowości, zaczęliśmy szukać alternatyw na świecie. Musiały być bezpieczne, ale też z dużym potencjałem zarówno wzrostu wartości, jak i najmu. Oczywistymi kandydatami był Dubaj i Floryda. Do nas jednak Dubaj nie do końca przemawia, zarówno lifestyle’owo jak i inwestycyjnie. Jest to rynek mocno spekulacyjny, a nam zależało na bezpieczeństwie. Wtedy natrafiliśmy na Oman.
M.C.: Udało nam się tam spotkać z Honorowym Konsulem Polski w Omanie, jak również przedstawicielami Ministerstwa ds. Mieszkalnictwa. Odbyliśmy wiele spotkań z lokalnymi kancelariami prawnymi, aby stworzyć cały proces zakupu nieruchomości przez naszych klientów i maksymalnie, jak to możliwe, im wszystko ułatwić. Stworzyliśmy markę Planogroup i obecnie jesteśmy pierwszą polską agencją w Omanie, sprzedającą najwięcej wśród europejskich agencji.
B.C.: Wracając do Omanu, to zachwyciło nas to państwo od razu – bardzo poukładane z długoterminowym planem na siebie, które dopiero otwiera się na zagranicznych inwestorów, czyli wszystko to, czego szukaliśmy, bezpieczeństwo, ale też duży potencjał wzrostu. Oman jest pięknym krajem, całkowitym przeciwieństwem Dubaju. Jest to kraj, który zachwyca swoją unikalną mieszanką orientalnego uroku, dziewiczej przyrody i gościnności mieszkańców. Stolica Maskat urzeka historycznymi fortami, tętniącymi życiem targami i zapachem kadzidła unoszącego się w powietrzu. Kraj ten oferuje autentyczne doświadczenia, od degustacji tradycyjnej kawy z daktylami po odkrywanie starożytnych wiosek i wadi, czyli malowniczych oaz z turkusową wodą. To wszystko trzeba zobaczyć!

20240606 UMO 15 Pods EF2 copy 2

Czym Was jeszcze przyciągnął ten kierunek, poza wspomnianymi walorami?

M.C.: Oman to nie tylko turystyczna perełka, ale także obiecujący rynek dla inwestorów w nieruchomości. Kraj ten dynamicznie się rozwija, a rząd aktywnie wspiera zagraniczne inwestycje, oferując korzystne warunki, takie jak zwolnienia podatkowe, możliwość otrzymania wizy rezydenckiej i pełną własność nieruchomości dla obcokrajowców w wybranych strefach, np. Muscat Hills czy Al. Mouj. Rynek nieruchomości w Omanie dopiero niedawno otworzył się na inwestorów zza granicy – dlatego to jest ten moment, w którym warto w to zainwestować. Apartamenty z widokiem na Ocean Indyjski zaczynające się od ceny 850 tys. złotych w pełni wykończone wraz z zabudową kuchenną i sprzętami AGD, luksusowe wille w resortach zaczynające się od 1,5 mln złotych to tylko niektóre z opcji.
B.C.: Turystyka w Omanie rośnie w imponującym tempie, co przekłada się na wysoki popyt na wynajem krótkoterminowy, szczególnie w sezonie. Inwestując w Omanie, nie tylko zyskujesz szansę na atrakcyjny zwrot z inwestycji, ale także dostęp do nieruchomości w kraju o stabilnej gospodarce i bezpiecznym środowisku politycznym.

Dlaczego teraz jest idealny moment na inwestycje w Omanie?

M.C.: Oman znajduje się na fali transformacji, łącząc tradycję z nowoczesnością. Rządowa strategia „ Wizja 2040” zakłada dalszy rozwój infrastruktury, turystyki i sektora nieruchomości, co czyni ten kraj jednym z najbardziej obiecujących w regionie Zatoki Perskiej. Inwestując teraz, możesz wejść na rynek w jego wczesnej fazie wzrostu, zanim ceny osiągną poziomy znane z Dubaju czy Abu Zabi.
B.C.: Ważnym aspektem zakupowym jest fakt, że inwestycje, które teraz powstają są zlokalizowane w pierwszej linii od wody ze spektakularnym widokiem na ocean. To nie tylko inwestycja finansowa, ale także emocjonalna. To również szansa na posiadanie kawałku raju, który łączy spokój, luksus i niepowtarzalny klimat.

20250203 Yiti Sustainable City

Jak kupić nieruchomość w Omanie taniej niż w Polsce?

B.C.: Najlepiej zgłosić się do nas. (śmiech) Ceny nieruchomości oscylują między 850 tys. złotych za tak zwany 1 bed – ok. 70 m kw., wykończone w standardzie pod klucz z miejscem postojowym i z pięknym widokiem na ocean. 2 bed to wydatek ok 1,3 mln złotych, ale wtedy mamy już dwie duże sypialnie, dwie łazienki, salon z aneksem i powierzchnię apartamentu ponad 100 m kw.
M.C.: Ciekawą alternatywą do apartamentów są Ville, które teraz możemy kupić nawet za 1,5 mln złotych! Jest w czym wybierać, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Na co warto zwrócić uwagę, podejmując decyzję o zakupie nieruchomości w egzotycznym kraju, jakim jest Oman?

B.C.: Najważniejsze to mieć sprawdzoną agencję, która na każdym etapie transakcji będzie nas wspierać i pomagać. My oprócz tego, że jesteśmy z klientami od początku decyzji, to również monitorujemy cały proces, a po oddaniu inwestycji chętnie też zajmiemy się obsługą i najmem apartamentu. Jesteśmy tam na miejscu, więc zawsze można na nas liczyć i myślę, że to w tych czasach jest najważniejsze.

20250327 FBCFC23D 0D7A 4E06 A1FA 3DDD1B3BD57E

Czy Oman jest bezpiecznym miejscem do życia i inwestowania swoich środków finansowych?

M.C.: Oman jest państwem bardzo otwartym i nie należy się go obawiać. W niedawnym zestawieniu najbezpieczniejszych krajów na świecie zajął 4 miejsce! Państwo posiada plan rozwoju do 2040 roku i realizuje go rok w rok z nawiązką, co daje stabilność i bezpieczeństwo. W Omanie żyją Ibadyci, pokojowo nastawiony i otwarty odłam islamu. Między innymi dlatego jest nazywany Szwajcarią Bliskiego Wschodu, bo nigdy nie angażuje się w żadne konflikty.
B.C.: W ramach ciekawostki dodam, że w tym momencie w omańskim parlamencie jest więcej kobiet niż było za rządów Leszka Millera i parytetów dla kobiet w Polsce. Ekonomicznie Oman daje wszystko to, co daje Dubaj: wizę, zero podatków, możliwość cesji apartamentu, ale również spokój, stabilizację, ogromny potencjał i mnóstwo natury. Zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia.

Czy w Omanie czekają na pasjonatów – takich jak Wy – pola golfowe?

M.C.: Pola golfowe to dzisiaj must have przy inwestycjach premium, ponieważ generują ogromne zyski wszędzie tam, gdzie powstają. W samym Maskacie, w stolicy Omanu, jest 5 pól golfowych, z czego buduje się kolejne pole klasy championship, wokół którego sprzedajemy apartamenty i ville z widokiem nie tylko na ocean, ale właśnie na pole golfowe. To wyjątkowy projekt na skalę całego kraju, godny polecenia.

20250922 Montenegro golf 2

Na jakie ceny wynajmu, ceny kupna i zwroty z inwestycji można liczyć w Omanie, porównując np. apartament w Maskacie nad Oceanem Indyjskim z hiszpańską Marbellą? Jak zachęcić inwestorów?

M.C.: Oman, realizując strategię „Wizja 2040”, planuje znacząco zwiększyć wpływy z turystyki do budżetu państwa. Obecnie sektor turystyczny stanowi około 4 procent produktu krajowego brutto (PKB) Omanu. Celem jest podniesienie tego udziału do 10 procent PKB do roku 2040, co oznacza 2,5-krotny wzrost w porównaniu z obecnym poziomem. Aby osiągnąć ten ambitny cel, Oman planuje zainwestować około 31 miliardów dolarów w rozwój sektora turystycznego do 2040 roku. Inwestycje te obejmują rozbudowę infrastruktury, rozwój kompleksów turystycznych oraz promowanie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego kraju.
B.C.: W 2023 roku Oman odwiedziło rekordowe 4 miliony turystów, co stanowi wzrost o 38 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Plan zakłada zwiększenie liczby odwiedzających do 11 milionów rocznie do 2040 roku. Oman obecnie ma bardzo rozbudowaną bazę hotelową, głównie dla klienta premium, czyli 4 i 5-gwiazdkową. Są to piękne kompleksy z mnóstwem zieleni najczęściej w pierwszej linii brzegowej. Faktycznie ceny noclegów w tych hotelach nie należą do najtańszych, porównałabym je do cen w Marbelli. Jednak z perspektywy potencjalnego klienta, myślącego o zakupie apartamentu w Omanie, to duży plus.
M.C.: Ogromną zaletą takiego zakupu z perspektywy przyszłego inwestora jest fakt, że budowy obiektów skierowanych do inwestora zagranicznego są ograniczone tylko do wyznaczonych miejsc, tak zwanych ITC (Integrated Tourism Complex), z perspektywy inwestora ogranicza to podaż przy ciągłym wzroście popytu podtrzymywanym między innymi przez państwowy plan „Wizja 2040”. Jednym z kierunków rozwoju turystyki i samej bazy hotelowej ma być najem apartamentów w nowych budowanych właśnie kompleksach w ramach ITC.
B.C.: Ponadto jak już wspomniałam, ceny najmu dorównują tym w Marbelli, jednak ceny zakupu są 2 lub 3 razy tańsze, co powoduje wyższe zwroty z inwestycji nawet przy założeniu, że sezon jest tu dużo krótszy niż w Marbelli, gdzie trwa on cały rok. Przykładowo wynajmując apartament w Maskacie, jesteśmy w stanie w 3 miesiące obłożenia w roku wygenerować taki sam zysk, co w Marbelli, wynajmując go ze standardowym obłożeniem 7-miesięcznym. Finalnie warto również zwrócić uwagę na korzyści podatkowe oraz rezydenturę, którą otrzymuje potencjalny nabywca nieruchomości w Omanie. W obecnych niepewnych czasach, warto dywersyfikować nie tylko swój majątek, lecz dodatkowo zostawiać sobie furtki. Co do podatków to Oman oferuje wszystko to, co obecnie oferuje Dubaj, czyli zero podatku: dochodowego, od spadków, od zysków kapitałowych.

20250922 Projekt bez nazwy1

Inną alternatywą, jaką proponujecie klientom, jest Czarnogóra. Czym Was zaskoczył ten kraj nad Adriatykiem?

B.C.: Czarnogóra nazywana jest również perłą Adriatyku. To tu buduje się nowoczesne nadmorskie miasto, gdzie znajdziemy apartamenty, ville i rezydencje z zapierającym dech w piersiach widokiem na morze, Zatokę Kotorską czy piękny port Luštica.
M.C.: Do dyspozycji mieszkańców jest marina z 115 miejscami, ekskuzowane restauracje, butikowy hotel The Chedi i co dla nas najważniejsze – buduje się tam jedyne pole golfowe w Czarnogórze projektu Gary’ego Playera, ikony w tej branży. Resort jest całkowicie zamknięty, więc możemy liczyć na dużo prywatności i spokoju na jednej z przepięknych prywatnych plaż. Na całym obiekcie działają meleksy, które w ciągu 3 minut od telefonu przyjeżdżają i podwożą na wybrane miejsce wewnątrz resortu.
B.C.: Czarnogóra – dla większości osób znana jako Montenegro – to kraj, którego walutą jest euro; pomimo że jeszcze nie jest w strefie Euro. Jednak jak to nastąpi to ceny nieruchomości bez wątpienia poszybują w górę. Tak jak to miało miejsce chociażby w przypadku Chorwacji. Zatem zapraszamy do kontaktu oraz inwestycji w tym cudownym kraju z bogatą ofertą przyrodniczą, turystyczną, zabytkową itp. Bez wątpienia jest w czym wybierać…

Czy Czarnogóra to nowy europejski potencjał w branży nieruchomości? Jeszcze nie do końca odkryty…

B.C.: Zapewne tak! Teraz jest czas na Czarnogórę, po latach świetności, jakie zbierały Chorwacja i Grecja. Czarnogóra konsekwentnie budowała swoją pozycję. Stabilna politycznie, z korzystnym systemem podatkowym i rosnącą siecią połączeń lotniczych, dziś wyrasta na jeden z najciekawszych adresów na mapie Europy Południowej. A przy tym wciąż oferuje potencjał wzrostu i świeżość rynku, który dopiero się rozpędza. Z wielu lotnisk w Polsce można dolecieć bezpośrednio do Tivatu albo Podgoricy.
M.C.: Czarnogóra oferuje zero procent podatku od przeniesienia własności przy zakupie bezpośrednio od dewelopera. Ponadto minimum formalności przy maksymalnej przejrzystości procesu. Natychmiastowy wynajem – można tu zarabiać od chwili odbioru nieruchomości, jeszcze przed zakończeniem płatności. I co ważne, Czarnogóra proponuje dogodny system ratalny – nawet do 5 lat.

20250922 Port Lustica Bay 2

Jakie miejsca Was urzekły w Czarnogórze? Co robi duże wrażenie inwestycyjne?

B.C.: Coraz częściej inwestycje łączą słońce, morze i świeży pomysł na życie. Na południu Czarnogóry powstaje Luštica Bay – miasteczko stworzone od podstaw, a jednak z duszą miejsca, które wygląda, jakby istniało od zawsze. To projekt, który już dziś zachwyca skalą, wizją i potencjałem. Luštica Bay to inwestycja z widokiem na przyszłość.
M.C.: Dodatkowo, The Peaks – luksus z perspektywą. To jedyne miejsce w Czarnogórze, gdzie pole golfowe oferuje widok na morze z każdego dołka. Wille i apartamenty, zaprojektowane przez światowej klasy architektów, wpisują się harmonijnie w śródziemnomorski krajobraz. Nieco inną aurę oferuje tzw. Horizon – to dzielnica stworzona dla tych, którzy szukają ciszy i równowagi. Kameralne zabudowania, tarasy kaskadowo schodzące ku morzu, zapach lip i lawendy. Horizon to prywatna enklawa, w której czas płynie inaczej. Tu spokój i przyroda stanowią inspiracje.
B.C.: Według nas Czarnogóra to nowy lider południowej Europy. To rynek młody, świeży, z ogromnym potencjałem wzrostu. I oczywiście, cudowna Zatoka Kotorska – perła Adriatyku. Otoczona górami, otwarta na morze – przyciąga żeglarzy, podróżników i inwestorów. Nie potrzebuje billboardów. Opowiada swoją historię zapachem morza, szumem fal i codziennym rytmem życia. Poranną kawę w marinie, rozmowami w kilku językach w tle i zachodem słońca z kieliszkiem lokalnej rakiji. Czarnogóra to nie wakacyjna wizja – to codzienność na wyciągnięcie ręki.

20250922 widok z villi 2

Jakie koszty należy wziąć pod uwagę, chcąc jako inwestor kupić apartament w Czarnogórze?

B.C.: Kupując na rynku pierwotnym, nie ma żadnych dodatkowych kosztów, czyli cena prezentowana w ofercie jest zawsze ceną końcową. Nawet koszt notariusza jest pokrywany przez dewelopera i to jest wielki ukłon w stronę potencjalnych inwestorów.
M.C.: Wartość nieruchomości w Luštica Bay rośnie z roku na rok, szybciej niż w wielu klasycznych śródziemnomorskich lokalizacjach. Ceny rezydencji w Horizon zaczynają się od około 450 tys. euro, a w przypadku inwestycji w The Peaks to pułap 785 tys. euro.

Oprócz powyższych miejsc, wciąż z sukcesem wspieracie klientów w zakupie luksusowych nieruchomości na Costa del Sol. Jakie możliwości inwestycyjne aktualnie oferujecie w słonecznej Hiszpanii?

M.C.: Hiszpania to ciągle najbardziej rozchwytywany wśród polskich klientów kierunek, który nie tylko kojarzy się ze słońcem, ale też z dużym bezpieczeństwem i relaksem. Mamy na tym rynku dużą przewagę ze względu na bardzo solidne współprace z topowymi deweloperami.
B.C.: Po części jest to wynikiem tych nagród, o których wcześniej wspominałam. W bardzo wielu przypadkach dostajemy informacje od deweloperów o nowych projektach dużo szybciej niż trafiają na ogólny rynek – dzięki temu nasz klient może wybrać sobie najlepszy apartament. Mamy też dużo większą siłę przebicia w negocjowaniu umów i harmonogramów płatności dla naszych klientów. Propozycje inwestycyjne w Hiszpanii kręcą się obecnie w obszarze Estepony, Casares i Manilvy, gdzie te ceny są po prostu jeszcze bardziej atrakcyjne niż w Maladze czy Marbelli.

Jesteście dynamiczni, pełni energii, lubiący nowe wyzwania. Co przed Wami? Floryda jako nowa oferta?

B.C.: Dziękujemy za te miłe słowa! Na pewno czeka nas jeszcze bardzo dużo pracy, bo nie chcemy osiąść na laurach. Wprowadzając nowy projekt do sprzedaży, musimy najpierw go dobrze poznać, żeby być pewnym, że to będzie korzystny kierunek dla naszych klientów, kierunek bezpieczny i komfortowy. A na to wszystko potrzeba czasu, którego wciąż mamy za mało. (śmiech)
M.C.: Jedno jest pewne – jeszcze o nas usłyszycie, bo mamy mnóstwo nowych pomysłów do zrealizowania.

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA