Tomasz Fiedor | Dobry design wzbudza emocje

Skandynawski design to jego konik. Od zawsze zakochany w rzeczach ładnych, którymi otacza się zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Jego przygoda z pochodzącym z krajów Europy Północnej wzornictwem trwa już 15 lat. Tomasz Fiedor – właściciel usytuowanego na poznańskim Grunwaldzie sklepu z designem Design for Home opowiedział mi o tym jak rozpoznać dobry design, o miłości Polaków do skandynawskiego stylu oraz o tym, która z ikon wzornictwa zajmuje w jego sercu szczególne miejsce.

Czy nasze wnętrza są coraz bardziej designerskie? Czy zwracamy uwagę na to, aby otaczające nas przedmioty były po prostu ładne?

TOMASZ FIEDOR: Zdecydowanie tak i jest to tendencja wzrostowa! Od 15 lat prowadzę sklep z designem i z każdym rokiem zainteresowanie designerskimi, starannie zaprojektowanymi przedmiotami stale rośnie. I to mnie bardzo cieszy, że Polacy coraz chętniej otaczają się niebagatelnymi dodatkami do wnętrz. To widać choćby na przykładzie galerii handlowych, gdzie jak grzyby po deszczu wyrastają sklepy z dekoracjami do naszych mieszkań. Myślę, że w trakcie tych piętnastu lat bardzo wzrosła świadomość i znajomość marek, tzw. ikon designu i chyba wyrobiliśmy sobie dobry gust. Chcemy mieć koszyk na owoce, świecznik, może jakąś rzeźbę. Cieszy nas gustowny dozownik do mydła czy designerski wazon z kwiatami.

Wspomniał Pan o guście. Z ostatnich badań przeprowadzonych na zlecenie firmy Westwing przeszło 30 proc. Polaków, gdyby miało urządzać swój dom, mieszkanie wybrałoby styl scandi. Dlaczego tak pokochaliśmy skandynawski design?

Na pewno niebagatelną rolę odegrała tu IKEA, która pokazała Polakom styl skandynawski i wiele lat stanowiła wyznacznik tego, jak ładnie, ale też mądrze i praktycznie urządzić swoje cztery kąty. Mieszkanie urządzone w stylu IKEA było mieszkaniem plasowanym w kategorii premium. Dzisiaj mamy do wyboru wiele innych marek, reprezentujących styl scandi i co ciekawe, nie zawsze są to marki wywodzące się ze Skandynawii. Prostota i minimalizm, jakościowe materiały, ceramika, metal, drewno – to przede wszystkim główne powody triumfu stylu skandynawskiego.

Tomasz Fiedor Designforhome

Czym zatem dla Pana jest dobry design?

Mam na to jedno określenie, które zresztą jest hasłem sklepu. Dobry design jest emocją. To szybsze bicie serca na widok czegoś, co chciałbym mieć, postawić w swoim domu. Dobry design to taki, który cieszy.

A jak rozpoznać dobry design?

W latach siedemdziesiątych projektant Dieter Rams sformułował 10 zasad, według których można skategoryzować dobry design. Wśród nich wymienił jakość, użyteczność, estetykę. Ale także zrozumiałość produktu, dyskrecję, ponadczasowość, kompletność, przemyślenie produktu w najmniejszych detalach, przyjazność środowisku i minimalizm. Ja do tego dorzucę jeszcze swoją zasadę – czyli osobę projektanta. W sklepach sieciowych oczywiście możemy kupić rzeczy ładne, ale najczęściej są one kopią produktów stworzonych przez projektantów pracujących dla firm typowo designerskich. Za projektami produktów markowych stoją często artyści, których te firmy chętnie pokazują, promują ich twórczość, zamieniając ich projekty w produkty użytkowe. Osoby wrażliwe na design na pewno wyczuwają tę subtelną różnicę, chwytając do ręki wazon z sieciówki, a wazon od projektanta, za którym stoi historia i dorobek artystyczny. Można wówczas prześledzić inne projekty danego twórcy. I co bardzo cieszy, dla naprawdę dużych marek designerskich pracuje wielu polskich projektantów.

Wspomniał Pan o ponadczasowości dobrego designu. Ale zakładam, że jakieś trendy jednak na tym rynku się pojawiają. Jak za nimi nadążać?

Ponadczasowość designu to jeden z tych elementów, dla których możemy mówić o ikonach. Lata istnienia na rynku spowodowały, że wiele z nich zyskało status legend. I żaden z producentów ani myśli wyrzucać je ze swojej oferty. Pomimo że co sezon pojawiają się katalogi z nowościami, są przedmioty tak silnie identyfikowane z konkretnym producentem, że ich zniknięcie byłoby niemal równoznaczne z końcem marki. Spójrzmy na Juicy Salifa od Alessi. Dziś mówiąc Alessi – myślimy od razu o wyciskarce do cytryn, która stanowi DNA marki. Ale oczywiście istnienie ikon designu nie oznacza, że nie pojawiają się nowe produkty w ofercie marek. Czasem to produkty już funkcjonujące na rynku pojawiają się w edycjach limitowanych czy nowej kolorystyce. Ale też powstaje naprawdę mnóstwo nowości, za którymi warto nadążać. Bo a nuż pojawi się wśród nich kolejna ikona?

Juicy Salif od Alessi
Juicy Salif od Alessi

Co skłoniło Pana do otwarcia sklepu z designem?

Przypadek. (śmiech) Wiele rzeczy w moim życiu zawdzięczam przypadkowi. (śmiech) Na szczęście tylko w dobrym tego słowa znaczeniu! Kończyłem studia i szukałem swojej życiowej drogi. A że zawsze lubiłem otaczać się ładnymi rzeczami, to w ramach wycieczki udałem się do mekki skandynawskiego designu – Kopenhagi. I tam jak typowy turysta nakupowałem gadżetów, którymi po powrocie ustroiłem swój dom. Cieszyłem się tymi produktami jakiś czas, ale w pewnym momencie trochę już mi się znudziły i postanowiłem je sprzedać w jednym z serwisów aukcyjnych w Internecie. I traf chciał, że to ogłoszenie odnalazł dystrybutor tych produktów na Polskę – firma Rodan i otrzymałem od nich propozycję współpracy. I pomyślałem wówczas, dlaczego nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i swojej miłości do designu nie zamienić w codzienne funkcjonowanie i drogę zawodową. I tym samym powstał sklep internetowy Design for Home.

Jak wspomina Pan początki?

Dzisiaj patrzę na to dwojako. Było i łatwiej, i trudniej. Łatwiej, bo konkurencja w Internecie była mniejsza. Trudniej, bo świadomość konsumentów była strasznie niska. I niewiele osób miało potrzebę posiadania, ale przede wszystkim nie miało wiedzy na temat dobrego designu. To zaczęło się z czasem zmieniać. Sporo pracy wykonały czasopisma wnętrzarskie czy programy telewizyjne pokazujące dobre wzorce. I ludzie pomyśleli, że można odesłać do lamusa stare, ciężkie, ciemne meble i mieszkać ładniej. A miłość do skandynawskiego designu tylko pomogła.

To ciekawe, co Pan mówi i trochę wbrew biegowi historii. Wiele sklepów niezależnie od branży rozpoczynało swoją działalność od sklepu stacjonarnego, dopiero w drugiej kolejności, budując internetowy. U Pana było odwrotnie.

Jestem z pokolenia internetowego. Osobiście uważam, że zakupy w internecie to najwygodniejsza forma handlu, ale sprzedaję produkt premium, który wymaga czasem specjalnej oprawy, dotknięcia go, czy rozmowy. Jest całkiem spora grupa ludzi, którzy lubią przyjść do sklepu, porozmawiać, zobaczyć produkt na żywo. I mimo że bardzo się wzbraniałem przed stworzeniem showroomu stacjonarnego, dzisiaj uważam, że był to dobry pomysł. Oczywiście w naszej przestrzeni na ulicy Malwowej prezentujemy ledwie wycinek tego, co oferujemy, bo oferta sklepu internetowego to 50 tysięcy pozycji.

To przyznaję – robi wrażenie. W jakich kategoriach klient może znaleźć z Design for Home produkty i jakich marek?

Clue działalności sklepu stanowi skandynawski design, a krajem, który przoduje w jego projektowaniu, jest Dania. Stamtąd też pochodzi większość produktów, które mamy w swojej ofercie. To dzisiaj przeszło sto marek. Ale oczywiście jest też wspomniane przeze mnie włoskie Alessi, a także Philippi, bardzo dobrze w Polsce znany, niemiecki producent designu. Polacy bardzo lubią rzeczy błyszczące – więc Philippi ze swoimi produktami metalowymi, lustrzanymi czy szklanymi doskonale wpisał się w nasze gusta. Natomiast jeśli chodzi o kategorie produktów, to Design for Home oferuje wszystko do wnętrz. Od mebli i oświetlenia, po akcesoria, w które wyposażamy swój salon, łazienkę czy kuchnię. Czyli te wisienki na torcie, które tworzą klimat i charakter wnętrza.

Tomasz Fiedor Designforhome
Tomasz Fiedor | Dobry design wzbudza emocje 11

Ale nie tylko ludzie znajdą dla siebie coś miłego. Całkiem sporą reprezentację w sklepie mają produkty dla zwierząt.

Skandynawowie słyną z miłości do przyrody i zwierząt. Więc i nasz milusiński może zostać dopieszczony dobrym designem. A jest tych produktów naprawdę szeroka gama. Od ubranek, przez miski, pojemniki na karmę, po smycze czy legowiska. Nie brakuje też w naszej ofercie produktów dla zwierząt dziko żyjących, czego przykładem są piękne karmniki dla ptaków.

Produkty, które ma Pan w swojej ofercie nie należą do najtańszych. Czy jako konsumenci rozumiemy dlaczego musimy zapłacić czasem całkiem spore pieniądze za przysłowiową solniczkę czy podajnik do mydła?

Wiele lat pokutowało w nas przeświadczenie, że musimy mieć w naszych domach wszystkiego dużo. Wazonów, świeczników, młynków do pieprzu, mydelniczek. Dobry design charakteryzuje się ponadczasowością, więc wybierając jeden jakościowy produkt możemy stworzyć wiele aranżacji, które będą odporne na zmiany trendów. I tego staram się uczyć swoich klientów.

Wiele firm mówi dzisiaj o zrównoważonym rozwoju, ochronie środowiska czy dbałości o powtórne wykorzystanie surowców. Zastanawia mnie rola designu w tym procesie. Dla wielu kupno kolejnego gadżetu do domu to pochwała konsumpcjonizmu…

Kraje skandynawskie wiodą prym w zakresie świadomości ekologicznej. I projektowany przez nich design doskonale wpisuje się w trend zrównoważonego rozwoju. Trwałość, ponadczasowość i minimalizm produkowanych przez nich przedmiotów powoduje, że gotowi są zapłacić więcej za produkt, który będzie im służył przez lata. Bez konieczności jego częstej wymiany. Zgodnie z zasadą – nie stać mnie na kupno tanich przedmiotów. Dobry design cechuje się także funkcjonalnością, zatem skoro spełnia swoją funkcję, a dodatkowo jest piękny i nie starzeje się wizualnie – to nie ma potrzeby go zmieniać. Wiele z przedmiotów skandynawskiego designu przechodzi z pokolenia na pokolenie, nabierając wręcz szlachetności i stając się powodem do dumy kolejnych generacji. Czy zatem to właśnie nie jest świadome podejście do planety i jej zasobów?

Ulubiony produkt, bez którego nie wyobraża Pan sobie swojego domu?

No, małpa! (śmiech) Małpa od Kay’a Bojesena. To potwierdzenie tego, co powiedziałem na początku. To miłość od pierwszego wejrzenia. Przedmiot pożądania, który kiedy tylko na niego spojrzałem, uśmiechnął się do mnie i już nie mogłem bez niego żyć. (śmiech) Moja prywatna małpa towarzyszy mi w podróżach, ma zdjęcia w różnych miejscach i jest całkiem niekłopotliwym pasażerem. (śmiech) Ale to przede wszystkim jej historia jest tym, co mnie w niej najbardziej urzekło. Choć w Polsce traktowana jest jako dekoracja, tak naprawdę wyszła spod ręki tego jednego z najbardziej utalentowanych duńskich projektantów jako… zabawka dla dzieci. Sposób, w jaki jest wykonana, drewno z jakiego pochodzi, jej kształty i ponadczasowa, niestarzejąca się forma, jest tym, co powoduje, że choć dzieckiem już nie jestem, przysparza mi ona mnóstwo radości. Do tego stopnia, że znalazła swoje miejsce na moim przedramieniu w formie tatuażu.

Małpa Kaj Bojesen

Są przedmioty, których projekty powstały kilkadziesiąt lat, a nadal stanowią przedmiot pożądania. Takie jak wspomniana wyciskarka do cytrusów Juicy Salif, wieszak „Hang It All” Ray i Charlesa Eamesów, czy lampa Artichoke. A jakie są ikony designu według Tomasza Fiedora? Oczywiście zaraz obok małpy.

Na pewno termosy Stelton, piękne w swojej prostocie i od lat produkowane w niezmienionej formie, są najlepiej sprzedającym się produktem firmy Stelton. A przypomnijmy, że to projekt z 1977 roku… Korkociąg Anna G. od Alessi i jej towarzysz Alessandro. To produkty, których nie wolno chować do szuflady! Są tak dekoracyjne i niebanalne, że stanowią przepiękną dekorację każdej kuchni. Kultowa seria porcelany Lyngby to uosobienie minimalizmu i odpowiedź na panującą na przełomie XIX i XX wieku modę na zdobienia i ornamenty. Wystarczy do takiego wazonu wstawić kwiaty, suszki czy zimowe gałązki i już otrzymujemy różne aranżacje. Pięknych produktów jest cała masa i wybór tylko kilku to nie lada wyzwanie. Mam w domu swoje „pudełko radości” będące kompilacją pięknych przedmiotów.

Hit sprzedażowy?

Chyba nie ma jednego produktu, który mógłbym nazwać sprzedażowym hitem. Design jak wiele innych branż cechuje sezonowość. Czas wesel to okres poszukiwania prezentów, podobnie jest przed Bożym Narodzeniem. Latem dobrze sprzedają się produkty do ogrodu. Gdybym jednak miał postawić na jeden produkt byłyby to młynki butelki od AUDO Copenhagen.

Audo Copenhagen młynki
Młynki AUDO Copenhagen

Plany na przyszłość?

Nieustanny rozwój! Poszukiwanie nowych pięknych, niebanalnych rozwiązań na rynku produktów użytkowych, takich, na widok których serce zabije jeszcze mocniej niż dotychczas.

Design for Home ul. Malwowa 37a, Poznań

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

REKLAMA
REKLAMA

Joanna Scheuring-Wielgus | Chcę nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie

Joanna Scheuring - Wielgus

Polityczka, działaczka samorządowa i społeczna, która swoją karierę rozpoczynała jako manager kultury. Dziś jest wiceministrą kultury i liderką listy lewicy z województwa wielkopolskiego do Parlamentu Europejskiego. O wyzwaniach stojących przed Europą, sytuacji kobiet w Polsce, planach na siebie w Brukseli, ale także o modzie i o tym, co jej się podoba w Poznaniu opowiada Joanna Scheuring-Wielgus. 

Rozmawiają: Anna Bowsza oraz Alicja Kulbicka 

Zdjęcia: Materiały prywatne J.Sz.-W.

Anna Bowsza: Pełnisz dzisiaj funkcję wiceministry kultury. Dlaczego Ministerstwo Kultury jest Ci tak bliskie? 

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Przed wejściem do polityki zawodowo zajmowałam się kulturą, więc objęcie stanowiska ministry w tym resorcie było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Współpracowałam przez lata z ministerstwem z tej drugiej strony jako managerka artystów, producentka spektakli, koncertów czy wystaw, więc teraz uzupełniam swoją wiedzę i doświadczenie o ten obszar działania, ale z tej drugiej strony, czyli rządowy. 

Alicja Kulbicka: A jednak zdecydowałaś się na kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wybory do europarlamentu są niezwykle ważne. Szczególnie te, które przed nami. Widzisz przecież, co się dzieje: wojna w Ukrainie, w strefie gazy, wzrost radykalnych nastrojów na całym świecie, wielka niewiadoma wyborów w Stanach Zjednoczonych, dojście do władzy w Europie proputinowskich ugrupowań. Czuć w powietrzu niepokój i lęk przed światowym konfliktem. Wyobraź sobie, co by się teraz działo w Polsce jakbyśmy nie byli w UE czy w sojuszu natowskim? Dlatego ważne jest to, aby w tej kadencji PE znaleźli się reprezentanci z Polski, którzy są skuteczni, odważni i silni. Ci, którzy zadbają zarówno o silną Polskę w Europie, jak i silną Unię Europejską na świecie. Ja taka jestem. Poza tym moja działalność polityczna to walka o dobrą przyszłość dla moich dzieci. Może to kolokwialne, ale chcę, aby trójka moich chłopków żyła w spokojnym świecie. 

A.K.: Pochodzisz z Torunia, startujesz z Poznania. Dlaczego?

Wybory do europarlamentu to zupełnie inne wybory niż te parlamentarne czy samorządowe. Wybieramy tylko 53 parlamentarzystów, Polska jest jakby jednym okręgiem, dlatego każda partia wystawia najsilniejsze nazwiska w każdym okręgu.  Mi przypadła Wielkopolska i bardzo się z tego cieszę, bo częściej zdarzało mi się u Was bywać niż w innych regionach Polski. Poza tym moja mama i rodzina od strony dziadka pochodzi z Wielkopolski.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Co Ci się w naszym mieście podoba? 

Jak byłam na studiach to wyjazd do Gdańska czy właśnie do Poznania był dla mnie jak wyjazd do Europy. To z Poznania wyruszałam autokarem na saksy do Londynu, to w Poznaniu mieliśmy pierwsze ogólnopolskie spotkanie ruchów miejskich, z których się wywodzę. Ogólnie Wielkopolska kojarzy mi się od zawsze z estetyką, porządkiem i zaradnością. A najbardziej z Poznania lubię rogale marcińskie!  (śmiech)

A.B.: Czym zamierzasz zająć się w Brukseli? Z jakim programem startujesz?

Bardzo chciałabym kontynuować swoją ministerialną pracę w komisji kultury i mediów. Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, chociażby w kwestii statusu zawodowego artysty czy ubezpieczeń dla ludzi kultury. Ale oczywiście jest mi również bliska kwestia równouprawnienia i praw kobiet. Dlatego chcę wprowadzić Kartę Praw Kobiet Unii Europejskiej, która zagwarantowałaby każdej kobiecie w Europie prawo do legalnej, bezpiecznej, powszechnej opieki aborcyjnej. Ponadto chcę wprowadzenia przez państwa członkowskie regulacji ochronnych dla tych grup kobiet, które są szczególnie narażone na przemoc i wyzysk. A jeśli chodzi o program Lewicy to znajdziesz szczegółowy na naszej stronie lewica2024.eu To nasza wizja Europy i Polski w Europie.

A.K.: Ośmiu na 10 Europejczyków uważa, że te wybory są wyjątkowo ważne w obliczu toczącej się wojny Rosji przeciwko Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie – wynika tak z Eurobarometru, przedwyborczego badania unijnej opinii publicznej. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, będzie to oznaczało wzrost o 10 pp. w stosunku do wyborów w 2019 r. w całej Europie. Dlaczego udział w eurowyborach jest tak ważny?

W ogóle głosowanie w jakichkolwiek wyborach to wielki przywilej, który akurat my, kobiety, wywalczyłyśmy 100 lat temu! Głosując – decydujesz. Głosując – masz wpływ. Potem oceniasz i masz prawo wymagać. Dla mnie głosowanie to świąteczny i ważny dzień. Tak jak powiedziałaś, te wybory są szczególnie ważne, bo sytuacja na świecie jest niestabilna i naszym zadaniem jest odsunąć ten trend i wybrać takich ludzi do PE, którzy zagwarantują nam bezpieczeństwo i będą podejmować dobre decyzje dla nas i dla Europy. Silna Europa to silna Polska, nie mam co do tego wątpliwości.

A.K.: 20 lat Polski w Unii Europejskiej. Jesteś przedstawicielką ugrupowania, które Polskę do UE wprowadziło. Pamiętasz ten dzień? 

Oczywiście! Po głosowaniu zrobiliśmy z mężem w naszym ogrodzie imprezę dla znajomych. Bardzo się cieszyłam, bo będąc studentką marzyłam o tym, aby być pełnoprawną obywatelką UE. Irytowało mnie na granicy, że traktują nas, Polaków, jak osoby drugiej kategorii. Tak się czułam, jeżdżąc podczas studiów do Londynu i pracując tam na czarno. Patrząc teraz na Ukrainę, wyobraź sobie, co by było teraz w Polsce, gdyby Lewica nie wprowadziła nas do UE i nie zawiązała sojuszu z NATO? Strach nawet myśleć.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Czy Polacy nadal są euroentuzjastami?

Na szczęście nadal tak, ale widać i słychać ze strony radyklanej prawicy chęć wyprowadzenia Polski z UE. To byłyby kolosalny błąd. Dlatego ważne jest, aby nie dać się zwieść tym populistycznym hasłom. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię. Nagonka, manipulacja i kłamstwa doprowadziły do zmiany nastawienia Brytyjczyków, co w efekcie skończyło się Brexitem, którego nikt na serio nie traktował, a się wydarzył. Teraz coraz częściej na Wyspach mówi się o powrocie do wspólnoty europejskiej i słychać żal wśród ludzi, którzy zdecydowanie żałują decyzji o wyjściu z UE. 

A.K.: Jednak dziś po 20 latach bycia częścią europejskiej rodziny, a po ośmiu latach rządzenia w Polsce przez populistów, obserwujemy wzrost nastrojów antyunijnych. Sporo mówi się o „narzucaniu nam prawa” przez unijnych biurokratów, rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi, pasjonaci motoryzacji sceptycznie podchodzą do zapowiedzianej elektromobilności, ostatnią zmianą, która dotknęła konsumentów są… plastikowe nakrętki przytwierdzone na stałe do butelek. I choć te zmiany zapewne istotne z punktu widzenia zmian klimatycznych są tym, co powinno stanowić priorytet. Czy właśnie nie działania „nakazowe” są tym, co nas od Unii odpycha? 

Zacznijmy od tego, dlaczego stworzono Zielony Ład? Wszyscy chcemy oddychać czystym powietrzem, jeść zdrową żywność bez chemii. Chcemy, aby woda płynęła w kranach, a nie była luksusem. Takie były cele Zielonego Ładu. I tych celów będę broniła. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno. Zabrakło odpowiedniej komunikacji. Zabrakło rozmowy z rolnikami, ale to kamyczek do ogródka komisarza Wojciechowskiego z PiS. Uważam, że niektóre decyzje wymagają ponownego przemyślenia. Mam na myśli chociażby zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 r. Trzeba wspierać elektromobilność, ale chyba nie poprzez zakazy.  Dlatego jako Lewica opowiadamy się za zrobieniem kroku wstecz w sprawie tej regulacji. Trzeba rozwiać społeczne obawy ludzi czy za 11 lat będą mogli jeździć samochodem. Będą mogli. Ważne jest też, aby rozwijać transport publiczny, który jest dla wszystkich. Są na to środki z KPO. W Polsce 13 mln ludzi jest wykluczonych komunikacyjnie. Europa powinna być o korzyściach, nie o zakazach.

A.K.: Jak widzisz Unię Europejską w perspektywie 5-10 lat? 

Marzę o Europie silnej i zjednoczonej. UE to dla mnie nie tylko zbiór państw, to nie tylko walka mocarstw, dyplomacja i spotkania na szczycie. UE to przede wszystkim człowiek, jego codzienność i jego potrzeby. Dziś potrzebujemy zmiany działania Unii tak, by korzyści z naszej wspólnoty płynęły bezpośrednio do nas i naszych najbliższych. Zbyt często politycy skupiają się na wielkich regulacjach, a zbyt rzadko myślą o tym, aby zapewnić zielony skwer w naszej okolicy, dostępny żłobek czy nowe mieszkanie na start dla młodych. O tym powinna być Europa, o tym powinna być Unia, o tym powinna być nowoczesna Polska w zjednoczonej Europie. Takiej Polski w Europie chcę ja i Lewica. Jednocześnie rozumiem, że UE potrzebuje korekty. Czas, by stała się instytucją bliższą naszym codziennym sprawom. Mniej spotkań na szczycie czy za zamkniętymi drzwiami, a więcej przejrzystości i demokracji.

A.K.: Jesteś socjolożką, z racji wyuczonego zawodu myślę, że widzisz szerzej niż inni zachodzące w Polsce zmiany. Czy polskie społeczeństwo się liberalizuje i staje się coraz bardziej tolerancyjne?

Zdecydowanie. Polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne niż politycy, których potem to społeczeństwo wybiera. Bardzo dobrze to widać chociażby na przykładzie zmiany stanowiska dotyczącego liberalizacji prawa aborcyjnego. W 2016 roku, jak odbywały się pierwsze protesty, zwolenników takiego prawa było około 30%, teraz te wyniki dochodzą często do 80%. Zmienia się również w ekspresowym tempie nasz stosunek do kościoła. Pustoszeją świątynie, młodzież wypisuje się z lekcji religii, ludzie rezygnują ze ślubów kościelnych i coraz mniej osób przyjmuje księdza na tzw. kolędzie. Niektóre badania plasują Polskę na pierwszym miejscu wśród najszybciej laicyzujących się krajów świata. To zasługa samego kościoła, który po 1989 r. próbował układać się z różnymi rządami, ale ostatnich osiem lat jest jednak pod tym względem wyjątkowych. Nie wspomnę już o przestępstwach i nadużyciach w kościele, o których dowiadujemy się bardzo często. 

Joanna Scheruing - Wielgus, Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek na Marszu Równości

A.K.: Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w Polsce? Jesteś wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, partii, której dobro kobiet leży bardzo na sercu. Startujesz do Parlamentu Europejskiego z Poznania, który jest raczej miastem liberalnym i otwartym. Jednak Polska to nie tylko duże miasta… 

No właśnie. Dobrze, że zwracasz na to uwagę, bo my na lewicy z naszymi postulatami kobiecymi zwracamy się właśnie do tych, którzy są pozostawieni sami sobie, są w tyle. Standardowo jak jesteś z miasta, to masz więcej możliwości, jak dobrze zarabiasz to stać cię na więcej, jak nie jesteś samotna, jest ci łatwiej. Gdy porównamy opiekę państwa dla Polek do opieki dla kobiet w innych krajach, to Polki są na szarym końcu: mamy najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne, nie mamy bezpłatnych tablet antykoncepcyjnych, opieki okołoporodowej, w szpitalach lekarz może odmówić ci zabiegu, bo powołuje się na klauzulę sumienia, jak zostaniesz zgwałcona, to chroni się sprawcę, a kobiecie sugeruje się, że prowokowała wyglądem. Jest mnóstwo do zmiany nie tylko w prawie, ale przede wszystkim w głowach konserwatywnych polityków, dla których kobieta to często nadal „słaba istota”, którą muszą się zaopiekować. 

A.K.: Czy bycie kobietą pomaga czy przeszkadza w polityce? Mierzysz się z seksizmem? 

To zależy. Na pewno kobiet powinno być zdecydowanie więcej w polityce. W polskim parlamencie jest nas teraz 29%, więc nawet nie zbliżamy się do połowy reprezentacji. Dlatego zachęcam kobiety do angażowania się w życie społeczne i polityczne na różnych szczeblach. Bo kto ma zadbać o nasze interesy jak nie my same? A jak pytasz mnie o seksizm w polityce, to powiem ci, że on jest nadal powszechny; jest wszechobecny, nie tylko w polityce. Nadal niestety jest mnóstwo stereotypów związanych z kobietami. Dużo pracy przed nami.

A.B.: Czy czujesz, że na sejmowych korytarzach musisz udowadniać, że bycie kobietą nie oznacza mniejszych kompetencji? 

Nadal tak. Od 2018 roku rozkładam na czynniki pierwsze kwestie przestępstw w polskim kościele. Gdy o tym mówię, podając fakty, słyszę, że atakuję kościół i że jestem kontrowersyjna. Gdy mówię o świeckim państwie, słyszę, że jestem radykalna. Gdy mówi to samo jakiś polityk czy ksiądz, opinia jest taka, że mówi to mąż stanu, jemu po prostu wolno. Ale zaznaczanie mniejszych kompetencji odbywa się nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak przedstawianie polityczek. Często słyszę: Poseł Krzysztof i nasza Joasia…

A.B.: To nieco z innej beczki. Czy polityczki w Polsce są dobrze ubrane? 

To naprawdę zależy, bo mamy różne gusta, ale to czego nie rozumiem i to, co mi się zdecydowanie nie podoba to „przebieranie się” za polityczkę. Często wygląda to bardzo sztucznie i widać, że ta osoba czuje się w tym ubiorze po prostu niewygodnie. Uważam, że niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, powinniśmy być po prostu sobą. 

A.B.: Twoje stylizacje są zawsze perfekcyjne. Dobrze skrojona marynarka, świetna fryzura i makijaż. Lubisz modę?

Zawsze lubiłam modę i śledziłam nowinki, ale nigdy nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że są modne. Nie kupowałam też nigdy rzeczy, na które mnie nie stać. Wolę mniej niż więcej i nigdy za wszelką cenę. Ale mam od lat swojego ulubionego fryzjera Tomka, który tnie włosy brzytwą. Dbam o siebie, ćwiczę na siłowni. Wychodzę z założenia, że nawet świetny ciuch czy makijaż nie ukryje niezdrowego ciała. Zdrowe ciało to zdrowa dusza i wtedy wystarczą trampki, dżinsy i biały T-shirt. 

A.B.: Jak dobierasz stylizacje? Masz kogoś do pomocy czy zdajesz się na swoje wyczucie stylu?

Odkąd pamiętam zawsze zakładam na siebie to, co ja chcę włożyć, a nie to, w czym chcą mnie widzieć inni. Czasami wbrew trendom, modom czy upodobaniom innych. Ja po prostu nie lubię jak mi ktoś coś narzuca. Zawsze na końcu to ja podejmuję decyzję zarówno w co się ubiorę, jak i co zrobię. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że ja od dziecka zawsze taka byłam. (śmiech) Z wiekiem stawiam zdecydowanie na wygodę, więc świadomie zrezygnowałam ze szpilek w sejmie na rzecz płaskich butów. Żadnych ciężkich torebek na ramię, tylko wygodny plecak. 

A.B.: Masz swoje „guru modowe”?

Nie mam jednego guru modowego, ale moją miłością wielką jest wszystko, co brytyjskie. Dlatego zawsze z uwagą obserwowałam Vivienne Westwood, ale i Katharine Hamnett, projektantkę znaną ze swoich politycznych T-shirtow, które uwielbiam. Lubię też Francuzkę Isabel Marant czy ciuchy sportowe od Stelli McCartney. Podoba mi się również styl Charlotte Gainsbourg czy Patti Smith. Jak widzisz kino i muzyka są dla mnie największą inspiracją, jeśli chodzi o to jak się noszę.  

Już dziś (03.06.) zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z Joanną Schering – Wielgus

ul. Młyńska 12

godz. 18:00

Wstęp wolny

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
Anna Bowsza

Anna Bowsza

REKLAMA
REKLAMA
Joanna Scheuring - Wielgus
REKLAMA
REKLAMA