Łukasz Grajcar | Transport to papierek lakmusowy gospodarki

Łukasz Grajcar Imex Logistics|Przylądek Północny (norw. Nordkapp)|Zorza polarna w Norwegi|Imex Logistics|Łukasz Grajcar Imex Logistics

Ostatnie trzy lata to czas zawirowań na globalnym rynku, które nie ominęły również branży TSL. O tym jak pandemia i wojna w Ukrainie wpłynęła na ten sektor gospodarki, o wyzwaniach stojących dzisiaj przed branżą i o tym, za co kocha Skandynawię opowiedział mi Łukasz Grajcar, dyrektor zarządzający IMEX Logistics, firmy transportowej obchodzącej w tym roku 12-lecie swojego istnienia.

Łukasz Grajcar Imex Logistics

W 2020 roku nikt nie przypuszczał, że świat może aż tak „stanąć na głowie”.To, w jaki sposób zareagował rynek, w olbrzymim stopniu dotknęło cały łańcuch dostaw. Logistyka i transport musiała się zmierzyć z zupełnie nowymi wyzwaniami. Jak wspominasz tamten czas?

ŁUKASZ GRAJCAR: Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej niż w marcu 2020. Na pewno z większym dystansem do tamtych chwil, a może nawet i z sentymentem. Ale doskonale także pamiętam jak byłem wówczas zaniepokojony, żeby nie powiedzieć wystraszony. Pewnie jak większość przedsiębiorców w tamtym okresie. Obawy, jakie mi towarzyszyły, to przede wszystkim strach przed zamknięciem granic, co dla nas oznacza katastrofę. Jednak szybko zrozumieliśmy, że nawet w pandemii gospodarka musi działać. Przemysł nadal musi funkcjonować, żywność do sklepów musi być dostarczana, więc i transport musi jeździć.

A to spowodowało, że nie odczuliśmy spadku obrotów w trakcie covidu. Dodatkowo mogliśmy liczyć na wsparcie państwa przy pomocy takich narzędzi jak tarcze antycovidowe. Ale z drugiej strony mieliśmy pełną świadomość tego, że dodrukowywanie pieniędzy nigdy nie jest za darmo. I bardzo mocno komunikowałem w zespole, że za tzw. tarcze pomocowe wszyscy zapłacimy, a rosnącą inflację wszyscy odczujemy. Po lockdownach gospodarka bardzo szybko chciała odbić i zaczęła generować niespotykane wcześniej obroty. Oczekiwanie na wolny termin transportu wydłużyło się do ponad dwóch tygodni. I to my dyktowaliśmy warunki i ceny, co pozwoliło odrobić straty spowodowane pandemią.

Epidemia poszła w niepamięć, ale kłopoty świata nie zniknęły. Obecna sytuacja gospodarcza związana z wojną w Ukrainie, do tego inflacja, na nowo definiują sposób działania wielu branż. Transport jest nierozerwalnie związany z innymi gałęziami gospodarki. Jak sobie z tym aktualnie radzi Imex?

Władimir Putin szybko wyleczył nas z covidu, ale zaraził nas pojęciem „wojna”, bardziej niż ktokolwiek wcześniej. To, co w tej chwili jest najtrudniejsze w naszej, ale pewnie w każdej,branży to to, że nie znamy żadnego scenariusza. Gdyby ktoś mi dzisiaj powiedział – wojna nie przeniesie się na terytorium Polski i zakończy się za pół roku – mógłbym cokolwiek zaplanować. Jako dyrektor zarządzający w spółce, jestem procesami rok, czasem dwa do przodu. Natomiast w obecnej chwili myślę o firmie w perspektywie dwóch tygodni, może miesiąca. Bo nie sposób przewidzieć przyszłości. I czy wojna nie rozleje się na nasz kraj. Liczymy na to, że ten pesymistyczny scenariusz się nie sprawdzi i nie odczujemy w Polsce bezpośredniego zagrożenia, ale na pewno odczuwamy to, co z wojną jest bezpośrednio związane, czyli spowolnienie gospodarcze i widmo recesji. A transport to papierek lakmusowy gospodarki. Z ilości frachtów łatwo można wyłuskać prawdę o jej faktycznym stanie. Dzisiaj, co zabrzmieć może kuriozalnie, ceny naszych usług spadają. Pomimo rosnącej inflacji i wzrastających kosztów. A wynika to z polityki dużych graczy rynkowych, których dzięki poduszkom finansowym, stać na obniżenie cen. Dla mniejszych firm może to być sytuacja niebywale trudna. My na szczęście specjalizujemy się w dość niszowym rynku, jakim są kraj skandynawskie i liczymy, że dzięki naszej specyfice działania właśnie na tamtych rynkach, uda nam się przejść suchą stopą przez trudne czasy.

imex nordkapp
Przylądek Północny (norw. Nordkapp)

Wspomniałeś o Skandynawii. To Twój główny rynek, na którym działasz. Ciekawa jestem, w jaki sposób Skandynawowie radzą sobie z dzisiejszymi wyzwaniami? I jak Ty postrzegasz dzisiaj współpracę ze Skandynawią? Czy coś się zmieniło, być może nauczyło Cię czegoś?

Współpraca z firmami z rynku skandynawskiego wymaga przede wszystkim zdobycia ich zaufania. I kiedy bezpiecznie przetrwa się okres testów, sprawdzania i budowania wzajemnego zaufania, to poniekąd jest się wygranym. Chociażby pod kątem pewności finansowej. Nie mam żadnych wątpliwości, że pieniądze, które tam zarobiliśmy, zostaną nam zapłacone na czas, czego coraz częściej nie możemy powiedzieć o naszych rodzimych kontrahentach. Pomimo że oczywiście również i Skandynawów dotykają podwyżki cen energii, szczególnie prądu, to jednak od zawsze byli o wiele mniej uzależnieni od dostaw rosyjskiego gazu, co ustrzegło ich przez kilkuset procentowymi podwyżkami cen na ten surowiec. Druga rzecz to ich biznesowa mentalność. „Słowo świętsze od papieru” ta maksyma,która nie jest tylko pustym frazesem. Jeśli jesteśmy umówieni na płatność w ostatni dzień miesiąca, to tak się właśnie dzieje. Nie ma mowy o dniu spóźnienia. To pozwala mi być spokojnym o cash flow, bo jestem pewien, że te pieniądze wpłyną na konto firmy, a nie pozostaną tylko zapisem na papierze.

Czy po wybuchu wojny zmieniło się ich nastawienie do polskich kooperantów? Jesteśmy wszak krajem frontowym. Nie obawiają się?

Swojego położenia geograficznego nie zmienimy, położenie Skandynawii jest mimo wszystko bezpieczniejsze. To bezsprzeczny fakt. Jednak na szczęście lata współpracy i tego wspomnianego, wcześniej wypracowanego zaufania pozwalają nam pracować bez obaw o jutro. Skandynawowie cenią sobie naszą polską rzetelność, uczciwość, a przede wszystkim pracowitość. Ich gospodarki oparte są w znacznej mierze na półproduktach z Europy Środkowo-Wschodniej. Tak więc są w pewien sposób od nas zależni. Nie mogą sobie pozwolić na zupełne odcięcie się od naszych dostaw. Lata współpracy nauczyły mnie też, że przedsiębiorcy z tamtych krajów są zdecydowanie bardziej świadomi gospodarczo czy politycznie niż nasi rodzimi. Generalnie całe narody są dużo bardziej świadome, mniej podatne na fake newsy czy manipulacje. W Finlandii już w szkole podstawowej uczy się dzieciaki krytycznego myślenia, weryfikowania informacji, odróżniania fake newsów od prawdy. Ludzie rozumieją mechanizmy gospodarcze, wiedzą, z czego bierze się inflacja, a wysoki socjal nie jest pieniędzmi „dawanymi przez rząd”, tylko pochodzi z podatków. I ta wysoka samoświadomość pozwala im też mądrze prowadzić biznesy. Oczywiście wpływ na ich mentalność oprócz położenia geograficznego ma też cała historia. Nie doświadczyli chociażby rozbiorów, podziału społeczeństwa. Polska zawsze będzie leżeć między dwoma wielkimi blokami – wschodnim i zachodnim, co determinuje wiele aspektów naszego życia, w tym tego biznesowego. I zupełnie prywatnie i osobiście – cieszę się, że mój biznes opiera się na klientach z północy kontynentu, a nie chociażby z Niemiec, bo patrząc na problemy, z którymi przychodzi się dzisiaj mierzyć gospodarce niemieckiej, bardzo zależnej od Rosji, śpię spokojniej, bo wiem, że moi skandynawscy klienci są mądrzy biznesowo i do tego lojalni w stosunku do swoich kooperantów. I wiem, że mogę na nich liczyć. 

Zorza polarna w Norwegii

Ostatnie lata to ponadprzeciętny wręcz wzrost branży e-commerce. A ona w nieodłączny sposób związana jest z transportem i logistyką. Jakie wyzwania stoją dzisiaj przed branżą TSL?

Przede wszystkim digitalizacja i automatyzacja. Te dwa terminy odmieniane są dzisiaj przez wszystkie przypadki w branży. Coraz więcej przedsiębiorstw zadaje sobie pytanie nie „czy się automatyzować i cyfryzować” tylko „kiedy?”. Bo największym wyzwaniem w obu tych aspektach są pieniądze. Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Na Zachodzie ten proces postępuje szybciej, bo przykładowy niemiecki pracownik kosztuje cztery razy więcej niż polski. Tak więc wdrożenie procesów automatyzacji, zastępowalności pracy ludzkiej robotami, amortyzuje się cztery razy szybciej. Zatem nieco łatwiej jest podjąć decyzję o wydaniu naprawdę dużych pieniędzy na wdrożenie tych procesów. Drugą kwestią jest odczarowanie mitu o „zabraniu” pracy ludziom przez automaty. I oczywiście, część zawodów zniknie, jednak jestem zdania, że automatyzacja otworzy drzwi nowym możliwościom biznesowym, o których wcześniej nawet nam się nie śniło, stając się paliwem dla nowych strategii biznesowych. Co więcej, powstanie wiele nowych miejsc pracy, polegających chociażby na opiece nad nowymi technologiami. Będzie to wymagało przekwalifikowania się, nauczenia się nowych umiejętności, ale da też niesamowitą szansę ludzkości na rozwój. Przy wystarczającym wzroście gospodarczym, wprowadzaniu innowacji i inwestycji, o miejsca pracy dla ludzi byłbym spokojny.

Zatem jak to się przełoży na branżę TSL?

Najnowsze badania wskazują, że dzięki wdrożeniu sztucznej inteligencji w proces transportu i logistyki, ceny spadną nawet o 50 procent, a szybkość dostawy wzrośnie o 40 procent. Przyszłością branży są autonomiczne pojazdy na trasach pomiędzy centrami logistycznymi. Wyobraź sobie transport z centrum logistycznego pod Poznaniem do centrum pod Warszawą, gdzie ten byłby rozładowywany i już kurierami rozwożony po mieście. Brzmi jak science fiction, ale to jest przyszłość. Nie stanie się to dzisiaj czy jutro, ale musimy o tym myśleć, aby stało się naszą rzeczywistością za 10-20 lat. Automatyzacja i cyfryzacja to konieczność, bo jeśli prześpimy ten moment, przestaniemy być konkurencyjni na rynku wśród graczy, którzy dzięki wdrożeniu tych procesów, będą jeździć dwa razy szybciej i dwa razy taniej.

Jak to wygląda u Was?  Jakie nowości, nowe procesy zastanie klient w Waszej firmie? 

Mocno stawiamy na rozwój aplikacji naszych systemów teleinformatycznych, rozbudowujemy obszary naszych wewnętrznych innowacji. Automatyzujemy procesy w naszym magazynie, wszystko po to, aby wykonać jak największą ilość pracy w jak najkrótszym czasie. Tym samym wzrasta nasza efektywność, bez konieczności zatrudniania nowych osób. Pracujemy nad filozofią paperless, moim marzeniem jest zredukowanie do czerwca 2023 ilości dokumentów w obiegu wewnętrznym do zera. To ważne szczególnie w sytuacji komunikowania się pomiędzy czterema naszymi lokalizacjami. Dodatkowo pandemia pokazała nam, że nie do końca byliśmy przygotowani na pracę zdalną i nie byliśmy się w stanie przestawić z dnia na dzień na taki tryb, więc pracujemy nad rozwiązaniami, które to ułatwią.

Pojawia się także u nas coraz więcej specjalistów z pokolenia Z, które lepiej odnajduje się w cyfrowym świecie.Ale nie zapominamy też o relacjach, spotkaniach, szkoleniach i konferencjach – to bardzo mocno siedzi w moim DNA. Chcemy być na bieżąco, aby nie przegapić szansy na rozwój. I odczuwam wewnętrzną satysfakcję podczas spotkań z ekspertami z branży, że ich spostrzeżenia są zbieżne z moimi. To mam nadzieję oznacza, że mam intuicję i znam się na tym, co robię.

Ostatni raz rozmawialiśmy biznesowo we wrześniu 2020, byłeś na etapie budowy nowej siedziby. Dzisiaj mówimy o czterech lokalizacjach w Polsce, najnowsza otwarta niedawno w Tychach. W maju 2021 rozpoczęliście działalność w nowej, większej lokalizacji w Zbrudzewie pod Poznaniem. Zapytam przewrotnie – czy już brakuje Wam miejsca?

No niestety tak. I to kolejne nasze wyzwanie. Projektowaliśmy to biuro dwa lata temu i nie założyliśmy tak szybkiego rozwoju. Na miejscu w biurze pracuje około 60 osób, w całej grupie IMEX jest to przeszło 200 osób. Mamy 130 aut jeżdżących codziennie pomiędzy Polską a krajami nordyckimi. Gdybym miał dzisiaj budować nową siedzibę, to nie budowałbym ją z myślą jak firma wygląda dzisiaj, ale jak chciałbym, aby wyglądała za dwa lata. Ale nie chcę też powtórzyć błędów z przeszłości, kiedy to rośliśmy zbyt szybko, trochę na wariackich papierach. A zarządzania przez chaos w branży transportowej nikomu nie polecam.

A plany?

Przede wszystkim stabilizacja, rozwój zewnętrznych oddziałów, udoskonalenie współpracy między nimi, a w dalszej perspektywie kolejne lokalizacje w Polsce, w tym jedna w Warszawie. W tym roku obchodzimy dwunaste urodziny firmy, dziesięć lat oddziału w Gdańsku, Poznań to trzy lata, Tychy to nowy oddział. Wzorem naszych skandynawskich kooperantów stawiamy na samoświadomość naszych pracowników, budujemy zespół ekspertów, zależy nam na tym, aby być fachowcami w swojej branży rozwiązującymi nawet najtrudniejsze zadania stawiane nam przez klientów. Osiągnęliśmy przez ten czas dużo. Firma bardzo zmieniła się przez te dwanaście lat, natomiast moje ambicje i aspiracje są dużo większe i nie mam zamiaru się zatrzymywać.

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Łukasz Grajcar Imex Logistics|Przylądek Północny (norw. Nordkapp)|Zorza polarna w Norwegi|Imex Logistics|Łukasz Grajcar Imex Logistics
REKLAMA
REKLAMA

Beata i Mariusz Cieślukowscy | Zamieszkaj na zachwycającym Costa del Sol

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska


Oboje pochodzą z Mazur, ich plany zawodowe połączyła stolica Wielkopolski. Tu w Poznaniu wykrystalizował się pomysł na wspólny rodzinny biznes, który był impulsem do zmiany życia o 180 stopni. Beata i Mariusz Cieślukowscy, właściciele PlanoSpain, od lat działają na hiszpańskim rynku nieruchomości. Polecają wybrzeże Costa del Sol, gdzie osiedlili się, rozwijając firmę i spełniając często niełatwe życzenia klientów z najodleglejszych regionów świata.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: Maciej Sznek Escargofoto | Makeup Artist: Kiuru Visage | zdjęcia nieruchomości: archiwum prywatne PlanoSpain

Jak zaczęła się Wasza przygoda w branży nieruchomości?

BEATA CIEŚLUKOWSKA: Mówiąc nieskromnie (śmiech), rozpoczęła się ode mnie. Już ponad 15 lat zajmuję się nieruchomościami inwestycyjnymi. W pierwszym etapie mojej pracy zawodowej, tu na poznańskim rynku, pracowałam u największego pośrednika nieruchomości w Polsce – była to firma Home Broker. Wiele kontaktów oraz przyjaźni branżowych mam do teraz właśnie z tego miejsca.
MARIUSZ CIEŚLUKOWSKI: Przez ponad 12 lat zdobywałem doświadczenie w największych światowych bankach, bankowość korporacyjno-inwestycyjna, co dało mi dużą swobodę w poruszaniu się w świecie wielkich liczb oraz projektów budowlano-inwestycyjnych. Obydwoje mieliśmy duże doświadczenie zawodowe i dlatego postanowiliśmy połączyć nasze siły, umiejętności i wiedzę, co klienci w pełni docenili.

Dlaczego właśnie Hiszpania stała się dla Was atrakcyjnym rynkiem nowych inwestycji?

B.C.: Największym impulsem do tego typu poszukiwań był jeden z moich klientów, który miał już wiele zakupionych nieruchomości, za moim pośrednictwem, zarówno w polskich górach, nad Morzem Bałtyckim, jak i na Mazurach, ale zapragnął czegoś więcej, poza granicami kraju. Zainspirował mnie miejscem o wdzięcznej nazwie Marbella na hiszpańskim wybrzeżu Costa del Sol. „Jak Pani znajdzie dla mnie coś ciekawego, to ja tam kupię” – powiedział. Poleciałam więc, zaczęłam szukać, oglądać poszczególne miejsca, aby złożyć korzystną ofertę klientowi. Bardzo mi się tam spodobało, krajobrazy, klimat, pozytywne myślenie i przepięknie położone apartamenty. Znalazłam dla klienta nieruchomość według jego wytycznych i oczekiwań i tak to się zaczęło…
M.C.: Potem lataliśmy już wspólnie, szukając odpowiednich nieruchomości dla innych klientów. Ale – nie ukrywam – że przy dwójce małych dzieci i obowiązkach prywatnych taki układ wylotów biznesowych bardzo nam doskwierał. Zaczęliśmy więc rozważać inne wyjście z tej sytuacji…

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Beata Cieślukowska

Aż zdecydowaliście się na przeprowadzkę na Costa del Sol…

M.C.: Tak, życie nas do tego popchnęło, podsuwając taki scenariusz. (śmiech)
B.C.: Analizując miejsca na południowym wybrzeżu Costa del Sol, nasz wybór padł na piękną słoneczną Marbellę, którą polecam wszystkim. Spakowaliśmy więc swoje rzeczy, zabraliśmy dzieci i rozpoczęliśmy nowy etap naszego życia i wspólnej pracy.

Z takim zapałem i uśmiechem opowiadacie o Waszym nowym miejscu zamieszkania, więc muszę zapytać, czym tak naprawdę uwiodła Was Marbella? Co Was zauroczyło w tym miejscu?

B.C.: Marbella jest bardzo międzynarodowa, na tym terenie mieszają się różne kultury i tradycje.
M.C.: Warto podkreślić, że w Hiszpanii jest ogromna różnica pomiędzy Costa del Sol a innymi wybrzeżami. Zupełnie inne osoby przyjeżdżają na południe Hiszpanii, do Benalmadeny czy właśnie do Marbelli, gdzie mieszkamy. Tu jest też inny klient niż np. w Alicante. Jedno wybrzeże, ale konkretne miejscowości i przebywający tam turyści różnią się od siebie i to znacznie. Marbella ma niską zabudowę i od razu wygląda to bardziej luksusowo. Co chwilę są parki, zielone skwerki, palmy, po prostu przeważa dużo zieleni. Dla ciekawostki – to było pierwsze zagospodarowane wybrzeże w całej Hiszpanii, więc roślinność miała dużo czasu, aby wybujać i wzbogacić swoim pięknem okolicę. Specyfiką Marbelli jest też posiadanie i morza, i gór. Nawet jeśli w Sewilli jest latem 45 st. w cieniu, to u nas – dzięki takiemu idealnemu położeniu – jest zawsze minimum 10 stopni mniej. W ubiegłe lato przeważała temp. 32-33 stopnie, a najwięcej pokazały termometry 36 st. w cieniu. To w Polsce często jest bardziej gorąco. Marbella ma swój mikroklimat – latem nie jest upalnie, a zimą jest przyjemnie ciepło. Ponadto w tym nadmorskim mieście nie znajdzie się tzw. „betonozy”, jaka przeważa w tego typu lokalizacjach, gdzie deweloperzy prześcigają się w stawianiu coraz to wyższych apartamentowców.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Mariusz Cieślukowski

W PlanoSpain rynek pierwotny przeważa nad wtórnym?

M.C.: Na naszej stronie są również oferty z rynku wtórnego, ale jako PlanoSpain specjalizujemy się w szczególności w rynku pierwotnym. To ponad 80 procent naszej oferty sprzedażowej.
B.C.: Edukujemy też naszych klientów, którzy kontaktują się z nami z zamiarem zakupu nieruchomości na rynku wtórnym. Studzimy ich zapał i często po prostu tłumaczymy, że nie warto… Klient już za sam apartament z rynku wtórnego płaci bardzo dużo, do tego trzeba doliczyć koszty remontu. Ponadto części wspólne tych miejsc z rynku wtórnego są w niskim standardzie. To jest budownictwo np. z lat 2009-2010 lub wcześniejsze, gdzie widać ząb czasu, brak renowacji i remontu klatek, brak odnowy wspólnych basenów. Akustyka w takich miejscach szwankuje, hałasy i odgłosy zza ściany słychać bardzo dobrze, a dodatkowo odgłosy w pionie – ze względu na gorszej jakości wykorzystane materiały budowlane. Naprawdę jest wiele zalet kupna nieruchomości z rynku pierwotnego, do czego szczerze namawiamy.
M.C.: W 2010 roku wiele się zmieniło w hiszpańskim ustawodawstwie, w prawie budowlanym, wzięto pod uwagę normy cieplne, zaczęto stosować lepsze i korzystniejsze dla inwestorów materiały budowlane. Wstawiać wyższej jakości okna, izolować ściany. Rozpoczął się cały proces budowy z większymi benefitami dla kupujących, co w Polsce od wielu lat jest standardem i normą, a w Hiszpanii dopiero zaczęło to kiełkować. Zatem bez namysłu polecamy nieruchomości z rynku pierwotnego. Przede wszystkim korzystna jest cena za nowe mieszkanie, a przy tym plan płatności, który rozłożony jest w czasie. Bo nawet jeśli trzeba wydać 500 tys. Euro, czym innym jest wyjęcie ich dzisiaj i położenie na stół, a czym innym gdy harmonogram płatności jest rozbity na 30 % przy umowie przedwstępnej, a reszta następuje dopiero przy odbiorze kluczy w perspektywie do 1,5 roku. Ponadto kupujący ma wybór, oglądając plany, rzuty apartamentów od dewelopera, czyli kupuje to, co chce, a nie to, co zostało na rynku.

Sprzedaż z rynku pierwotnego odbywa się, gdy jest tylko przysłowiowa dziura w ziemi?

M.C.: Głównie właśnie na tak wczesnym etapie. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że jest dużo wybudowanych budynków, mieszkań, które czekają na swoich właścicieli. Nierzadko ceny można jeszcze negocjować u dewelopera. W Marbelli czy innych częściach Costa del Sol na etapie stojących już murów wszystkie mieszkania są wykupione. Zakup rozpoczyna się wraz z wbiciem łopaty w ziemię, czyli właśnie wraz z robieniem przysłowiowej dziury.

W swojej ofercie macie nieruchomości o różnej powierzchni, od mniejszych 50- czy 60-metrowych, przez ponad 100-, 200-, 300-metrowe apartamenty, aż po luksusowe wille np. ponad 1400 metrów kw. Jaka powierzchnia mieszkalna jest najbardziej poszukiwana, jaka jest najbardziej na topie wśród zainteresowanych kupnem?

B.C.: Mały metraż w Hiszpanii oznacza co innego niż w Polsce. 40-, 50-metrowe mieszkanie to swoisty ewenement, czegoś takiego się po prostu nie buduje na rynku hiszpańskim. Standardem przy dwóch sypialniach jest ok. 80 m kw., a przy trzech sypialniach – ok. 130 m kw.
M.C.: Co istotne, w Hiszpanii – podobnie jak w USA – najważniejsza jest ilość sypialni. 60-metrowe mieszkania można na palcach jednej ręki przedstawić w naszej ofercie.
Polacy są przyzwyczajeni zadawać pytanie, „ile za metr kwadratowy?”, a na rynku hiszpańskim funkcjonuje inna wytyczna, czyli liczba sypialni. Cena uzależniona jest od ich ilości, oraz usytuowania apartamentu w danej inwestycji.

Kto jest Waszym głównym klientem?

M.C.: W 90 procentach są to Polacy, ale nie tylko Polacy mieszkający w Polsce, również ci ze Szwecji, z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady. Aktualnie mamy kilku Holendrów zainteresowanych naszymi ofertami. Wchodzimy też na rynek niemiecki, stale poszerzając nasz target.
Podchodzimy do naszej pracy z wielkim profesjonalizmem, a do klientów z ogromnym szacunkiem. Skupiamy się na konkretnym miejscu, jakim jest Costa del Sol – i robimy to najlepiej, jak tylko potrafimy, szukając dla klientów nieruchomości skrojonych pod ich oczekiwania i portfel. Postawiliśmy na wyspecjalizowanie się w tym regionie. To jest podobnie jak z restauracyjnym menu – lepiej mieć w karcie mniej dań, ale dobrej jakości niż szeroką kartę menu z byle jakimi potrawami.
B.C.: I co niezwykle istotne, mamy klientów najczęściej z polecenia. W naszej branży działa stary sposób przekazywania dobrych wiadomości i to nas bardzo cieszy. (śmiech) Miło słuchać pozytywnych opinii i rekomendacji na temat naszej pracy, wiedząc, że marketing tzw. szeptany ma sens.

Czy Polak w Hiszpanii może łatwo otrzymać kredyt?

M.C.: Wielu z naszych klientów, kupując nieruchomość w Hiszpanii, posiłkuje się kredytem, ponieważ jest on zdecydowanie tańszy niż w Polsce. Ja osobiście nadzoruję cały proces związany z ubieganiem się o kredyt, pilnuję wszelkich dokumentów, terminów itp. W PlanoSpain staramy się przeprowadzić tak sprzedaż, aby była ona jak najmniej czasochłonna i stresogenna dla naszego klienta. Do ubiegania się o kredyt potrzebujemy PIT za zaszły rok, zaświadczenie z BIKu i wyciąg z konta przynajmniej z 6 miesięcy.

A jak klient jest zaopiekowany pod kątem prawnym w PlanoSpain?

B.C.: Współpracujemy z wybitną prawniczką, której usług absolutnie nie narzucamy naszym klientom, jedynie rekomendujemy. Klient sam wybiera do jakiej kancelarii prawnej chce się udać. Ze względu na nasze doświadczenie i długoletnią współpracę z czystym sercem polecamy tę właśnie osobę do obsługi kwestii prawnych.
M.C.: Klient musi głównie wybrać apartament, wpłacić zaliczkę, a resztą już zajmujemy się my – osoby do zadań specjalnych. (śmiech) Współpracujemy z doskonałą prawniczką Marią Ruiz Lopez. Ma ona rozeznanie zarówno na rynku polskim, jak i hiszpańskim. I oczywiście świetnie mówi po polsku. Ma licencję prawną na obu rynkach, polskim i hiszpański. Posiada szeroką wiedzę i uprawnienia, doradza klientom, co warto zrobić, jakie są obwarowania prawne, na co warto zwrócić uwagę podczas kupna czy wynajmu itp.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska

Klienci kupują hiszpańską nieruchomość najczęściej z myślą o sobie, swojej przyszłości, czy jednak pod wynajem, aby mieć źródło dochodu?

M.C.: To zależy… W zdecydowanej większości klienci kupują apartament, żeby dla nich zarabiał i był lokatą kapitału. To też świetna dywersyfikacja portfela o nieruchomość w walucie Euro. Nie ma co też ukrywać, że w okresie naszej polskiej zimy chcą przyjeżdżać i korzystać z własnego apartamentu.
B.C.: Ponadto widzimy taki trend, że nasi klienci meblują i aranżują mieszkania z myślą o sobie, pod swój gust, więc później jest im szkoda oddawać to wynajmującym. Choć jest określona grupa klientów, którzy od samego początku wiedzą, że zakupiona nieruchomość będzie ich inwestycją pod wynajem. Co bardzo ważne – my jako PlanoSpain również zajmujemy się wynajmem lokali. Wiemy, że większość agencji nieruchomości tego nie robi, my jednak wzięliśmy na swoje barki to zadanie, aby sprostać wymaganiom i oczekiwaniom klientów. Budujemy poprzez to relacje i zaufanie z naszymi partnerami biznesowymi, dając im szerokie spectrum usług i możliwości wyboru. Jestem bardzo dokładna, zatem skrupulatnie doglądam wszystkich detali, które mogą umknąć kupującym. Doradzam też klientom jak urządzić nieruchomość pod wynajem bądź pod odsprzedaż, bo z doświadczenia wiem, co się dobrze sprzedaje, z dużym potencjałem wzrostu cen.

Bierzecie na siebie dużo różnych obowiązków, jak czasowo dajecie radę? Czy Wasza doba trwa więcej niż 24 godziny, jest bardziej elastyczna?

M.C.: Dobre pytanie! (śmiech) Nieustannie poszerzamy nasz zespół, dobieramy zaufane osoby. Aktualnie zatrudniliśmy kolejną osobę, która odciąży nas w temacie najmu.
B.C.: Mamy team, który zajmuje się zarządzaniem nieruchomościami pod wynajem, czyli uzgadnia pracę np. pań sprzątających, wydawania i odbierania kluczy do posesji. Cała logistyka jest przez nas opracowana, co w dużej mierze ułatwia pracę już na innych etapach.

Czyli pomagacie klientom w wynajmie, ale również w odświeżaniu powierzchni mieszkalnej oraz w generalnym remoncie.

M.C.: Tworzymy z naszymi partnerami pakiety pod każdą inwestycję. Prezentujemy klientom zazwyczaj trzy wersje, trzy propozycje umeblowania oraz finalne wykończenie z tapetami, obrazami, dekoracjami wypełniającymi wnętrze. Mamy również pakiety dostosowane dla klientów wynajmujących konkretne mieszkanie, tzn. czajniki, małe AGD, sztućce itd. Dla klienta cały proces jest nieinwazyjny – to my zajmujemy się wszystkim. Klient ma jedynie wybrać lokum i podpisać umowę oraz wpłacić zaliczkę.
B.C.: Jeśli chodzi o wynajem – kiedyś braliśmy apartamenty z rynku, teraz tylko opiekujemy się apartamentami naszych klientów. Mocno się angażujemy, aby zrobić jak najwyższą rentowność dla klientów. Jeśli u nas kupią nieruchomość pod wynajem, to mają pewność, że zajmiemy się wszystkim, co związane z formalnościami i dopracowaniem szczegółów, dopieszczeniem wnętrz. Mamy dużo klientów-golfistów, klientów kulturalnych, na poziomie, którzy u nas wynajmują apartamenty. Są to klienci głównie z polecenia.
M.C.: Nie wynajmujemy brytyjskim imprezowiczom (śmiech), po których trzeba często organizować remont mieszkania. U nas na szczęście ich nie ma.

Costa del Sol czy nasz polski Bałtyk – gdzie nieruchomość można kupić taniej?

M.C.: Naprawdę w Hiszpanii można kupić taniej nieruchomość niż nad Morzem Bałtyckim. Oczywiście, bierzemy pod uwagę lokalizację, okolicę, odległość od linii brzegowej, dodatkowo wyposażenie mieszkania, pomieszczenia wspólne, komórkę lokatorską, miejsca parkingowe – bo to jest w cenie oferty w stanie deweloperskim. Jedynie trzeba wstawić swoje meble i można zamieszkać. Myślę, że na rynku pierwotnym można w Hiszpanii zaoszczędzić nawet ok. 100 tys. Euro, kupując podobną powierzchnię nad wybrzeżem Costa del Sol niż nad Bałtykiem.

Polecacie Costa del Sol, w szczególności Marbellę, ale macie też kompletnie inny kierunek na hiszpańskie wyjazdy…

B.C.: Oprócz wybrzeża Costa del Sol próbujemy zainteresować klientów również atrakcyjnym terenem górskim, idealnym na narty, o czym mało kto wie… Sierra Nevada jest pominięta i mało znana jako górska alternatywa. W okresie tegorocznej Wielkanocy było tam mnóstwo śniegu.
M.C.: Najwyżej położony ośrodek narciarski w Hiszpanii znajduje się w Andaluzji, dwie godziny drogi od Malagi. Jest to pasmo górskie Sierra Nevada z najwyższym szczytem Mulhacen 3478 m n.p.m. Znajduje się tam wiele możliwości dla turystów, zarówno idealnie przygotowane stoki, kolejki linowe, jak i wiele ofert zakwaterowania z niezbędnymi usługami.
B.C.: Jest tam 96 km tras i co najważniejsze, że nie ma kolejek na stokach, jak w innych krajach europejskich.

Wspomnieliście, że macie klientów z różnych stron świata. Każdy z nich ma inny gust, inne upodobania. Od czego zaczynacie rozmowę, aby poznać ich oczekiwania?

M.C.: Jeszcze przed przylotem konkretnego klienta dużo z nim rozmawiamy, zaznajamiamy z rynkiem nieruchomości na Costa del Sol, organizujemy video konferencje.
B.C.: Przygotowujemy zawsze agendę spotkania, zaznaczamy na mapie miejsca, które będziemy oglądać, które chcemy pokazać naszemu klientowi. Staramy się zrobić wywiad/rozeznanie dużo wcześniej przed przylotem klienta na Costa del Sol. Dlatego przekazujemy zdjęcia i krótkie informacje nt. proponowanych przez nas nieruchomości, które na ten moment są idealne dla klienta, spełniają jego oczekiwania.
M.C.: Zależy nam na tym, aby klient był zorientowany w temacie, znał lokalizację, mógł zerknąć sobie na Google Maps, a nieruchomość zawsze się do jego preferencji dobierze. Pokazujemy kilka nieruchomości w jeden dzień, to takie zdrowe podejście i standard, aby nie przeciążyć kupującego informacjami. Choć mieliśmy ostatnio klienta, który koniecznie w jeden dzień chciał obejrzeć aż 12 nieruchomości (śmiech), a potem miał problem z oceną każdej zaprezentowanej lokalizacji.

Czy można Was nazwać butikową agencją nieruchomości?

B.C.: Bez wątpienia tak! Naszym mottem nie jest sprzedaż za wszelką cenę. Sprzedać byle sprzedać i mieć z głowy, wprost przeciwnie – sprzedajemy, aby klient był zadowolony. Aby do nas powrócił, dał dobrą rekomendację wśród rodziny, znajomych i przyjaciół. Tworzymy przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę, aby każdy czuł się przez nas dobrze zaopiekowany.
M.C.: Kluczem jest relacja z naszymi klientami. Odbieramy od nich wiadomości i telefony z podziękowaniami. Rekomendują nas dalej, to bardzo budujące i mobilizujące do dalszej pracy.
Polecamy tylko takie lokalizacje, gdzie deweloperzy są przez nas sprawdzeni. Sprzedajemy klientom tam, gdzie też sami kupiliśmy – to jest kolejna nasza wartość dodana do oferty i budująca zaufanie.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
EscargoFoto.pl

Oprócz nieruchomości pasjonujecie się golfem, dziedziną sportu bardzo popularną w Hiszpanii. Czy to kolejny atut wybrzeża Costa del Sol?

B.C.: W ogóle całe wybrzeże Costa del Sol jest zielone dzięki swoim polom golfowym. Jest energetyczne, przyjazne mieszkańcom i turystom. Przepełnione pozytywną energią, duchem optymizmu i chilloutu. Marbella ma swój specyficzny klimat, ma dobrą aurę, można wręcz rzec, że jest tam pewna magia (śmiech), która przyciąga ludzi do tego miejsca, ale i do siebie. Naprawdę ludzie są uśmiechnięci, pogodni, uprzejmi – to dużo pozytywów!
M.C.: Costa del Sol to jest po prostu mekka dla golfistów. Na tak niedużym terenie jest ponad 100 pól golfowych, więc często turyści nazywają go Costa del Golf. (śmiech) Jesteśmy zakochani w tym sporcie. Miłość do golfa staramy się rozpowszechniać w Polsce, organizując wyjątkowe wyjazdy golfowe. Współpracujemy również z polem golfowym Black Water Links w Tarnowie Podgórnym, gdzie jesteśmy partnerem driving range. Byłoby naprawdę dobrze, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że to nie jest sport dla elit i każdy może grać bez względu na wiek czy możliwości fizyczne.

Reasumując, dlaczego warto inwestować w nieruchomości na Costa del Sol?

M.C.: Jest wiele powodów, ale jeśli mówimy o ekonomicznych, to po pierwsze dywersyfikacja swego majątku, bo jednak polskie PKB stanowi ułamek światowego procenta. Obecnie mamy w Polsce najniższy kurs Euro, co jeszcze bardziej jest korzystne do zakupu nieruchomości w Hiszpanii.
Costa del Sol ze względu na swoje walory ma dwa sezony idealne na wynajem, tzn. jeden letni, który jest w większości regionów, a drugi – zimowy, bo wówczas przyjeżdżają tu golfiści, aby pograć i spędzić miło czas. W tym zimowym okresie na Costa del Sol przybywają naprawdę dziesiątki tysięcy dodatkowych turystów. Na skalę Hiszpanii tego nie ma nigdzie indziej! Zatem jeśli myślimy o dobrym najmie i szybkim zwrocie zainwestowanych pieniędzy, to powinniśmy wybrać to wybrzeże. Na Costa del Sol wynajem trwa bezustannie cały rok, a nie tylko 4 m-ce.
B.C.: Ponadto od kwietnia br. uruchomiono bezpośrednie loty z Poznania do Malagi, co nas ogromnie cieszy! Poznaniacy mogą zatem w krótkim czasie i w bardzo dobrych cenach biletów zmienić otoczenie i wylądować na hiszpańskim wybrzeżu przepełnionym słońcem oraz pozytywną energią do życia.
Costa del Sol to jest bardzo międzynarodowe wybrzeże, więc jeśli zechcemy sprzedać nasz apartament, to w tym regionie mamy nieustannie duże grono zainteresowanych kupnem nieruchomości. Tu kupuje i sprzedaje cały świat.

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA
Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
REKLAMA
REKLAMA