Weronika Hołowczyc | Butikowa kancelaria rozwodowa

Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody


Jako adwokat dużą uwagę przywiązuje do detali, bo doskonale wie, że „diabeł tkwi w szczegółach”. Profesjonalnie i rzetelnie podchodzi do spraw swoich klientów, nie pozwala, aby jej emocje wzięły górę, posiłkuje się literą prawa i racjonalizmem. Weronika Hołowczyc stworzyła kancelarię na miarę naszych czasów, gdzie bezpośrednio pomaga osobom w trudnych sytuacjach życiowych. Praca daje jej satysfakcję, jest pełna wyzwań, ale i odpowiedzialności.

Dlaczego – według Pani – mamy tak zatrważająco dużą liczbę rozwodów? Skąd taki trend? Czy ludzie się za szybko poddają w konfrontacji z problemami, za szybko się sobą nudzą, w porównaniu z pokoleniami naszych rodziców, naszych dziadków, czy jednak samoświadomość jest większa?

WERONIKA HOŁOWCZYC: Nie chciałabym nazywać tego zjawiska „trendem”, bo trend to coś, do czego pragniemy dążyć, co nam się podoba. W odniesieniu do rozwodów to niezbyt pasuje. Bardziej odpowiednim słowem jest w tym wypadku „świadomość” i to zarówno po stronie kobiet, jak i po stronie mężczyzn. Pary, dochodząc do momentu, w którym zdają sobie sprawę, że ich związek nie funkcjonuje prawidłowo, najczęściej po kilku próbach jego ratowania, ostatecznie podejmują decyzję o rozstaniu. I to, że potrafią zdobyć się na taki krok, jest rozwiązaniem o wiele bardziej dojrzałym i świadomym niż trzymanie się pozorów, udawanie, że wszystko gra i poddawanie się oczekiwaniom rodziny, przyjaciół, znajomych. Jeszcze do niedawna tak przecież właśnie było, bo problemy w związku, to coś, o czymś nie wypadało mówić. Przed decyzją o rozstaniu powstrzymywały nas oceny innych, obawa przed reakcją rodziny, fakt, że mamy dzieci, czy też liczba lat przeżytych razem. Natomiast w dzisiejszych czasach ludzie są bardziej świadomi, że po rozwodzie, po nieudanym związku, mogą być jeszcze szczęśliwi, że mogą ułożyć sobie życie na nowo. I czasami to rozstanie jest najlepszym wyjściem – dla wszystkich, nie tylko dla małżonków, ale wbrew pozorom także i dla dzieci.

Czy kobiety częściej składają pozew o rozwód, podejmują pierwszy krok?

Nie powiedziałabym tego, mam wrażenie, że w tym zakresie proporcje są wyrównane. Natomiast wynika to na pewno z faktu, że kobiety mają coraz większą odwagę w podejmowaniu tego rodzaju decyzji, jednocześnie, mówiąc wprost, coraz częściej mogą sobie na to pozwolić, także pod względem finansowym. Dzięki temu, że są aktywne zawodowo, budują własne kariery, nie muszą się obawiać, czy poradzą sobie same po rozwodzie. Jednocześnie, są na tyle silne, pewne siebie, że są w stanie podjąć taki krok, nawet gdy wiąże się to z krytycznymi głosami z ich najbliższego otoczenia lub z rozczarowaniem i niezrozumieniem drugiej strony, która niekoniecznie jest na taką decyzję gotowa.

Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody

Jak to się stało, iż z mnogości tematów wybrała Pani prawo rodzinne i postanowiła się tym zajmować?

Na początku studiów kompletnie nie wiedziałam, jaką dziedziną prawa chciałabym się w przyszłości zajmować. Byłam po prostu zachwycona tym, że dostałam się na wymarzone studia prawnicze na UAM w Poznaniu. Było to dla mnie ogromnym przywilejem, radością i dumą. Czas nauki na studiach nie do końca odzwierciedla to, co dzieje się na co dzień w pracy w kancelarii. Także w trakcie pierwszych praktyk zawodowych, powierzane nam czynności i zadania niekoniecznie należą do tych ważnych. Cała droga zazwyczaj rozpoczyna się więc w momencie podjęcia aplikacji – w moim przypadku – adwokackiej. Kancelaria, w której pracowałam podczas aplikacji, miała bardzo szeroki wachlarz usług. I dzięki temu, byłam w stanie poznać przeróżne dziedziny prawa, sprawdzić się w nich – co teraz z perspektywy czasu, bardzo sobie cenię. To właśnie w czasie aplikacji przyszedł taki moment, gdy poczułam, że sprawy rodzinne to są te tematy, które mi najbardziej odpowiadają. Choć miałam wcześniej do czynienia ze sprawami karnymi, prawem pracy czy sprawami stricte z zakresu prawa cywilnego, to jednak ten aspekt emocjonalny, z jakim wiąże się prowadzenie spraw rodzinnych, najbardziej przypadł mi do gustu. Dzięki niemu mam wrażenie, że mogę komuś naprawdę pomóc, że moja praca ma realne znaczenie dla innych osób. Jedna z Klientek, którą reprezentowałam w postępowaniu o rozwód, po zakończonej sprawie powiedziała do mnie: „Pani Weroniko, była Pani ze mną w najtrudniejszych momentach mojego życia”. I faktycznie pomyślałam sobie, że to duży przywilej, odpowiedzialność, ale również to, co daje mi ogromną satysfakcję. To, że mogę realnie pomóc, zaopiekować się klientami oraz ich rodzinami w bezdyskusyjnie trudnym dla nich okresie. To ma dla mnie nieocenioną wartość i sprawia, że ta praca jest dla mnie stale niezwykle ciekawa i wciąż daje mi mnóstwo motywacji i wyzwań.

W nazwie Pani kancelarii pojawia się słowo „butikowa”, które implikuje nastrój kameralny, przyjazną atmosferę, ale najczęściej stosowane jest w odniesieniu np. do hoteli, ośrodków spa itp. Skąd pomysł na taką nazwę?

Kiedy zakładałam swoją kancelarię, po zdaniu egzaminu adwokackiego, zastanawiałam się, co chciałabym i co powinnam zapewnić moim klientom, żeby oni zechcieli zwrócić się do mnie ze swoją sprawą, ze swoim problemem. Już wtedy – gdy miałam do czynienia ze sprawami rodzinnymi – wiedziałam, jak ważny jest ten osobisty kontakt pomiędzy klientem a jego pełnomocnikiem, adwokatem. W toku prowadzenia sprawy dowiaduję się bardzo dużo o moim kliencie, często są to rzeczy prywatne, intymne. Wiedziałam, że klientom będzie zależeć na tym, aby mieli bezpośredni kontakt ze mną, żeby ich sprawa nie była przerzucana od jednego prawnika w kancelarii do drugiego. Zależało mi na tym, aby moi klienci darzyli mnie zaufaniem i abym to właśnie ja była tą osobą, z którą odbędą pierwsze spotkanie w kancelarii i która będzie im później towarzyszyć na każdym etapie sprawy, w szczególności zaś podczas tej najtrudniejszej rozgrywki, jaką zazwyczaj jest sama rozprawa. Stąd też mój pomysł na nazwę – Kancelaria butikowa i jej hasło przewodnie: Twój osobisty adwokat. Chciałam także poprzez nazewnictwo podkreślić mój personalny stosunek do każdej prowadzonej przeze mnie sprawy i do moich klientów.

Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody

Co w Pani kancelarii najbardziej cenią sobie klienci?

Myślę, że otwartość i szczerość. Zawsze staram się być bardzo racjonalna. Patrzę na sprawy kompleksowo, oceniam co może wydarzyć się na każdym ich etapie i o tych moich przemyśleniach od razu klientów informuję. Dzięki mojemu doświadczeniu, w większości przypadków jestem w stanie przewidzieć końcowy rezultat danej sprawy i zależy mi na tym, aby klienci tych moich przewidywań również byli świadomi. Nigdy – choć jest to duża pokusa – nie kieruję się życzeniowym myśleniem moich klientów i nigdy nie utwierdzam ich w przekonaniach i oczekiwaniach, których wiem, że nie osiągniemy. Oczywiście moje założenia także nie mają stuprocentowej gwarancji, jednak staram się nie mydlić oczu i nie obiecywać, rzeczy, co do których wiem, że się nie wydarzą, tylko dlatego, że takie jest wyobrażenie mojego klienta. Stawiam na profesjonalizm i racjonalne podejście do sprawy. Dzięki temu wiem, w jaką stronę powinnam prowadzić postępowanie i w którym momencie szukać kompromisu. Bo sprawy rozwodowe to także sztuka negocjacji i kompromisu, do którego bardzo często zachęcam klientów. Pragnę podkreślić, że rozwód nie musi być traumą, nie musi być ciężkim, niekończącym się stresem i do tego także powinniśmy w swoich działaniach dążyć, zwłaszcza gdy ze związku małżeńskiego pochodzą dzieci. Zdaję sobie przy tym sprawę, że pójście na ugodę, na kompromis jest często bardzo trudne, ale tłumaczę moim klientom, że to zaprocentuje w przyszłości. Wypowiedzianych słów, wykonanych gestów nie będziemy mogli cofnąć, a taka jest niestety ludzka natura, że często pozwalamy, aby emocje brały górę nad zdrowym rozsądkiem. Moim zadaniem, jako profesjonalnego pełnomocnika, jest to, aby te emocje tonować i w żadnym razie nie pozwalać sobie, aby i mnie się one udzielały. Klienci mają do tego pełne prawo, to są ich osobiste, prywatne dramaty. Ja muszę być buforem, który te emocje neutralizuje, więc jak tylko widzę szansę, aby strony się porozumiały, aby odpuścić pewne rzeczy, które ostatecznie i tak nie będą miały większego znaczenia, to staram się realnie i szczerze rozmawiać o tym z moimi klientami. Oczywiście, ostateczna decyzja należy zawsze do klienta, natomiast ja staram się przekonywać klientów do tego, aby zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na sprawę trochę z innej perspektywy, bardziej na spokojnie. Nie ukrywam, że upływ czasu też robi swoje – gdy sprawa się przeciąga, strony są bardziej skłonne do porozumienia i zawarcia kompromisu, bo są całym postępowaniem po ludzku zmęczone.

Czy zdarzyły się w Pani karierze takie przypadki, że podczas postępowania rozwodowego małżonkowie postanowili się pojednać, powrócić do siebie, dać sobie ostatnią szansę? Czy nie ma już takich sytuacji, to tylko idylla?

Taka sytuacja zdarzyła mi się tylko raz. Zazwyczaj jest tak, że, gdy powiemy przysłowiowe „A”, to konsekwentnie już dążymy do powiedzenia „B”, zrobienia kolejnego kroku, tym bardziej, że decyzja o rozwodzie nie jest decyzją, którą podejmujemy z dnia na dzień. To cały proces przesłanek, walka z własnymi emocjami, myślami, wyobrażenie o naszej przyszłości itp. To, z czym mam do czynienia dość często, to sytuacja, w której klienci przychodzą do mnie po poradę, po wstępną konsultację, w momencie, w którym jeszcze zastanawiają się nad rozstaniem, odejściem. Potem okazuje się, że pewne sprawy udało się poukładać i małżonkowie wracają do siebie. Jeżeli jednak konkretnych elementów poskładać się nie da, gdy ten upływ czasu, który sobie daliśmy, okazał się bezskuteczny, decyzja o rozwodzie nierzadko okazuje się być tą najlepszą. I to także jest w porządku, trzeba jednak mieć odwagę, aby to sobie uświadomić.

Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody

W dzisiejszym świecie, gdy każdy każdemu coś chce udowodnić, jaka forma rozwodu jest najbardziej popularna: z orzekaniem o winie czy bez orzekania o winie, ten kompromis, o którym Pani wspomniała?

Coraz częściej zdarza się, że strony odpuszczają sobie temat obwiniania się, postanawiają zakończyć związek polubownie, na zasadzie kompromisu. Natomiast z orzekaniem o winie mamy jednak zazwyczaj do czynienia w sytuacjach skrajnych, gdy doszło do zdrady, do aktów przemocy, wobec małżonka czy wobec dzieci. Co ciekawe, rozwody częściej orzekane są z winy mężczyzn – potwierdza to nie tylko moja praktyka, ale chociażby statystyki Głównego Urzędu Statystycznego.

Z jakimi problemami – oprócz kwestii rozwodowych – najczęściej przychodzą do Pani klienci?

Punktem zapalnym na pewno są alimenty na rzecz dzieci, a w dalszej kolejności wykonywanie władzy rodzicielskiej, choć widzę tendencję wśród klientów, aby szukać porozumienia także i w tych kwestiach. W przypadku alimentów, jest to jednak zadanie dość trudne. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z określonymi oczekiwaniami rodzica, który zajmuje się dziećmi na co dzień, a nierzadko także jego obawą, co do tego jak samodzielnie sprosta on ich utrzymaniu. Bardzo często zatem takie a nie inne żądanie w zakresie ustalenia wysokości świadczenia jest po prostu dążeniem do zapewnienia i sobie, i dzieciom poczucia bezpieczeństwa. Z drugiej zaś strony, oczekiwania te konfrontowane są z możliwościami i wyobrażeniami rodzica zobowiązanego do alimentacji, który z kolei nierzadko obawia się, czy przekazywane przez niego środki faktycznie przekazywane są na utrzymanie małoletnich. Jednocześnie bierze na siebie stałe i istotne zobowiązanie finansowe, które w jakimś stopniu może determinować i inne aspekty jego życia (jak choćby możliwość uzyskania kredytu). W takiej sytuacji warto wspólnie zastanowić się nad tym, jakie wydatki związane z wychowywaniem dzieci musimy co miesiąc pokryć i proporcjonalnie do osobistego wkładu, jaki każdy z rodziców wkłada w opiekę nad nimi, obliczyć także nasz wkład finansowy. Jeśli nie uda nam się tego zgodnie zrobić, o wysokości alimentów rozstrzygnie sąd.

Z Pani doświadczenia, najtrudniejsze kwestie w sferze rodzinnej jakiego dotyczą tematu?

Właśnie wspólnych dzieci/dziecka. Sprawy o rozwód dotyczące związków, z których nie ma małoletnich dzieci, zazwyczaj należą do najprostszych i najczęściej kończą się na jednej rozprawie. Zdarza się nawet, że w takich sytuacjach małżonkowie zgłaszają się do mnie wspólnie, choć formalnie wolno mi reprezentować tylko jedną ze stron. Takie przypadki ja sobie bardzo cenię, bo to świadczy o dużej dojrzałości emocjonalnej małżonków i wzajemnym szacunku. To, że potrafimy rozejść się z klasą, podziękować za wspólnie spędzone lata i nie żywić przy tym urazy, jest naprawdę wyjątkowe.
Natomiast kwestie związane z dziećmi są najtrudniejszymi, w szczególności w sytuacji, gdy któryś z małżonków zaczyna traktować dzieci jako „kartę przetargową”, na przykład uzależniając liczbę spotkań dzieci z drugim rodzicem, od wysokości przekazywanych przez niego alimentów. Takie momenty są bardzo przykre, bo ostatecznie ich negatywne konsekwencje będą w największym stopniu odczuwać właśnie najmłodsi członkowie rodziny. Często jest też tak, że każdy z rodziców uważa, że to on ma lepsze kompetencje rodzicielskie, lepiej wie, co dla dzieci jest właściwe. Rodzice prześcigają się w obrzucaniu się zarzutami, starają wzajemnie się upokorzyć. Nie zapominajmy, że takie dziecko, uwikłane w konflikt rodziców, także ma swoje emocje, przemyślenia, potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, które już i tak zostało zachwiane podczas decyzji o rozstaniu rodziców. Dodatkowe kłótnie nie poprawiają ich sytuacji. Staram się zawsze o tym pamiętać i przypominać o tym swoim klientom.

Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody

A co jeśli rodzice postanawiają się rozstać, w związku jest dziecko, ale związek jest nieformalny? Jak uregulować opiekę nad dzieckiem?

Jeżeli para nie pozostaje w związku małżeńskim, nie mówimy w tym przypadku o rozpadzie rodziny i uporządkowaniu tych kwestii w toku sprawy rozwodowej. Nadal jednak rodzic ma prawo zwrócić się do sądu o uregulowanie władzy rodzicielskiej, uregulowanie kontaktów oraz o zasądzenie należnych alimentów. W przeciwieństwie do rozwodu i rozpadu małżeństwa – te sprawy w przypadku związków nieformalnych toczą się jednak w osobnych postępowaniach. I tak, jeśli pozostawaliśmy w związku partnerskim, niesformalizowanym, po rozstaniu nasze uprawnienia w stosunku do dziecka pozostają niezmienione – każdy z rodziców zachowuje pełnię władzy rodzicielskiej. To, co jest istotne w takim przypadku, to ustalenie sposobu jej wykonywania i formalne określenie miejsca zamieszkania dziecka. Najczęściej wygląda to tak, że rodzicowi, z którym dziecko zamieszkuje na co dzień, sąd powierza wykonywanie bieżącej władzy rodzicielskiej, ustalając tym samym miejsce zamieszkania dziecka/dzieci przy tym właśnie rodzicu. Jeśli jednak zapewnimy sąd o naszej pełnej współpracy, najlepiej za pomocą pisemnego porozumienia, wykonywanie władzy rodzicielskiej w dalszym ciągu może zostać pozostawione obojgu rodzicom, nawet jeśli miejsce zamieszkania dziecka jest przy jednym z nich. Istnieje także możliwość, aby uregulować kontakty drugiego rodzica z dzieckiem – jeśli oczywiście jest taka potrzeba. Takie rozwiązanie nie zawsze się bowiem sprawdza – sztywne uregulowane dni i godziny odwiedzin najczęściej mają sens, gdy rodzice nie potrafią się dogadać. Jeśli jesteśmy w stanie dojść na tym polu do porozumienia, o spotkaniach możemy decydować na bieżąco, dowolnie. W przypadku uregulowania tej kwestii przez sąd, pamiętajmy o tym, że to, co sąd orzeknie w wydanym postanowieniu, to jest pewne minimum, podstawa, która powinna być dla nas wytyczną, ale nie musi wcale zamykać drogi do rozszerzania tych kontaktów, jeśli tylko jest ku temu wola rodzica i dziecka. Życie wszystko weryfikuje.

Miała Pani w swojej karierze zgłoszenie Child Alert?

Na szczęście do tego nie doszło w sytuacjach moich klientów, ale coraz częściej zdarzają się sprawy z tzw. konwencji haskiej, dotyczące uprowadzenia dziecka za granicę. Są to przypadki, gdy jeden z rodziców wyjeżdża na stałe do innego kraju, zabierając ze sobą dziecko, nie powiadamiając o takim zamiarze, nie uzgadniając tego wcześniej z drugim rodzicem. W tej kwestii liczy się jednak przede wszystkim dobro dziecka i w takiej sytuacji rodzice decyzję muszą podjąć wspólnie. Gdy porozumienia brak, w momencie zainicjowania sprawy z konwencji, kraj, do którego dziecko zostało uprowadzone, nie bada żadnych innych okoliczności, jak tylko takie, że doszło do wyjazdu bez zgody drugiego rodzica. I najczęściej nakazuje powrót. Wtedy ewentualna kwestia przesłanek przemawiających za takim wyjazdem może zostać zbadana przez sąd w Polsce.

Zdrada, kłamstwo, prywatny detektyw… rysuje się życie jak scenariusz jakiegoś filmu. Czy Pani bądź Pani klienci podejmujecie współpracę z prywatnym detektywem?

Oczywiście, gdy jest podejrzenie zdrady, bardzo często w sprawę zostaje zaangażowany detektyw. Zdarza się, że klienci przychodzą do mnie już z gotowym materiałem, zebranym właśnie przez biuro detektywistyczne. Klienci decydują się zlecić detektywowi śledzenie małżonka, kiedy pojawiają się u nich podejrzenia co do niewierności. W momencie, kiedy zjawiają się u mnie z takim materiałem dowodowym, wiem, że oznacza to, że są już gotowi, aby zacząć sprawę o rozwód. Rzeczywiście wtedy taki materiał załączamy do pozwu o rozwód i zazwyczaj drugiej stronie trudno z nim dyskutować. Bardzo często zdjęciom wykonanym przez detektywów towarzyszą wiadomości, często w formie smsów lub wiadomości wymienianych przez social media, do których klienci także uzyskali dostęp. Taki sposób dowiedzenia się o zdradzie oraz sam fakt niewierności powoduje zazwyczaj długotrwały ból i ogromne rozczarowanie, z którymi klienci nierzadko radzą sobie za pomocą psychoterapii. W takich przypadkach wspieram moich klientów w dążeniu do orzeczenia o winie – zdaję sobie sprawę, że uzyskanie wyroku o takiej właśnie treści może mieć dla nich istotne znaczenie – jest potwierdzeniem ich przeżyć i odczuwanych emocji.
Nie zawsze jednak do takich wspomnień chcemy wracać i przeżywać je ponownie na sali sądowej. Niejednokrotnie zdarza się, że nawet pomimo udowodnionej zdrady, klienci decydują się nie dochodzić winy, co także doskonale rozumiem. Każdy człowiek jest inny, podobnie jak sposób odczuwania naszych emocji i radzenia sobie z nimi.

Z jakiej prowadzonej ostatnio sprawy jest Pani dumna?

To z pewnością sprawa, w której udało nam się uzyskać orzeczenie sądu o opiece naprzemiennej, w sytuacji, w której stroną wnioskującą był ojciec. Klient zwrócił się do mnie w 2020 roku, zaś postanowienie kończące sprawę sąd wydał dopiero w roku 2023, a więc po niemal trzech latach postępowania. Klient chciał sprawować nad dzieckiem opiekę w systemie tydzień na tydzień, na co nie zgadzała się matka dziecka, próbując wykazać, że pomiędzy rodzicami jest konflikt i że ten konflikt uniemożliwia harmonijne wykonywanie władzy rodzicielskiej. Mój klient od zawsze był bardzo zaangażowanym ojcem i spędzał z dzieckiem sporo czasu, ale zależało mu także na tym, aby uczestniczyć w codzienności dziecka – odrabiać z nim lekcje, podawać kolację, kłaść spać, budzić rano itp. To są detale, które jednak stanowią bardzo ważny element dzieciństwa i w których ojcowie często nie uczestniczą w takim wymiarze jak matki. W naszej sprawie wypowiadali się biegli, którzy potwierdzili, że kompetencje obojga rodziców są bardzo dobre, co otworzyło nam drogę do uzyskania oczekiwanego przez nas rezultatu. Jestem szczęśliwa, bo udało nam się osiągnąć rozstrzygnięcie, które mój klient sobie wymarzył. To była sprawa, co do wyniku której absolutnie nie byłam pewna. Mam jednak przekonanie, że wydane orzeczenie jest sprawiedliwe i poza uwzględnieniem interesu mojego klienta, uwzględnia interes dziecka.

Wspomniała Pani o roku 2020. Od kiedy zajmuje się Pani stricte tematami rodzinnymi?

Od roku 2017, bo to był ten moment, kiedy otworzyłam swoją kancelarię. Jeszcze przez rok po zdaniu egzaminu adwokackiego, który zdałam w 2015 roku, pracowałam w kancelarii, w której odbywałam aplikację. Kiedy już poczułam, że czuję się na siłach, aby otworzyć własną działalność, wiedziałam, że chcę skupić się tylko na sprawach rodzinnych. Zdawałam sobie sprawę z tego, że zakładając kancelarię samodzielnie, nie będę w stanie zajmować się wszystkimi tematami, choć mogłoby to być kuszące i na początku tej samodzielnej drogi dawać większe poczucie bezpieczeństwa finansowego. Mimo wszystko, nie chciałam tego robić i z tej decyzji dziś bardzo się cieszę. Wierzyłam, że mi się uda i że dzięki ciężkiej, rzetelnej pracy, utrzymam się na rynku – ta moja konsekwencja i wiara doprowadziły mnie do miejsca, w którym obecnie jestem. Zależało mi także na jakości moich usług. Zajmując się wyłącznie prawem rodzinnym, stale pogłębiam swoją wiedzę w tej jednej dziedzinie, a zdobytą w ten sposób naukę wykorzystuję w każdej kolejnej sprawie. Wiem, że moi klienci są ze mną bezpieczni, a to poczucie w naszym zawodzie jest niezwykle cenne.

Jakby nie była Pani adwokatem, jaki zawód by Pani wykonywała?

Byłabym podróżniczką, zwiedzałabym świat, choć nie wiem, za co bym żyła. (śmiech) Podróże są moją największą pasją i odskocznią od obowiązków. Cieszę się nawet z krótkich, kilkudniowych wyjazdów, gdzieś niedaleko, w Europie. Mam to szczęście, że prowadząc własną firmę, jestem w stanie tak sobie poukładać swoje obowiązki, aby moje wyjazdy nie kolidowały z żadną z prowadzonych przeze mnie spraw. Zdarza się, że na wyjazdy zabieram ze sobą laptopa i pracuję zdalnie, jestem dostępna dla moich klientów pod telefonem czy pod mailem i taką możliwość połączenia pracy z przyjemnością także bardzo sobie cenię. Korzystam z takich momentów, bo to daje mi siłę i energię do dalszego działania. Przecież świat nie kręci się tylko wokół sal sądowych i pism procesowych. (śmiech) Trzeba potrafić żyć i czerpać z życia to, co najpiękniejsze. Podróże dają mi szersze spojrzenie na wiele spraw i możliwość przyjrzenia się im, a także sobie, z zupełnie innej perspektywy.

W jakim innym miejscu mogłaby Pani mieszkać?

Moim ukochanym miejscem jest Lizbona i ogromnie cieszę się na loty z Ławicy. To przepiękne, słoneczne miasto, z cudownymi, uśmiechniętymi ludźmi. Pełne kolorytu, pełne smaku, z niezwykłą atmosferą, która do mnie przemawia i w której bardzo dobrze się czuję. Lizbona jest mniej oblegana turystycznie niż Paryż czy Rzym, jest spokojniejsza, co jest jej ogromną zaletą. Tam czuję się szczęśliwa.

To może za jakiś czas otworzy Pani filię kancelarii w Lizbonie. Tego Pani życzę.

Kto wie, może tak się stanie. (śmiech)

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody|Weonika Hołowczyc Butikowa kancelaria rozwodowa, Kancelaria w Poznaniu od rozwodów, prawniczka od rozwodów, Poznań rozwody
REKLAMA
REKLAMA

Marzena Roszak, PropertyForYou | Sprzedaję marzenia, nie nieruchomości

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Bliskość plaży czy widok na góry? Centrum miasta czy zaciszne wiejskie gospodarstwo? Mieszkanie pod wynajem czy drugi dom? Ilu klientów, tyle preferencji. To, co ich łączy, to chęć posiadania nieruchomości w Hiszpanii. Marzena Roszak z PropertyForYou przeprowadza potencjalnego nabywcę przez wszystkie etapy zakupu wymarzonego miejsca w kraju flamenco, paelli i La Ligi, pomagając spełniać marzenia.

Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcia: archiwum własne MR

Jakie są główne czynniki, które przyciągają polskich nabywców do rynku nieruchomości w Hiszpanii?

MARZENA ROSZAK: Pomijając najbardziej prozaiczny czynnik, jakim jest pogoda – bo na Costa Blanca w ciągu roku jest około trzystu dni słonecznych i temperatury w zimie w okolicach 16-20 stopni – to na pewno możemy mówić o całym szeregu powodów, dla których inwestycje na rynku nieruchomości w Hiszpanii cieszą się tak dużym powodzeniem wśród naszych rodaków. Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, mieliśmy do czynienia z szukaniem tzw. „bezpiecznego azylu”, stosunkowo daleko od potencjalnego zagrożenia. Był to moment, w którym nie do końca wiedzieliśmy, co przyniesie przyszłość i wówczas nastąpił pierwszy boom inwestycyjny. Drugi natomiast tuż po pandemii, kiedy to nasi klienci zaczęli szukać bezpiecznych inwestycji w obawie przed negatywnymi skutkami gospodarczymi wywołanymi Covid-19. Lokowanie swoich oszczędności w hiszpańskie nieruchomości było jednym ze sposobów na ucieczkę przed spadkiem wartości pieniądza. Dodatkowo nie możemy zapominać o czynniku, jakim są ceny. Tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie chcieliśmy kupić nieruchomość pod wynajem. Co prawda nie w Hiszpanii, a w Polsce. Ale kiedy zaczęłam porównywać ceny, okazało się, że ich poziom w Polsce i w Hiszpanii jest bardzo porównywalny. Z jednym „ale”. W tej samej cenie co w Polsce, w Hiszpanii możemy kupić mieszkanie, które jest gotowe do zamieszkania.

Czyli w pełni wyposażone? 

Możliwości mamy wiele, mieszkanie w Hiszpanii w tzw. standardzie developerskim ma wykończone podłogi, wykończone dwie łazienki, wyposażone w armaturę i szafki. Dodatkowo w takim mieszkaniu znajdują się szafy wnękowe, kuchnia jest wyposażona w meble, a często nawet w sprzęt AGD. Jest rozprowadzony system klimatyzacji, instalacja elektryczna oraz alarmowa. Pozostaje kupić meble i można mieszkać. W tej chwili około 80 proc. nieruchomości w Hiszpanii trafia w ręce obcokrajowców. Powstał więc cały sektor firm, które specjalizują się w wykończeniu mieszkań. Łącznie z przywiezieniem i skręceniem mebli oraz zainstalowaniem sprzętu RTV, a nawet lamp. Mało tego, te firmy wyposażą również naszą kuchnię w sztućce czy zastawę stołową, a sypialnię w pościele, koce i narzuty na łóżko. Z punktu widzenia nabywcy nieruchomości, który nie jest stale obecny w Hiszpanii to bardzo wygodne rozwiązanie.

Zatem jak kształtują się ceny w Hiszpanii?

Znajdą się pośrednicy, którzy oferują mieszkania w Hiszpanii w przedziale od 30-70 tys. euro. To są ceny netto, do których należy doliczyć w przypadku rynku pierwotnego 10 proc. podatku VAT, tzw. IVA. Natomiast w przypadku rynku wtórnego tzw. ITP – czyli podatek od przeniesienia. Do wysokości 10% wartości nieruchomości w zależności od regionu i gminy oraz jeśli cena całkowita nie przekracza 1 mln euro i nie dotyczy umów sprzedaży z VAT-em. Zdarzają mi się klienci, którzy mówią, że znaleźli dom za 70 tys. euro. Jednak bardzo staram się uczulać na niskie ceny w Hiszpanii ze względu na problem tzw. ocupas, czyli dzikich lokatorów. Bo niskie ceny często wiążą się z tym, że nasze domy czy mieszkania znajdują się w dzielnicach lub regionach potencjalnie niebezpiecznych dla naszych nieruchomości, właśnie ze względu na ocupas, którzy mogą do nich wejść i zaanektować naszą nieruchomość dla własnych potrzeb. Jeśli nie zauważymy tego w ciągu 48 godzin, to niestety hiszpańskie prawo stanowi, że mogą oni się tam osiedlić. Wydostanie ich stamtąd, działając zgodnie z prawem, czyli z pomocą policji i sądu, potrafi trwać nawet kilka lat. I stąd tak ważna jest współpraca z wykwalifikowanym biurem nieruchomości, które zweryfikuje wybraną nieruchomość, przeprowadzi rzetelny audyt. Dotyczy to szczególnie rynku wtórnego, gdyż kupując taką nieruchomość właśnie na rynku wtórnym, narażamy się na jej kupno z długami poprzedniego właściciela. Oczywiście nie oznacza to, że mamy się bać kupna mieszkania z rynku wtórnego. Od lat współpracuję z lokalnymi pośrednikami i prawnikami, którzy są w stanie sprawdzić stan prawny konkretnej nieruchomości i sprawić, że transakcja będzie bezpieczna. Natomiast jeśli mówimy o cenach mieszkań nowych, od developerów, to ich ceny rozpoczynają się od 120-150 tys. euro w górę. I w ich przypadku problem ocupas właściwie nie występuje, gdyż są to mieszkania w nowych, monitorowanych budynkach z kodami dostępu, kamerami i alarmem. Developerzy, znając problem ocupas, swoje inwestycje realizują w miejscach, które z zasady dzikich lokatorów nie przyciągają. Ocupas to problem głównie dużych miast oraz mieszkań, które są własnością banków czy funduszy inwestycyjnych. Natomiast nie zwalnia nas to z zachowania ostrożności przy wyborze wymarzonej nieruchomości.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Jakie regiony Hiszpanii są obecnie najbardziej atrakcyjne dla potencjalnych nabywców nieruchomości?

To się nie zmienia od lat. Wśród najpopularniejszych miejsc króluje Barcelona, Wyspy Kanaryjskie, Majorka, Alicante. Moje biuro specjalizuje się w regionie Costa Blanca, bo wyznaję zasadę, że nie można być dobrym we wszystkim. (śmiech) Costa Blanca wybrałam z pełną premedytacją dlatego, że z Polski do Alicante, z większości polskich miast dolecimy bez żadnych przesiadek. Rejon Alicante jest bardzo popularny wśród nas Polaków, dobrze znany i wiemy, jak się po nim poruszać.

Jakie są typowe etapy i procedury zakupu nieruchomości dla międzynarodowych klientów w Hiszpanii? Jakie dokumenty są potrzebne?

Moja droga z klientem rozpoczyna się od spotkania i wybadania jego potrzeb. Bardzo świadomie podchodzę do swojej oferty. W moim portfolio klient nie znajdzie tysiąca propozycji, bo wychodzę z założenia, że im więcej ofert, tym trudniej na coś się zdecydować. Tę praktykę wyniosłam z polskiego rynku nieruchomości, na którym od 2009 roku sprzedawałam zarówno mieszkania, domy, jak i obiekty komercyjne. I tam, kiedy klient nie znalazł satysfakcjonującej dla siebie oferty na pierwszych pięciu stronach mojego portfolio, to albo umawiał się na indywidualną konsultację, albo po prostu rezygnował. Według mnie zbyt duża ilość ofert powoduje trudność w ostatecznym wyborze i co za tym idzie opóźnienie decyzji zakupowej. Ale to nie oznacza, że jeśli klient nie znalazł na stronie biura wymarzonej nieruchomości, to nie jestem w stanie jej znaleźć. Jak najbardziej szukam dla klienta indywidualnych ofert, spełniających jego wymagania. Po drugie ustalamy budżet. I jeśli te dwa punkty mamy za sobą, wówczas procedura jest bardzo podobna jak w Polsce. Jeśli mówimy o rynku pierwotnym – podpisujemy umowę rezerwacyjną, która wiąże się z opłatą gwarantującą nam, że wybrana nieruchomość została dla nas zarezerwowana. Ta opłata jest ściśle związana z wartością wybranej przez nas nieruchomości. Drugim etapem jest przygotowanie tzw. umowy przedwstępnej i na tym etapie sugeruję klientowi wybranie prawnika, który znajduje się na miejscu w Hiszpanii. Ta praktyka wynika z mojego osobistego doświadczenia przy zakupie nieruchomości w Hiszpanii. Siłą rzeczy nie jesteśmy obecni non stop na miejscu, a będziemy potrzebowali osoby, która w naszym imieniu może podpisać dokumenty, negocjować warunki umowy czy płatności. Prawnik lub pośrednik pomoże nam też założyć konto w banku, ponieważ wszystkie płatności za mieszkanie czy dom, w przyszłości muszą być dokonywane właśnie z konta hiszpańskiego. Dodatkowo, działając na podstawie upoważnienia od nas, prawnik złoży w naszym imieniu wniosek o nadanie tzw. numeru NIE ((Número de Identificación de Extranjero – przyp. red.), czyli odpowiednika naszego numeru NIP, który jest niezbędny do tego, aby założyć konto bankowe, a także aby w ogóle na rynku hiszpańskim funkcjonować jako właściciel mieszkania. Numer NIE wymagany jest także przy podpisywaniu m.in. umowy zakupu nieruchomości, umowy o korzystanie z energii elektrycznej, wody etc. Udzielając prawnikowi odpowiedniego pełnomocnictwa, zostanie to zrobione w naszym imieniu i bez konieczności naszej obecności. Na koniec pozostaje podpisanie aktu notarialnego u notariusza w Hiszpanii, przelanie ostatniej transzy na konto developera lub właściciela nieruchomości. 

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Z jakiego rzędu kosztami dodatkowymi musimy się liczyć, decydując się na zakup nieruchomości w Hiszpanii?

Oscylują one w granicach 13-15 proc. wartości nieruchomości. W ich skład wchodzi obsługa prawna i notarialna, 1,5 proc. podatku od czynności cywilno-prawnych, tzw. AJD (impuesto de Actos Juridicos Documentados), a także koszty wpisu do księgi wieczystej, czyli Rejestru Własności Nieruchomości (El Registro de la Propiedad) ustalane na podstawie wartości nieruchomości.
Jeśli nieruchomość jest finansowana z kredytu, koszt wyceny w banku wynosi od 300 do 600 euro w zależności od wielkości nieruchomości. Jako biuro jesteśmy także w stanie pomóc w uzyskaniu takiego kredytu. Hiszpańskie banki umożliwiają kredytowanie do 70 proc. wartości nieruchomości, a zakres dokumentów niezbędnych do przeprowadzenia procedury uzyskania tego typu finansowania jest podobny jak w Polsce. Niezbędne jest dostarczenie wyciągów z konta, weryfikacja w BIK, oświadczenie o majątku oraz formie zatrudnienia. W tej chwili kredyt w hiszpańskim banku oprocentowany jest przez pierwszy rok 2,75 proc. W kolejnych latach wzrasta o wskaźnik Euribor + 0,60%. W chwili obecnej koszt uzyskania kredytu wynosi ok. 1-1,5% wnioskowanej kwoty.

Jeśli zdecydujemy się na zakup nowego mieszkania w Hiszpanii, jak długo będziemy czekać na odbiór? I czy zakup przysłowiowej „dziury w ziemi” jest bezpieczny?

Współpracuję z developerami, którzy na rynku nieruchomości są obecni od co najmniej 20 lat. Przeżyli kryzys finansowy w 2008 roku, pandemię i zawirowania gospodarcze z nią związane. I ciągle funkcjonują na rynku i wciąż budują nowe mieszkania. Stąd nie ma obaw o to, aby nagle zniknęli z rynku. Warto także dodać, że mieszkania w Hiszpanii w tej chwili przeżywają boom inwestycyjny, a około 80 proc. z nich trafia w ręce obcokrajowców. A to oznacza, że ceny rosną. Od momentu przedstawienia przez developera wizualizacji do momentu wbicia pierwszej łopaty, cena potrafi wzrosnąć o 30 proc. Stąd spore zainteresowanie nieruchomościami już na początkowym etapie. Na gotowe mieszkanie – czyli od „dziury w ziemi” do jego odbioru, poczekamy od roku do dwóch lat. Jeśli się ktoś spieszy, na rynku dostępne są mieszkania tzw. „key ready”, ale wybór tych mieszkań jest ograniczony, no i są po prostu droższe.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Mieszkanie do odbioru i mieszkanie do zamieszkania? To tożsamy termin?

To dwie różne rzeczy. Po tym jak mieszkanie zostanie wykończone przez developera, musi zostać wpisane do ksiąg wieczystych, czyli Rejestru Własności Nieruchomości (El Registro de la Propiedad). Musi zostać w nich zarejestrowane i ta procedura trwa od miesiąca do dwóch. I dopiero, kiedy ten element zostanie spełniony oraz będziemy mieć podpisane umowy ze wszystkimi mediami, możemy zacząć w nim mieszkać. 

A jak wyglądają opłaty za mieszkanie w Hiszpanii?

Podobnie jak w Polsce, właściciel płaci czynsz administracyjny i jest on uzależniony od standardu budynku oraz całego osiedla. I kształtuje się od ok. 60 euro. Jeśli mamy mieszkanie na osiedlu, na którym znajdują się baseny, strefa SPA, sporo terenów zielonych, place zabaw dla dzieci, mini golf czy siłownia dla mieszkańców, to oczywistym jest, że czynsz za takie mieszkanie będzie wyższy, niż za takie na osiedlu, które takich udogodnień nie ma. Z moich obserwacji wynika, iż czynsze kształtują się wtedy od 100-150 euro w górę. Warto jednak wspomnieć, że tzw. czynsz administracyjny funkcjonuje w Hiszpani w podobnym zakresie i wysokościach jak w Polsce.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Czy możesz podać przykłady trendów w rynku nieruchomości w Hiszpanii? Jakie rodzaje nieruchomości są najbardziej popularne wśród kupujących?

Trendy oczywiście są widoczne w nowo powstających inwestycjach i są to wszystkie te wspomniane przeze mnie wcześniej udogodnienia. Jednak dla mnie ważniejsze od trendów są potrzeby klienta. Klientem z Polski jest klient najczęściej w wieku 45+. Nie jest to zatem klient, który ma małe dzieci, ale taki, który jest na pewnym stabilnym etapie swojego życia, z zabezpieczoną finansowo przyszłością. Jego priorytetem przy zakupie nieruchomości w Hiszpanii jest chęć odpoczynku. Bardzo często pada wówczas pytanie, w jakiej odległości proponowana przeze mnie nieruchomość jest usytuowana od morza. I tu rozpoczyna się dyskusja. Bo choć oczywiście, mam w swojej ofercie nieruchomości położone bezpośrednio nad morzem, jednak czy bezpośrednio nad morzem klient będzie miał szansę wypocząć? Musimy sobie zdawać sprawę, że Hiszpania jest szalenie popularnym kierunkiem wakacyjnym dla ludzi z całego świata i każdego roku odwiedza ją kilkadziesiąt milionów turystów. Od października do marca czy nawet kwietnia Hiszpanię odwiedzają ludzi starsi z Niemiec, Belgii, Holandii czy Polski, szukający kolokwialnie mówiąc ciepła. Latem przyjeżdżają młodzi Skandynawowie z dziećmi, Polacy z dziećmi i nie ukrywajmy – jest głośno i tłoczno. Więc powstaje pytanie, czy to bezpośrednie sąsiedztwo morza jest tak bardzo wskazane, jeśli chcemy naszą nieruchomość traktować jako typowy dom wakacyjny? Czy nie lepszy będzie pas w odległości 5-10 kilometrów od morza, z łatwym do niego dostępem, ale jednak nie w pierwszej, bardzo turystycznej linii? Na te pytania musimy sobie odpowiedzieć, zanim zdecydujemy się na zakup wymarzonego domu czy mieszkania.

A jeśli chcemy kupić mieszkanie na wynajem?

Wówczas lokalizacja i często wykończenie czy umeblowanie mieszkania odgrywa nieco mniejszą rolę. Mam klientów, którzy zdecydowali się na zakup mieszkania w Hiszpanii stricte pod wynajem długo- i krótkoterminowy. Ale w samym procesie wynajmu ja już nie biorę udziału. Od tego są wyspecjalizowane firmy, które zajmują się zarządzaniem takimi nieruchomościami i ich bieżącym administrowaniem na miejscu oraz lokalni pośrednicy, którzy poszukają klientów. Ale co ważne dla wszystkich, którzy posiadają nieruchomości w Hiszpanii pod wynajem, albo myślą o takiej inwestycji – potrzebna jest tam na miejscu lokalna księgowość, ponieważ powstają wówczas obowiązki podatkowe dla nierezydentów.
Co doradziłabyś klientom, którzy przymierzają się do kupna swojej pierwszej nieruchomości w Hiszpanii?
Przede wszystkim, aby odpowiedzieli sobie na pytanie o cel i potrzeby. To punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Musimy mieć świadomość, że jeśli kupujemy mieszkanie na wynajem wakacyjny, w tym okresie sami z niego nie skorzystamy, a jego stan po jednym sezonie może wymagać remontu. Po drugie cena – podejrzanie niska powinna wzbudzić naszą czujność. Po trzecie lokalizacja, która jest ważna, chociażby właśnie ze względu na ocupas. Ale to już moja rola, aby nieruchomość, a także całość transakcji była bezpieczna i nieobarczona ryzykiem.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Czyli korzystając z usług agencji nieruchomości, możemy być pewni, że jesteśmy zabezpieczeni?

W Polsce zarówno na rodzimym rynku nieruchomości, jak i na rynkach zagranicznych pokutuje przeświadczenie, że pośrednik jest zbędnym ogniwem procesu zakupowego. Bo to za co trzeba mu zapłacić, można przecież zrobić samemu. To jednak nie do końca prawda, na rynku hiszpańskim niepisaną zasadą dobrych biur pośrednictwa w obrocie nieruchomościami jest niepobieranie opłat za usługę od strony kupującej. Moje wynagrodzenie pochodzi od developera lub pośrednika, od którego ściągam ofertę. Pośrednik z założenia zna lokalny rynek nieruchomości i jego zadaniem jest zapewnić jak największe bezpieczeństwo transakcji. Pośrednik zweryfikuje dostępne oferty, pomoże wybrać odpowiednią lokalizację, znaleźć prawnika oraz przejść przez ścieżki administracyjne, a co za tym idzie pozwoli oszczędzić czas i stres. Dodatkowo współpracuję z lokalnymi biurami pośrednictwa oraz prawnikami, którzy na miejscu zweryfikują i sprawdzą wybraną nieruchomość.

Jedziesz z klientem oglądać wybrane przez niego nieruchomości?

Kiedy jesteśmy już na etapie wybierania z konkretnych ofert, oczywiście lecimy do Hiszpanii, oglądamy, obwożę klienta po nieruchomościach. I ta jedna podróż jest wliczona w cały proces. Jeśli klient życzy sobie, abym brała udział w kolejnych etapach, pojechała do prawnika, banku czy notariusza, wówczas ustalamy koszty mojego tam dojazdu.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Dużo mówisz o dokładnym poznaniu potrzeb swoich klientów. A co jeśli te potrzeby w obrębie rodziny, która poszukuje domu w Hiszpanii, są rozbieżne?

Zdarzają się takie sytuacje! Bardzo często pierwszy wybór jednego z małżonków zupełnie nie odpowiada preferencjom drugiego. Żona czy partnerka chce mieszkać blisko morza, ale też mieć blisko do centrum miasta, mieć w pobliżu sklepy i restauracje, a mąż czy partner marzy o częstych wypadach w góry i ciszy. Moim zadaniem jest wypośrodkować te potrzeby, znaleźć kompromis. Mam klienta, który marzy o miejscu blisko mariny, bo ma skutery wodne i takiego miejsca mu szukam. Inny chciałby realizować swoje hobby, jakim jest jazda na rowerze szosowym i dla niego idealnym miejscem jest rejon Calpe, mniej więcej 40 minut od Alicante w stronę Walencji, piękny, górzysty, będący mekką europejskiego kolarstwa. Kolejny myśli o zakupie jachtu morskiego, więc szukam jemu miejsca, gdzie mariny żeglarskie spełnią jego oczekiwania. Ważnym aspektem dla wielu klientów jest ilość i jakość restauracji w danym regionie. Więc jadąc do Hiszpanii, zwiedzam restauracje, aby mieć pełen obraz tego, co może interesować klienta. Uwielbiam odkrywać nowe miejsca i szukać tych nieoczywistych, bo ilu klientów, tyle potrzeb. Poznaję hiszpańskie święta, festiwale, zwyczaje, aby prezentować klientowi nie tylko mieszkanie czy dom. Zależy mi na tym, aby poznał on tamtejszą kulturę, zwyczaje czy kuchnię. Aby zamieszkując w Hiszpanii, pokochał tamten styl bycia i aby ten styl bycia był zbieżny z jego potrzebami. Sprzedając nieruchomości, sprzedaję marzenia. W momencie, gdy nabywamy nieruchomość, dokonujemy więcej niż tylko transakcji finansowej. To nie jest jedynie zakup ścian i dachu. To moment, w którym stajemy się częścią społeczności, regionu, tworzymy przestrzeń do życia, zbliżamy się do spełnienia marzeń. I ta filozofia przyświeca mi od początku mojej przygody z hiszpańskim rynkiem nieruchomości.

REKLAMA
REKLAMA
Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii
REKLAMA
REKLAMA