Margherita Kardaś | Zrobiłam z Pinco swój dom

Margherita Kardaś - Pinko Palino|

Wśród uhonorowanych, jako jedyny przedstawiciel z Polski, znalazła się poznańska restauratorka, doskonale znana miłośnikom włoskich trufli i genialnej pizzy Margherita Kardaś – właścicielka i szefowa kuchni w PincoPallino.

Po pierwsze bardzo gratuluję Ci tego zaszczytu i ciekawi mnie Twoja reakcja na wiadomość o nominacji. Byłaś zaskoczona?


MARGHERITA KARDAŚ: Piętnaście dni przed uroczystością odebrałam telefon z Federacji, z zaproszeniem do Parlamentu Włoskiego, i informacją o nagrodzie dla mnie. I nie mogłam w to uwierzyć. Federacja, której zresztą od wielu jestem członkinią, wyselekcjonowała z każdego kraju jednego kucharza w swojej kategorii i polski oddział Federacji nominował właśnie mnie. Jedyną nie-Włoszkę. Do tego kobietę. A nie od dziś wiadomo, że szef kuchni to zawód raczej kojarzony z mężczyznami. Więc to tym bardziej ogromny zaszczyt stanąć na podium wśród największych nazwisk włoskiej gastronomii.

Nie ma wyższego organu we włoskiej gastronomii niż Federacja. Co poczułaś, kiedy usłyszałaś, że Twoja praca została doceniona na tak wysokim szczeblu?


Zaczęłam krzyczeć! Ze szczęścia oczywiście! I skakać! (śmiech) I pomyślałam sobie, że to uwieńczenie mojej pracy. Taka kropka na „i”. Praca w gastronomii to naprawdę ciężki kawałek chleba. Wiele trudnych momentów, popalone ręce, nieprzespane noce. Kiedy wszyscy świętują – ty jesteś w pracy, kiedy wszyscy odpoczywają – ty działasz. Często w nocy, aby na rano wszystko było gotowe. Przez pięć lat prowadzenia restauracji naprawdę zdarzały mi się chwile zwątpienia. Wiele razy zastanawiałam się, czy to na pewno jest moja droga, czy wyrzeczenia, które narzuca ten zawód są warte rezygnacji z życia prywatnego, czy innych pasji. I to wyróżnienie upewniło mnie, że to jest moja droga i że warto było. Marek Grechuta śpiewał, że w życiu ważne są tylko chwile. I to była ta chwila. Ta, której nie zapomnę do końca życia. Świadomość tego, że dzięki mojej pracy włoska kultura, włoskie dziedzictwo narodowe, jakim niewątpliwie jest włoska kuchnia, jest rozpowszechniana na świecie, niebywale uskrzydla. Do tego zobaczyć swoje nazwisko na ogromnym telebimie we włoskim parlamencie… To bardzo wzruszające. Dla takich chwil warto żyć.

Praca szefa kuchni to często ciężka fizyczna praca. Wspomniałaś, że najczęściej kojarzona z mężczyznami. Czy wśród nominowanych oprócz Ciebie były również kobiety?


Faktycznie wśród szefów kuchni dominują panowie. To naprawdę ciężka praca wymagająca niejednokrotnie przenoszenia w ciągu dnia wielu kilogramów produktów czy bycia na nogach kilkanaście godzin. Gastronomia to męski świat naładowany adrenaliną. W Polsce przez lata wyglądało to nieco inaczej. Nie rozwinęła się tutaj kultura wspólnego celebrowania posiłków, dania na nasze domowe stoły przygotowywała mama lub babcia. Mężczyźni raczej stronili od kuchennych obowiązków. Dzisiaj się to oczywiście zmienia, choć do modelu włoskiego mamy jeszcze kawał drogi. Dla Włocha jedzenie to sztuka, dla Polaka sposób na zaspokojenie apetytu. We włoskich restauracjach rządzą mężczyźni. I to znalazło swoje odzwierciedlenie podczas gali parlamencie. Na trzystu nominowanych szefów kuchni tylko cztery to kobiety. W tym ja.

Margot2 768x1024 1

Jak ważna jest kuchnia dla Włochów?


Nie ma dla Włocha rzeczy ważniejszej niż jedzenie i najczęściej wielopokoleniowe biesiadowanie. Kuchnia stoi w ich priorytetach wyżej niż moda i słynne włoskie szybkie samochody. Ekskluzywne ubrania czy luksusowe auto to rzeczy, na które nie każdy Włoch może sobie pozwolić, natomiast jedzenie i sposób, w jaki celebrują ten czas wspólnie z rodziną czy przyjaciółmi, jest inkluzywne. Dostępne dla każdego, do tego bardzo zacieśniające więzy międzyludzkie. I bardzo przez Włochów pielęgnowane. Tym bardziej – nagroda, którą otrzymałam, jest tak naprawdę w najważniejszej dla Włochów dziedzinie.

Twoja droga kulinarna zaczęła się właściwie dopiero w Polsce. Większość życia spędziłaś we Włoszech, ale tam gotowałaś tylko na własne potrzeby.


To prawda, zanim otworzyłam Pinco gotowałam tylko dla siebie, a moje dzieci jeszcze wybrzydzały. (śmiech)Oczywiście, zawsze lubiłam gotować, robiłam cuda kulinarne, jednak nigdy we Włoszech nie przyszło mi do głowy, aby robić to komercyjnie. Kiedy przyjechałam do Polski, ucząc się na własnych błędach, powoli nabywałam umiejętności, których szefowie kuchni uczą się latami. I kiedy okazało się, że goście wracają do mojego lokalu, bo smakowały im przyrządzone przeze mnie dania, poczułam chęć do dokształcania się i próbowania nowych rzeczy. Po tylko pięciu latach działalności w Polsce mam wrażenie, że wspięłam się tam, gdzie inni dochodzą po 20-30 latach. A czasem nigdy. Więc poklepałam się po plecach i powiedziałam sobie „brawo Ty – dobra robota”.

Otrzymałaś wyróżnienie w kategorii CHEF PATRON, czyli w kategorii, która jednocześnie łączy bycie szefem kuchni i właścicielem restauracji. Czy trudno połączyć te dwie role?


Jestem bardzo zadaniowa i staram się być odpowiedzialna w tym, co robię. I kiedy wiem, że mam robotę do zrobienia, to nie ma przebacz – zrobię ją, mimo że jej nie lubię. Zdecydowanie bliższa jest mi rola szefa kuchni, to moja pasja. Uwielbiam tworzyć. A gotowanie, komponowanie nowych potraw to nic innego jak tworzenie. Faktury i liczenie, praca administracyjna za biurkiem to nie jest mój konik. Siedzenie na przysłowiowych czterech literach nie leży w moim temperamencie. Stos dokumentów, piętrzący się na moim biurku,nigdy nie napawa mnie optymizmem. Ale cóż, to cześć mojej pracy i mam na nią swój sposób. Poniedziałek to dla mnie dzień biurowy, administracyjny. Wyłączam wówczas całą resztę mojego życia na poczet „papierologii” i robię. Bo bez tego działalność nie istnieje. Artysta artystą, ale cyfry muszą się zgadzać. Kiedy przyjechałam do Polski i postanowiłam stworzyć Pinco wydawało mi się, że zatrudnię tu managera, a ja będę zarządzać biznesem z daleka. Życie szybko zweryfikowało moje wyobrażenie i okazało się, że żeby biznes dobrze prosperował, muszę tu być. Zostawić swój dom we Włoszech, dzieci. To nie była łatwa decyzja. Porzuciłam Włochy dla Poznania. Zostawiłam piękny dom z ogrodem dla małej klitki w Poznaniu. I bardzo mi tego domu brakowało. Więc postanowiłam zrobić z Pinco swój dom. Na włoski styl.

Jak zatem budowałaś swój włoski dom na polskiej ziemi? Co przeniosłaś z ziemi włoskiej do Polski?


Chyba przede wszystkim gościnność. Kiedy w moich progach pojawia się człowiek, nie mówię o nim klient. To jest mój gość. Bo on przychodzi do mnie do domu. Więc wychodzę i się z nim witam. Rozmawiam z nim. Mój dom we Włoszech tętnił życiem. Był otwarty dla rodziny, przyjaciół, przyjaciół moich dzieci. Tacy są Włosi. Polacy są nieco inni, bardziej zachowawczy i kiedy zamieszkałam w Polsce poczułam samotność. Ale właśnie ten mój temperament nie pozwolił mi siedzieć bezczynnie i pomyślałam, że mogę sobie ten dom tu ponownie stworzyć. I wiele osób mówiło mi, że to się nie uda, że Polacy tego nie udźwigną. A ja się uparłam i miałam rację. Dzisiaj większość swoich gości znam z imienia, spotykamy się prywatnie i właśnie dzięki Pinco znalazłam w Poznaniu przyjaciół. I czuję już, że jestem z Poznania i chcę tu być. Najlepszym tego przykładem były święta Bożego Narodzenia, które zwyczajowo spędzam z dziećmi we Włoszech. I dwa lata temu, kiedy nadszedł czas powrotu do Poznania powiedziałam do córki „wracam do domu”. Od tego czasu mam dwa domy. Jeden we Włoszech, a drugi tu w Poznaniu.

Podczas wielu naszych rozmów mówisz, że Poznań wiele Ci dał i wiele Cię nauczył. Jaką Margheritę zatem stworzyło nasze miasto?


Swoje życie dzielę na dwie części, życie przed Poznaniem i życie po przyjeździe tutaj. We Włoszech byłam przede wszystkim mamą, spełniałam się rodzinnie. Nie opuściłam żadnej wywiadówki w szkołach moich dzieci. Życie w Poznaniu jest zupełnie inne – tu jestem przedsiębiorcą, rozwiązuję dziesiątki problemów dziennie. Kiedy patrzę na siebie sprzed pięciu lat a teraz, to zmieniło się chyba wszystko. Przede wszystkim urosłam w siłę i poznałam samą siebie. I zaczęłam siebie słuchać i sobie ufać. Stworzenie na obcej wtedy dla mnie ziemi czegoś z niczego, wymagało naprawdę ogromnej odwagi. To był skok na głęboką wodę i skoro byłam tu tak bardzo samotna, nie miałam żadnej życzliwej duszy, która służyłaby pomocą i wsparciem, musiałam zaufać sobie. Dzisiaj z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że podczas tej mojej kilkuletniej kulinarnej, poznańskiej podróży, nie ma pociągu do którego bym nie wsiadła. Nie ma okazji, z której bym nie skorzystała. Nie każda podróż skończyła się sukcesem, ale spróbowałam, nabywając w ten sposób doświadczenie. Poznań nauczył mnie także sprawczości. Tego, że sposób, w jaki spróbuję rozwiązać problemy, także te ode mnie niezależne, zależy ode mnie. Dziś do problemów podchodzę analitycznie. Kiedyś załamałabym ręce i nie walczyła. Dzisiaj włączam analizę i zastanawiam się, co mogę zrobić, do kogo się zwrócić. I wierzę sobie, że to, co wymyślę, to dobre rozwiązanie. Poznań to moja szkoła życia. I tu zaczęłam pisać swoje życie od nowa. Na czystej kartce. I nawet kiedy pojawiały się chwile zwątpienia i bliska byłam powrotu do Włoch, życie zawsze podsuwało jakieś rozwiązanie. Więc chyba mam tu być.

Nie tęsknisz za Włochami?


Kiedy podjęłam decyzję o przyjeździe do Polski,wydawało mi się, że muszę wybrać. I że ten wybór będzie bardzo ostateczny. Czy chcę mieszkać w Polsce, czy we Włoszech. Dzisiaj już tak nie myślę. Dziś swój czas dzielę na dwa domy. Dzielę czas, ale łączę dwa światy. W Polsce prowadzę biznes, ale choinkę z dziećmi ubieram we Włoszech. Dzięki temu, co zbudowałam w Poznaniu, mam możliwość żyć w dwóch krajach. Pinco dało mi wolność wyboru. I za tę możliwość jestem Poznaniowi wdzięczna.

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Margherita Kardaś - Pinko Palino|
REKLAMA
REKLAMA

Marzena Roszak, PropertyForYou | Sprzedaję marzenia, nie nieruchomości

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Bliskość plaży czy widok na góry? Centrum miasta czy zaciszne wiejskie gospodarstwo? Mieszkanie pod wynajem czy drugi dom? Ilu klientów, tyle preferencji. To, co ich łączy, to chęć posiadania nieruchomości w Hiszpanii. Marzena Roszak z PropertyForYou przeprowadza potencjalnego nabywcę przez wszystkie etapy zakupu wymarzonego miejsca w kraju flamenco, paelli i La Ligi, pomagając spełniać marzenia.

Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcia: archiwum własne MR

Jakie są główne czynniki, które przyciągają polskich nabywców do rynku nieruchomości w Hiszpanii?

MARZENA ROSZAK: Pomijając najbardziej prozaiczny czynnik, jakim jest pogoda – bo na Costa Blanca w ciągu roku jest około trzystu dni słonecznych i temperatury w zimie w okolicach 16-20 stopni – to na pewno możemy mówić o całym szeregu powodów, dla których inwestycje na rynku nieruchomości w Hiszpanii cieszą się tak dużym powodzeniem wśród naszych rodaków. Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, mieliśmy do czynienia z szukaniem tzw. „bezpiecznego azylu”, stosunkowo daleko od potencjalnego zagrożenia. Był to moment, w którym nie do końca wiedzieliśmy, co przyniesie przyszłość i wówczas nastąpił pierwszy boom inwestycyjny. Drugi natomiast tuż po pandemii, kiedy to nasi klienci zaczęli szukać bezpiecznych inwestycji w obawie przed negatywnymi skutkami gospodarczymi wywołanymi Covid-19. Lokowanie swoich oszczędności w hiszpańskie nieruchomości było jednym ze sposobów na ucieczkę przed spadkiem wartości pieniądza. Dodatkowo nie możemy zapominać o czynniku, jakim są ceny. Tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie chcieliśmy kupić nieruchomość pod wynajem. Co prawda nie w Hiszpanii, a w Polsce. Ale kiedy zaczęłam porównywać ceny, okazało się, że ich poziom w Polsce i w Hiszpanii jest bardzo porównywalny. Z jednym „ale”. W tej samej cenie co w Polsce, w Hiszpanii możemy kupić mieszkanie, które jest gotowe do zamieszkania.

Czyli w pełni wyposażone? 

Możliwości mamy wiele, mieszkanie w Hiszpanii w tzw. standardzie developerskim ma wykończone podłogi, wykończone dwie łazienki, wyposażone w armaturę i szafki. Dodatkowo w takim mieszkaniu znajdują się szafy wnękowe, kuchnia jest wyposażona w meble, a często nawet w sprzęt AGD. Jest rozprowadzony system klimatyzacji, instalacja elektryczna oraz alarmowa. Pozostaje kupić meble i można mieszkać. W tej chwili około 80 proc. nieruchomości w Hiszpanii trafia w ręce obcokrajowców. Powstał więc cały sektor firm, które specjalizują się w wykończeniu mieszkań. Łącznie z przywiezieniem i skręceniem mebli oraz zainstalowaniem sprzętu RTV, a nawet lamp. Mało tego, te firmy wyposażą również naszą kuchnię w sztućce czy zastawę stołową, a sypialnię w pościele, koce i narzuty na łóżko. Z punktu widzenia nabywcy nieruchomości, który nie jest stale obecny w Hiszpanii to bardzo wygodne rozwiązanie.

Zatem jak kształtują się ceny w Hiszpanii?

Znajdą się pośrednicy, którzy oferują mieszkania w Hiszpanii w przedziale od 30-70 tys. euro. To są ceny netto, do których należy doliczyć w przypadku rynku pierwotnego 10 proc. podatku VAT, tzw. IVA. Natomiast w przypadku rynku wtórnego tzw. ITP – czyli podatek od przeniesienia. Do wysokości 10% wartości nieruchomości w zależności od regionu i gminy oraz jeśli cena całkowita nie przekracza 1 mln euro i nie dotyczy umów sprzedaży z VAT-em. Zdarzają mi się klienci, którzy mówią, że znaleźli dom za 70 tys. euro. Jednak bardzo staram się uczulać na niskie ceny w Hiszpanii ze względu na problem tzw. ocupas, czyli dzikich lokatorów. Bo niskie ceny często wiążą się z tym, że nasze domy czy mieszkania znajdują się w dzielnicach lub regionach potencjalnie niebezpiecznych dla naszych nieruchomości, właśnie ze względu na ocupas, którzy mogą do nich wejść i zaanektować naszą nieruchomość dla własnych potrzeb. Jeśli nie zauważymy tego w ciągu 48 godzin, to niestety hiszpańskie prawo stanowi, że mogą oni się tam osiedlić. Wydostanie ich stamtąd, działając zgodnie z prawem, czyli z pomocą policji i sądu, potrafi trwać nawet kilka lat. I stąd tak ważna jest współpraca z wykwalifikowanym biurem nieruchomości, które zweryfikuje wybraną nieruchomość, przeprowadzi rzetelny audyt. Dotyczy to szczególnie rynku wtórnego, gdyż kupując taką nieruchomość właśnie na rynku wtórnym, narażamy się na jej kupno z długami poprzedniego właściciela. Oczywiście nie oznacza to, że mamy się bać kupna mieszkania z rynku wtórnego. Od lat współpracuję z lokalnymi pośrednikami i prawnikami, którzy są w stanie sprawdzić stan prawny konkretnej nieruchomości i sprawić, że transakcja będzie bezpieczna. Natomiast jeśli mówimy o cenach mieszkań nowych, od developerów, to ich ceny rozpoczynają się od 120-150 tys. euro w górę. I w ich przypadku problem ocupas właściwie nie występuje, gdyż są to mieszkania w nowych, monitorowanych budynkach z kodami dostępu, kamerami i alarmem. Developerzy, znając problem ocupas, swoje inwestycje realizują w miejscach, które z zasady dzikich lokatorów nie przyciągają. Ocupas to problem głównie dużych miast oraz mieszkań, które są własnością banków czy funduszy inwestycyjnych. Natomiast nie zwalnia nas to z zachowania ostrożności przy wyborze wymarzonej nieruchomości.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Jakie regiony Hiszpanii są obecnie najbardziej atrakcyjne dla potencjalnych nabywców nieruchomości?

To się nie zmienia od lat. Wśród najpopularniejszych miejsc króluje Barcelona, Wyspy Kanaryjskie, Majorka, Alicante. Moje biuro specjalizuje się w regionie Costa Blanca, bo wyznaję zasadę, że nie można być dobrym we wszystkim. (śmiech) Costa Blanca wybrałam z pełną premedytacją dlatego, że z Polski do Alicante, z większości polskich miast dolecimy bez żadnych przesiadek. Rejon Alicante jest bardzo popularny wśród nas Polaków, dobrze znany i wiemy, jak się po nim poruszać.

Jakie są typowe etapy i procedury zakupu nieruchomości dla międzynarodowych klientów w Hiszpanii? Jakie dokumenty są potrzebne?

Moja droga z klientem rozpoczyna się od spotkania i wybadania jego potrzeb. Bardzo świadomie podchodzę do swojej oferty. W moim portfolio klient nie znajdzie tysiąca propozycji, bo wychodzę z założenia, że im więcej ofert, tym trudniej na coś się zdecydować. Tę praktykę wyniosłam z polskiego rynku nieruchomości, na którym od 2009 roku sprzedawałam zarówno mieszkania, domy, jak i obiekty komercyjne. I tam, kiedy klient nie znalazł satysfakcjonującej dla siebie oferty na pierwszych pięciu stronach mojego portfolio, to albo umawiał się na indywidualną konsultację, albo po prostu rezygnował. Według mnie zbyt duża ilość ofert powoduje trudność w ostatecznym wyborze i co za tym idzie opóźnienie decyzji zakupowej. Ale to nie oznacza, że jeśli klient nie znalazł na stronie biura wymarzonej nieruchomości, to nie jestem w stanie jej znaleźć. Jak najbardziej szukam dla klienta indywidualnych ofert, spełniających jego wymagania. Po drugie ustalamy budżet. I jeśli te dwa punkty mamy za sobą, wówczas procedura jest bardzo podobna jak w Polsce. Jeśli mówimy o rynku pierwotnym – podpisujemy umowę rezerwacyjną, która wiąże się z opłatą gwarantującą nam, że wybrana nieruchomość została dla nas zarezerwowana. Ta opłata jest ściśle związana z wartością wybranej przez nas nieruchomości. Drugim etapem jest przygotowanie tzw. umowy przedwstępnej i na tym etapie sugeruję klientowi wybranie prawnika, który znajduje się na miejscu w Hiszpanii. Ta praktyka wynika z mojego osobistego doświadczenia przy zakupie nieruchomości w Hiszpanii. Siłą rzeczy nie jesteśmy obecni non stop na miejscu, a będziemy potrzebowali osoby, która w naszym imieniu może podpisać dokumenty, negocjować warunki umowy czy płatności. Prawnik lub pośrednik pomoże nam też założyć konto w banku, ponieważ wszystkie płatności za mieszkanie czy dom, w przyszłości muszą być dokonywane właśnie z konta hiszpańskiego. Dodatkowo, działając na podstawie upoważnienia od nas, prawnik złoży w naszym imieniu wniosek o nadanie tzw. numeru NIE ((Número de Identificación de Extranjero – przyp. red.), czyli odpowiednika naszego numeru NIP, który jest niezbędny do tego, aby założyć konto bankowe, a także aby w ogóle na rynku hiszpańskim funkcjonować jako właściciel mieszkania. Numer NIE wymagany jest także przy podpisywaniu m.in. umowy zakupu nieruchomości, umowy o korzystanie z energii elektrycznej, wody etc. Udzielając prawnikowi odpowiedniego pełnomocnictwa, zostanie to zrobione w naszym imieniu i bez konieczności naszej obecności. Na koniec pozostaje podpisanie aktu notarialnego u notariusza w Hiszpanii, przelanie ostatniej transzy na konto developera lub właściciela nieruchomości. 

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Z jakiego rzędu kosztami dodatkowymi musimy się liczyć, decydując się na zakup nieruchomości w Hiszpanii?

Oscylują one w granicach 13-15 proc. wartości nieruchomości. W ich skład wchodzi obsługa prawna i notarialna, 1,5 proc. podatku od czynności cywilno-prawnych, tzw. AJD (impuesto de Actos Juridicos Documentados), a także koszty wpisu do księgi wieczystej, czyli Rejestru Własności Nieruchomości (El Registro de la Propiedad) ustalane na podstawie wartości nieruchomości.
Jeśli nieruchomość jest finansowana z kredytu, koszt wyceny w banku wynosi od 300 do 600 euro w zależności od wielkości nieruchomości. Jako biuro jesteśmy także w stanie pomóc w uzyskaniu takiego kredytu. Hiszpańskie banki umożliwiają kredytowanie do 70 proc. wartości nieruchomości, a zakres dokumentów niezbędnych do przeprowadzenia procedury uzyskania tego typu finansowania jest podobny jak w Polsce. Niezbędne jest dostarczenie wyciągów z konta, weryfikacja w BIK, oświadczenie o majątku oraz formie zatrudnienia. W tej chwili kredyt w hiszpańskim banku oprocentowany jest przez pierwszy rok 2,75 proc. W kolejnych latach wzrasta o wskaźnik Euribor + 0,60%. W chwili obecnej koszt uzyskania kredytu wynosi ok. 1-1,5% wnioskowanej kwoty.

Jeśli zdecydujemy się na zakup nowego mieszkania w Hiszpanii, jak długo będziemy czekać na odbiór? I czy zakup przysłowiowej „dziury w ziemi” jest bezpieczny?

Współpracuję z developerami, którzy na rynku nieruchomości są obecni od co najmniej 20 lat. Przeżyli kryzys finansowy w 2008 roku, pandemię i zawirowania gospodarcze z nią związane. I ciągle funkcjonują na rynku i wciąż budują nowe mieszkania. Stąd nie ma obaw o to, aby nagle zniknęli z rynku. Warto także dodać, że mieszkania w Hiszpanii w tej chwili przeżywają boom inwestycyjny, a około 80 proc. z nich trafia w ręce obcokrajowców. A to oznacza, że ceny rosną. Od momentu przedstawienia przez developera wizualizacji do momentu wbicia pierwszej łopaty, cena potrafi wzrosnąć o 30 proc. Stąd spore zainteresowanie nieruchomościami już na początkowym etapie. Na gotowe mieszkanie – czyli od „dziury w ziemi” do jego odbioru, poczekamy od roku do dwóch lat. Jeśli się ktoś spieszy, na rynku dostępne są mieszkania tzw. „key ready”, ale wybór tych mieszkań jest ograniczony, no i są po prostu droższe.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Mieszkanie do odbioru i mieszkanie do zamieszkania? To tożsamy termin?

To dwie różne rzeczy. Po tym jak mieszkanie zostanie wykończone przez developera, musi zostać wpisane do ksiąg wieczystych, czyli Rejestru Własności Nieruchomości (El Registro de la Propiedad). Musi zostać w nich zarejestrowane i ta procedura trwa od miesiąca do dwóch. I dopiero, kiedy ten element zostanie spełniony oraz będziemy mieć podpisane umowy ze wszystkimi mediami, możemy zacząć w nim mieszkać. 

A jak wyglądają opłaty za mieszkanie w Hiszpanii?

Podobnie jak w Polsce, właściciel płaci czynsz administracyjny i jest on uzależniony od standardu budynku oraz całego osiedla. I kształtuje się od ok. 60 euro. Jeśli mamy mieszkanie na osiedlu, na którym znajdują się baseny, strefa SPA, sporo terenów zielonych, place zabaw dla dzieci, mini golf czy siłownia dla mieszkańców, to oczywistym jest, że czynsz za takie mieszkanie będzie wyższy, niż za takie na osiedlu, które takich udogodnień nie ma. Z moich obserwacji wynika, iż czynsze kształtują się wtedy od 100-150 euro w górę. Warto jednak wspomnieć, że tzw. czynsz administracyjny funkcjonuje w Hiszpani w podobnym zakresie i wysokościach jak w Polsce.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Czy możesz podać przykłady trendów w rynku nieruchomości w Hiszpanii? Jakie rodzaje nieruchomości są najbardziej popularne wśród kupujących?

Trendy oczywiście są widoczne w nowo powstających inwestycjach i są to wszystkie te wspomniane przeze mnie wcześniej udogodnienia. Jednak dla mnie ważniejsze od trendów są potrzeby klienta. Klientem z Polski jest klient najczęściej w wieku 45+. Nie jest to zatem klient, który ma małe dzieci, ale taki, który jest na pewnym stabilnym etapie swojego życia, z zabezpieczoną finansowo przyszłością. Jego priorytetem przy zakupie nieruchomości w Hiszpanii jest chęć odpoczynku. Bardzo często pada wówczas pytanie, w jakiej odległości proponowana przeze mnie nieruchomość jest usytuowana od morza. I tu rozpoczyna się dyskusja. Bo choć oczywiście, mam w swojej ofercie nieruchomości położone bezpośrednio nad morzem, jednak czy bezpośrednio nad morzem klient będzie miał szansę wypocząć? Musimy sobie zdawać sprawę, że Hiszpania jest szalenie popularnym kierunkiem wakacyjnym dla ludzi z całego świata i każdego roku odwiedza ją kilkadziesiąt milionów turystów. Od października do marca czy nawet kwietnia Hiszpanię odwiedzają ludzi starsi z Niemiec, Belgii, Holandii czy Polski, szukający kolokwialnie mówiąc ciepła. Latem przyjeżdżają młodzi Skandynawowie z dziećmi, Polacy z dziećmi i nie ukrywajmy – jest głośno i tłoczno. Więc powstaje pytanie, czy to bezpośrednie sąsiedztwo morza jest tak bardzo wskazane, jeśli chcemy naszą nieruchomość traktować jako typowy dom wakacyjny? Czy nie lepszy będzie pas w odległości 5-10 kilometrów od morza, z łatwym do niego dostępem, ale jednak nie w pierwszej, bardzo turystycznej linii? Na te pytania musimy sobie odpowiedzieć, zanim zdecydujemy się na zakup wymarzonego domu czy mieszkania.

A jeśli chcemy kupić mieszkanie na wynajem?

Wówczas lokalizacja i często wykończenie czy umeblowanie mieszkania odgrywa nieco mniejszą rolę. Mam klientów, którzy zdecydowali się na zakup mieszkania w Hiszpanii stricte pod wynajem długo- i krótkoterminowy. Ale w samym procesie wynajmu ja już nie biorę udziału. Od tego są wyspecjalizowane firmy, które zajmują się zarządzaniem takimi nieruchomościami i ich bieżącym administrowaniem na miejscu oraz lokalni pośrednicy, którzy poszukają klientów. Ale co ważne dla wszystkich, którzy posiadają nieruchomości w Hiszpanii pod wynajem, albo myślą o takiej inwestycji – potrzebna jest tam na miejscu lokalna księgowość, ponieważ powstają wówczas obowiązki podatkowe dla nierezydentów.
Co doradziłabyś klientom, którzy przymierzają się do kupna swojej pierwszej nieruchomości w Hiszpanii?
Przede wszystkim, aby odpowiedzieli sobie na pytanie o cel i potrzeby. To punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Musimy mieć świadomość, że jeśli kupujemy mieszkanie na wynajem wakacyjny, w tym okresie sami z niego nie skorzystamy, a jego stan po jednym sezonie może wymagać remontu. Po drugie cena – podejrzanie niska powinna wzbudzić naszą czujność. Po trzecie lokalizacja, która jest ważna, chociażby właśnie ze względu na ocupas. Ale to już moja rola, aby nieruchomość, a także całość transakcji była bezpieczna i nieobarczona ryzykiem.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Czyli korzystając z usług agencji nieruchomości, możemy być pewni, że jesteśmy zabezpieczeni?

W Polsce zarówno na rodzimym rynku nieruchomości, jak i na rynkach zagranicznych pokutuje przeświadczenie, że pośrednik jest zbędnym ogniwem procesu zakupowego. Bo to za co trzeba mu zapłacić, można przecież zrobić samemu. To jednak nie do końca prawda, na rynku hiszpańskim niepisaną zasadą dobrych biur pośrednictwa w obrocie nieruchomościami jest niepobieranie opłat za usługę od strony kupującej. Moje wynagrodzenie pochodzi od developera lub pośrednika, od którego ściągam ofertę. Pośrednik z założenia zna lokalny rynek nieruchomości i jego zadaniem jest zapewnić jak największe bezpieczeństwo transakcji. Pośrednik zweryfikuje dostępne oferty, pomoże wybrać odpowiednią lokalizację, znaleźć prawnika oraz przejść przez ścieżki administracyjne, a co za tym idzie pozwoli oszczędzić czas i stres. Dodatkowo współpracuję z lokalnymi biurami pośrednictwa oraz prawnikami, którzy na miejscu zweryfikują i sprawdzą wybraną nieruchomość.

Jedziesz z klientem oglądać wybrane przez niego nieruchomości?

Kiedy jesteśmy już na etapie wybierania z konkretnych ofert, oczywiście lecimy do Hiszpanii, oglądamy, obwożę klienta po nieruchomościach. I ta jedna podróż jest wliczona w cały proces. Jeśli klient życzy sobie, abym brała udział w kolejnych etapach, pojechała do prawnika, banku czy notariusza, wówczas ustalamy koszty mojego tam dojazdu.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Dużo mówisz o dokładnym poznaniu potrzeb swoich klientów. A co jeśli te potrzeby w obrębie rodziny, która poszukuje domu w Hiszpanii, są rozbieżne?

Zdarzają się takie sytuacje! Bardzo często pierwszy wybór jednego z małżonków zupełnie nie odpowiada preferencjom drugiego. Żona czy partnerka chce mieszkać blisko morza, ale też mieć blisko do centrum miasta, mieć w pobliżu sklepy i restauracje, a mąż czy partner marzy o częstych wypadach w góry i ciszy. Moim zadaniem jest wypośrodkować te potrzeby, znaleźć kompromis. Mam klienta, który marzy o miejscu blisko mariny, bo ma skutery wodne i takiego miejsca mu szukam. Inny chciałby realizować swoje hobby, jakim jest jazda na rowerze szosowym i dla niego idealnym miejscem jest rejon Calpe, mniej więcej 40 minut od Alicante w stronę Walencji, piękny, górzysty, będący mekką europejskiego kolarstwa. Kolejny myśli o zakupie jachtu morskiego, więc szukam jemu miejsca, gdzie mariny żeglarskie spełnią jego oczekiwania. Ważnym aspektem dla wielu klientów jest ilość i jakość restauracji w danym regionie. Więc jadąc do Hiszpanii, zwiedzam restauracje, aby mieć pełen obraz tego, co może interesować klienta. Uwielbiam odkrywać nowe miejsca i szukać tych nieoczywistych, bo ilu klientów, tyle potrzeb. Poznaję hiszpańskie święta, festiwale, zwyczaje, aby prezentować klientowi nie tylko mieszkanie czy dom. Zależy mi na tym, aby poznał on tamtejszą kulturę, zwyczaje czy kuchnię. Aby zamieszkując w Hiszpanii, pokochał tamten styl bycia i aby ten styl bycia był zbieżny z jego potrzebami. Sprzedając nieruchomości, sprzedaję marzenia. W momencie, gdy nabywamy nieruchomość, dokonujemy więcej niż tylko transakcji finansowej. To nie jest jedynie zakup ścian i dachu. To moment, w którym stajemy się częścią społeczności, regionu, tworzymy przestrzeń do życia, zbliżamy się do spełnienia marzeń. I ta filozofia przyświeca mi od początku mojej przygody z hiszpańskim rynkiem nieruchomości.

REKLAMA
REKLAMA
Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii
REKLAMA
REKLAMA