Margherita Kardaś | Zrobiłam z Pinco swój dom

Margherita Kardaś - Pinko Palino|

Wśród uhonorowanych, jako jedyny przedstawiciel z Polski, znalazła się poznańska restauratorka, doskonale znana miłośnikom włoskich trufli i genialnej pizzy Margherita Kardaś – właścicielka i szefowa kuchni w PincoPallino.

Po pierwsze bardzo gratuluję Ci tego zaszczytu i ciekawi mnie Twoja reakcja na wiadomość o nominacji. Byłaś zaskoczona?


MARGHERITA KARDAŚ: Piętnaście dni przed uroczystością odebrałam telefon z Federacji, z zaproszeniem do Parlamentu Włoskiego, i informacją o nagrodzie dla mnie. I nie mogłam w to uwierzyć. Federacja, której zresztą od wielu jestem członkinią, wyselekcjonowała z każdego kraju jednego kucharza w swojej kategorii i polski oddział Federacji nominował właśnie mnie. Jedyną nie-Włoszkę. Do tego kobietę. A nie od dziś wiadomo, że szef kuchni to zawód raczej kojarzony z mężczyznami. Więc to tym bardziej ogromny zaszczyt stanąć na podium wśród największych nazwisk włoskiej gastronomii.

Nie ma wyższego organu we włoskiej gastronomii niż Federacja. Co poczułaś, kiedy usłyszałaś, że Twoja praca została doceniona na tak wysokim szczeblu?


Zaczęłam krzyczeć! Ze szczęścia oczywiście! I skakać! (śmiech) I pomyślałam sobie, że to uwieńczenie mojej pracy. Taka kropka na „i”. Praca w gastronomii to naprawdę ciężki kawałek chleba. Wiele trudnych momentów, popalone ręce, nieprzespane noce. Kiedy wszyscy świętują – ty jesteś w pracy, kiedy wszyscy odpoczywają – ty działasz. Często w nocy, aby na rano wszystko było gotowe. Przez pięć lat prowadzenia restauracji naprawdę zdarzały mi się chwile zwątpienia. Wiele razy zastanawiałam się, czy to na pewno jest moja droga, czy wyrzeczenia, które narzuca ten zawód są warte rezygnacji z życia prywatnego, czy innych pasji. I to wyróżnienie upewniło mnie, że to jest moja droga i że warto było. Marek Grechuta śpiewał, że w życiu ważne są tylko chwile. I to była ta chwila. Ta, której nie zapomnę do końca życia. Świadomość tego, że dzięki mojej pracy włoska kultura, włoskie dziedzictwo narodowe, jakim niewątpliwie jest włoska kuchnia, jest rozpowszechniana na świecie, niebywale uskrzydla. Do tego zobaczyć swoje nazwisko na ogromnym telebimie we włoskim parlamencie… To bardzo wzruszające. Dla takich chwil warto żyć.

Praca szefa kuchni to często ciężka fizyczna praca. Wspomniałaś, że najczęściej kojarzona z mężczyznami. Czy wśród nominowanych oprócz Ciebie były również kobiety?


Faktycznie wśród szefów kuchni dominują panowie. To naprawdę ciężka praca wymagająca niejednokrotnie przenoszenia w ciągu dnia wielu kilogramów produktów czy bycia na nogach kilkanaście godzin. Gastronomia to męski świat naładowany adrenaliną. W Polsce przez lata wyglądało to nieco inaczej. Nie rozwinęła się tutaj kultura wspólnego celebrowania posiłków, dania na nasze domowe stoły przygotowywała mama lub babcia. Mężczyźni raczej stronili od kuchennych obowiązków. Dzisiaj się to oczywiście zmienia, choć do modelu włoskiego mamy jeszcze kawał drogi. Dla Włocha jedzenie to sztuka, dla Polaka sposób na zaspokojenie apetytu. We włoskich restauracjach rządzą mężczyźni. I to znalazło swoje odzwierciedlenie podczas gali parlamencie. Na trzystu nominowanych szefów kuchni tylko cztery to kobiety. W tym ja.

Margot2 768x1024 1
Margherita Kardaś | Zrobiłam z Pinco swój dom 2

Jak ważna jest kuchnia dla Włochów?


Nie ma dla Włocha rzeczy ważniejszej niż jedzenie i najczęściej wielopokoleniowe biesiadowanie. Kuchnia stoi w ich priorytetach wyżej niż moda i słynne włoskie szybkie samochody. Ekskluzywne ubrania czy luksusowe auto to rzeczy, na które nie każdy Włoch może sobie pozwolić, natomiast jedzenie i sposób, w jaki celebrują ten czas wspólnie z rodziną czy przyjaciółmi, jest inkluzywne. Dostępne dla każdego, do tego bardzo zacieśniające więzy międzyludzkie. I bardzo przez Włochów pielęgnowane. Tym bardziej – nagroda, którą otrzymałam, jest tak naprawdę w najważniejszej dla Włochów dziedzinie.

Twoja droga kulinarna zaczęła się właściwie dopiero w Polsce. Większość życia spędziłaś we Włoszech, ale tam gotowałaś tylko na własne potrzeby.


To prawda, zanim otworzyłam Pinco gotowałam tylko dla siebie, a moje dzieci jeszcze wybrzydzały. (śmiech)Oczywiście, zawsze lubiłam gotować, robiłam cuda kulinarne, jednak nigdy we Włoszech nie przyszło mi do głowy, aby robić to komercyjnie. Kiedy przyjechałam do Polski, ucząc się na własnych błędach, powoli nabywałam umiejętności, których szefowie kuchni uczą się latami. I kiedy okazało się, że goście wracają do mojego lokalu, bo smakowały im przyrządzone przeze mnie dania, poczułam chęć do dokształcania się i próbowania nowych rzeczy. Po tylko pięciu latach działalności w Polsce mam wrażenie, że wspięłam się tam, gdzie inni dochodzą po 20-30 latach. A czasem nigdy. Więc poklepałam się po plecach i powiedziałam sobie „brawo Ty – dobra robota”.

Otrzymałaś wyróżnienie w kategorii CHEF PATRON, czyli w kategorii, która jednocześnie łączy bycie szefem kuchni i właścicielem restauracji. Czy trudno połączyć te dwie role?


Jestem bardzo zadaniowa i staram się być odpowiedzialna w tym, co robię. I kiedy wiem, że mam robotę do zrobienia, to nie ma przebacz – zrobię ją, mimo że jej nie lubię. Zdecydowanie bliższa jest mi rola szefa kuchni, to moja pasja. Uwielbiam tworzyć. A gotowanie, komponowanie nowych potraw to nic innego jak tworzenie. Faktury i liczenie, praca administracyjna za biurkiem to nie jest mój konik. Siedzenie na przysłowiowych czterech literach nie leży w moim temperamencie. Stos dokumentów, piętrzący się na moim biurku,nigdy nie napawa mnie optymizmem. Ale cóż, to cześć mojej pracy i mam na nią swój sposób. Poniedziałek to dla mnie dzień biurowy, administracyjny. Wyłączam wówczas całą resztę mojego życia na poczet „papierologii” i robię. Bo bez tego działalność nie istnieje. Artysta artystą, ale cyfry muszą się zgadzać. Kiedy przyjechałam do Polski i postanowiłam stworzyć Pinco wydawało mi się, że zatrudnię tu managera, a ja będę zarządzać biznesem z daleka. Życie szybko zweryfikowało moje wyobrażenie i okazało się, że żeby biznes dobrze prosperował, muszę tu być. Zostawić swój dom we Włoszech, dzieci. To nie była łatwa decyzja. Porzuciłam Włochy dla Poznania. Zostawiłam piękny dom z ogrodem dla małej klitki w Poznaniu. I bardzo mi tego domu brakowało. Więc postanowiłam zrobić z Pinco swój dom. Na włoski styl.

Jak zatem budowałaś swój włoski dom na polskiej ziemi? Co przeniosłaś z ziemi włoskiej do Polski?


Chyba przede wszystkim gościnność. Kiedy w moich progach pojawia się człowiek, nie mówię o nim klient. To jest mój gość. Bo on przychodzi do mnie do domu. Więc wychodzę i się z nim witam. Rozmawiam z nim. Mój dom we Włoszech tętnił życiem. Był otwarty dla rodziny, przyjaciół, przyjaciół moich dzieci. Tacy są Włosi. Polacy są nieco inni, bardziej zachowawczy i kiedy zamieszkałam w Polsce poczułam samotność. Ale właśnie ten mój temperament nie pozwolił mi siedzieć bezczynnie i pomyślałam, że mogę sobie ten dom tu ponownie stworzyć. I wiele osób mówiło mi, że to się nie uda, że Polacy tego nie udźwigną. A ja się uparłam i miałam rację. Dzisiaj większość swoich gości znam z imienia, spotykamy się prywatnie i właśnie dzięki Pinco znalazłam w Poznaniu przyjaciół. I czuję już, że jestem z Poznania i chcę tu być. Najlepszym tego przykładem były święta Bożego Narodzenia, które zwyczajowo spędzam z dziećmi we Włoszech. I dwa lata temu, kiedy nadszedł czas powrotu do Poznania powiedziałam do córki „wracam do domu”. Od tego czasu mam dwa domy. Jeden we Włoszech, a drugi tu w Poznaniu.

Podczas wielu naszych rozmów mówisz, że Poznań wiele Ci dał i wiele Cię nauczył. Jaką Margheritę zatem stworzyło nasze miasto?


Swoje życie dzielę na dwie części, życie przed Poznaniem i życie po przyjeździe tutaj. We Włoszech byłam przede wszystkim mamą, spełniałam się rodzinnie. Nie opuściłam żadnej wywiadówki w szkołach moich dzieci. Życie w Poznaniu jest zupełnie inne – tu jestem przedsiębiorcą, rozwiązuję dziesiątki problemów dziennie. Kiedy patrzę na siebie sprzed pięciu lat a teraz, to zmieniło się chyba wszystko. Przede wszystkim urosłam w siłę i poznałam samą siebie. I zaczęłam siebie słuchać i sobie ufać. Stworzenie na obcej wtedy dla mnie ziemi czegoś z niczego, wymagało naprawdę ogromnej odwagi. To był skok na głęboką wodę i skoro byłam tu tak bardzo samotna, nie miałam żadnej życzliwej duszy, która służyłaby pomocą i wsparciem, musiałam zaufać sobie. Dzisiaj z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że podczas tej mojej kilkuletniej kulinarnej, poznańskiej podróży, nie ma pociągu do którego bym nie wsiadła. Nie ma okazji, z której bym nie skorzystała. Nie każda podróż skończyła się sukcesem, ale spróbowałam, nabywając w ten sposób doświadczenie. Poznań nauczył mnie także sprawczości. Tego, że sposób, w jaki spróbuję rozwiązać problemy, także te ode mnie niezależne, zależy ode mnie. Dziś do problemów podchodzę analitycznie. Kiedyś załamałabym ręce i nie walczyła. Dzisiaj włączam analizę i zastanawiam się, co mogę zrobić, do kogo się zwrócić. I wierzę sobie, że to, co wymyślę, to dobre rozwiązanie. Poznań to moja szkoła życia. I tu zaczęłam pisać swoje życie od nowa. Na czystej kartce. I nawet kiedy pojawiały się chwile zwątpienia i bliska byłam powrotu do Włoch, życie zawsze podsuwało jakieś rozwiązanie. Więc chyba mam tu być.

Nie tęsknisz za Włochami?


Kiedy podjęłam decyzję o przyjeździe do Polski,wydawało mi się, że muszę wybrać. I że ten wybór będzie bardzo ostateczny. Czy chcę mieszkać w Polsce, czy we Włoszech. Dzisiaj już tak nie myślę. Dziś swój czas dzielę na dwa domy. Dzielę czas, ale łączę dwa światy. W Polsce prowadzę biznes, ale choinkę z dziećmi ubieram we Włoszech. Dzięki temu, co zbudowałam w Poznaniu, mam możliwość żyć w dwóch krajach. Pinco dało mi wolność wyboru. I za tę możliwość jestem Poznaniowi wdzięczna.

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Margherita Kardaś - Pinko Palino|
REKLAMA
REKLAMA

Joanna Scheuring-Wielgus | Chcę nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie

Joanna Scheuring - Wielgus

Polityczka, działaczka samorządowa i społeczna, która swoją karierę rozpoczynała jako manager kultury. Dziś jest wiceministrą kultury i liderką listy lewicy z województwa wielkopolskiego do Parlamentu Europejskiego. O wyzwaniach stojących przed Europą, sytuacji kobiet w Polsce, planach na siebie w Brukseli, ale także o modzie i o tym, co jej się podoba w Poznaniu opowiada Joanna Scheuring-Wielgus. 

Rozmawiają: Anna Bowsza oraz Alicja Kulbicka 

Zdjęcia: Materiały prywatne J.Sz.-W.

Anna Bowsza: Pełnisz dzisiaj funkcję wiceministry kultury. Dlaczego Ministerstwo Kultury jest Ci tak bliskie? 

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Przed wejściem do polityki zawodowo zajmowałam się kulturą, więc objęcie stanowiska ministry w tym resorcie było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Współpracowałam przez lata z ministerstwem z tej drugiej strony jako managerka artystów, producentka spektakli, koncertów czy wystaw, więc teraz uzupełniam swoją wiedzę i doświadczenie o ten obszar działania, ale z tej drugiej strony, czyli rządowy. 

Alicja Kulbicka: A jednak zdecydowałaś się na kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wybory do europarlamentu są niezwykle ważne. Szczególnie te, które przed nami. Widzisz przecież, co się dzieje: wojna w Ukrainie, w strefie gazy, wzrost radykalnych nastrojów na całym świecie, wielka niewiadoma wyborów w Stanach Zjednoczonych, dojście do władzy w Europie proputinowskich ugrupowań. Czuć w powietrzu niepokój i lęk przed światowym konfliktem. Wyobraź sobie, co by się teraz działo w Polsce jakbyśmy nie byli w UE czy w sojuszu natowskim? Dlatego ważne jest to, aby w tej kadencji PE znaleźli się reprezentanci z Polski, którzy są skuteczni, odważni i silni. Ci, którzy zadbają zarówno o silną Polskę w Europie, jak i silną Unię Europejską na świecie. Ja taka jestem. Poza tym moja działalność polityczna to walka o dobrą przyszłość dla moich dzieci. Może to kolokwialne, ale chcę, aby trójka moich chłopków żyła w spokojnym świecie. 

A.K.: Pochodzisz z Torunia, startujesz z Poznania. Dlaczego?

Wybory do europarlamentu to zupełnie inne wybory niż te parlamentarne czy samorządowe. Wybieramy tylko 53 parlamentarzystów, Polska jest jakby jednym okręgiem, dlatego każda partia wystawia najsilniejsze nazwiska w każdym okręgu.  Mi przypadła Wielkopolska i bardzo się z tego cieszę, bo częściej zdarzało mi się u Was bywać niż w innych regionach Polski. Poza tym moja mama i rodzina od strony dziadka pochodzi z Wielkopolski.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Co Ci się w naszym mieście podoba? 

Jak byłam na studiach to wyjazd do Gdańska czy właśnie do Poznania był dla mnie jak wyjazd do Europy. To z Poznania wyruszałam autokarem na saksy do Londynu, to w Poznaniu mieliśmy pierwsze ogólnopolskie spotkanie ruchów miejskich, z których się wywodzę. Ogólnie Wielkopolska kojarzy mi się od zawsze z estetyką, porządkiem i zaradnością. A najbardziej z Poznania lubię rogale marcińskie!  (śmiech)

A.B.: Czym zamierzasz zająć się w Brukseli? Z jakim programem startujesz?

Bardzo chciałabym kontynuować swoją ministerialną pracę w komisji kultury i mediów. Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, chociażby w kwestii statusu zawodowego artysty czy ubezpieczeń dla ludzi kultury. Ale oczywiście jest mi również bliska kwestia równouprawnienia i praw kobiet. Dlatego chcę wprowadzić Kartę Praw Kobiet Unii Europejskiej, która zagwarantowałaby każdej kobiecie w Europie prawo do legalnej, bezpiecznej, powszechnej opieki aborcyjnej. Ponadto chcę wprowadzenia przez państwa członkowskie regulacji ochronnych dla tych grup kobiet, które są szczególnie narażone na przemoc i wyzysk. A jeśli chodzi o program Lewicy to znajdziesz szczegółowy na naszej stronie lewica2024.eu To nasza wizja Europy i Polski w Europie.

A.K.: Ośmiu na 10 Europejczyków uważa, że te wybory są wyjątkowo ważne w obliczu toczącej się wojny Rosji przeciwko Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie – wynika tak z Eurobarometru, przedwyborczego badania unijnej opinii publicznej. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, będzie to oznaczało wzrost o 10 pp. w stosunku do wyborów w 2019 r. w całej Europie. Dlaczego udział w eurowyborach jest tak ważny?

W ogóle głosowanie w jakichkolwiek wyborach to wielki przywilej, który akurat my, kobiety, wywalczyłyśmy 100 lat temu! Głosując – decydujesz. Głosując – masz wpływ. Potem oceniasz i masz prawo wymagać. Dla mnie głosowanie to świąteczny i ważny dzień. Tak jak powiedziałaś, te wybory są szczególnie ważne, bo sytuacja na świecie jest niestabilna i naszym zadaniem jest odsunąć ten trend i wybrać takich ludzi do PE, którzy zagwarantują nam bezpieczeństwo i będą podejmować dobre decyzje dla nas i dla Europy. Silna Europa to silna Polska, nie mam co do tego wątpliwości.

A.K.: 20 lat Polski w Unii Europejskiej. Jesteś przedstawicielką ugrupowania, które Polskę do UE wprowadziło. Pamiętasz ten dzień? 

Oczywiście! Po głosowaniu zrobiliśmy z mężem w naszym ogrodzie imprezę dla znajomych. Bardzo się cieszyłam, bo będąc studentką marzyłam o tym, aby być pełnoprawną obywatelką UE. Irytowało mnie na granicy, że traktują nas, Polaków, jak osoby drugiej kategorii. Tak się czułam, jeżdżąc podczas studiów do Londynu i pracując tam na czarno. Patrząc teraz na Ukrainę, wyobraź sobie, co by było teraz w Polsce, gdyby Lewica nie wprowadziła nas do UE i nie zawiązała sojuszu z NATO? Strach nawet myśleć.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Czy Polacy nadal są euroentuzjastami?

Na szczęście nadal tak, ale widać i słychać ze strony radyklanej prawicy chęć wyprowadzenia Polski z UE. To byłyby kolosalny błąd. Dlatego ważne jest, aby nie dać się zwieść tym populistycznym hasłom. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię. Nagonka, manipulacja i kłamstwa doprowadziły do zmiany nastawienia Brytyjczyków, co w efekcie skończyło się Brexitem, którego nikt na serio nie traktował, a się wydarzył. Teraz coraz częściej na Wyspach mówi się o powrocie do wspólnoty europejskiej i słychać żal wśród ludzi, którzy zdecydowanie żałują decyzji o wyjściu z UE. 

A.K.: Jednak dziś po 20 latach bycia częścią europejskiej rodziny, a po ośmiu latach rządzenia w Polsce przez populistów, obserwujemy wzrost nastrojów antyunijnych. Sporo mówi się o „narzucaniu nam prawa” przez unijnych biurokratów, rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi, pasjonaci motoryzacji sceptycznie podchodzą do zapowiedzianej elektromobilności, ostatnią zmianą, która dotknęła konsumentów są… plastikowe nakrętki przytwierdzone na stałe do butelek. I choć te zmiany zapewne istotne z punktu widzenia zmian klimatycznych są tym, co powinno stanowić priorytet. Czy właśnie nie działania „nakazowe” są tym, co nas od Unii odpycha? 

Zacznijmy od tego, dlaczego stworzono Zielony Ład? Wszyscy chcemy oddychać czystym powietrzem, jeść zdrową żywność bez chemii. Chcemy, aby woda płynęła w kranach, a nie była luksusem. Takie były cele Zielonego Ładu. I tych celów będę broniła. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno. Zabrakło odpowiedniej komunikacji. Zabrakło rozmowy z rolnikami, ale to kamyczek do ogródka komisarza Wojciechowskiego z PiS. Uważam, że niektóre decyzje wymagają ponownego przemyślenia. Mam na myśli chociażby zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 r. Trzeba wspierać elektromobilność, ale chyba nie poprzez zakazy.  Dlatego jako Lewica opowiadamy się za zrobieniem kroku wstecz w sprawie tej regulacji. Trzeba rozwiać społeczne obawy ludzi czy za 11 lat będą mogli jeździć samochodem. Będą mogli. Ważne jest też, aby rozwijać transport publiczny, który jest dla wszystkich. Są na to środki z KPO. W Polsce 13 mln ludzi jest wykluczonych komunikacyjnie. Europa powinna być o korzyściach, nie o zakazach.

A.K.: Jak widzisz Unię Europejską w perspektywie 5-10 lat? 

Marzę o Europie silnej i zjednoczonej. UE to dla mnie nie tylko zbiór państw, to nie tylko walka mocarstw, dyplomacja i spotkania na szczycie. UE to przede wszystkim człowiek, jego codzienność i jego potrzeby. Dziś potrzebujemy zmiany działania Unii tak, by korzyści z naszej wspólnoty płynęły bezpośrednio do nas i naszych najbliższych. Zbyt często politycy skupiają się na wielkich regulacjach, a zbyt rzadko myślą o tym, aby zapewnić zielony skwer w naszej okolicy, dostępny żłobek czy nowe mieszkanie na start dla młodych. O tym powinna być Europa, o tym powinna być Unia, o tym powinna być nowoczesna Polska w zjednoczonej Europie. Takiej Polski w Europie chcę ja i Lewica. Jednocześnie rozumiem, że UE potrzebuje korekty. Czas, by stała się instytucją bliższą naszym codziennym sprawom. Mniej spotkań na szczycie czy za zamkniętymi drzwiami, a więcej przejrzystości i demokracji.

A.K.: Jesteś socjolożką, z racji wyuczonego zawodu myślę, że widzisz szerzej niż inni zachodzące w Polsce zmiany. Czy polskie społeczeństwo się liberalizuje i staje się coraz bardziej tolerancyjne?

Zdecydowanie. Polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne niż politycy, których potem to społeczeństwo wybiera. Bardzo dobrze to widać chociażby na przykładzie zmiany stanowiska dotyczącego liberalizacji prawa aborcyjnego. W 2016 roku, jak odbywały się pierwsze protesty, zwolenników takiego prawa było około 30%, teraz te wyniki dochodzą często do 80%. Zmienia się również w ekspresowym tempie nasz stosunek do kościoła. Pustoszeją świątynie, młodzież wypisuje się z lekcji religii, ludzie rezygnują ze ślubów kościelnych i coraz mniej osób przyjmuje księdza na tzw. kolędzie. Niektóre badania plasują Polskę na pierwszym miejscu wśród najszybciej laicyzujących się krajów świata. To zasługa samego kościoła, który po 1989 r. próbował układać się z różnymi rządami, ale ostatnich osiem lat jest jednak pod tym względem wyjątkowych. Nie wspomnę już o przestępstwach i nadużyciach w kościele, o których dowiadujemy się bardzo często. 

Joanna Scheruing - Wielgus, Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek na Marszu Równości

A.K.: Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w Polsce? Jesteś wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, partii, której dobro kobiet leży bardzo na sercu. Startujesz do Parlamentu Europejskiego z Poznania, który jest raczej miastem liberalnym i otwartym. Jednak Polska to nie tylko duże miasta… 

No właśnie. Dobrze, że zwracasz na to uwagę, bo my na lewicy z naszymi postulatami kobiecymi zwracamy się właśnie do tych, którzy są pozostawieni sami sobie, są w tyle. Standardowo jak jesteś z miasta, to masz więcej możliwości, jak dobrze zarabiasz to stać cię na więcej, jak nie jesteś samotna, jest ci łatwiej. Gdy porównamy opiekę państwa dla Polek do opieki dla kobiet w innych krajach, to Polki są na szarym końcu: mamy najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne, nie mamy bezpłatnych tablet antykoncepcyjnych, opieki okołoporodowej, w szpitalach lekarz może odmówić ci zabiegu, bo powołuje się na klauzulę sumienia, jak zostaniesz zgwałcona, to chroni się sprawcę, a kobiecie sugeruje się, że prowokowała wyglądem. Jest mnóstwo do zmiany nie tylko w prawie, ale przede wszystkim w głowach konserwatywnych polityków, dla których kobieta to często nadal „słaba istota”, którą muszą się zaopiekować. 

A.K.: Czy bycie kobietą pomaga czy przeszkadza w polityce? Mierzysz się z seksizmem? 

To zależy. Na pewno kobiet powinno być zdecydowanie więcej w polityce. W polskim parlamencie jest nas teraz 29%, więc nawet nie zbliżamy się do połowy reprezentacji. Dlatego zachęcam kobiety do angażowania się w życie społeczne i polityczne na różnych szczeblach. Bo kto ma zadbać o nasze interesy jak nie my same? A jak pytasz mnie o seksizm w polityce, to powiem ci, że on jest nadal powszechny; jest wszechobecny, nie tylko w polityce. Nadal niestety jest mnóstwo stereotypów związanych z kobietami. Dużo pracy przed nami.

A.B.: Czy czujesz, że na sejmowych korytarzach musisz udowadniać, że bycie kobietą nie oznacza mniejszych kompetencji? 

Nadal tak. Od 2018 roku rozkładam na czynniki pierwsze kwestie przestępstw w polskim kościele. Gdy o tym mówię, podając fakty, słyszę, że atakuję kościół i że jestem kontrowersyjna. Gdy mówię o świeckim państwie, słyszę, że jestem radykalna. Gdy mówi to samo jakiś polityk czy ksiądz, opinia jest taka, że mówi to mąż stanu, jemu po prostu wolno. Ale zaznaczanie mniejszych kompetencji odbywa się nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak przedstawianie polityczek. Często słyszę: Poseł Krzysztof i nasza Joasia…

A.B.: To nieco z innej beczki. Czy polityczki w Polsce są dobrze ubrane? 

To naprawdę zależy, bo mamy różne gusta, ale to czego nie rozumiem i to, co mi się zdecydowanie nie podoba to „przebieranie się” za polityczkę. Często wygląda to bardzo sztucznie i widać, że ta osoba czuje się w tym ubiorze po prostu niewygodnie. Uważam, że niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, powinniśmy być po prostu sobą. 

A.B.: Twoje stylizacje są zawsze perfekcyjne. Dobrze skrojona marynarka, świetna fryzura i makijaż. Lubisz modę?

Zawsze lubiłam modę i śledziłam nowinki, ale nigdy nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że są modne. Nie kupowałam też nigdy rzeczy, na które mnie nie stać. Wolę mniej niż więcej i nigdy za wszelką cenę. Ale mam od lat swojego ulubionego fryzjera Tomka, który tnie włosy brzytwą. Dbam o siebie, ćwiczę na siłowni. Wychodzę z założenia, że nawet świetny ciuch czy makijaż nie ukryje niezdrowego ciała. Zdrowe ciało to zdrowa dusza i wtedy wystarczą trampki, dżinsy i biały T-shirt. 

A.B.: Jak dobierasz stylizacje? Masz kogoś do pomocy czy zdajesz się na swoje wyczucie stylu?

Odkąd pamiętam zawsze zakładam na siebie to, co ja chcę włożyć, a nie to, w czym chcą mnie widzieć inni. Czasami wbrew trendom, modom czy upodobaniom innych. Ja po prostu nie lubię jak mi ktoś coś narzuca. Zawsze na końcu to ja podejmuję decyzję zarówno w co się ubiorę, jak i co zrobię. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że ja od dziecka zawsze taka byłam. (śmiech) Z wiekiem stawiam zdecydowanie na wygodę, więc świadomie zrezygnowałam ze szpilek w sejmie na rzecz płaskich butów. Żadnych ciężkich torebek na ramię, tylko wygodny plecak. 

A.B.: Masz swoje „guru modowe”?

Nie mam jednego guru modowego, ale moją miłością wielką jest wszystko, co brytyjskie. Dlatego zawsze z uwagą obserwowałam Vivienne Westwood, ale i Katharine Hamnett, projektantkę znaną ze swoich politycznych T-shirtow, które uwielbiam. Lubię też Francuzkę Isabel Marant czy ciuchy sportowe od Stelli McCartney. Podoba mi się również styl Charlotte Gainsbourg czy Patti Smith. Jak widzisz kino i muzyka są dla mnie największą inspiracją, jeśli chodzi o to jak się noszę.  

Już dziś (03.06.) zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z Joanną Schering – Wielgus

ul. Młyńska 12

godz. 18:00

Wstęp wolny

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
Anna Bowsza

Anna Bowsza

REKLAMA
REKLAMA
Joanna Scheuring - Wielgus
REKLAMA
REKLAMA