Maciej Melcer | Co Meli czyta? 

– „Afryka. Groźne pustkowie, gdzie życie to ryzykowna gra. Tu ani myśliwi, ani roślinożercy nie mogą być pewni przetrwania, ale trzy gatunki wielkich kotów stojących na szczycie łańcucha pokarmowego wyróżniają się niezwykłymi talentami (…)”. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie przeczytał tego fragmentu głosem Krystyny Czubówny. W Poznaniu jest głos, który może się równać z głosem najpopularniejszej lektorki w Polsce. To Maciej Melcer czyta bajki dla dzieci, narracje do filmów i reklamy, a w wolnych chwilach podbija tiktoka.

Nie lubisz się porównywać do nikogo, prawda?

MACIEJ MELCER: Ostatnio o tym myślałem. Nie chcę wiedzieć, co robią inni. Czuję się wtedy znacznie lepiej, ponieważ nie mam na sobie żadnej presji. Poza tym, nie jestem osobą, która śledzi inne osoby z branży. Oczywiście, mam kolegów i koleżanki z branży, z którymi rozmawiam na zawodowe tematy. Są też osoby, które cieszą się z moich sukcesów, ale to są ci najbliżsi i jest ich dosłownie garstka.

Nieporównywanie się jest dużo zdrowsze dla ludzkiej psychiki. Każdy idzie swoim tempem, swoją ścieżką zawodową. Nie zadajesz sobie pytań w stylu: „Co robię źle?”. Polecam to każdemu.

Wróćmy do początku Twojej kariery. Na początku…

Były studia, które niezbyt skutecznie mnie wciągnęły. Po pół roku i roku – odpowiednio gospodarka przestrzenna i ogrodnictwo. Okazało się, że rysunki techniczne to nie moja bajka, ale złapałem się na tym, że najczęściej oglądałem wywiady, a dokładniej Codzienną Gazetę Muzyczną… I to był klucz. To był też trzeci raz, kiedy zdecydowałem się na studia i padło na dziennikarstwo na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Na drugim roku trafiłem na praktyki do radia, mimo że w ogóle nie skupiałem się na fakcie, czy chcę pracować w radiu, w gazecie czy w telewizji. Okazało się, że radio i praca głosem to było to! Dodatkowo, w tym czasie pracowałem też w gastronomii, więc to był dość intensywny czas. 

meli4 scaled 1
Maciej Melcer | Co Meli czyta?  4

To były Twoje pierwsze doświadczenia pracy głosem?

Tak. Kiedyś też próbowałem swoich sił w rapie, ale nie wiem czy można nazwać to pracą. Bardziej byłbym skłonny nazwać je pierwszymi próbami. 

Co ciekawe, dużo moich znajomych mówi: „Meli, tyle osób zwraca uwagę na mój głos. Mówią mi, że mógłbym zostać lektorem”. Wiesz co? Nigdy od nikogo tego nie usłyszałem (śmiech). Naprawdę, do momentu gdy zacząłem wykonywać ten zawód, nikt nie zwracał uwagi na mój głos…

A czy ludzie poznają Cię już po głosie jak jesteś w miejscach publicznych?

Tak! Zaczęło się! (śmiech). Bardziej też rozpoznają mnie po twarzy, bo jednak moja działalność zebrała jakieś żniwo, ale po głosie też się zdarza.

Wolisz pokazywać się w Internecie czy jednak czytać?

Hmmm… Nie wiem. Jedno i drugie lubię. Mówiąc do telefonu i mikrofonu, używam nadal swojego głosu, więc to chyba taki rodzaj złotego środka. Nie mam oporów przed kamerą, aczkolwiek mówiąc do telefonu, pokazuję więcej, więc wtedy obchodzi mnie czy się wyspałem, czy włosy są idealnie ułożone itp. Tak jak powiedziałem na początku, jedno i drugie bardzo lubię. 

Przyszła pora na bardziej techniczną część. Nagrywasz reklamy, czytasz bajki…

Tak. To był duży sukces serii bajek pt. „Bajka o tym jak Gucio, Leoś i Tadziu…” autorstwa Ewy Ruszkiewicz. Bajki te znalazły się na drugim miejscu najchętniej słuchanych, pod audiobookiem „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”. Przez pewien czas nawet przeskoczyły serię J.K Rowling i byliśmy numerem jeden w serwisie Storytell w kategorii bajek dla dzieci.

meli6 scaled 1
Maciej Melcer | Co Meli czyta?  5

A jakie jest idealne lektorskie zlecenie dla Ciebie? To jest właśnie bajka dla dzieci czy może reklama dla jakiegoś banku?

Idealne to takie, którego wcześniej nigdy nie miałem. (śmiech) Wyzwania są świetne. W pewnych momentach jest tak, że czytam np. Bajkę i po prostu to robię. Wiem jak ją czytać. Staje się to dla mnie powtarzalne. To rodzaj rutyny jak w każdej innej pracy. 

Bardzo ekscytujące było zlecenie dla motylarni w Zakopanem, był to rodzaj zaproszenia odtwarzany przy wejściu do tego obiektu.

Słyszałeś już to zaproszenie „LIVE”?

Jeszcze nie, ale na pewno jak tylko będę w pobliżu to to zrobię.

Maciej, na tiktoku pokazałeś „jak się śmiać” w audiobookach. W takim razie nasuwa mi się jedno pytanie: Czy lektor jest też aktorem?

Zdolności aktorskie są kluczowe w pracy lektora. Jeżeli będzie się przekłamywać emocje, to nie będzie to wiarygodne. Zła intonacja równa się porażka. Nie można pytań intonować jak twierdzenia i odwrotnie, odbiorca natychmiast to odczuje i nie będzie to ani dobrze brzmieć, ani nie będzie dobre w odsłuchu.

Typów lektorów jest wiele. Nie można za bardzo „podkręcać” niektórych rzeczy. Jakby tak dłużej zastanowić się nad sprawą, to dużo jednak zależy od lektora. Temat jest niebywale szeroki. Niektórzy lektorzy czytają jakoś bez większych emocji, a niektórzy zmierzają w tą drugą stronę, gdzie w dobry sposób podkręcają dialogi i wtedy narracja fajnie płynie. W sumie, zależy co kto woli.

Do której grupy lektorów byś się zaliczył?

Ja staram się podkręcać dialogi, a jak mi to wychodzi, to już nie mi oceniać. (śmiech)

Bardzo krytycznie podchodzę do swojej pracy. Często jestem zadowolony, a za którymś przesłuchaniem okazuje się, że mogłem przeczytać to jeszcze lepiej.

Wydaje mi się, że to akurat dobra cecha.

Też tak myślę. Gdybym był ze wszystkiego zadowolony, to nie osiągałbym lepszych rezultatów swoich prac.

Jest jakiś lektor żyjący lub nie, który mógłby stanowić dla Ciebie wzór tego zawodu? Knapik a może Gudowski?

Takim wzorem na pewno jest Piotr Borowiec, także Maciej Gudowski, Jacek Brzostyński czy Andrzej Matul. 

Andrzej Matul czytał mój ulubiony serial „Czarna Żmija” z Rowanem Atkinsonem w roli głównej.
Spotkałem się z opiniami, że On robi tzw. „Jednoosobowy dubbing”.

Właśnie. Myślałeś kiedykolwiek o dubbingu?

Tak, nawet miałem okazję brać udział w modyfikacjach gry Gothic. Było bardzo fajnie. Nie zamykam się na żadne wyzwania, choć każde też zawsze przemyślę.

A masz czasami tak, że rozmawiasz z kimś normalnie i nagle włącza Ci się „tryb lektora”?

Nie, chyba nie. (śmiech) Zawsze staram się mówić ładnie i poprawnie, bez względu na to czy rozmawiam z panią w warzywniaku, czy jestem w studiu. Chcę, żeby moja mowa była w pełni dykcyjna, choć mi, jak każdemu z nas, zdarzają się błędy i nie jestem też typem, który wytyka je innym. Lubimy skracać końcówki, bo jest nam wygodniej, szybciej coś przekazać. Nie musimy się wtedy wysilać… Choć należy pamiętać, że jak cię słyszą, tak cię piszą. (śmiech)

meli1 scaled 1
Maciej Melcer | Co Meli czyta?  6

A jak lektor dba o głos?

Dla człowieka niepracującego głosem, katar jest niczym, a dla lektora to praktycznie L4. Najważniejsze to nie przeziębiać się. Podczas pracy z mikrofonem należy pić dużo wody, powstrzymywać się od kawy i herbaty, bo te napoje wysuszają aparat mowy. Nie mam żadnych specjalnych sztuczek.

Chciałbyś być najlepszym i najbardziej rozchwytywanym głosem w Polsce?

Nie. Ciężko powiedzieć kto jest najlepszy. To bardzo subiektywna opinia. Z lektorami jest podobnie jak z artystami. Jednemu się podoba, a drugiemu już niekoniecznie. 

Nie chcę też dąrzyć do tego, żeby obserwowało mnie jak najwięcej osób w social mediach. To dzieje się przy okazji…

Mimo Twojej odpowiedzi, życzę Ci żebyś był najlepszy.

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

REKLAMA
REKLAMA

Joanna Scheuring-Wielgus | Chcę nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie

Joanna Scheuring - Wielgus

Polityczka, działaczka samorządowa i społeczna, która swoją karierę rozpoczynała jako manager kultury. Dziś jest wiceministrą kultury i liderką listy lewicy z województwa wielkopolskiego do Parlamentu Europejskiego. O wyzwaniach stojących przed Europą, sytuacji kobiet w Polsce, planach na siebie w Brukseli, ale także o modzie i o tym, co jej się podoba w Poznaniu opowiada Joanna Scheuring-Wielgus. 

Rozmawiają: Anna Bowsza oraz Alicja Kulbicka 

Zdjęcia: Materiały prywatne J.Sz.-W.

Anna Bowsza: Pełnisz dzisiaj funkcję wiceministry kultury. Dlaczego Ministerstwo Kultury jest Ci tak bliskie? 

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Przed wejściem do polityki zawodowo zajmowałam się kulturą, więc objęcie stanowiska ministry w tym resorcie było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Współpracowałam przez lata z ministerstwem z tej drugiej strony jako managerka artystów, producentka spektakli, koncertów czy wystaw, więc teraz uzupełniam swoją wiedzę i doświadczenie o ten obszar działania, ale z tej drugiej strony, czyli rządowy. 

Alicja Kulbicka: A jednak zdecydowałaś się na kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wybory do europarlamentu są niezwykle ważne. Szczególnie te, które przed nami. Widzisz przecież, co się dzieje: wojna w Ukrainie, w strefie gazy, wzrost radykalnych nastrojów na całym świecie, wielka niewiadoma wyborów w Stanach Zjednoczonych, dojście do władzy w Europie proputinowskich ugrupowań. Czuć w powietrzu niepokój i lęk przed światowym konfliktem. Wyobraź sobie, co by się teraz działo w Polsce jakbyśmy nie byli w UE czy w sojuszu natowskim? Dlatego ważne jest to, aby w tej kadencji PE znaleźli się reprezentanci z Polski, którzy są skuteczni, odważni i silni. Ci, którzy zadbają zarówno o silną Polskę w Europie, jak i silną Unię Europejską na świecie. Ja taka jestem. Poza tym moja działalność polityczna to walka o dobrą przyszłość dla moich dzieci. Może to kolokwialne, ale chcę, aby trójka moich chłopków żyła w spokojnym świecie. 

A.K.: Pochodzisz z Torunia, startujesz z Poznania. Dlaczego?

Wybory do europarlamentu to zupełnie inne wybory niż te parlamentarne czy samorządowe. Wybieramy tylko 53 parlamentarzystów, Polska jest jakby jednym okręgiem, dlatego każda partia wystawia najsilniejsze nazwiska w każdym okręgu.  Mi przypadła Wielkopolska i bardzo się z tego cieszę, bo częściej zdarzało mi się u Was bywać niż w innych regionach Polski. Poza tym moja mama i rodzina od strony dziadka pochodzi z Wielkopolski.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Co Ci się w naszym mieście podoba? 

Jak byłam na studiach to wyjazd do Gdańska czy właśnie do Poznania był dla mnie jak wyjazd do Europy. To z Poznania wyruszałam autokarem na saksy do Londynu, to w Poznaniu mieliśmy pierwsze ogólnopolskie spotkanie ruchów miejskich, z których się wywodzę. Ogólnie Wielkopolska kojarzy mi się od zawsze z estetyką, porządkiem i zaradnością. A najbardziej z Poznania lubię rogale marcińskie!  (śmiech)

A.B.: Czym zamierzasz zająć się w Brukseli? Z jakim programem startujesz?

Bardzo chciałabym kontynuować swoją ministerialną pracę w komisji kultury i mediów. Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, chociażby w kwestii statusu zawodowego artysty czy ubezpieczeń dla ludzi kultury. Ale oczywiście jest mi również bliska kwestia równouprawnienia i praw kobiet. Dlatego chcę wprowadzić Kartę Praw Kobiet Unii Europejskiej, która zagwarantowałaby każdej kobiecie w Europie prawo do legalnej, bezpiecznej, powszechnej opieki aborcyjnej. Ponadto chcę wprowadzenia przez państwa członkowskie regulacji ochronnych dla tych grup kobiet, które są szczególnie narażone na przemoc i wyzysk. A jeśli chodzi o program Lewicy to znajdziesz szczegółowy na naszej stronie lewica2024.eu To nasza wizja Europy i Polski w Europie.

A.K.: Ośmiu na 10 Europejczyków uważa, że te wybory są wyjątkowo ważne w obliczu toczącej się wojny Rosji przeciwko Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie – wynika tak z Eurobarometru, przedwyborczego badania unijnej opinii publicznej. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, będzie to oznaczało wzrost o 10 pp. w stosunku do wyborów w 2019 r. w całej Europie. Dlaczego udział w eurowyborach jest tak ważny?

W ogóle głosowanie w jakichkolwiek wyborach to wielki przywilej, który akurat my, kobiety, wywalczyłyśmy 100 lat temu! Głosując – decydujesz. Głosując – masz wpływ. Potem oceniasz i masz prawo wymagać. Dla mnie głosowanie to świąteczny i ważny dzień. Tak jak powiedziałaś, te wybory są szczególnie ważne, bo sytuacja na świecie jest niestabilna i naszym zadaniem jest odsunąć ten trend i wybrać takich ludzi do PE, którzy zagwarantują nam bezpieczeństwo i będą podejmować dobre decyzje dla nas i dla Europy. Silna Europa to silna Polska, nie mam co do tego wątpliwości.

A.K.: 20 lat Polski w Unii Europejskiej. Jesteś przedstawicielką ugrupowania, które Polskę do UE wprowadziło. Pamiętasz ten dzień? 

Oczywiście! Po głosowaniu zrobiliśmy z mężem w naszym ogrodzie imprezę dla znajomych. Bardzo się cieszyłam, bo będąc studentką marzyłam o tym, aby być pełnoprawną obywatelką UE. Irytowało mnie na granicy, że traktują nas, Polaków, jak osoby drugiej kategorii. Tak się czułam, jeżdżąc podczas studiów do Londynu i pracując tam na czarno. Patrząc teraz na Ukrainę, wyobraź sobie, co by było teraz w Polsce, gdyby Lewica nie wprowadziła nas do UE i nie zawiązała sojuszu z NATO? Strach nawet myśleć.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Czy Polacy nadal są euroentuzjastami?

Na szczęście nadal tak, ale widać i słychać ze strony radyklanej prawicy chęć wyprowadzenia Polski z UE. To byłyby kolosalny błąd. Dlatego ważne jest, aby nie dać się zwieść tym populistycznym hasłom. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię. Nagonka, manipulacja i kłamstwa doprowadziły do zmiany nastawienia Brytyjczyków, co w efekcie skończyło się Brexitem, którego nikt na serio nie traktował, a się wydarzył. Teraz coraz częściej na Wyspach mówi się o powrocie do wspólnoty europejskiej i słychać żal wśród ludzi, którzy zdecydowanie żałują decyzji o wyjściu z UE. 

A.K.: Jednak dziś po 20 latach bycia częścią europejskiej rodziny, a po ośmiu latach rządzenia w Polsce przez populistów, obserwujemy wzrost nastrojów antyunijnych. Sporo mówi się o „narzucaniu nam prawa” przez unijnych biurokratów, rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi, pasjonaci motoryzacji sceptycznie podchodzą do zapowiedzianej elektromobilności, ostatnią zmianą, która dotknęła konsumentów są… plastikowe nakrętki przytwierdzone na stałe do butelek. I choć te zmiany zapewne istotne z punktu widzenia zmian klimatycznych są tym, co powinno stanowić priorytet. Czy właśnie nie działania „nakazowe” są tym, co nas od Unii odpycha? 

Zacznijmy od tego, dlaczego stworzono Zielony Ład? Wszyscy chcemy oddychać czystym powietrzem, jeść zdrową żywność bez chemii. Chcemy, aby woda płynęła w kranach, a nie była luksusem. Takie były cele Zielonego Ładu. I tych celów będę broniła. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno. Zabrakło odpowiedniej komunikacji. Zabrakło rozmowy z rolnikami, ale to kamyczek do ogródka komisarza Wojciechowskiego z PiS. Uważam, że niektóre decyzje wymagają ponownego przemyślenia. Mam na myśli chociażby zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 r. Trzeba wspierać elektromobilność, ale chyba nie poprzez zakazy.  Dlatego jako Lewica opowiadamy się za zrobieniem kroku wstecz w sprawie tej regulacji. Trzeba rozwiać społeczne obawy ludzi czy za 11 lat będą mogli jeździć samochodem. Będą mogli. Ważne jest też, aby rozwijać transport publiczny, który jest dla wszystkich. Są na to środki z KPO. W Polsce 13 mln ludzi jest wykluczonych komunikacyjnie. Europa powinna być o korzyściach, nie o zakazach.

A.K.: Jak widzisz Unię Europejską w perspektywie 5-10 lat? 

Marzę o Europie silnej i zjednoczonej. UE to dla mnie nie tylko zbiór państw, to nie tylko walka mocarstw, dyplomacja i spotkania na szczycie. UE to przede wszystkim człowiek, jego codzienność i jego potrzeby. Dziś potrzebujemy zmiany działania Unii tak, by korzyści z naszej wspólnoty płynęły bezpośrednio do nas i naszych najbliższych. Zbyt często politycy skupiają się na wielkich regulacjach, a zbyt rzadko myślą o tym, aby zapewnić zielony skwer w naszej okolicy, dostępny żłobek czy nowe mieszkanie na start dla młodych. O tym powinna być Europa, o tym powinna być Unia, o tym powinna być nowoczesna Polska w zjednoczonej Europie. Takiej Polski w Europie chcę ja i Lewica. Jednocześnie rozumiem, że UE potrzebuje korekty. Czas, by stała się instytucją bliższą naszym codziennym sprawom. Mniej spotkań na szczycie czy za zamkniętymi drzwiami, a więcej przejrzystości i demokracji.

A.K.: Jesteś socjolożką, z racji wyuczonego zawodu myślę, że widzisz szerzej niż inni zachodzące w Polsce zmiany. Czy polskie społeczeństwo się liberalizuje i staje się coraz bardziej tolerancyjne?

Zdecydowanie. Polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne niż politycy, których potem to społeczeństwo wybiera. Bardzo dobrze to widać chociażby na przykładzie zmiany stanowiska dotyczącego liberalizacji prawa aborcyjnego. W 2016 roku, jak odbywały się pierwsze protesty, zwolenników takiego prawa było około 30%, teraz te wyniki dochodzą często do 80%. Zmienia się również w ekspresowym tempie nasz stosunek do kościoła. Pustoszeją świątynie, młodzież wypisuje się z lekcji religii, ludzie rezygnują ze ślubów kościelnych i coraz mniej osób przyjmuje księdza na tzw. kolędzie. Niektóre badania plasują Polskę na pierwszym miejscu wśród najszybciej laicyzujących się krajów świata. To zasługa samego kościoła, który po 1989 r. próbował układać się z różnymi rządami, ale ostatnich osiem lat jest jednak pod tym względem wyjątkowych. Nie wspomnę już o przestępstwach i nadużyciach w kościele, o których dowiadujemy się bardzo często. 

Joanna Scheruing - Wielgus, Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek na Marszu Równości

A.K.: Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w Polsce? Jesteś wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, partii, której dobro kobiet leży bardzo na sercu. Startujesz do Parlamentu Europejskiego z Poznania, który jest raczej miastem liberalnym i otwartym. Jednak Polska to nie tylko duże miasta… 

No właśnie. Dobrze, że zwracasz na to uwagę, bo my na lewicy z naszymi postulatami kobiecymi zwracamy się właśnie do tych, którzy są pozostawieni sami sobie, są w tyle. Standardowo jak jesteś z miasta, to masz więcej możliwości, jak dobrze zarabiasz to stać cię na więcej, jak nie jesteś samotna, jest ci łatwiej. Gdy porównamy opiekę państwa dla Polek do opieki dla kobiet w innych krajach, to Polki są na szarym końcu: mamy najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne, nie mamy bezpłatnych tablet antykoncepcyjnych, opieki okołoporodowej, w szpitalach lekarz może odmówić ci zabiegu, bo powołuje się na klauzulę sumienia, jak zostaniesz zgwałcona, to chroni się sprawcę, a kobiecie sugeruje się, że prowokowała wyglądem. Jest mnóstwo do zmiany nie tylko w prawie, ale przede wszystkim w głowach konserwatywnych polityków, dla których kobieta to często nadal „słaba istota”, którą muszą się zaopiekować. 

A.K.: Czy bycie kobietą pomaga czy przeszkadza w polityce? Mierzysz się z seksizmem? 

To zależy. Na pewno kobiet powinno być zdecydowanie więcej w polityce. W polskim parlamencie jest nas teraz 29%, więc nawet nie zbliżamy się do połowy reprezentacji. Dlatego zachęcam kobiety do angażowania się w życie społeczne i polityczne na różnych szczeblach. Bo kto ma zadbać o nasze interesy jak nie my same? A jak pytasz mnie o seksizm w polityce, to powiem ci, że on jest nadal powszechny; jest wszechobecny, nie tylko w polityce. Nadal niestety jest mnóstwo stereotypów związanych z kobietami. Dużo pracy przed nami.

A.B.: Czy czujesz, że na sejmowych korytarzach musisz udowadniać, że bycie kobietą nie oznacza mniejszych kompetencji? 

Nadal tak. Od 2018 roku rozkładam na czynniki pierwsze kwestie przestępstw w polskim kościele. Gdy o tym mówię, podając fakty, słyszę, że atakuję kościół i że jestem kontrowersyjna. Gdy mówię o świeckim państwie, słyszę, że jestem radykalna. Gdy mówi to samo jakiś polityk czy ksiądz, opinia jest taka, że mówi to mąż stanu, jemu po prostu wolno. Ale zaznaczanie mniejszych kompetencji odbywa się nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak przedstawianie polityczek. Często słyszę: Poseł Krzysztof i nasza Joasia…

A.B.: To nieco z innej beczki. Czy polityczki w Polsce są dobrze ubrane? 

To naprawdę zależy, bo mamy różne gusta, ale to czego nie rozumiem i to, co mi się zdecydowanie nie podoba to „przebieranie się” za polityczkę. Często wygląda to bardzo sztucznie i widać, że ta osoba czuje się w tym ubiorze po prostu niewygodnie. Uważam, że niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, powinniśmy być po prostu sobą. 

A.B.: Twoje stylizacje są zawsze perfekcyjne. Dobrze skrojona marynarka, świetna fryzura i makijaż. Lubisz modę?

Zawsze lubiłam modę i śledziłam nowinki, ale nigdy nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że są modne. Nie kupowałam też nigdy rzeczy, na które mnie nie stać. Wolę mniej niż więcej i nigdy za wszelką cenę. Ale mam od lat swojego ulubionego fryzjera Tomka, który tnie włosy brzytwą. Dbam o siebie, ćwiczę na siłowni. Wychodzę z założenia, że nawet świetny ciuch czy makijaż nie ukryje niezdrowego ciała. Zdrowe ciało to zdrowa dusza i wtedy wystarczą trampki, dżinsy i biały T-shirt. 

A.B.: Jak dobierasz stylizacje? Masz kogoś do pomocy czy zdajesz się na swoje wyczucie stylu?

Odkąd pamiętam zawsze zakładam na siebie to, co ja chcę włożyć, a nie to, w czym chcą mnie widzieć inni. Czasami wbrew trendom, modom czy upodobaniom innych. Ja po prostu nie lubię jak mi ktoś coś narzuca. Zawsze na końcu to ja podejmuję decyzję zarówno w co się ubiorę, jak i co zrobię. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że ja od dziecka zawsze taka byłam. (śmiech) Z wiekiem stawiam zdecydowanie na wygodę, więc świadomie zrezygnowałam ze szpilek w sejmie na rzecz płaskich butów. Żadnych ciężkich torebek na ramię, tylko wygodny plecak. 

A.B.: Masz swoje „guru modowe”?

Nie mam jednego guru modowego, ale moją miłością wielką jest wszystko, co brytyjskie. Dlatego zawsze z uwagą obserwowałam Vivienne Westwood, ale i Katharine Hamnett, projektantkę znaną ze swoich politycznych T-shirtow, które uwielbiam. Lubię też Francuzkę Isabel Marant czy ciuchy sportowe od Stelli McCartney. Podoba mi się również styl Charlotte Gainsbourg czy Patti Smith. Jak widzisz kino i muzyka są dla mnie największą inspiracją, jeśli chodzi o to jak się noszę.  

Już dziś (03.06.) zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z Joanną Schering – Wielgus

ul. Młyńska 12

godz. 18:00

Wstęp wolny

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
Anna Bowsza

Anna Bowsza

REKLAMA
REKLAMA
Joanna Scheuring - Wielgus
REKLAMA
REKLAMA