ARES CHADZINIKOLAU | Lubię zaskakiwać sam siebie

Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau

Mówi o duszy i głębi, o tajemnicy życia i ciemnych stronach ludzkiej egzystencji. Wie, że trzeba dobrze traktować i siebie, a błądzić jest rzeczą ludzką. Tworzy wielowymiarowe kompozycje, będące kompilacją wielu gatunków muzyki. Jako człowiek renesansu, wszechstronnie uzdolniony, inspiruje się artystami o różnych talentach, zamiłowaniach i pasjach. Tak właśnie uczynił w najnowszym albumie „Reliefs”. O kim mowa? O Aresie Chadzinikolau.

Powiedziałeś kiedyś, że najbardziej fascynuje Cię w drugim człowieku umysł, który jest nieograniczony i może wyzwalać wizjonerstwo. To dlatego zainspirowałeś się awangardowym twórcą, jakim był, jakim jest dla nas, Henryk Stażewski?

ARES CHADZINIKOLAU: Wizjonizm, tak. Zaskakujące jest zderzanie się z twórczością wielkich polskich awangardzistów, myślicieli, o fantazji życia i braku czasu na przetrzymywanie zadr. Bo istotą jest akt kreacji z nowatorskim językiem i futuryzmem myślowidzenia. Przed koncertem na wernisażu „Reliefy” Henryka Stażewskiego całkowicie zespoliłem się z jego obrazowaniem rzeczywistości i te emocje tak otworzyły moją jaźń, że rozpocząłem koncert zupełnie inaczej, niż planowałem, przenosząc się w metafizyczną podróż. Później poprzez obcowanie z Jego światem, z Jego barwną osobowością, nagrałem 50 minut muzyki wykraczającej poza schematy geometryzacji świata, dbając o szeroką fakturę i sonorystykę. To muzyka emocjonalna, momentami szaleńcza, bo i wewnętrzne życie Stażewskiego było jakoś podobnie burzliwe. Podobnej elektryfikacji doznałem, pracując nad opracowaniem muzyki Komedy, a teraz z albumem inspirowanym Witkacym. To moja ulubiona wielowymiarowa i demoniczna postać. Mocowanie się i współbycie z artystą takiego formatu jednym wskazuje drogę do trumny, innym do uniwersalizmu. Wszystko jednak musi być przeżyte i poparte badaniem całokształtu takich protagonistów.

Wydałeś album „Reliefs” nawiązujący do twórczości Henryka Stażewskiego, reprezentanta konstruktywizmu, współtwórcy nurtu abstrakcji geometrycznej, autora kompozycji reliefowych. Mamy tu niezwykły mariaż sztuk, przenikania się muzyki i malarstwa. Gdzie tu jest wspólny mianownik?

Za każdym razem, gdy pochłania mnie projekt, to tworzywo – którym operuje artysta – staje się moim światem. Transwzrastam i do końca jest trudno określić, czy jest to wizja artysty, o którym piszemy/mówimy, czy jest to już kreacjonizm. Zarówno na płaszczyźnie kompozytorskiej, malarskiej czy translatorskiej. Gdy tłumaczymy Kawafisa, Seferisa czy Herberta to znajdujemy nie tylko bogactwo językowe, epigramatyczność i celność point, ale i swoją duszę, kwintesencję nas samych. Dorastamy w trakcie tworzenia projektu, chodzimy z kształtowaniem myśli. Pamiętam jak tłumaczyłem Yannisa Kalpouzosa „Imaret”, to pół roku wychodząc do miasta, nie widziałem współczesnego Poznania, tylko starą grecką Artę z XIX wieku. To jest właśnie ten mistyczny stan, ta niesamowita podróż, jaką daje akt twórczy.

Ares Chadzinikolau

Co jest trudniejsze, czy ubieranie myśli w słowa, czy nadawanie im dźwięków, czy wyrażanie swoich myśli na płótnie?

Ujarzmianie siebie jest największą trudnością, praca nad sobą. Ostatnio Leszek Możdżer zażartował, że jeśli ktoś stał się mistrzem w danej dziedzinie, to znaczy, że coś z jego charakterem musi być nie tak (śmiech), więc to nie tylko praca nad formą talentu jest ważna czy nad kompozycją szeroko rozumianą, ale właśnie praca nad sobą. Nieraz chodzi się z myślą przez mroki czasu, zanim ujrzy światło dzienne, stąd częsta insomnia. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, jakie męczarnie przechodzi nieraz artysta w procesie twórczym (śmiech), i gdy dzieło już jest w końcu gotowe, to jest myślami już często w kolejnym projekcie, w następnym etapie, jak to Stanisław Soyka powtarza w wywiadach, które tutaj realizowaliśmy w Ariston Studio.

Czy Ty – podobnie jak Henryk Stażewski – rozpatrujesz wielowymiarowość sztuki, a wręcz uniwersalizm geometrii, która łączy różne warianty i dziedziny sztuki? Czym się zainspirowałeś?

Oczywiście, ale przede wszystkim odnalazłem w tym siebie, sporo podobieństw połączyło mnie ze Stażewskim, pitagorejczykami, a szalony okres Witkacowski też kiedyś przeżyłem. (śmiech) Poznanie siebie jest przecież kluczem do sensu naszej egzystencji i ponownego odrodzenia. Zainspirowała mnie wystawa Stażewskiego w Akademii Jana Lubrańskiego w Poznaniu. Teraz polecam wystawę Jerzego Nowosielskiego „Ikona i abstrakcja”, którego uwielbiałem od małego, zresztą przyjaźnił się z moim ojcem, a ja z Jego uczniami. Twórczość tego genialnego artysty jest też w kręgu moich zainteresowań, więc pewnie zaiskrzy. Chętnie gram na wernisażach i w przestrzeniach sztuki. To aleatorycznie niepowtarzalne doznanie.

Gdzie powstał album „Reliefs” i jak długo trwała praca nad nim?

Koncepcyjnie w Ariston Studio – Galerii Greckiej, gdzie można podziwiać już ponad 200 obrazów i ikon wystawowych, czy uczestniczyć w warsztatach, zapraszamy do odwiedzin, a w wakacje może na ogrodowe spektakle. „Reliefy” nagrałem w Muzeum Archidiecezjalnym na fortepianie, obcując ze Stażewskim. Świetną okładkę do albumu stworzył oczywiście mój wieloletni przyjaciel prof. Mirosław Pawłowski.

Ares Chadzinikolau

Zrobiłeś sobie fantastyczny prezent na swoje 50. urodziny tym albumem. (śmiech) Czy to był zaplanowany scenariusz?

Niezaplanowany. Dla mnie życie jest zaskakującym splotem wydarzeń. Bardzo lubię niespodzianki i to jak sam siebie zaskakuję. (śmiech) I ten niedosyt, co jeszcze mogę zrobić dla sztuki i dla ludzi.

Co możemy usłyszeć na płycie? Jakie to są utwory, jaki rodzaj muzyki? Bo zaczynałeś od klasyki, od koncertów klasycznych Chopina, Liszta, przez muzykę etniczną, ambient, a od wielu lat skupiasz się na jazzie.

To cały ja! (śmiech) Jazz jest dla mnie wolnością, a ptak jej symbolem. Kiedyś zazdrościłem ptakom otwierania dnia skrzydłami i umierania w locie. To czucie szczęśliwości napędzało mnie. Stąd ta moja tęsknota i ciarki zachwytu niezbędne do odbioru natury, sztuki, by tworzyć. A ornitologią zafascynowali mnie Theodorakis i Visvikis, którzy studiowali u Oliviera Messiaena w Paryżu. Rodzaj muzyki jest więc tylko narzędziem, a liczy się paleta barw, przekaz i ekspresja. Jestem więc ptakiem.

„Żyj piękną chwilą… żyj jakby karnawał był, bo życie tak szybko mija…” To wartościowe słowa z jednego z Twoich utworów, skłaniające do refleksji i zadumy nad życiem. Czy Ty jesteś refleksyjny i sentymentalny?

To niezły tekst z wielu, jakie napisałem. Im starszy człowiek, tym bardziej refleksyjny. I nieustannie uczę się dystansu do siebie, do świata, choć często dźwigam jego ciężar, stąd filozoficzne cykle poetyckie „Rasta mówi”, „Bez rozgrzeszenia” czy „Realistyczne obrazy”. Jestem też człowiekiem, który często się wzrusza. Dzielenie się pięknem i życiem jest niezwykle cennym darem. Grałem też przez 10 lat z zespołem Ares & the Tribe dla Unicef’u, Wośp’u, Monaru, dla dzieci, na rzecz budowy studni w Sudanie, na rzecz budowy szkoły na Haiti po trzęsieniu ziemi. Trzeba mieć w sobie świątynię, która da wytchnienie. Aktualnie jest taka pogoń, o której mówił już Witkacy, przestrzegając przed zbyt szybkim tempem życia i spłycaniem go, a to było 70 lat temu. To co by teraz powiedział w naszej cyber-erze?

Twój najnowszy album „Reliefs” otrzymał już I nagrodę w Londynie oraz Special Prize w Berlinie. Na co jury zwróciło uwagę, dokonując podsumowań i ocen?

Otrzymałem nagrody za kompozycję i wykonanie. Miłe to.

Nagrody dodają Ci skrzydeł?

Teraz mam większy dystans do wyróżnień, ale nie ukrywajmy – tworzenie jest trudną ścieżką życia. To tak jak Herakles, który stanął na rozstaju dróg, zastanawiając się, którą z nich wybrać i wybrał tę najtrudniejszą. Ta mitologiczność we mnie wciąż pulsuje, wiele lat pracowałem z ojcem nad „Mitologią”. Przesiąkłem ją. W dzieciństwie cały czas obcowałem z antycznym światem. Wychowałem się w Delfach, gdzie widnieje napis przed wejściem do świątyni Apollina „poznaj siebie”, a przy wyjściu „zachowaj umiar”. Ta myśl antyczna jest prawdą, ponadczasowym drogowskazem, co nie znaczy, że nie można trochę poszaleć. (śmiech)

Jesteś człowiekiem renesansu o wielu talentach, poetą fortepianu, ambasadorem dwóch krajów: Polski i Grecji, kontynuujesz dialog międzykulturowy zapoczątkowany przez Twego ojca, Nikosa Chadzinikolau. Dionizy Piątkowski, twórca Ery Jazzu, mówił o Tobie, że „masz serducho romantyka”. Które z tych określeń jest najbliższe Twemu sercu?


W tym wszystkim kluczem jest miłość i pasja życia, to mnie scala i pcha dalej. Przepływ energii jest też niezwykle istotny, także w relacjach z publicznością. Mówią, że jestem ulepiony ze sztuki, sprawdziłem się też wielokrotnie w roli organizatora festiwali i wciąż uważam, że jestem tylko człowiekiem, który też popełnia błędy… tak po ludzku.

26 maja obchodziliśmy piękne święto, Dzień Mamy. Wiem, że Twoja przygoda ze słowem rozpoczęła się od poezji, od samotworzenia, kreacji. Napisałeś wiersz dla Mamy, mając 10 lat, który został opublikowany w „Głosie Wielkopolskim”. Wspomnienie Mamy – jak Ją zapamiętałeś z dzieciństwa, kim dla Ciebie jest w dorosłym życiu?

Mama jest naszą westalką, boginią. Pionizowała nas, otoczyła olbrzymim ciepłem, miłością i zrozumieniem. Nauczyła mnie też przydatności i dbania o ład. To niezwykle istotne podczas kształtowania się osobowości młodego człowieka. Mama też jest genialnym przewodnikiem po Grecji i mistrzynią kulinarną, łącząc finezyjnie kuchnię polską z grecką. Tak więc pokochałem gotowanie, często eksperymentując. Moje specialite to ośmiornica i jeżowce pełne ikry zbierane przy pełni księżyca.

A ojciec? Kim dla Ciebie był i jest Nikos Chadzinikolau, poza tym, że był Twoim ojcem?

Przede wszystkim mentorem. Autorytetem. Oczy taty były solarne, jakby rozplatał nimi warkocz światła. Był bardzo wymagający przede wszystkim od siebie, zdyscyplinowany i punktualny. Nauczył mnie pracy nad słowem i afirmacji piękna. Kiedyś napisał celny aforyzm „Kochaj słowo w sobie, a nie siebie w słowie”. Więc godzinami milczeliśmy.
Tata był przepięknym człowiekiem, kochającym ludzi i świat, rozpoetyzował Wielkopolskę, a jak napisał Aleksander Krawczuk: „od Nikosa zaczęła się wiosna grecka w Polsce”. Miasto mogłoby zadbać o jakiś skwer Jego imienia i ławeczkę.

Życie ma dopiero sens jak człowiek ma pasję. Ty masz tych pasji mnóstwo i obdarowujesz nas niczym Święty Mikołaj. Czym aktualnie się zajmujesz, nad czym pracujesz jako człowiek, wciąż poszukujący i niecierpiący nudy?

Moje nazwisko w tłumaczeniu, to najlepszy z Mikołajów, więc zobowiązuje. (śmiech) Staję się coraz to bardziej uniwersalny. Niedawno ukazały się moje bajki greckie. Ponadto ujrzy światło dzienne na Dzień Dziecka audiobook z opowiadaniem „Adimetra i Atydorfa”, które napisałem o moich kochanych córach, czytane przez aktora teatru wrocławskiego Dariusza Bereskiego. Ukaże się też płyta dla dzieci licząca 21 archiwalnych piosenek – mam nadzieję, że mali odbiorcy będą zachwyceni. Kiedyś jeździłem też z maluchami na koncerty. Piosenki nagrałem wspólnie z córkami i uczniami ze szkoły muzycznej. To również była cudowna przygoda, mnóstwo wzruszeń, dziecięca radość, szczerość! Znajdą się na płycie piosenki i o rodzicach, i o sercu, o kłótni, która do niczego nie prowadzi, o zamienianiu zła w dobro, po prostu „Pomalujmy świat, będzie kolorowo”. Piosenki i bajki są ważne i dla dzieci, i dla nas dorosłych, uczą, bawią, uwrażliwiają i dają nadzieję, a tylko nadziei nie oprawisz w drewno – budzimy się z nimi, przypominamy przy codziennych czynnościach, aż stają się nasze. Ale potrzeba też wizji abstrakcyjnych, skomplikowanych w odbiorze. Wystarczy znaleźć na nie czas, by celebrować i pomyśleć choćby o tym, jak trwał proces ich realizacji. Przed „Reliefami” półtora roku pracowałem z Quartetem jazzowym i wyprodukowałem, aż trzy elektryczne albumy studyjne, bardzo dobrze przyjęte: Galaxis, Utopology i Odyssey dostępne w sieci. Niedawno ukazała się też płyta „Sons d’amour” z romantycznymi 24 utworami fortepianowymi z achiwalnych zapisów. Kilka z nich doczekało się nawet choreografii, a ja uwielbiam balet i operę. Ukazały się również audiobooki Taty powieści „Niebieskooka Greczynka” i „Greczynki”, które nagrałem w międzyczasie, a niebawem do Serii Greckiej na audiotece dołączy też antologia noweli greckiej w Jego tłumaczeniu, także z okładką Jull’a Dziamskiego.
Lubię wciąż tworzyć, działać, pielęgnować, dbać jak o ogród, by nie zmarnować życia. Potrzebowałbym jednak managera, który by to wszystko usprawnił. (uśmiech)

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau|Ares Chadzinikolau
REKLAMA
REKLAMA

Joanna Scheuring-Wielgus | Chcę nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie

Joanna Scheuring - Wielgus

Polityczka, działaczka samorządowa i społeczna, która swoją karierę rozpoczynała jako manager kultury. Dziś jest wiceministrą kultury i liderką listy lewicy z województwa wielkopolskiego do Parlamentu Europejskiego. O wyzwaniach stojących przed Europą, sytuacji kobiet w Polsce, planach na siebie w Brukseli, ale także o modzie i o tym, co jej się podoba w Poznaniu opowiada Joanna Scheuring-Wielgus. 

Rozmawiają: Anna Bowsza oraz Alicja Kulbicka 

Zdjęcia: Materiały prywatne J.Sz.-W.

Anna Bowsza: Pełnisz dzisiaj funkcję wiceministry kultury. Dlaczego Ministerstwo Kultury jest Ci tak bliskie? 

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Przed wejściem do polityki zawodowo zajmowałam się kulturą, więc objęcie stanowiska ministry w tym resorcie było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Współpracowałam przez lata z ministerstwem z tej drugiej strony jako managerka artystów, producentka spektakli, koncertów czy wystaw, więc teraz uzupełniam swoją wiedzę i doświadczenie o ten obszar działania, ale z tej drugiej strony, czyli rządowy. 

Alicja Kulbicka: A jednak zdecydowałaś się na kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wybory do europarlamentu są niezwykle ważne. Szczególnie te, które przed nami. Widzisz przecież, co się dzieje: wojna w Ukrainie, w strefie gazy, wzrost radykalnych nastrojów na całym świecie, wielka niewiadoma wyborów w Stanach Zjednoczonych, dojście do władzy w Europie proputinowskich ugrupowań. Czuć w powietrzu niepokój i lęk przed światowym konfliktem. Wyobraź sobie, co by się teraz działo w Polsce jakbyśmy nie byli w UE czy w sojuszu natowskim? Dlatego ważne jest to, aby w tej kadencji PE znaleźli się reprezentanci z Polski, którzy są skuteczni, odważni i silni. Ci, którzy zadbają zarówno o silną Polskę w Europie, jak i silną Unię Europejską na świecie. Ja taka jestem. Poza tym moja działalność polityczna to walka o dobrą przyszłość dla moich dzieci. Może to kolokwialne, ale chcę, aby trójka moich chłopków żyła w spokojnym świecie. 

A.K.: Pochodzisz z Torunia, startujesz z Poznania. Dlaczego?

Wybory do europarlamentu to zupełnie inne wybory niż te parlamentarne czy samorządowe. Wybieramy tylko 53 parlamentarzystów, Polska jest jakby jednym okręgiem, dlatego każda partia wystawia najsilniejsze nazwiska w każdym okręgu.  Mi przypadła Wielkopolska i bardzo się z tego cieszę, bo częściej zdarzało mi się u Was bywać niż w innych regionach Polski. Poza tym moja mama i rodzina od strony dziadka pochodzi z Wielkopolski.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Co Ci się w naszym mieście podoba? 

Jak byłam na studiach to wyjazd do Gdańska czy właśnie do Poznania był dla mnie jak wyjazd do Europy. To z Poznania wyruszałam autokarem na saksy do Londynu, to w Poznaniu mieliśmy pierwsze ogólnopolskie spotkanie ruchów miejskich, z których się wywodzę. Ogólnie Wielkopolska kojarzy mi się od zawsze z estetyką, porządkiem i zaradnością. A najbardziej z Poznania lubię rogale marcińskie!  (śmiech)

A.B.: Czym zamierzasz zająć się w Brukseli? Z jakim programem startujesz?

Bardzo chciałabym kontynuować swoją ministerialną pracę w komisji kultury i mediów. Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, chociażby w kwestii statusu zawodowego artysty czy ubezpieczeń dla ludzi kultury. Ale oczywiście jest mi również bliska kwestia równouprawnienia i praw kobiet. Dlatego chcę wprowadzić Kartę Praw Kobiet Unii Europejskiej, która zagwarantowałaby każdej kobiecie w Europie prawo do legalnej, bezpiecznej, powszechnej opieki aborcyjnej. Ponadto chcę wprowadzenia przez państwa członkowskie regulacji ochronnych dla tych grup kobiet, które są szczególnie narażone na przemoc i wyzysk. A jeśli chodzi o program Lewicy to znajdziesz szczegółowy na naszej stronie lewica2024.eu To nasza wizja Europy i Polski w Europie.

A.K.: Ośmiu na 10 Europejczyków uważa, że te wybory są wyjątkowo ważne w obliczu toczącej się wojny Rosji przeciwko Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie – wynika tak z Eurobarometru, przedwyborczego badania unijnej opinii publicznej. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, będzie to oznaczało wzrost o 10 pp. w stosunku do wyborów w 2019 r. w całej Europie. Dlaczego udział w eurowyborach jest tak ważny?

W ogóle głosowanie w jakichkolwiek wyborach to wielki przywilej, który akurat my, kobiety, wywalczyłyśmy 100 lat temu! Głosując – decydujesz. Głosując – masz wpływ. Potem oceniasz i masz prawo wymagać. Dla mnie głosowanie to świąteczny i ważny dzień. Tak jak powiedziałaś, te wybory są szczególnie ważne, bo sytuacja na świecie jest niestabilna i naszym zadaniem jest odsunąć ten trend i wybrać takich ludzi do PE, którzy zagwarantują nam bezpieczeństwo i będą podejmować dobre decyzje dla nas i dla Europy. Silna Europa to silna Polska, nie mam co do tego wątpliwości.

A.K.: 20 lat Polski w Unii Europejskiej. Jesteś przedstawicielką ugrupowania, które Polskę do UE wprowadziło. Pamiętasz ten dzień? 

Oczywiście! Po głosowaniu zrobiliśmy z mężem w naszym ogrodzie imprezę dla znajomych. Bardzo się cieszyłam, bo będąc studentką marzyłam o tym, aby być pełnoprawną obywatelką UE. Irytowało mnie na granicy, że traktują nas, Polaków, jak osoby drugiej kategorii. Tak się czułam, jeżdżąc podczas studiów do Londynu i pracując tam na czarno. Patrząc teraz na Ukrainę, wyobraź sobie, co by było teraz w Polsce, gdyby Lewica nie wprowadziła nas do UE i nie zawiązała sojuszu z NATO? Strach nawet myśleć.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Czy Polacy nadal są euroentuzjastami?

Na szczęście nadal tak, ale widać i słychać ze strony radyklanej prawicy chęć wyprowadzenia Polski z UE. To byłyby kolosalny błąd. Dlatego ważne jest, aby nie dać się zwieść tym populistycznym hasłom. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię. Nagonka, manipulacja i kłamstwa doprowadziły do zmiany nastawienia Brytyjczyków, co w efekcie skończyło się Brexitem, którego nikt na serio nie traktował, a się wydarzył. Teraz coraz częściej na Wyspach mówi się o powrocie do wspólnoty europejskiej i słychać żal wśród ludzi, którzy zdecydowanie żałują decyzji o wyjściu z UE. 

A.K.: Jednak dziś po 20 latach bycia częścią europejskiej rodziny, a po ośmiu latach rządzenia w Polsce przez populistów, obserwujemy wzrost nastrojów antyunijnych. Sporo mówi się o „narzucaniu nam prawa” przez unijnych biurokratów, rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi, pasjonaci motoryzacji sceptycznie podchodzą do zapowiedzianej elektromobilności, ostatnią zmianą, która dotknęła konsumentów są… plastikowe nakrętki przytwierdzone na stałe do butelek. I choć te zmiany zapewne istotne z punktu widzenia zmian klimatycznych są tym, co powinno stanowić priorytet. Czy właśnie nie działania „nakazowe” są tym, co nas od Unii odpycha? 

Zacznijmy od tego, dlaczego stworzono Zielony Ład? Wszyscy chcemy oddychać czystym powietrzem, jeść zdrową żywność bez chemii. Chcemy, aby woda płynęła w kranach, a nie była luksusem. Takie były cele Zielonego Ładu. I tych celów będę broniła. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno. Zabrakło odpowiedniej komunikacji. Zabrakło rozmowy z rolnikami, ale to kamyczek do ogródka komisarza Wojciechowskiego z PiS. Uważam, że niektóre decyzje wymagają ponownego przemyślenia. Mam na myśli chociażby zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 r. Trzeba wspierać elektromobilność, ale chyba nie poprzez zakazy.  Dlatego jako Lewica opowiadamy się za zrobieniem kroku wstecz w sprawie tej regulacji. Trzeba rozwiać społeczne obawy ludzi czy za 11 lat będą mogli jeździć samochodem. Będą mogli. Ważne jest też, aby rozwijać transport publiczny, który jest dla wszystkich. Są na to środki z KPO. W Polsce 13 mln ludzi jest wykluczonych komunikacyjnie. Europa powinna być o korzyściach, nie o zakazach.

A.K.: Jak widzisz Unię Europejską w perspektywie 5-10 lat? 

Marzę o Europie silnej i zjednoczonej. UE to dla mnie nie tylko zbiór państw, to nie tylko walka mocarstw, dyplomacja i spotkania na szczycie. UE to przede wszystkim człowiek, jego codzienność i jego potrzeby. Dziś potrzebujemy zmiany działania Unii tak, by korzyści z naszej wspólnoty płynęły bezpośrednio do nas i naszych najbliższych. Zbyt często politycy skupiają się na wielkich regulacjach, a zbyt rzadko myślą o tym, aby zapewnić zielony skwer w naszej okolicy, dostępny żłobek czy nowe mieszkanie na start dla młodych. O tym powinna być Europa, o tym powinna być Unia, o tym powinna być nowoczesna Polska w zjednoczonej Europie. Takiej Polski w Europie chcę ja i Lewica. Jednocześnie rozumiem, że UE potrzebuje korekty. Czas, by stała się instytucją bliższą naszym codziennym sprawom. Mniej spotkań na szczycie czy za zamkniętymi drzwiami, a więcej przejrzystości i demokracji.

A.K.: Jesteś socjolożką, z racji wyuczonego zawodu myślę, że widzisz szerzej niż inni zachodzące w Polsce zmiany. Czy polskie społeczeństwo się liberalizuje i staje się coraz bardziej tolerancyjne?

Zdecydowanie. Polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne niż politycy, których potem to społeczeństwo wybiera. Bardzo dobrze to widać chociażby na przykładzie zmiany stanowiska dotyczącego liberalizacji prawa aborcyjnego. W 2016 roku, jak odbywały się pierwsze protesty, zwolenników takiego prawa było około 30%, teraz te wyniki dochodzą często do 80%. Zmienia się również w ekspresowym tempie nasz stosunek do kościoła. Pustoszeją świątynie, młodzież wypisuje się z lekcji religii, ludzie rezygnują ze ślubów kościelnych i coraz mniej osób przyjmuje księdza na tzw. kolędzie. Niektóre badania plasują Polskę na pierwszym miejscu wśród najszybciej laicyzujących się krajów świata. To zasługa samego kościoła, który po 1989 r. próbował układać się z różnymi rządami, ale ostatnich osiem lat jest jednak pod tym względem wyjątkowych. Nie wspomnę już o przestępstwach i nadużyciach w kościele, o których dowiadujemy się bardzo często. 

Joanna Scheruing - Wielgus, Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek na Marszu Równości

A.K.: Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w Polsce? Jesteś wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, partii, której dobro kobiet leży bardzo na sercu. Startujesz do Parlamentu Europejskiego z Poznania, który jest raczej miastem liberalnym i otwartym. Jednak Polska to nie tylko duże miasta… 

No właśnie. Dobrze, że zwracasz na to uwagę, bo my na lewicy z naszymi postulatami kobiecymi zwracamy się właśnie do tych, którzy są pozostawieni sami sobie, są w tyle. Standardowo jak jesteś z miasta, to masz więcej możliwości, jak dobrze zarabiasz to stać cię na więcej, jak nie jesteś samotna, jest ci łatwiej. Gdy porównamy opiekę państwa dla Polek do opieki dla kobiet w innych krajach, to Polki są na szarym końcu: mamy najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne, nie mamy bezpłatnych tablet antykoncepcyjnych, opieki okołoporodowej, w szpitalach lekarz może odmówić ci zabiegu, bo powołuje się na klauzulę sumienia, jak zostaniesz zgwałcona, to chroni się sprawcę, a kobiecie sugeruje się, że prowokowała wyglądem. Jest mnóstwo do zmiany nie tylko w prawie, ale przede wszystkim w głowach konserwatywnych polityków, dla których kobieta to często nadal „słaba istota”, którą muszą się zaopiekować. 

A.K.: Czy bycie kobietą pomaga czy przeszkadza w polityce? Mierzysz się z seksizmem? 

To zależy. Na pewno kobiet powinno być zdecydowanie więcej w polityce. W polskim parlamencie jest nas teraz 29%, więc nawet nie zbliżamy się do połowy reprezentacji. Dlatego zachęcam kobiety do angażowania się w życie społeczne i polityczne na różnych szczeblach. Bo kto ma zadbać o nasze interesy jak nie my same? A jak pytasz mnie o seksizm w polityce, to powiem ci, że on jest nadal powszechny; jest wszechobecny, nie tylko w polityce. Nadal niestety jest mnóstwo stereotypów związanych z kobietami. Dużo pracy przed nami.

A.B.: Czy czujesz, że na sejmowych korytarzach musisz udowadniać, że bycie kobietą nie oznacza mniejszych kompetencji? 

Nadal tak. Od 2018 roku rozkładam na czynniki pierwsze kwestie przestępstw w polskim kościele. Gdy o tym mówię, podając fakty, słyszę, że atakuję kościół i że jestem kontrowersyjna. Gdy mówię o świeckim państwie, słyszę, że jestem radykalna. Gdy mówi to samo jakiś polityk czy ksiądz, opinia jest taka, że mówi to mąż stanu, jemu po prostu wolno. Ale zaznaczanie mniejszych kompetencji odbywa się nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak przedstawianie polityczek. Często słyszę: Poseł Krzysztof i nasza Joasia…

A.B.: To nieco z innej beczki. Czy polityczki w Polsce są dobrze ubrane? 

To naprawdę zależy, bo mamy różne gusta, ale to czego nie rozumiem i to, co mi się zdecydowanie nie podoba to „przebieranie się” za polityczkę. Często wygląda to bardzo sztucznie i widać, że ta osoba czuje się w tym ubiorze po prostu niewygodnie. Uważam, że niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, powinniśmy być po prostu sobą. 

A.B.: Twoje stylizacje są zawsze perfekcyjne. Dobrze skrojona marynarka, świetna fryzura i makijaż. Lubisz modę?

Zawsze lubiłam modę i śledziłam nowinki, ale nigdy nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że są modne. Nie kupowałam też nigdy rzeczy, na które mnie nie stać. Wolę mniej niż więcej i nigdy za wszelką cenę. Ale mam od lat swojego ulubionego fryzjera Tomka, który tnie włosy brzytwą. Dbam o siebie, ćwiczę na siłowni. Wychodzę z założenia, że nawet świetny ciuch czy makijaż nie ukryje niezdrowego ciała. Zdrowe ciało to zdrowa dusza i wtedy wystarczą trampki, dżinsy i biały T-shirt. 

A.B.: Jak dobierasz stylizacje? Masz kogoś do pomocy czy zdajesz się na swoje wyczucie stylu?

Odkąd pamiętam zawsze zakładam na siebie to, co ja chcę włożyć, a nie to, w czym chcą mnie widzieć inni. Czasami wbrew trendom, modom czy upodobaniom innych. Ja po prostu nie lubię jak mi ktoś coś narzuca. Zawsze na końcu to ja podejmuję decyzję zarówno w co się ubiorę, jak i co zrobię. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że ja od dziecka zawsze taka byłam. (śmiech) Z wiekiem stawiam zdecydowanie na wygodę, więc świadomie zrezygnowałam ze szpilek w sejmie na rzecz płaskich butów. Żadnych ciężkich torebek na ramię, tylko wygodny plecak. 

A.B.: Masz swoje „guru modowe”?

Nie mam jednego guru modowego, ale moją miłością wielką jest wszystko, co brytyjskie. Dlatego zawsze z uwagą obserwowałam Vivienne Westwood, ale i Katharine Hamnett, projektantkę znaną ze swoich politycznych T-shirtow, które uwielbiam. Lubię też Francuzkę Isabel Marant czy ciuchy sportowe od Stelli McCartney. Podoba mi się również styl Charlotte Gainsbourg czy Patti Smith. Jak widzisz kino i muzyka są dla mnie największą inspiracją, jeśli chodzi o to jak się noszę.  

Już dziś (03.06.) zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z Joanną Schering – Wielgus

ul. Młyńska 12

godz. 18:00

Wstęp wolny

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
Anna Bowsza

Anna Bowsza

REKLAMA
REKLAMA
Joanna Scheuring - Wielgus
REKLAMA
REKLAMA