Alicja Wasielewska | Determinacja jest kobietą

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

O utopii work-life balance, kobietach w świecie prawniczym i biznesie oraz o podróżach w poszukiwaniu autentycznych smaków opowiedziała nam Alicja Wasielewska, adwokatka i założycielka Kancelarii Wasielewska Adwokaci, przedsiębiorczyni, mama.

Rozmawia: Michał Gradowski | Zdjęcia: Jakub Wittchen

W swojej pracy specjalizuje się Pani we wspieraniu małych i średnich firm, wieloma z nich zarządzają kobiety, więc spróbujmy spojrzeć na biznes z kobiecej perspektywy. Zacznijmy od języka. Pani mecenas czy mecenaska? Pani sędzia czy sędzina? Czy w środowisku prawniczym feminatywy zyskują na popularności?

ALICJA WASIELEWSKA: W języku żywym, używanym choćby na sali sądowej, w rozmowach telefonicznych z kolegami z palestry czy klientami, w wymienianej korespondencji mailowej czy w trakcie negocjacji – coraz częściej tak. Ten mur w praktyce powoli się kruszy i feminatywy zaczynają się pojawiać, co cieszy.
Natomiast język aktów prawnych posługuje się wyłącznie rodzajem męskim. Ustawa o zawodzie lekarza definicyjnie stanowi tylko o lekarzach, nie o lekarkach, Karta Nauczyciela – tylko o nauczycielach. Ze względu na specyfikę języka prawnego oczywistym jest, że tu feminatywy nie pojawią się, a język nie ewoluuje, bo uzupełnienie aktów prawnych o określenia damskie sprawiłoby, że dokumenty te rozrosłyby się do jeszcze większych rozmiarów, niż obecnie.
Podobnie w pismach procesowych – utarło się, że często stosowana w nich formuła: „działając jako pełnomocnik”, zgodna z definicją kodeksową, która operuje wyłącznie pojęciem pełnomocnika, nie wskazuje na występowanie w sprawie kobiety adwokatki. Czy jednak stosowanie żeńskiej końcówki byłoby błędem? Nie, ale z pewnością nie przystawałoby do pojęcia stosowanego przez ustawę.

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

A wracając do pytania: pani mecenas, adwokatka – jak najbardziej, oby jak najczęściej, ale już sędzina, to żona sędziego, a nie kobieta, która orzeka w sądzie.
Parytety w palestrze? Tuż przed wojną w całej Polsce pracowało zaledwie 200 adwokatek…

Nie znam dokładnych statystyk, a wnioski mogę wysnuwać jedynie z własnych obserwacji, ale myślę, że proporcje są obecnie względnie zachowane.
Oczywiście czasem, na szczęście już coraz rzadziej, spotkać się można z przekonaniem, że dobry prawnik to mężczyzna, najlepiej starszy, dostojny, w garniturze i todze do ziemi. Takich twierdzeń jest już jednak coraz mniej, bo w tym zawodzie liczy się skuteczność, wiedza, doświadczenie i umiejętności, a nie płeć.

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

Według danych UE w 2020 r. kobiety stanowiły jedną trzecią (34%) managerów, mimo że była to prawie połowa zatrudnionych, a kobiety managerowie zarabiają o 23% mniej niż managerowie mężczyźni. Jak przełamywać te bariery?

Choć luka płacowa pomiędzy kobietami i mężczyznami jest faktem, potwierdzonym wieloma badaniami i raportami, to wciąż niektórzy kwestionują jej istnienie i zatrważające jest to, że my, kobiety, nadal musimy je udowadniać. A problem jest gigantyczny, bo luka nie maleje i prognozuje się, że jej wyrównanie może potrwać 130 lat. Od początku prowadzę biznes w ramach własnej działalności i samodzielnie kształtuję wysokość swojego wynagrodzenia, więc luka płacowa nie dotyczy mnie bezpośrednio. Ustalając jednak wynagrodzenie pracowników, biorę pod uwagę identyczne kryteria – zaangażowanie w realizowanie celów, posiadane wykształcenie, doświadczenie, umiejętności. Płeć nie ma żadnego znaczenia. Chciałabym, choć to na razie życzeniowe myślenie, aby na rynku pracy kobiety mogły liczyć na równe traktowanie, żeby po powrocie z urlopu macierzyńskiego miały szansę awansu na tych samych zasadach, jak mężczyźni, którzy nie mieli przerwy w pracy, ale wciąż mamy w tym obszarze wiele do zrobienia.

Czy są takie dziedziny, na przykład prawo rodzinne, w których lepiej sprawdzają się prawniczki niż prawnicy? A może kobiety skuteczniej prowadzą mediacje?

Wydaje się, że więcej kobiet zajmuje się sprawami rodzinnymi, dotyczącymi choćby regulowania kontaktów rodziców z dziećmi, ale wynika to na pewno ze specyfiki tych spraw. Są one mocno angażujące w sferze emocjonalnej, działa się trochę na granicy prawa i psychologii, a fakt, że kobiety są stereotypowo postrzegane jako bardziej empatyczne i o lepiej rozwiniętych umiejętnościach interpersonalnych, na pewno nie pozostaje bez znaczenia.
W przypadku mediacji, które zyskują na popularności, często mamy do czynienia z mediatorkami. Moja praktyka pokazuje jednak, że do stołu negocjacyjnego w charakterze stron nie zasiadają tylko kobiety. Wręcz przeciwnie – wszystkie ostatnie mediacje, w których brałam ostatnio udział, dotyczyły podmiotów zarządzanych przez mężczyzn. Tu reguła jest jednak jasna – jeśli klient ma zaufanie do swojej adwokatki/adwokata, a ten sugeruje skorzystanie z mediacji, to klient, bez względu na swoją płeć, zdaje się na tę rekomendację.

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

Kobiety mają trudniej – w środowisku prawniczym i w biznesie?

Utopijnym byłoby uznanie, że w każdej sferze kobiety działają na tych samych zasadach co mężczyźni. Niestety cały czas muszą udowadniać, że nie ustępują mężczyznom pod względem przygotowania do bycia częścią prawniczego czy biznesowego świata. Kiedy prowadzę negocjacje w imieniu klienta zdarza się, że towarzyszą mi sami mężczyźni. Przyjęło się, że kiedy przy stole siedzi mężczyzna, to oczywistym jest, że będzie twardym negocjatorem, broniącym swoich racji. Kobieta nierzadko musi przekonać do siebie współtowarzyszy, udowodnić na wstępie, że jest wystarczająco dobra, aby w tych negocjacjach brać udział.
Mam wielką przyjemność obserwować kobiety aktywnie działające w biznesie – doświadczone już managerki i młode dziewczyny, które dopiero zaczynają rozwijać swoje firmy. Współpracuję z przedsiębiorczyniami, które tworzą rodzinne biznesy. To wspaniałe móc patrzeć jak matka z córką wzajemnie się inspirują, dzielą obowiązkami, skutecznie łączą budowanie relacji rodzinnych i zawodowych. To kobiety z różnych branż – biżuteryjnej, kosmetycznej, zajmujące się nieruchomościami. Wszystkie łączy jednak wyjątkowa determinacja – wiedzą co chcą osiągnąć, mają obrany cel i dążą do jego realizacji. Są także otwarte na dialog, rady z zewnątrz, na współdziałanie, nowe inicjatywy i innowacyjne projekty. Fakt, że mam ten przywilej, by podpatrywać kobiety w biznesie, które potrafią też znaleźć czas na życie prywatne i pasje, dbają o balans i stabilność, jest dla mnie dużą inspiracją.

Czy ten balans jest w dzisiejszych czasach realnym celem?

Odchodzi się już na szczęście od tej powtarzanej jak mantra kalki „work-life balance”, to mit, który nie istnieje i któremu trudno sprostać. Kiedy prowadzi się własną firmę, trudno jest wyjść z pracy i w tym samym momencie przestać o niej myśleć. Kiedy sygnuje się jakiś projekt swoim nazwiskiem, kiedy ta finalna odpowiedzialność za sukces albo porażkę spoczywa na naszych barkach, nie jest łatwo zatrzasnąć drzwi kancelarii i przestawić myślenie z toru zawodowego na tor prywatny. Mam jednak dwójkę cudownych dzieci i to dla nich, ale też dla własnego zdrowia psychicznego i fizycznego, muszę dbać o to przysłowiowe „zamykanie za sobą drzwi kancelarii”. To oczywiście wymaga dobrej logistyki, planowania i wysiłku, jasne jest też, że łatwiej zarządzać mi swoim czasem, gdy sama jestem sobie szefową. Na szczęście mam wyrozumiałych klientów, którzy wiedzą i rozumieją, że balans jest ważny. Zdarzają się natomiast sytuacje nagłe, nieprzewidziane, więc pożary także muszę czasem gasić, ale są to wyjątki, nie reguła.

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

Praca z klientem biznesowym nauczyła mnie, że istotne jest ustalenie jasnych zasad współpracy, zbudowanie zaufania i wypracowanie metod działania, które będą służyć obu stronom. Wychodząc z takich podwalin, łatwiej jest dbać o komfort pracy, a w konsekwencji życia.
Dla zachowania balansu ważne jest też dla mnie to, aby umieć wygospodarować czas zarówno dla swoich bliskich, jak i tylko dla siebie. Uwielbiamy rodzinnie podróżować, pokazywać dzieciom świat i budować wspomnienia. Gdy nie ma czasu na dalsze podróże, zabieramy rowery i zwiedzamy okolicę. Dzieci zaraziłam też magią „Harrego Pottera” – zaczęliśmy przygodę, wspólnie czytając egzemplarz, który ja dostałam od swoich rodziców niemal 20 lat temu, kolejne części pochłaniają już same. Nic też mnie tak nie odpręża jak intensywny trening – bieganie, HIIT, pilates, trening siłowy – to dobra forma zresetowania zmęczonej głowy. Od zawsze relaks znajduję w książkach – uwielbiam reportaże, zwłaszcza Wydawnictwa Czarne. Jestem zafascynowana Bliskim Wschodem, dlatego czytając książki Pawła Smoleńskiego (polecam choćby „Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie”) czuję się, jakbym podróżowała do Izraela czy Iraku.
Bliskie są mi też nordyckie, zimne klimaty i skandynawska szkoła kryminału. Sztokholm zwiedzałam śladami Stiega Larssona, zaczytywałam się w książkach Henninga Mankella, a w liceum w kryminałach Aleksandry Marininy i marzyłam o podróży koleją transsyberyjską. Obecnie myślami jestem na Grenlandii za sprawą reportażu „Migot. Z krańca Grenlandii” Ilony Wiśniewskiej.

Podobno gdyby nie prawo, najpewniej spełniałaby się Pani jako krytyczka kulinarna?

Tak, każdy, kto mnie zna, wie, że o jedzeniu mogłabym mówić godzinami. Uwielbiam podróżować i najczęściej są to podróże w poszukiwaniu nowych smaków.
Jednym z unikatowych kulinarnych przeżyć była bez wątpienia kolacja w kopenhaskiej restauracji Noma, która w prestiżowym rankingu magazynu „Restaurant” wielokrotnie wybierana była najlepszą restauracją świata. W tej formule restauracja już nie istnieje, obecnie Rene Redzepi – szef kuchni i guru w świecie gastronomii, otworzył kulinarny pop-up w Kioto. Tym bardziej jest więc to magiczne doświadczenie – wiedzieć, że byłam cząstką kulinarnej historii.
Noma zlokalizowana była w starym magazynie na nabrzeżu Christianshavn i hołdowała zasadzie sezonowości i lokalności. Jedzenie owszem, było znakomite, ale wizyta w tej restauracji stanowiła doświadczenie wykraczające poza doznania kulinarne. Posadzono nas przy stoliku z czterema innymi parami, m.in. z Kanady, Japonii i Hiszpanii. Możliwość skonfrontowania własnych poglądów kulinarnych z ludźmi z całego świata, zobaczenia jak osoby z różnych kręgów kulturowych odmiennie interpretują smaki, jakie skojarzenia kulinarne wynikające ze specyfiki kuchni, na której się wychowali, przywołują serwowane dania, to była wielka przyjemność. Na zakończenie zabrano nas na zaplecze restauracji, gdzie czułam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami.

W kuchni szukam autentyczności, świeżości. Lubię zjeść w małej knajpce w Neapolu z trzema stolikami na krzyż, z obrusami w biało-czerwoną kratę i nonną mieszającą makaron, w której jadają lokalsi. Takie doświadczenie przeżyłam ostatnio w Ammanie, w Jordanii. Jadąc z lotniska poprosiłam taksówkarza, by zawiózł nas na obiad do miejsca, w którym zjemy razem z miejscowymi. Trafiliśmy do restauracji wypełnionej Jordańczykami, bez ani jednego turysty, o wystroju dalekim od restauracji popularnych na Instagramie. Jedzenie było wyjątkowe, świeże, fantastycznie doprawione, autentyczne. W Miami natomiast mieliśmy z kolei okazję spróbować meksykańskiego street foodu za kilka dolarów. Miejsce było tak popularne wśród mieszkańców, że ustawiała się do niego długa kolejka klientów.
Jedzenie z pewnością jednoczy ludzi, a turystyka, także ta gastronomiczna, pomaga spojrzeć na świat i rzeczy ważne z zupełnie nowej perspektywy.

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci
REKLAMA
REKLAMA

Joanna Scheuring-Wielgus | Chcę nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie

Joanna Scheuring - Wielgus

Polityczka, działaczka samorządowa i społeczna, która swoją karierę rozpoczynała jako manager kultury. Dziś jest wiceministrą kultury i liderką listy lewicy z województwa wielkopolskiego do Parlamentu Europejskiego. O wyzwaniach stojących przed Europą, sytuacji kobiet w Polsce, planach na siebie w Brukseli, ale także o modzie i o tym, co jej się podoba w Poznaniu opowiada Joanna Scheuring-Wielgus. 

Rozmawiają: Anna Bowsza oraz Alicja Kulbicka 

Zdjęcia: Materiały prywatne J.Sz.-W.

Anna Bowsza: Pełnisz dzisiaj funkcję wiceministry kultury. Dlaczego Ministerstwo Kultury jest Ci tak bliskie? 

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Przed wejściem do polityki zawodowo zajmowałam się kulturą, więc objęcie stanowiska ministry w tym resorcie było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Współpracowałam przez lata z ministerstwem z tej drugiej strony jako managerka artystów, producentka spektakli, koncertów czy wystaw, więc teraz uzupełniam swoją wiedzę i doświadczenie o ten obszar działania, ale z tej drugiej strony, czyli rządowy. 

Alicja Kulbicka: A jednak zdecydowałaś się na kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wybory do europarlamentu są niezwykle ważne. Szczególnie te, które przed nami. Widzisz przecież, co się dzieje: wojna w Ukrainie, w strefie gazy, wzrost radykalnych nastrojów na całym świecie, wielka niewiadoma wyborów w Stanach Zjednoczonych, dojście do władzy w Europie proputinowskich ugrupowań. Czuć w powietrzu niepokój i lęk przed światowym konfliktem. Wyobraź sobie, co by się teraz działo w Polsce jakbyśmy nie byli w UE czy w sojuszu natowskim? Dlatego ważne jest to, aby w tej kadencji PE znaleźli się reprezentanci z Polski, którzy są skuteczni, odważni i silni. Ci, którzy zadbają zarówno o silną Polskę w Europie, jak i silną Unię Europejską na świecie. Ja taka jestem. Poza tym moja działalność polityczna to walka o dobrą przyszłość dla moich dzieci. Może to kolokwialne, ale chcę, aby trójka moich chłopków żyła w spokojnym świecie. 

A.K.: Pochodzisz z Torunia, startujesz z Poznania. Dlaczego?

Wybory do europarlamentu to zupełnie inne wybory niż te parlamentarne czy samorządowe. Wybieramy tylko 53 parlamentarzystów, Polska jest jakby jednym okręgiem, dlatego każda partia wystawia najsilniejsze nazwiska w każdym okręgu.  Mi przypadła Wielkopolska i bardzo się z tego cieszę, bo częściej zdarzało mi się u Was bywać niż w innych regionach Polski. Poza tym moja mama i rodzina od strony dziadka pochodzi z Wielkopolski.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Co Ci się w naszym mieście podoba? 

Jak byłam na studiach to wyjazd do Gdańska czy właśnie do Poznania był dla mnie jak wyjazd do Europy. To z Poznania wyruszałam autokarem na saksy do Londynu, to w Poznaniu mieliśmy pierwsze ogólnopolskie spotkanie ruchów miejskich, z których się wywodzę. Ogólnie Wielkopolska kojarzy mi się od zawsze z estetyką, porządkiem i zaradnością. A najbardziej z Poznania lubię rogale marcińskie!  (śmiech)

A.B.: Czym zamierzasz zająć się w Brukseli? Z jakim programem startujesz?

Bardzo chciałabym kontynuować swoją ministerialną pracę w komisji kultury i mediów. Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, chociażby w kwestii statusu zawodowego artysty czy ubezpieczeń dla ludzi kultury. Ale oczywiście jest mi również bliska kwestia równouprawnienia i praw kobiet. Dlatego chcę wprowadzić Kartę Praw Kobiet Unii Europejskiej, która zagwarantowałaby każdej kobiecie w Europie prawo do legalnej, bezpiecznej, powszechnej opieki aborcyjnej. Ponadto chcę wprowadzenia przez państwa członkowskie regulacji ochronnych dla tych grup kobiet, które są szczególnie narażone na przemoc i wyzysk. A jeśli chodzi o program Lewicy to znajdziesz szczegółowy na naszej stronie lewica2024.eu To nasza wizja Europy i Polski w Europie.

A.K.: Ośmiu na 10 Europejczyków uważa, że te wybory są wyjątkowo ważne w obliczu toczącej się wojny Rosji przeciwko Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie – wynika tak z Eurobarometru, przedwyborczego badania unijnej opinii publicznej. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, będzie to oznaczało wzrost o 10 pp. w stosunku do wyborów w 2019 r. w całej Europie. Dlaczego udział w eurowyborach jest tak ważny?

W ogóle głosowanie w jakichkolwiek wyborach to wielki przywilej, który akurat my, kobiety, wywalczyłyśmy 100 lat temu! Głosując – decydujesz. Głosując – masz wpływ. Potem oceniasz i masz prawo wymagać. Dla mnie głosowanie to świąteczny i ważny dzień. Tak jak powiedziałaś, te wybory są szczególnie ważne, bo sytuacja na świecie jest niestabilna i naszym zadaniem jest odsunąć ten trend i wybrać takich ludzi do PE, którzy zagwarantują nam bezpieczeństwo i będą podejmować dobre decyzje dla nas i dla Europy. Silna Europa to silna Polska, nie mam co do tego wątpliwości.

A.K.: 20 lat Polski w Unii Europejskiej. Jesteś przedstawicielką ugrupowania, które Polskę do UE wprowadziło. Pamiętasz ten dzień? 

Oczywiście! Po głosowaniu zrobiliśmy z mężem w naszym ogrodzie imprezę dla znajomych. Bardzo się cieszyłam, bo będąc studentką marzyłam o tym, aby być pełnoprawną obywatelką UE. Irytowało mnie na granicy, że traktują nas, Polaków, jak osoby drugiej kategorii. Tak się czułam, jeżdżąc podczas studiów do Londynu i pracując tam na czarno. Patrząc teraz na Ukrainę, wyobraź sobie, co by było teraz w Polsce, gdyby Lewica nie wprowadziła nas do UE i nie zawiązała sojuszu z NATO? Strach nawet myśleć.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Czy Polacy nadal są euroentuzjastami?

Na szczęście nadal tak, ale widać i słychać ze strony radyklanej prawicy chęć wyprowadzenia Polski z UE. To byłyby kolosalny błąd. Dlatego ważne jest, aby nie dać się zwieść tym populistycznym hasłom. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię. Nagonka, manipulacja i kłamstwa doprowadziły do zmiany nastawienia Brytyjczyków, co w efekcie skończyło się Brexitem, którego nikt na serio nie traktował, a się wydarzył. Teraz coraz częściej na Wyspach mówi się o powrocie do wspólnoty europejskiej i słychać żal wśród ludzi, którzy zdecydowanie żałują decyzji o wyjściu z UE. 

A.K.: Jednak dziś po 20 latach bycia częścią europejskiej rodziny, a po ośmiu latach rządzenia w Polsce przez populistów, obserwujemy wzrost nastrojów antyunijnych. Sporo mówi się o „narzucaniu nam prawa” przez unijnych biurokratów, rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi, pasjonaci motoryzacji sceptycznie podchodzą do zapowiedzianej elektromobilności, ostatnią zmianą, która dotknęła konsumentów są… plastikowe nakrętki przytwierdzone na stałe do butelek. I choć te zmiany zapewne istotne z punktu widzenia zmian klimatycznych są tym, co powinno stanowić priorytet. Czy właśnie nie działania „nakazowe” są tym, co nas od Unii odpycha? 

Zacznijmy od tego, dlaczego stworzono Zielony Ład? Wszyscy chcemy oddychać czystym powietrzem, jeść zdrową żywność bez chemii. Chcemy, aby woda płynęła w kranach, a nie była luksusem. Takie były cele Zielonego Ładu. I tych celów będę broniła. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno. Zabrakło odpowiedniej komunikacji. Zabrakło rozmowy z rolnikami, ale to kamyczek do ogródka komisarza Wojciechowskiego z PiS. Uważam, że niektóre decyzje wymagają ponownego przemyślenia. Mam na myśli chociażby zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 r. Trzeba wspierać elektromobilność, ale chyba nie poprzez zakazy.  Dlatego jako Lewica opowiadamy się za zrobieniem kroku wstecz w sprawie tej regulacji. Trzeba rozwiać społeczne obawy ludzi czy za 11 lat będą mogli jeździć samochodem. Będą mogli. Ważne jest też, aby rozwijać transport publiczny, który jest dla wszystkich. Są na to środki z KPO. W Polsce 13 mln ludzi jest wykluczonych komunikacyjnie. Europa powinna być o korzyściach, nie o zakazach.

A.K.: Jak widzisz Unię Europejską w perspektywie 5-10 lat? 

Marzę o Europie silnej i zjednoczonej. UE to dla mnie nie tylko zbiór państw, to nie tylko walka mocarstw, dyplomacja i spotkania na szczycie. UE to przede wszystkim człowiek, jego codzienność i jego potrzeby. Dziś potrzebujemy zmiany działania Unii tak, by korzyści z naszej wspólnoty płynęły bezpośrednio do nas i naszych najbliższych. Zbyt często politycy skupiają się na wielkich regulacjach, a zbyt rzadko myślą o tym, aby zapewnić zielony skwer w naszej okolicy, dostępny żłobek czy nowe mieszkanie na start dla młodych. O tym powinna być Europa, o tym powinna być Unia, o tym powinna być nowoczesna Polska w zjednoczonej Europie. Takiej Polski w Europie chcę ja i Lewica. Jednocześnie rozumiem, że UE potrzebuje korekty. Czas, by stała się instytucją bliższą naszym codziennym sprawom. Mniej spotkań na szczycie czy za zamkniętymi drzwiami, a więcej przejrzystości i demokracji.

A.K.: Jesteś socjolożką, z racji wyuczonego zawodu myślę, że widzisz szerzej niż inni zachodzące w Polsce zmiany. Czy polskie społeczeństwo się liberalizuje i staje się coraz bardziej tolerancyjne?

Zdecydowanie. Polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne niż politycy, których potem to społeczeństwo wybiera. Bardzo dobrze to widać chociażby na przykładzie zmiany stanowiska dotyczącego liberalizacji prawa aborcyjnego. W 2016 roku, jak odbywały się pierwsze protesty, zwolenników takiego prawa było około 30%, teraz te wyniki dochodzą często do 80%. Zmienia się również w ekspresowym tempie nasz stosunek do kościoła. Pustoszeją świątynie, młodzież wypisuje się z lekcji religii, ludzie rezygnują ze ślubów kościelnych i coraz mniej osób przyjmuje księdza na tzw. kolędzie. Niektóre badania plasują Polskę na pierwszym miejscu wśród najszybciej laicyzujących się krajów świata. To zasługa samego kościoła, który po 1989 r. próbował układać się z różnymi rządami, ale ostatnich osiem lat jest jednak pod tym względem wyjątkowych. Nie wspomnę już o przestępstwach i nadużyciach w kościele, o których dowiadujemy się bardzo często. 

Joanna Scheruing - Wielgus, Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek na Marszu Równości

A.K.: Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w Polsce? Jesteś wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, partii, której dobro kobiet leży bardzo na sercu. Startujesz do Parlamentu Europejskiego z Poznania, który jest raczej miastem liberalnym i otwartym. Jednak Polska to nie tylko duże miasta… 

No właśnie. Dobrze, że zwracasz na to uwagę, bo my na lewicy z naszymi postulatami kobiecymi zwracamy się właśnie do tych, którzy są pozostawieni sami sobie, są w tyle. Standardowo jak jesteś z miasta, to masz więcej możliwości, jak dobrze zarabiasz to stać cię na więcej, jak nie jesteś samotna, jest ci łatwiej. Gdy porównamy opiekę państwa dla Polek do opieki dla kobiet w innych krajach, to Polki są na szarym końcu: mamy najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne, nie mamy bezpłatnych tablet antykoncepcyjnych, opieki okołoporodowej, w szpitalach lekarz może odmówić ci zabiegu, bo powołuje się na klauzulę sumienia, jak zostaniesz zgwałcona, to chroni się sprawcę, a kobiecie sugeruje się, że prowokowała wyglądem. Jest mnóstwo do zmiany nie tylko w prawie, ale przede wszystkim w głowach konserwatywnych polityków, dla których kobieta to często nadal „słaba istota”, którą muszą się zaopiekować. 

A.K.: Czy bycie kobietą pomaga czy przeszkadza w polityce? Mierzysz się z seksizmem? 

To zależy. Na pewno kobiet powinno być zdecydowanie więcej w polityce. W polskim parlamencie jest nas teraz 29%, więc nawet nie zbliżamy się do połowy reprezentacji. Dlatego zachęcam kobiety do angażowania się w życie społeczne i polityczne na różnych szczeblach. Bo kto ma zadbać o nasze interesy jak nie my same? A jak pytasz mnie o seksizm w polityce, to powiem ci, że on jest nadal powszechny; jest wszechobecny, nie tylko w polityce. Nadal niestety jest mnóstwo stereotypów związanych z kobietami. Dużo pracy przed nami.

A.B.: Czy czujesz, że na sejmowych korytarzach musisz udowadniać, że bycie kobietą nie oznacza mniejszych kompetencji? 

Nadal tak. Od 2018 roku rozkładam na czynniki pierwsze kwestie przestępstw w polskim kościele. Gdy o tym mówię, podając fakty, słyszę, że atakuję kościół i że jestem kontrowersyjna. Gdy mówię o świeckim państwie, słyszę, że jestem radykalna. Gdy mówi to samo jakiś polityk czy ksiądz, opinia jest taka, że mówi to mąż stanu, jemu po prostu wolno. Ale zaznaczanie mniejszych kompetencji odbywa się nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak przedstawianie polityczek. Często słyszę: Poseł Krzysztof i nasza Joasia…

A.B.: To nieco z innej beczki. Czy polityczki w Polsce są dobrze ubrane? 

To naprawdę zależy, bo mamy różne gusta, ale to czego nie rozumiem i to, co mi się zdecydowanie nie podoba to „przebieranie się” za polityczkę. Często wygląda to bardzo sztucznie i widać, że ta osoba czuje się w tym ubiorze po prostu niewygodnie. Uważam, że niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, powinniśmy być po prostu sobą. 

A.B.: Twoje stylizacje są zawsze perfekcyjne. Dobrze skrojona marynarka, świetna fryzura i makijaż. Lubisz modę?

Zawsze lubiłam modę i śledziłam nowinki, ale nigdy nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że są modne. Nie kupowałam też nigdy rzeczy, na które mnie nie stać. Wolę mniej niż więcej i nigdy za wszelką cenę. Ale mam od lat swojego ulubionego fryzjera Tomka, który tnie włosy brzytwą. Dbam o siebie, ćwiczę na siłowni. Wychodzę z założenia, że nawet świetny ciuch czy makijaż nie ukryje niezdrowego ciała. Zdrowe ciało to zdrowa dusza i wtedy wystarczą trampki, dżinsy i biały T-shirt. 

A.B.: Jak dobierasz stylizacje? Masz kogoś do pomocy czy zdajesz się na swoje wyczucie stylu?

Odkąd pamiętam zawsze zakładam na siebie to, co ja chcę włożyć, a nie to, w czym chcą mnie widzieć inni. Czasami wbrew trendom, modom czy upodobaniom innych. Ja po prostu nie lubię jak mi ktoś coś narzuca. Zawsze na końcu to ja podejmuję decyzję zarówno w co się ubiorę, jak i co zrobię. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że ja od dziecka zawsze taka byłam. (śmiech) Z wiekiem stawiam zdecydowanie na wygodę, więc świadomie zrezygnowałam ze szpilek w sejmie na rzecz płaskich butów. Żadnych ciężkich torebek na ramię, tylko wygodny plecak. 

A.B.: Masz swoje „guru modowe”?

Nie mam jednego guru modowego, ale moją miłością wielką jest wszystko, co brytyjskie. Dlatego zawsze z uwagą obserwowałam Vivienne Westwood, ale i Katharine Hamnett, projektantkę znaną ze swoich politycznych T-shirtow, które uwielbiam. Lubię też Francuzkę Isabel Marant czy ciuchy sportowe od Stelli McCartney. Podoba mi się również styl Charlotte Gainsbourg czy Patti Smith. Jak widzisz kino i muzyka są dla mnie największą inspiracją, jeśli chodzi o to jak się noszę.  

Już dziś (03.06.) zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z Joanną Schering – Wielgus

ul. Młyńska 12

godz. 18:00

Wstęp wolny

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
Anna Bowsza

Anna Bowsza

REKLAMA
REKLAMA
Joanna Scheuring - Wielgus
REKLAMA
REKLAMA