Alicja Wasielewska | Determinacja jest kobietą

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

O utopii work-life balance, kobietach w świecie prawniczym i biznesie oraz o podróżach w poszukiwaniu autentycznych smaków opowiedziała nam Alicja Wasielewska, adwokatka i założycielka Kancelarii Wasielewska Adwokaci, przedsiębiorczyni, mama.

Rozmawia: Michał Gradowski | Zdjęcia: Jakub Wittchen

W swojej pracy specjalizuje się Pani we wspieraniu małych i średnich firm, wieloma z nich zarządzają kobiety, więc spróbujmy spojrzeć na biznes z kobiecej perspektywy. Zacznijmy od języka. Pani mecenas czy mecenaska? Pani sędzia czy sędzina? Czy w środowisku prawniczym feminatywy zyskują na popularności?

ALICJA WASIELEWSKA: W języku żywym, używanym choćby na sali sądowej, w rozmowach telefonicznych z kolegami z palestry czy klientami, w wymienianej korespondencji mailowej czy w trakcie negocjacji – coraz częściej tak. Ten mur w praktyce powoli się kruszy i feminatywy zaczynają się pojawiać, co cieszy.
Natomiast język aktów prawnych posługuje się wyłącznie rodzajem męskim. Ustawa o zawodzie lekarza definicyjnie stanowi tylko o lekarzach, nie o lekarkach, Karta Nauczyciela – tylko o nauczycielach. Ze względu na specyfikę języka prawnego oczywistym jest, że tu feminatywy nie pojawią się, a język nie ewoluuje, bo uzupełnienie aktów prawnych o określenia damskie sprawiłoby, że dokumenty te rozrosłyby się do jeszcze większych rozmiarów, niż obecnie.
Podobnie w pismach procesowych – utarło się, że często stosowana w nich formuła: „działając jako pełnomocnik”, zgodna z definicją kodeksową, która operuje wyłącznie pojęciem pełnomocnika, nie wskazuje na występowanie w sprawie kobiety adwokatki. Czy jednak stosowanie żeńskiej końcówki byłoby błędem? Nie, ale z pewnością nie przystawałoby do pojęcia stosowanego przez ustawę.

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

A wracając do pytania: pani mecenas, adwokatka – jak najbardziej, oby jak najczęściej, ale już sędzina, to żona sędziego, a nie kobieta, która orzeka w sądzie.
Parytety w palestrze? Tuż przed wojną w całej Polsce pracowało zaledwie 200 adwokatek…

Nie znam dokładnych statystyk, a wnioski mogę wysnuwać jedynie z własnych obserwacji, ale myślę, że proporcje są obecnie względnie zachowane.
Oczywiście czasem, na szczęście już coraz rzadziej, spotkać się można z przekonaniem, że dobry prawnik to mężczyzna, najlepiej starszy, dostojny, w garniturze i todze do ziemi. Takich twierdzeń jest już jednak coraz mniej, bo w tym zawodzie liczy się skuteczność, wiedza, doświadczenie i umiejętności, a nie płeć.

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

Według danych UE w 2020 r. kobiety stanowiły jedną trzecią (34%) managerów, mimo że była to prawie połowa zatrudnionych, a kobiety managerowie zarabiają o 23% mniej niż managerowie mężczyźni. Jak przełamywać te bariery?

Choć luka płacowa pomiędzy kobietami i mężczyznami jest faktem, potwierdzonym wieloma badaniami i raportami, to wciąż niektórzy kwestionują jej istnienie i zatrważające jest to, że my, kobiety, nadal musimy je udowadniać. A problem jest gigantyczny, bo luka nie maleje i prognozuje się, że jej wyrównanie może potrwać 130 lat. Od początku prowadzę biznes w ramach własnej działalności i samodzielnie kształtuję wysokość swojego wynagrodzenia, więc luka płacowa nie dotyczy mnie bezpośrednio. Ustalając jednak wynagrodzenie pracowników, biorę pod uwagę identyczne kryteria – zaangażowanie w realizowanie celów, posiadane wykształcenie, doświadczenie, umiejętności. Płeć nie ma żadnego znaczenia. Chciałabym, choć to na razie życzeniowe myślenie, aby na rynku pracy kobiety mogły liczyć na równe traktowanie, żeby po powrocie z urlopu macierzyńskiego miały szansę awansu na tych samych zasadach, jak mężczyźni, którzy nie mieli przerwy w pracy, ale wciąż mamy w tym obszarze wiele do zrobienia.

Czy są takie dziedziny, na przykład prawo rodzinne, w których lepiej sprawdzają się prawniczki niż prawnicy? A może kobiety skuteczniej prowadzą mediacje?

Wydaje się, że więcej kobiet zajmuje się sprawami rodzinnymi, dotyczącymi choćby regulowania kontaktów rodziców z dziećmi, ale wynika to na pewno ze specyfiki tych spraw. Są one mocno angażujące w sferze emocjonalnej, działa się trochę na granicy prawa i psychologii, a fakt, że kobiety są stereotypowo postrzegane jako bardziej empatyczne i o lepiej rozwiniętych umiejętnościach interpersonalnych, na pewno nie pozostaje bez znaczenia.
W przypadku mediacji, które zyskują na popularności, często mamy do czynienia z mediatorkami. Moja praktyka pokazuje jednak, że do stołu negocjacyjnego w charakterze stron nie zasiadają tylko kobiety. Wręcz przeciwnie – wszystkie ostatnie mediacje, w których brałam ostatnio udział, dotyczyły podmiotów zarządzanych przez mężczyzn. Tu reguła jest jednak jasna – jeśli klient ma zaufanie do swojej adwokatki/adwokata, a ten sugeruje skorzystanie z mediacji, to klient, bez względu na swoją płeć, zdaje się na tę rekomendację.

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

Kobiety mają trudniej – w środowisku prawniczym i w biznesie?

Utopijnym byłoby uznanie, że w każdej sferze kobiety działają na tych samych zasadach co mężczyźni. Niestety cały czas muszą udowadniać, że nie ustępują mężczyznom pod względem przygotowania do bycia częścią prawniczego czy biznesowego świata. Kiedy prowadzę negocjacje w imieniu klienta zdarza się, że towarzyszą mi sami mężczyźni. Przyjęło się, że kiedy przy stole siedzi mężczyzna, to oczywistym jest, że będzie twardym negocjatorem, broniącym swoich racji. Kobieta nierzadko musi przekonać do siebie współtowarzyszy, udowodnić na wstępie, że jest wystarczająco dobra, aby w tych negocjacjach brać udział.
Mam wielką przyjemność obserwować kobiety aktywnie działające w biznesie – doświadczone już managerki i młode dziewczyny, które dopiero zaczynają rozwijać swoje firmy. Współpracuję z przedsiębiorczyniami, które tworzą rodzinne biznesy. To wspaniałe móc patrzeć jak matka z córką wzajemnie się inspirują, dzielą obowiązkami, skutecznie łączą budowanie relacji rodzinnych i zawodowych. To kobiety z różnych branż – biżuteryjnej, kosmetycznej, zajmujące się nieruchomościami. Wszystkie łączy jednak wyjątkowa determinacja – wiedzą co chcą osiągnąć, mają obrany cel i dążą do jego realizacji. Są także otwarte na dialog, rady z zewnątrz, na współdziałanie, nowe inicjatywy i innowacyjne projekty. Fakt, że mam ten przywilej, by podpatrywać kobiety w biznesie, które potrafią też znaleźć czas na życie prywatne i pasje, dbają o balans i stabilność, jest dla mnie dużą inspiracją.

Czy ten balans jest w dzisiejszych czasach realnym celem?

Odchodzi się już na szczęście od tej powtarzanej jak mantra kalki „work-life balance”, to mit, który nie istnieje i któremu trudno sprostać. Kiedy prowadzi się własną firmę, trudno jest wyjść z pracy i w tym samym momencie przestać o niej myśleć. Kiedy sygnuje się jakiś projekt swoim nazwiskiem, kiedy ta finalna odpowiedzialność za sukces albo porażkę spoczywa na naszych barkach, nie jest łatwo zatrzasnąć drzwi kancelarii i przestawić myślenie z toru zawodowego na tor prywatny. Mam jednak dwójkę cudownych dzieci i to dla nich, ale też dla własnego zdrowia psychicznego i fizycznego, muszę dbać o to przysłowiowe „zamykanie za sobą drzwi kancelarii”. To oczywiście wymaga dobrej logistyki, planowania i wysiłku, jasne jest też, że łatwiej zarządzać mi swoim czasem, gdy sama jestem sobie szefową. Na szczęście mam wyrozumiałych klientów, którzy wiedzą i rozumieją, że balans jest ważny. Zdarzają się natomiast sytuacje nagłe, nieprzewidziane, więc pożary także muszę czasem gasić, ale są to wyjątki, nie reguła.

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci

Praca z klientem biznesowym nauczyła mnie, że istotne jest ustalenie jasnych zasad współpracy, zbudowanie zaufania i wypracowanie metod działania, które będą służyć obu stronom. Wychodząc z takich podwalin, łatwiej jest dbać o komfort pracy, a w konsekwencji życia.
Dla zachowania balansu ważne jest też dla mnie to, aby umieć wygospodarować czas zarówno dla swoich bliskich, jak i tylko dla siebie. Uwielbiamy rodzinnie podróżować, pokazywać dzieciom świat i budować wspomnienia. Gdy nie ma czasu na dalsze podróże, zabieramy rowery i zwiedzamy okolicę. Dzieci zaraziłam też magią „Harrego Pottera” – zaczęliśmy przygodę, wspólnie czytając egzemplarz, który ja dostałam od swoich rodziców niemal 20 lat temu, kolejne części pochłaniają już same. Nic też mnie tak nie odpręża jak intensywny trening – bieganie, HIIT, pilates, trening siłowy – to dobra forma zresetowania zmęczonej głowy. Od zawsze relaks znajduję w książkach – uwielbiam reportaże, zwłaszcza Wydawnictwa Czarne. Jestem zafascynowana Bliskim Wschodem, dlatego czytając książki Pawła Smoleńskiego (polecam choćby „Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie”) czuję się, jakbym podróżowała do Izraela czy Iraku.
Bliskie są mi też nordyckie, zimne klimaty i skandynawska szkoła kryminału. Sztokholm zwiedzałam śladami Stiega Larssona, zaczytywałam się w książkach Henninga Mankella, a w liceum w kryminałach Aleksandry Marininy i marzyłam o podróży koleją transsyberyjską. Obecnie myślami jestem na Grenlandii za sprawą reportażu „Migot. Z krańca Grenlandii” Ilony Wiśniewskiej.

Podobno gdyby nie prawo, najpewniej spełniałaby się Pani jako krytyczka kulinarna?

Tak, każdy, kto mnie zna, wie, że o jedzeniu mogłabym mówić godzinami. Uwielbiam podróżować i najczęściej są to podróże w poszukiwaniu nowych smaków.
Jednym z unikatowych kulinarnych przeżyć była bez wątpienia kolacja w kopenhaskiej restauracji Noma, która w prestiżowym rankingu magazynu „Restaurant” wielokrotnie wybierana była najlepszą restauracją świata. W tej formule restauracja już nie istnieje, obecnie Rene Redzepi – szef kuchni i guru w świecie gastronomii, otworzył kulinarny pop-up w Kioto. Tym bardziej jest więc to magiczne doświadczenie – wiedzieć, że byłam cząstką kulinarnej historii.
Noma zlokalizowana była w starym magazynie na nabrzeżu Christianshavn i hołdowała zasadzie sezonowości i lokalności. Jedzenie owszem, było znakomite, ale wizyta w tej restauracji stanowiła doświadczenie wykraczające poza doznania kulinarne. Posadzono nas przy stoliku z czterema innymi parami, m.in. z Kanady, Japonii i Hiszpanii. Możliwość skonfrontowania własnych poglądów kulinarnych z ludźmi z całego świata, zobaczenia jak osoby z różnych kręgów kulturowych odmiennie interpretują smaki, jakie skojarzenia kulinarne wynikające ze specyfiki kuchni, na której się wychowali, przywołują serwowane dania, to była wielka przyjemność. Na zakończenie zabrano nas na zaplecze restauracji, gdzie czułam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami.

W kuchni szukam autentyczności, świeżości. Lubię zjeść w małej knajpce w Neapolu z trzema stolikami na krzyż, z obrusami w biało-czerwoną kratę i nonną mieszającą makaron, w której jadają lokalsi. Takie doświadczenie przeżyłam ostatnio w Ammanie, w Jordanii. Jadąc z lotniska poprosiłam taksówkarza, by zawiózł nas na obiad do miejsca, w którym zjemy razem z miejscowymi. Trafiliśmy do restauracji wypełnionej Jordańczykami, bez ani jednego turysty, o wystroju dalekim od restauracji popularnych na Instagramie. Jedzenie było wyjątkowe, świeże, fantastycznie doprawione, autentyczne. W Miami natomiast mieliśmy z kolei okazję spróbować meksykańskiego street foodu za kilka dolarów. Miejsce było tak popularne wśród mieszkańców, że ustawiała się do niego długa kolejka klientów.
Jedzenie z pewnością jednoczy ludzi, a turystyka, także ta gastronomiczna, pomaga spojrzeć na świat i rzeczy ważne z zupełnie nowej perspektywy.

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci|Alicja Wasielewska, Wasielewska Adwokaci
REKLAMA
REKLAMA

Marzena Roszak, PropertyForYou | Sprzedaję marzenia, nie nieruchomości

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Bliskość plaży czy widok na góry? Centrum miasta czy zaciszne wiejskie gospodarstwo? Mieszkanie pod wynajem czy drugi dom? Ilu klientów, tyle preferencji. To, co ich łączy, to chęć posiadania nieruchomości w Hiszpanii. Marzena Roszak z PropertyForYou przeprowadza potencjalnego nabywcę przez wszystkie etapy zakupu wymarzonego miejsca w kraju flamenco, paelli i La Ligi, pomagając spełniać marzenia.

Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcia: archiwum własne MR

Jakie są główne czynniki, które przyciągają polskich nabywców do rynku nieruchomości w Hiszpanii?

MARZENA ROSZAK: Pomijając najbardziej prozaiczny czynnik, jakim jest pogoda – bo na Costa Blanca w ciągu roku jest około trzystu dni słonecznych i temperatury w zimie w okolicach 16-20 stopni – to na pewno możemy mówić o całym szeregu powodów, dla których inwestycje na rynku nieruchomości w Hiszpanii cieszą się tak dużym powodzeniem wśród naszych rodaków. Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, mieliśmy do czynienia z szukaniem tzw. „bezpiecznego azylu”, stosunkowo daleko od potencjalnego zagrożenia. Był to moment, w którym nie do końca wiedzieliśmy, co przyniesie przyszłość i wówczas nastąpił pierwszy boom inwestycyjny. Drugi natomiast tuż po pandemii, kiedy to nasi klienci zaczęli szukać bezpiecznych inwestycji w obawie przed negatywnymi skutkami gospodarczymi wywołanymi Covid-19. Lokowanie swoich oszczędności w hiszpańskie nieruchomości było jednym ze sposobów na ucieczkę przed spadkiem wartości pieniądza. Dodatkowo nie możemy zapominać o czynniku, jakim są ceny. Tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie chcieliśmy kupić nieruchomość pod wynajem. Co prawda nie w Hiszpanii, a w Polsce. Ale kiedy zaczęłam porównywać ceny, okazało się, że ich poziom w Polsce i w Hiszpanii jest bardzo porównywalny. Z jednym „ale”. W tej samej cenie co w Polsce, w Hiszpanii możemy kupić mieszkanie, które jest gotowe do zamieszkania.

Czyli w pełni wyposażone? 

Możliwości mamy wiele, mieszkanie w Hiszpanii w tzw. standardzie developerskim ma wykończone podłogi, wykończone dwie łazienki, wyposażone w armaturę i szafki. Dodatkowo w takim mieszkaniu znajdują się szafy wnękowe, kuchnia jest wyposażona w meble, a często nawet w sprzęt AGD. Jest rozprowadzony system klimatyzacji, instalacja elektryczna oraz alarmowa. Pozostaje kupić meble i można mieszkać. W tej chwili około 80 proc. nieruchomości w Hiszpanii trafia w ręce obcokrajowców. Powstał więc cały sektor firm, które specjalizują się w wykończeniu mieszkań. Łącznie z przywiezieniem i skręceniem mebli oraz zainstalowaniem sprzętu RTV, a nawet lamp. Mało tego, te firmy wyposażą również naszą kuchnię w sztućce czy zastawę stołową, a sypialnię w pościele, koce i narzuty na łóżko. Z punktu widzenia nabywcy nieruchomości, który nie jest stale obecny w Hiszpanii to bardzo wygodne rozwiązanie.

Zatem jak kształtują się ceny w Hiszpanii?

Znajdą się pośrednicy, którzy oferują mieszkania w Hiszpanii w przedziale od 30-70 tys. euro. To są ceny netto, do których należy doliczyć w przypadku rynku pierwotnego 10 proc. podatku VAT, tzw. IVA. Natomiast w przypadku rynku wtórnego tzw. ITP – czyli podatek od przeniesienia. Do wysokości 10% wartości nieruchomości w zależności od regionu i gminy oraz jeśli cena całkowita nie przekracza 1 mln euro i nie dotyczy umów sprzedaży z VAT-em. Zdarzają mi się klienci, którzy mówią, że znaleźli dom za 70 tys. euro. Jednak bardzo staram się uczulać na niskie ceny w Hiszpanii ze względu na problem tzw. ocupas, czyli dzikich lokatorów. Bo niskie ceny często wiążą się z tym, że nasze domy czy mieszkania znajdują się w dzielnicach lub regionach potencjalnie niebezpiecznych dla naszych nieruchomości, właśnie ze względu na ocupas, którzy mogą do nich wejść i zaanektować naszą nieruchomość dla własnych potrzeb. Jeśli nie zauważymy tego w ciągu 48 godzin, to niestety hiszpańskie prawo stanowi, że mogą oni się tam osiedlić. Wydostanie ich stamtąd, działając zgodnie z prawem, czyli z pomocą policji i sądu, potrafi trwać nawet kilka lat. I stąd tak ważna jest współpraca z wykwalifikowanym biurem nieruchomości, które zweryfikuje wybraną nieruchomość, przeprowadzi rzetelny audyt. Dotyczy to szczególnie rynku wtórnego, gdyż kupując taką nieruchomość właśnie na rynku wtórnym, narażamy się na jej kupno z długami poprzedniego właściciela. Oczywiście nie oznacza to, że mamy się bać kupna mieszkania z rynku wtórnego. Od lat współpracuję z lokalnymi pośrednikami i prawnikami, którzy są w stanie sprawdzić stan prawny konkretnej nieruchomości i sprawić, że transakcja będzie bezpieczna. Natomiast jeśli mówimy o cenach mieszkań nowych, od developerów, to ich ceny rozpoczynają się od 120-150 tys. euro w górę. I w ich przypadku problem ocupas właściwie nie występuje, gdyż są to mieszkania w nowych, monitorowanych budynkach z kodami dostępu, kamerami i alarmem. Developerzy, znając problem ocupas, swoje inwestycje realizują w miejscach, które z zasady dzikich lokatorów nie przyciągają. Ocupas to problem głównie dużych miast oraz mieszkań, które są własnością banków czy funduszy inwestycyjnych. Natomiast nie zwalnia nas to z zachowania ostrożności przy wyborze wymarzonej nieruchomości.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Jakie regiony Hiszpanii są obecnie najbardziej atrakcyjne dla potencjalnych nabywców nieruchomości?

To się nie zmienia od lat. Wśród najpopularniejszych miejsc króluje Barcelona, Wyspy Kanaryjskie, Majorka, Alicante. Moje biuro specjalizuje się w regionie Costa Blanca, bo wyznaję zasadę, że nie można być dobrym we wszystkim. (śmiech) Costa Blanca wybrałam z pełną premedytacją dlatego, że z Polski do Alicante, z większości polskich miast dolecimy bez żadnych przesiadek. Rejon Alicante jest bardzo popularny wśród nas Polaków, dobrze znany i wiemy, jak się po nim poruszać.

Jakie są typowe etapy i procedury zakupu nieruchomości dla międzynarodowych klientów w Hiszpanii? Jakie dokumenty są potrzebne?

Moja droga z klientem rozpoczyna się od spotkania i wybadania jego potrzeb. Bardzo świadomie podchodzę do swojej oferty. W moim portfolio klient nie znajdzie tysiąca propozycji, bo wychodzę z założenia, że im więcej ofert, tym trudniej na coś się zdecydować. Tę praktykę wyniosłam z polskiego rynku nieruchomości, na którym od 2009 roku sprzedawałam zarówno mieszkania, domy, jak i obiekty komercyjne. I tam, kiedy klient nie znalazł satysfakcjonującej dla siebie oferty na pierwszych pięciu stronach mojego portfolio, to albo umawiał się na indywidualną konsultację, albo po prostu rezygnował. Według mnie zbyt duża ilość ofert powoduje trudność w ostatecznym wyborze i co za tym idzie opóźnienie decyzji zakupowej. Ale to nie oznacza, że jeśli klient nie znalazł na stronie biura wymarzonej nieruchomości, to nie jestem w stanie jej znaleźć. Jak najbardziej szukam dla klienta indywidualnych ofert, spełniających jego wymagania. Po drugie ustalamy budżet. I jeśli te dwa punkty mamy za sobą, wówczas procedura jest bardzo podobna jak w Polsce. Jeśli mówimy o rynku pierwotnym – podpisujemy umowę rezerwacyjną, która wiąże się z opłatą gwarantującą nam, że wybrana nieruchomość została dla nas zarezerwowana. Ta opłata jest ściśle związana z wartością wybranej przez nas nieruchomości. Drugim etapem jest przygotowanie tzw. umowy przedwstępnej i na tym etapie sugeruję klientowi wybranie prawnika, który znajduje się na miejscu w Hiszpanii. Ta praktyka wynika z mojego osobistego doświadczenia przy zakupie nieruchomości w Hiszpanii. Siłą rzeczy nie jesteśmy obecni non stop na miejscu, a będziemy potrzebowali osoby, która w naszym imieniu może podpisać dokumenty, negocjować warunki umowy czy płatności. Prawnik lub pośrednik pomoże nam też założyć konto w banku, ponieważ wszystkie płatności za mieszkanie czy dom, w przyszłości muszą być dokonywane właśnie z konta hiszpańskiego. Dodatkowo, działając na podstawie upoważnienia od nas, prawnik złoży w naszym imieniu wniosek o nadanie tzw. numeru NIE ((Número de Identificación de Extranjero – przyp. red.), czyli odpowiednika naszego numeru NIP, który jest niezbędny do tego, aby założyć konto bankowe, a także aby w ogóle na rynku hiszpańskim funkcjonować jako właściciel mieszkania. Numer NIE wymagany jest także przy podpisywaniu m.in. umowy zakupu nieruchomości, umowy o korzystanie z energii elektrycznej, wody etc. Udzielając prawnikowi odpowiedniego pełnomocnictwa, zostanie to zrobione w naszym imieniu i bez konieczności naszej obecności. Na koniec pozostaje podpisanie aktu notarialnego u notariusza w Hiszpanii, przelanie ostatniej transzy na konto developera lub właściciela nieruchomości. 

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Z jakiego rzędu kosztami dodatkowymi musimy się liczyć, decydując się na zakup nieruchomości w Hiszpanii?

Oscylują one w granicach 13-15 proc. wartości nieruchomości. W ich skład wchodzi obsługa prawna i notarialna, 1,5 proc. podatku od czynności cywilno-prawnych, tzw. AJD (impuesto de Actos Juridicos Documentados), a także koszty wpisu do księgi wieczystej, czyli Rejestru Własności Nieruchomości (El Registro de la Propiedad) ustalane na podstawie wartości nieruchomości.
Jeśli nieruchomość jest finansowana z kredytu, koszt wyceny w banku wynosi od 300 do 600 euro w zależności od wielkości nieruchomości. Jako biuro jesteśmy także w stanie pomóc w uzyskaniu takiego kredytu. Hiszpańskie banki umożliwiają kredytowanie do 70 proc. wartości nieruchomości, a zakres dokumentów niezbędnych do przeprowadzenia procedury uzyskania tego typu finansowania jest podobny jak w Polsce. Niezbędne jest dostarczenie wyciągów z konta, weryfikacja w BIK, oświadczenie o majątku oraz formie zatrudnienia. W tej chwili kredyt w hiszpańskim banku oprocentowany jest przez pierwszy rok 2,75 proc. W kolejnych latach wzrasta o wskaźnik Euribor + 0,60%. W chwili obecnej koszt uzyskania kredytu wynosi ok. 1-1,5% wnioskowanej kwoty.

Jeśli zdecydujemy się na zakup nowego mieszkania w Hiszpanii, jak długo będziemy czekać na odbiór? I czy zakup przysłowiowej „dziury w ziemi” jest bezpieczny?

Współpracuję z developerami, którzy na rynku nieruchomości są obecni od co najmniej 20 lat. Przeżyli kryzys finansowy w 2008 roku, pandemię i zawirowania gospodarcze z nią związane. I ciągle funkcjonują na rynku i wciąż budują nowe mieszkania. Stąd nie ma obaw o to, aby nagle zniknęli z rynku. Warto także dodać, że mieszkania w Hiszpanii w tej chwili przeżywają boom inwestycyjny, a około 80 proc. z nich trafia w ręce obcokrajowców. A to oznacza, że ceny rosną. Od momentu przedstawienia przez developera wizualizacji do momentu wbicia pierwszej łopaty, cena potrafi wzrosnąć o 30 proc. Stąd spore zainteresowanie nieruchomościami już na początkowym etapie. Na gotowe mieszkanie – czyli od „dziury w ziemi” do jego odbioru, poczekamy od roku do dwóch lat. Jeśli się ktoś spieszy, na rynku dostępne są mieszkania tzw. „key ready”, ale wybór tych mieszkań jest ograniczony, no i są po prostu droższe.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Mieszkanie do odbioru i mieszkanie do zamieszkania? To tożsamy termin?

To dwie różne rzeczy. Po tym jak mieszkanie zostanie wykończone przez developera, musi zostać wpisane do ksiąg wieczystych, czyli Rejestru Własności Nieruchomości (El Registro de la Propiedad). Musi zostać w nich zarejestrowane i ta procedura trwa od miesiąca do dwóch. I dopiero, kiedy ten element zostanie spełniony oraz będziemy mieć podpisane umowy ze wszystkimi mediami, możemy zacząć w nim mieszkać. 

A jak wyglądają opłaty za mieszkanie w Hiszpanii?

Podobnie jak w Polsce, właściciel płaci czynsz administracyjny i jest on uzależniony od standardu budynku oraz całego osiedla. I kształtuje się od ok. 60 euro. Jeśli mamy mieszkanie na osiedlu, na którym znajdują się baseny, strefa SPA, sporo terenów zielonych, place zabaw dla dzieci, mini golf czy siłownia dla mieszkańców, to oczywistym jest, że czynsz za takie mieszkanie będzie wyższy, niż za takie na osiedlu, które takich udogodnień nie ma. Z moich obserwacji wynika, iż czynsze kształtują się wtedy od 100-150 euro w górę. Warto jednak wspomnieć, że tzw. czynsz administracyjny funkcjonuje w Hiszpani w podobnym zakresie i wysokościach jak w Polsce.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Czy możesz podać przykłady trendów w rynku nieruchomości w Hiszpanii? Jakie rodzaje nieruchomości są najbardziej popularne wśród kupujących?

Trendy oczywiście są widoczne w nowo powstających inwestycjach i są to wszystkie te wspomniane przeze mnie wcześniej udogodnienia. Jednak dla mnie ważniejsze od trendów są potrzeby klienta. Klientem z Polski jest klient najczęściej w wieku 45+. Nie jest to zatem klient, który ma małe dzieci, ale taki, który jest na pewnym stabilnym etapie swojego życia, z zabezpieczoną finansowo przyszłością. Jego priorytetem przy zakupie nieruchomości w Hiszpanii jest chęć odpoczynku. Bardzo często pada wówczas pytanie, w jakiej odległości proponowana przeze mnie nieruchomość jest usytuowana od morza. I tu rozpoczyna się dyskusja. Bo choć oczywiście, mam w swojej ofercie nieruchomości położone bezpośrednio nad morzem, jednak czy bezpośrednio nad morzem klient będzie miał szansę wypocząć? Musimy sobie zdawać sprawę, że Hiszpania jest szalenie popularnym kierunkiem wakacyjnym dla ludzi z całego świata i każdego roku odwiedza ją kilkadziesiąt milionów turystów. Od października do marca czy nawet kwietnia Hiszpanię odwiedzają ludzi starsi z Niemiec, Belgii, Holandii czy Polski, szukający kolokwialnie mówiąc ciepła. Latem przyjeżdżają młodzi Skandynawowie z dziećmi, Polacy z dziećmi i nie ukrywajmy – jest głośno i tłoczno. Więc powstaje pytanie, czy to bezpośrednie sąsiedztwo morza jest tak bardzo wskazane, jeśli chcemy naszą nieruchomość traktować jako typowy dom wakacyjny? Czy nie lepszy będzie pas w odległości 5-10 kilometrów od morza, z łatwym do niego dostępem, ale jednak nie w pierwszej, bardzo turystycznej linii? Na te pytania musimy sobie odpowiedzieć, zanim zdecydujemy się na zakup wymarzonego domu czy mieszkania.

A jeśli chcemy kupić mieszkanie na wynajem?

Wówczas lokalizacja i często wykończenie czy umeblowanie mieszkania odgrywa nieco mniejszą rolę. Mam klientów, którzy zdecydowali się na zakup mieszkania w Hiszpanii stricte pod wynajem długo- i krótkoterminowy. Ale w samym procesie wynajmu ja już nie biorę udziału. Od tego są wyspecjalizowane firmy, które zajmują się zarządzaniem takimi nieruchomościami i ich bieżącym administrowaniem na miejscu oraz lokalni pośrednicy, którzy poszukają klientów. Ale co ważne dla wszystkich, którzy posiadają nieruchomości w Hiszpanii pod wynajem, albo myślą o takiej inwestycji – potrzebna jest tam na miejscu lokalna księgowość, ponieważ powstają wówczas obowiązki podatkowe dla nierezydentów.
Co doradziłabyś klientom, którzy przymierzają się do kupna swojej pierwszej nieruchomości w Hiszpanii?
Przede wszystkim, aby odpowiedzieli sobie na pytanie o cel i potrzeby. To punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Musimy mieć świadomość, że jeśli kupujemy mieszkanie na wynajem wakacyjny, w tym okresie sami z niego nie skorzystamy, a jego stan po jednym sezonie może wymagać remontu. Po drugie cena – podejrzanie niska powinna wzbudzić naszą czujność. Po trzecie lokalizacja, która jest ważna, chociażby właśnie ze względu na ocupas. Ale to już moja rola, aby nieruchomość, a także całość transakcji była bezpieczna i nieobarczona ryzykiem.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Czyli korzystając z usług agencji nieruchomości, możemy być pewni, że jesteśmy zabezpieczeni?

W Polsce zarówno na rodzimym rynku nieruchomości, jak i na rynkach zagranicznych pokutuje przeświadczenie, że pośrednik jest zbędnym ogniwem procesu zakupowego. Bo to za co trzeba mu zapłacić, można przecież zrobić samemu. To jednak nie do końca prawda, na rynku hiszpańskim niepisaną zasadą dobrych biur pośrednictwa w obrocie nieruchomościami jest niepobieranie opłat za usługę od strony kupującej. Moje wynagrodzenie pochodzi od developera lub pośrednika, od którego ściągam ofertę. Pośrednik z założenia zna lokalny rynek nieruchomości i jego zadaniem jest zapewnić jak największe bezpieczeństwo transakcji. Pośrednik zweryfikuje dostępne oferty, pomoże wybrać odpowiednią lokalizację, znaleźć prawnika oraz przejść przez ścieżki administracyjne, a co za tym idzie pozwoli oszczędzić czas i stres. Dodatkowo współpracuję z lokalnymi biurami pośrednictwa oraz prawnikami, którzy na miejscu zweryfikują i sprawdzą wybraną nieruchomość.

Jedziesz z klientem oglądać wybrane przez niego nieruchomości?

Kiedy jesteśmy już na etapie wybierania z konkretnych ofert, oczywiście lecimy do Hiszpanii, oglądamy, obwożę klienta po nieruchomościach. I ta jedna podróż jest wliczona w cały proces. Jeśli klient życzy sobie, abym brała udział w kolejnych etapach, pojechała do prawnika, banku czy notariusza, wówczas ustalamy koszty mojego tam dojazdu.

Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii

Dużo mówisz o dokładnym poznaniu potrzeb swoich klientów. A co jeśli te potrzeby w obrębie rodziny, która poszukuje domu w Hiszpanii, są rozbieżne?

Zdarzają się takie sytuacje! Bardzo często pierwszy wybór jednego z małżonków zupełnie nie odpowiada preferencjom drugiego. Żona czy partnerka chce mieszkać blisko morza, ale też mieć blisko do centrum miasta, mieć w pobliżu sklepy i restauracje, a mąż czy partner marzy o częstych wypadach w góry i ciszy. Moim zadaniem jest wypośrodkować te potrzeby, znaleźć kompromis. Mam klienta, który marzy o miejscu blisko mariny, bo ma skutery wodne i takiego miejsca mu szukam. Inny chciałby realizować swoje hobby, jakim jest jazda na rowerze szosowym i dla niego idealnym miejscem jest rejon Calpe, mniej więcej 40 minut od Alicante w stronę Walencji, piękny, górzysty, będący mekką europejskiego kolarstwa. Kolejny myśli o zakupie jachtu morskiego, więc szukam jemu miejsca, gdzie mariny żeglarskie spełnią jego oczekiwania. Ważnym aspektem dla wielu klientów jest ilość i jakość restauracji w danym regionie. Więc jadąc do Hiszpanii, zwiedzam restauracje, aby mieć pełen obraz tego, co może interesować klienta. Uwielbiam odkrywać nowe miejsca i szukać tych nieoczywistych, bo ilu klientów, tyle potrzeb. Poznaję hiszpańskie święta, festiwale, zwyczaje, aby prezentować klientowi nie tylko mieszkanie czy dom. Zależy mi na tym, aby poznał on tamtejszą kulturę, zwyczaje czy kuchnię. Aby zamieszkując w Hiszpanii, pokochał tamten styl bycia i aby ten styl bycia był zbieżny z jego potrzebami. Sprzedając nieruchomości, sprzedaję marzenia. W momencie, gdy nabywamy nieruchomość, dokonujemy więcej niż tylko transakcji finansowej. To nie jest jedynie zakup ścian i dachu. To moment, w którym stajemy się częścią społeczności, regionu, tworzymy przestrzeń do życia, zbliżamy się do spełnienia marzeń. I ta filozofia przyświeca mi od początku mojej przygody z hiszpańskim rynkiem nieruchomości.

REKLAMA
REKLAMA
Marzena Roszak Property for U, Nieruchomości w Hiszpanii
REKLAMA
REKLAMA