Nie ma jednej recepty na powrót do siebie po chorobie nowotworowej. Są natomiast tysiące historii, w których ciało i psychika próbują odnaleźć nową równowagę – między blizną a nadzieją, między wrażliwą skórą a pragnieniem dotyku, między lękiem o zdrowie a potrzebą zwykłej codzienności. To, o czym w gabinetach lekarskich wciąż mówi się za rzadko, zaczyna wreszcie wychodzić z cienia: komfort skóry, kobiecość, intymność i seksualność po leczeniu onkologicznym nie są luksusem, ale prawem każdej kobiety.
Tekst: Alicja Kulbicka I Zdjęcia: materiały własne, Adobestock
Choroba nowotworowa zabiera czas, zdrowie i poczucie kontroli. Ale nie odbiera prawa do kobiecości, intymności, piękna i komfortu życia. O tym, co naprawdę dzieje się ze skórą, ciałem, seksualnością i poczuciem własnej wartości po leczeniu, rozmawiam z trzema wybitnymi specjalistkami dr Magdaleną Jałowską – dermatolog, dr Agnieszką Turowską-Dołowy – ginekolog i dr n. med. Martą Bogusz – właścicielką gabinetów lekarskich Młodość. Dzięki nim pacjentki prowadzone są przez proces powrotu do siebie – z troską, nowoczesną wiedzą i przekonaniem, że dziś można więcej niż kiedykolwiek wcześniej. To opowieść o odbudowie – skóry, zdrowia, relacji i nowej jakości życia.
Skóra, która potrzebuje łagodności
Powrót do formy po leczeniu nowotworowym to proces – i to często dłuższy niż wynikałoby z wypisu ze szpitala. Skóra, która była poddana działaniu cytostatyków czy promieniowania, staje się nieprzewidywalna: sucha, reaktywna, podatna na podrażnienia i zaczerwienienia. Często też gorzej się goi, bywa wrażliwa na dotyk, temperaturę, a nawet skład kosmetyków, które wcześniej nie sprawiały żadnych problemów. „Najważniejsza jest cierpliwość i odbudowa bariery naskórkowej” – podkreśla dr Magdalena Jałowska, dermatolog. „Najlepiej wybierać dermokosmetyki bez drażniących substancji zapachowych, alkoholu, zbędnych konserwantów. Szukajmy prostych składów: glicerol, ceramidy, cholesterol, emolienty – i stosujmy regularnie, kilka razy dziennie. Skóra, która jest dobrze nawilżona i natłuszczona, szybciej się regeneruje i lepiej znosi zmiany temperatury czy inne bodźce”. Ale na tym nie koniec. Dr Jałowska tłumaczy, że po leczeniu onkologicznym skóra może całkowicie zmienić swoje „upodobania”. „Coś, co wcześniej było neutralne – mydło, szampon, balsam – nagle może wywoływać pieczenie, zaczerwienienie, a nawet wysypkę. Często obserwuję u moich pacjentek tzw. reakcje krzyżowe: skóra, która dawniej dobrze tolerowała konkretne składniki, po chemioterapii czy radioterapii staje się na nie nadwrażliwa. Zawsze powtarzam: trzeba nauczyć się swojej nowej skóry od nowa, prowadzić prosty dzienniczek pielęgnacji, uważnie obserwować reakcje i nie bać się wracać do lekarza nawet z drobnymi pytaniami.” Dr Jałowska podkreśla także rolę łagodnej higieny. „Najlepiej ograniczyć długie, gorące kąpiele, które jeszcze bardziej wysuszają skórę – polecam krótkie, letnie prysznice, najlepiej z użyciem syndetów zamiast zwykłego mydła. Po myciu natychmiast – jeszcze na lekko wilgotną skórę – nakładamy warstwę emolientu, by zamknąć wilgoć w naskórku i odbudować barierę ochronną.” Równie ważna, jej zdaniem, jest ochrona przeciwsłoneczna. „Po leczeniu onkologicznym skóra jest szczególnie narażona na przebarwienia i podrażnienia od słońca, dlatego zawsze powtarzam: SPF 50+, przez cały rok, niezależnie od pogody. I warto pamiętać o regularnych kontrolach dermatologicznych – nawet jeśli wydaje nam się, że wszystko jest już w porządku.

W gabinetach Marty Bogusz, która była z onkologią związana ponad 20 lat w roli dyrektora lub prezesa takich placówek medycznych i nadal pełni rolę konsultanta dla centrów terapii protonowej w USA i Czechach, każda pacjentka traktowana jest indywidualnie, a cała wizyta zaczyna się od szczerej rozmowy z lekarzem. „Zawsze powtarzamy: nie istnieje jeden uniwersalny protokół dla wszystkich po leczeniu onkologicznym. Najpierw musimy poznać historię zdrowia, przebieg terapii, choroby współistniejące, styl życia, potrzeby i lęki. Odbieranie strachu to pierwszy, niezbędny etap powrotu do siebie – jeśli pacjentka wie, że nic nie zostanie zrobione na siłę, a każdy krok będzie tłumaczony, poczuje się bezpieczniej w swoim nowym ciele” – wyjaśnia dr n. med. Marta Bogusz. „W naszym podejściu nie chodzi tylko o przywracanie skóry do „normy”, ale o holistyczne budowanie nowej relacji z własnym ciałem. Diagnozujemy skórę z pomocą systemów AURA 3D i trójwymiarowych wizualizacji oraz USG. Oceniamy nawilżenie, mikrokrążenie, obecność blizn, napięcie, obrzęki, reakcję na dotyk. Ale równie ważna jest rozmowa: pytamy pacjentki, czego się boją, co chciałyby zmienić, jak wygląda ich życie codzienne. To pozwala dobrać pielęgnację i zabiegi naprawdę dopasowane do ich potrzeb, a nie tylko do podręcznikowych wytycznych”. „Skóra po leczeniu onkologicznym nie potrzebuje mocnych bodźców. Potrzebuje mądrych bodźców i indywidualnego planu” – podkreśla dr n. med. Marta Bogusz. „Najpierw – łagodzenie, odbudowa, poprawa mikrokrążenia, wsparcie komfortu. Dopiero potem – bardzo ostrożna stymulacja: mezoterapia mikroigłowa np. najpierw tylko z solą fizjologiczną, później ostrożnie, testowo z nawilżającym kwasem hialuronowym, pojedyncze zabiegi laserowe (nieablacyjne, naczyniowe), toksyna botulinowa, jeśli są ku temu wskazania. „Każdy kolejny krok jest poprzedzony dokładną oceną – skóra musi być wyciszona, bez aktywnego stanu zapalnego, obrzęków, nadreaktywności. Czasem na pierwszy zabieg czekamy wiele miesięcy, aż skóra naprawdę będzie gotowa”. Marta Bogusz podkreśla, jak ważne jest wsparcie psychologiczne, dlatego w gabinetach Młodość jest obecny również psychiatra. „To nie jest tylko odbudowa skóry – to powrót do poczucia kontroli nad własnym ciałem, do akceptacji i sprawczości. Widzieliśmy pacjentki, które po latach unikania luster zaczynały je znowu używać, czuły radość z małych sukcesów – pierwszych gładkich fragmentów skóry, delikatnie zmniejszonego świądu, a z czasem także śmielszych decyzji o zabiegach estetycznych”. Warto pamiętać, że każda pacjentka ma swoje tempo. „Nie porównujmy się z innymi, nie wywierajmy na sobie presji powrotu do stanu „sprzed”. Tu nie chodzi o powrót do przeszłości, ale o odzyskanie komfortu i zaufania do siebie” – dopowiada Marta Bogusz.

Włosy od nowa – delikatna pielęgnacja po chemii i radioterapii
Wypadanie włosów to jeden z najbardziej widocznych i trudnych skutków ubocznych leczenia onkologicznego. „Pacjentki są na to przygotowywane, ale rzadko słyszą, jak dbać o skórę głowy i o odrastające włosy” – zwraca uwagę dr Jałowska. Po zakończeniu terapii, włosy często odrastają stopniowo: najpierw pojawiają się cienkie włoski meszkowe, później mocniejsze pasma – bywa, że o innej strukturze czy kolorze niż przed leczeniem. Zdarza się, że włosy po chemioterapii rosną kręcone, mimo że wcześniej były zupełnie proste. „W tym okresie najważniejsza jest łagodność” – podkreśla dermatolożka. „Skórę głowy myjemy delikatnymi, hipoalergicznymi szamponami, najlepiej bez silnych detergentów i substancji zapachowych. Dobrze sprawdzają się także łagodzące sera z pantenolem czy niacynamidem. Jeśli pojawia się świąd lub podrażnienie – pomagają lekkie lotiony, które koją i nawilżają skórę.” Dr Jałowska poleca również codzienny, bardzo delikatny masaż opuszkami palców lub specjalną szczotką. „To nie tylko pobudza krążenie i wzrost nowych włosów, ale daje też poczucie sprawczości i uważności wobec własnego ciała. Warto pamiętać, że odrastające włosy mogą być bardziej kruche i podatne na uszkodzenia, dlatego unikamy agresywnego czesania, stylizacji na gorąco, lakierów i mocnych kosmetyków.” Kluczowe znaczenie ma również dieta. „Bogata, zrównoważona dieta sprzyja odnowie włosów i skóry – organizm po leczeniu potrzebuje wszystkich mikroelementów, witamin i białka, by się regenerować. Nie należy bać się czasu – proces odrastania może potrwać nawet kilka miesięcy, a włosy mogą się zmieniać wraz z kolejnymi cyklami wzrostu.” Jeśli pojawiają się trudności, warto zgłosić się do dermatologa. „Mezoterapia osoczem bogatopłytkowym czy indywidualnie dobrane preparaty mogą pomóc, ale najważniejsze są cierpliwość i łagodność – dla skóry i dla siebie samej” – podsumowuje dr Jałowska.
Intymność po onko. Czułość, tabu i nowe początki
Jednym z najbardziej przemilczanych tematów, z jakimi mierzą się kobiety po chorobie nowotworowej, jest zdrowie intymne i seksualność. „ Seksualność kobiet po leczeniu onkologicznym wciąż pozostaje tematem tabu. Osoby po leczeniu nowotworu (zresztą podobnie jak osoby z niepełnosprawnością) nie są traktowane jako jednostki seksualne. Całe leczenie koncentruje się na zwiększeniu szans na przeżycie, na ten aspekt leczenia choroby podstawowej, który oczywiście jest szalenie ważny, ale nie jest wszystkim. Pacjentka musi jeszcze odzyskać siebie – także jako kobietę, partnerkę, osobę z własnymi pragnieniami i potrzebami. A także na nowo odkryć niejednokrotnie swoją tożsamość, bo ta kobieta, którą była przed chorobą już nie istnieje” – mówi dr Agnieszka Turowska-Dołowy, ginekolożka. Utrata piersi, blizny po operacji, zmiany wywołane leczeniem hormonalnym, nagła menopauza czy przewlekła suchość pochwy potrafią całkowicie odmienić relację z własnym ciałem. „Pacjentki boją się odrzucenia przez partnera, nawet jeśli ten jest wspierający, wstydzą się blizn, czują się mniej kobiece – to naturalne uczucia, które im towarzyszą. W procesie zdrowienia cały nacisk kładzie się na przeżycie, zapominając o jakości życia. Ten temat jakości wraca jednak w pewnym momencie do głosu. Pacjentka chce też żyć komfortowo, a nie tylko przeżyć chorobę” – mówi lekarka. Współczesny wizerunek kobiecości bywa bezlitosny – idealizowane ciała z mediów, popkulturowe wyobrażenia o „seksapilu”, presja na wygląd i młodość. „Postrzeganie siebie samej przez kobiety już na starcie jest często krytyczne. Kiedy na to nałożymy utratę piersi czy blizny, pojawia się lęk przed odrzuceniem, brak akceptacji, poczucie utraty kobiecości. Nie pomaga też fakt, że kobieca seksualność przez lata była traktowana jako temat drugorzędny, zamknięty w kręgu wstydu i milczenia. Wciąż mówi się więcej o męskiej potencji niż o kobiecym pożądaniu czy prawie do przyjemności” – podkreśla dr Turowska-Dołowy. Do tego dochodzą wyzwania czysto medyczne – np. konieczność stosowania leków hormonalnych po leczeniu raka piersi. „Część pacjentek musi przez lata przyjmować leki blokujące estrogeny – letrozol, tamoksyfen – które w efekcie również wywołują sztuczną menopauzę, a za tym: obniżenie libido, suchość pochwy, objawy wypadowe, uderzenia gorąca, zwiększone ryzyko złamań osteoporotycznych. Do tego dochodzi strach przed bólem w trakcie zbliżenia, przed nawrotem choroby, zmęczenie całym procesem leczenia – ciało wykonało przecież ogromną pracę, często ponad jego fabryczne możliwości. W efekcie wiele kobiet unika zbliżeń, traci radość z seksu i z własnej kobiecości”. Tymczasem – jak podkreślają ekspertki – jakość życia intymnego to nie fanaberia, ale ważny element zdrowienia i dobrostanu. „Choroba onkologiczna wiąże się z obniżeniem nastroju, lękiem, zaburzeniami snu. Ważny jest tutaj staranny dobór leków przeciwdepresyjnych, bo niektóre z nich (SNRI, trójpierścieniowe) oprócz potencjału wpływania na nastrój zabezpieczają też pacjentkę przed bólem neuropatycznym, który może pojawić się jako efekt uboczny zastosowanego leczenia operacyjnego, niektórych chemioterapeutyków czy naświetlań w radioterapii. Psychoterapia, seksuolog, wsparcie w budowaniu nowej relacji z ciałem – to nie wstyd, to opieka, której kobieta po chorobie ma prawo oczekiwać” – mówi dr Turowska-Dołowy.

Na szczęście współczesna medycyna daje coraz więcej możliwości. „Po leczeniu onkologicznym można stosować nowoczesne metody terapii hormonalnej w celu leczenia objawów menopauzy, w tym również estrogeny. Ważnym jednak jest, by stosować bezpieczną formę ich podania czyli formę dopochwową w miejscowym leczeniu suchości pochwy czy przezskórną w ramach Hormonalnej Terapii Zastępczej. U kobiet z zachowaną macicą ważne, by pamiętać o konieczności zastosowania progestagenów celem ochrony śluzówki macicy. Progestageny możemy bezpiecznie stosować doustnie – jednak nie każdy z nich, bo w wypadku kobiet z ryzykiem onkologicznym progestagenami z wyboru są dydrogesteron i progesteron mikronizowany. Można również zastosować system wewnątrzmaciczny, tj. wkładkę hormonalną z lewonorgestrelem, który będzie wówczas na tę śluzówkę macicy działać miejscowo, a zapewni jej stabilność i ochronę. Możliwe jest leczenie suchości pochwy, bólu, nietrzymania moczu – zarówno farmakologicznie, jak i za pomocą zabiegów ginekologii regeneracyjnej: radiofrekwencja, mezoterapia osoczem bogatopłytkowym i kwasem hialuronowym, zabiegi przy użyciu lasera CO2 czy HIFU” – wylicza ekspertka.
Diagnostyka, płodność, bezpieczeństwo – o co zadbać i czego nie lekceważyć?
Po zakończonym leczeniu onkologicznym regularna diagnostyka ginekologiczna to nie przywilej, lecz konieczność. „Każda kobieta powinna wykonać badanie ginekologiczne, USG narządu rodnego oraz cytologię płynną z oznaczeniem materiału genetycznego wirusa HPV” – wymienia dr Turowska-Dołowy. Leczenie przeciwnowotworowe często wiąże się z immunosupresją, co oznacza osłabioną odporność i większe ryzyko rozwoju infekcji czy zmian nowotworowych w obrębie szyjki macicy. Nawet jeśli pacjentka była szczepiona na HPV, chemioterapia i immunoterapia mogą uszkodzić komórki pamięci immunologicznej. To oznacza potrzebę ponowienia szczepień i szczególnej czujności. Bardzo ważne jest reagowanie na wszelkie niepokojące objawy: plamienia, krwawienia, upławy, zmienioną wydzielinę z dróg rodnych, ale też suchość pochwy, dyskomfort podczas współżycia czy bóle miednicy. „Po leczeniu onkologicznym układ odpornościowy jest osłabiony, więc nawet „niewinne” infekcje, w tym patogenami saprofitycznymi, które wcześniej wspierały naszą barierę mikrobiotyczną, mogą prowadzić do poważniejszych infekcji, w tym sepsy. Zdrowie seksualne to także zdrowie – zatem jeśli pojawia się ból, suchość, nietrzymanie moczu czy brak satysfakcji ze współżycia, trzeba o tym rozmawiać i szukać pomocy” – podkreśla lekarka. Szczególnie ważna jest opieka nad pacjentkami w wieku rozrodczym. „U kobiet leczonych z powodu białaczek, chłoniaków czy nowotworów jajnika często dochodzi do spadku rezerwy jajnikowej lub wystąpienia przedwczesnego wygasania czynności jajników (zwanego potocznie przedwczesną menopauzą). Dlatego warto zadbać o oncofertility, czyli zabezpieczenie płodności: mrożenie komórek jajowych czy zarodków w przypadku kobiet oraz mrożenie nasienia w przypadku mężczyzn. O tych możliwościach trzeba rozmawiać już na etapie planowania leczenia, ale nawet w trakcie terapii onkologicznej warto je wdrożyć”. Planowanie ciąży po leczeniu to wciąż sfera pełna wątpliwości. „Pacjentki pytają: czy mogę mieć dzieci, czy in vitro jest bezpieczne po raku piersi, czy leki uszkodziły materiał genetyczny, co jeśli choroba wróci w ciąży? – wymienia dr Turowska-Dołowy. „To są realne dylematy, których często nikt choremu nie pomaga rozstrzygnąć. Brakuje holistycznego podejścia i koordynatora, który przeprowadzi pacjentkę przez całą ścieżkę – od leczenia, przez płodność, po opiekę nad dzieckiem”.

Nie mniej ważne są nowoczesne możliwości leczenia objawów menopauzy i powikłań hormonalnych. „Oprócz wspomnianego wcześniej leczenia hormonalnego, stosuje się również leki z grupy SERM (selektywnych modulatorów receptora estrogenowego). W tym wypadku agonistów takich jak: bazedoksyfen, celem zapobieżenia utracie masy kostnej i złamaniom osteoporotycznym. Najlepsze efekty uzyskuje się, stosując terapię bazedoksyfenem z dodatkiem skoniugowanych estrogenów. Są to estrogeny, które zostały połączone z grupą siarczanową. Mieszanka ta zawiera siarczan estronu, a także ekwiliny i ekwiweliny. W wypadku objawów naczynioworuchowych, czyli uderzeń gorąca, mamy stosowane od lat: paroksetynę i fluoksetynę (które należy pamiętać są przeciwwskazane u pacjentek leczonych tamoksyfenem), a także nowoczesne preparaty działające bezpośrednio w miejscu, w którym rozpoczyna się cała kaskada zdarzeń – fezolinetant. Jest ponadto możliwość leczenia obniżonego libido przy użyciu bupropionu czy testosteronu w żelu stosowanego off-label. Fizjoterapia uroginekologiczna, choć wciąż niedoceniana, potrafi przynieść ogromną ulgę – nie tylko w powrocie do sprawności, ale też w budowaniu pewności siebie i komfortu” – podkreśla dr Turowska-Dołowy. Jej przesłanie jest jednoznaczne: „Nie wolno bagatelizować zdrowia intymnego. Kobieta po leczeniu onkologicznym to nie jest „dodatek do chorego narządu”. To pełnowartościowa osoba, która ma prawo do szczęścia, komfortu, seksualności i macierzyństwa. Najważniejsze, by się nie bać, nie wstydzić, nie milczeć. Rozwiązania istnieją – trzeba tylko o nich mówić i sięgać po nie odważnie”.
Wiedza, która daje początek – „Skuteczna stymulacja tkankowa”
Warto wiedzieć, że medycyna regeneracyjna, dermatologia i ginekologia coraz częściej współpracują, by pomóc kobietom odzyskać komfort po chorobie. Nieocenioną rolę w tej edukacji pełnią publikacje oparte na faktach i doświadczeniu. Najnowszą z nich jest książka „Skuteczna stymulacja tkankowa. Tom 1” autorstwa dr n. med. Marty Bogusz i dr Joanny Bartkowiak-Wieczorek – publikacja, która zmienia podejście do pielęgnacji, zabiegów i diagnostyki skóry również po leczeniu onkologicznym, ale także inspiruje do świadomego dbania o siebie na każdym etapie życia. To nie jest kolejny poradnik o zabiegach – to rzetelny, naukowy przewodnik po biologii skóry, regeneracji, odbudowie bariery i procesach naprawczych, które są fundamentem skutecznej terapii. Książka powstała z potrzeby łączenia nauki, praktyki klinicznej i rzeczywistych historii pacjentek. Jak mówi Marta Bogusz: „Zauważyłyśmy ogromną lukę informacyjną i edukacyjną zarówno wśród specjalistów, jak i pacjentów gabinetów estetycznych – gdzie dużo mówi się o zabiegach, proponuje produkty, protokoły, ale nie tłumaczy się istoty ich działania, podstaw biologicznych, biochemicznych czy immunologicznych. To one decydują o efekcie, bezpieczeństwie i trwałości każdej terapii. Pacjentki pytały: „dlaczego ten sam zabieg u jednej osoby daje efekt, a u innej nie?” I to był moment, kiedy zaczęłyśmy tłumaczyć stymulację tkankową w oparciu o nauki podstawowe. Chciałyśmy napisać książkę, która łączy naukę i praktykę kliniczną z realnymi doświadczeniami zespołu lekarskiego gabinetów Młodość oraz przeglądem najnowszych badań. To jest książka nie tylko dla lekarzy, ale też dla głodnych wiedzy pacjentów. Tłumaczy, jak działa skóra i jak ją mądrze odbudowywać oraz utrzymać w zdrowiu, niezależnie od wieku czy doświadczenia choroby” – dodaje Marta Bogusz.

Na własnych zasadach
Po chorobie życie nie musi być już tylko walką – może stać się nowym otwarciem. Między doświadczeniem a przyszłością, między blizną a marzeniem o zwyczajności, jest miejsce na radość, czułość i poczucie sprawczości. Zamiast ciszy i zakazów – konkretna wiedza, wsparcie, rozmowa. Zamiast samotności – obecność innych i zaufanie do siebie. Nie ma jednej recepty, ale zawsze można znaleźć własny rytm, swoje tempo, swój sposób. Nie bój się pytać, nie bój się zaczynać jeszcze raz. Każdy rozdział można napisać od nowa – na własnych zasadach.



