DR MARTA GOLISZ – SPA52 | Piękno zaczyna się od bezpieczeństwa

Materiał promocyjny
Marta Goliszblank


Branża beauty coraz wyraźniej wchodzi w etap profesjonalizacji. Klientki chcą dziś nie tylko widocznych efektów, ale też transparentności, wiedzy i pewności, że za zabiegiem stoi odpowiedzialność. O tym, dlaczego medycyna estetyczna zaczyna się od rozmowy, czym jest mądre podejście slow-aging i jaką rolę w nowoczesnym instytucie beauty odgrywa lekarz, mówi dr Marta Golisz, anestezjolog, która w SPA52 zajmuje się medycyną estetyczną.

Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcia: Anna Węcel

W branży beauty dużo mówi się dziś o komunikacie Ministerstwa Zdrowia dotyczącym procedur medycyny estetyczno-naprawczej. Jak Pani patrzy na ten moment: jako na ograniczenie czy potrzebne uporządkowanie standardów?


DR MARTA GOLISZ: Rzeczywiście ten komunikat wywołał sporo zamieszania w środowisku, ale z mojej perspektywy jest to przede wszystkim sygnał, że pewne kwestie wymagają uporządkowania. Nie chodzi o zabieranie kompetencji kosmetologom, bo bardzo wielu z nich wykonuje świetną pracę, ma dużą wiedzę i ogromne doświadczenie. Chodzi raczej o jasne określenie, kto może wykonywać określone procedury, na jakich zasadach i z jaką odpowiedzialnością. Największym problemem są osoby, które nie mają odpowiednich kwalifikacji, a po krótkich kursach wchodzą w obszar medycyny estetycznej i wykonują zabiegi ingerujące w organizm. Tu nie chodzi wyłącznie o samą technikę podania preparatu. Chodzi o wiedzę medyczną, świadomość możliwych powikłań i umiejętność reakcji, kiedy coś pójdzie nie tak. Dlatego uważam, że branża potrzebuje większej przejrzystości i ugruntowania prawnego. Sam komunikat nie jest jeszcze rozporządzeniem, ale pokazuje kierunek, w którym prawdopodobnie będziemy zmierzać.

Czyli nie chodzi o konflikt między lekarzami a kosmetologami, tylko o określenie granic odpowiedzialności?

Dokładnie tak. Medycyna estetyczna przez lata rozwijała się bardzo dynamicznie, momentami szybciej niż przepisy, które powinny ją regulować. Z jednej strony mamy świetnych specjalistów, lekarzy, kosmetologów, osoby z ogromną wiedzą i wyczuciem, a z drugiej rynek, na którym nadal pojawiają się praktyki bardzo wątpliwe. I to właśnie ten obszar wymaga uporządkowania. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek straszyć albo budować podziały. Chodzi o to, żeby pacjent wiedział, do kogo trafia, jakie są kompetencje tej osoby i co się stanie, jeśli pojawi się powikłanie. Najważniejszy powinien być człowiek, który przychodzi na zabieg, a nie interes konkretnej grupy zawodowej.

Obecność lekarza w takim miejscu jak SPA52 nie jest jeszcze oczywistą normą w branży. Czy klientki i klienci coraz częściej oczekują takiego poczucia bezpieczeństwa?

Tak, zdecydowanie. Klient jest dziś coraz bardziej świadomy i coraz częściej chce mieć pewność, że zabieg wykonywany jest w bezpiecznych warunkach, przez osobę, która potrafi nie tylko osiągnąć efekt estetyczny, ale również ocenić ryzyko. Dla mnie jako anestezjologa, punktem wyjścia zawsze jest stan zdrowia pacjenta: choroby, przyjmowane leki, wcześniejsze reakcje organizmu, możliwe przeciwwskazania.
Czasami pacjent przychodzi z bardzo konkretnym oczekiwaniem, ale ono nie zawsze jest realne albo bezpieczne. Wtedy rolą lekarza jest powiedzieć „stop”, wytłumaczyć, dlaczego dany zabieg nie będzie najlepszym rozwiązaniem i zaproponować coś bardziej adekwatnego. To jest część odpowiedzialnej pracy, choć bywa trudna, bo pacjenci często mają już w głowie gotowy obraz efektu.

20260530 DSC00924 2

Była Pani wcześniej klientką SPA52. Czy dlatego zaproszenie do współpracy z tym miejscem wydało się Pani naturalne?

Znałam to miejsce wcześniej i bardzo dobrze je odbierałam. Od około trzech lat działam w obszarze medycyny estetycznej i szukałam przestrzeni, w której mogłabym prowadzić gabinet. Kiedy pojawiło się zaproszenie ze strony SPA52, bardzo mnie to ucieszyło, bo uważam, że to wyjątkowe miejsce na mapie Poznania, jeśli chodzi o branżę beauty, jakość usług i atmosferę. To nie jest przypadkowy adres. SPA52 od lat buduje wizerunek miejsca świadomej pielęgnacji, pracy z ciałem i troski o klienta. Dlatego obecność lekarza jest tu dla mnie naturalnym kolejnym krokiem, a nie sztucznie dodanym elementem.

Jak przyjął Panią zespół?

Bardzo ciepło. Zespół jest duży, właściwie złożony z samych kobiet i byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona tym przyjęciem. Coraz lepiej się tutaj czuję i bardzo chętnie przyjeżdżam do SPA52. Na ten moment jestem zwykle dwa, trzy razy w miesiącu, ale myślę, że z czasem będę pojawiać się częściej. Dla mnie ważne jest też to, że mogę współpracować z kosmetolożkami, które mają swoje doświadczenie, wiedzę i bardzo dobrą relację z klientkami. Taka współpraca daje dużo większe możliwości niż działanie w pojedynkę.

20260816 DSC 7708 M.Zakrzewski 6

Jest Pani anestezjologiem, czyli lekarzem, który na co dzień myśli przede wszystkim o bezpieczeństwie, reakcjach organizmu i przewidywaniu ryzyka. Jak ta perspektywa przydaje się w medycynie estetycznej?

Anestezjologia to specjalizacja, w której na co dzień ocenia się ryzyko, kwalifikuje pacjentów, reaguje na sytuacje nagłe i przewiduje możliwe powikłania. Moi pacjenci w szpitalu są oczywiście często znacznie bardziej obciążeni, ale tej perspektywy nie da się po prostu wyłączyć, kiedy wchodzę do gabinetu medycyny estetycznej. Patrzę na pacjenta przez pryzmat fizjologii, przebytych chorób, przyjmowanych leków, wcześniejszych reakcji organizmu. To wszystko może mieć znaczenie przy zabiegu. Czasem coś, co wydaje się drobną procedurą estetyczną, w rzeczywistości jest interwencją medyczną. Dlatego dobrze zebrany wywiad i właściwa kwalifikacja są dla mnie początkiem każdej pracy z pacjentem.

Co skłoniło Panią do zainteresowania się medycyną estetyczną?

Szukałam przestrzeni poza blokiem operacyjnym, ale nie poza medycyną. Medycyna estetyczna daje mi możliwość pracy manualnej, zabiegowej, a jednocześnie pozwala na zupełnie inny kontakt z pacjentem. W szpitalu często działamy w sytuacjach dużego obciążenia, stresu, zagrożenia życia. Tutaj spotkanie ma inny charakter, jest więcej rozmowy, więcej czasu na poznanie oczekiwań i historii człowieka. Czasami mam wrażenie, że w gabinecie jestem trochę psychologiem albo psychoterapeutą. Pacjenci bardzo się otwierają, opowiadają o swoich kompleksach, obawach, doświadczeniach. Za potrzebą wykonania zabiegu bardzo często stoi jakaś emocja. Dlatego nie można patrzeć wyłącznie na zmarszczkę, bruzdę czy konkretny obszar twarzy. Trzeba zobaczyć człowieka.

20260816 NZ7 6061 M.Zakrzewski 2

Czy pacjentki mają świadomość, że zabieg z zakresu medycyny estetycznej nie jest zwykłą usługą kosmetyczną?

Bardzo różnie. Coraz więcej osób pyta, interesuje się, chce wiedzieć, ale wciąż edukacyjnie jest dużo do zrobienia. Zdarza się, że pacjentki są zdziwione, kiedy mówię im o możliwych działaniach niepożądanych czy powikłaniach. Czasem słyszę, że nikt wcześniej im o tym nie mówił. Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek straszyć. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że jeśli ingerujemy w organizm, podajemy preparat, naruszamy ciągłość skóry albo wykorzystujemy określone technologie, zawsze może pojawić się reakcja, której nie planowaliśmy. Kluczowe jest więc nie tylko wykonanie zabiegu, ale również umiejętność postępowania wtedy, gdy organizm odpowie inaczej niż zakładaliśmy.

Jak wygląda odpowiedzialna kwalifikacja do zabiegu?

Zaczyna się od rozmowy. Trzeba zapytać o choroby, przyjmowane leki, alergie, wcześniejsze zabiegi, reakcje organizmu, a czasem również o wyniki badań. Trzeba wykluczyć przeciwwskazania i ocenić, czy zabieg, na który pacjent się zapisał, rzeczywiście jest dla niego odpowiedni. Zdarza się, że pacjenci sami wybierają sobie procedurę, bo zobaczyli ją w social mediach albo ktoś im ją polecił. Nie zawsze jest to dobry pomysł. Moją rolą jest wtedy racjonalizacja tych oczekiwań. Czasami trzeba powiedzieć, że danego zabiegu nie wykonamy albo że lepiej zacząć od czegoś zupełnie innego. Bywa trudno, ale zawsze staram się wysłuchać, zrozumieć potrzebę i zaproponować rozwiązanie, które będzie bezpieczne i sensowne.

Czyli zdarza się, że odmawia Pani wykonania zabiegu?

Jeżeli widzę, że oczekiwania pacjenta są nierealne albo że zabieg nie jest dla niego właściwy, wolę odmówić niż zrobić coś, co nie będzie dobre. Dotyczy to zarówno kwestii medycznych, jak i estetycznych. Nie jestem zwolenniczką przerysowanych efektów ani dużej wolumetrii tam, gdzie nie ma takiej potrzeby. Zdarzają się też osoby, które mają bardzo silne, często zaburzone wyobrażenie o swoim wyglądzie, chodzą od gabinetu do gabinetu i oczekują efektów, których nie da się osiągnąć albo których nie powinno się osiągać. W takich sytuacjach czasem lepszym rozwiązaniem jest rozmowa ze specjalistą niż kolejny zabieg. Są też granice, których nie przekraczam. Nie wykonuję na przykład zabiegów u osób niepełnoletnich.

20260816 NZ7 5995 M.Zakrzewski 2


Social media mocno wpływają dziś na wyobrażenie o urodzie. Czy pacjentki przychodzą z oczekiwaniami z Instagrama?

Social media zrobiły medycynie estetycznej trochę czarnego PR-u, bo wiele osób patrzy na zdjęcia po filtrach, po obróbce, w odpowiednim świetle i chce uzyskać taki sam efekt w rzeczywistości. A twarz, skóra, proporcje i możliwości zabiegowe są bardzo indywidualne. Na szczęście widzę też zmianę. Coraz częściej odchodzi się od dramatycznej zmiany wyglądu na rzecz regeneracji, poprawy jakości skóry i subtelnych efektów. Bardzo bliski jest mi trend slow-aging. Nie lubię określenia „starzeć się z godnością”, bo brzmi trochę jak obowiązek, ale idea ładnego, spokojnego, naturalnego starzenia się jest mi zdecydowanie bliska. Chodzi o to, żeby wspierać skórę, poprawiać jej kondycję, ale nie zmieniać człowieka w kogoś innego.


Jakie zabiegi zatem wykonuje Pani w SPA52?

Jednym z moich ulubionych zabiegów jest toksyna botulinowa. Uważam, że to złoty standard medycyny estetycznej, oczywiście pod warunkiem, że pracujemy na certyfikowanych preparatach i wykonujemy zabieg w sposób odpowiedzialny. Efekty są przemijające, więc nie jest to procedura trwała, a przy właściwej kwalifikacji i technice może dawać bardzo dobre, naturalne rezultaty. Wykonuję również różnego rodzaju mezoterapie, zabiegi regeneracyjne, procedury poprawiające jakość skóry, czasem także zabiegi związane z poprawą proporcji twarzy. Nie jestem zwolenniczką dużej wolumetrii. Uważam, że wypełniacz powinien coś wypełniać, czyli odpowiadać na konkretny ubytek, a nie służyć do przerysowywania twarzy.

Wspomniała Pani o certyfikowanych preparatach. Czy pacjentki pytają o to, co dokładnie jest im podawane?

Coraz częściej pytają, ale nadal wiele osób nie wie, jaki preparat miało wcześniej podany, w jakiej ilości, przez kogo i kiedy. To jest mało transparentne i zwyczajnie nieuczciwe wobec pacjenta. Ja często przekazuję pacjentkom informacje o preparatach, z których korzystam. Można powiedzieć, że to taki „paszport piękna”: wiadomo, kiedy zabieg został wykonany, czym, w jakiej okolicy. To bardzo ważne, zwłaszcza jeśli pacjentka trafia później do innego gabinetu albo pojawia się konieczność korekty. Trzeba też jasno przestrzegać przed preparatami niewiadomego pochodzenia. Cena czasem kusi, ale w medycynie estetycznej nie można iść na skróty, bo konsekwencje mogą być bardzo poważne.

20260530 DSC00878 2

Transparentność jest więc nie tylko kwestią zaufania, ale też dalszego bezpieczeństwa pacjenta?

Zdecydowanie. Pacjent powinien wiedzieć, co zostało mu podane. Powinien mieć informację o preparacie, dacie zabiegu, miejscu podania. To ważne nie tylko z punktu widzenia relacji z gabinetem, ale też ewentualnego dalszego leczenia czy korekty. Warto też pamiętać, że niektóre substancje stosowane w medycynie estetycznej są lekami. Toksyna botulinowa nie jest kosmetykiem. Hialuronidaza, używana m.in. do rozpuszczania kwasu hialuronowego, również jest lekiem i może wywołać bardzo poważną reakcję alergiczną. Dlatego nie wystarczy umieć wykonać zabieg. Trzeba wiedzieć, co podajemy, komu, dlaczego i jak postępować w razie niepożądanej reakcji.

Coraz częściej mówi się też o wykorzystaniu USG w medycynie estetycznej. Co daje takie narzędzie w praktyce?

Praca z USG jest bardzo cenna, szczególnie w trudniejszych sytuacjach. Pozwala zobaczyć, gdzie znajduje się preparat, ponieważ preparaty mogą się przemieszczać. To ważne na przykład wtedy, gdy trzeba ocenić wcześniejsze zabiegi albo bezpiecznie przeprowadzić procedurę rozpuszczania kwasu hialuronowego. Dla mnie to kolejny element profesjonalizacji. Medycyna estetyczna nie powinna opierać się wyłącznie na wyczuciu i doświadczeniu manualnym, choć ono oczywiście jest bardzo ważne. Coraz większe znaczenie mają diagnostyka, wiedza anatomiczna, procedury bezpieczeństwa i dokumentacja tego, co zostało wykonane.

Jak Pani widzi współpracę lekarza i kosmetologa w nowoczesnym instytucie beauty?

Dla mnie to powinna być synergia, a nie konkurencja. Bardzo cenię współpracę z kosmetolożkami, bo one wykonują ogromną pracę nad jakością skóry, pielęgnacją, technologiami, terapiami przygotowującymi. Często zabieg medycyny estetycznej jest dopiero wisienką na torcie, a wcześniej potrzebna jest regularna, dobrze dobrana praca kosmetologiczna. Najlepsze efekty osiąga się wtedy, kiedy pacjent nie jest prowadzony przypadkowo, od zabiegu do zabiegu, tylko ma przemyślany plan. Czasem zaczynamy od poprawy kondycji skóry, czasem od regeneracji, czasem od edukacji i zmiany codziennych nawyków. Dopiero potem przychodzi moment na konkretne procedury medycyny estetycznej.

SPA52 jednoznacznie kojarzone jest z pielęgnacją, relaksem, technologią i pracą z ciałem. Co obecność lekarza wnosi do takiego miejsca?

Myślę, że poszerza opiekę nad klientem. SPA52 nie traci swojego charakteru miejsca, do którego przychodzi się po komfort, jakość i dobrą atmosferę. Obecność lekarza dodaje do tego obszar medyczny: możliwość kwalifikacji, wykonania określonych procedur, rozmowy o przeciwwskazaniach, ryzyku i realnych możliwościach. To jest naturalny kierunek dla miejsc, które myślą długofalowo. Dziś klientki nie chcą już wyłącznie szybkiego efektu. Chcą wiedzieć, że ktoś patrzy na nie całościowo, nie proponuje przypadkowych zabiegów i potrafi odmówić, jeśli coś nie jest dla nich dobre. To właśnie buduje zaufanie. Przyszłość należy do miejsc, które potrafią połączyć piękno z odpowiedzialnością. Lekarz w takim miejscu przestaje być dodatkiem premium. Staje się standardem i znakiem odpowiedzialnego podejścia do pacjenta. I myślę, że właśnie w tym kierunku będzie rozwijała się nowoczesna, dojrzała branża beauty.

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Marta Goliszblank
REKLAMA
REKLAMA