Otwiera się w nowej karcie

Padel Spot. Kawałek Hiszpanii nad poznańską Maltą

Materiał promocyjny
Padel Spot Poznań


Jeszcze kilka lat temu padel był w Polsce sportową ciekawostką. Dziś kortów przybywa w błyskawicznym tempie, a w Poznaniu wyrasta społeczność ludzi, którzy po pierwszej godzinie gry chcą wrócić po kolejną. Nad Maltą powstał Padel Spot – osiem kortów, przestrzeń klubowa, akademia, miejsce spotkań i wydarzeń. Za projektem stoją ludzie, którzy padla nie traktują jak chwilowej mody. Z Magdaleną Kiszczyńską i Bartłomiejem Bilskim rozmawiam o tym, dlaczego ten sport tak łatwo wciąga, czego zawodowa tenisistka musiała nauczyć się od nowa i dlaczego dobry klub padlowy powinien być czymś znacznie więcej niż halą z kortami.


Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcia: Tatiana Safonova

Zacznijmy od podstaw. Czym właściwie jest padel? Gdybyście mieli wytłumaczyć jego fenomen komuś, kto nigdy nie trzymał rakiety w dłoni, od czego byście zaczęli?

MAGDALENA KISZCZYŃSKA: Padel narodził się w Meksyku w 1969 roku i w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że łączy elementy tenisa i squasha. Gra się na mniejszym korcie, zawsze w cztery osoby – dwóch na dwóch – a w grze wykorzystuje się również otaczające kort ściany. Rakiety są mniejsze niż tenisowe, a piłka ma niższe ciśnienie, dzięki czemu inaczej się odbija. Ale najważniejsze jest coś innego: padel nie jest sportem trudnym na wejściu. I właśnie tutaj ma ogromną przewagę nad tenisem, który jest bardzo techniczny. Do nas może przyjść osoba, która właściwie nigdy nie uprawiała sportu rakietowego i już po pierwszych zajęciach naprawdę dobrze się bawić. Nie potrzebuje miesięcy treningów, żeby móc rozegrać pierwszą przyjemną partię.

To właśnie dlatego padel rozwija się dzisiaj tak szybko?

BARTŁOMIEJ BILSKI: Myślę, że to jeden z głównych powodów. Człowiek bardzo szybko dostaje nagrodę w postaci przyjemności z gry. Kort jest mniejszy, gramy deblowo, cały czas jesteśmy w interakcji z innymi ludźmi. Nie trzeba dojść do wysokiego poziomu technicznego, żeby zacząć czerpać z tego frajdę. Ponad 40 procent naszych klubowiczów stanowią osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z padlem. Bardzo dużą grupę tworzą też kobiety – to blisko 45 procent grających. Mamy pary, grupy znajomych, osoby starsze. W Hiszpanii zobaczyliśmy dzieci grające z rodzicami, dziadków z wnukami. To naprawdę sport międzypokoleniowy.

Magdo, dla Ciebie wejście w padla wyglądało zupełnie inaczej. Przyszłaś przecież z zawodowego tenisa.

M.K.: Z tenisem byłam związana właściwie przez całe życie. Zaczęłam grać jako sześciolatka. Później przyszła zawodowa kariera, mistrzostwa Polski, juniorskie Wielkie Szlemy, złoty medal mistrzostw Europy zdobyty w parze z Agnieszką Radwańską, turnieje międzynarodowe. Po zakończeniu kariery zostałam trenerką. I chyba właśnie dlatego czegoś mi później brakowało. Jeśli przez całe życie rywalizujesz, trenujesz, wyjeżdżasz na turnieje, ten rodzaj emocji zostaje w człowieku. Szukałam sportu, który mógłby mi choć trochę to zastąpić.

20260816 5 2

I tak trafiłaś na padla?

M.K.: Na padla trafiłam właściwie przypadkiem podczas pobytu u przyjaciółki na Lazurowym Wybrzeżu. Spróbowałam i od razu przepadłam. Nadal miałam rakietę w ręku, nadal była rywalizacja, ale pojawiło się coś, czego bardzo brakowało mi w tenisie – partner po mojej stronie kortu.

Tenisistka ma w padlu łatwiej czy paradoksalnie musi pozbyć się części swoich nawyków?

M.K.: Jedno i drugie. Oczywiście doświadczenie w sporcie rakietowym bardzo pomaga – czucie piłki, praca nóg, koordynacja czy szybkość reakcji zostają. Ale padel ma swoją specyfikę i trzeba się jej nauczyć. Bardzo ważne są ściany, dochodzi inne ustawienie na korcie i współpraca z partnerem. Dla mnie właśnie ta zespołowość była ogromną zmianą. Tenis zawodowy potrafi być bardzo samotnym sportem. Na turniej jedzie wielu zawodników, a wygrywa jeden. Reszta przegrywa i jedzie dalej. Przez jedenaście miesięcy w roku trzeba sobie z tym radzić. W padlu obok zawsze jest druga osoba. Odpowiedzialność i emocje dzieli się z partnerem. Dla mnie było to bardzo odświeżające.

Kiedy z tej sportowej fascynacji narodził się pomysł na biznes?

B.B.: Kilka lat temu polecieliśmy wspólnie do Hiszpanii i zaczęliśmy grać tam razem. Obserwowaliśmy nie tylko sam sport, ale całe otoczenie padla. I zobaczyliśmy coś bardzo ciekawego – hiszpański klub padla nie jest miejscem, do którego człowiek przyjeżdża, gra godzinę, bierze prysznic i natychmiast wraca do domu. Ludzie przychodzą całymi rodzinami, spotykają znajomych, zostają po meczu, rozmawiają, jedzą, piją kawę. Wtedy zaczęliśmy patrzeć na padla szerzej. Nie tylko jak na sport, ale jako pewien sposób spędzania czasu.

I taki miał być Padel Spot?

B.B.: Zdecydowanie. Przy projektowaniu inspirowaliśmy się najlepszymi klubami hiszpańskimi. Jeździliśmy, oglądaliśmy, sprawdzaliśmy, jak funkcjonują. Oczywiście kort jest sercem klubu, ale interesowało nas również wszystko, co dzieje się wokół niego. Dlatego od początku ważna była przestrzeń wspólna. Chcemy, żeby po grze można było usiąść, porozmawiać i wymieniać się doświadczeniami. Mamy przestrzeń, którą można wydzielić na urodziny czy spotkanie, rozwijamy ogród. Zależało nam na stworzeniu miejsca, w którym dobrze odpoczywa również głowa. Dzisiaj większość z nas ogromną część dnia spędza przed ekranem – telefon, wiadomości, media społecznościowe, praca. Jeżeli możemy sprawić, że ktoś przez kilka godzin będzie się ruszał, rozmawiał z innymi ludźmi i zwyczajnie dobrze spędzał czas, to dokładnie o to nam chodziło.

Obiekt ma cztery korty wewnętrzne i cztery zewnętrzne. To w polskich warunkach daje możliwość funkcjonowania właściwie przez cały rok.

B.B.: Tak. Przy naszym klimacie inwestycja wyłącznie w korty zewnętrzne byłaby bardzo ograniczająca. Tutaj pogoda nie determinuje tego, czy możemy grać. Z drugiej strony latem gra na zewnątrz ma zupełnie inny klimat. Bardzo często słyszymy od gości, że czują się tutaj trochę jak w Hiszpanii. To dla nas ogromny komplement, bo właśnie taki klimat chcieliśmy stworzyć.

20260914 1 4

Do tego lokalizacja przy Malcie – miejscu od lat kojarzonym w Poznaniu ze sportem.

B.B.: I to rzeczywiście bardzo dobrze zagrało. Malta naturalnie kojarzy się poznaniakom z aktywnością. Jesteśmy więc w miejscu, które ma już sportowy charakter i nie musimy tworzyć go od zera. Bardzo zależy nam również na atmosferze. Z opinii klientów wynika, że mocno doceniają obsługę i to, że czują się tutaj swobodnie. My sami jesteśmy praktycznie każdego dnia w klubie, rozmawiamy z ludźmi, gramy z nimi. Magda prowadzi też treningi i zajęcia Intro. Jesteśmy aktywni, obecni na miejscu i chcemy być częścią społeczności, która tworzy się wokół Padel Spot.

Skoro tak mocno stawiacie na budowanie społeczności, co z osobami, które chciałyby spróbować, ale nigdy wcześniej nie grały i nawet nie mają z kim przyjść?

M.K.: Właśnie dlatego stworzyliśmy zajęcia Intro. To godzina przeznaczona dla osób zupełnie początkujących. Poznają podstawowe zagrania i reguły gry. Nie muszą mieć rakiety, bo sprzęt można wypożyczyć na miejscu. A później pojawia się częsty problem: „świetnie, spodobało mi się, ale nie znam trzech innych osób, z którymi mogę zagrać”. I tutaj wchodzą między innymi Americano i Mexicano, dwa formaty stworzone z myślą o rozpoczynających swoją przygodę z padlem. Na zajęcia przychodzi większa grupa, uczestnicy są dobierani w zmieniające się pary i rozgrywają krótkie mecze. W ciągu dwóch godzin można zagrać z wieloma osobami i przy okazji je poznać.
B.B.: Mamy również Padel Spot Community – społeczność na WhatsAppie, w której gracze umawiają się na wspólne mecze. Grupy są podzielone według poziomu zaawansowania. Jest też osobna grupa dla kobiet. Nie trzeba więc przychodzić z gotową czwórką znajomych. My pomagamy tę społeczność zbudować.

Czy ten społeczny wymiar odróżnia padla od wielu innych dyscyplin?

M.K.: Bardzo. Widać to szczególnie u osób początkujących. Dziewczyny przychodzą na pierwsze Ladies Americano czy Ladies Mexicano czasem trochę nieśmiało, a później powstają znajomości, grupy na WhatsAppie i zaczynają same umawiać się na kolejne gry.

20260815 2 12

Czy padel jest sportem drogim? Tenis czy golf wciąż bywają kojarzone z pewnym progiem wejścia.

B.K.: W padlu ten próg może być naprawdę niewielki. Grają cztery osoby, więc koszt kortu rozkłada się na czterech zawodników. Rakietę można wypożyczyć. Jeżeli ktoś złapie bakcyla, może oczywiście kupić swój sprzęt – i tutaj, jak w każdej dyscyplinie, można znaleźć zarówno podstawowe rakiety, jak i bardzo drogie, limitowane modele. Ale żeby po prostu przyjść i zacząć grać, nie trzeba inwestować dużych pieniędzy w sprzęt. To też wpływa na dostępność tego sportu.

Mówicie o sporcie dla każdego, ale jednocześnie bardzo mocno stawiacie na profesjonalne szkolenie. Padel Spot jest związany z Manu Martin Academy.

M.K.: To jeden z najważniejszych elementów całego projektu. Jesteśmy jedyną akademią w Polsce, która zdobyła akredytację Manu Martin Academy. Manu Martin należy do ścisłej światowej czołówki trenerów padla i stworzył własną, bardzo uporządkowaną metodologię nauczania. Nasi trenerzy są szkoleni właśnie według tego systemu. Chodzi o to, żeby zawodnik przechodził kolejne etapy w określonej kolejności i żeby trening nie zależał wyłącznie od tego, co danego dnia wymyśli trener. Jest plan, konkretne elementy do opanowania i ciągłość szkolenia. Sama spędziłam dwa tygodnie w akademii, obserwując sposób pracy trenerów. Tam nic nie jest przypadkowe. Przed treningiem odbywa się odprawa, wiadomo, nad jakimi elementami pracują danego dnia poszczególne grupy. To trochę jak kolejne rozdziały książki – najpierw trzeba opanować jeden, żeby przejść do następnego.

Szczególne miejsce w tych planach zajmują dzieci.

M.K.: Tak. Od września chcemy mocno rozwijać akademię dziecięcą. Dla nas szkolenie młodzieży i podnoszenie poziomu padla w Poznaniu, a docelowo również w Polsce, jest jednym z kluczowych kierunków. W ramach współpracy z Manu Martin Academy mamy też możliwość cyklicznego wskazywania młodych zawodników, którzy będą mogli wyjechać na kilkudniowe szkolenie do akademii w Hiszpanii. To ogromna szansa, bo będą mogli zobaczyć padla na zupełnie innym poziomie i trenować w środowisku, w którym ten sport jest już bardzo rozwinięty.

Sport dziecięcy ma też dzisiaj szerszy wymiar – ekrany a aktywność młodych ludzi.

B.B.: Widzimy ten problem. Dzieci potrafią spędzać ogromną ilość czasu przy komputerze czy telefonie. Sport daje im coś, czego nie da się zastąpić kolejną aplikacją: pracę w grupie, relacje, rywalizację, konieczność poradzenia sobie z przegraną, świadomość, że do wyniku dochodzi się pracą.
M.K.: I dlatego tak podoba nam się dostępność padla. Nie każdy młody człowiek musi zostać zawodnikiem. Ważne, żeby chciał się ruszać i czerpał z tego przyjemność. Ponadto widzimy to również u dorosłych. Przychodzą osoby, które wcześniej właściwie nie uprawiały sportu. Czasem zaczynają bardzo spokojnie, po prostu przebijając piłkę, a później wracają. To daje ogromną satysfakcję.

Padel Spot jest też przygotowany pod wydarzenia. Czy firmy już odkrywają ten sport jako alternatywę dla klasycznej integracji?

B.B.: Tak i naszym zdaniem padel jest wręcz stworzony do team buildingu. Na korcie są cztery osoby, jest współpraca, trochę rywalizacji, ale przede wszystkim dużo zabawy. Nie trzeba mieć wcześniejszego doświadczenia, więc grupa o bardzo różnym poziomie sprawności nadal może dobrze spędzić czas. Mamy już za sobą wydarzenia dla dużych marek z branży motoryzacyjnej i widzimy, że padel bardzo dobrze sprawdza się jako format spotkań firmowych. Ale eventy to nie tylko firmy. Odbyły się już pierwsze urodziny dla dzieci, teraz organizowane są również urodziny dla dorosłych. Można wynająć korty, przygotować catering, później usiąść razem w części klubowej. Zamiast kolejnego przyjęcia przy stole przez kilka godzin najpierw robi się coś wspólnie.

20260816 4 2

Czy patrząc na tempo rozwoju padla w Poznaniu, można już mówić o boomie?

B.B.: Dynamika jest ogromna. Jeszcze trzy lata temu w Poznaniu były trzy korty. Później zaczęły pojawiać się kolejne obiekty i dziś mówimy już o liczbie bliskiej czterdziestu. Wiemy również o następnych inwestycjach. To pokazuje zainteresowanie, ale jesteśmy też ostrożni. Same korty nie zbudują rynku. Równolegle musi rosnąć społeczność graczy. Kluby powinny rozwijać się organicznie wraz z popytem.
M.K.: Na razie poziom większości grających w Poznaniu jest początkujący. Osób rywalizujących sportowo na naprawdę wysokim poziomie nadal jest niewiele. Ale z drugiej strony właśnie dlatego potencjał jest tak duży. Coraz więcej ludzi pisze do nas: „Nigdy nie grałem, chciałbym spróbować. Co mam zrobić?”. I bardzo często pierwsze zajęcia kończą się natychmiastową rezerwacją kolejnego kortu. W tenisie coś takiego praktycznie się nie zdarza, bo na przyjemność z gry trzeba zazwyczaj pracować znacznie dłużej.

A Ty sama, mając za sobą zawodowy tenis, międzynarodowe sukcesy i pracę trenerską, nadal potrzebujesz rywalizacji?

M.K.: Zdecydowanie tak. (śmiech) Są ludzie, dla których wynik jest dodatkiem – jeśli wygrają, świetnie, jeśli przegrają, też dobrze się bawili. I takich osób jest u nas zdecydowana większość. A później jest ta niewielka grupa ludzi, którzy całe życie uprawiali sport zawodowo i trochę inaczej reagują na przegraną. Ja należę właśnie do niej. Dzisiaj jestem reprezentantką Polski w padlu, więc ta sportowa część cały czas jest dla mnie ważna. Ale padel dał mi też coś, czego pod koniec zawodowej przygody z tenisem bardzo potrzebowałam – ponowną czystą radość z grania.

Jakie są najważniejsze plany Padel Spot na najbliższy czas?

B.B.: Chcemy przede wszystkim konsekwentnie rozwijać to, co już udało nam się zbudować – społeczność, akademię i sam klub. Obiekt daje nam możliwości dalszej rozbudowy, ale nie chcemy niczego przyspieszać na siłę. Zależy nam, żeby kolejne kroki wynikały z realnych potrzeb naszych klientów i z tego, jak będzie rozwijał się padel w Poznaniu.
M.K.: Dla mnie szczególnie ważne jest szkolenie dzieci i młodzieży. Chcemy stworzyć przemyślany system pracy, oparty na konkretnej metodologii i wysokiej jakości szkolenia. Nie zależy nam na masowości, tylko na tym, żeby młodzi zawodnicy mieli tutaj dobre warunki do nauki, rozwoju i budowania sportowej pasji.

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Padel Spot Poznań
REKLAMA
REKLAMA