Mindset R.Lewandowskiego inspiracją w biznesie?

Przemysław Wichłacz

Grudzień to czas, w którym wymyślamy takie postanowienie noworoczne, aby 10 stycznia móc już je oficjalnie wyrzucić do kosza – prawda czy fałsz? Odpowiedź jest zapewne kwestią „mindsetu”, na który zwracam uwagę. To aspekt, dzięki, któremu Robert Lewandowski może być niewątpliwie inspiracją i zestawienie jego kariery sportowej, do biznesu może okazać się ciekawym porównaniem, które pozwoli wyznaczyć cel realizowany przez 365 dni, zamiast 10!

Choć grupa osób, która wytrwa cały rok jest w mniejszości to są osoby, które to zrobią.To pewna grupa osób, która „idzie pod prąd”. Mam na myśli mikro, małych przedsiębiorców i start-upowców.Zderzają się z kolejnymi przeszkodami regulowanymi przez rząd, jednak wielu z nich mimo to rozwija swoje biznesy, osiąga kolejne sukcesy i inspiruje ludzi do tego, aby robili coś więcej, niż utarty schemat bycia podporządkowanym.

Dlaczego w takim przypadku Robert Lewandowski może być inspiracją w biznesie? Chodzi mi o jego sposób myślenia, o jego „mindset”, który jest olbrzymią dawką motywacji i inspiracji, w jaki sposób można „zdobywać życie”. Budując firmę, start-up, czy rozpoczynając jakikolwiek projekt, to nastawienie do robienia wielkich rzeczy jest kluczowe.

Na początku trzeba otworzyć firmę, zderzyć się z rynkiem, sprawdzić w praktyce jak przyjmie się produkt– Znicz Pruszków. Następnie zrobić kolejny krok. Wejść na wyższy poziom na krajowym podwórku, wypracować i umocnić swojego flagowca – Lech Poznań. Głowa jednak nie powinna zadowolić się tym wynikiem. Nagrody, rekordy sprzedażowe, puchary, wyróżnienia? Tak, świętować i być dumnym, jednocześnie ruszyć po kolejne!

Rośniemy i wychodzimy za granice. Pierwsze kroki, być może niepowodzenia, jednak cały czas dążenie do pierwszych sukcesów poza swoim lokalnym rynkiem i finalne debiutanckie tryumfy – Borussia. Rozwój– poprzeczka postawiona wyżej, kolejne sukcesy, rekordy sprzedażowe i rozpoznawalność na większym rynku – Bayern. Dodatkowo budowaniemarki osobistej, swojego wizerunku, nazwiska i indywidualne osiągnięcia – Lewandowski król strzelców, MVP, piłkarz roku FIFA i UEFA, Złoty But. Wywiady, okładki w największych gazetach, publiczne wystąpienia szkoleniowe, wydanie książki – dokładnie to samo w biznesowym odzwierciedleniu!Jesteśmy zatem na szczycie, na nieosiągalnym dla wielu poziomie i można na tym poprzestać.

To jak? Pilnujemy tego, co już mamy, szukając ekstra okazji na duży dochód? (piłkarska emerytura i kontrakt w USA, w Katarze, w Arabii?) Nie. Wyjście ze swojej strefy komfortu po raz kolejny i wyznaczenie sobie kolejnego wielkiego celu. Tym razem globalnego. Atak na cały świat – transfer do Barcelony w wieku 34 lat. Duże wyzwanie, trzeba budować „coś od nowa”, jednak otwierają się nowe możliwości, jeszcze większe niż dotychczas.

Przemysław Wichłacz
Mindset R.Lewandowskiego inspiracją w biznesie? 2

Możliwości, które są widoczne w momencie otwartej głowy i nienasycenia. To właśnie ten głód sprawia, że robimy więcej niż inni, że robimy coś, co jest dla wielu nieosiągalne. Robimy coś, na co ludzie często reagują – „udało mu się, miał dużo szczęścia!”. A to wcale nie chodzi o „udało się” czy też „szczęście”, tylko o sposób myślenia, który prowadzi do sukcesu. To wieczny głód osiągania celu i wyznaczania kolejnego. To chęć zdobywania świata. To właśnie to wyróżnia Lewandowskiego i wielu przedsiębiorców.Chcą czegoś więcej i o ile tak samo jak piłkarze mogą zadowolić się rynkiem lokalnym i sukcesem w swoim mieście, tak Ci, którzy mają mindseta’la Lewandowski nie poprzestaną na tym. Mamy przykłady Polaków, którzy działają w biznesie w podobny sposób – np. Rafał Brzoska InPost.

Po obserwacji tego jak nowe pokolenie przedsiębiorców buduje firmy, jestem pewny, że takich przykładów będzie więcej. Co ciekawe Ci, którzy dzisiaj wywierają na mnie tak duże wrażenie to ludzie, którzy mieli lub cały czas mają coś do czynienia ze sportem. Różne dyscypliny, różne historie, jednak wspólny mianownik sportowego charakteru powoduje, że ten mindset, czyli połączenie głodu sukcesu, dyscypliny, wytrwałości, wizji i planu jest kluczem do sukcesu.

Zapewne czytając ten tekst automatycznie przekłada się go na swój biznes lub na swoją życiową sytuację. W głowie pojawiają się analiza pt. „czy ja w taki sposób działam? Czy zadowalam się tym, co mam, czy też idę krok po kroku, zdobywając kolejne rynki, osiągając kolejne sukcesy?”.

Grudzień to dobry czas, żeby się nad tym pochylić. Kończymy rok, szukamy w głowie pomysłów na postanowienia noworoczne, ale zanim to nastąpi… Weźmy do ręki kartkę papieru, długopis i zróbmy bilans za rok 2022. Podsumowanie i zestawienie tego, w którym miejscu biznesu jesteśmy, zestawiając to za chwilę z tym, gdzie chcemy być.

  • Co osiągnąłem w tym roku?
  • Kogo poznałem?
  • Co zrobiłem?
  • Jakie wyniki osiągnąłem?
  • Jaka była moja efektywność?
  • Jakie aktywa nabyłem, w jakich ilościach?
  • Ile czasu poświęciłem na poszczególne działania?

To tylko kilka pozycji, które można przeanalizować. Mając to na kartce, łatwiej wtedy wziąć drugą, napisać grubymi liniami 2023 i zaplanować działania na zbliżający się rok. Jest wiele metod wyznaczenia celów, jednak tą, którą od lat ja stosuję, to metoda SMART. Określenie celu S – szczegółowo, M – mierzalnie, A – ambitnie, R – realnie, T – terminowo.

Sfera prywatna, biznesowa, edukacyjna/rozwojowa, zdrowotna/sportowa. Robi się z tego solidna mapa. Wszędzie duży cel rozbijany na mniejsze. Wprowadzam również mały detal, który mi osobiście daje wiele korzyści. Do każdego dużego celu wypisuje kilka odpowiedzi na pytanie: CO MI TO DA? Jakie JA korzyści odniosę po zrealizowaniu celu, jak będę się czuł, jakie marzenie zrealizuję, dlaczego to jest dla mnie takie ważne. To powoduje, że w momencie zawahania w trakcie realizacji patrzę na kartkę i myślę – „ok, dlatego to robię!” i działam dalej.

Zatem… Podsumowanie i plan – do dzieła! Ważne jest jednak to, aby zrobić to już, teraz. Wdrażać od zaraz, działać już. Nie od 1 stycznia, bo tak jest najwygodniej. Niech ten 2023 rok będzie wyjątkowy. Życzę Tobie mindsetu Lewandowskiego, dumy z wykonanych w tym roku działań i realizacji wszystkich rozpisanych planów w kolejnym!

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Przemysław Wichłacz
REKLAMA
REKLAMA

Piotr Łykowski | Od ciemności do światła – droga przez sport do pomagania innym

Piotr Łykowski


Piotr Łykowski rozpoczął swoją podróż do zdrowego trybu życia w momencie, w którym wielu by się poddało. Ważąc 135 kilogramów, zmagał się z głęboką depresją i lękami, które sprawiały, że każdy nowy dzień był dla niego wyzwaniem. To właśnie w sporcie znalazł ulgę oraz dodatkowe wsparcie na drodze do zdrowia. A wraz ze zdrowiem zdobył nową pasję, która sprawiła, że Piotr postanowił bić kolejne osobiste rekordy w triathlonie i ultratriathlonie. Oto jego historia.


Rozmawia: Zuzanna Kozłowska | Zdjęcia: Prywatne materiały P.Ł.

Jakie główne wyzwania napotkałeś na początku swojej drogi do zdrowego trybu życia?

PIOTR ŁYKOWSKI: Na samym początku wszystko było wyzwaniem. Znalezienie motywacji, by wstać rano z łóżka i zrobić cokolwiek pozytywnego dla siebie, było codzienną walką. Każdy trening, każda zmiana w diecie wymagała ode mnie ogromnego wysiłku, bo oznaczało to rezygnację z małych przyjemności, które dawały mi chwilowe poczucie szczęścia. Przełom nastąpił, gdy zrozumiałem, że każda mała zmiana przybliża mnie do celu.

Jakie były początki Twojej przygody z triathlonem?

Moje pierwsze kroki w triathlonie zainspirował film o Jerzym Górskim „Najlepszy”. Historia tego człowieka, który pokonał swoje nałogi i wygrał podwójnego Ironmana, pokazała mi, że sport może być drogą do zmiany życia. Bez żadnej wiedzy o triathlonie, ale z ogromną chęcią zmiany, postanowiłem, że to będzie mój cel – ukończyć Ironmana. By jednak tego dokonać, czekała mnie długa droga, która oznaczała między innymi zmiany żywieniowe, długie treningi, naukę pływania, sporo wyrzeczeń. Zapisałem się na swoje pierwsze zawody na najkrótszym dystansie triathlonowym, które nie bez trudności, ale udało mi się ukończyć i zapragnąłem więcej.

Piotr Łykowski

Przygotowujesz się do największego wyzwania sportowego w Twoim życiu, pięciokrotnego Ironmana, czujesz bardziej podekscytowanie, strach czy mieszankę obu?

Jest to raczej mieszanka emocji. Podekscytowanie tym, co nieznane przez wyzwanie, które przed sobą postawiłem. Ale też świadomość, że to będzie najtrudniejsze przedsięwzięcie w moim życiu. To nie jest strach w negatywnym tego słowa znaczeniu, raczej szacunek dla dystansu i wyzwania. Pływanie, bieg, rower, trzeba być mistrzem każdej z dyscyplin, żeby ukończyć takie zawody, ale przede wszystkim trzeba być mistrzem determinacji, skupienia i pozytywnych myśli. To jest moje największe wyzwanie sportowe, ale też krok w kierunku czegoś jeszcze większego… Uważam, że mieszanka niepokoju i adrenaliny sprawia, że czuję się bardziej żywy niż kiedykolwiek. Wierzę, że każde takie doświadczenie sprawia, że stajemy się silniejsi, nie tylko na trasie, ale w życiu w ogóle.

Jak wygląda Twój typowy dzień treningowy, przygotowując się do słynnego Ironmana?

Dzień zaczynam od porządnego śniadania i suplementów, które przygotowują mój organizm i układ nerwowy do wysiłku. Następnie przechodzę do treningu – pływanie, jazda na rowerze lub bieganie, w zależności od planu. Każda z tych aktywności zajmuje mi około 2-3 godzin, a cały dzień jest ułożony tak, aby znaleźć czas na pracę, rodzinę i odpoczynek. Tak spędzam około 5 dni w tygodniu. Kluczową rolę odgrywa tu również dieta i regeneracja, które pomagają mi utrzymać regularność w reżimie treningowym. Dwa, czasem 3 treningi dziennie, ciężka i żmudna praca. Warto dodać, że dystans Ironmana, który przygotowuję się pokonać, to prawdziwe wyzwanie: 19 kilometrów pływania, 900 kilometrów jazdy na rowerze i 211 kilometrów biegu. To działa na zmysły. Staram się również nie zaniedbywać innych ról w moim życiu poza tym, że jestem sportowcem. Dlatego znajduję czas, by czytać bajkę przed snem dzieciom, spędzić czas z żoną. Pomiędzy treningami nadal jestem przedsiębiorcą, co również pozostaje punktem mojego skupienia. Każdy dzień wymaga więc bardzo dobrego zorganizowania, by zarówno treningi zostały odhaczone, jak i czas z bliskimi czy praca.

Piotr Łykowski

Poza sportem i biznesem — pomagasz. Co skłoniło Cię do założenia fundacji „Zdrowy Kierunek” i jakie są główne cele Waszej działalności?

Założenie fundacji „Zdrowy Kierunek” było dla mnie naturalnym krokiem. Pragnę dzielić się tym, co udało mi się osiągnąć i pomagać innym w potrzebie. Inspiracją była choroba mojej córki, ale szybko zrozumiałem, że chcę działać szerzej. Naszymi głównymi celami jest wsparcie dla dzieci z młodzieńczym idiopatycznym zapaleniem stawów, leczenie otyłości wśród młodzieży i dorosłych oraz pomoc osobom zmagającym się z depresją. Chcemy pokazać, że zmiana na lepsze jest możliwa i że zdrowy tryb życia może być kluczem do szczęścia.

Historia Piotra to opowieść o przemianie, która wykracza poza fizyczne zmiany. Jest to przykład na to, jak determinacja, praca nad sobą i wsparcie bliskich mogą pomóc pokonać najtrudniejsze wyzwania. Poprzez swoje działania – zarówno w sporcie, jak i poprzez fundację – Piotr inspiruje innych, pokazując, że droga do zdrowia i szczęścia jest możliwa dla każdego, kto jest gotów podjąć wyzwanie.

Zuzanna Kozłowska

Zuzanna Kozłowska

REKLAMA
REKLAMA
Piotr Łykowski
REKLAMA
REKLAMA