Anna Szafranowicz | Miłość, spinel i łowca klejnotów

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024


Jej historia brzmi jak scenariusz filmu międzygatunkowego. Jest romans, akcja, przygoda, ryzyko, trochę bajki i… piękne klejnoty. Przypadkowe spotkanie w Bangkoku na zawsze zmieniło jej życie, zarówno to zawodowe, jak i prywatne. Ania Szafranowicz niczym wróżka za pomocą magicznej różdżki zamienia wyjątkowe, rzadkie, kolorowe kamienie szlachetne w biżuterię projektowaną „na miarę” pod marką AnnaSza Bespoke Jewellery.  

Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcia: Katarzyna Radecka BlingSis, archiwum własne A.Sz.

Jak zaczęła się Twoja historia z tworzeniem biżuterii?

ANNA SZAFRANOWICZ: Moja przygoda z kamieniami szlachetnymi zaczyna się w Tajlandii, osiem lat temu, w grudniu 2015, kiedy to podczas wakacji z przyjaciółką, poznaję swojego męża Nira. To było całkowicie przypadkowe spotkanie w lokalnej knajpce. Jest magia, jest chemia, ale ja jestem w Bangkoku tylko jeden dzień, więc nasza znajomość nie ma dużej szansy się rozwinąć. Wymieniamy się numerami telefonów i zaczynamy korespondować. Ja oczywiście nie mam pojęcia czym Nir się zajmuje, wiem tylko tyle, że nie jest Tajem. (śmiech) Jednak podczas tych wakacji wracam jeszcze na chwilę do Bangkoku i dalej jest jak w bajce. (śmiech) Miłość wybucha, wracam do Polski i postanawiam dać temu związkowi szansę. I tym samym chcąc nie chcąc, wsiąkam w świat kamieni szlachetnych. A dodać trzeba, że z zawodu jestem architektem, więc do czasu poznania Nira, wiedziałam o nich tyle, ile przeciętna użytkowniczka biżuterii. Miałam świadomość istnienia różnych ich rodzajów, ale to tyle. I dopiero u boku Nira powoli zaczęłam odkrywać tajniki procesu ich wydobywania i przemiany kruszcu w klejnot. Z radością dziecka chłonęłam wiedzę, mając ogromne szczęście, że znalazłam się w tym miejscu i mogę uczyć się od najlepszych.

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024

To powiedz w takim razie czym zajmuje się Twój mąż?

Krótko mówiąc, poszukiwaniem kamieni. Razem z bratem prowadzi w Bangkoku rodzinną szlifiernię kamieni szlachetnych i do jego zadań należy spotykanie się z dostawcami, wyjazdy do kopalni w poszukiwaniu kruszca idealnego. A kruszec idealny nie od razu jest taki piękny, jak widzimy ostatecznie w naszej biżuterii. Jego rozpoznanie wymaga ogromnej wiedzy i doświadczenia. Nir, mój gem hunter, czyli łowca klejnotów od lat podróżuje w poszukiwaniu wysokiej jakości kruszców. Dziś po ponad dekadzie od ukończenia GIA (Amerykański Instytut Gemmologiczny – przyp.red.), cieszy się ugruntowaną pozycją w branży i bogatym doświadczeniem zawodowym. Bo kamień szlachetny to często niepozorna grudka, w której ukryte jest piękno. I dopiero poddana obróbce staje się kamieniem, który znajduje swoje zastosowanie w jubilerstwie. Kiedy oszlifowany kamień po raz pierwszy trafił w moje ręce, poczułam, że trzymam w dłoni coś absolutnie niezwykłego. 

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024

A pamiętasz co to był za kamień?

To był kamień do mojego pierścionka zaręczynowego. Dostałam tacę z kilkunastoma kamieniami i pytanie, który podoba mi się najbardziej. I wybrałam. (śmiech) W mojej opinii najciekawszy i taki, który wciąż jest mało znany w Polsce, czyli spinel. To był moment, który dał początek idei „Bespoke Jewellery”, biżuterii tworzonej na indywidualne zamówienie z kamieniami szlachetnymi dostępnymi dla tak niewielu.
Wzbudziłaś zainteresowanie swoim pierścionkiem wśród znajomych?
To byli moi pierwsi klienci! Na początku nie myślałam wcale, żeby robić to zawodowo! Ale kiedy znajome czy koleżanki pytały o mój pierścionek, padały też pytania, czy mogą zamówić coś indywidualnego dla siebie. No i tak się zaczęło.

Ale przyznasz, że jednak nie każda kobieta, która dostaje pierścionek zaręczynowy, od razu zaczyna projektować biżuterię. A Ty postanowiłaś zająć się właśnie tym. Od tego, że masz dostęp do kamieni szlachetnych do projektowania biżuterii jednak jest kawałek drogi.

Studiowałam w Polsce architekturę, interesowałam się sztuką, zawsze pociągało mnie malarstwo i rzeźba. Myślę, że tworzenie jest silnie zapisane w moim DNA. Po urodzeniu pierwszego dziecka dość długo byłam w domu i bardzo potrzebowałam czegoś, co wyrwie mnie z domowych obowiązków. Ogromną rolę mobilizacyjną w tym procesie odegrał nie kto inny jak mój mąż. (śmiech) I to on niejako popchnął mnie w tym kierunku. Ostatecznie kruszce mieliśmy na miejscu, wystarczyło wymyślić pomysł na siebie. I wymyśliłam, że wcale nie chcę robić ogromnej kolekcji na sto sztuk jednego rodzaju pierścionka, tylko chcę być „be spoke”, czyli na zamówienie. Nie chcę robić masówki, tylko projektować dla konkretnej osoby, odkrywając jej potrzeby, poznając ją. Chcę, żeby kobiety, ubierając moją biżuterię, zaprojektowaną stricte dla nich poczuły to, co ja poczułam, wybierając kamień do pierścionka zaręczynowego. Bo to uczucie było obłędne! (śmiech) 

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024

Wróćmy do kamieni, bo to, o czym mówisz – czyli poszukiwanie najlepszych kruszców, wizyty w kopalniach – brzmi dla nas Polaków bardzo egzotycznie. Wręcz jak scenariusz filmu przygodowego. Jak to wygląda w praktyce?

W naszej pracy kierujemy się zasadą „from mine to market”, czyli w wolnym tłumaczeniu „z kopalni na rynek”. To unikatowa koncepcja na pewno w Polsce, być może nawet w Europie. Dzięki ciągłym podróżom Nira i jego wizytom w kopalniach, nasz łańcuch dostaw jest bardzo krótki. Kruszec pozyskujemy bezpośrednio z kopalń, potem trafia on do naszej szlifierni, a w rezultacie na palec przyszłego właściciela. To jest naprawdę ewenement, bo rynek kamieni szlachetnych kocha pośredników. (śmiech) U nas tego nie ma. Kamień od momentu wydobycia go z ziemi jest zawsze z nami. Od tej przysłowiowej grudki po obrobiony klejnot.

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024

Skąd pozyskujecie kamienie i jakie?

Świat kolorowych, naturalnych kamieni szlachetnych jest ogromny. Nasze kamienie pochodzą z różnych miejsc na świecie, pozyskujemy je m.in. z Birmy, Sri Lanki, Wietnamu czy Tanzanii. A wśród kamieni, które mamy w swojej ofercie znajdują się spinele, to mój absolutnie ulubiony kamień, szafiry, ale nie te niebieskie, ale fantazyjne, różowe, a nawet białe. Miałam okazję robić pierścionek z białym szafirem i to naprawdę był wyjątkowy, niepowtarzalny okaz. Granaty – zakochałam się w nich. Zawsze myślałam, że mój kamień to szmaragd, że to takie marzenie marzeń. Po czym zobaczyłam Tsaworyt, odmianę granatu. W Polsce granaty kojarzą się wciąż z tymi czeskimi kamieniami o barwie rodzynki, a w rzeczywistości to rodzina klejnotów o intensywnych barwach. Turmaliny, które są przystępne cenowo, cyrkony – nie cyrkonie (śmiech), akwamaryny i tanzanity. I co warto dodać wszystkie nasze kamienie są certyfikowane przez jedno z najlepszych laboratoriów gemmologicznych na świecie.

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024

Skupmy się na spinelach – kamieniach w Polsce mało znanych. Czy możesz powiedzieć o nich coś więcej?

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam tę nazwę, to szczerze powiedziawszy, niewiele mi powiedziała. Ale chcąc zachować twarz przed przyszłym małżonkiem, udałam, że wiem, o czym mówi, pokiwałam głową i kiedy tylko się odwrócił zaczęłam przeglądać Internet. (śmiech) Byłam przekonana, że to tylko angielska nazwa, która ma swoje tłumaczenie na język polski. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że spinel to spinel. (śmiech) Należy on do wysoce poszukiwanych, niezwykle cenionych na świecie, jednak wciąż mało znanych w Polsce klejnotów. Historia spineli jest bardzo bogata i ciekawa. W starożytności z kopalni w Azji Środkowej i Południowo-Wschodniej wydobywano wyjątkowo duże kryształy spinelu. Te szlachetne kamienie stały się znane jako „rubiny Balas”, a niektóre z nich były cenną własnością królów i cesarzy, często przechodząc przez wiele rąk jako łupy wojenne. W rezultacie niektóre z najsłynniejszych rubinów na świecie to w rzeczywistości spinele. Najlepszymi przykładami takich pomyłek są 170 karatowy, szkarłatno-czerwony spinel o nazwie „Rubin Czarnego Księcia”, czy 361 karatowy „Rubin Timura”. Odmiany czerwone i niebieskie są prawdopodobnie najbardziej znane, ponieważ historycznie identyfikowano je jako rubiny i szafiry, ale te naturalne kamienie szlachetne obejmują zarówno mocne głębokie barwy, jak i bardzo jasne pastele, we wszystkich odcieniach różu, lawendy, czerwieni, pomarańczu, fioletu czy niebieskiego, a nawet czarnego. Obecnie w trendach biżuteryjnych spinele o srebrnej barwie są wyjątkowo poszukiwane. Ten szczególny odcień stał się faworytem wielu projektantów. Jednak nie tylko aspekty wizualne stanowią o sukcesie tych wyjątkowych kamieni. Kolejnym powodem, dla którego uwielbiamy spinele, jest ich twardość, oceniana na 8 w skali Mohsa. Są niezwykle odporne na zarysowania, co czyni je doskonałym wyborem na pierścionki, naszyjniki czy bransoletki. A jako ciekawostkę dodam, że kilka z nich znajduje się w brytyjskiej koronie królewskiej.

Twój ulubiony projekt, który zrobiłaś?

Mam tyle pięknych projektów, że trudno wybrać ten ulubiony. (śmiech) Pamiętam taki dość trudny do wykonania, a że lubię wyzwania to postanowiłam wykonać w sumie dość ryzykowny projekt pracując z kamieniem, srebrnym spinelem o masie około trzech karatów i prostokątnym kształcie, czyli tzw. bagietką o długości prawie półtora centymetra. Moim marzeniem, było go oprawić dookoła złotem. I wykonawca chwycił się za głowę. Zupełnie tak samo, kiedy wykonawcy, którzy rozmawiają z architektem, mówią magiczne „nie da się”. (śmiech) Rozumiałam ryzyko wymyślonej oprawy, krawędzie takiego kamienia są niezwykle delikatne i może dojść do ich uszkodzenia, ale wizja była silniejsza! (śmiech). Po moich długich namowach udało się, a ten pierścionek bardzo szybko znalazł swojego nabywcę. Pamiętam także taki przypadek, kiedy zgłosił się do mnie klient, który chciał podarować swojej żonie wyjątkowy pierścionek. To była rodzina z pięciorgiem dzieci i wymyślił sobie, że każdy członek rodziny ma być w tym pierścionku reprezentowany przez kamień. To było szalenie wzruszające… W swoich projektach bardzo zwracam uwagę na detale wykończeniowe, takie jak forma i profil szyny, czyli obrączki i kształt korony. To moje autorskie pomysły, dlatego warto w projektowanej przeze mnie biżuterii zwracać uwagę nie tylko na kamień, ale także na całą jego oprawę.

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024

Czy AnnaSza BeSpoke Jewellery to tylko pierścionki?

W tej chwili rozpoczynam nieśmiało przygodę z wisiorkami i kolczykami, ale to bardzo proste projekty najczęściej pasujące do pierścionków, bo ktoś chce mieć cały komplet. Niedawno zrobiłam taki komplet dla mojej mamy, więc przecieram szlaki w innych rodzajach biżuterii.

Jak klienci do Ciebie trafiają? Bo nie można u Ciebie zamówić gotowego produktu z katalogu, tylko trzeba z Tobą porozmawiać o potrzebach i marzeniach.

Od kilku lat poruszam się między Tajlandią a Polską. A to nie jest mała odległość i nie zawsze jestem na miejscu. We współpracy z moimi klientami z pomocą przychodzi oczywiście Internet. Pomimo że nie jestem tu w Polsce cały czas, to właśnie stąd mam najwięcej klientów. Regularnie tu bywam, pokazuję się ze swoją marką na różnych wydarzeniach, spotkaniach. Mocno staram się zazębiać swoją markę z wydarzeniami modowymi, bo biżuteria to przecież nieodłączny element mody i jej doskonałe uzupełnienie. Więc spotkać mnie można na tego typu wydarzeniach, no i oczywiście w Internecie na Instagramie.

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024

A Twoje plany, marzenia?

Marzy mi się być częściej w Polsce, bliżej swojego klienta. Coraz częściej myślę o stworzeniu czasowych showroomów w Poznaniu czy Wrocławiu. Takich swoistych Pop-up store, które pozwolą klientom poznać mnie lepiej, a mi dadzą szansę na edukację klientów na temat często nieznanych w Polsce kamieni szlachetnych.

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Anna Szafranowicz Be Spoke Jewellery, Poznański prestiz maj 2024
REKLAMA
REKLAMA

MOOJ OPTYK | Podróż po światowych trendach okularowych

Okulary przeciwsłoneczne nie tylko dodają stylu, ale są także nieodłącznym elementem ochrony zdrowia oczu przed szkodliwym promieniowaniem UV. Co jednak staje się coraz bardziej fascynujące, to różnorodność ich pochodzenia. Włoska elegancja, amerykańska innowacyjność, francuski szyk, japońska precyzja – te cechy łączą się w wyjątkowych markach okularowych, których korzenie tkwią w różnych zakątkach świata. Trendów w okularach przeciwsłonecznych na nadchodzący sezon poszukaliśmy w poznańskim salonie optycznym z luksusowymi markami okularów przeciwsłonecznych i opraw okularowych MOOJ OPTYK.

Tekst: Alicja Kulbicka | Zdjęcia: John Dalia, Linda Farrow, Akoni

Jeśli mowa o trendach w okularach przeciwsłonecznych wiosna-lato 2024 w MOOJ OPTYK, to niespecjalnie staramy się za nimi podążać – śmieje się Magda Jurga, właścicielka salonu. – Co oczywiście nie oznacza, że ubierzemy Was w niemodne okulary. Bardzo indywidualnie podchodzimy do budowania garderoby okularowej naszych klientów – dodaje. I jak przekonuje – okulary muszą tworzyć z nami spójną całość, ubierać, a nie powodować, że czujemy się przebrani. Okulary powinny pasować do osobowości, okazji i spełniać odpowiednie funkcje.

Ponadczasowe rozwiązania

Zakup okularów przeciwsłonecznych wiąże się z decyzją, jakiego rodzaju okularów potrzebujemy, jaką soczewkę przeciwsłoneczną wybrać, z jakich materiałów powinny być one wykonane oraz jakie dodatkowe funkcje powinny spełniać. Oprócz swojej podstawowej funkcji chroniącej nasz wzrok przed promieniami słońca, okulary przeciwsłoneczne mają jeszcze jedną ważną rolę – to przecież ważny dodatek do naszych stylizacji, który w znaczący sposób wpływa na nasz wygląd. – Stawiamy na rozwiązania ponadczasowe – mówi Magda Jurga. – Z reguły wiemy, że klienta najbardziej cieszą zakupy, które w dłuższej perspektywie nie okazują się jednorazowe. Poprzez selekcję głównie niszowych i unikatowych produktów, które w większości można znaleźć jedynie w MOOJ OPTYK, klient może zbudować swój indywidualny styl i wizerunek. A to wszystko w oparciu o produkty najwyższej jakości. Wykonane z niezwykłą dbałością o detale. – Proponując naszym klientom okulary doskonałej jakości, oryginalne i niespotykane śmiało jako salon sami możemy wyznaczać trendy – dodaje właścicielka. 

Luksusowy, francuski szyk

Marką, z którą chyba najbardziej kojarzy się MOOJ Optyk, to John Dalia. – To zdecydowanie nasze największe odkrycie – zauważa Magda Jurga. – Francuski projektant, który stworzył bardzo luksusowy brand okularowy, to w naszym salonie najbardziej pożądane okulary w każdym sezonie, niezależnie od modelu.

Stworzona w 2011 roku marka John Dalia oferuje produkty z najwyższej półki, które są zgodne z naturalnymi prawami luksusu: precyzją, celowością i ponadczasowością. Rzeczywiście John Dalia działa w świecie najwyższego luksusu, oferując niezrównaną jakość, wyjątkowe materiały i zamiłowanie do prostego piękna. Kolekcje marki są zawsze dopracowane, a każda kreacja zaprojektowana jest jako element wysokiej biżuterii, dyskretnej, ale eleganckiej. Siłą marki jest niezwykła jakość wykonania produktów. Duża gama połączeń kolorystycznych oraz kształtów sprawia, że każdy z łatwością znajdzie najlepiej dopasowany do siebie produkt. Większość kolekcji okularów tej marki to modele unisex. Ale znajdziemy tutaj także modele większe, doskonałe na męską twarz ( zdj. nr 1 )  i mniejsze przeznaczone głównie dla kobiet. ( zdj. nr 2). – Dedykowaną na ten sezon propozycją jest przepiękny model Leo w ponadczasowym szarym kolorze i dodatkami z różowego złota – rekomenduje specjalistka M.J. (Zdj. nr 3) – Niebawem pojawią się w salonie limitowane modele okularów wykonane z tworzywa, (zdj. nr 4 ) dzięki którym nasi klienci będą mogli poczuć się naprawdę wyjątkowo. 

JOHN DALIA _ BRAD MOOJ OPTYK
zdj. nr 1 – John Dalia | model BRAD

Przejdź do sklepu ->

zdjecie2 2
zdj. nr 2 – John Dalia | Model Cillian

Przejdź do sklepu ->

zdjecie 3
Zdj. nr 3 – John Dalia | Model Leo

Przejdź do sklepu ->

zdjecie 4
Zdj. nr 4 – John Dalia

Przejdź do sklepu ->

Brytyjskie dzieła sztuki

Kolejną marką, która daje klientom poczucie wyjątkowości, goszcząc w portfolio salonu już od pięciu lat, jest Linda Farrow. Marka rodem z Wielkiej Brytanii. Nieoczywista i zaskakująca. Adresowana do kobiet ceniących sobie jakość i oryginalność. Tutaj każdy projekt to dzieło sztuki. – W nadchodzącym sezonie Linda Farrow postawiła na wytworną klasykę, ale w nowoczesnym wydaniu. Kobiecą, ale zdecydowaną w formie – przekonuje Magda Jurga. Pilotka w prostym, nawet trochę męskim, prostokątnym kształcie w dwóch skrajnych kolorach bieli i czerni ze złotymi dodatkami to absolutny must have tego lata. (Zdj. nr 5 ) Linda Farrow to także specjalistka pięknych oversizowych fasonów.

zdjecie6
zdj. nr 5 – Linda Farrow

Przejdź do sklepu ->

W letniej kolekcji znajdziemy podążającą za trendami propozycję w okrzykniętym przez Instytut Pantone kolorze roku 2024 – brzoskwiniowym. (Zdj. nr 6). Taki model okularów stanowi doskonałe uzupełnienie każdej wakacyjnej stylizacji. 

zdjecie5
zdj. nr 6 – Linda Farrow

Przejdź do sklepu ->

Futurystyczna japońska precyzja

Mimo że założyciele marki pochodzili z różnych środowisk i różnych części świata, w 2019 roku połączyli siły, tworząc Grupę Akoni. To, co nimi kierowało, to przekonanie, że łącząc swoje talenty i doświadczenia, mogą stworzyć zupełnie nowy rodzaj luksusowej firmy produkującej okulary, która dostarcza wyjątkowe produkty, opierając się wyłącznie na najlepszych projektach, materiałach, kunszcie i technologiach. Nazwa, którą wybrali dla tego nowego przedsięwzięcia, bardzo jasno wskazywała, jakie standardy zamierzali spełnić założyciele – Akoni po łacinie oznacza „bezcenny, godny podziwu.” Marka Akoni opiera się na najlepszych na świecie rzemieślnikach okularowych znanych ze swojej niezrównanej precyzji, poświęcenia i umiejętności, a ich finezja i mistrzostwo gwarantują ostateczną jakość. – Ta marka w ostatnim czasie, w ekspresowym tempie podbija serca naszych klientów, a po projekty Akoni chętnie sięgają także influencerki, czyniąc te produkty jeszcze bardziej popularnymi i pożądanymi – mówi Magda Jurga. – To niezwykłe połączenie futurystycznego designu z japońską precyzją i jakością wykonania. Dla wielu to coś dotąd niespotykanego na rynku optycznym. Model Eris stał się już ikoną tego sezonu. Niewielkie kółko połączone poprzeczką w górnej części frontu prezentuje się fenomenalnie i przykuwa uwagę. (Zdj. nr 7 ).

zdjecie 7
zdj. nr 7 – AKONI | Model Eris

Przejdź do sklepu ->

W katalogu marki Akoni nie zabrakło też propozycji dla panów. Odpowiednio duże i szerokie fasony dedykowane płci męskiej łączą w sobie wygodę i nieprzemijający design. Okulary, które pasują do garnituru przy okazji bardziej formalnych wystąpień, ale także do codziennych, a nawet sportowych stylizacji. (Zdj. nr 8 ).

zdjecie 8
zdj. nr 8 – AKONI | model STARGAZER

Zobacz kolekcję AKONI ->

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA