Ilona Adamska | „Nie hejtuję – motywuję”

Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję

W aurze szybkiego tempa życia, codziennych problemów, ludzkich dramatów powiedzenia „zło dobrem zwyciężaj”, „zło rodzi zło” często tracą na wartości lub są opacznie interpretowane. Wiele osób zapomina, co jest kwintesencją życia, co napędza złość, a rodzi dobroć. Ilona Adamska założycielka Europejskiego Klubu Kobiet Biznesu zainicjowała ogólnopolską kampanię „Nie hejtuję – motywuję”. Dlaczego porusza taki temat? Jakie osoby zaprosiła do projektu? W jaki sposób według niej powstrzymać destrukcyjną maszynę nienawiści? Jak buntować się przeciwko niesprawiedliwości? Przekonajcie się sami.

Czy doświadczyła Pani przykrości i oczerniania przez innych, sfałszowanych plotek? Własne doświadczenia stały się impulsem do stworzenia kampanii „Nie hejtuję – motywuję”?

ILONA ADAMSKA: Z zachowaniami wykraczającymi poza zasadę dobrego smaku i dobrego wychowania spotykam się od szkoły średniej, kiedy byłam hejtowana przez moje koleżanki. Wtedy nie funkcjonowało zjawisko hejtu w sferze publicznej, nie mówiło się o tym, nie wiedzieliśmy, że konkretne złe emocje można tak zdefiniować. Byłam wówczas obiektem nienawiści moich klasowych i szkolnych koleżanek z dwóch powodów. Po pierwsze, że trenowałam koszykówkę i odnosiłam ogromne sukcesy. Marzyłam, aby kontynuować sportową pasję na Akademii Wychowania Fizycznego, a dalej – wyjechać do USA i grać zawodowo w Woman NBA. Dzięki temu, że grałam w „kosza” miałam, chcąc nie chcąc, powodzenie u płci przeciwnej, miałam wianuszek adoratorów wokół siebie. To bardzo nie podobało się moim koleżankom z klasy, które wymyślały przeróżne historie na mój temat. Mocno mi ubliżały i docinały do tego stopnia, że kilkukrotnie prosiłam mamę, żeby mnie przeniosła do innej szkoły. Dodatkowo chodziłam do szkolnego pedagoga, z zakłopotaniem tłumacząc, iż nie radzę sobie z tą sytuacją nienawiści i złośliwości. Pomimo wielu przykrości nie przeniosłam się jednak do innej szkoły, gdyż mój trener koszykówki wybłagał moją Mamę, aby się na to nie godziła. Widział we mnie wielki potencjał oraz szansę na wygrane mecze, na zwycięstwo dla szkoły, a beze mnie w składzie – niestety przegraną dla zespołu. 

A drugi powód?

Drugi powód hejtu, który mnie spotykał z ogromną siłą rażenia, związany był z faktem, iż w 4 klasie liceum dostałam się do najlepszej agencji modelek w Polsce – D’vision – która ponad 20 lat temu pracowała z Iloną Felicjańską, Agatą Buzek, Anią Rubik. Dla dziewczyny z Sanoka dostanie się do międzynarodowego świata mody było wielkim sukcesem i spełnieniem marzeń. Pamiętam, że swój debiut jeśli chodzi o sesje modowe miałam w „Wysokich Obcasach”. Na pokazach –  u Tomasza Ossolińskiego. Jak tylko koleżanki ze szkoły zobaczyły moją sesję zdjęciową w gazecie pękały z zazdrości, wylewały na mnie przysłowiowy kubeł pomyj. Stałam się wtedy pośmiewiskiem, obiektem kąśliwych uwag na temat mojego wyglądu, wytykano mi wszelkie niedoskonałości, doszukiwano się brzydoty. Zaczęto przezywać mnie „pasztetem”. Komentarze z czasów liceum mocno mnie dotykały i głęboko zapadły mi w pamięć. Wiem, że aktualne moje kompleksy mają źródło we wczesnych latach edukacji, są owocem wyzwisk i wyśmiewania mnie, po prostu zaburzonych relacji z rówieśnikami. Te pseudo koleżanki zrobiły mi bardzo dużo krzywdy, co w latach późniejszych odbiło się jako brak pewności siebie w sferze osobistej, prywatnej, bo zawodowo jestem pewna swoich umiejętności. Bardzo dużo czasu zajmuje mi przyjęcie np. komplementu a propos mojej urody. Do dzisiaj się z tym mierzę, bo mam swoje wzloty i upadki.

Nie hejtuję - motywuję

Po nienawiści z lat szkolnych zaczął się dla Pani lepszy czas?

Niestety nie. Przyszedł czas na hejt zawodowy. Przeniosłam się do Warszawy po studiach i założyłam swój pierwszy magazyn drukowany „Imperium Kobiet”. Gdy medium to zaczęło odnosić pierwsze sukcesy, bardzo uaktywniła się moja konkurencja, tzn. podobne magazyny niszowe. Wszystkich zadziwiał fakt, że dla nieznanej Adamskiej felietony pisze Hanna Bakuła, Beata Tyszkiewicz, Jolanta Fajkowska, Krystyna Mazurówna. Zrzeszałam topowe jak na tamten moment (10 lat temu) nazwiska i wielu wydawców oraz dziennikarzy zaczęło mi zazdrościć i doszukiwać się niewiadomych rzeczy… A z zazdrości i zawiści wiadomo, co może się „urodzić”… Zaczęto mnie oczerniać, rozpoczęło się całe pasmo obrzydliwych pomówień, szkalujących mój wizerunek. Rozsiewano nieprzyjemne plotki na mój temat w stolicy, które do mnie docierały. Wiedziałam o tym, co ludzie mówią, czym „żyją” i jaka aktualnie jest „pożywka” dla mediów. Im dalej wchodziłam w ten świat show biznesu, świat mediów, tym więcej hejtu mnie dotykało. Jedynymi towarzyszami i moją największą opoką w tych trudnych chwilach byli moja Mama i brat. 

Powróćmy jeszcze do modelingu. Czy w związku z rozkwitem Pani kariery modelki również otrzymywała Pani niesmaczne, mówiąc delikatnie, przytyki?

Kiedy zaczęłam odnosić coraz większe sukcesy jako modelka, kiedy moje zdjęcia zaczęły ukazywać się na billboardach w dużych miastach, kiedy zaczęłam mieć coraz lepsze sesje zdjęciowe, po prostu zawiść i zazdrość kobiet zaczęła wylewać się jak gorąca lawa. Chamstwo i negatywne emocje w stosunku do mnie przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Zresztą do dzisiaj to trwa…

Jak to możliwe?

To kompletnie niewiarygodne i niezrozumiałe dla mnie, co drzemie w ludziach! Wystartowałam z kampania nt. hejtu, a dostaję tego hejtu coraz więcej. Nawet teraz, gdy jako Klub prowadzę akcję pomocy uchodźcom z Ukrainy. Czytam na Instagramie, że „lansuję się na zbiórkach”. Ludzie próbują zniszczyć mój wizerunek. Po co? Aby zyskać uwagę innych i mieć poczucie satysfakcji, że mi podwinęła się noga, że coś się nie udało. Brudne zagrywki. Intrygi. 

Wreszcie powiedziała Pani „dość”! 

Te przykre doświadczenia, które mnie spotykają na co dzień, sprawiły, że zaplanowałam ogólnopolską kampanię, aby powiedzieć stop hejtowaniu. Nie pozwolę, aby ktoś zza monitora swojego komputera, jako osoba anonimowa, niszczył mój wizerunek, który buduję systematycznie od ponad 15 lat. To nie jest tylko mój wizerunek, ale również Europejskiego Klubu Kobiet Biznesu, bo ostatnio przeczytałam kłamliwy post, że „panie płacą za bycie w Klubie, aby grzać się w moim blasku i łechtać moją próżność”, więc to jest też uderzanie w członkinie EKKB. To wszystko pokazuje skalę tego zjawiska i umacnia mnie w przekonaniu, jak ta kampania jest potrzebna.

Nie hejtuję - motywuję

Jaki jest cel kampanii?

Pragnę wypracować w ludziach, w dorosłych, w młodzieży, etyczne standardy zarówno w prywatnych stosunkach międzyludzkich, jak i w sferze zawodowej, w biznesie. Dobre i życzliwe relacje, które odstraszą innych przed knuciem intryg, pisaniem paszkwili, przed szkalowanie nas w Internecie. 

Przede wszystkim ja i ambasadorki kampanii chcemy wesprzeć kobiety, które doświadczyły hejtu, wskazać im narzędzia, za pomocą których mogą uporać się z przykrą sytuacją, czy po prostu pokazać, że nie są pozostawione z tym problemem same. Ogólnopolska kampania ma na celu nie tylko nagłośnienie zjawiska hejtu w pracy, ale też pokazanie jego rozmiaru i zasięgu.

Wiele przytacza się przykładów wspaniałych „babskich” inicjatyw, przedsięwzięć, w których podkreśla się wagę przyjaźni, dobrej energii, pozytywnych gestów i pomocy. A z drugiej strony tak druzgocące zjawisko hejtu… Czy naprawdę kobieta dla kobiety może być wilkiem? Wróg czai się za rogiem, np. w pracy, w środowisku biznesowym?

Kobiety, oczywiście, potrafią ze sobą współpracować, tworzyć pozytywne relacje, zarówno w obszarze życia zawodowego, jak i prywatnego. Jednak tak naprawdę istnieje druga strona medalu, rzadko odkrywana oficjalnie – a to fakt, że wiele kobiet doświadcza zjawiska hejtowania. I niestety złośliwości, rozsiewane plotki i nieprawdziwe informacji czy nawet niszczenie efektów czyjejś pracy – to wszystko pochodzi od kobiet, powstaje w wyniku nie męskiego, ale damskiego otoczenia, tzw. pierwiastka nienawiści. 

Kampania „Nie hejtuję – motywuję” nie jest tylko skierowana do gwiazd i ludzi z pierwszych stron gazet, choć – jak wiadomo – oni najczęściej doświadczają tej formy przemocy i napaści psychicznej. Ale zjawisko hejtu występuje też w środowisku biznesowym, doświadczają tego panie pracujące w korporacjach, małych czy średnich firmach, a przede wszystkim prowadzące własną działalność gospodarczą – i to one stają się ofiarami nieuczciwej konkurencji, nieetycznych zachowań i zagrywek rodem z thrillerów. Parafrazując znane powiedzenie, można by spuentować: „W miłości, na wojnie… i w biznesie wszystkie chwyty są dozwolone”. Niestety…

Nie hejtuję - motywuję

Problem nienawiści, znęcania się psychicznego jest rozległym problemem naszych czasów. W nagłośnieniu tego zjawiska zapewne pomogły ambasadorki kampanii. Czy te znane i cenione kobiety polskiej sceny artystycznej, medialnej, biznesowej chciały uczestniczyć w projekcie, bo zjawisko prześladowania, hejtu znają z autopsji?

Zaprosiłam do projektu wspaniałe kobiety, odważne, niebojące się mówić o swoich przeżyciach i lękach, jak: Katarzyna Miller, Anna Maruszeczko, Monika Richardson, Teresa Rosati, Weronika Rosati, Katarzyna Pakosińska, Beata Sadowska czy Anna Korcz. Moje ambasadorki doświadczyły – podobnie jak i ja – hejtu i dlatego teraz mówią głośne „Nie” i stanowcze „Stop” temu zjawisku. Niedawno do projektu dołączyło Blue Cafe, wspierają nas także aktorzy Marek Kaliszuk i Krystian Wieczorek. 

Katarzyna Miller, psycholożka, stwierdziła, że „to bardzo potrzebna akcja. O zjawisku hejtu trzeba wreszcie zacząć głośno mówić, by skutecznie mu przeciwdziałać!”. Natomiast Teresa Rosati wskazuje na osobisty aspekt, który nakłonił ją do aktywnego udziału w kampanii „Nie hejtuję – motywuję”, gdyż zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym doznawała wiele hejtu właśnie ze strony kobiet. Ambasadorki widzą, że hejt to poważny problem, z jakim boryka się na co dzień wiele osób, krzywdzonych, wyzywanych i dręczonych bezpodstawnie.

Ania Korcz powiedziała, że „trudno oprzeć się wrażeniu , że ludzie jeszcze bardziej niż kiedyś przestali się szanować.” Dobre wychowanie, etyka, moralność, empatia oraz szacunek do bliźniego jakby gdzieś uleciały, rozpłynęły się w powietrzu. Słowa Moniki Richardson często cytuję podczas moich publicznych wystąpień, gdyż czuję tak samo: „hejt to zjawisko jednoznacznie destrukcyjne, destabilizujące, zaplanowane od początku do końca na zrobienie krzywdy drugiemu człowiekowi. Teraz już wiem, że nie wolno wdawać się w dyskusję z hejterami, ale uwierzcie mi, dojście do tego wniosku zajęło mi dużo czasu i wiele nieprzespanych nocy”.

Czy my umiemy znaleźć granicę pomiędzy hejtem a krytyką?

Często właśnie nie umiemy znaleźć różnicy. Wydaje nam się, że jak ktoś napisze nam w mediach społecznościowych czy w mailu parę zgryźliwych i ciętych uwag na nasz temat to jest tylko krytyka. Niestety, tak wielokrotnie nie jest. Trzeba podkreślić, iż hejt jest procesem długofalowym, skrupulatnie zaplanowanym, aby zniszczyć swoją ofiarę. To działanie, które ma na celu zrobienie krzywdy.

Nienawiść często wypływa z toksycznej zazdrości i okrutnej ludzkiej zawiści. Jak według Pani stłumić w społeczności tak negatywne emocje, które często znajdują ujście w Internecie? A jak wiadomo sprzyja im cały wirtualny świat, social media, które są pożywką dla hejterów występujących tam anonimowo.

Z chęcią przytoczę ważne słowa, wypowiedziane przez Kasię Miller: „Niestety wielu ludzi ma niski poziom własnej wartości skorelowany z zawiścią i postawą roszczeniową. Są wściekli, że innym się udało, że są pogodni, znani, lubiani, zdolni, że odnieśli sukces. Zamiast dbać o to, żeby poprawić swoje życie, wolą poprawić sobie samopoczucie, umniejszając, opluwając i raniąc innych. I właściwie można współczuć hejterom, a nie się nimi przejmować. Zwłaszcza, że reakcje, świadczące o tym, że nas to dotyka są dla hejterów radością i pożywką. A obojętność wobec hejtu – najlepszym sposobem na radzenie sobie z nim”. To niezwykle cenna rada, do tego trzeba dojrzeć i skierować swoje myśli na inny tor.

Nie hejtuję - motywuję

Czy osoby pokrzywdzone, poddane presji hejtu, mają narzędzia do walki prawnej?

Sianie nienawiści podcina skrzydła wielu zdolnym i wspaniałym kobietom, których część nie radzi sobie z tym zjawiskiem. W efekcie często rezygnują z pracy, z własnego rozwoju, z marzeń, by znów odzyskać upragniony spokój. Usuwają się w cień.

Czas wreszcie powiedzieć „dość” osobom, które rozsiewają hejt i pokazać im, że ich poczynania mogą mieć poważne skutki prawne. Członkinie Europejskiego Klubu Kobiet Biznesu, prawniczki, podkreślają, że nikt nie jest anonimowy w sieci, nawet hejterzy. Nie są bezkarni, choć mogłoby się to tak wydawać. Anonimowy komentarz nie jest jednoznaczny z anonimowością! Można odszukać osobę, która taki komentarz wystawiła, która siedziała przy komputerze. Mamy specjalny cykl artykułów na ten temat, na stronie Europejskiego Klubu Kobiet Biznesu, przygotowany przez nasze prawniczki. Co możemy zrobić, jakie artykuły i paragrafy prawne zastosować i jak znaleźć takiego hejtera? Jak napisać pismo, wezwanie? – na te i wiele innych pytań można znaleźć odpowiedzi na stronie EKKB. Odsyłam. 

Jakie wskazówki, wartościowe rady może Pani przekazać osobom, które stały się ofiarami hejtu, obrzydliwych ataków słownych i niemoralnych zachowań? 

Odwrócić punkt ciężkości… Dostrzec clue całego zjawiska, że osoby podsycające nienawiść, żywiące się szkalowaniem innych same mają problem ze sobą, z poczuciem własnej wartości. W żaden sposób nie chcę bronić tak rozchwianych osób, ale warto pamiętać, że hejtują nas ci, którzy mają nudne życie, przewidywalne, bez perspektyw. Hejterzy to ludzie często bez pasji, ambicji, bez zainteresowań i dlatego interesują się życiem innych, tworząc własne fabuły i niestworzone historie. 

Pani Ilono, skupmy się chwilę na drugim członie nazwy kampanii. Warto jednoczyć siły, aby przeciwdziałać nienawiści?

Apeluję, aby się motywować, inspirować nawzajem. To niezwykle pomaga i uwzniośla. Nauczmy się cieszyć z sukcesów innych, bo wtedy nie będzie w nas zazdrości i zawiści, a przede wszystkim będzie nam się lepiej żyło. Inspirowanie się konkretnymi osobami, które mają sporo osiągnięć w dziedzinie sportu, biznesu, akcji prospołecznych itp., daje wielką siłę. Wówczas więcej nam się chce, czujemy się potrzebnym i wartościowym człowiekiem. Zamiast siać negatywną energię, która finalnie i tak do hejterów wróci, bo „co siejesz, to zbierasz”, lepiej skupić swoją uwagę na rzeczach wzniosłych, bardziej istotnych. Dopingować innych, pomagać im zrozumieć siebie, ale i otaczający świat, ludzkie zależności. Energię warto spożytkować w dobrym celu!

Ja od lat inspiruję się dr Ireną Eris, panią Teresą Rosati. Obserwuję z wielką radością osoby, które coś w życiu osiągnęły, ciężką pracą, niezależnością, podejmowaniem często ryzykownych decyzji w biznesie – to mnie uskrzydla i inspiruje, zachęca do inicjowania kolejnych pomysłów i ciekawych przedsięwzięć. Obserwowanie sukcesów innych, którzy są dla nas wzorami, niewątpliwie nas buduje, motywuje, pomaga prowadzić własną działalność. Tak jest chociażby w moim przypadku. Stawiam więc duży nacisk na motywację, inspirację, nieustanny rozwój i chęci do nauki.

Jakie akcje i wydarzenia pomagają promować kampanię „Nie hejtuję – motywuję”? 

Szykujemy sieć webinarów i comiesięczny cykl live’ów na Facebooku z ambasadorkami kampanii. Pierwszy, niezwykle inspirujący z Kasią Pakosińską już za nami. Rusza też kampania billboardowa, pierwsze reklamy już zawisły na Podkarpaciu, skąd pochodzę. W marcu będą widoczne w stolicy, następnie w Krakowie i Warszawie. Jesteśmy też w fazie przygotowań dużej konferencji prasowej, na wiosnę, dla dziennikarzy i mediów. Będzie cykl artykułów w „Liderzy Biznesu”, w magazynie „Świat Kobiety” i być może w „Wysokich Obcasach”. 

Ponadto przygotowujemy specjalny program do szkół na temat hejtu i jak temu zjawisku przeciwdziałać wśród dzieci i młodzieży. Tzw. pogadanki o nienawiści i zaburzonych relacjach społecznych z panią psycholog z Europejskiego Klubu Kobiet Biznesu, wybraną ambasadorką kampanii i ze mną jako pomysłodawczynią akcji, bo jak wynika z policyjnych statystyk w zeszłym roku ponad 1400 dzieci w wieku do 17 lat próbowało popełnić samobójstwo. Jedną z przyczyn targnięcia się na swoje życie był właśnie problem hejtu i związane z nim niskie poczucie własnej wartości. Dzieci i młodzież są wyśmiewane, przezywane przez rówieśników, notorycznie zamieszczane są szkalujące filmiki i zdjęcia w social mediach. Trzeba temu przeciwdziałać.  

Nie tak dawno byłam w Łodzi na wykładzie, na Łódzkiej Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej i w wystąpieniu nawiązałam do kampanii „Nie hejtuję – motywuję”. Poczułam wówczas bardzo silną więź z młodzieżą. Otrzymałam wyraźne sygnały jak bardzo młodzi ludzie potrzebują tego typu rozmów, motywujących, nakreślających sposób funkcjonowania i radzenia sobie z problemem nienawiści. Dlatego zaprosiłam do współpracy także mężczyzn, aby w kampanii był męski pierwiastek. Mamy zaplanowaną na 12 marca sesję zdjęciową z udziałem Marka Kaliszuka, Krystiana Wieczorka i zespołu Blue Cafe, w szczególności Pawła Rurak-Sokala. Chciałabym wyjść z kampanią ogólnopolską na uczelnie wyższe, do studentów.

Dodatkowo podczas I FORUM EUROPEJSKIEGO KLUBU KOBIET BIZNESU, które odbędzie się 13 maja br. w Warszawie, z udziałem znakomitych ambasadorów kampanii „Nie hejtuję – motywuję”, członkinie Klubu wystąpią w roli panelistek i prelegentek, bo chcemy promować ich pracę, biznesy, pasje. Po to jesteśmy, aby się wpierać! (śmiech) Wieczorem, po części konferencyjnej, odbędzie się huczna gala z pokazem mody, udziałem gwiazd i ambasadorów kampanii, którym wręczymy statuetki w podziękowaniu za zaangażowanie w akcję. Będzie to medialna piękna gala, z czerwonym dywanem (śmiech), podsumowująca pół roku naszego funkcjonowania. 

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję|Nie hejtuję - motywuję
REKLAMA
REKLAMA

Rzeczy

felieton: Tomasz Sobierajski

Odlot mojego samolotu się opóźniał, a ja z nudów porządkowałem rzeczy w plecaku. Moje myśli uciekły w stronę pytania, które zadała mi Agata przed ostatnią podróżą: „Czemu ciągle podróżujesz z plecakiem? Przecież masz tyle toreb, walizkę na kółkach…”. Nie umiałem odpowiedzieć na to pytanie. Może chodzi o to, że dobrze się czuję, kiedy „dźwigam” swój dobytek i los na plecach? A może wydaje mi się, że z plecakiem podróżuje się szybciej? Ot wrzucisz wszystko na ramię i biegniesz dalej. A może…

Nagle moje rozmyślania przerwał piskliwy głos, nadający po niemiecku: „O jejku! Ile ma pan rzeczy!”.
Zanim moja głowa zdążyła zareagować, oblała mnie fala wstydu. Poczułem się jak przedszkolak, kiedy wychowawczyni karci go za to, że bawi się zbyt wieloma zabawkami naraz. Uśmiechnąłem się lekko w stronę Piskliwego Głosu, który wydobywał się z ust niezdrowo wyglądającej, chudej blondynki, okutanej w szare szale i dzierżącej w prawej dłoni jutowy worek.

„Przepraszam” – bąknąłem speszony, choć już w momencie, w którym to mówiłem, wydało mi się to niestosowane. Za co ja ją przepraszam?!? Nabrałem powietrza w płuca, regulując oddech i zapytałem, może niezbyt grzecznie: „Ale właściwie, to o co Pani chodzi?”.
Byłem zły na siebie, że dałem się podejść jak sztubak i zły na Piskliwy Głos za to, że zagląda mi do plecaka i wścibia swój ptasi nos w nie swoje sprawy.

„Och, zupełnie o nic. Po prostu ma Pan dużo rzeczy” – Piskliwy Głos już się nie dziwił, on wiedział!!! Czułem, jak krew rozsadza mi aortę. – „A stwierdza to Pani, bo?” – zapytałem, siląc się na grzeczność. – „Bo ludzie kupują rzeczy bez opamiętania!” – Piskliwy Głos lekko przymknął oczy i pomagając sobie lewą ręką, którą niezgrabnie kręcił kółka w powietrzu, zaczął mnie instruować, jak powinienem żyć – „Kupują dla kupowania. Tak jak Pan. Otaczają się rzeczami. Uważają, że rzeczy dadzą im szczęście. A nie dadzą. Ja jestem minimalistką. Nie pozwalam na to, żeby rzeczy zabrały mi moją duszę. Nie wiem, czy Pan wie, ale wystarczy 50 rzeczy, żeby mieć wszystko. Wszyyyyystko! A Pan tu, w samym plecaku, ma pewnie ponad 50!” – zakończyła z triumfem.

Spojrzałem na plecak, potem na Nią. Ciekawe, jak zdążyła to tak szybko policzyć? Miałem dość. Moja granica cierpliwości kończy się tam, gdzie ktoś zaczyna mi mówić, jak mam żyć.

„Droga Pani – zacząłem spokojnie, choć może tylko tak mi się wydawało – pochodzę z kraju pod nazwą Polska. Mam już tyle lat, że zdążyłem jeszcze załapać się na ostatnie lata komunizmu. Czarnego, strasznego czasu, w którym nie było nic. NIC. Nie było tych, tak pogardzanych przez Panią, RZECZY. I ja już raz w życiu byłem minimalistą. Z musu. Z biedy. To mi wystarczy. Dziś, bycie minimalistą, w sytuacji, kiedy można wstać rano, pójść do sklepu dla minimalistów i kupić sobie minimalistyczne życie, zwyczajnie mnie śmieszy. I oburza. I jeśli Pani pozwoli, to zabiorę teraz mój plecak, wypchany mnóstwem RZECZY, udam się do wypasionego samolotu, żeby polecieć do mojego wypasionego życia. A Pani zamiast minimalizmu zalecam zdrowy rozsądek i odrobinę empatii. Uwaga, empatia jest za darmo, nie musi jej Pani kupować. Do widzenia!”.

Tomasz Sobierajski

Prof. Tomasz Sobierajski

Socjolog, wakcynolog społeczny, metodolog, specjalista z zakresu zdrowia publicznego, współautor bestsellerowej książki „Pokolenia”, wykładowca akademicki i maratończyk @tommysobierajski www.tomaszsobierajski.com
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA