Moja córeczka zafascynowana jest historią Enoli Holmes, siostry sławnego detektywa Sherlocka Holmesa. Pochłania kolejne części pięknie wydanej serii książek dla dzieci, opracowanej w formie komiksów, z zapiskami co do detali, przedmiotów, miejsc, na które warto zwrócić uwagę, podejmując próbę rozwiązania zagadki. Siada w swoim miodowym fotelu, przywdziewa czapkę w angielską kratę, zakłada kamizelkę, w której jest idealna kieszeń na zegarek retro, z otwieraną klapką, na łańcuszku. I czyta… Dodatkowo towarzyszą jej binokle. Ten detektywistyczny ekwipunek to prezent urodzinowy, na widok którego skakała z radości najwyżej jak się da. Jak na dekadę swojego życia jest bardzo rozważna i rozsądna, zwraca uwagę na szczegóły, koło których inni mogliby przejść bezrefleksyjnie. I nie tylko podczas zanurzania się w fascynującą lekturę, ale też w otaczającej ją rzeczywistości widzi więcej – co mnie zawsze wzrusza, tworząc tym samym przestrzeń do nowych pytań i szukania odpowiedzi.
Dla mnie impulsem do kreowania scenariuszy w dzieciństwie i wymyślania niestworzonych historii, dzięki którym rozwijała się moja wyobraźnia, też był tylko drobiazg. Wystarczyło coś maleńkiego, wręcz niezauważanego – a w moim odczuciu miało to wręcz magiczną moc. Kiedy sięgam pamięcią widzę blaszane pudełko po francuskich mydłach w kostce, w którym moja Mama przechowywała przeróżnej wielkości guziki. Fikuśne i eleganckie, kolorowe i stonowane, zabawne i wytworne. Z grawerem lub bez. Jak ja uwielbiałam przekładać te małe arcydzieła sztuki użytkowej. Niby nic tak istotnego – guzik. Czym może zachwycać guzik? A jednak… Detale – prowokują nas do uważności, tak jak szczegóły kryminalnej zagadki. Detektyw ze szczątków rozmów, fragmentów odnalezionych rękopisów czy ubrań, minimalnie widocznego odcisku palca lub buta – w fabule ulubionej powieści potrafi ułożyć wiarygodną historię. Dla mnie każdy guzik z blaszanego pudełka to kompletnie inna opowieść, często niewiarygodna a jednocześnie niezwykła: „a może ten był przyszyty do płaszcza ułana?”, „a ten zapewne odpadł od cudownej sukni podczas balu maskowego”, „ten ze względu na swoje złocenia i kształt zapewne należał do kogoś zamożnego – może hrabiego?”… Dla jednych zwyczajne guziki, dla mnie symbole pięknych historii, rozwijanych w wyobraźni dziecka. Bo jak wiadomo – umysł i fantazja dziecka nie znają granic…
Spaceruję z psem i napotykam prawie codziennie parę białych żurawi, które specyficznym skrzekiem oznajmiają swoją obecność, a być może i radość z nadejścia pięknej pory roku, jaką jest wiosna. Zatrzymuję się i niczym ornitolog robię zdjęcia, nagrywam filmiki, aby uwiecznić np. majestatyczny lot rozpostartych skrzydeł lub zobaczyć ptasią kłótnię. A gdy jadąc rowerem, odczuwam ciepło promieni słonecznych, które coraz śmielej wychodzą zza chmur, robię przystanek tylko po to, aby zamknąć oczy i pozwolić słońcu pomuskać mnie swoim ciepłem i napełnić nową energią. Z uwielbieniem słucham ptasich treli, przyglądam się wielkim kasztanowcom, które już wypuściły swoje pierwsze pączki w kolorze ciemnobrązowym. Obserwuję jak kwitną tulipany i hiacynty. Wiosna to moja ulubiona pora roku, która bez jakichkolwiek ceregieli uczy nas uważności i spostrzegawczości. Zatrzymania się w biegu. Skupienia na małych rzeczach, które rozkwitają i przebudzają się wraz z nadejściem pierwszych plusowych temperatur. Wiosna jest jak detektyw – skoncentrowana na detalach, a natura prezentuje kolejne i kolejne ekscytujące elementy większej układanki – jakby grała z nami w puzzle. Elementy, których w tym szaleńczym życiowym tempie często nie widzimy, obok których często przechodzimy zamyśleni. Ciepło wiosennych dni – przeplatane niespodziewanym deszczem czy burzą – skłania do obserwacji darów natury. A tu spaceruje żuczek lub leci ważka, nad głowami widać klucz dzikich kaczek. Tam w oddali widać stado saren, które delikatnie skupią trawę. W ogrodzie moich Rodziców magnolia obsypana już jest biało-różowymi pączkami i wygląda jakby przywdziała piękną balową suknię na powitanie wiosny.
W wielu życiowych kwestiach kluczem jest uważność, umiejętność koncentracji zmysłów, analityczne myślenie, rozsądek. A z drugiej strony – dawanie sobie czasu na kreację i snucie podróży po meandrach ludzkiej wyobraźni. W te piękne wiosenne dni zatrzymajmy się choć na chwilę, spójrzmy na otaczającą nas przyrodę, na ludzi dookoła – bliskich bądź nieznajomych – i obdarujmy ich uśmiechem, miłym słowem, przyjacielskim gestem. Tak po prostu. Zwyczajnie. Bezinteresownie. To niby tak mało – a jak cieszy.
Pięknych wiosennych dni życzę.




