Seksualność zmęczonych ludzi

blank


Coraz rzadziej słyszę w gabinecie: „Nie kochamy się, bo już się nie pragniemy”. Znacznie częściej słyszę: „Nie mam już na nic siły”. I myślę sobie, że to jedno z najbardziej współczesnych zdań o seksualności.


Przychodzą do mnie ludzie, którzy nie utracili zdolności do pożądania. Oni utracili dostęp do własnego ciała. Żyją w ciągłym napięciu, przebodźcowaniu, zmęczeniu. Ich organizm od dawna funkcjonuje w trybie alarmowym. A seksualność nie lubi stresu. Seksualność potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, oddechu, miejsca na przyjemność. Tymczasem wielu z nas od miesięcy, a czasem od lat, żyje tak, jakby codzienność była niekończącym się sprintem, a należałoby spojrzeć na nią, jak na maraton.

Pamiętam kobietę po czterdziestce, menedżerkę, matkę dwójki dzieci. Powiedziała mi kiedyś: „Wieczorem nie marzę o seksie. Marzę, żeby nikt nic ode mnie nie chciał”. To zdanie zostało ze mną na długo. Bo ono nie mówiło o braku miłości do partnera. Ono mówiło o przeciążeniu. O życiu, w którym ciało przez cały dzień jest w gotowości: odpowiadanie na maile, organizowanie domu, pilnowanie terminów, emocji dzieci, potrzeb innych ludzi. Kiedy wieczorem partner inicjuje bliskość, ona nie odczuwa niechęci wobec niego. Ona po prostu nie ma już zasobów energii.

Bardzo często seksualność staje się dziś pierwszym obszarem, który „gaśnie” nie dlatego, że relacja się kończy, ale dlatego, że organizm próbuje przetrwać.

Mam też przed oczami młodego mężczyznę, trzydziestolatka, który przyszedł do mnie przekonany, że „traci libido”. Pracował po dwanaście godzin dziennie, spał po pięć godzin, regularnie ćwiczył, jadł zdrowo, a mimo to czuł, że jego ciało przestało prawidłowo reagować na bliskość partnerki. Kiedy zapytałam, kiedy ostatnio naprawdę odpoczywał, spojrzał na mnie z zakłopotaniem i roześmiał się tak, jakby pytanie było kompletnie abstrakcyjne. Odpoczynek w jego świecie był czymś, na co trzeba sobie zasłużyć.
To bardzo charakterystyczne dla naszych czasów. Potrafimy monitorować kroki, kalorie, produktywność, jakość snu, ale coraz częściej nie umiemy po prostu być w kontakcie ze sobą. Nawet regeneracja stała się projektem do wykonania. Odpoczywamy „efektywnie”, medytujemy z aplikacją, a seks bywa kolejnym obszarem, który trzeba ulepszyć, zoptymalizować i omówić.

Widzę czasem pary, które przychodzą do gabinetu z ogromną wiedzą. Czytają poradniki, słuchają podcastów, znają język komunikacji emocjonalnej. Potrafią bardzo dojrzale rozmawiać o granicach i potrzebach. A jednocześnie siedzą naprzeciwko siebie kompletnie wyczerpani. Jakby całe życie było niekończącym się procesem zarządzania sobą.

Być może właśnie dlatego coraz więcej osób mówi dziś: „Kiedyś seks był spontaniczny”. Nie dlatego, że dawniej ludzie byli bardziej namiętni. Raczej dlatego, że współczesny człowiek żyje w chronicznym napięciu psychicznym i fizycznym wyczerpaniu. Trudno flirtować, kiedy mózg przez cały czas analizuje zaległości, kredyty, wiadomości i powiadomienia, a kochać się, kiedy ciało nie ma siły.

Myślę czasem, że żyjemy w kulturze permanentnej dostępności. Zawsze online, zawsze responsywni, zawsze „na już”. A przecież pożądanie potrzebuje czegoś odwrotnego. Potrzebuje zatrzymania. Czasu. Rozluźnienia układu nerwowego. Ciało zestresowane nie myśli o przyjemności. Ciało zestresowane myśli o przetrwaniu.
W gabinecie często obserwuję też ogromne poczucie winy. Ludzie pytają: „Co jest ze mną nie tak?”. Kobiety martwią się, że „powinny bardziej chcieć”. Mężczyźni martwią się, że zawodzą. Tymczasem często problemem nie jest seksualność. Problemem jest świat, w którym funkcjonujemy.

Nie chcę przez to powiedzieć, że każda trudność seksualna wynika ze stresu. Seksualność jest bardziej złożona. Ale mam poczucie, że za często próbujemy naprawiać libido, ignorując człowieka, który stoi za tym libido. Człowieka niewyspanego, przestymulowanego, samotnego emocjonalnie, żyjącego w ciągłym napięciu.
Coraz częściej myślę więc, że jednym z najważniejszych pytań, jakie możemy dziś sobie zadać, nie jest: „Jak mieć lepszy seks?”. Być może ważniejsze brzmi: „Jak wrócić do siebie?”. Do ciała, które nie jest wyłącznie narzędziem do działania. Do relacji, w której nie trzeba być wydajnym. Do bliskości, która nie jest kolejnym zadaniem z listy.
Bo seksualność zmęczonych ludzi bardzo rzadko potrzebuje więcej technik. Ona częściej potrzebuje mniej presji, więcej czułości i prawa do tego, żeby czasem po prostu odpocząć.

Planujcie zatem regularny, codzienny odpoczynek i relaks bez poczucia winy, bez presji na perfekcyjność w tym obszarze. To nie ma być kolejne zadanie do odhaczenia, tylko przyjemność, która bezpośrednio przełoży się na otwarcie ciała na seksualną czułość i bliskość.

Wasza Magda

Magdalena Świderska

Magdalena Świderska

Seksuolożka
Seksuolożka, specjalistka Seksuologii Praktycznej. Założycielka AMORI Centrum Seksuologii Pozytywnej w Poznaniu. Prowadzi warsztaty, konsultacje seksuologiczne i sesje coachingowe. Zajmuje się nauką skutecznej komunikacji, odkrywania potrzeb i granic oraz rozwoju inteligencji seksualnej partnerek/partnerów.Pomaga stawiać czoła wszelkim wyzwaniom związanym z seksualnością człowieka. Podstawowymi wartościami, którymi kieruje się w swojej pracy są pozytywne podejście do seksualności, otwartość, zaufanie…
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

blank
REKLAMA
REKLAMA