Nadprogramowe kilogramy do kochania – kilka słów o otyłości wśród psów i kotów

Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów

Nadwaga u zwierzaka potrafi być bardzo uciążliwa i ryzykowna dla zdrowia. Coraz bardziej ociężały kot czy pies mniej się rusza, a to powoduje, że tyje jeszcze bardziej. Nie należy zapominać, że każdy dodatkowy kilogram to większe prawdopodobieństwo obciążenia układu ruchu, krwionośnego czy wątroby lub nerek.

Coraz częściej zauważa się otyłe zwierzęta – zarówno koty, jak i psy. Nie zawsze przyczyną jest przekarmienie zwierzęcia. Niektóre choroby sprawiają, że utrzymanie odpowiedniej wagi jest trudniejsze. Jednak zawsze każde niepokojące objawy należy skonsultować z lekarzem weterynarii.

Dlaczego nasz milusiński ma za dużo kilogramów?

Główne przyczyny otyłości to przede wszystkich przekarmianie oraz mała ilość ruchu. Nadmiar niewykorzystanej energii dostarczanej wraz z pokarmem jest magazynowany przez organizm właśnie w postaci tkanki tłuszczowej. Jednak nie tylko przekarmianie powoduje otyłość. Domowe zwierzaki często mają zapewnioną za małą ilość ruchu – dotyczy to głównie kotów.

Co zrobić, by nasz zwierzak trzymał linię?

Przede wszystkim – nie przekarmiać! Nie podawać resztek ze stołu, żadnych tłustych kawałków mięs czy wędlin. Naszemu zwierzakowi wystarczy dobra karma bytowa, by zaspokoić jego kubki smakowe i zapotrzebowanie energetyczne. Jeśli chcemy dać coś ekstra naszemu pupilowi, to kupmy dobrej jakości smakołyki dedykowane kotom czy psom. Ludzkie jedzenie nie jest zdrowe dla zwierząt. Może powodować wzdęcia, bóle brzucha i prowadzić do otyłości. Jeśli kot czy pies zmaga się już z otyłością, to należy skonsultować to z lekarzem weterynarii lub zoodietetykiem w celu poprawienia komfortu życia naszego zwierzaka.

Otyłość u psów i kotów

Pamiętajmy, że odpowiednią dietę w przypadku otyłego zwierzęcia może zalecić tylko lekarz weterynarii lub licencjonowany zoodietetyk. Nie róbmy tego na własną rękę, ponieważ możemy tylko zaszkodzić.

Ważne też jest, by pamiętać, że domowe zwierzaki to często głodomory, które bardzo lubią jeść. Dotyczy to głównie kotów, które często swoich opiekunów próbują podpuścić, by dostać coś pysznego. Nie dajmy się zwieść ich słodkim oczkom i nie przekarmiajmy, ponieważ nadprogramowe kilogramy jest bardzo ciężko zgubić.

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów|Otyłość u psów i kotów
REKLAMA
REKLAMA

Białe czy zielone?


Niczego w życiu nie żałuję, oprócz jednego – że tak późno polubiłam szparagi. Stracone lata z zapałem nadrabiam. Kiedy pierwsze pęczki pojawią się na straganach, szparagi gotuję kilka razy w tygodniu. Bywa, że codziennie. Wiosenny obiad idealny: szparagi z bułką tartą, ziemniaczane purée z nieprzyzwoitą ilością masła, jajko sadzone, mizeria. Białe czy zielone? – spytacie. Moja szparagowa miłość zaczęła się od tych drugich, jednak od kilku sezonów – mimo wyzwania, jakim jest żmudne obieranie pędów – jestem koneserką białych.

felieton: Marta Kabsch | zdjęcia: Adobe Stock

Szparagi to dobry przykład na to, jak późno dojrzała moja „paleta”. Jako nastolatka byłam kulinarną ignorantką. Wachlarz moich ulubionych dań ograniczał się do mącznych pozycji w stylu pierogi, naleśniki, kluski. Zawsze cieszyłam się na bezmięsne postne piątki, kiedy na talerzach królował gluten. Na studiach liczyło się tylko, żeby było tanio. W przerwach między zajęciami na uniwersytecie stołowałam się w barach mlecznych (czytaj: pierogi i naleśniki). Szczytem wyrafinowania były wtedy sporadyczne wypady do wegetariańskiego baru na koftę indyjską (if you know, you know). Jeść z przyjemnością i świadomością nauczyły mnie dopiero koleżanki z pierwszej etatowej pracy. Justyna, Ewa i Kamila to smakoszki z prawdziwego zdarzenia. Wspólne śniadania i lunche były naszym codziennym rytuałem. Dziewczyny nawet proste kanapki zamieniały w ucztę, dodając nieoczywisty dodatek i dbając o wygląd posiłku. To one przekonały mnie do jedzenia sałatek, krewetek, sushi.

AdobeStock 650514488

Kolejnym foodowym influencerem na ścieżce gastroedukacji był mój partner Bartek. Przy nim polubiłam wszystkie warzywa, do których wcześniej miałam stosunek raczej niechętny. Bartek uwielbia gotować; ledwo wstanie od śniadania, już zaczyna planować, co zrobić na obiad. Żartuję, że kiedy siedzi zamyślony, wpatrzony w dal, na pewno myśli o jedzeniu. Jest niekwestionowanym Królem Zup. Sam najbardziej lubi jeść „coś w sosie”. Jest wyznawcą swojskich, sezonowych smaków, ale zdarzy mu się przyrządzić „coś egzotycznego”, na przykład znakomite ceviche z łososia czy obfitą quesadillę.
Lubię modę na jedzenie, instagramowe przechwałki o sezonowych obiadach, pięknych śniadaniach, restauracyjne trendy, viralowe przepisy. Jedzenie jest dla mnie ważnym (najważniejszym..?) motywem podróży. Na wakacjach w Tajlandii jedliśmy po dwa obiady dziennie, żeby spróbować jak najwięcej lokalnych przysmaków. Pensjonat nad morzem wybieram tak, żeby mieć blisko do ulubionej smażalni ryb. Weekendowe wyjazdy z moimi przyjaciółkami coraz częściej mają bardzo kulinarny profil. Kiedy tylko zabukujemy nocleg w jakimś mieście, czym prędzej przystępujemy do knajpianego researchu, a nawet zaczynamy przeglądać menu i ustalać, co w danym miejscu skosztujemy.

Niedługo kolejny długi weekend. Już obmyślamy z Bartkiem menu na wszystkie wolne dni. Muszę kupić zapas szparagów. Nie ma czasu do stracenia.

Marta Kabsch

PR Manager Starego Browaru, współwłaścicielka marki papierniczej Suska & Kabsch
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA