fbpx

Gdyby był aktorką – byłby Audrey Hepburn. Delikatny, wysublimowany, a jednak z pazurem. Gdyby był piosenkarką byłby Amy MacDonald – akustyczny, a jednak energetyczny. Nawiązujący swoimi detalami do brytyjskich symboli narodowych, tradycjonalista w nowoczesnym, wysmakowanym wydaniu.  Range Rover Velar P400 R-Dynamic.

 

Tekst i zdjęcia: Alicja Kulbicka

 

Pierwsze wrażenie

            Jasny, przestronny, z panoramicznym dachem potęgującym wrażenie jasności wewnątrz kabiny. Kremowo-czarne, skórzane fotele perforowane w symbol flagi Wielkiej Brytanii, z genialnie wygodnymi poduszkami na zagłówkach. Nie bez powodu materiał, z którego je wykonano, nazwano Windsor. Podobnie głośniki Meridian sound, na których delikatny wzór brytyjskiej flagi jest równie dobrze widoczny. Detale, ale jakże istotne dla gadżeciarzy. Trzy czytelne wyświetlacze, z których na pierwszy patrzymy poprzez kolumnę kierownicy, a dwa pozostałe znajdziemy na środkowej konsoli. Czytelne, zrozumiałe i co ważne dla motoryzacyjnej sroki zachwycającej się błyskotkami – bardzo glamour. Szybkie ustawienie właściwej pozycji za kierownicą za pomocą selektora z boku fotela i mogę ruszać. I tu niespodzianka. A w zasadzie dwie. Pierwsze odkrycie – mogę zapamiętać ustawienia fotela! Niby szczegół, jednak rzadko ostatnio dostępny w testowanych przeze mnie samochodach. A to takie przydatne. Szczególnie, jeśli z jednego samochodu korzystają dwie osoby. A komu to się nie zdarza? Kiedy jedno z aut przed domowym garażem zastawione jest przez drugie, o ile przyjemniej jest nie wkurzać się na swoją połowę, że wszystkie ustawienia są pozmieniane? A wystarczy jeden przycisk, który być może oszczędziłby wielu rodzinnych waśni… I odkrycie numer dwa – dźwignia zmiany biegów. Niewysuwane pokrętło wprowadzające mnie w konfuzję tylko prawdziwa dźwignia. Nowoczesna, a jednak oldfashion. Intuicyjna i zgrabna. Jeszcze tylko telefon. Szybkie połączenie się z samochodem. Apple CarPlay oczywiście obowiązkowo w zestawie. No to jadę. Oczywiście przy dźwiękach brytyjskiego Massive Attack. Chyba we wszystkich artykułach motoryzacyjnych mówię, ze muzyka w samochodzie jest dla mnie ważna. Tak więc najważniejsza dla mnie wiadomość – Range Rover Velar gra dobrze.

Wrażenia z jazdy

            Swój charakter Velar natychmiast pokazał na drodze i w żadnym calu mnie nie zawiódł. Nie bez powodu na testowanym przeze mnie modelu znalazło się oznaczenie R-dynamic. Silnik o pojemności 2995 cm3 o mocy 400 KM lubi jeździć. Velar jest zwinny i szybki. Zanim się nie obejrzałam na wyświetlaczu head-up było… trochę za dużo. I choć oczywiście zbyt szybka jazda w warunkach miejskich to coś, czego nikt z nas nigdy nie robi, moc silnika to coś, co bardzo lubię. I pozwala mi czuć się bezpiecznie. Po zwolnieniu do dozwolonej prędkości, dojechawszy do skrzyżowania, kierowca przede  mną postanowił z prawego pasa skręcić… jednak w lewo. Velar zasygnalizował niebezpieczny manewr w sposób, za który mogłabym go ozłocić. W znakomitej większości samochodów dźwięk ostrzegający przed niebezpieczeństwem przyprawia o zawał serca. Może ma przyprawiać, jednak w Velarze jak na brytyjskiego arystokratę przystało dźwięk jest subtelny. Stanowczy, acz subtelny. Podobnie jak sygnał niezapiętych pasów czy sygnał przychodzącego połączenia. W tym samochodzie wszystko do siebie pasuje. Pan kierowca skręcający w lewo z prawego pasa pojechał w swoją stronę, a ja pomknęłam dalej sprawdzić jak Velar sprawdzi się w warunkach innych niż miejsce ulice.

Arystokrata na trudne warunki

            Śmiem twierdzić, że autostrada to dla niego pestka. Jest dla niej stworzony. Wygoda, jaką gwarantuje kierowcy i pasażerom, powoduje, że nie odczuwa się pokonywanych kilometrów. Jest absolutnie „smooth”. Gładko i cicho. Wyciszenie to jeden z ogromnych atutów tego auta. Co zaskakujące przy samochodzie o tych rozmiarach. Obły kształt powoduje, że żadne zawirowania powietrza nie zakłócają toru jazdy. Nie czuć żadnych wahnięć czy podmuchów wiatru. Nawet podczas szybkiej jazdy. Eleganckie opływowe elementy nadwozia czy wysuwane klamki, wszystko to jest zaprojektowane w taki sposób, aby uzyskać jak najlepszą aerodynamikę. Na innych nawierzchniach nie było dane mi sprawdzić mojego brytyjskiego przyjaciela, gdyż ciężko w maju o błoto czy śnieg. Jednak jestem przekonana, że predefiniowane programy jazdy TerrainResponse, takie jak piasek, trawa-żwir-śnieg, czy błoto i koleiny pomogłyby mi wyjść z każdej opresji. I to w najlepszym angielskim stylu. Brytyjski producent zadbał też o właściwości terenowe. Velar ma prześwit 21,3 cm i głębokość brodzenia 60 cm. Dzięki pneumatycznemu zawieszeniu, głębokość brodzenia możemy zwiększyć do 65 cm, a prześwit do 26 cm. Dodatkowym wsparciem jest funkcja kontroli zjazdu ze wzniesień.

Dwa w jednym

            Być może to stereotyp, ale kobiety podobno kupują samochody oczami. Dane techniczne nie są tak istotne jak design czy kolor. Velar zauroczył mnie swoim wnętrzem, nacieszył oko detalami, które sprawiły, że przebywanie w nim to czysta przyjemność. Otulił mnie swoją zmysłowością. Ale pokazał mi też swoją moc na drodze, co dla mnie równie ważne. A to połączenie dla mnie doskonałe. Piękny i szybki. Więc czego chcieć więcej?