Rozwód rzadko zaczyna się od chłodnej kalkulacji. Częściej od poczucia krzywdy i potrzeby, by ktoś wreszcie powiedział: „to nie była moja wina”. Tyle że sądowe zwycięstwo nie zawsze oznacza większy majątek, lepszą pozycję w sprawach dotyczących dzieci czy nawet poczucie, że naprawdę udało się zamknąć przeszłość. Tymczasem Polska pracuje nad odejściem od orzekania o winie, idąc śladem wielu europejskich systemów prawnych. O tym, co dziś rzeczywiście daje wina, kiedy warto o nią walczyć i czy prawo powinno jeszcze rozstrzygać, kto był „dobrym”, a kto „złym” małżonkiem, mówi Marta Działyńska, radca prawny.
Rozmawia: Magdalena Ciesielska Zdjęcie: Tomek Tomkowiak, ADOBESTOCK
Zacznijmy od bardzo konkretnej sytuacji. Przychodzi do Pani osoba zdecydowana na rozwód i mówi: „Chcę, żeby sąd orzekł jego albo jej wyłączną winę”. Co powinna wiedzieć, zanim rozpocznie taką walkę?
MARTA DZIAŁYŃSKA: To bardzo częsty przypadek. Zadaję wtedy pytanie, dlaczego chce, aby sąd orzekł winę drugiej strony? Próbuję ustalić cel, któremu to ma służyć. I najczęściej pojawia się odpowiedź, że chodzi o sprawiedliwość, alimenty lub jest to komuś potrzebne, by móc pokazać kiedyś dzieciom. Zdarza się jednak, że chodzi o zemstę. W każdym jednak przypadku cel wynika z poczucia krzywdy.
Wokół winy funkcjonuje wiele mitów. Często słyszymy: „udowodnię zdradę, więc dostanę więcej z majątku”, „będę w lepszej sytuacji w sprawie o dzieci”, „sąd przyzna mi rację”. Co tak naprawdę daje dziś orzeczenie o wyłącznej winie, a czego nie daje?
Rozwiązanie małżeństwa z orzeczeniem wyłącznej winy małżonka otwiera drogę do uzyskania alimentów bez konieczności wykazywania, że znajdujemy się w niedostatku. I w zasadzie nic więcej. Warto podkreślić, że orzeczenie winy wyłącznej w rozwodzie nie daje prawa do uzyskania większej części majątku, nie uprawnia do większych praw w sprawach o dzieci. Ale zgadzam się, że wina wyłączna daje „rację” temu, kto ją w postępowaniu sądowym przeciwko małżonkowi uzyskał. I chociaż jak widać nie ma to większego znaczenia dla innych spraw okołorozwodowych, jest często na tyle silnym pragnieniem, że nie chce się z niego zrezygnować.
Najbardziej konkretnym skutkiem są alimenty pomiędzy byłymi małżonkami. Kiedy różnica pomiędzy rozwodem z winą i bez orzekania o winie może mieć naprawdę duże znaczenie finansowe?
Kiedy rozwód pociąga za sobą obniżenie poziomu życia małżonka niewinnego. W takich przypadkach zasądzenie alimentów na jego rzecz od małżonka, który ponosi winę wyłączną daje realnie komfort i bezpieczeństwo finansowe. Alimenty przysługują też przy orzeczeniu winy wspólnej, chociaż na innych zasadach. Na przykład małżonek, który się ich domaga musi wykazać przed sądem, że znajduje się w niedostatku.
W jakich sytuacjach walka o winę ma zatem realny sens prawny, a kiedy staje się przede wszystkim walką o poczucie sprawiedliwości?
Uzyskanie wyroku rozwodowego z orzeczeniem winy drugiego małżonka jest też trochę o tym, że samemu nie przyczyniliśmy się do rozpadu naszego małżeństwa. A to jest często bardzo ważne dla osób, które rozwodzić się nie chciały. Warto wspomnieć, że nasz system prawny przewiduje jeszcze jedno rozwiązanie dla takich osób. Otóż, jeżeli rozwodu żąda małżonek wyłącznie winny – to małżonek niewinny może się na rozwód nie zgodzić. A wtedy sąd rozwodu nie orzeknie. Można taki brak zgody potraktować jako element negocjacji – dam zgodę na rozwód, ale zależy mi na konkretnym sposobie podziału majątku. To dość częsta praktyka.
Zdrada jest chyba pierwszym skojarzeniem z winą. Czy zdrada zawsze oznacza winę za rozpad małżeństwa? Co w sytuacji, kiedy nowy związek pojawił się dopiero po faktycznym rozpadzie relacji?
Nie, zdrada nie zawsze prowadzi do orzeczenia wyłącznej winy w rozpadzie małżeństwa. W postępowaniu rozwodowym sąd bada, czy do zdrady doszło już po ustaniu więzi małżeńskich, czy wtedy, gdy w małżeństwie stron układało się dobrze. Jednym słowem ustala się czy zdrada była efektem, czy przyczyną rozpadu związku. Jeśli postępowanie dowodowe wykaże, że strony od dawna żyły w zasadzie obok siebie, nie prowadziły już wspólnego życia, nie spędzały ze sobą czasu wolnego, funkcjonowały w domu automatycznie, często dla dzieci, to wtedy najpewniej sąd uzna, że rozpad więzi nastąpił wcześniej, niż doszło do zdrady jednej ze stron. W takim przypadku najbliżej będzie pewnie do wydania wyroku o winie wspólnej. Natomiast zwracam uwagę, żeby nie traktować małżeńskiej rutyny jako ustania więzi małżeńskich. Z pomocą przychodzi prawo, które jasno określa przesłanki niezbędne do orzeczenia rozwodu. Musi nastąpić rozpad więzi gospodarczej, ekonomicznej i emocjonalnej. Przy czym rozpad ten musi występować we wszystkich trzech aspektach, być trwały i zupełny.
Jak sąd ustala winę dzisiaj? Jak wyglądają współczesne sprawy dowodowe – wiadomości, komunikatory, nagrania, zdjęcia, świadkowie, prywatni detektywi? Gdzie przebiega granica skutecznego dowodu i naruszania prywatności?
W dzisiejszym świecie trudno o dowody, które nie naruszają prywatności. Jest powszechną praktyką dopuszczanie w postępowaniach rozwodowych (ale nie tylko takich) materiałów zdobytych w różny sposób, nie tylko legalny. Nagrania z ukrytej kamery, wiadomości czy skrzynki mailowe zdobyte poprzez złamanie hasła, detektywi śledzący stronę itp. Na tak uzyskany dowód jest nawet metafora – „owoc zatrutego drzewa”. Osobiście sprzeciwiam się jedynie takim materiałom, które zawierają wizerunek lub głos dziecka. Wyjątek mogłabym zrobić tylko w takim przypadku, w którym dowód ten świadczyłby o tym, że dziecku naprawdę dzieje się krzywda.
Ustalenie winy oznacza często bardzo szczegółowe odtwarzanie historii małżeństwa. Czy dlatego takie sprawy potrafią ciągnąć się latami?
Tak. Postepowanie dowodowe w przedmiocie winy jest często długotrwałe właśnie dlatego, że pociąga za sobą konieczność przeprowadzenia wielu dowodów. Chociaż z drugiej strony zdarza się i tak, że w sprawie jest materiał, który nie pozostawia wielu wątpliwości. Jeśli dodatkowo wszyscy świadkowie stawią się na termin rozprawy, to takie postępowanie może zamknąć się w miarę sprawnie.
I tu dochodzimy do ceny, której nie widać w sentencji wyroku. Czy długie postępowanie o winę może podtrzymywać konflikt zamiast go wygaszać?
Różnie bywa. Są osoby, które żyją sprawą rozwodową, przygotowują się do każdej rozprawy, nie chcą ugodowo zamknąć tego rozdziału swojego życia. To najczęściej te przypadki, w których poczucie krzywdy nie zostało nigdy ukojone. W takich przypadkach konflikt nie ustaje, a wręcz narasta. Jest jednak i taka część Klientów, którzy z każdym kolejnym miesiącem oswajają się z rozstaniem. Wtedy zdarza się w sprawie zamknąć rozprawę i wydać wyrok bez orzekania o winie nawet tuż przed końcem postępowania.
Psychologia rozwodu coraz częściej zwraca uwagę nie na sam fakt rozstania, ale na poziom konfliktu pomiędzy rodzicami. Co wiemy dziś o wpływie długotrwałego sporu rozwodowego na dzieci? Czy walka o winę może ten konflikt dodatkowo wzmacniać?
Niewątpliwie. Dzieci czują konflikt między rodzicami. Nawet jeśli wydaje nam się często, że chronimy je przed sporem, w praktyce tak nie jest. Długotrwałe postępowanie sądowe może zachwiać poczuciem bezpieczeństwa i stabilizacji tak samo, jak rozstanie rodziców. Z punktu widzenia dobra dzieci rozwód bez orzekania o winie jest pierwszym krokiem do tego, by w zgodzie i porozumieniu wychowywać dzieci po rozstaniu.
Z drugiej strony trudno powiedzieć osobie, która doświadczyła przemocy, porzucenia, uzależnienia czy wieloletniej zdrady: „wina nie ma znaczenia”. Czy całkowite odejście od winy nie grozi zatarciem różnicy pomiędzy sprawcą a osobą pokrzywdzoną?
To są pojęcia bliższe zagadnieniom prawa karnego. Tymczasem rozwód to tak naprawdę rozstanie dwóch ludzi. O ile nie wystąpiły w małżeństwie zachowania naganne jak przemoc (w jakiekolwiek formie), czy uzależnienie (szeroko pojęte), to uważam, że dla wszystkich członków rodziny lepiej, jeśli rozstanie będzie kulturalne i z szacunkiem dla drugiej strony.
I właśnie w tym miejscu pojawia się aktualna dyskusja legislacyjna. Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad odejściem od orzekania o winie przy rozwodach. Dlaczego ten system znalazł się dziś pod znakiem zapytania?
W większości krajów Europy Zachodniej sądy nie orzekają o winie którejkolwiek ze stron. Wyrok stwierdza jedynie rozwiązanie małżeństwa przez rozwód.
Hiszpania pozwala zakończyć małżeństwo bez wykazywania przyczyny, Niemcy koncentrują się na trwałym rozpadzie związku, podobnie wiele państw północnej Europy. Dlaczego tyle systemów prawnych odeszło od pytania „kto zawinił?” na rzecz pytania „czy to małżeństwo faktycznie jeszcze istnieje?”
Myślę, że dlatego, że w większości przypadków trudno jednoznacznie stwierdzić, kto ponosi winę za rozpad małżeństwa. Dobrze jest też pamiętać, że w Polsce nie obowiązuje stopniowanie winy. Zatem jeśli sąd dojdzie do wniosku, że do rozpadu małżeństwa stron jeden małżonek przyczynił się w 99%, a drugi w 1% to i tak orzeknie winę wspólną. I tak się dzieje się bardzo często. Dlatego warto za każdym razem zastanowić się, czy na pewno zależy nam na prowadzeniu postępowania sądowego ustalającego winę w rozwodzie.
Z drugiej strony Francja czy Austria nadal zachowują możliwość rozwodu opartego na winie. Czy to oznacza, że Europa wcale nie wypracowała jednego dobrego modelu?
Nie, nie wypracowała. Rozwód to ten rodzaj spraw, który należy do systemu legislacji krajowej.
A może konflikt po prostu zmienia miejsce? Jeżeli sąd nie będzie rozstrzygał winy, czy spór może przenieść się na alimenty, majątek, kontakty z dziećmi albo władzę rodzicielską?
Oczywiście. I często tak jest. Nawet w sposób nieuświadomiony przerzucamy kierunek walki z winy na kwestie pozostałe. Jeśli konflikt wszedł w fazę, w której obejmuje już wszystkie sprawy związane z rozwodem dobrze jest zastanowić się, jakie jest źródło tego konfliktu. Kiedy to się już uda, można zacząć małymi krokami szukać rozwiązań. A kiedy znajdzie się już porozumienie we wszystkich kwestiach, pozostaje jedynie zgodzić się na rozwód bez orzekania o winie.
Gdyby miała Pani dziś odpowiedzieć osobie stojącej przed decyzją: walczyć o winę czy ją odpuścić – jakie okoliczności powinny naprawdę przesądzić o wyborze?
Osobiście uważam, że rozwód bez orzekania o winie jest zawsze najlepszym rozwiązaniem. Natomiast chcę podkreślić, że nie mam na myśli sprawy, w której w małżeństwie dochodziło do nadużyć o charakterze kryminalnym. W większości przypadków jednak rozstanie to po prostu dramat dwojga ludzi, którzy się kiedyś kochali. Dlatego z szacunku do wspólnie spędzonych lat i rodziny, jaką wspólnie założyli lepiej byłoby, gdyby potrafili rozejść się kulturalnie. W kwadrans. I zacząć nowy rozdział. Uważam, że lepiej spożytkować energię, skupiając się na przyszłości, a nie pozostawać w przeszłości. I pielęgnować w sobie tylko dobre wspomnienia.




