Coraz więcej par w Polsce żyje „po prostu razem” – bez ślubu, bez formalnej ochrony, często z poczuciem, że jeśli jest miłość, to reszta „jakoś się ułoży”. W Narodowym Spisie Powszechnym z 2021 roku GUS odnotował 895 443 par żyjących w związkach niesformalizowanych, a w 2023 roku takie relacje stanowiły już blisko 8% wszystkich rodzin w Polsce. I wszystko jest w porządku… dopóki jest w porządku. Prawo najczęściej nie wchodzi do mieszkania, kiedy taka para planuje wakacje czy dzieli domowe obowiązki – ono wchodzi wtedy, gdy pojawia się szpital, wspólne mieszkanie, dziecko, rozstanie albo śmierć. Wtedy nagle okazuje się, że „partner” w świetle procedur potrafi być traktowany jak ktoś obcy – a to, co było oczywiste w relacji, przestaje być oczywiste na papierze w formalnej rzeczywistości. O wyzwaniach, jakie stają przed osobami w związkach partnerskich, opowiada radca prawny Marta Działyńska.
Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcie: Tomek Tomkowiak, Adobe Stock
Gdy mówimy dziś w Polsce „związek partnerski”, to co to realnie znaczy w świetle prawa – i gdzie zaczyna się ta słynna „niewidzialność” dla systemu?
Marta Działyńska: W Polsce brak jest ustawy regulującej związki partnerskie i to niezależnie od płci partnerów, przez co nieformalne relacje nie korzystają z pełnej ochrony prawnej. Osoby żyjące w wolnym związku są traktowane jako konkubinat, co oznacza brak wspólnoty majątkowej czy automatycznego dziedziczenia. Według art. 18 Konstytucji małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, a tak postawiona definicja w dużej mierze wpływa na legalizację związków partnerskich.
Zanim przejdziemy do dokumentów: jakie są trzy najczęstsze złudzenia par żyjących bez ślubu? W których momentach dopiero okazuje się, że „to nie działa tak, jak myśleli”?
Takich sytuacji jest sporo, a ich kolejność w znacznej mierze zależy od indywidualnej sytuacji każdej pary. Czasem to moment, w którym chcą wziąć wspólnie kredyt na zakup nieruchomości. Innym razem brak możliwości wspólnego rozliczania się z Urzędem Skarbowym. Ale z moich obserwacji wynika, że prawdziwy problem pojawia się, gdy dochodzi do rozstania lub śmierci jednej ze stron.
Gdyby miała Pani ułożyć partnerom „pakiet minimum” na spokojne życie, jakie trzy rzeczy warto omówić i sformalizować na początku i dlaczego właśnie one?
Dużo zależy od tego, jak bardzo takie osoby chcą zabezpieczyć partnera i wspólne życie. Uważam, że bardzo ułatwiające życie jest, aby strony dały sobie wzajemnie upoważnienie do działania w imieniu drugiej strony w sprawach związanych z codziennością, np. jak możliwość odebrania listu poleconego czy odebrania wyników badań lekarskich. A na wypadek śmierci uregulowanie kwestii dziedziczenia. Z własnej praktyki wiem, że nierzadko zdarzają się sytuacje, w których para mieszka w nieruchomości będącej własnością tylko jednego z nich. Po śmierci właściciela nieruchomości partner nie jest w kręgu spadkobierców ustawowych i w świetle prawa nie ma żadnej ochrony. Niezależnie od tego jak długo mieszkał lub był zameldowany.

Co zatem należy zrobić, żeby partner nie stał pod drzwiami z informacją „nie jest Pan/Pani rodziną”?
W kwestii spadkobrania najbezpieczniej sporządzić testament w formie aktu notarialnego. Na wypadek pobytu w szpitalu najpewniejsze byłoby udzielenie pełnomocnictwa – w formie pisemnej u notariusza. Dziś w wielu placówkach leczniczych można już podać dane osoby, której należy udzielić informacji o stanie zdrowia, ale w sytuacjach nieprzewidzianych, jak wypadek nie ma na to przestrzeni, dlatego lepiej pomyśleć o tym wcześniej.
Jak wygląda codzienność w liczbach: wspólne wydatki, remonty, sprzęty, samochód. Co w praktyce warto dokumentować, żeby po latach dało się uczciwie rozliczyć wkład każdej strony?
Zacznijmy od tego, że związki partnerskie nie mogą po rozstaniu skorzystać z procedury podziału majątku wspólnego, która w świetle obowiązującego dziś prawa jest zarezerwowana dla małżeństw. W przypadku np. wspólnej nieruchomości pary żyjące w związku nieformalnym mogą skorzystać z przepisów dotyczących współwłasności, w tym reguł jej zniesienia czy zasad rozliczeń. Inaczej sytuacja wygląda, jeśli jedno z partnerów będzie chciało rozliczyć nakłady, jakie poczyniło ze swojego majątku na majątek drugiego partnera. Tutaj sytuacja jest bardziej skomplikowana – choć, oczywiście, zawsze znajdują się rozwiązania. Można np. sięgnąć do przepisów mówiących o bezpodstawnym wzbogaceniu.
Przejdźmy do tematu dzieci. Co w związkach partnerskich jest kluczowe formalnie – w kontekście rodzicielstwa, decyzji medycznych, szkoły, wyjazdów? I gdzie najczęściej zaczynają się spory?
W związku nieformalnym rejestracja narodzin dziecka wymaga od ojca formalnego uznania ojcostwa w Urzędzie Stanu Cywilnego (USC) oraz potwierdzenia tego faktu przez matkę. Konieczność podjęcia działań formalnych pojawia się już zatem na samym początku posiadania potomstwa. Jeśli oboje rodzice są wpisani do odpisu aktu urodzenia dziecka, to nabywają pełnię praw rodzicielskich i prawo do kontaktów. Mają też obowiązek je utrzymywać. Podobnie jak w przypadku dzieci narodzonych w trakcie trwania małżeństwa – podejmowanie decyzji w sprawie dzieci, wybór placówek edukacyjnych, decyzje w sprawie leczenia czy wyjazdów dziecka, także zagranicznych – wymaga zgody obojga rodziców.
Jeśli relacja się rozpada, skoro nie ma rozwodu, to jak wygląda „rozstanie” od strony prawa? Co można uregulować szybko i polubownie, a co bywa najtrudniejsze?
Wszystkie kwestie związane z dziećmi jak opieka czy alimentacja mogą być ukształtowane w drodze ugody zawartej przed mediatorem. W praktyce oznacza to, że rozstanie pary żyjącej nieformalnie może się odbyć bez udziału sądu, co jest niemożliwe w przypadku małżeństw.
W związkach partnerskich wystąpienie z wnioskiem o uregulowanie kontaktów czy władzy rodzicielskiej lub z pozwem o alimenty odbywa się wg tych samych zasad, co w przypadku dziecka urodzonego w trakcie trwania związku małżeńskiego.
Różnica, która może być traktowana jako utrudnienie, polega na tym, że przy rozstaniu małżonków sprawy dzieci odbywają się razem przy okazji rozwodu, a gdy rozpada się związek partnerski kwestie te załatwia się w dwóch osobnych postępowaniach – tzn. w jednym prowadzi się sprawę o władzę rodzicielską lub kontakty, a w drugiej o alimenty.
I jeszcze temat, który bywa równie gorący jak mieszkanie, czyli podział ruchomości: pies, kot. Jak prawo traktuje zwierzę przy rozstaniu? I czy da się wcześniej sensownie ustalić zasady opieki oraz kosztów?
W zasadzie nie ma znaczenia czy para, która posiada inwentarz jest razem formalnie czy nieformalnie. Sposób sprawowania nad nimi opieki po rozstaniu nie jest nigdzie uregulowany. Ja najczęściej zawieram w tej sprawie pisemne porozumienia, w których ustalam reguły związane z opieką nad zwierzętami. Najczęściej dotyczy to psów, kotów i koni.
Na koniec Pani osobista praktyczna rada. Co w związkach partnerskich daje największe bezpieczeństwo i spokój na lata – jeden konkretny nawyk albo decyzja, którą warto podjąć, zanim wydarzy się „życie”?
Życie przynosi wiele niespodzianek niezależnie od tego, czy żyjemy w związku partnerskim czy małżeńskim. Nie forma prawna decyduje o trwałości relacji. Myślę, że każdy powinien sobie sam odpowiedzieć na pytanie, co jest dla niego ważne i podążać za tym – napisać testament, kupić wspólnie nieruchomość i rozliczać się za wszystko pół na pół. Jak sama nazwa wskazuje związek partnerski w definicji opiera się na szeroko pojętym partnerstwie. To w gruncie rzeczy może się dla wielu osób wydawać dużo łatwiejszym rozwiązaniem niż małżeństwo pociągające za sobą znacznie dalej idące skutki, niekoniecznie „partnerskie”.



