Zakochali się w Paryżu, pobrali na Bali, a rozwieść próbują w Poznaniu. „Międzynarodowe małżeństwo” brzmi jak spełnienie marzeń o życiu bez granic – do czasu, aż pojawi się pytanie, gdzie złożyć pozew, które prawo zastosować i jak podzielić majątek z drugiego końca świata. O zawiłościach prawnych, różnicach kulturowych i realiach rozwodów między obywatelami różnych państw, opowiada radca prawny Marta Działyńska, która od lat prowadzi sprawy rodzinne z elementem międzynarodowym.
Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcie: Tomek Tomkowiak, Adobe Stock
Na podstawie danych GUS z 2023 roku zawarto w Polsce 5 655 małżeństw międzynarodowych, co stanowiło 3,8% wszystkich ślubów. Szacuje się, że od 35 do 40% takich związków może kończyć się rozwodem. Czy Twoim zdaniem małżeństwa międzynarodowe rzeczywiście są bardziej narażone na rozwód niż związki zawarte między obywatelami jednego kraju?
MARTA DZIAŁYŃSKA: Myślę, że tak. Wiele takich małżeństw boryka się z dodatkowymi trudnościami. Przede wszystkim – komunikacja. Jeżeli partnerzy posługują się różnymi językami, bardzo łatwo o nieporozumienia. Trudniej precyzyjnie wyrazić emocje, oczekiwania, potrzeby. Dochodzą też różnice kulturowe, które nie zawsze są widoczne od razu, ale z czasem potrafią wpływać na każdą sferę życia od codziennych nawyków po wychowanie dzieci. Religia dziś już odgrywa mniejszą rolę, natomiast język i kultura – zdecydowanie większą.
Jakie są największe wyzwania prawne przy rozwodach małżeństw międzynarodowych?
Dwa kluczowe pojęcia: jurysdykcja i prawo właściwe. Musimy ustalić, gdzie taki rozwód może się toczyć i według jakiego prawa. Unia Europejska to ułatwia, mamy jasne rozporządzenia. Jeśli np. Polka mieszka z Niemcem w Niemczech i chce się rozwieść, to żeby sprawa mogła toczyć się w Polsce, musi mieszkać tu co najmniej sześć miesięcy przed złożeniem pozwu. Jeśli mieszkała wcześniej w Polsce z mężem, może to być podstawą. Ale już w sprawach z Malezją, Brazylią czy Białorusią – zaczynają się schody. Nie zawsze są umowy międzynarodowe więc trzeba powoływać się na prawo międzynarodowe prywatne. Często trzeba uzyskać tekst obcego prawa z Ministerstwa Sprawiedliwości.
Czy korzystanie z możliwości wyboru prawa właściwego przez małżonków to częsta praktyka?
Klienci zazwyczaj nie wiedzą, że coś takiego w ogóle istnieje. A to ważna decyzja, bo np. w Niemczech czy Holandii nie ma instytucji orzekania o winie. W Polsce jest. Inne są też reguły w sprawach o alimenty. W Niemczech są one liczone według tabeli. U nas według usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego i możliwości zarobkowych i majątkowych zobowiązanego.
Dlatego już przy pierwszym spotkaniu ustalam z klientem zakres jego potrzeb i wspólnie ustalamy, co jest dla niego korzystniejsze.
A jak wygląda sprawa właściwości sądu? Domyślam się, że Polacy chcieliby, aby ich sprawę prowadził polski sąd?
Klienci chcą rozwodu w Polsce, bo czują się tu bezpieczniej, znają język, mają zaufanie do systemu. Aby sprawa mogła podlegać jurysdykcji krajowej, trzeba jednak spełnić określone prawem przesłanki. Co może wiązać się na przykład z tym, że ze złożeniem pozwu o rozwód trzeba chwilę poczekać.
Czy rzeczywiście różnice w wychowaniu dzieci, roli płci czy gospodarowaniu pieniędzmi często pojawiają się jako problem w małżeństwach pochodzących z różnych stron świata?
Nie mam takich obserwacji. Czasem partnerzy mają zupełnie inne wyobrażenia o tym, jak wychowywać dzieci, jaką rolę ma odgrywać matka, a jaką ojciec. Do tego dochodzą różnice w podejściu do pracy zawodowej, niezależności finansowej, stylu życia. Ale przecież wśród małżonków pochodzących z jednego kraju występują te same problemy.
Myślę, że jednym z czynników mających wpływ na powstawanie konfliktów jest bariera językowa, bo kiedy nie można się porozumieć, narastają frustracje.
Jak wygląda procedura rozwodowa, gdy jedna ze stron mieszka poza Polską?
W pierwszej kolejności trzeba ustalić, czy w ogóle sąd polski jest właściwy dla danej sprawy oraz czy można zastosować prawo polskie. Jeśli sprawa obejmuje kraj, z którym Polska nie ma umowy, sąd najpewniej wystąpi o tekst prawa obcego wraz z tłumaczeniem. Istotną kwestią jest także skuteczność doręczenia odpisu pozwu. Jeśli strona pozwana mieszka poza Europą, takie doręczenie może odbywać się za pośrednictwem Konsulatu RP.

A jak wyglądają kwestie majątku, alimentów i dzieci?
To kolejny trudny temat. Niekiedy w krajach zachodnich rozwód nie wiąże się automatycznie z orzeczeniem w sprawie dzieci. Trzeba toczyć osobne postępowanie. W Polsce te sprawy są łączone. Jeśli ktoś chce mieć całość rozstrzygniętą w jednym procesie, wybierze nasz kraj.
Odnośnie zaś majątku warto wiedzieć, że są kraje, w których po zawarciu związku małżeńskiego nie powstaje między małżonkami wspólność majątkowa małżeńska w takim samym rozumieniu, jak w Polsce. A ustrój majątkowy ma przełożenie na to jak wygląda podział majątku wspólnego.
Coraz więcej Polaków decyduje się na śluby zawierane w egzotycznych miejscach: na Bali, w Tajlandii czy na Zanzibarze. Czy przy rozwodzie ma to jakiekolwiek znaczenie?
Uzyskany w wyniku zawartego za granicą ślubu akt małżeństwa powinno się zarejestrować w Polskim Urzędzie Stanu Cywilnego. Ale wiele par tego nie robi. Temat wraca przy rozwodzie.
A jak wygląda sytuacja w przypadku Polaków, którzy mieszkają za granicą? Co, jeśli taki związek się nie powiedzie?
Właściwy do przeprowadzenia rozwodu obywateli polskich jest sąd ostatniego wspólnego miejsca zamieszkania małżonków. Jeżeli tym miejscem jest inny kraj, niż Polska, sprawa się rzeczywiście komplikuje, niemniej na wszystko znajdzie się rozwiązanie. Jeśli jedna z tych osób wróciła do Polski, to po określonym przepisami czasie może złożyć pozew o rozwód do sądu właściwego dla jej miejsca zamieszkania. W takim przypadku przydatne jest również wskazanie pełnomocnika do doręczeń w Polsce dla tej strony, która w Polsce nie mieszka. Miałam sprawę, w której żona mieszkała w Azji, ale upoważniła swoją mamę tu w Polsce do odbioru korespondencji sądowej. Dzięki temu udało się przeprowadzić cały rozwód w Polsce, bez jej fizycznej obecności. Oczywiście opisana sytuacja ma zastosowanie dla rozwodu, którego chcą obie strony i ma być przeprowadzony bez orzekania o winie.
Czy liczba takich spraw rośnie?
Zdecydowanie. Mamy globalizację, migracje, mieszane rodziny. Ludzie pracują za granicą, uczą się, zakochują, zakładają rodziny. I potem część z tych związków się rozpada. To zjawisko będzie się nasilać.
A czy polskie sądy i przepisy są przygotowane na te wyzwania?
Uważam, że tak. Zwłaszcza w ramach Unii Europejskiej, gdzie mamy rozporządzenia i jednolite procedury. Jeśli chodzi o kraje spoza Unii – tu już bywa trudniej, ale nawet wtedy istnieją rozwiązania. Potrzeba tylko więcej świadomości u klientów i większego wsparcia proceduralnego, np. w zakresie doręczeń międzynarodowych.
Jakie sprawy były dla Pani najbardziej wymagające?
Najciekawsze są zawsze te, gdzie reprezentuję cudzoziemców, których małżonkami są obywatele Polski. To są sprawy, które wymagają kreatywności, głębokiego researchu prawnego, często współpracy z ambasadą, tłumaczem przysięgłym, czasem całymi rodzinami. Jedna z moich klientek pochodząca z Ameryki Południowej mieszkała z mężem Polakiem na stałe we Francji, ale miała obywatelstwo polskie, więc mąż, który wrócił do Polski, wystąpił o rozwód tutaj. Pojawiło się wiele trudności z tłumaczeniami, świadkami, doręczeniami, ale ostatecznie udało się wszystko zamknąć w oparciu o prawo polskie i przed sądem w Polsce. Innym razem prowadziłam sprawę o podział majątku po rozwodzie osoby z podwójnym obywatelstwem – z kraju UE i spoza Unii. Tutaj kłopot polegał na tym, że majątek znajdował się w obu krajach, a umowa międzynarodowa między dwoma państwami była bardzo skąpa.
Są też sprawy bardziej nietypowe np. rozwód Polaków, którzy wzięli ślub w Stanach Zjednoczonych, rozwiedli się, jedna ze stron wyszła ponownie za mąż, ale już nie zgłosiła ani rozwodu ani drugiego ślubu do polskiego USC. To wszystko wymaga niestandardowego podejścia. Ale właśnie dlatego tak lubię tę pracę, bo każda sprawa to nowe wyzwanie i zupełnie inny układ prawny i kulturowy.