Jeż, lis i obrażona arystokratka

blank


Magnolia stoi jak obrażona arystokratka. Taka, co pamięta lepsze czasy i od lat odmawia współpracy z rzeczywistością. Gałęzie rozłożone teatralnie, pąków brak, zero dialogu. Przez kilka sezonów milczała jak ktoś, kto uznał, że nie będzie się już tłumaczył światu z niczego. A potem, rok temu dokładnie w moje urodziny, wypuściła jeden kwiat. Jeden. Jakby chciała powiedzieć: „Proszę bardzo. Nie mów, że się nie staram!”

tekst: Alicja Kulbicka, zdjęcia: Adobe Stock

Wczesna wiosna ma w sobie coś niezdecydowanego. Niby już, a jeszcze nie. Niby ciepło, a jednak człowiek wychodzi i natychmiast żałuje swoich decyzji życiowych, w tym wyboru kurtki. Wszystko budzi się powoli i trochę niechętnie.

I gdzieś w tym wszystkim tupta nocą jeż. Bo przecież wiosna bez jeża to jak plastyka bez katastrofy. Pamiętam swój rysunek z dużą uwagą malowany w podstawówce – „Jeże na spacerze”. Tytuł ambitny, wykonanie… mniej. Mój jeż wyglądał jak postać z horroru, którego fabuła toczy się w najgorszych odmętach piekła. Ale oczywiście miał jabłko na plecach. Bo każdy jeż miał. Cała klasa produkowała hurtowo jeże z jabłkami, jakby to była jakaś obowiązkowa akredytacja do bycia jeżem.
I teraz pytanie: czy ktokolwiek widział jeża z jabłkiem na plecach? Ja nie. Poza plastyką w czwartej klasie. Tam co drugi jeż stawał się mimowolnym ambasadorem sadownictwa. Reszta nie dostała jabłka tylko dlatego, że to komuna była schyłkowa i zapewne zabrakło czerwonej kredki.

Za to jeże widziałam później, już bez jabłek i często bez złudzeń. Jeden przyszedł kiedyś do ogrodu, jakby dokładnie wiedział, gdzie zgłosić się po pomoc. Miejska kosiarka zdarła mu skalp. Brzmi jak coś, co nie powinno się wydarzyć, a jednak. Zawiozłam go w kartonie po ikeowskim głośniku do jeżowej fundacji. Okazał się być Panią Jeżową. Jeż się okazał. Nie głośnik. W ciąży. Nadal jeż – nie głośnik. Przeżyła. I to jest jedna z tych historii, które sprawiają, że człowiek zaczyna patrzeć na ogród trochę inaczej. Nie jak na trawnik do koszenia, tylko jak na czyjś dom, w którym my jesteśmy tylko tymi dziwnymi, głośnymi lokatorami.

Zresztą, w moim ogrodzie regularnie pojawia się świat fauny bez zaproszenia. Koleżanka ostatnio wyraziła zdziwienie, że dziki pomieszkują w moim ogrodzie. U niej nie pomieszkują, bo mają wystarczająco lasu. U mnie najwyraźniej nie mają, więc przychodzą sprawdzić, czy nie mam w ogródku czegoś ciekawego. I mają rację, bo czasem mam.

Była sarna ze złamaną nogą. Jej historia nie ma zakończenia, które mogłabym tu zgrabnie dopisać. Po prostu zniknęła, zostawiając po sobie poczucie bezradności. Była sroka ze złamanym skrzydłem — ta trafiła do azylu i przeżyła. I był lis. Całkiem niedawno. Piękny. Taki, jak z bajek La Fontaine’a. Rudy, z ogromną kitą, absolutnie stereotypowy w najlepszym możliwym sensie. Ci bardziej doświadczeni w lisich sprawach twierdzili, że może był hodowlany. Ja nie wiem. Wychowałam się w bloku, a tam jedyne stworzenia, które naprawdę prowadziły z człowiekiem życie równoległe, to mrówki faraona. Mrówki zresztą mam do dziś – w ogrodzie zwyczajne, w domu czasem mniej mile widziane, najczęściej w cukrze. Ale ja o lisie. Ten niespodziewany gość postał chwilę, spojrzał i odszedł, jakby tylko kontrolnie sprawdzał, czy wszystko na dzielni trzyma się kupy.

I to wszystko dzieje się właśnie teraz, w tym dziwnym momencie między zimą a wiosną. Kiedy człowiek jeszcze marznie, ale już wypatruje. Kiedy wszystko jest trochę brzydkie, ale wiadomo, że zaraz przestanie.

Dlatego czekam. Na wiosnę, która w końcu się zdecyduje. Na jeże bez jabłek. Na ptaki budzące mnie rano swymi głośnymi awanturami. Na dziki, które przyprowadzają swoje pasiaste potomstwo i leżąc dokładnie na środku ścieżki rowerowej pod dębem, który daje im pyszne żołędzie, skutecznie odstraszają rowerzystów. Na to, co znowu przyjdzie do ogrodu, czasem ledwo, zawsze niespodziewanie.

I czekam na magnolię. Na tę obrażoną arystokratkę, która przez większość czasu zachowuje się tak, jakby świat nie był wart najmniejszego wysiłku. A potem nagle wypuszcza jeden kwiat i wszystko jej wybaczam.

Pięknej wiosny Państwu życzę!

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

blank
REKLAMA
REKLAMA