fbpx

Nie pamiętam, czy oglądając ten znany i lubiany serial telewizyjny przed laty i widząc spacerujące po ulicach łosie, miałam marzenie, by kiedyś zobaczyć Alaskę na własne oczy. Jednak kiedy pojawił się pomysł wyjazdu do Stanów, nie zastanawiałam się zbyt długo. Przestrzeń, swoboda, niezależność – tak sobie wyobrażałam mój pobyt na Alasce.

Tekst i zdjęcia: Estera Hess (tym razem naprawdę z Anchorage na Alasce)

Wiedziałam, że może być zimno, bo sezon tutaj trwa bardzo krótko, zazwyczaj zaczyna się około połowy maja, ale w rzeczywistości rozkręca się dopiero około 25 maja, a kończy szybko, bo już w połowie września. Temperatury miło mnie zaskoczyły, nierzadko ponad 20 stopni w ciągu dnia, to one ostatecznie rozwiały mity o Alasce w deszczu i za chmurami. Dla równowagi musiałam posmakować też jak inaczej wygląda Alaska, kiedy pada deszcz, na szczęście niepogoda szybko zamieniła się na nowo w słoneczne dni.

Wiosną i latem wygrywasz na Alasce podwójnie, czas na zwiedzanie wydłuża się i to bardzo, ciemno robi się dopiero po 23, a świta już po 4. Zatem warunki idealne, by zwiedzać i oglądać wszystko, co się da.

Rezerwując hotele, miałam słuszne wyobrażenie o warunkach podobnych do tych panujących na Islandii czy w Skandynawii, małe pensjonaty, często sieciowe bez klimatu butikowych lodży czy prywatnych pensjonatów. Raczej standard, czasem ze śniadaniem, czasem bez, nie ma co liczyć na ozdobniki i atrakcje hotelowe, jest niemal wszędzie surowo i przestrzennie. Ceny dużo wyższe niż w pozostałych stanach USA, oswoiłam się z nimi szybko i zarzuciłam uparte poszukiwania specjalnych okazji cenowych. Trzeba rezerwować zdecydowanie póki są miejsca.

Auto, bo podróży przez Alaskę autobusem nie mogę sobie wyobrazić, musi być duże i silne. Odległości są spore, nikt tu nie prowadzi małych autek, a miejsca parkingowe są jak dla ciężarówek. Takie „smoki” sporo palą, ale szczęśliwie benzyna tutaj, nawet po ostatnich podwyżkach, jest nadal atrakcyjna cenowo.

Jedzenie: jak mi się marzyły halibuty, których stolicą jest Homer, łososie czerwono-różowe niczym flamingi wykarmione algami, wreszcie rarytas kraby królewskie, to marzenie także spełniłam, choć nie za małą kwotę.  Poza rybami i owocami morza nigdy nie zabraknie jajecznicy z proszku, cienkiej kawy i burgerów, to menu jest tu zawsze i wszędzie. Fajerwerków kulinarnych nie będzie na co dzień, ale mogę obiecać, że czasami będziecie mile zaskoczeni.

Alaska to przede wszystkim widoki, niesamowite krajobrazy i wspaniałe kontrasty. Mnóstwo tu zieleni pięknie komponującej się z niebieskim niebem i białymi szczytami ośnieżonych gór. Jak te wyglądają z bliska można przekonać się podczas lotu widokowego nad Denali, najwyższym szczytem Ameryki Północnej, a dla chętnych jest dodatkowa opcja nawet lądowania na lodowcu.

Kolejnym miejscem, gdzie widoki zapierają naprawdę dech w piersiach jest Park Narodowy Denali. Choć ku mojemu rozczarowaniu zwiedzać go można tylko w autobusie wypełnionym po brzegi dziarskimi seniorami amerykańskimi, najczęściej docierającymi tutaj wielkimi statkami wycieczkowymi, to nie może go zabraknąć na trasie objazdu Alaski. Park ten chociaż reklamowany jako miejsce bliskich spotkań z tutejszą florą i fauną jest przede wszystkim piękny widokowo, a zwierząt będzie jeszcze więcej i nawet dużo bliżej poza parkiem na trasie.

Muzea – nigdy bym nie pomyślała, że będą celem mojej wyprawy na Alasce, a jednak szybko stały się bardzo ciekawym punktem programu. Stare samochody sparowane ze strojami głównie kobiet z epoki, wspaniałe Muzeum Północy, bardzo ciekawe Muzeum Stanowe, ale i mniejsze kameralne wystawy w przydrożnych zajazdach, a nawet małych hotelach zawsze robiły na mnie wrażenie. Nie wypada pominąć słynnego autobusu, który przeniesiony teraz do Fairbanks, stoi w warsztacie tutejszego Wydziału Inżynierii i jest krok po kroku starannie odrestaurowany. Nie dajcie zwieść się kopiom tego autobusu, które rozrzucone w wielu miejscach Alaski udają nieudolnie ten prawdziwy. Polecam film „Wszystko za życie” („Into The Wild”), który stał się inspiracją dla wielu ludzi pragnących na własną dotrzeć do autobusu. Dlatego, by nie nasilać szału odnalezienia autobusu, przeniesiono go w inne miejsce.

Zwierzęta: są wszędzie i to prawda. Nie zapomina się nigdy pierwszego łosia czy niedźwiedzia, ale co jeśli one powszednieją, bo jest ich tutaj bardzo dużo… Tym razem widziałam łosie chodzące po ulicy przedmieść Seward, a niedźwiedzia na obrzeżach Valdez. I takich scen podczas przejazdu po Alasce wzdłuż i wszerz będzie bardzo dużo. Łosie będą Wam jeść z ręki, a wieloryby i orki bawić podczas rejsu.

Ludzi nie spotkacie zbyt wielu, bo to cecha Alaski, że na wielkiej przestrzeni żyje zaledwie garstka ludzi (dla porównania powierzchnia Alaski jest ponad pięciokrotnie większa niż Polska, a zamieszkiwana jest zaledwie przez 700 000 osób), w sezonie do pomocy zjeżdża tutaj cały świat. Niewykluczone, że usłyszycie także język polski.

Alaska to także kolej i to jaka, zbudowana tak zmyślnie, że jej trakt przebiega wzdłuż spektakularnych dróg, miejsc nad jeziorami czy u zboczy gór. Podróż pociągiem musi być obowiązkowym punktem programu, tym bardziej, że można wybierać spośród kilku tras i zgrabnie wkomponować to w czas pobytu na Alasce. Przygotujcie się na spory wydatek, ale i sporo wrażeń z zupełnie innej perspektywy niż kraj oglądany z samochodu.

Na Alasce każdy staje się odkrywcą i podróżnikiem, to nie jest miejsce na wielkie grupy, czy wielkie autobusy. Tu wakacje można wziąć w swoje ręce i zaplanować je tak, by były szeregiem niespodzianek, bez których żadna wyprawa po Alasce się nie obędzie. I może to właśnie ta niezależność podoba mi się tu najbardziej? Alaska nie wybacza błędów i lubi osoby przygotowane, bo w wielu miejscach brak rezerwacji online dyskwalifikuje niemal natychmiast i nie pozostawia nadziei na udział w danej atrakcji.

Alaska daje to niesamowite poczucie bliskości z naturą, niezakłóconą tandetą i wielkimi hotelami oraz nawałem turystów. Alaska bywa kapryśna, uparta i wymagająca. Nie raz i nie dwa wystawi Was na próbę cierpliwości i uporu, ale gdy ją zdacie pomyślnie, wynagrodzi ten trud i zabiegi wszystkim, co na zawsze zostanie już z Wami. Szczęśliwie to wielki stan, który stwarza szereg możliwości dla każdego.

Zatem do dzieła, zapraszam na kolejny przystanek: „Przystanek Alaska”.

ESTA TRAVEL Estera Hess

  1. Gogulcowa 13, 62-002 Złotkowo
    Bądź na bieżąco!
    strona www: www.estatravel.pl | blog: www.oddychajswiatem.pl | Facebook | Instagram