NATALIA PRZYBYLSKA | Najpiękniejszy dzień w moim życiu jest codziennie

Natalia Przybylska

MIASTO I LUDZIE. O SZTUCE ŻYCIA rozmawia JOANNA JANOWICZ, malarka i trenerka Rezyliencji i Vedic Art.

NATALIA PRZYBYLSKA

Joginka, mama czwórki dzieci, optometrysta. Kocha naturę, przytula się do drzew i do siwej Molly w delikatnym kłusie. Z pacjentami pracuje z intencją. W życiu pozwala sobie doświadczać. Ufa nieznanemu i wierzy, że wszystko dzieje się po to, by urosła i była lepsza dla innych. Gdzie szuka spokoju, gdy wszystko leci na łeb na szyję? Dlaczego, gdy bolą plecy, joga mówi o otwarciu duszy? O tym opowie Natalia Przybylska.

Zdjęcia: Natalia Nowak, Przemek Rybiński

Używasz określenia „Być przy sobie”. Co oznacza dla Ciebie?

NATALIA PRZYBYLSKA: Uważność na siebie, na uczucia, emocje. Przyglądam się reakcjom z ciała, żeby widzieć, czego na ten moment mi potrzeba. To kontakt z naturą, medytacja, praktyka jogi, świadome jedzenie, zasilanie się energią słońca. Gdy z kimś pracuję, to mam zawsze intencję. Efektem jest spokój, radość i zaufanie nieznanemu. Sama wyzbywam się chęci, by kontrolować, zarządzić, bo to sprawia, że jesteśmy uwikłani w oczekiwanie. A nie da się przewidzieć wszystkiego, co przyniesie życie. W zaufaniu, pozwalam się życiu zaskakiwać w poczuciu, iż dzieje się dla mojego dobra.

Masz swoje codzienne rytuały?

Gdy przychodzi moment pogubienia, idę do ciała. Idę do natury, medytuję, szukam ciszy. Nie zawsze jest przestrzeń na jogę, ale mam rytuał szczotkowania ciała. Od palców stóp, centymetr po centymetrze masuję je, mam z nim kontakt, doświadczam, obserwuję jak reaguję i to zajmuje myśli. Mycie zębów może być także rytuałem, jeśli robisz to uważnie i świadomie. Daję sobie przestrzeń dla siebie. Innym z rytuałów jest przyzwalanie sobie na przebywanie z cudownymi ludźmi, czerpię radość z relacji i tej chwili, aby wyjść z obowiązków… nie musieć.  

Jak karmisz duszę?

Lubię robić zdjęcia i czytam teraz cudowną książkę „Zdjęcia z duszą” o czarno-białej fotografii. Napisał ją David duChemin, zabierając nas w świat kreacji, pokazując, że rodzi się ona z lekkości i przychodzi w momentach odpuszczenia. To jest metafora życia: ja tutaj nic nie wiem. Nie wiem, jaki to kadr. Nie wiem, co z tego będzie. Po prostu łapię chwilę. To jest bardzo uwalniające, a duChemin podkreśla, że mamy ciągle stawiać pytania i pozwalać, aby się zadziało. A co jeśli… słońce nie zaświeci, nie złapiemy „golden hour”?

I tak może powstać piękne zdjęcie? Ufasz nieznanemu. Gdzie znajdujesz granicę pomiędzy tym, czego chcesz, a odpuszczaniem?

Zaufać nieznanemu – to wspaniale brzmi – ale w takim razie chcieć czy nie chcieć? Lubię prowadzić wewnętrzy dialog, zadawać pytania – wtedy poznaję lepiej siebie i tworzę mapę dla innych. Ty mówisz pięknie w rezyliencji o tym, żeby mieć, ale nie pragnąć. Doceniać, podziękować… Planuję, ale pozwalam się zaskoczyć. Wiem, że Wszechświat ma dla mnie to, co najlepsze i pozwalam, by to zaistniało. Może mandat mnie dziś nie ominie, ale wieczorne utulenie w ramionach dzieci będzie cudownym doświadczeniem. To wystarczy! To jest akceptacja w życiu. To jest słowo klucz, po zajęciach u Ciebie na MBA z Życia (program rozwojowy realizowany z Piotrem Strzyżewskim – przyp. autorki) wypisałam je sobie w wielu językach. To podejście kreuje w nas lekkość życia, brak przywiązywania się. DuChemin mówi „Im jesteśmy ciekawsi świata, tym bardziej kreatywni się stajemy. Kreatywność dzieje się w kontekście nieznanego”.

W malowaniu intuicyjnym, wychodzimy z intelektu, by wejść na poziom duszy i czuć. Co się dzieje, gdy zabiera Cię smutek?

Trzeba zauważyć. Pozwolić sobie go objąć z czułością. Uczę się, by nie zabierały mnie na zbyt długo emocje żalu, czy gniewu. To jest spalające. Buduje mnie zabieranie się w miłość i radość.

A czym jest miłość dla Ciebie?

Wolnością. To wtedy, kiedy nic nie musisz, a chcesz dać. To otwartość i dobro. Każdy z nas szuka miłości bezwarunkowej, by tak kochać i taką miłością być kochanym. Tak sobie myślę… Co ja o miłości wiem? Najcudowniejsza miłość bezwarunkowa płynie od dzieci. Od zwierząt też – taki kociak czy psiak nigdy nie ma humorów. Kocha zawsze.

przybylska 11 scaled 1
NATALIA PRZYBYLSKA | Najpiękniejszy dzień w moim życiu jest codziennie 3

Co daje Ci miłość do jogi i jak zaczęła się Twoja przygoda? 

Mówi się, że każdy ma w sobie jogina, pytanie tylko kiedy się obudzi (śmiech). U mnie joga pojawiła się 14 lat temu, gdy szukałam równowagi w staraniach o pierwsze dziecko, Sofii. Już wtedy wiedziałam, że to nie jest forma gimnastyki, a bardziej stan duchowości. Później pojawiła się Nelli, Hugo, Wiktor, a moja przygoda z jogą trwa. Kilka lata temu zaczęłam praktykować intensywniej, aż uznałam, że chcę zrobić kurs nauczycielski. Nie tyle nawet, by uczyć, ale by zgłębić wiedzę. Wybrałam cudowną nauczycielkę, Ullę. Uwielbiam być uczniem i dawać sobie czułość, i wiem, że tego samego oczekują kobiety, z którymi pracuję. Joga zauważenie tego, co w nas na dany moment jest. Sekwencja asan pozwala uwolnić to, co jest wewnątrz. Joga ma moc i jest dla odważnych, ponieważ wiele dowiadujemy się o sobie: czasami przecież ciało odmawia fizycznie i to jest moment ukochania, akceptacji. Nie zawsze łatwy. Z drugiej strony, gdy zaczynasz praktykę, myśli idą do wnętrza do serca i nie masz pojęcia, co będzie z niego wypływało. Co dziś przyjdzie? Ból? Niecierpliwość? Co jest we mnie? I wiesz, tu jest o tej odwadze: stajesz do tego. Widzisz się, jak w lustrze i możesz zareagować. Uczysz się miłości do siebie.

Joga jest o sercu?

Tak, bo w jodze szukamy nie tylko sposobów na uśmierzenie bólu w plecach, ale bodźców do wewnętrznych przemian. Donna Farhi, cudowna nauczycielka jogi od kilku dekad, mówi, że jest ona otwarciem z poziomu serca i uwolnieniem przestrzeni na wrażliwość, radość, ale też smutek, który wcale nie powoduje zamknięcia. Jest otwarciem umysłu na zauważanie.

Mówisz, że asany to trzeci z ośmiu filarów jogi. To pokazuje głębię tej praktyki w kontekście nie tylko ciała, ale i duszy.

Mówimy też o ćwiczeniach oddechowych i medytacji, a w szerszym ujęciu to asany są przygotowaniem do podróży duszy w medytacji. Niemoc z ciała pokazuje, że cokolwiek zrobię, to jest w porządku. Sama jestem joginką z ograniczeniami wynikającymi z tego, że przyprowadziłam na świat czwórkę moich dzieci i wiele asan nie jest dla mnie. Jednak staram się do jakiegoś momentu w nie wchodzić. To jest sprawczość. Próbujesz, idziesz trochę dalej, akceptujesz, masz progres, nie masz progresu, dziś jest tak, choć wczoraj było inaczej. Nie każesz się, nie przymuszasz. Obserwujesz. Tak samo jest w życiu, nie chodzi o to, by na siłę pokonywać jakieś granice, bo może nie jest to dla nas korzystne. Nie zawsze musi być obiad z trzech dań. Może być ratatouille w jednym garnku. Joga niesie umiejętność, by siebie szanować, traktować jak tę świątynię. Donna Farhi mówi, że była świadkiem mocy jogi, zmieniającej pozornie nienaruszalne negatywne schematy, by przebudzić ciało, umysł i serce i otworzyć je na nowe możliwości.

Co dla Ciebie jest trudne?

Na pewno moment, gdy zabiera mnie smutek. Jednak jestem z nim już całkiem dobrze skomunikowana, widzę go, jak przychodzi. Słucham, co mówi i kiedy obejmuję go z taką akceptacją, zauważam, że jest wynikiem niepotrzebnych oczekiwań.

Czyli kiedy Ci smutno, zatrzymujesz się i pytasz siebie, czego ja chcę i czy ja chcę tego chcieć?

Tak. I wiesz, ja na co dzień w swojej pracy inspiruję pacjentów do tego, by też się zatrzymali i by widzieli lepiej. To jest dla mnie misja w pracy optometrysty. Przez dobrane dobrze okulary, sprawiam, że człowiek dostaje nową jakość postrzegania codzienności i widzi lepiej, ale nie tylko. W moim ukochanym „Małym Księciu” są słowa: dobrze widzi się tylko sercem, najpiękniejsze jest niewidzialne dla oczu. Ja zakładam ludziom okulary, ale są one zawsze z intencją, np. żeby pani nie przeoczyła miłości, albo żeby dziecko w szkole nie czuło się gorsze. Bo ta pani chce kogoś pokochać, a ten chłopiec chce się uczyć, tylko po prostu chodzi o dobrze dobrane szkła, których nie miał. W gabinecie zawsze pacjent powie więcej. Wywiązuje się między nami relacja.

Czego uczysz swoje dzieci?

Miłości do świata, ludzi i zwierząt. Mają swoje drzewa, do których się tulą. Uczę ich, by stojąc przed lustrem, każde z nich umiało powiedzieć „kocham Cię” do siebie. Uczę je pielęgnowania pasji: Nelli w tańcu i malowaniu, Wiktor w kreacji z klockami, a Hugo z tatą ma wspólne lekcje gry na perkusji. Niesamowita miłość przyszła do naszej rodziny wraz z pasją naszej najstarszej córeczki, która trenuje jeździectwo, zaczynała jako pięcioletnia dziewczynka. Jako mama miałam duży lęk o nią, ale nie chciałam, by ten strach coś jej zabrał, więc sama zaczęłam oswajać się i jeździć konno. 

Zaczęłaś doceniać jej pracę? Czego Twoja rodzina nauczyła się od koni?

Mam dla Sofii wielkie uznanie. Konie uczą panowania nad emocjami. Przez lewe oko koń wyczuwa nasze emocje. My możemy nie rozumieć o co chodzi, ale zwierzę bardzo wyświetla nasz wewnętrzny stan: czasem chce się tulić, a czasem nie. Kiedy Molly buduje dystans, to ja zauważam, że jestem w tym dniu też zdystansowana. Kiedy się boi, wiem, że strach jest wewnątrz mnie. Do konia potrzebujemy dużej pewności siebie, ponieważ kiedy my nie panujemy nad nim, to on przejmie inicjatywę i może być różnie. 

przybylska 8
NATALIA PRZYBYLSKA | Najpiękniejszy dzień w moim życiu jest codziennie 4

To jak z umysłem, konieczny jest woźnica.

Umysł z automatu zabiera w obszary jemu dobrze znane i nie zawsze dla mnie korzystne. Jak galop po niebezpiecznym terenie, który wybrało zwierzę, a nie jeździec. Jazda konna jest wspaniałą terapią dla osób, które pracują nad poczuciem własnej wartości, bo na koniu, tak jak na macie, możemy poczuć moc! Jesteśmy tu po to, żeby doświadczać.

Najpiękniejszy dzień w Twoim życiu…

Jest codziennie. Jest przede mną. Wiesz, czasem, wszystko leci na łeb na szyję. Dzieci się kłócą, któreś jest chore, obiadu nie zrobiłam, nigdzie nie mogę zdążyć, wszyscy i wszystko w chaosie… Na takie chwile, bo wiem, że kiedyś mogą przyjść, praktykuję bycie w lesie i kontakt z naturą. Wyciszam się na później, żeby to ogarnąć, gdy nastąpi. Umieć odpuścić. Najpiękniejszy dzień to docenianie tych wspaniałych osób wokół, wdzięczność za rodzinę. To, że teraz mogę rozmawiać z Tobą, że mamy z mężem mały, ale cudowny zespół w firmie. Najpiękniejszy jest oddech, bo on automatycznie łączy nas z naszym sercem, wtedy jest empatia, miłość i największy dramat zaczynam postrzegać, jako coś, co musiało się zadziać. Żebym urosła i była lepsza dla innych.

Dobro niesie też Twoje stowarzyszenie „Widzieć w PEŁNI” i realizujesz z Miastem Swarzędz „Jogę na trawie”, która będzie dostępna dla każdego, kto chce być przy sobie. 

Najpiękniejsze rzeczy w naszym życiu dzieją się z poziomu serca, one nie są kreowane przez rozum. To jak malowanie z intuicji – otwiera serce. A joga to nie fizyczność, ale przede wszystkim to, co dzieje się w naszej głowie i duszy. W sprawie jogi na trawie i sesji w tygodniu można pisać na mój profil (Natalia Przybylska). Zapraszam do wspólnej podróży na macie i już jestem za Was wdzięczna. 

Zostawimy Czytelników z Twoim przesłaniem?

Najważniejsza jest miłość własna, bo wtedy z lekkością rezygnujemy z tego, co mogłoby nas poparzyć. Wybieramy to, co sprawia, że rośniemy. Wtedy płyniemy. Kiedy dostrzegamy w sobie dary i zaczynamy je realizować, jak Ty nas tego pięknie uczysz, to płyniemy. Trzeba to swoje „dlaczego” znaleźć. Misję. Flow. Bruce Lee mówił „bądź jak woda”. Ciągle się tego uczę. Dziękuję za zaproszenie do wspólnej rozmowy, było pięknie. 

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Natalia Przybylska
REKLAMA
REKLAMA

Joanna Scheuring-Wielgus | Chcę nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie

Joanna Scheuring - Wielgus

Polityczka, działaczka samorządowa i społeczna, która swoją karierę rozpoczynała jako manager kultury. Dziś jest wiceministrą kultury i liderką listy lewicy z województwa wielkopolskiego do Parlamentu Europejskiego. O wyzwaniach stojących przed Europą, sytuacji kobiet w Polsce, planach na siebie w Brukseli, ale także o modzie i o tym, co jej się podoba w Poznaniu opowiada Joanna Scheuring-Wielgus. 

Rozmawiają: Anna Bowsza oraz Alicja Kulbicka 

Zdjęcia: Materiały prywatne J.Sz.-W.

Anna Bowsza: Pełnisz dzisiaj funkcję wiceministry kultury. Dlaczego Ministerstwo Kultury jest Ci tak bliskie? 

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Przed wejściem do polityki zawodowo zajmowałam się kulturą, więc objęcie stanowiska ministry w tym resorcie było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Współpracowałam przez lata z ministerstwem z tej drugiej strony jako managerka artystów, producentka spektakli, koncertów czy wystaw, więc teraz uzupełniam swoją wiedzę i doświadczenie o ten obszar działania, ale z tej drugiej strony, czyli rządowy. 

Alicja Kulbicka: A jednak zdecydowałaś się na kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wybory do europarlamentu są niezwykle ważne. Szczególnie te, które przed nami. Widzisz przecież, co się dzieje: wojna w Ukrainie, w strefie gazy, wzrost radykalnych nastrojów na całym świecie, wielka niewiadoma wyborów w Stanach Zjednoczonych, dojście do władzy w Europie proputinowskich ugrupowań. Czuć w powietrzu niepokój i lęk przed światowym konfliktem. Wyobraź sobie, co by się teraz działo w Polsce jakbyśmy nie byli w UE czy w sojuszu natowskim? Dlatego ważne jest to, aby w tej kadencji PE znaleźli się reprezentanci z Polski, którzy są skuteczni, odważni i silni. Ci, którzy zadbają zarówno o silną Polskę w Europie, jak i silną Unię Europejską na świecie. Ja taka jestem. Poza tym moja działalność polityczna to walka o dobrą przyszłość dla moich dzieci. Może to kolokwialne, ale chcę, aby trójka moich chłopków żyła w spokojnym świecie. 

A.K.: Pochodzisz z Torunia, startujesz z Poznania. Dlaczego?

Wybory do europarlamentu to zupełnie inne wybory niż te parlamentarne czy samorządowe. Wybieramy tylko 53 parlamentarzystów, Polska jest jakby jednym okręgiem, dlatego każda partia wystawia najsilniejsze nazwiska w każdym okręgu.  Mi przypadła Wielkopolska i bardzo się z tego cieszę, bo częściej zdarzało mi się u Was bywać niż w innych regionach Polski. Poza tym moja mama i rodzina od strony dziadka pochodzi z Wielkopolski.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Co Ci się w naszym mieście podoba? 

Jak byłam na studiach to wyjazd do Gdańska czy właśnie do Poznania był dla mnie jak wyjazd do Europy. To z Poznania wyruszałam autokarem na saksy do Londynu, to w Poznaniu mieliśmy pierwsze ogólnopolskie spotkanie ruchów miejskich, z których się wywodzę. Ogólnie Wielkopolska kojarzy mi się od zawsze z estetyką, porządkiem i zaradnością. A najbardziej z Poznania lubię rogale marcińskie!  (śmiech)

A.B.: Czym zamierzasz zająć się w Brukseli? Z jakim programem startujesz?

Bardzo chciałabym kontynuować swoją ministerialną pracę w komisji kultury i mediów. Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, chociażby w kwestii statusu zawodowego artysty czy ubezpieczeń dla ludzi kultury. Ale oczywiście jest mi również bliska kwestia równouprawnienia i praw kobiet. Dlatego chcę wprowadzić Kartę Praw Kobiet Unii Europejskiej, która zagwarantowałaby każdej kobiecie w Europie prawo do legalnej, bezpiecznej, powszechnej opieki aborcyjnej. Ponadto chcę wprowadzenia przez państwa członkowskie regulacji ochronnych dla tych grup kobiet, które są szczególnie narażone na przemoc i wyzysk. A jeśli chodzi o program Lewicy to znajdziesz szczegółowy na naszej stronie lewica2024.eu To nasza wizja Europy i Polski w Europie.

A.K.: Ośmiu na 10 Europejczyków uważa, że te wybory są wyjątkowo ważne w obliczu toczącej się wojny Rosji przeciwko Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie – wynika tak z Eurobarometru, przedwyborczego badania unijnej opinii publicznej. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, będzie to oznaczało wzrost o 10 pp. w stosunku do wyborów w 2019 r. w całej Europie. Dlaczego udział w eurowyborach jest tak ważny?

W ogóle głosowanie w jakichkolwiek wyborach to wielki przywilej, który akurat my, kobiety, wywalczyłyśmy 100 lat temu! Głosując – decydujesz. Głosując – masz wpływ. Potem oceniasz i masz prawo wymagać. Dla mnie głosowanie to świąteczny i ważny dzień. Tak jak powiedziałaś, te wybory są szczególnie ważne, bo sytuacja na świecie jest niestabilna i naszym zadaniem jest odsunąć ten trend i wybrać takich ludzi do PE, którzy zagwarantują nam bezpieczeństwo i będą podejmować dobre decyzje dla nas i dla Europy. Silna Europa to silna Polska, nie mam co do tego wątpliwości.

A.K.: 20 lat Polski w Unii Europejskiej. Jesteś przedstawicielką ugrupowania, które Polskę do UE wprowadziło. Pamiętasz ten dzień? 

Oczywiście! Po głosowaniu zrobiliśmy z mężem w naszym ogrodzie imprezę dla znajomych. Bardzo się cieszyłam, bo będąc studentką marzyłam o tym, aby być pełnoprawną obywatelką UE. Irytowało mnie na granicy, że traktują nas, Polaków, jak osoby drugiej kategorii. Tak się czułam, jeżdżąc podczas studiów do Londynu i pracując tam na czarno. Patrząc teraz na Ukrainę, wyobraź sobie, co by było teraz w Polsce, gdyby Lewica nie wprowadziła nas do UE i nie zawiązała sojuszu z NATO? Strach nawet myśleć.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Czy Polacy nadal są euroentuzjastami?

Na szczęście nadal tak, ale widać i słychać ze strony radyklanej prawicy chęć wyprowadzenia Polski z UE. To byłyby kolosalny błąd. Dlatego ważne jest, aby nie dać się zwieść tym populistycznym hasłom. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię. Nagonka, manipulacja i kłamstwa doprowadziły do zmiany nastawienia Brytyjczyków, co w efekcie skończyło się Brexitem, którego nikt na serio nie traktował, a się wydarzył. Teraz coraz częściej na Wyspach mówi się o powrocie do wspólnoty europejskiej i słychać żal wśród ludzi, którzy zdecydowanie żałują decyzji o wyjściu z UE. 

A.K.: Jednak dziś po 20 latach bycia częścią europejskiej rodziny, a po ośmiu latach rządzenia w Polsce przez populistów, obserwujemy wzrost nastrojów antyunijnych. Sporo mówi się o „narzucaniu nam prawa” przez unijnych biurokratów, rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi, pasjonaci motoryzacji sceptycznie podchodzą do zapowiedzianej elektromobilności, ostatnią zmianą, która dotknęła konsumentów są… plastikowe nakrętki przytwierdzone na stałe do butelek. I choć te zmiany zapewne istotne z punktu widzenia zmian klimatycznych są tym, co powinno stanowić priorytet. Czy właśnie nie działania „nakazowe” są tym, co nas od Unii odpycha? 

Zacznijmy od tego, dlaczego stworzono Zielony Ład? Wszyscy chcemy oddychać czystym powietrzem, jeść zdrową żywność bez chemii. Chcemy, aby woda płynęła w kranach, a nie była luksusem. Takie były cele Zielonego Ładu. I tych celów będę broniła. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno. Zabrakło odpowiedniej komunikacji. Zabrakło rozmowy z rolnikami, ale to kamyczek do ogródka komisarza Wojciechowskiego z PiS. Uważam, że niektóre decyzje wymagają ponownego przemyślenia. Mam na myśli chociażby zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 r. Trzeba wspierać elektromobilność, ale chyba nie poprzez zakazy.  Dlatego jako Lewica opowiadamy się za zrobieniem kroku wstecz w sprawie tej regulacji. Trzeba rozwiać społeczne obawy ludzi czy za 11 lat będą mogli jeździć samochodem. Będą mogli. Ważne jest też, aby rozwijać transport publiczny, który jest dla wszystkich. Są na to środki z KPO. W Polsce 13 mln ludzi jest wykluczonych komunikacyjnie. Europa powinna być o korzyściach, nie o zakazach.

A.K.: Jak widzisz Unię Europejską w perspektywie 5-10 lat? 

Marzę o Europie silnej i zjednoczonej. UE to dla mnie nie tylko zbiór państw, to nie tylko walka mocarstw, dyplomacja i spotkania na szczycie. UE to przede wszystkim człowiek, jego codzienność i jego potrzeby. Dziś potrzebujemy zmiany działania Unii tak, by korzyści z naszej wspólnoty płynęły bezpośrednio do nas i naszych najbliższych. Zbyt często politycy skupiają się na wielkich regulacjach, a zbyt rzadko myślą o tym, aby zapewnić zielony skwer w naszej okolicy, dostępny żłobek czy nowe mieszkanie na start dla młodych. O tym powinna być Europa, o tym powinna być Unia, o tym powinna być nowoczesna Polska w zjednoczonej Europie. Takiej Polski w Europie chcę ja i Lewica. Jednocześnie rozumiem, że UE potrzebuje korekty. Czas, by stała się instytucją bliższą naszym codziennym sprawom. Mniej spotkań na szczycie czy za zamkniętymi drzwiami, a więcej przejrzystości i demokracji.

A.K.: Jesteś socjolożką, z racji wyuczonego zawodu myślę, że widzisz szerzej niż inni zachodzące w Polsce zmiany. Czy polskie społeczeństwo się liberalizuje i staje się coraz bardziej tolerancyjne?

Zdecydowanie. Polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne niż politycy, których potem to społeczeństwo wybiera. Bardzo dobrze to widać chociażby na przykładzie zmiany stanowiska dotyczącego liberalizacji prawa aborcyjnego. W 2016 roku, jak odbywały się pierwsze protesty, zwolenników takiego prawa było około 30%, teraz te wyniki dochodzą często do 80%. Zmienia się również w ekspresowym tempie nasz stosunek do kościoła. Pustoszeją świątynie, młodzież wypisuje się z lekcji religii, ludzie rezygnują ze ślubów kościelnych i coraz mniej osób przyjmuje księdza na tzw. kolędzie. Niektóre badania plasują Polskę na pierwszym miejscu wśród najszybciej laicyzujących się krajów świata. To zasługa samego kościoła, który po 1989 r. próbował układać się z różnymi rządami, ale ostatnich osiem lat jest jednak pod tym względem wyjątkowych. Nie wspomnę już o przestępstwach i nadużyciach w kościele, o których dowiadujemy się bardzo często. 

Joanna Scheruing - Wielgus, Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek na Marszu Równości

A.K.: Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w Polsce? Jesteś wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, partii, której dobro kobiet leży bardzo na sercu. Startujesz do Parlamentu Europejskiego z Poznania, który jest raczej miastem liberalnym i otwartym. Jednak Polska to nie tylko duże miasta… 

No właśnie. Dobrze, że zwracasz na to uwagę, bo my na lewicy z naszymi postulatami kobiecymi zwracamy się właśnie do tych, którzy są pozostawieni sami sobie, są w tyle. Standardowo jak jesteś z miasta, to masz więcej możliwości, jak dobrze zarabiasz to stać cię na więcej, jak nie jesteś samotna, jest ci łatwiej. Gdy porównamy opiekę państwa dla Polek do opieki dla kobiet w innych krajach, to Polki są na szarym końcu: mamy najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne, nie mamy bezpłatnych tablet antykoncepcyjnych, opieki okołoporodowej, w szpitalach lekarz może odmówić ci zabiegu, bo powołuje się na klauzulę sumienia, jak zostaniesz zgwałcona, to chroni się sprawcę, a kobiecie sugeruje się, że prowokowała wyglądem. Jest mnóstwo do zmiany nie tylko w prawie, ale przede wszystkim w głowach konserwatywnych polityków, dla których kobieta to często nadal „słaba istota”, którą muszą się zaopiekować. 

A.K.: Czy bycie kobietą pomaga czy przeszkadza w polityce? Mierzysz się z seksizmem? 

To zależy. Na pewno kobiet powinno być zdecydowanie więcej w polityce. W polskim parlamencie jest nas teraz 29%, więc nawet nie zbliżamy się do połowy reprezentacji. Dlatego zachęcam kobiety do angażowania się w życie społeczne i polityczne na różnych szczeblach. Bo kto ma zadbać o nasze interesy jak nie my same? A jak pytasz mnie o seksizm w polityce, to powiem ci, że on jest nadal powszechny; jest wszechobecny, nie tylko w polityce. Nadal niestety jest mnóstwo stereotypów związanych z kobietami. Dużo pracy przed nami.

A.B.: Czy czujesz, że na sejmowych korytarzach musisz udowadniać, że bycie kobietą nie oznacza mniejszych kompetencji? 

Nadal tak. Od 2018 roku rozkładam na czynniki pierwsze kwestie przestępstw w polskim kościele. Gdy o tym mówię, podając fakty, słyszę, że atakuję kościół i że jestem kontrowersyjna. Gdy mówię o świeckim państwie, słyszę, że jestem radykalna. Gdy mówi to samo jakiś polityk czy ksiądz, opinia jest taka, że mówi to mąż stanu, jemu po prostu wolno. Ale zaznaczanie mniejszych kompetencji odbywa się nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak przedstawianie polityczek. Często słyszę: Poseł Krzysztof i nasza Joasia…

A.B.: To nieco z innej beczki. Czy polityczki w Polsce są dobrze ubrane? 

To naprawdę zależy, bo mamy różne gusta, ale to czego nie rozumiem i to, co mi się zdecydowanie nie podoba to „przebieranie się” za polityczkę. Często wygląda to bardzo sztucznie i widać, że ta osoba czuje się w tym ubiorze po prostu niewygodnie. Uważam, że niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, powinniśmy być po prostu sobą. 

A.B.: Twoje stylizacje są zawsze perfekcyjne. Dobrze skrojona marynarka, świetna fryzura i makijaż. Lubisz modę?

Zawsze lubiłam modę i śledziłam nowinki, ale nigdy nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że są modne. Nie kupowałam też nigdy rzeczy, na które mnie nie stać. Wolę mniej niż więcej i nigdy za wszelką cenę. Ale mam od lat swojego ulubionego fryzjera Tomka, który tnie włosy brzytwą. Dbam o siebie, ćwiczę na siłowni. Wychodzę z założenia, że nawet świetny ciuch czy makijaż nie ukryje niezdrowego ciała. Zdrowe ciało to zdrowa dusza i wtedy wystarczą trampki, dżinsy i biały T-shirt. 

A.B.: Jak dobierasz stylizacje? Masz kogoś do pomocy czy zdajesz się na swoje wyczucie stylu?

Odkąd pamiętam zawsze zakładam na siebie to, co ja chcę włożyć, a nie to, w czym chcą mnie widzieć inni. Czasami wbrew trendom, modom czy upodobaniom innych. Ja po prostu nie lubię jak mi ktoś coś narzuca. Zawsze na końcu to ja podejmuję decyzję zarówno w co się ubiorę, jak i co zrobię. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że ja od dziecka zawsze taka byłam. (śmiech) Z wiekiem stawiam zdecydowanie na wygodę, więc świadomie zrezygnowałam ze szpilek w sejmie na rzecz płaskich butów. Żadnych ciężkich torebek na ramię, tylko wygodny plecak. 

A.B.: Masz swoje „guru modowe”?

Nie mam jednego guru modowego, ale moją miłością wielką jest wszystko, co brytyjskie. Dlatego zawsze z uwagą obserwowałam Vivienne Westwood, ale i Katharine Hamnett, projektantkę znaną ze swoich politycznych T-shirtow, które uwielbiam. Lubię też Francuzkę Isabel Marant czy ciuchy sportowe od Stelli McCartney. Podoba mi się również styl Charlotte Gainsbourg czy Patti Smith. Jak widzisz kino i muzyka są dla mnie największą inspiracją, jeśli chodzi o to jak się noszę.  

Już dziś (03.06.) zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z Joanną Schering – Wielgus

ul. Młyńska 12

godz. 18:00

Wstęp wolny

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
Anna Bowsza

Anna Bowsza

REKLAMA
REKLAMA
Joanna Scheuring - Wielgus
REKLAMA
REKLAMA