NATALIA PRZYBYLSKA | Najpiękniejszy dzień w moim życiu jest codziennie

Natalia Przybylska

MIASTO I LUDZIE. O SZTUCE ŻYCIA rozmawia JOANNA JANOWICZ, malarka i trenerka Rezyliencji i Vedic Art.

NATALIA PRZYBYLSKA

Joginka, mama czwórki dzieci, optometrysta. Kocha naturę, przytula się do drzew i do siwej Molly w delikatnym kłusie. Z pacjentami pracuje z intencją. W życiu pozwala sobie doświadczać. Ufa nieznanemu i wierzy, że wszystko dzieje się po to, by urosła i była lepsza dla innych. Gdzie szuka spokoju, gdy wszystko leci na łeb na szyję? Dlaczego, gdy bolą plecy, joga mówi o otwarciu duszy? O tym opowie Natalia Przybylska.

Zdjęcia: Natalia Nowak, Przemek Rybiński

Używasz określenia „Być przy sobie”. Co oznacza dla Ciebie?

NATALIA PRZYBYLSKA: Uważność na siebie, na uczucia, emocje. Przyglądam się reakcjom z ciała, żeby widzieć, czego na ten moment mi potrzeba. To kontakt z naturą, medytacja, praktyka jogi, świadome jedzenie, zasilanie się energią słońca. Gdy z kimś pracuję, to mam zawsze intencję. Efektem jest spokój, radość i zaufanie nieznanemu. Sama wyzbywam się chęci, by kontrolować, zarządzić, bo to sprawia, że jesteśmy uwikłani w oczekiwanie. A nie da się przewidzieć wszystkiego, co przyniesie życie. W zaufaniu, pozwalam się życiu zaskakiwać w poczuciu, iż dzieje się dla mojego dobra.

Masz swoje codzienne rytuały?

Gdy przychodzi moment pogubienia, idę do ciała. Idę do natury, medytuję, szukam ciszy. Nie zawsze jest przestrzeń na jogę, ale mam rytuał szczotkowania ciała. Od palców stóp, centymetr po centymetrze masuję je, mam z nim kontakt, doświadczam, obserwuję jak reaguję i to zajmuje myśli. Mycie zębów może być także rytuałem, jeśli robisz to uważnie i świadomie. Daję sobie przestrzeń dla siebie. Innym z rytuałów jest przyzwalanie sobie na przebywanie z cudownymi ludźmi, czerpię radość z relacji i tej chwili, aby wyjść z obowiązków… nie musieć.  

Jak karmisz duszę?

Lubię robić zdjęcia i czytam teraz cudowną książkę „Zdjęcia z duszą” o czarno-białej fotografii. Napisał ją David duChemin, zabierając nas w świat kreacji, pokazując, że rodzi się ona z lekkości i przychodzi w momentach odpuszczenia. To jest metafora życia: ja tutaj nic nie wiem. Nie wiem, jaki to kadr. Nie wiem, co z tego będzie. Po prostu łapię chwilę. To jest bardzo uwalniające, a duChemin podkreśla, że mamy ciągle stawiać pytania i pozwalać, aby się zadziało. A co jeśli… słońce nie zaświeci, nie złapiemy „golden hour”?

I tak może powstać piękne zdjęcie? Ufasz nieznanemu. Gdzie znajdujesz granicę pomiędzy tym, czego chcesz, a odpuszczaniem?

Zaufać nieznanemu – to wspaniale brzmi – ale w takim razie chcieć czy nie chcieć? Lubię prowadzić wewnętrzy dialog, zadawać pytania – wtedy poznaję lepiej siebie i tworzę mapę dla innych. Ty mówisz pięknie w rezyliencji o tym, żeby mieć, ale nie pragnąć. Doceniać, podziękować… Planuję, ale pozwalam się zaskoczyć. Wiem, że Wszechświat ma dla mnie to, co najlepsze i pozwalam, by to zaistniało. Może mandat mnie dziś nie ominie, ale wieczorne utulenie w ramionach dzieci będzie cudownym doświadczeniem. To wystarczy! To jest akceptacja w życiu. To jest słowo klucz, po zajęciach u Ciebie na MBA z Życia (program rozwojowy realizowany z Piotrem Strzyżewskim – przyp. autorki) wypisałam je sobie w wielu językach. To podejście kreuje w nas lekkość życia, brak przywiązywania się. DuChemin mówi „Im jesteśmy ciekawsi świata, tym bardziej kreatywni się stajemy. Kreatywność dzieje się w kontekście nieznanego”.

W malowaniu intuicyjnym, wychodzimy z intelektu, by wejść na poziom duszy i czuć. Co się dzieje, gdy zabiera Cię smutek?

Trzeba zauważyć. Pozwolić sobie go objąć z czułością. Uczę się, by nie zabierały mnie na zbyt długo emocje żalu, czy gniewu. To jest spalające. Buduje mnie zabieranie się w miłość i radość.

A czym jest miłość dla Ciebie?

Wolnością. To wtedy, kiedy nic nie musisz, a chcesz dać. To otwartość i dobro. Każdy z nas szuka miłości bezwarunkowej, by tak kochać i taką miłością być kochanym. Tak sobie myślę… Co ja o miłości wiem? Najcudowniejsza miłość bezwarunkowa płynie od dzieci. Od zwierząt też – taki kociak czy psiak nigdy nie ma humorów. Kocha zawsze.

przybylska 11 scaled 1

Co daje Ci miłość do jogi i jak zaczęła się Twoja przygoda? 

Mówi się, że każdy ma w sobie jogina, pytanie tylko kiedy się obudzi (śmiech). U mnie joga pojawiła się 14 lat temu, gdy szukałam równowagi w staraniach o pierwsze dziecko, Sofii. Już wtedy wiedziałam, że to nie jest forma gimnastyki, a bardziej stan duchowości. Później pojawiła się Nelli, Hugo, Wiktor, a moja przygoda z jogą trwa. Kilka lata temu zaczęłam praktykować intensywniej, aż uznałam, że chcę zrobić kurs nauczycielski. Nie tyle nawet, by uczyć, ale by zgłębić wiedzę. Wybrałam cudowną nauczycielkę, Ullę. Uwielbiam być uczniem i dawać sobie czułość, i wiem, że tego samego oczekują kobiety, z którymi pracuję. Joga zauważenie tego, co w nas na dany moment jest. Sekwencja asan pozwala uwolnić to, co jest wewnątrz. Joga ma moc i jest dla odważnych, ponieważ wiele dowiadujemy się o sobie: czasami przecież ciało odmawia fizycznie i to jest moment ukochania, akceptacji. Nie zawsze łatwy. Z drugiej strony, gdy zaczynasz praktykę, myśli idą do wnętrza do serca i nie masz pojęcia, co będzie z niego wypływało. Co dziś przyjdzie? Ból? Niecierpliwość? Co jest we mnie? I wiesz, tu jest o tej odwadze: stajesz do tego. Widzisz się, jak w lustrze i możesz zareagować. Uczysz się miłości do siebie.

Joga jest o sercu?

Tak, bo w jodze szukamy nie tylko sposobów na uśmierzenie bólu w plecach, ale bodźców do wewnętrznych przemian. Donna Farhi, cudowna nauczycielka jogi od kilku dekad, mówi, że jest ona otwarciem z poziomu serca i uwolnieniem przestrzeni na wrażliwość, radość, ale też smutek, który wcale nie powoduje zamknięcia. Jest otwarciem umysłu na zauważanie.

Mówisz, że asany to trzeci z ośmiu filarów jogi. To pokazuje głębię tej praktyki w kontekście nie tylko ciała, ale i duszy.

Mówimy też o ćwiczeniach oddechowych i medytacji, a w szerszym ujęciu to asany są przygotowaniem do podróży duszy w medytacji. Niemoc z ciała pokazuje, że cokolwiek zrobię, to jest w porządku. Sama jestem joginką z ograniczeniami wynikającymi z tego, że przyprowadziłam na świat czwórkę moich dzieci i wiele asan nie jest dla mnie. Jednak staram się do jakiegoś momentu w nie wchodzić. To jest sprawczość. Próbujesz, idziesz trochę dalej, akceptujesz, masz progres, nie masz progresu, dziś jest tak, choć wczoraj było inaczej. Nie każesz się, nie przymuszasz. Obserwujesz. Tak samo jest w życiu, nie chodzi o to, by na siłę pokonywać jakieś granice, bo może nie jest to dla nas korzystne. Nie zawsze musi być obiad z trzech dań. Może być ratatouille w jednym garnku. Joga niesie umiejętność, by siebie szanować, traktować jak tę świątynię. Donna Farhi mówi, że była świadkiem mocy jogi, zmieniającej pozornie nienaruszalne negatywne schematy, by przebudzić ciało, umysł i serce i otworzyć je na nowe możliwości.

Co dla Ciebie jest trudne?

Na pewno moment, gdy zabiera mnie smutek. Jednak jestem z nim już całkiem dobrze skomunikowana, widzę go, jak przychodzi. Słucham, co mówi i kiedy obejmuję go z taką akceptacją, zauważam, że jest wynikiem niepotrzebnych oczekiwań.

Czyli kiedy Ci smutno, zatrzymujesz się i pytasz siebie, czego ja chcę i czy ja chcę tego chcieć?

Tak. I wiesz, ja na co dzień w swojej pracy inspiruję pacjentów do tego, by też się zatrzymali i by widzieli lepiej. To jest dla mnie misja w pracy optometrysty. Przez dobrane dobrze okulary, sprawiam, że człowiek dostaje nową jakość postrzegania codzienności i widzi lepiej, ale nie tylko. W moim ukochanym „Małym Księciu” są słowa: dobrze widzi się tylko sercem, najpiękniejsze jest niewidzialne dla oczu. Ja zakładam ludziom okulary, ale są one zawsze z intencją, np. żeby pani nie przeoczyła miłości, albo żeby dziecko w szkole nie czuło się gorsze. Bo ta pani chce kogoś pokochać, a ten chłopiec chce się uczyć, tylko po prostu chodzi o dobrze dobrane szkła, których nie miał. W gabinecie zawsze pacjent powie więcej. Wywiązuje się między nami relacja.

Czego uczysz swoje dzieci?

Miłości do świata, ludzi i zwierząt. Mają swoje drzewa, do których się tulą. Uczę ich, by stojąc przed lustrem, każde z nich umiało powiedzieć „kocham Cię” do siebie. Uczę je pielęgnowania pasji: Nelli w tańcu i malowaniu, Wiktor w kreacji z klockami, a Hugo z tatą ma wspólne lekcje gry na perkusji. Niesamowita miłość przyszła do naszej rodziny wraz z pasją naszej najstarszej córeczki, która trenuje jeździectwo, zaczynała jako pięcioletnia dziewczynka. Jako mama miałam duży lęk o nią, ale nie chciałam, by ten strach coś jej zabrał, więc sama zaczęłam oswajać się i jeździć konno. 

Zaczęłaś doceniać jej pracę? Czego Twoja rodzina nauczyła się od koni?

Mam dla Sofii wielkie uznanie. Konie uczą panowania nad emocjami. Przez lewe oko koń wyczuwa nasze emocje. My możemy nie rozumieć o co chodzi, ale zwierzę bardzo wyświetla nasz wewnętrzny stan: czasem chce się tulić, a czasem nie. Kiedy Molly buduje dystans, to ja zauważam, że jestem w tym dniu też zdystansowana. Kiedy się boi, wiem, że strach jest wewnątrz mnie. Do konia potrzebujemy dużej pewności siebie, ponieważ kiedy my nie panujemy nad nim, to on przejmie inicjatywę i może być różnie. 

przybylska 8

To jak z umysłem, konieczny jest woźnica.

Umysł z automatu zabiera w obszary jemu dobrze znane i nie zawsze dla mnie korzystne. Jak galop po niebezpiecznym terenie, który wybrało zwierzę, a nie jeździec. Jazda konna jest wspaniałą terapią dla osób, które pracują nad poczuciem własnej wartości, bo na koniu, tak jak na macie, możemy poczuć moc! Jesteśmy tu po to, żeby doświadczać.

Najpiękniejszy dzień w Twoim życiu…

Jest codziennie. Jest przede mną. Wiesz, czasem, wszystko leci na łeb na szyję. Dzieci się kłócą, któreś jest chore, obiadu nie zrobiłam, nigdzie nie mogę zdążyć, wszyscy i wszystko w chaosie… Na takie chwile, bo wiem, że kiedyś mogą przyjść, praktykuję bycie w lesie i kontakt z naturą. Wyciszam się na później, żeby to ogarnąć, gdy nastąpi. Umieć odpuścić. Najpiękniejszy dzień to docenianie tych wspaniałych osób wokół, wdzięczność za rodzinę. To, że teraz mogę rozmawiać z Tobą, że mamy z mężem mały, ale cudowny zespół w firmie. Najpiękniejszy jest oddech, bo on automatycznie łączy nas z naszym sercem, wtedy jest empatia, miłość i największy dramat zaczynam postrzegać, jako coś, co musiało się zadziać. Żebym urosła i była lepsza dla innych.

Dobro niesie też Twoje stowarzyszenie „Widzieć w PEŁNI” i realizujesz z Miastem Swarzędz „Jogę na trawie”, która będzie dostępna dla każdego, kto chce być przy sobie. 

Najpiękniejsze rzeczy w naszym życiu dzieją się z poziomu serca, one nie są kreowane przez rozum. To jak malowanie z intuicji – otwiera serce. A joga to nie fizyczność, ale przede wszystkim to, co dzieje się w naszej głowie i duszy. W sprawie jogi na trawie i sesji w tygodniu można pisać na mój profil (Natalia Przybylska). Zapraszam do wspólnej podróży na macie i już jestem za Was wdzięczna. 

Zostawimy Czytelników z Twoim przesłaniem?

Najważniejsza jest miłość własna, bo wtedy z lekkością rezygnujemy z tego, co mogłoby nas poparzyć. Wybieramy to, co sprawia, że rośniemy. Wtedy płyniemy. Kiedy dostrzegamy w sobie dary i zaczynamy je realizować, jak Ty nas tego pięknie uczysz, to płyniemy. Trzeba to swoje „dlaczego” znaleźć. Misję. Flow. Bruce Lee mówił „bądź jak woda”. Ciągle się tego uczę. Dziękuję za zaproszenie do wspólnej rozmowy, było pięknie. 

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Natalia Przybylska
REKLAMA
REKLAMA

Beata i Mariusz Cieślukowscy | Zamieszkaj na zachwycającym Costa del Sol

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska


Oboje pochodzą z Mazur, ich plany zawodowe połączyła stolica Wielkopolski. Tu w Poznaniu wykrystalizował się pomysł na wspólny rodzinny biznes, który był impulsem do zmiany życia o 180 stopni. Beata i Mariusz Cieślukowscy, właściciele PlanoSpain, od lat działają na hiszpańskim rynku nieruchomości. Polecają wybrzeże Costa del Sol, gdzie osiedlili się, rozwijając firmę i spełniając często niełatwe życzenia klientów z najodleglejszych regionów świata.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: Maciej Sznek Escargofoto | Makeup Artist: Kiuru Visage | zdjęcia nieruchomości: archiwum prywatne PlanoSpain

Jak zaczęła się Wasza przygoda w branży nieruchomości?

BEATA CIEŚLUKOWSKA: Mówiąc nieskromnie (śmiech), rozpoczęła się ode mnie. Już ponad 15 lat zajmuję się nieruchomościami inwestycyjnymi. W pierwszym etapie mojej pracy zawodowej, tu na poznańskim rynku, pracowałam u największego pośrednika nieruchomości w Polsce – była to firma Home Broker. Wiele kontaktów oraz przyjaźni branżowych mam do teraz właśnie z tego miejsca.
MARIUSZ CIEŚLUKOWSKI: Przez ponad 12 lat zdobywałem doświadczenie w największych światowych bankach, bankowość korporacyjno-inwestycyjna, co dało mi dużą swobodę w poruszaniu się w świecie wielkich liczb oraz projektów budowlano-inwestycyjnych. Obydwoje mieliśmy duże doświadczenie zawodowe i dlatego postanowiliśmy połączyć nasze siły, umiejętności i wiedzę, co klienci w pełni docenili.

Dlaczego właśnie Hiszpania stała się dla Was atrakcyjnym rynkiem nowych inwestycji?

B.C.: Największym impulsem do tego typu poszukiwań był jeden z moich klientów, który miał już wiele zakupionych nieruchomości, za moim pośrednictwem, zarówno w polskich górach, nad Morzem Bałtyckim, jak i na Mazurach, ale zapragnął czegoś więcej, poza granicami kraju. Zainspirował mnie miejscem o wdzięcznej nazwie Marbella na hiszpańskim wybrzeżu Costa del Sol. „Jak Pani znajdzie dla mnie coś ciekawego, to ja tam kupię” – powiedział. Poleciałam więc, zaczęłam szukać, oglądać poszczególne miejsca, aby złożyć korzystną ofertę klientowi. Bardzo mi się tam spodobało, krajobrazy, klimat, pozytywne myślenie i przepięknie położone apartamenty. Znalazłam dla klienta nieruchomość według jego wytycznych i oczekiwań i tak to się zaczęło…
M.C.: Potem lataliśmy już wspólnie, szukając odpowiednich nieruchomości dla innych klientów. Ale – nie ukrywam – że przy dwójce małych dzieci i obowiązkach prywatnych taki układ wylotów biznesowych bardzo nam doskwierał. Zaczęliśmy więc rozważać inne wyjście z tej sytuacji…

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Beata Cieślukowska

Aż zdecydowaliście się na przeprowadzkę na Costa del Sol…

M.C.: Tak, życie nas do tego popchnęło, podsuwając taki scenariusz. (śmiech)
B.C.: Analizując miejsca na południowym wybrzeżu Costa del Sol, nasz wybór padł na piękną słoneczną Marbellę, którą polecam wszystkim. Spakowaliśmy więc swoje rzeczy, zabraliśmy dzieci i rozpoczęliśmy nowy etap naszego życia i wspólnej pracy.

Z takim zapałem i uśmiechem opowiadacie o Waszym nowym miejscu zamieszkania, więc muszę zapytać, czym tak naprawdę uwiodła Was Marbella? Co Was zauroczyło w tym miejscu?

B.C.: Marbella jest bardzo międzynarodowa, na tym terenie mieszają się różne kultury i tradycje.
M.C.: Warto podkreślić, że w Hiszpanii jest ogromna różnica pomiędzy Costa del Sol a innymi wybrzeżami. Zupełnie inne osoby przyjeżdżają na południe Hiszpanii, do Benalmadeny czy właśnie do Marbelli, gdzie mieszkamy. Tu jest też inny klient niż np. w Alicante. Jedno wybrzeże, ale konkretne miejscowości i przebywający tam turyści różnią się od siebie i to znacznie. Marbella ma niską zabudowę i od razu wygląda to bardziej luksusowo. Co chwilę są parki, zielone skwerki, palmy, po prostu przeważa dużo zieleni. Dla ciekawostki – to było pierwsze zagospodarowane wybrzeże w całej Hiszpanii, więc roślinność miała dużo czasu, aby wybujać i wzbogacić swoim pięknem okolicę. Specyfiką Marbelli jest też posiadanie i morza, i gór. Nawet jeśli w Sewilli jest latem 45 st. w cieniu, to u nas – dzięki takiemu idealnemu położeniu – jest zawsze minimum 10 stopni mniej. W ubiegłe lato przeważała temp. 32-33 stopnie, a najwięcej pokazały termometry 36 st. w cieniu. To w Polsce często jest bardziej gorąco. Marbella ma swój mikroklimat – latem nie jest upalnie, a zimą jest przyjemnie ciepło. Ponadto w tym nadmorskim mieście nie znajdzie się tzw. „betonozy”, jaka przeważa w tego typu lokalizacjach, gdzie deweloperzy prześcigają się w stawianiu coraz to wyższych apartamentowców.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Mariusz Cieślukowski

W PlanoSpain rynek pierwotny przeważa nad wtórnym?

M.C.: Na naszej stronie są również oferty z rynku wtórnego, ale jako PlanoSpain specjalizujemy się w szczególności w rynku pierwotnym. To ponad 80 procent naszej oferty sprzedażowej.
B.C.: Edukujemy też naszych klientów, którzy kontaktują się z nami z zamiarem zakupu nieruchomości na rynku wtórnym. Studzimy ich zapał i często po prostu tłumaczymy, że nie warto… Klient już za sam apartament z rynku wtórnego płaci bardzo dużo, do tego trzeba doliczyć koszty remontu. Ponadto części wspólne tych miejsc z rynku wtórnego są w niskim standardzie. To jest budownictwo np. z lat 2009-2010 lub wcześniejsze, gdzie widać ząb czasu, brak renowacji i remontu klatek, brak odnowy wspólnych basenów. Akustyka w takich miejscach szwankuje, hałasy i odgłosy zza ściany słychać bardzo dobrze, a dodatkowo odgłosy w pionie – ze względu na gorszej jakości wykorzystane materiały budowlane. Naprawdę jest wiele zalet kupna nieruchomości z rynku pierwotnego, do czego szczerze namawiamy.
M.C.: W 2010 roku wiele się zmieniło w hiszpańskim ustawodawstwie, w prawie budowlanym, wzięto pod uwagę normy cieplne, zaczęto stosować lepsze i korzystniejsze dla inwestorów materiały budowlane. Wstawiać wyższej jakości okna, izolować ściany. Rozpoczął się cały proces budowy z większymi benefitami dla kupujących, co w Polsce od wielu lat jest standardem i normą, a w Hiszpanii dopiero zaczęło to kiełkować. Zatem bez namysłu polecamy nieruchomości z rynku pierwotnego. Przede wszystkim korzystna jest cena za nowe mieszkanie, a przy tym plan płatności, który rozłożony jest w czasie. Bo nawet jeśli trzeba wydać 500 tys. Euro, czym innym jest wyjęcie ich dzisiaj i położenie na stół, a czym innym gdy harmonogram płatności jest rozbity na 30 % przy umowie przedwstępnej, a reszta następuje dopiero przy odbiorze kluczy w perspektywie do 1,5 roku. Ponadto kupujący ma wybór, oglądając plany, rzuty apartamentów od dewelopera, czyli kupuje to, co chce, a nie to, co zostało na rynku.

Sprzedaż z rynku pierwotnego odbywa się, gdy jest tylko przysłowiowa dziura w ziemi?

M.C.: Głównie właśnie na tak wczesnym etapie. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że jest dużo wybudowanych budynków, mieszkań, które czekają na swoich właścicieli. Nierzadko ceny można jeszcze negocjować u dewelopera. W Marbelli czy innych częściach Costa del Sol na etapie stojących już murów wszystkie mieszkania są wykupione. Zakup rozpoczyna się wraz z wbiciem łopaty w ziemię, czyli właśnie wraz z robieniem przysłowiowej dziury.

W swojej ofercie macie nieruchomości o różnej powierzchni, od mniejszych 50- czy 60-metrowych, przez ponad 100-, 200-, 300-metrowe apartamenty, aż po luksusowe wille np. ponad 1400 metrów kw. Jaka powierzchnia mieszkalna jest najbardziej poszukiwana, jaka jest najbardziej na topie wśród zainteresowanych kupnem?

B.C.: Mały metraż w Hiszpanii oznacza co innego niż w Polsce. 40-, 50-metrowe mieszkanie to swoisty ewenement, czegoś takiego się po prostu nie buduje na rynku hiszpańskim. Standardem przy dwóch sypialniach jest ok. 80 m kw., a przy trzech sypialniach – ok. 130 m kw.
M.C.: Co istotne, w Hiszpanii – podobnie jak w USA – najważniejsza jest ilość sypialni. 60-metrowe mieszkania można na palcach jednej ręki przedstawić w naszej ofercie.
Polacy są przyzwyczajeni zadawać pytanie, „ile za metr kwadratowy?”, a na rynku hiszpańskim funkcjonuje inna wytyczna, czyli liczba sypialni. Cena uzależniona jest od ich ilości, oraz usytuowania apartamentu w danej inwestycji.

Kto jest Waszym głównym klientem?

M.C.: W 90 procentach są to Polacy, ale nie tylko Polacy mieszkający w Polsce, również ci ze Szwecji, z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady. Aktualnie mamy kilku Holendrów zainteresowanych naszymi ofertami. Wchodzimy też na rynek niemiecki, stale poszerzając nasz target.
Podchodzimy do naszej pracy z wielkim profesjonalizmem, a do klientów z ogromnym szacunkiem. Skupiamy się na konkretnym miejscu, jakim jest Costa del Sol – i robimy to najlepiej, jak tylko potrafimy, szukając dla klientów nieruchomości skrojonych pod ich oczekiwania i portfel. Postawiliśmy na wyspecjalizowanie się w tym regionie. To jest podobnie jak z restauracyjnym menu – lepiej mieć w karcie mniej dań, ale dobrej jakości niż szeroką kartę menu z byle jakimi potrawami.
B.C.: I co niezwykle istotne, mamy klientów najczęściej z polecenia. W naszej branży działa stary sposób przekazywania dobrych wiadomości i to nas bardzo cieszy. (śmiech) Miło słuchać pozytywnych opinii i rekomendacji na temat naszej pracy, wiedząc, że marketing tzw. szeptany ma sens.

Czy Polak w Hiszpanii może łatwo otrzymać kredyt?

M.C.: Wielu z naszych klientów, kupując nieruchomość w Hiszpanii, posiłkuje się kredytem, ponieważ jest on zdecydowanie tańszy niż w Polsce. Ja osobiście nadzoruję cały proces związany z ubieganiem się o kredyt, pilnuję wszelkich dokumentów, terminów itp. W PlanoSpain staramy się przeprowadzić tak sprzedaż, aby była ona jak najmniej czasochłonna i stresogenna dla naszego klienta. Do ubiegania się o kredyt potrzebujemy PIT za zaszły rok, zaświadczenie z BIKu i wyciąg z konta przynajmniej z 6 miesięcy.

A jak klient jest zaopiekowany pod kątem prawnym w PlanoSpain?

B.C.: Współpracujemy z wybitną prawniczką, której usług absolutnie nie narzucamy naszym klientom, jedynie rekomendujemy. Klient sam wybiera do jakiej kancelarii prawnej chce się udać. Ze względu na nasze doświadczenie i długoletnią współpracę z czystym sercem polecamy tę właśnie osobę do obsługi kwestii prawnych.
M.C.: Klient musi głównie wybrać apartament, wpłacić zaliczkę, a resztą już zajmujemy się my – osoby do zadań specjalnych. (śmiech) Współpracujemy z doskonałą prawniczką Marią Ruiz Lopez. Ma ona rozeznanie zarówno na rynku polskim, jak i hiszpańskim. I oczywiście świetnie mówi po polsku. Ma licencję prawną na obu rynkach, polskim i hiszpański. Posiada szeroką wiedzę i uprawnienia, doradza klientom, co warto zrobić, jakie są obwarowania prawne, na co warto zwrócić uwagę podczas kupna czy wynajmu itp.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska

Klienci kupują hiszpańską nieruchomość najczęściej z myślą o sobie, swojej przyszłości, czy jednak pod wynajem, aby mieć źródło dochodu?

M.C.: To zależy… W zdecydowanej większości klienci kupują apartament, żeby dla nich zarabiał i był lokatą kapitału. To też świetna dywersyfikacja portfela o nieruchomość w walucie Euro. Nie ma co też ukrywać, że w okresie naszej polskiej zimy chcą przyjeżdżać i korzystać z własnego apartamentu.
B.C.: Ponadto widzimy taki trend, że nasi klienci meblują i aranżują mieszkania z myślą o sobie, pod swój gust, więc później jest im szkoda oddawać to wynajmującym. Choć jest określona grupa klientów, którzy od samego początku wiedzą, że zakupiona nieruchomość będzie ich inwestycją pod wynajem. Co bardzo ważne – my jako PlanoSpain również zajmujemy się wynajmem lokali. Wiemy, że większość agencji nieruchomości tego nie robi, my jednak wzięliśmy na swoje barki to zadanie, aby sprostać wymaganiom i oczekiwaniom klientów. Budujemy poprzez to relacje i zaufanie z naszymi partnerami biznesowymi, dając im szerokie spectrum usług i możliwości wyboru. Jestem bardzo dokładna, zatem skrupulatnie doglądam wszystkich detali, które mogą umknąć kupującym. Doradzam też klientom jak urządzić nieruchomość pod wynajem bądź pod odsprzedaż, bo z doświadczenia wiem, co się dobrze sprzedaje, z dużym potencjałem wzrostu cen.

Bierzecie na siebie dużo różnych obowiązków, jak czasowo dajecie radę? Czy Wasza doba trwa więcej niż 24 godziny, jest bardziej elastyczna?

M.C.: Dobre pytanie! (śmiech) Nieustannie poszerzamy nasz zespół, dobieramy zaufane osoby. Aktualnie zatrudniliśmy kolejną osobę, która odciąży nas w temacie najmu.
B.C.: Mamy team, który zajmuje się zarządzaniem nieruchomościami pod wynajem, czyli uzgadnia pracę np. pań sprzątających, wydawania i odbierania kluczy do posesji. Cała logistyka jest przez nas opracowana, co w dużej mierze ułatwia pracę już na innych etapach.

Czyli pomagacie klientom w wynajmie, ale również w odświeżaniu powierzchni mieszkalnej oraz w generalnym remoncie.

M.C.: Tworzymy z naszymi partnerami pakiety pod każdą inwestycję. Prezentujemy klientom zazwyczaj trzy wersje, trzy propozycje umeblowania oraz finalne wykończenie z tapetami, obrazami, dekoracjami wypełniającymi wnętrze. Mamy również pakiety dostosowane dla klientów wynajmujących konkretne mieszkanie, tzn. czajniki, małe AGD, sztućce itd. Dla klienta cały proces jest nieinwazyjny – to my zajmujemy się wszystkim. Klient ma jedynie wybrać lokum i podpisać umowę oraz wpłacić zaliczkę.
B.C.: Jeśli chodzi o wynajem – kiedyś braliśmy apartamenty z rynku, teraz tylko opiekujemy się apartamentami naszych klientów. Mocno się angażujemy, aby zrobić jak najwyższą rentowność dla klientów. Jeśli u nas kupią nieruchomość pod wynajem, to mają pewność, że zajmiemy się wszystkim, co związane z formalnościami i dopracowaniem szczegółów, dopieszczeniem wnętrz. Mamy dużo klientów-golfistów, klientów kulturalnych, na poziomie, którzy u nas wynajmują apartamenty. Są to klienci głównie z polecenia.
M.C.: Nie wynajmujemy brytyjskim imprezowiczom (śmiech), po których trzeba często organizować remont mieszkania. U nas na szczęście ich nie ma.

Costa del Sol czy nasz polski Bałtyk – gdzie nieruchomość można kupić taniej?

M.C.: Naprawdę w Hiszpanii można kupić taniej nieruchomość niż nad Morzem Bałtyckim. Oczywiście, bierzemy pod uwagę lokalizację, okolicę, odległość od linii brzegowej, dodatkowo wyposażenie mieszkania, pomieszczenia wspólne, komórkę lokatorską, miejsca parkingowe – bo to jest w cenie oferty w stanie deweloperskim. Jedynie trzeba wstawić swoje meble i można zamieszkać. Myślę, że na rynku pierwotnym można w Hiszpanii zaoszczędzić nawet ok. 100 tys. Euro, kupując podobną powierzchnię nad wybrzeżem Costa del Sol niż nad Bałtykiem.

Polecacie Costa del Sol, w szczególności Marbellę, ale macie też kompletnie inny kierunek na hiszpańskie wyjazdy…

B.C.: Oprócz wybrzeża Costa del Sol próbujemy zainteresować klientów również atrakcyjnym terenem górskim, idealnym na narty, o czym mało kto wie… Sierra Nevada jest pominięta i mało znana jako górska alternatywa. W okresie tegorocznej Wielkanocy było tam mnóstwo śniegu.
M.C.: Najwyżej położony ośrodek narciarski w Hiszpanii znajduje się w Andaluzji, dwie godziny drogi od Malagi. Jest to pasmo górskie Sierra Nevada z najwyższym szczytem Mulhacen 3478 m n.p.m. Znajduje się tam wiele możliwości dla turystów, zarówno idealnie przygotowane stoki, kolejki linowe, jak i wiele ofert zakwaterowania z niezbędnymi usługami.
B.C.: Jest tam 96 km tras i co najważniejsze, że nie ma kolejek na stokach, jak w innych krajach europejskich.

Wspomnieliście, że macie klientów z różnych stron świata. Każdy z nich ma inny gust, inne upodobania. Od czego zaczynacie rozmowę, aby poznać ich oczekiwania?

M.C.: Jeszcze przed przylotem konkretnego klienta dużo z nim rozmawiamy, zaznajamiamy z rynkiem nieruchomości na Costa del Sol, organizujemy video konferencje.
B.C.: Przygotowujemy zawsze agendę spotkania, zaznaczamy na mapie miejsca, które będziemy oglądać, które chcemy pokazać naszemu klientowi. Staramy się zrobić wywiad/rozeznanie dużo wcześniej przed przylotem klienta na Costa del Sol. Dlatego przekazujemy zdjęcia i krótkie informacje nt. proponowanych przez nas nieruchomości, które na ten moment są idealne dla klienta, spełniają jego oczekiwania.
M.C.: Zależy nam na tym, aby klient był zorientowany w temacie, znał lokalizację, mógł zerknąć sobie na Google Maps, a nieruchomość zawsze się do jego preferencji dobierze. Pokazujemy kilka nieruchomości w jeden dzień, to takie zdrowe podejście i standard, aby nie przeciążyć kupującego informacjami. Choć mieliśmy ostatnio klienta, który koniecznie w jeden dzień chciał obejrzeć aż 12 nieruchomości (śmiech), a potem miał problem z oceną każdej zaprezentowanej lokalizacji.

Czy można Was nazwać butikową agencją nieruchomości?

B.C.: Bez wątpienia tak! Naszym mottem nie jest sprzedaż za wszelką cenę. Sprzedać byle sprzedać i mieć z głowy, wprost przeciwnie – sprzedajemy, aby klient był zadowolony. Aby do nas powrócił, dał dobrą rekomendację wśród rodziny, znajomych i przyjaciół. Tworzymy przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę, aby każdy czuł się przez nas dobrze zaopiekowany.
M.C.: Kluczem jest relacja z naszymi klientami. Odbieramy od nich wiadomości i telefony z podziękowaniami. Rekomendują nas dalej, to bardzo budujące i mobilizujące do dalszej pracy.
Polecamy tylko takie lokalizacje, gdzie deweloperzy są przez nas sprawdzeni. Sprzedajemy klientom tam, gdzie też sami kupiliśmy – to jest kolejna nasza wartość dodana do oferty i budująca zaufanie.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
EscargoFoto.pl

Oprócz nieruchomości pasjonujecie się golfem, dziedziną sportu bardzo popularną w Hiszpanii. Czy to kolejny atut wybrzeża Costa del Sol?

B.C.: W ogóle całe wybrzeże Costa del Sol jest zielone dzięki swoim polom golfowym. Jest energetyczne, przyjazne mieszkańcom i turystom. Przepełnione pozytywną energią, duchem optymizmu i chilloutu. Marbella ma swój specyficzny klimat, ma dobrą aurę, można wręcz rzec, że jest tam pewna magia (śmiech), która przyciąga ludzi do tego miejsca, ale i do siebie. Naprawdę ludzie są uśmiechnięci, pogodni, uprzejmi – to dużo pozytywów!
M.C.: Costa del Sol to jest po prostu mekka dla golfistów. Na tak niedużym terenie jest ponad 100 pól golfowych, więc często turyści nazywają go Costa del Golf. (śmiech) Jesteśmy zakochani w tym sporcie. Miłość do golfa staramy się rozpowszechniać w Polsce, organizując wyjątkowe wyjazdy golfowe. Współpracujemy również z polem golfowym Black Water Links w Tarnowie Podgórnym, gdzie jesteśmy partnerem driving range. Byłoby naprawdę dobrze, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że to nie jest sport dla elit i każdy może grać bez względu na wiek czy możliwości fizyczne.

Reasumując, dlaczego warto inwestować w nieruchomości na Costa del Sol?

M.C.: Jest wiele powodów, ale jeśli mówimy o ekonomicznych, to po pierwsze dywersyfikacja swego majątku, bo jednak polskie PKB stanowi ułamek światowego procenta. Obecnie mamy w Polsce najniższy kurs Euro, co jeszcze bardziej jest korzystne do zakupu nieruchomości w Hiszpanii.
Costa del Sol ze względu na swoje walory ma dwa sezony idealne na wynajem, tzn. jeden letni, który jest w większości regionów, a drugi – zimowy, bo wówczas przyjeżdżają tu golfiści, aby pograć i spędzić miło czas. W tym zimowym okresie na Costa del Sol przybywają naprawdę dziesiątki tysięcy dodatkowych turystów. Na skalę Hiszpanii tego nie ma nigdzie indziej! Zatem jeśli myślimy o dobrym najmie i szybkim zwrocie zainwestowanych pieniędzy, to powinniśmy wybrać to wybrzeże. Na Costa del Sol wynajem trwa bezustannie cały rok, a nie tylko 4 m-ce.
B.C.: Ponadto od kwietnia br. uruchomiono bezpośrednie loty z Poznania do Malagi, co nas ogromnie cieszy! Poznaniacy mogą zatem w krótkim czasie i w bardzo dobrych cenach biletów zmienić otoczenie i wylądować na hiszpańskim wybrzeżu przepełnionym słońcem oraz pozytywną energią do życia.
Costa del Sol to jest bardzo międzynarodowe wybrzeże, więc jeśli zechcemy sprzedać nasz apartament, to w tym regionie mamy nieustannie duże grono zainteresowanych kupnem nieruchomości. Tu kupuje i sprzedaje cały świat.

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA
Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
REKLAMA
REKLAMA