MIŁOSZ BRONISZ | Woda w starciu z kamieniem wygra nie dzięki sile, a dzięki wytrwałości.

Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz

Na pytanie o plany życiowe odpowiada: a ile mamy czasu? Ma 17 lat i uczy się w liceum Króla Dawida. Mówi, że cieszy się, bo przyszedł na świat tak wyjątkowy i dzięki temu może inaczej doświadczać życia. Dojrzały ponad wiek. Średniej nie liczy, bo nie ma potrzeby sprawdzać się w ten sposób. Nie ma przedmiotu, którego nie lubi. Śmieje się, że jego narodziny były mocnym przeżyciem, a w życiu z nim nie da się nudzić. Od Nicka Vujicica nauczył się, że może kochać i być kochanym.

Kiedy się poznaliśmy byłeś o 8 lat młodszy i opowiadałeś, że jako przykład spełnionego człowieka, mama pokazała Ci australijskiego mówcę Nicka Vujicica, który tak, jak Ty urodził się z tetraamelią. Czego wtedy nauczyłeś się od niego?

Miłosz Bronisz: Od początku był dla mnie inspiracją. Pokazał mi, jak wiele możliwości mam przed sobą i że jeśli tylko chcę, i naprawdę w to wierzę, mogę mieć szczęśliwe życie. Zobaczyłem, że to, co mogłoby się wydawać ograniczeniem, może być moją siłą. Nick pokazał mi, że na każdy problem jest inna metoda, że chodzi o cechy, które pozwalają nam sobie z nim poradzić. Jedną z nich jest wytrwałość, choć moja mama powiedziałaby, że raczej jestem uparty. (śmiech) Druga to pewien rodzaj otwartości na coś zupełnie innego w życiu i szukanie rozwiązań. Nick miał żonę i dzieci. Jeździł, występował, uprawiał sporty. Nauczyłem się więc od niego wierzyć w to, że mogę pokochać i być pokochanym, stworzyć rodzinę i spełniać w życiu swoje marzenia. Niezależnie od tego, czy mam ręce i nogi, czy też, jak Nick – nie mam.

Miłosz Bronisz
MIŁOSZ BRONISZ | Woda w starciu z kamieniem wygra nie dzięki sile, a dzięki wytrwałości. 7

Kiedy poprosiłam Cię o podzielenie się w mojej książce swoją historią („Być sobą. Żyć tak, by niczego nie żałować” Przyp. autorki), powiedziałeś, że cieszysz się, że urodziłeś się tak wyjątkowy, bo dzięki temu możesz inaczej doświadczać życia. Czego nie doświadczyłbyś, gdybyś urodził się w pełni sprawny fizycznie?

Miłosz Bronisz: Trzeba zacząć od tego, że ja zupełnie nie wiem, kim byłbym teraz, gdybym urodził się osobą w pełni sprawną. Być może inni nie zwracaliby na mnie takiej uwagi, jak teraz. Ludzie obserwują moje zachowanie, dzieci komentują, są ciekawi, co mam do powiedzenia. Gdybym był sprawny, zapewne nie miałbym tak głębokich przeżyć i przemyśleń, którymi mogę się dziś podzielić. Nie sądzę, że byłbym też tak wytrwały jak teraz, że byłbym tak bardzo otwarty na innych ludzi. Można powiedzieć, że gdyby nie moja niepełnosprawność, to byłbym zupełnie innym człowiekiem.

Nie robiłbyś na przykład wykładów i wystąpień dla dzieci w szkołach?

Wiesz, to może duże słowo „wykłady”, raczej powiedziałbym, że kiedy już przemawiam, to staram się opowiadać i dawać życiowe przykłady. Ale tak, owszem, podejrzewam, że wtedy nie mówiłbym do ludzi, nie inspirował ich i w ogóle nie wiem, jaki miałbym wtedy z nimi kontakt. Moja niepełnosprawność w pewnym sensie pcha mnie do otwartości i muszę też umieć poprosić o pomoc. To zmienia perspektywę i otwiera.

Miłosz Bronisz
MIŁOSZ BRONISZ | Woda w starciu z kamieniem wygra nie dzięki sile, a dzięki wytrwałości. 8

Twoje dłonie zastępuje stopa. Czego nauczyłeś się z życiowych czynności, do których zazwyczaj używa się rąk?

To jest dobre pytanie, bo jakby się tak zastanowić, to dla mnie jest to codzienność. Nie widzę w tym nic niezwykłego, że ktoś robi coś dłońmi, a ja moją jedną stopą. Czasami słyszę: „o wow, malujesz stopą, jesz, myjesz zęby stopą!”. To jakby ktoś wziął przypadkową osobę na ulicy i powiedział jej: „wow, potrafisz jeść ręką!”. Ale przyznaję, że ludzie są zafascynowani tym, że umiem zrobić coś po prostu całym sobą: gdzieś wejść, dostać się, wykonać to, co wydaje im się niemożliwe z perspektywy kogoś, kto nie ma rąk i nóg. Jestem wdzięczny za to, co umiem, to jakiś mały dla mnie powód, by czuć pewien rodzaj dumy i zadowolenia z siebie, że faktycznie coś potrafię. Największą satysfakcję mam wtedy, gdy nauczę się czegoś nowego, co jest przydatne w tym moim życiu.

To w takim razie do czego potrzebujesz drugiej osoby, czego nie zrobisz sam?

Wtedy kiedy trzeba zrobić coś na wysokości, sięgnąć po coś. Wtedy potrzebuję pomocy.

Ze swoją przyjaciółką Gosią, realizujecie projekt odwiedzania kawiarni i przy kawie obserwujecie, jak są one dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Mamy progres na przestrzeni czasu?

Nie chciałbym, by zabrzmiało to pesymistycznie, ale większość miejsc nie jest dostosowana dla osób na wózkach, bo trzeba pamiętać, że wózki i niepełnosprawności są różne. Staramy się, opisując miejsca, zwracać uwagę na osoby, które poruszają się na wózkach ogólnie, a także na wózkach elektrycznych lub mają inną niepełnosprawność ruchową Trzeba jednak przyznać, że bardzo wiele zależy od ludzi, od chęci ulepszenia nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że właściciel chce, by jego lokal był dostępny. Chcę też powiedzieć, że często zanim wejdziemy, obsługa dostrzega nas i pyta jak pomóc, nawet jeśli infrastruktura nie jest idealna. W ludziach jest wiele życzliwości i o to tu też chodzi. Bywamy mile zaskoczeni.

Miłosz Bronisz
MIŁOSZ BRONISZ | Woda w starciu z kamieniem wygra nie dzięki sile, a dzięki wytrwałości. 9

Powiedziałeś mi, że kiedy masz trudniejszy dzień, to pytasz: co zrobiłby Jezus, gdyby był w tej sytuacji? Czy nadal to robisz?

Teraz powiedziałbym, że bardziej czuję wewnętrzne zaufanie. W trudnych momentach myślę: „w porządku, ufam Bogu, wiem, że cokolwiek przyjdzie, to ma być częścią mojego życia”. Przyjmuję to z pełną akceptacją i wiem, że mogę iść dalej. Niektórzy nazywają to zaufaniem do Wszechświata albo do życia. To większa siła, która wie i zsyła to, czego potrzebujemy, by urosnąć.

W co wierzysz, jakie wartości są dla Ciebie ważne?

Bardzo ważne są dla mnie samodzielność, a także empatia – umiejętność czucia drugiej osoby. Ale też wewnętrzny spokój, żeby niezależnie od sytuacji potrafić z niej wyjść z najlepszym efektem, może lekcją.

Kiedy była taka sytuacja, że zaufałeś intuicji, sile wyższej?

Codziennie są. Nawet, gdy jestem w drodze na autobus i widzę, że nadjeżdża, myślę: „ok, nie będę kombinować, zdążę to zdążę”. Z jakiegoś powodu to jest, tak ma być. Przyznaję, że lubię odkładać rzeczy na tak zwaną ostatnią chwilę i w ostatnim czasie kiedy planowałem się uczyć, miałem też wizytę u ortodonty oraz zajęcia rehabilitacyjne, więc poczekałem, aż samo się rozwiąże i okazało się, rehabilitant odwołał zajęcia. Pomyślałem: „kurczę, Bóg naprawdę działa!” (śmiech) Takie sytuacje dnia codziennego są najlepszym przykładem zaufania i tego, że tę wiarę w to, że będzie dobrze – mam w sobie. Każdy z nas ją ma i warto z niej korzystać.

Kiedy się rodziłeś, rodzice wiedzieli, że nie będziesz w pełni sprawny fizycznie. Czego musieli się nauczyć?

Myślę, że obok codziennych czynności, rodzice musieli nauczyć się spokoju o moją przyszłość i także zaufania, że umiem i będę umiał sam sobie poradzić. Spokoju, że będę samodzielny. Przede wszystkim zaś na pewno musieli otworzyć się na nowe możliwości, nowe rozwiązania, zmianę podejścia do życia, większą kreatywność. Mimo wszystko takie życie wygląda trochę inaczej, więc musieli nauczyć się żyć z osobą z niepełnosprawnością. Trzeba powiedzieć, że wraz z narodzinami wniosłem sporo wyzwań i większą dynamikę. Mama jeździ ze mną na wystąpienia i też często opowiada, jak to jest radzić sobie z „innością”. Moje narodziny były mocnym przeżyciem, a w życiu ze mną nie da się nudzić. (śmiech)

Częściej korzystasz z protez czy wózka?

Wózek jest szybszy! Protez używam, gdy idę na przykład z kimś na spacer.

Kiedy widzieliśmy się wcześniej, skupiałeś się na modelach samolotów. Co jest aktualnie Twoją pasją?

Malowanie jest moim hobby i myślę, że tak zostanie, bo lubię to i dobrze mi idzie. Staram się używać najróżniejszych technik, ale najbardziej bliska jest mi praca w farbach olejnych, a w sercu zostanie akwarela, bo to od niej zaczynałem, malując ptaki. Mam do nich sentyment, bo były moimi pierwszymi obrazami i od nich zaczęło się moje poważne malowanie i wystawy. 

Miłosz Bronisz
MIŁOSZ BRONISZ | Woda w starciu z kamieniem wygra nie dzięki sile, a dzięki wytrwałości. 10

Co jest Twoim największym osiągnięciem w życiu?

Nie mam wrażenia, że osiągnąłem nie wiadomo co, albo, że jestem nie wiadomo jaki. Myślę, że moim osiągnięciem jest to, że staram się dążyć do mojej samodzielności i nie skończyłem przyklejony do łóżka. Osiągnięciem jest to, że stale dążę do swoich celów. Może też to, co mówi mama, że jestem uparty?

Kto jest Twoim autorytetem?

Ktoś, kto potrafi poświęcić siebie dla drugiego człowieka. Mam na myśli to, że praca na rzecz innych stanowi sens jego życia, rodzaj misji i sprawia, że jest on spełniony oraz szczęśliwy. Nic nie traci z siebie, a wręcz zyskuje dzięki temu, że wykorzystuje swój potencjał dając wartość innym.

Dwa słowa od Ciebie?

Czasem ludzie mówią, że za dużo filozofuję, ale myślę, że to, co jest ważne, co warto usłyszeć szczególnie w trudniejszych chwilach – to, że nie powinniśmy się poddawać. Trzeba iść do przodu, bo niezależnie od tego kim jesteśmy i jacy jesteśmy, wszyscy jesteśmy ważni. Każdy z nas coś wnosi.

Miłosz Bronisz
MIŁOSZ BRONISZ | Woda w starciu z kamieniem wygra nie dzięki sile, a dzięki wytrwałości. 11

Co Ty dziś powiedziałbyś Nickowi Vujicicowi?

Nie jestem pewien, czy mógłbym coś powiedzieć Nickowi, co byłoby dla niego ważne. Jednak teraz mógłbym już znacznie swobodniej porozmawiać i zadać więcej pytań, niż wtedy, gdy byłem prawie dzieckiem, mój angielski raczkował i byłem oszołomiony tym naszym spotkaniem. Wypytałbym go o rozwiązania i pomysły, jeśli chodzi o samodzielność. Podziękowałbym mu za to, jaki jest i jak wiele daje innym ludziom. No cóż… mówią, że porządny przytulas czasem znaczy więcej niż milion słów…

Chcesz powiedzieć, że padlibyście sobie w ramiona?

(śmiech Miłosza i Joanny)

Jakie masz plany na siebie?

A ile mamy czasu?! Są bardzo konkretne, więc mógłbym mówić sporo… Przede wszystkim marzę, żeby pójść na studia z psychologii. Czuję, że to jest kierunek dla mnie. Chcę wspierać ludzi.

A zrobiłeś coś szalonego w życiu?

Ja jestem człowiekiem spokojnym i że tak powiem, szaleństwo w moim wydaniu jest rzeczą niespotykaną. Ale jeździłem na nartach! Co w moim przypadku jest szaleństwem, bo nie mam rąk, nóg i zaufałem narciarzowi, który trzymając mnie zjeżdżał ze stoku.

Jaka jest Twoja definicja szczęścia?

Dla każdego jest czymś zupełnie innym. Dla mnie oznacza poczucie spełnienia. Zwolnienie tempa i wyjście poza koncept praca – dom, praca – dom. Szczęście to poczucie, że jest coś głębszego i można je osiągać na wiele sposobów, przez sport, malowanie. Można je rozpatrywać w kontekście szczęścia chwilowego. Moment, w którym czujemy, że jest pięknie. Tak, jak teraz leje deszcz, wszystko pachnie, a my pijemy lemoniadę pod daszkiem ulubionej kawiarni. Trzeba w życie wpleść jak najwięcej takich szczęśliwych momentów. Trzeba je dostrzec. Mi najwięcej szczęścia dają spotkania z ludźmi. Uwielbiam rozmawiać. W sumie do szczęścia niewiele potrzebuję.

Miłosz Bronisz
MIŁOSZ BRONISZ | Woda w starciu z kamieniem wygra nie dzięki sile, a dzięki wytrwałości. 12

Kiedy był Twój najszczęśliwszy dzień życia?

To dość ciężkie pytanie, bo raczej mówię o szczęśliwości w dłuższym kontekście, a nie o chwili czy momencie. Ale dla mnie każdy dzień, który spędziłem dobrze mogę nazwać najszczęśliwszym. Mogę powiedzieć, że wtedy mam urodziny każdego dnia.

Powiedziałeś, że osoby z niepełnosprawnością miewają wyższe poczucie własnej wartości i bycia trochę oderwanym od ziemi, ponieważ nie są tak przywiązani do tego, co ziemskie, bo muszą być bardziej otwarci, by sobie radzić. Jaka jest Twoja sentencja, która mogłaby tu zostać?

Woda w starciu z kamieniem wygra nie dzięki sile, a dzięki wytrwałości. To zdanie mnie prowadzi.

Dziękuję Miłosz, to była wielka przyjemność, rozmowa z Tobą.

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz|Miłosz Bronisz
REKLAMA
REKLAMA

Beata i Mariusz Cieślukowscy | Zamieszkaj na zachwycającym Costa del Sol

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska


Oboje pochodzą z Mazur, ich plany zawodowe połączyła stolica Wielkopolski. Tu w Poznaniu wykrystalizował się pomysł na wspólny rodzinny biznes, który był impulsem do zmiany życia o 180 stopni. Beata i Mariusz Cieślukowscy, właściciele PlanoSpain, od lat działają na hiszpańskim rynku nieruchomości. Polecają wybrzeże Costa del Sol, gdzie osiedlili się, rozwijając firmę i spełniając często niełatwe życzenia klientów z najodleglejszych regionów świata.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: Maciej Sznek Escargofoto | Makeup Artist: Kiuru Visage | zdjęcia nieruchomości: archiwum prywatne PlanoSpain

Jak zaczęła się Wasza przygoda w branży nieruchomości?

BEATA CIEŚLUKOWSKA: Mówiąc nieskromnie (śmiech), rozpoczęła się ode mnie. Już ponad 15 lat zajmuję się nieruchomościami inwestycyjnymi. W pierwszym etapie mojej pracy zawodowej, tu na poznańskim rynku, pracowałam u największego pośrednika nieruchomości w Polsce – była to firma Home Broker. Wiele kontaktów oraz przyjaźni branżowych mam do teraz właśnie z tego miejsca.
MARIUSZ CIEŚLUKOWSKI: Przez ponad 12 lat zdobywałem doświadczenie w największych światowych bankach, bankowość korporacyjno-inwestycyjna, co dało mi dużą swobodę w poruszaniu się w świecie wielkich liczb oraz projektów budowlano-inwestycyjnych. Obydwoje mieliśmy duże doświadczenie zawodowe i dlatego postanowiliśmy połączyć nasze siły, umiejętności i wiedzę, co klienci w pełni docenili.

Dlaczego właśnie Hiszpania stała się dla Was atrakcyjnym rynkiem nowych inwestycji?

B.C.: Największym impulsem do tego typu poszukiwań był jeden z moich klientów, który miał już wiele zakupionych nieruchomości, za moim pośrednictwem, zarówno w polskich górach, nad Morzem Bałtyckim, jak i na Mazurach, ale zapragnął czegoś więcej, poza granicami kraju. Zainspirował mnie miejscem o wdzięcznej nazwie Marbella na hiszpańskim wybrzeżu Costa del Sol. „Jak Pani znajdzie dla mnie coś ciekawego, to ja tam kupię” – powiedział. Poleciałam więc, zaczęłam szukać, oglądać poszczególne miejsca, aby złożyć korzystną ofertę klientowi. Bardzo mi się tam spodobało, krajobrazy, klimat, pozytywne myślenie i przepięknie położone apartamenty. Znalazłam dla klienta nieruchomość według jego wytycznych i oczekiwań i tak to się zaczęło…
M.C.: Potem lataliśmy już wspólnie, szukając odpowiednich nieruchomości dla innych klientów. Ale – nie ukrywam – że przy dwójce małych dzieci i obowiązkach prywatnych taki układ wylotów biznesowych bardzo nam doskwierał. Zaczęliśmy więc rozważać inne wyjście z tej sytuacji…

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Beata Cieślukowska

Aż zdecydowaliście się na przeprowadzkę na Costa del Sol…

M.C.: Tak, życie nas do tego popchnęło, podsuwając taki scenariusz. (śmiech)
B.C.: Analizując miejsca na południowym wybrzeżu Costa del Sol, nasz wybór padł na piękną słoneczną Marbellę, którą polecam wszystkim. Spakowaliśmy więc swoje rzeczy, zabraliśmy dzieci i rozpoczęliśmy nowy etap naszego życia i wspólnej pracy.

Z takim zapałem i uśmiechem opowiadacie o Waszym nowym miejscu zamieszkania, więc muszę zapytać, czym tak naprawdę uwiodła Was Marbella? Co Was zauroczyło w tym miejscu?

B.C.: Marbella jest bardzo międzynarodowa, na tym terenie mieszają się różne kultury i tradycje.
M.C.: Warto podkreślić, że w Hiszpanii jest ogromna różnica pomiędzy Costa del Sol a innymi wybrzeżami. Zupełnie inne osoby przyjeżdżają na południe Hiszpanii, do Benalmadeny czy właśnie do Marbelli, gdzie mieszkamy. Tu jest też inny klient niż np. w Alicante. Jedno wybrzeże, ale konkretne miejscowości i przebywający tam turyści różnią się od siebie i to znacznie. Marbella ma niską zabudowę i od razu wygląda to bardziej luksusowo. Co chwilę są parki, zielone skwerki, palmy, po prostu przeważa dużo zieleni. Dla ciekawostki – to było pierwsze zagospodarowane wybrzeże w całej Hiszpanii, więc roślinność miała dużo czasu, aby wybujać i wzbogacić swoim pięknem okolicę. Specyfiką Marbelli jest też posiadanie i morza, i gór. Nawet jeśli w Sewilli jest latem 45 st. w cieniu, to u nas – dzięki takiemu idealnemu położeniu – jest zawsze minimum 10 stopni mniej. W ubiegłe lato przeważała temp. 32-33 stopnie, a najwięcej pokazały termometry 36 st. w cieniu. To w Polsce często jest bardziej gorąco. Marbella ma swój mikroklimat – latem nie jest upalnie, a zimą jest przyjemnie ciepło. Ponadto w tym nadmorskim mieście nie znajdzie się tzw. „betonozy”, jaka przeważa w tego typu lokalizacjach, gdzie deweloperzy prześcigają się w stawianiu coraz to wyższych apartamentowców.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Mariusz Cieślukowski

W PlanoSpain rynek pierwotny przeważa nad wtórnym?

M.C.: Na naszej stronie są również oferty z rynku wtórnego, ale jako PlanoSpain specjalizujemy się w szczególności w rynku pierwotnym. To ponad 80 procent naszej oferty sprzedażowej.
B.C.: Edukujemy też naszych klientów, którzy kontaktują się z nami z zamiarem zakupu nieruchomości na rynku wtórnym. Studzimy ich zapał i często po prostu tłumaczymy, że nie warto… Klient już za sam apartament z rynku wtórnego płaci bardzo dużo, do tego trzeba doliczyć koszty remontu. Ponadto części wspólne tych miejsc z rynku wtórnego są w niskim standardzie. To jest budownictwo np. z lat 2009-2010 lub wcześniejsze, gdzie widać ząb czasu, brak renowacji i remontu klatek, brak odnowy wspólnych basenów. Akustyka w takich miejscach szwankuje, hałasy i odgłosy zza ściany słychać bardzo dobrze, a dodatkowo odgłosy w pionie – ze względu na gorszej jakości wykorzystane materiały budowlane. Naprawdę jest wiele zalet kupna nieruchomości z rynku pierwotnego, do czego szczerze namawiamy.
M.C.: W 2010 roku wiele się zmieniło w hiszpańskim ustawodawstwie, w prawie budowlanym, wzięto pod uwagę normy cieplne, zaczęto stosować lepsze i korzystniejsze dla inwestorów materiały budowlane. Wstawiać wyższej jakości okna, izolować ściany. Rozpoczął się cały proces budowy z większymi benefitami dla kupujących, co w Polsce od wielu lat jest standardem i normą, a w Hiszpanii dopiero zaczęło to kiełkować. Zatem bez namysłu polecamy nieruchomości z rynku pierwotnego. Przede wszystkim korzystna jest cena za nowe mieszkanie, a przy tym plan płatności, który rozłożony jest w czasie. Bo nawet jeśli trzeba wydać 500 tys. Euro, czym innym jest wyjęcie ich dzisiaj i położenie na stół, a czym innym gdy harmonogram płatności jest rozbity na 30 % przy umowie przedwstępnej, a reszta następuje dopiero przy odbiorze kluczy w perspektywie do 1,5 roku. Ponadto kupujący ma wybór, oglądając plany, rzuty apartamentów od dewelopera, czyli kupuje to, co chce, a nie to, co zostało na rynku.

Sprzedaż z rynku pierwotnego odbywa się, gdy jest tylko przysłowiowa dziura w ziemi?

M.C.: Głównie właśnie na tak wczesnym etapie. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że jest dużo wybudowanych budynków, mieszkań, które czekają na swoich właścicieli. Nierzadko ceny można jeszcze negocjować u dewelopera. W Marbelli czy innych częściach Costa del Sol na etapie stojących już murów wszystkie mieszkania są wykupione. Zakup rozpoczyna się wraz z wbiciem łopaty w ziemię, czyli właśnie wraz z robieniem przysłowiowej dziury.

W swojej ofercie macie nieruchomości o różnej powierzchni, od mniejszych 50- czy 60-metrowych, przez ponad 100-, 200-, 300-metrowe apartamenty, aż po luksusowe wille np. ponad 1400 metrów kw. Jaka powierzchnia mieszkalna jest najbardziej poszukiwana, jaka jest najbardziej na topie wśród zainteresowanych kupnem?

B.C.: Mały metraż w Hiszpanii oznacza co innego niż w Polsce. 40-, 50-metrowe mieszkanie to swoisty ewenement, czegoś takiego się po prostu nie buduje na rynku hiszpańskim. Standardem przy dwóch sypialniach jest ok. 80 m kw., a przy trzech sypialniach – ok. 130 m kw.
M.C.: Co istotne, w Hiszpanii – podobnie jak w USA – najważniejsza jest ilość sypialni. 60-metrowe mieszkania można na palcach jednej ręki przedstawić w naszej ofercie.
Polacy są przyzwyczajeni zadawać pytanie, „ile za metr kwadratowy?”, a na rynku hiszpańskim funkcjonuje inna wytyczna, czyli liczba sypialni. Cena uzależniona jest od ich ilości, oraz usytuowania apartamentu w danej inwestycji.

Kto jest Waszym głównym klientem?

M.C.: W 90 procentach są to Polacy, ale nie tylko Polacy mieszkający w Polsce, również ci ze Szwecji, z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady. Aktualnie mamy kilku Holendrów zainteresowanych naszymi ofertami. Wchodzimy też na rynek niemiecki, stale poszerzając nasz target.
Podchodzimy do naszej pracy z wielkim profesjonalizmem, a do klientów z ogromnym szacunkiem. Skupiamy się na konkretnym miejscu, jakim jest Costa del Sol – i robimy to najlepiej, jak tylko potrafimy, szukając dla klientów nieruchomości skrojonych pod ich oczekiwania i portfel. Postawiliśmy na wyspecjalizowanie się w tym regionie. To jest podobnie jak z restauracyjnym menu – lepiej mieć w karcie mniej dań, ale dobrej jakości niż szeroką kartę menu z byle jakimi potrawami.
B.C.: I co niezwykle istotne, mamy klientów najczęściej z polecenia. W naszej branży działa stary sposób przekazywania dobrych wiadomości i to nas bardzo cieszy. (śmiech) Miło słuchać pozytywnych opinii i rekomendacji na temat naszej pracy, wiedząc, że marketing tzw. szeptany ma sens.

Czy Polak w Hiszpanii może łatwo otrzymać kredyt?

M.C.: Wielu z naszych klientów, kupując nieruchomość w Hiszpanii, posiłkuje się kredytem, ponieważ jest on zdecydowanie tańszy niż w Polsce. Ja osobiście nadzoruję cały proces związany z ubieganiem się o kredyt, pilnuję wszelkich dokumentów, terminów itp. W PlanoSpain staramy się przeprowadzić tak sprzedaż, aby była ona jak najmniej czasochłonna i stresogenna dla naszego klienta. Do ubiegania się o kredyt potrzebujemy PIT za zaszły rok, zaświadczenie z BIKu i wyciąg z konta przynajmniej z 6 miesięcy.

A jak klient jest zaopiekowany pod kątem prawnym w PlanoSpain?

B.C.: Współpracujemy z wybitną prawniczką, której usług absolutnie nie narzucamy naszym klientom, jedynie rekomendujemy. Klient sam wybiera do jakiej kancelarii prawnej chce się udać. Ze względu na nasze doświadczenie i długoletnią współpracę z czystym sercem polecamy tę właśnie osobę do obsługi kwestii prawnych.
M.C.: Klient musi głównie wybrać apartament, wpłacić zaliczkę, a resztą już zajmujemy się my – osoby do zadań specjalnych. (śmiech) Współpracujemy z doskonałą prawniczką Marią Ruiz Lopez. Ma ona rozeznanie zarówno na rynku polskim, jak i hiszpańskim. I oczywiście świetnie mówi po polsku. Ma licencję prawną na obu rynkach, polskim i hiszpański. Posiada szeroką wiedzę i uprawnienia, doradza klientom, co warto zrobić, jakie są obwarowania prawne, na co warto zwrócić uwagę podczas kupna czy wynajmu itp.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska

Klienci kupują hiszpańską nieruchomość najczęściej z myślą o sobie, swojej przyszłości, czy jednak pod wynajem, aby mieć źródło dochodu?

M.C.: To zależy… W zdecydowanej większości klienci kupują apartament, żeby dla nich zarabiał i był lokatą kapitału. To też świetna dywersyfikacja portfela o nieruchomość w walucie Euro. Nie ma co też ukrywać, że w okresie naszej polskiej zimy chcą przyjeżdżać i korzystać z własnego apartamentu.
B.C.: Ponadto widzimy taki trend, że nasi klienci meblują i aranżują mieszkania z myślą o sobie, pod swój gust, więc później jest im szkoda oddawać to wynajmującym. Choć jest określona grupa klientów, którzy od samego początku wiedzą, że zakupiona nieruchomość będzie ich inwestycją pod wynajem. Co bardzo ważne – my jako PlanoSpain również zajmujemy się wynajmem lokali. Wiemy, że większość agencji nieruchomości tego nie robi, my jednak wzięliśmy na swoje barki to zadanie, aby sprostać wymaganiom i oczekiwaniom klientów. Budujemy poprzez to relacje i zaufanie z naszymi partnerami biznesowymi, dając im szerokie spectrum usług i możliwości wyboru. Jestem bardzo dokładna, zatem skrupulatnie doglądam wszystkich detali, które mogą umknąć kupującym. Doradzam też klientom jak urządzić nieruchomość pod wynajem bądź pod odsprzedaż, bo z doświadczenia wiem, co się dobrze sprzedaje, z dużym potencjałem wzrostu cen.

Bierzecie na siebie dużo różnych obowiązków, jak czasowo dajecie radę? Czy Wasza doba trwa więcej niż 24 godziny, jest bardziej elastyczna?

M.C.: Dobre pytanie! (śmiech) Nieustannie poszerzamy nasz zespół, dobieramy zaufane osoby. Aktualnie zatrudniliśmy kolejną osobę, która odciąży nas w temacie najmu.
B.C.: Mamy team, który zajmuje się zarządzaniem nieruchomościami pod wynajem, czyli uzgadnia pracę np. pań sprzątających, wydawania i odbierania kluczy do posesji. Cała logistyka jest przez nas opracowana, co w dużej mierze ułatwia pracę już na innych etapach.

Czyli pomagacie klientom w wynajmie, ale również w odświeżaniu powierzchni mieszkalnej oraz w generalnym remoncie.

M.C.: Tworzymy z naszymi partnerami pakiety pod każdą inwestycję. Prezentujemy klientom zazwyczaj trzy wersje, trzy propozycje umeblowania oraz finalne wykończenie z tapetami, obrazami, dekoracjami wypełniającymi wnętrze. Mamy również pakiety dostosowane dla klientów wynajmujących konkretne mieszkanie, tzn. czajniki, małe AGD, sztućce itd. Dla klienta cały proces jest nieinwazyjny – to my zajmujemy się wszystkim. Klient ma jedynie wybrać lokum i podpisać umowę oraz wpłacić zaliczkę.
B.C.: Jeśli chodzi o wynajem – kiedyś braliśmy apartamenty z rynku, teraz tylko opiekujemy się apartamentami naszych klientów. Mocno się angażujemy, aby zrobić jak najwyższą rentowność dla klientów. Jeśli u nas kupią nieruchomość pod wynajem, to mają pewność, że zajmiemy się wszystkim, co związane z formalnościami i dopracowaniem szczegółów, dopieszczeniem wnętrz. Mamy dużo klientów-golfistów, klientów kulturalnych, na poziomie, którzy u nas wynajmują apartamenty. Są to klienci głównie z polecenia.
M.C.: Nie wynajmujemy brytyjskim imprezowiczom (śmiech), po których trzeba często organizować remont mieszkania. U nas na szczęście ich nie ma.

Costa del Sol czy nasz polski Bałtyk – gdzie nieruchomość można kupić taniej?

M.C.: Naprawdę w Hiszpanii można kupić taniej nieruchomość niż nad Morzem Bałtyckim. Oczywiście, bierzemy pod uwagę lokalizację, okolicę, odległość od linii brzegowej, dodatkowo wyposażenie mieszkania, pomieszczenia wspólne, komórkę lokatorską, miejsca parkingowe – bo to jest w cenie oferty w stanie deweloperskim. Jedynie trzeba wstawić swoje meble i można zamieszkać. Myślę, że na rynku pierwotnym można w Hiszpanii zaoszczędzić nawet ok. 100 tys. Euro, kupując podobną powierzchnię nad wybrzeżem Costa del Sol niż nad Bałtykiem.

Polecacie Costa del Sol, w szczególności Marbellę, ale macie też kompletnie inny kierunek na hiszpańskie wyjazdy…

B.C.: Oprócz wybrzeża Costa del Sol próbujemy zainteresować klientów również atrakcyjnym terenem górskim, idealnym na narty, o czym mało kto wie… Sierra Nevada jest pominięta i mało znana jako górska alternatywa. W okresie tegorocznej Wielkanocy było tam mnóstwo śniegu.
M.C.: Najwyżej położony ośrodek narciarski w Hiszpanii znajduje się w Andaluzji, dwie godziny drogi od Malagi. Jest to pasmo górskie Sierra Nevada z najwyższym szczytem Mulhacen 3478 m n.p.m. Znajduje się tam wiele możliwości dla turystów, zarówno idealnie przygotowane stoki, kolejki linowe, jak i wiele ofert zakwaterowania z niezbędnymi usługami.
B.C.: Jest tam 96 km tras i co najważniejsze, że nie ma kolejek na stokach, jak w innych krajach europejskich.

Wspomnieliście, że macie klientów z różnych stron świata. Każdy z nich ma inny gust, inne upodobania. Od czego zaczynacie rozmowę, aby poznać ich oczekiwania?

M.C.: Jeszcze przed przylotem konkretnego klienta dużo z nim rozmawiamy, zaznajamiamy z rynkiem nieruchomości na Costa del Sol, organizujemy video konferencje.
B.C.: Przygotowujemy zawsze agendę spotkania, zaznaczamy na mapie miejsca, które będziemy oglądać, które chcemy pokazać naszemu klientowi. Staramy się zrobić wywiad/rozeznanie dużo wcześniej przed przylotem klienta na Costa del Sol. Dlatego przekazujemy zdjęcia i krótkie informacje nt. proponowanych przez nas nieruchomości, które na ten moment są idealne dla klienta, spełniają jego oczekiwania.
M.C.: Zależy nam na tym, aby klient był zorientowany w temacie, znał lokalizację, mógł zerknąć sobie na Google Maps, a nieruchomość zawsze się do jego preferencji dobierze. Pokazujemy kilka nieruchomości w jeden dzień, to takie zdrowe podejście i standard, aby nie przeciążyć kupującego informacjami. Choć mieliśmy ostatnio klienta, który koniecznie w jeden dzień chciał obejrzeć aż 12 nieruchomości (śmiech), a potem miał problem z oceną każdej zaprezentowanej lokalizacji.

Czy można Was nazwać butikową agencją nieruchomości?

B.C.: Bez wątpienia tak! Naszym mottem nie jest sprzedaż za wszelką cenę. Sprzedać byle sprzedać i mieć z głowy, wprost przeciwnie – sprzedajemy, aby klient był zadowolony. Aby do nas powrócił, dał dobrą rekomendację wśród rodziny, znajomych i przyjaciół. Tworzymy przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę, aby każdy czuł się przez nas dobrze zaopiekowany.
M.C.: Kluczem jest relacja z naszymi klientami. Odbieramy od nich wiadomości i telefony z podziękowaniami. Rekomendują nas dalej, to bardzo budujące i mobilizujące do dalszej pracy.
Polecamy tylko takie lokalizacje, gdzie deweloperzy są przez nas sprawdzeni. Sprzedajemy klientom tam, gdzie też sami kupiliśmy – to jest kolejna nasza wartość dodana do oferty i budująca zaufanie.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
EscargoFoto.pl

Oprócz nieruchomości pasjonujecie się golfem, dziedziną sportu bardzo popularną w Hiszpanii. Czy to kolejny atut wybrzeża Costa del Sol?

B.C.: W ogóle całe wybrzeże Costa del Sol jest zielone dzięki swoim polom golfowym. Jest energetyczne, przyjazne mieszkańcom i turystom. Przepełnione pozytywną energią, duchem optymizmu i chilloutu. Marbella ma swój specyficzny klimat, ma dobrą aurę, można wręcz rzec, że jest tam pewna magia (śmiech), która przyciąga ludzi do tego miejsca, ale i do siebie. Naprawdę ludzie są uśmiechnięci, pogodni, uprzejmi – to dużo pozytywów!
M.C.: Costa del Sol to jest po prostu mekka dla golfistów. Na tak niedużym terenie jest ponad 100 pól golfowych, więc często turyści nazywają go Costa del Golf. (śmiech) Jesteśmy zakochani w tym sporcie. Miłość do golfa staramy się rozpowszechniać w Polsce, organizując wyjątkowe wyjazdy golfowe. Współpracujemy również z polem golfowym Black Water Links w Tarnowie Podgórnym, gdzie jesteśmy partnerem driving range. Byłoby naprawdę dobrze, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że to nie jest sport dla elit i każdy może grać bez względu na wiek czy możliwości fizyczne.

Reasumując, dlaczego warto inwestować w nieruchomości na Costa del Sol?

M.C.: Jest wiele powodów, ale jeśli mówimy o ekonomicznych, to po pierwsze dywersyfikacja swego majątku, bo jednak polskie PKB stanowi ułamek światowego procenta. Obecnie mamy w Polsce najniższy kurs Euro, co jeszcze bardziej jest korzystne do zakupu nieruchomości w Hiszpanii.
Costa del Sol ze względu na swoje walory ma dwa sezony idealne na wynajem, tzn. jeden letni, który jest w większości regionów, a drugi – zimowy, bo wówczas przyjeżdżają tu golfiści, aby pograć i spędzić miło czas. W tym zimowym okresie na Costa del Sol przybywają naprawdę dziesiątki tysięcy dodatkowych turystów. Na skalę Hiszpanii tego nie ma nigdzie indziej! Zatem jeśli myślimy o dobrym najmie i szybkim zwrocie zainwestowanych pieniędzy, to powinniśmy wybrać to wybrzeże. Na Costa del Sol wynajem trwa bezustannie cały rok, a nie tylko 4 m-ce.
B.C.: Ponadto od kwietnia br. uruchomiono bezpośrednie loty z Poznania do Malagi, co nas ogromnie cieszy! Poznaniacy mogą zatem w krótkim czasie i w bardzo dobrych cenach biletów zmienić otoczenie i wylądować na hiszpańskim wybrzeżu przepełnionym słońcem oraz pozytywną energią do życia.
Costa del Sol to jest bardzo międzynarodowe wybrzeże, więc jeśli zechcemy sprzedać nasz apartament, to w tym regionie mamy nieustannie duże grono zainteresowanych kupnem nieruchomości. Tu kupuje i sprzedaje cały świat.

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA
Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
REKLAMA
REKLAMA