Krzysztof Deszczyński | Posiadacz wielu talentów

Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński

Jest taka myśl choć ciepła, przejmująca,

Jest taki błysk, choć groźny to radosny,

Po prostu zimą – przebudzenie wiosny.

(…)

Pełnił funkcję dyrektora artystycznego Estrady Poznańskiej, zna wiele wybitnych postaci sceny muzycznej, kabaretowej, a w szczególności przez lata współpracował i tworzył z Bohdanem Smoleniem. Człowiek o wielkim sercu, z głową pełną niebanalnych pomysłów, po prostu człowiek – orkiestra. Spisał wspomnienia o współczesnych kuglarzach, nawiązując do dobrze znanego teatru lalek. Nad czym obecnie pracuje Krzysztof Deszczyński, jakimi wartościami w życiu się kieruje, o czym marzy – wyjawił podczas rozmowy. 

Panie Krzysztofie, jest Pan aktorem-lalkarzem, kabareciarzem, twórcą festiwalu „Zostań Gwiazdą Kabaretu”, scenarzystą, reżyserem, animatorem kultury, pisarzem, fotografikiem, podróżnikiem, producentem muzycznym…Wszystko w jednej osobie. W wiele życiowych ról Pan się wciela. A kim Pan lubi być najbardziej?

KRZYSZTOF DESZCZYŃSKI: To skomplikowane. (śmiech) Jestem tym, kim w danym momencie wymaga ode mnie życie. Jak byłem młody, miałem inne przeświadczenie, kim chciałbym być. Kiedy występowałem w Teatrze „Marcinek”, również moje aspiracje były inne. Kiedy piastowałem stanowisko dyrektora artystycznego Estrady Poznańskiej – co innego świtało mi w głowie. Współpraca z Bohdanem Smoleniem też dawała nowe możliwości i otwierała kolejne drzwi rozwoju. Każdy etap w moim życiu pociągał za sobą nowe spojrzenie na otaczającą mnie rzeczywistość, stawiał mnie w nowej roli. Za co jestem ogromnie wdzięczny losowi. (śmiech)

Czego Panu najbardziej brakuje w obecnych czasach?

K.D.: Czuję się ograniczony przez narzucone restrykcje i obostrzenia pandemiczne w różnych rejonach świata. Bezsprzecznie brakuje mi podróży. Jestem jak ptak w klatce, niemogący polecieć w upragnione miejsce, bez obawy o zdrowie i życie. To przytłaczające…

Zawsze od wielu lat wyjeżdżałem w styczniu na miesiąc, aby naładować akumulatory, nacieszyć się słońcem, morzem, oceanem; doświadczyć kolejnej przygody. Oglądając różne plemiona ludzi na całym świecie, najczęściej w Azji, która jest bardzo bliska memu sercu. Podróże dawały mi dużo radości i pomagały przeżyć rok, z różnymi przyziemnymi problemami. Jeszcze w styczniu 2020 roku udało mi się być w Birmie i wrócić przed zamknięciem granic.

Krzysztof Deszczyński

Jest Pan zagorzałym podróżnikiem, kochającym Azję. Często Pan wraca w tamte strony. Jaką cząstkę Azji, jakie cechy charakterologiczne Azjatów chciałby Pan zaszczepić w Polakach?

K.D.: Popularny w Chinach, w ogóle w Azji, Konfucjusz głosił nauki, które można by odnieść i do naszych czasów. Chociażby słowa filozofa – „Zaniedbasz to stracisz”.

Dla mnie najważniejsza jest praca w rozumieniu wielowymiarowym, tzn. jako zainteresowanie, nieustanny rozwój. Staram się, aby moja głowa nie myślała, mówiąc po poznańsku (śmiech), o pierdołach, mało istotnych rzeczach, fałszywych historiach, które zamazują racjonalny obraz świata. Od Azjatów moglibyśmy właśnie nauczyć się tego prostego myślenia, niezmąconego fałszem i obłudą. 

Obecnie ludzie bardzo chętnie wspominają czasy PRL-u i występujących wówczas kabareciarzy, satyryków, jak: Bohdan Smoleń, Zenon Laskowik, Jan Kaczmarek, Krzysztof Jaroszyński, Krzysztof Daukszewicz, Marcin Daniec z prostego powodu, że stosunki i relacje międzyludzkie były na o wiele wyższym poziomie. Po prostu ludzie się więcej szanowali, bo wiedzieliśmy, że mamy jednego wspólnego wroga. Jednocześnie nie mieliśmy tzw. galerii handlowych, w których teraz wszystko można kupić. Zatem walka o złotówkę nie była najważniejsza. Teraz, niestety, jest inaczej… 

Bieda potrafi zjednoczyć społeczeństwo, ludzie mają wówczas większy szacunek do siebie nawzajem. To jest ta cecha, której nam, Polakom, brakuje, o której zapominamy w życiowej pogoni za lepszą pracą, rzeczami materialnymi. Szanujmy się! – to przecież takie łatwe do zrobienia. W Azji, zważywszy na wielodzietność i wielopokoleniowość, ludzie bardziej nauczeni są dbania o starszych, opiekowania się najmłodszymi, słabszymi. To dla nich coś normalnego, wypływającego z serca i właśnie z ogólnie przyjętej zasady szacunku. Bieda wzmacnia relacje międzyludzkie. W Polsce gdy pojawiły się pieniądze i sytuacja polepszająca życie, wiele wartości straciło na znaczeniu, rzeczywistość odwróciła hierarchię ważności.

15 grudnia 2021 roku była już piąta rocznica śmierci Bohdana Smolenia. Współpracował Pan z tym wybitnym człowiekiem, kabareciarzem, satyrykiem. Jest Pan inicjatorem powstania pomnika Smolenia w Poznaniu u zbiegu ulic Rybaki i Strzałowej. Za co Pan najbardziej cenił i ceni do tej pory Bohdana Smolenia?

K.D.: Smoleń był zjawiskiem artystycznym. Nie określałem go, czy jest dobrym czy złym człowiekiem. Bez wątpienia znakomity artysta, dla mnie Buster Keaton polskiego kabaretu. On z żartem odpowiadał: „zgadzam się Deszczu, abyś tak o mnie mówił”. (śmiech)

W sztuce tak bywa, że ona rodzi się najczęściej w bólach i na tzw. zgrzytaniu, trzaska się drzwiami, wychodzi się i wraca. Trzeba właśnie umieć wracać i wiedzieć, że akt artystyczny powstaje poprzez spotkanie zimnego z ciepłym, (śmiech), słońca z chmurą… Jak się odróżni dzieło artystyczne od życia towarzyskiego, rodzinnego, to wszystko jest w porządku. Trzeba umieć ze sobą przebywać, aby współpraca układała się dobrze. Były takie miesiące, że ze Smoleniem jeździłem dwa tygodnie, występowaliśmy, bawiliśmy publiczność. Potem powrót do rodziny i znów razem dwa tygodnie w trasie. I tak rok w rok. Czasami były to wyjazdy dłuższe niż pół miesiąca, jak np. tournée po Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy w Australii, z której wracaliśmy przez RPA. Musieliśmy później od siebie odpocząć. (śmiech) Trzeba mieć do tak wybitnej osoby dużą dozę tolerancji.

Krzysztof Deszczyński

Jest Pan pomysłodawcą spektaklu zatytułowanego „Cyrk przyjechał”. Proszę przybliżyć koncepcję tego projektu.

K.D.: „Cyrk przyjechał” powstał z mojej wewnętrznej potrzeby serca. Zapragnąłem, aby jeździć i zbierać pieniądze na powstanie pomnika Bohdana Smolenia w Poznaniu. Premiera spektaklu trafiła niestety na pandemię i przedsięwzięcie nie może się rozwinąć, aby ruszyć pełną parą. Jednak już otrzymałem pozytywny odzew od publiczności i ważne dla mnie opinie od wybitnych osobowości, które twierdzą, że „to jest stary dobry kabaret”. 

„Cyrk przyjechał” to spektakl z lekką nutką dekadencji, z udziałem Kolombiny, Arlekina, Klauna, Charliego Chaplina, zespołu tanecznego „Nogi Roztańczone”, Garderobianego i Pianisty. Zaprezentowane rozmowy w aktorskiej garderobie to kwintesencja rzeczywistości, w której żyjemy. Tu paradoks i absurd, tematy seksu, polityki i śmierci przeplatane są muzyką oraz wpadającymi w ucho piosenkami. Tak jest skonstruowany ten spektakl, że on za wszelką cenę nie rozśmiesza, a śmieszy, bawi i skłania do refleksji, bardzo głębokiej refleksji nad sobą, otaczającą nas rzeczywistością, naszymi relacjami międzyludzkimi. 

Kieruje Pan ogólnopolskim festiwalem „Zostań Gwiazdą Kabaretu”. Jak na przestrzeni tych wielu lat ocenia Pan formę rozrywki, jaką niewątpliwie jest kabaret w Polsce?  

K.D.: Obecne występy oceniam nie najlepiej. W PRL-u trzeba było oszukać cenzurę, tutaj brylował Bohdan Smoleń, wszystko było na wysokim poziomie. Teraz nie ma żadnych barier, chodzi tylko o to, aby się ludzie śmiali. To już było w kinie niemym, np. z Flipem i Flapem, kopanie po tyłku. Współczesne „kopanie po tyłku” jest nieprzemyślane, fatalnie zaaranżowane, a powinno mieć inny sens, o wiele głębszy. Teraz temat kabaretowy jest – powiem kolokwialnie – miałki, łączy się z wersją variété, estradą szmirowatą, gdzie jest mnóstwo światełek, elementów, które mają zastąpić kabaret lub mają kabaret – według jego twórców – ulepszyć, ubarwić, a w moim przekonaniu go psują. Jest więcej wizualizacji, a mniej inteligentnego i mądrego spojrzenia na rzeczywistość. 

Krzysztof Deszczyński
Cyrk przyjechał

Mówiło się, że wszyscy najlepsi artyści byli związani z Estradą Poznańską. Jak Pan wspomina ten twórczy czas? 

K.D.: Wspomnienia z Estradą Poznańską mam same pozytywne. Pozwoliła mi ona rozwinąć skrzydła, gdy w stanie wojennym odszedłem z Poznańskiego Teatru Lalki i Aktora „Marcinek”. Stworzyłem ogromne widowisko zatytułowane „Dziecko potrafi”, to cykl muzyczno-teatralny Estrady Poznańskiej, adresowany do dzieci i młodzieży, wystawiany w latach 1983-1994 w poznańskiej Arenie i innych halach widowiskowych w kraju, we Wrocławiu, w Gdańsku, Łodzi, Warszawie, Katowicach. Tworzyliśmy w innych miastach widowiska z takim samym pietyzmem i artystycznym powołaniem jak w stolicy Wielkopolski. Widowisko „Dziecko potrafi” emitowane było w Telewizji Polskiej oraz wydane na kasetach magnetofonowych. Ale to były czasy! (śmiech)

Estrada Poznańska zawsze miała szczęście do dobrych dyrektorów artystycznych. Piastował taką funkcję i Zbigniew Napierała, późniejszy dyrektor 2 programu Telewizji Polskiej, i Andrzej Kosmala, wieloletni manager Krzysztofa Krawczyka, i skromnie wpiszę się na tę listę ja, Krzysztof Deszczyński. (śmiech)

Spisał Pan swoje wspomnienia o ludziach, których Pan spotkał na swojej drodze życia. Powstała piękna książka Pana autorstwa „Kolory Deszcza… Kuglarze”. Kto jest dla Pana niewątpliwie intrygującą postacią, wybitną osobowością, takim właśnie kuglarzem?

K.D.: Kuglarz był niegdyś pejoratywnie traktowany. Zapisane jest to w proweniencji lalkarskiej: w Rosji był Pietruszka, w Anglii – Judy i Punch, we Francji – Guignol, w Niemczech – Jaś Kiełbasa (śmiech), czyli Hans Wurst. To były postaci, które miały prawo, ogólne przyzwolenie, na rubaszne żarty, coś na wzór polskiego Stańczyka, który na dworze mógł więcej. Kuglarz to typowy „wycirus” (śmiech). Dla mnie nr 1 wśród kuglarzy był i zawsze pozostanie Bohdan Smoleń. On się nie bratał z elitą intelektualną, był przedstawicielem ludu uciemiężonego miast i wsi, umiał się odszczeknąć Laskowikowi, który był uosobieniem władzy czasów PRL-u. Kuglarz to po prostu swojski człowiek. 

Jeden z moich znanych kolegów, którego również nazwałbym kuglarzem, to niewątpliwie Zbigniew Wodecki. Wspaniały człowiek i wybitny artysta. Bardzo dużo ludzi go uwielbiało. Piękny głos i niezwykła osobowość. Wchodził na scenę i publiczność wstrzymywała oddech.

Często Pan skraca swoje nazwisko, tak jak wiele lat temu zrobił to Bohdan Smoleń, mówiąc „Deszczu”. A jakim kolorem deszczu określiłby Pan siebie? 

K.D.: Moje ulubione kolory to różne odcienie zieleni i złota, które wytwarza wschodzące słońce, rozbijając się o kropelki porannej rosy i mgły. Wówczas powstają niepowtarzalne, wręcz wyjątkowe zdjęcia. Zawsze staram się być światłoczułym fotografikiem, podczas moich podróży po świecie. Zwracam uwagę na detale i warunki pogodowe. Często ja widzę światło, które nikt inny nie widzi.

Krzysztof Deszczyński
Cyrk przyjechał

W grudniu organizował Pan Wigilię ze Smoleniem dla ubogich. Co obecnie pochłania Pana czas?

K.D.: Przygotowuję się do nowego sezonu, 20. edycji „Zostań Gwiazdą Kabaretu”, ponadto z Biblioteką Wojewódzką w Poznaniu zainicjowałem konkurs fotograficzny pt. „Smoleń na Skwerze”. W czerwcu, gdyby Smoleń żył, miałby 75 lat – staram się, aby skwer, na którym znajduje się pomnik artysty, otrzymał nazwę Skwer im. Bohdana Smolenia. Chciałbym wydać razem z poznańskim grafikiem i plakacistą, Maxem Skorwiderem, „6 dni z życia kolonisty” jako komiks. Pragnę, aby dawny, kultowy program kabaretowy z tekstami mojego autorstwa i główną rolą Bohdana Smolenia zamienić na bardziej współczesną formę przekazu. Marzy mi się dodatkowo duży koncert piknikowy, urodziny Bohdana Smolenia, aby można było zjeść, pośpiewać, zatańczyć. Marzą mi się działania cykliczne jak czerwcowe urodziny Smolenia, gdy ulica się bawi w dobrym stylu i grudniowe wigilijne spotkania. Planów na ten rok mam sporo. Muszę jednak najpierw zdać egzamin w katedrze żebractwa stosowanego, by zdobyć na te plany pieniądze. (śmiech

O czym Pan jeszcze marzy?

Marzę o zdrowiu dla siebie, najbliższych, dla swoich wnuków, dla wszystkich mieszkańców globu. Zdrowia i uśmiechu życzę! Napisałem pastorałkę zatytułowaną „Weselmy się wszyscy na całym świecie”, którą wykonuje Beata Noszczyńska, a muzykę do niej skomponowała Marzena Osiewicz. Niechaj jej tytuł będzie przesłaniem na 2022 rok, po prostu weselmy się wszyscy na całym świecie. 

„(…) Złóżmy im miłość i pokój w darze,

Miejmy od dzisiaj uśmiechnięte twarze…”

Na początku rozmowy mówiliśmy o zawodach, jakie Pan wykonuje lub wykonywał przed laty. Zapytam odwrotnie – na pewno nie chciałby Pan być…

K.D.: Nie chciałbym być złym człowiekiem. 

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński|Krzysztof Deszczyński
REKLAMA
REKLAMA

Beata i Mariusz Cieślukowscy | Zamieszkaj na zachwycającym Costa del Sol

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska


Oboje pochodzą z Mazur, ich plany zawodowe połączyła stolica Wielkopolski. Tu w Poznaniu wykrystalizował się pomysł na wspólny rodzinny biznes, który był impulsem do zmiany życia o 180 stopni. Beata i Mariusz Cieślukowscy, właściciele PlanoSpain, od lat działają na hiszpańskim rynku nieruchomości. Polecają wybrzeże Costa del Sol, gdzie osiedlili się, rozwijając firmę i spełniając często niełatwe życzenia klientów z najodleglejszych regionów świata.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: Maciej Sznek Escargofoto | Makeup Artist: Kiuru Visage | zdjęcia nieruchomości: archiwum prywatne PlanoSpain

Jak zaczęła się Wasza przygoda w branży nieruchomości?

BEATA CIEŚLUKOWSKA: Mówiąc nieskromnie (śmiech), rozpoczęła się ode mnie. Już ponad 15 lat zajmuję się nieruchomościami inwestycyjnymi. W pierwszym etapie mojej pracy zawodowej, tu na poznańskim rynku, pracowałam u największego pośrednika nieruchomości w Polsce – była to firma Home Broker. Wiele kontaktów oraz przyjaźni branżowych mam do teraz właśnie z tego miejsca.
MARIUSZ CIEŚLUKOWSKI: Przez ponad 12 lat zdobywałem doświadczenie w największych światowych bankach, bankowość korporacyjno-inwestycyjna, co dało mi dużą swobodę w poruszaniu się w świecie wielkich liczb oraz projektów budowlano-inwestycyjnych. Obydwoje mieliśmy duże doświadczenie zawodowe i dlatego postanowiliśmy połączyć nasze siły, umiejętności i wiedzę, co klienci w pełni docenili.

Dlaczego właśnie Hiszpania stała się dla Was atrakcyjnym rynkiem nowych inwestycji?

B.C.: Największym impulsem do tego typu poszukiwań był jeden z moich klientów, który miał już wiele zakupionych nieruchomości, za moim pośrednictwem, zarówno w polskich górach, nad Morzem Bałtyckim, jak i na Mazurach, ale zapragnął czegoś więcej, poza granicami kraju. Zainspirował mnie miejscem o wdzięcznej nazwie Marbella na hiszpańskim wybrzeżu Costa del Sol. „Jak Pani znajdzie dla mnie coś ciekawego, to ja tam kupię” – powiedział. Poleciałam więc, zaczęłam szukać, oglądać poszczególne miejsca, aby złożyć korzystną ofertę klientowi. Bardzo mi się tam spodobało, krajobrazy, klimat, pozytywne myślenie i przepięknie położone apartamenty. Znalazłam dla klienta nieruchomość według jego wytycznych i oczekiwań i tak to się zaczęło…
M.C.: Potem lataliśmy już wspólnie, szukając odpowiednich nieruchomości dla innych klientów. Ale – nie ukrywam – że przy dwójce małych dzieci i obowiązkach prywatnych taki układ wylotów biznesowych bardzo nam doskwierał. Zaczęliśmy więc rozważać inne wyjście z tej sytuacji…

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Beata Cieślukowska

Aż zdecydowaliście się na przeprowadzkę na Costa del Sol…

M.C.: Tak, życie nas do tego popchnęło, podsuwając taki scenariusz. (śmiech)
B.C.: Analizując miejsca na południowym wybrzeżu Costa del Sol, nasz wybór padł na piękną słoneczną Marbellę, którą polecam wszystkim. Spakowaliśmy więc swoje rzeczy, zabraliśmy dzieci i rozpoczęliśmy nowy etap naszego życia i wspólnej pracy.

Z takim zapałem i uśmiechem opowiadacie o Waszym nowym miejscu zamieszkania, więc muszę zapytać, czym tak naprawdę uwiodła Was Marbella? Co Was zauroczyło w tym miejscu?

B.C.: Marbella jest bardzo międzynarodowa, na tym terenie mieszają się różne kultury i tradycje.
M.C.: Warto podkreślić, że w Hiszpanii jest ogromna różnica pomiędzy Costa del Sol a innymi wybrzeżami. Zupełnie inne osoby przyjeżdżają na południe Hiszpanii, do Benalmadeny czy właśnie do Marbelli, gdzie mieszkamy. Tu jest też inny klient niż np. w Alicante. Jedno wybrzeże, ale konkretne miejscowości i przebywający tam turyści różnią się od siebie i to znacznie. Marbella ma niską zabudowę i od razu wygląda to bardziej luksusowo. Co chwilę są parki, zielone skwerki, palmy, po prostu przeważa dużo zieleni. Dla ciekawostki – to było pierwsze zagospodarowane wybrzeże w całej Hiszpanii, więc roślinność miała dużo czasu, aby wybujać i wzbogacić swoim pięknem okolicę. Specyfiką Marbelli jest też posiadanie i morza, i gór. Nawet jeśli w Sewilli jest latem 45 st. w cieniu, to u nas – dzięki takiemu idealnemu położeniu – jest zawsze minimum 10 stopni mniej. W ubiegłe lato przeważała temp. 32-33 stopnie, a najwięcej pokazały termometry 36 st. w cieniu. To w Polsce często jest bardziej gorąco. Marbella ma swój mikroklimat – latem nie jest upalnie, a zimą jest przyjemnie ciepło. Ponadto w tym nadmorskim mieście nie znajdzie się tzw. „betonozy”, jaka przeważa w tego typu lokalizacjach, gdzie deweloperzy prześcigają się w stawianiu coraz to wyższych apartamentowców.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Mariusz Cieślukowski

W PlanoSpain rynek pierwotny przeważa nad wtórnym?

M.C.: Na naszej stronie są również oferty z rynku wtórnego, ale jako PlanoSpain specjalizujemy się w szczególności w rynku pierwotnym. To ponad 80 procent naszej oferty sprzedażowej.
B.C.: Edukujemy też naszych klientów, którzy kontaktują się z nami z zamiarem zakupu nieruchomości na rynku wtórnym. Studzimy ich zapał i często po prostu tłumaczymy, że nie warto… Klient już za sam apartament z rynku wtórnego płaci bardzo dużo, do tego trzeba doliczyć koszty remontu. Ponadto części wspólne tych miejsc z rynku wtórnego są w niskim standardzie. To jest budownictwo np. z lat 2009-2010 lub wcześniejsze, gdzie widać ząb czasu, brak renowacji i remontu klatek, brak odnowy wspólnych basenów. Akustyka w takich miejscach szwankuje, hałasy i odgłosy zza ściany słychać bardzo dobrze, a dodatkowo odgłosy w pionie – ze względu na gorszej jakości wykorzystane materiały budowlane. Naprawdę jest wiele zalet kupna nieruchomości z rynku pierwotnego, do czego szczerze namawiamy.
M.C.: W 2010 roku wiele się zmieniło w hiszpańskim ustawodawstwie, w prawie budowlanym, wzięto pod uwagę normy cieplne, zaczęto stosować lepsze i korzystniejsze dla inwestorów materiały budowlane. Wstawiać wyższej jakości okna, izolować ściany. Rozpoczął się cały proces budowy z większymi benefitami dla kupujących, co w Polsce od wielu lat jest standardem i normą, a w Hiszpanii dopiero zaczęło to kiełkować. Zatem bez namysłu polecamy nieruchomości z rynku pierwotnego. Przede wszystkim korzystna jest cena za nowe mieszkanie, a przy tym plan płatności, który rozłożony jest w czasie. Bo nawet jeśli trzeba wydać 500 tys. Euro, czym innym jest wyjęcie ich dzisiaj i położenie na stół, a czym innym gdy harmonogram płatności jest rozbity na 30 % przy umowie przedwstępnej, a reszta następuje dopiero przy odbiorze kluczy w perspektywie do 1,5 roku. Ponadto kupujący ma wybór, oglądając plany, rzuty apartamentów od dewelopera, czyli kupuje to, co chce, a nie to, co zostało na rynku.

Sprzedaż z rynku pierwotnego odbywa się, gdy jest tylko przysłowiowa dziura w ziemi?

M.C.: Głównie właśnie na tak wczesnym etapie. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że jest dużo wybudowanych budynków, mieszkań, które czekają na swoich właścicieli. Nierzadko ceny można jeszcze negocjować u dewelopera. W Marbelli czy innych częściach Costa del Sol na etapie stojących już murów wszystkie mieszkania są wykupione. Zakup rozpoczyna się wraz z wbiciem łopaty w ziemię, czyli właśnie wraz z robieniem przysłowiowej dziury.

W swojej ofercie macie nieruchomości o różnej powierzchni, od mniejszych 50- czy 60-metrowych, przez ponad 100-, 200-, 300-metrowe apartamenty, aż po luksusowe wille np. ponad 1400 metrów kw. Jaka powierzchnia mieszkalna jest najbardziej poszukiwana, jaka jest najbardziej na topie wśród zainteresowanych kupnem?

B.C.: Mały metraż w Hiszpanii oznacza co innego niż w Polsce. 40-, 50-metrowe mieszkanie to swoisty ewenement, czegoś takiego się po prostu nie buduje na rynku hiszpańskim. Standardem przy dwóch sypialniach jest ok. 80 m kw., a przy trzech sypialniach – ok. 130 m kw.
M.C.: Co istotne, w Hiszpanii – podobnie jak w USA – najważniejsza jest ilość sypialni. 60-metrowe mieszkania można na palcach jednej ręki przedstawić w naszej ofercie.
Polacy są przyzwyczajeni zadawać pytanie, „ile za metr kwadratowy?”, a na rynku hiszpańskim funkcjonuje inna wytyczna, czyli liczba sypialni. Cena uzależniona jest od ich ilości, oraz usytuowania apartamentu w danej inwestycji.

Kto jest Waszym głównym klientem?

M.C.: W 90 procentach są to Polacy, ale nie tylko Polacy mieszkający w Polsce, również ci ze Szwecji, z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady. Aktualnie mamy kilku Holendrów zainteresowanych naszymi ofertami. Wchodzimy też na rynek niemiecki, stale poszerzając nasz target.
Podchodzimy do naszej pracy z wielkim profesjonalizmem, a do klientów z ogromnym szacunkiem. Skupiamy się na konkretnym miejscu, jakim jest Costa del Sol – i robimy to najlepiej, jak tylko potrafimy, szukając dla klientów nieruchomości skrojonych pod ich oczekiwania i portfel. Postawiliśmy na wyspecjalizowanie się w tym regionie. To jest podobnie jak z restauracyjnym menu – lepiej mieć w karcie mniej dań, ale dobrej jakości niż szeroką kartę menu z byle jakimi potrawami.
B.C.: I co niezwykle istotne, mamy klientów najczęściej z polecenia. W naszej branży działa stary sposób przekazywania dobrych wiadomości i to nas bardzo cieszy. (śmiech) Miło słuchać pozytywnych opinii i rekomendacji na temat naszej pracy, wiedząc, że marketing tzw. szeptany ma sens.

Czy Polak w Hiszpanii może łatwo otrzymać kredyt?

M.C.: Wielu z naszych klientów, kupując nieruchomość w Hiszpanii, posiłkuje się kredytem, ponieważ jest on zdecydowanie tańszy niż w Polsce. Ja osobiście nadzoruję cały proces związany z ubieganiem się o kredyt, pilnuję wszelkich dokumentów, terminów itp. W PlanoSpain staramy się przeprowadzić tak sprzedaż, aby była ona jak najmniej czasochłonna i stresogenna dla naszego klienta. Do ubiegania się o kredyt potrzebujemy PIT za zaszły rok, zaświadczenie z BIKu i wyciąg z konta przynajmniej z 6 miesięcy.

A jak klient jest zaopiekowany pod kątem prawnym w PlanoSpain?

B.C.: Współpracujemy z wybitną prawniczką, której usług absolutnie nie narzucamy naszym klientom, jedynie rekomendujemy. Klient sam wybiera do jakiej kancelarii prawnej chce się udać. Ze względu na nasze doświadczenie i długoletnią współpracę z czystym sercem polecamy tę właśnie osobę do obsługi kwestii prawnych.
M.C.: Klient musi głównie wybrać apartament, wpłacić zaliczkę, a resztą już zajmujemy się my – osoby do zadań specjalnych. (śmiech) Współpracujemy z doskonałą prawniczką Marią Ruiz Lopez. Ma ona rozeznanie zarówno na rynku polskim, jak i hiszpańskim. I oczywiście świetnie mówi po polsku. Ma licencję prawną na obu rynkach, polskim i hiszpański. Posiada szeroką wiedzę i uprawnienia, doradza klientom, co warto zrobić, jakie są obwarowania prawne, na co warto zwrócić uwagę podczas kupna czy wynajmu itp.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska

Klienci kupują hiszpańską nieruchomość najczęściej z myślą o sobie, swojej przyszłości, czy jednak pod wynajem, aby mieć źródło dochodu?

M.C.: To zależy… W zdecydowanej większości klienci kupują apartament, żeby dla nich zarabiał i był lokatą kapitału. To też świetna dywersyfikacja portfela o nieruchomość w walucie Euro. Nie ma co też ukrywać, że w okresie naszej polskiej zimy chcą przyjeżdżać i korzystać z własnego apartamentu.
B.C.: Ponadto widzimy taki trend, że nasi klienci meblują i aranżują mieszkania z myślą o sobie, pod swój gust, więc później jest im szkoda oddawać to wynajmującym. Choć jest określona grupa klientów, którzy od samego początku wiedzą, że zakupiona nieruchomość będzie ich inwestycją pod wynajem. Co bardzo ważne – my jako PlanoSpain również zajmujemy się wynajmem lokali. Wiemy, że większość agencji nieruchomości tego nie robi, my jednak wzięliśmy na swoje barki to zadanie, aby sprostać wymaganiom i oczekiwaniom klientów. Budujemy poprzez to relacje i zaufanie z naszymi partnerami biznesowymi, dając im szerokie spectrum usług i możliwości wyboru. Jestem bardzo dokładna, zatem skrupulatnie doglądam wszystkich detali, które mogą umknąć kupującym. Doradzam też klientom jak urządzić nieruchomość pod wynajem bądź pod odsprzedaż, bo z doświadczenia wiem, co się dobrze sprzedaje, z dużym potencjałem wzrostu cen.

Bierzecie na siebie dużo różnych obowiązków, jak czasowo dajecie radę? Czy Wasza doba trwa więcej niż 24 godziny, jest bardziej elastyczna?

M.C.: Dobre pytanie! (śmiech) Nieustannie poszerzamy nasz zespół, dobieramy zaufane osoby. Aktualnie zatrudniliśmy kolejną osobę, która odciąży nas w temacie najmu.
B.C.: Mamy team, który zajmuje się zarządzaniem nieruchomościami pod wynajem, czyli uzgadnia pracę np. pań sprzątających, wydawania i odbierania kluczy do posesji. Cała logistyka jest przez nas opracowana, co w dużej mierze ułatwia pracę już na innych etapach.

Czyli pomagacie klientom w wynajmie, ale również w odświeżaniu powierzchni mieszkalnej oraz w generalnym remoncie.

M.C.: Tworzymy z naszymi partnerami pakiety pod każdą inwestycję. Prezentujemy klientom zazwyczaj trzy wersje, trzy propozycje umeblowania oraz finalne wykończenie z tapetami, obrazami, dekoracjami wypełniającymi wnętrze. Mamy również pakiety dostosowane dla klientów wynajmujących konkretne mieszkanie, tzn. czajniki, małe AGD, sztućce itd. Dla klienta cały proces jest nieinwazyjny – to my zajmujemy się wszystkim. Klient ma jedynie wybrać lokum i podpisać umowę oraz wpłacić zaliczkę.
B.C.: Jeśli chodzi o wynajem – kiedyś braliśmy apartamenty z rynku, teraz tylko opiekujemy się apartamentami naszych klientów. Mocno się angażujemy, aby zrobić jak najwyższą rentowność dla klientów. Jeśli u nas kupią nieruchomość pod wynajem, to mają pewność, że zajmiemy się wszystkim, co związane z formalnościami i dopracowaniem szczegółów, dopieszczeniem wnętrz. Mamy dużo klientów-golfistów, klientów kulturalnych, na poziomie, którzy u nas wynajmują apartamenty. Są to klienci głównie z polecenia.
M.C.: Nie wynajmujemy brytyjskim imprezowiczom (śmiech), po których trzeba często organizować remont mieszkania. U nas na szczęście ich nie ma.

Costa del Sol czy nasz polski Bałtyk – gdzie nieruchomość można kupić taniej?

M.C.: Naprawdę w Hiszpanii można kupić taniej nieruchomość niż nad Morzem Bałtyckim. Oczywiście, bierzemy pod uwagę lokalizację, okolicę, odległość od linii brzegowej, dodatkowo wyposażenie mieszkania, pomieszczenia wspólne, komórkę lokatorską, miejsca parkingowe – bo to jest w cenie oferty w stanie deweloperskim. Jedynie trzeba wstawić swoje meble i można zamieszkać. Myślę, że na rynku pierwotnym można w Hiszpanii zaoszczędzić nawet ok. 100 tys. Euro, kupując podobną powierzchnię nad wybrzeżem Costa del Sol niż nad Bałtykiem.

Polecacie Costa del Sol, w szczególności Marbellę, ale macie też kompletnie inny kierunek na hiszpańskie wyjazdy…

B.C.: Oprócz wybrzeża Costa del Sol próbujemy zainteresować klientów również atrakcyjnym terenem górskim, idealnym na narty, o czym mało kto wie… Sierra Nevada jest pominięta i mało znana jako górska alternatywa. W okresie tegorocznej Wielkanocy było tam mnóstwo śniegu.
M.C.: Najwyżej położony ośrodek narciarski w Hiszpanii znajduje się w Andaluzji, dwie godziny drogi od Malagi. Jest to pasmo górskie Sierra Nevada z najwyższym szczytem Mulhacen 3478 m n.p.m. Znajduje się tam wiele możliwości dla turystów, zarówno idealnie przygotowane stoki, kolejki linowe, jak i wiele ofert zakwaterowania z niezbędnymi usługami.
B.C.: Jest tam 96 km tras i co najważniejsze, że nie ma kolejek na stokach, jak w innych krajach europejskich.

Wspomnieliście, że macie klientów z różnych stron świata. Każdy z nich ma inny gust, inne upodobania. Od czego zaczynacie rozmowę, aby poznać ich oczekiwania?

M.C.: Jeszcze przed przylotem konkretnego klienta dużo z nim rozmawiamy, zaznajamiamy z rynkiem nieruchomości na Costa del Sol, organizujemy video konferencje.
B.C.: Przygotowujemy zawsze agendę spotkania, zaznaczamy na mapie miejsca, które będziemy oglądać, które chcemy pokazać naszemu klientowi. Staramy się zrobić wywiad/rozeznanie dużo wcześniej przed przylotem klienta na Costa del Sol. Dlatego przekazujemy zdjęcia i krótkie informacje nt. proponowanych przez nas nieruchomości, które na ten moment są idealne dla klienta, spełniają jego oczekiwania.
M.C.: Zależy nam na tym, aby klient był zorientowany w temacie, znał lokalizację, mógł zerknąć sobie na Google Maps, a nieruchomość zawsze się do jego preferencji dobierze. Pokazujemy kilka nieruchomości w jeden dzień, to takie zdrowe podejście i standard, aby nie przeciążyć kupującego informacjami. Choć mieliśmy ostatnio klienta, który koniecznie w jeden dzień chciał obejrzeć aż 12 nieruchomości (śmiech), a potem miał problem z oceną każdej zaprezentowanej lokalizacji.

Czy można Was nazwać butikową agencją nieruchomości?

B.C.: Bez wątpienia tak! Naszym mottem nie jest sprzedaż za wszelką cenę. Sprzedać byle sprzedać i mieć z głowy, wprost przeciwnie – sprzedajemy, aby klient był zadowolony. Aby do nas powrócił, dał dobrą rekomendację wśród rodziny, znajomych i przyjaciół. Tworzymy przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę, aby każdy czuł się przez nas dobrze zaopiekowany.
M.C.: Kluczem jest relacja z naszymi klientami. Odbieramy od nich wiadomości i telefony z podziękowaniami. Rekomendują nas dalej, to bardzo budujące i mobilizujące do dalszej pracy.
Polecamy tylko takie lokalizacje, gdzie deweloperzy są przez nas sprawdzeni. Sprzedajemy klientom tam, gdzie też sami kupiliśmy – to jest kolejna nasza wartość dodana do oferty i budująca zaufanie.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
EscargoFoto.pl

Oprócz nieruchomości pasjonujecie się golfem, dziedziną sportu bardzo popularną w Hiszpanii. Czy to kolejny atut wybrzeża Costa del Sol?

B.C.: W ogóle całe wybrzeże Costa del Sol jest zielone dzięki swoim polom golfowym. Jest energetyczne, przyjazne mieszkańcom i turystom. Przepełnione pozytywną energią, duchem optymizmu i chilloutu. Marbella ma swój specyficzny klimat, ma dobrą aurę, można wręcz rzec, że jest tam pewna magia (śmiech), która przyciąga ludzi do tego miejsca, ale i do siebie. Naprawdę ludzie są uśmiechnięci, pogodni, uprzejmi – to dużo pozytywów!
M.C.: Costa del Sol to jest po prostu mekka dla golfistów. Na tak niedużym terenie jest ponad 100 pól golfowych, więc często turyści nazywają go Costa del Golf. (śmiech) Jesteśmy zakochani w tym sporcie. Miłość do golfa staramy się rozpowszechniać w Polsce, organizując wyjątkowe wyjazdy golfowe. Współpracujemy również z polem golfowym Black Water Links w Tarnowie Podgórnym, gdzie jesteśmy partnerem driving range. Byłoby naprawdę dobrze, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że to nie jest sport dla elit i każdy może grać bez względu na wiek czy możliwości fizyczne.

Reasumując, dlaczego warto inwestować w nieruchomości na Costa del Sol?

M.C.: Jest wiele powodów, ale jeśli mówimy o ekonomicznych, to po pierwsze dywersyfikacja swego majątku, bo jednak polskie PKB stanowi ułamek światowego procenta. Obecnie mamy w Polsce najniższy kurs Euro, co jeszcze bardziej jest korzystne do zakupu nieruchomości w Hiszpanii.
Costa del Sol ze względu na swoje walory ma dwa sezony idealne na wynajem, tzn. jeden letni, który jest w większości regionów, a drugi – zimowy, bo wówczas przyjeżdżają tu golfiści, aby pograć i spędzić miło czas. W tym zimowym okresie na Costa del Sol przybywają naprawdę dziesiątki tysięcy dodatkowych turystów. Na skalę Hiszpanii tego nie ma nigdzie indziej! Zatem jeśli myślimy o dobrym najmie i szybkim zwrocie zainwestowanych pieniędzy, to powinniśmy wybrać to wybrzeże. Na Costa del Sol wynajem trwa bezustannie cały rok, a nie tylko 4 m-ce.
B.C.: Ponadto od kwietnia br. uruchomiono bezpośrednie loty z Poznania do Malagi, co nas ogromnie cieszy! Poznaniacy mogą zatem w krótkim czasie i w bardzo dobrych cenach biletów zmienić otoczenie i wylądować na hiszpańskim wybrzeżu przepełnionym słońcem oraz pozytywną energią do życia.
Costa del Sol to jest bardzo międzynarodowe wybrzeże, więc jeśli zechcemy sprzedać nasz apartament, to w tym regionie mamy nieustannie duże grono zainteresowanych kupnem nieruchomości. Tu kupuje i sprzedaje cały świat.

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA
Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
REKLAMA
REKLAMA