Katarzyna Kabat | Instytut Idea Fit & Spa Stworzyłam przestrzeń, która koi zmysły

Katarzyna Kabat Idea Fit and SPa

To nie jest zwykła rozmowa o biznesie. To rozmowa o uważności, szczęściu i wolności. O tym, jak zbudować miejsce, które nie działa według schematów, nie goni za trendami, nie podąża za hałasem świata – tylko słucha. Daje przestrzeń. Otula ciszą, dotykiem, dobrym słowem. Instytut Idea Fit & Spa kończy właśnie dziesięć lat. Dla Katarzyny Kabat, jego właścicielki, to nie tylko jubileusz, ale moment głębokiego zatrzymania. W tej rozmowie opowiada o tworzeniu zespołu z sercem, o codziennych rytuałach, które budują spokój i o tym, że prawdziwy rozwój nie zawsze polega na dodawaniu, czasem na pozostaniu przy tym, co naprawdę dobre.

Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcie: Martyna Śledzińska

Kasiu, na początek trochę prywaty. Odwiedzam Twój Instytut regularnie, korzystając z zabiegów, tych drobnych, codziennych i tych większych, które zostają w ciele na długo. I jeśli mogę na początek podzielić się swoją osobistą refleksją, to powiedziałabym jedno: tu panuje uważność. Lubię te momenty, kiedy dostaję swoją ulubioną kawę, kiedy ktoś pamięta drobny szczegół, kiedy czuję się nie tylko obsłużona, ale naprawdę zaopiekowana. To nie jest uważność z poradnika ani z aplikacji do medytacji. To taka, która wydarza się między spojrzeniem a dotykiem, między ciszą a ruchem dłoni. Jak udało Ci się to osiągnąć?

KATARZYNA KABAT: Myślę, że ta uważność zaczyna się od serca. Od wrażliwości na drugiego człowieka, tej cichej, instynktownej, właśnie nie z poradników. Uważność zawsze była dla mnie ważna. To ona prowadzi mnie, kiedy buduję zespół. Nie patrzę tylko na CV. Patrzę na człowieka. Na to, czy przy tej osobie czuję się swobodnie, czy jest w niej ciepło, które naturalnie otula innych. Bo jeśli ja to czuję, to wiem, że nasi podopieczni też to poczują. To nie jest coś, czego można się nauczyć. To coś, z czym się przychodzi na świat. Myślę, że to kwestia duszy, a ja mam duszę artystki. Muzyka, taniec, emocje – to wszystko mnie kształtuje. Przez całe życie jestem blisko ludzi. I dlatego ta uważność, o której mówisz, po prostu się wydarza – w spojrzeniu, w ciszy, w prostym geście. I jest ona częścią tego miejsca, bo jest częścią mnie.

Mija właśnie dziesięć lat, odkąd powstał Instytut. Gdybyś miała spojrzeć na niego jak na ogród, który rozkwitł, to co w nim dziś rośnie? Jakie emocje, wartości, relacje pielęgnowałaś przez te lata najstaranniej?

Jeśli myślę o Instytucie jak o ogrodzie, to widzę miejsce, które dojrzewało z każdym rokiem, podlewane uważnością, szacunkiem i zrozumieniem. Od początku wiedziałam, że to nie ma być tylko przestrzeń usługowa. Chciałam stworzyć miejsce, które przynosi dobrostan – nie tylko zabiegami, ale atmosferą, relacją, obecnością. Każdy, kto tu przychodzi, przynosi coś swojego: emocje, zmęczenie, czasem ciszę, czasem zmartwienie. Dlatego uważność jest tu absolutnie kluczowa. Trzeba umieć odczytać więcej niż zostało powiedziane. Zatrzymać się przy człowieku, zanim przejdzie się do działania. Mam ogromne szczęście – naprawdę wierzę, że zesłało mi je życie – że pracuję z osobami, które tę uważność i empatię mają w sobie naturalnie. To ludzie, którzy widzą więcej, słyszą ciszę, potrafią odpowiedzieć czułością. Dzięki temu Instytut nie jest tylko miejscem pracy. Jest przestrzenią, do której się wraca, żeby odetchnąć, poczuć się bezpiecznie. I może właśnie dlatego tak wiele osób mówi, że czuje się tu jak w domu.

W świecie, który nieustannie zachęca, żeby gonić za nowościami, Ty wybrałaś drogę zrównoważonego rozwoju. Czym jest dla Ciebie „pozostanie przy tym, co dobre”?

To był świadomy wybór. W świecie, który nieustannie popycha do przodu, podsuwa nowinki, obiecuje natychmiastowe efekty – ja postawiłam na spokój. Na jakość, która dojrzewa. Nie chciałam, by Instytut był miejscem, w którym wciąż coś trzeba wdrażać, testować, reklamować. Kobiety, które tu przychodzą, szukają czegoś innego. Chcą odpocząć od świata, od presji, od hałasu. Chcą się zatrzymać. Stworzyłam przestrzeń, która koi zmysły. Dlatego tak ważne jest dla mnie podejście holistyczne. Łączymy nowoczesne technologie z dotykiem, ruchem, uważnością. Technologia nie jest dla mnie celem. Jest narzędziem – o ile jest sprawdzona, bezpieczna, certyfikowana. Nie wybiegamy przed siebie tylko dlatego, że „tak trzeba”. Nie ryzykujemy zdrowiem naszych podopiecznych. Nie przekraczamy granic, które zarezerwowane są dla lekarzy. Wiem, że nie wszystkie nasze wybory były łatwe – niektóre bardzo kosztowne. Ale były słuszne. I nawet jeśli nie możemy o wszystkim mówić tak głośno, jak byśmy chcieli, to mam spokój w sercu, bo wiem, że działamy odpowiedzialnie. W zgodzie z tym, co dobre i prawdziwe.
Instytut jest miejscem wyciszenia.

A co pozwala Ci pozostać blisko siebie, mimo rytmu dnia, obowiązków, bodźców z zewnątrz?

Muzyka, taniec, ruch – to moje powroty do siebie. W świecie pełnym bodźców, decyzji, spraw do załatwienia to właśnie one pozwalają mi się zatrzymać i znów usłyszeć siebie. Przywracają rytm, który jest mój. Ale ogromne znaczenie ma też atmosfera, jaką udało się zbudować w Instytucie. To miejsce, w którym mogę być sobą. Gdzie poranna kawa z dziewczynami, śmiech w przerwie między obowiązkami, zwykłe rozmowy tworzą coś więcej niż tylko dzień pracy. Mam też ogromne szczęście do ludzi. Otaczają mnie empatyczni współpracownicy i cudowni klienci, którzy potrafią dzielić się dobrym słowem, zrozumieniem, obecnością. To dzięki nim to miejsce oddycha spokojem. I dzięki nim ja również potrafię zachować spokój w sobie.

Czy pamiętasz taki moment w tych dziesięciu latach istnienia Instytutu, który był szczególnie ważny, poruszający?

Zdecydowanie pandemia to był najtrudniejszy moment. Zatrzymała nas w momencie, kiedy naprawdę szłyśmy jak burza. Instytut był w najlepszym okresie swojego rozwoju: nagrody, zadowolone klientki, świetna energia. A tu nagle stop. Cisza. Pustka. I bardzo poważna myśl: może to jest właśnie ten moment, żeby się zatrzymać na dobre. Zamknąć. Odpuścić. Ale coś we mnie mówiło: nie teraz. Nie w taki sposób. Nie po tym wszystkim, co już zbudowałyśmy. I przetrwałyśmy. Dzięki sile zespołu, lojalności klientek i chyba trochę też dzięki temu, że ten Instytut naprawdę ma w sobie duszę – przetrwaliśmy ten trudny czas. Ponadto w trakcie tych lat było wiele pięknych momentów, choćby ten z samego początku, kiedy kupiłam sobie statuetkę, taką symboliczną. Wizualizowałam, że w ciągu roku dostaniemy prawdziwą nagrodę. Postawiłam ją na półce i mówiłam do niej z uśmiechem: „Ty tu postoisz tylko chwilę, zaraz cię wymienimy”. I dokładnie po 11 miesiącach naprawdę dostałyśmy statuetkę Gala Beauty Stars za najlepsze Day Spa w Polsce. To było ogromne wzruszenie. Potwierdzenie, że marzenia mają moc, jeśli podlewa się je codziennością, cierpliwością i sercem.

Co najbardziej lubisz w samym miejscu, jakim jest Instytut? Jakiś jego detal, zapach, dźwięk, porę dnia?

Zdecydowanie poranki. Te chwile, kiedy Instytut jeszcze śpi, a ja mam go tylko dla siebie. Zapach świeżo parzonej kawy, śpiew ptaków, chłodne powietrze, które wypełnia ogród – to wszystko tworzy ciszę, która nie jest pustką, tylko przestrzenią do złapania oddechu. Lubię wtedy stanąć przed wejściem i po prostu popatrzeć. Pomyśleć: to moje miejsce. Miejsce, które dojrzewało razem ze mną. Czasem przechodzę się po salach, zaglądam do nich tak, jakbym chciała je znów poczuć od środka. I przypominam sobie, jak tętniły życiem. Jakie rozmowy się w nich toczyły, ile emocji się przez nie przewinęło.
Lubię być tu sama. Bez pośpiechu. Bez planu. Po prostu pobyć. I to chyba najpiękniejsze, że po tylu latach to miejsce wciąż we mnie rezonuje. Wciąż wywołuje wzruszenie. Jeśli pytasz o emocje, to tak, kocham to miejsce.

Czy bycie blisko ludzi, którzy szukają tu ukojenia, zmienia również Ciebie?

Bardzo. I myślę, że to jedna z najważniejszych lekcji, jakie dało mi prowadzenie tego miejsca. Spotykanie ludzi, którzy przychodzą tu po coś więcej niż tylko zabieg – po spokój, zrozumienie, ciszę – zmienia sposób patrzenia na świat. I na siebie samą. Z czasem zaczynasz widzieć to wyraźnie, że wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Bez względu na status, wygląd, rolę, którą odgrywamy na co dzień – w środku nosimy te same emocje. Lęk, samotność, napięcie, niepewność. I ogromne pragnienie, żeby ktoś nas na chwilę po prostu zobaczył. Zaufanie, które dostaję od osób, które tu przychodzą, jest czymś, co mnie porusza do dziś. Bo nie jest oczywiste. Kiedy ktoś oddaje ci kawałek siebie, swoje wspomnienia, emocje w ciszy, w dotyku, w rozmowie bez słów, to działa głębiej niż jakakolwiek rozmowa.
Niektórzy zostają z nami na lata. Inni wracają po czasie. Ale zawsze coś po sobie zostawiają. Jakąś małą cząstkę siebie. Myśl, emocję, historię. I to wszystko we mnie zostaje. Kształtuje mnie. Uczy pokory. I przypomina, że uważność na drugiego człowieka to nie jest rola – to wybór. Codzienny. Prawdziwy.

Jakie słowo dziś najlepiej opisuje to miejsce?

Spokój. To jest coś, co tu naprawdę czuć.

Na co masz teraz największą zgodę – w życiu, w pracy, w sobie?

Na bycie sobą. Nie wyretuszowaną wersją, tylko sobą prawdziwie, z wrażliwością, emocją, ciszą, intuicją. I na to, że to wystarcza. Że ja jestem wystarczająca. I że to miejsce, które stworzyłam, też jest wystarczające. Takie, jakie jest. Zbudowane z serca, z uważności, z relacji. Dobre. Pełne. Wystarczające.

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Katarzyna Kabat Idea Fit and SPa
REKLAMA
REKLAMA