EWA GURBAN i KAROLINA BARTOSZEWSKA Razem silniejsze. Historia duetu,który stworzył Pilates Baza i Baza Gym

blank


Siła partnerstwa, pasji i wzajemnego zaufania – na tych wartościach oparte są relacje Ewy Gurban i Karoliny Bartoszewskiej, które współtworzą Pilates Baza i Baza Gym, jedne z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na mapie poznańskiego fitnessu. W rozmowie opowiadają o tym, jak zbudowały duet oparty na uzupełniających się talentach, jak podejmują wspólne decyzje i znajdują przestrzeń na marzenia poza biznesem. Pilates Baza i Baza Gym nie są tylko studiem treningowym – to społeczność skupiona wokół ruchu, zdrowia i dobrej energii, a kobiecy duet Ewy i Karoliny pokazuje, że razem można naprawdę więcej.


Rozmawia: Wiktoria Brodzińska
Zdjęcia: Wojciech Andrzejczak, materiały prasowe Pilates Baza i Baza Gym

Ewo, skąd pomysł na otwarcie własnego studia pilatesu?

EWA GURBAN: Z poczucia niezależności, z chęci rozwoju i choć to może dziwnie zabrzmi – wygody. Wydawało mi się że jak założę studio, czyli w domyśle zostanę panią swego czasu, to będę miała go znacznie więcej dla siebie. Nie przewidziałam, że początki firmy to aż tyle roboty. (śmiech) 

Gdy wracasz pamięcią do pierwszego dnia w Bazie, jakie obrazy masz przed oczami?

E.G.: W ogóle nie pamiętam pierwszych zajęć. Chociaż z rozczuleniem przypominam sobie czas, kiedy Pilates Baza mieściła się jeszcze w mieszkaniu. Mój przyjaciel kupił swoje pierwsze wymarzone M, po czym dostał pracę… w Singapurze. Wpadliśmy na pomysł, żeby zacząć prowadzić zajęcia właśnie tam. I tak to się zaczęło. 

Karolino, kiedy dołączyłaś do tej historii i co Cię do niej przyciągnęło?

KAROLINA BARTOSZEWSKA: Do Ewy i Bazy nie musiało mnie nic przyciągać. (śmiech) Znamy się sporo czasu. Jeszcze jak pracowałyśmy jako instruktorki fitness prowadziłyśmy razem zajęcia, organizowałyśmy maratony i zrzeszałyśmy nasze klientki i podopieczne. W Pilates Baza pojawiłam się, aby wspomóc ją w poprowadzeniu kilku lekcji w okresie wakacyjnym i tak zostałam. Ewa szukała wtedy też koordynatora studio, a dla mnie naturalnym było, że chcę dbać o miejsce, w którym przebywam i pracuję. Tak w toku rozmowy zostałam managerem, a później wspólniczką Ewy.

Kiedy poczułyście, że tworzycie duet, który naprawdę działa?

E.G.: Karolina podczas krótkiego okresu na zastępstwie zupełnie spontanicznie zaczęła organizować najpierw przestrzeń w studiu, w kolejnych krokach podpowiadała mi, co jeszcze możemy usprawnić. Wiedziałam, że ma doświadczenie managerskie, ale to było dla mnie jak objawienie. Jak brakujące ogniwo w systemie. 
K.B.: Ten tandem jedzie razem już od wielu lat. (śmiech)

blank

Pamiętacie Waszą pierwszą wspólną decyzję biznesową, która była prawdziwym testem współpracy?

E.G.: Nie jestem pewna…Ale według mnie Chobienice i organizacja grup. 
K.B.: Dla mnie otwarcie Baza Gym było kluczową decyzją dotyczącą dalszego rozwoju, pomysłu na to, jak chcemy zorganizować działalność obu lokalizacji, w jakim kierunku pójść z firmą-córką.

Wspomniałaś o Baza Gym. Co było impulsem do otwarcia tego drugiego miejsca?

E.G.: Naturalny krok wynikający z potrzeb klientów.
K.B.: Tak, zdecydowanie wynikający z potrzeb klientów. Natomiast ja także pracowałam przez lata jako trener personalny, instruktor fitness manager klubów, eventów fitness czy szkoleniowiec. Wiedziałam od samego początku tej ścieżki zawodowej, że będę chciała stworzyć swoje miejsce. Miejsce, w którym ludzie będą czuli się bezpiecznie, komfortowo, będą mogli pracować nad swoim zdrowiem i sprawnością.

Otwarcie drugiego miejsca to zawsze stres. Więcej było obaw czy ekscytacji?

E.G.: Mamy zasadę, że budujemy samolot w locie, więc zdecydowanie więcej było radości, ale wiadomo, że stresów nie brakowało.
K.B.: Długo szukałyśmy odpowiedniego lokalu. Zależało nam na lokalizacji. Musiał być blisko od Pilates Baza. Druga kwestia to sam rozkład lokalu, który też był kluczowy. Miałyśmy już wybraną inną przestrzeń, natomiast finalnie do podpisania umowy nie doszło. Wybrałyśmy lokal, w którym trzeba było zrobić wszystko i to dosłownie! Łącznie z posadzką. Szlifowanie, sprzątanie, planowanie. I tu zaczęła się przygoda. (śmiech) Miałyśmy umówiony termin na wylanie podłogi, a trzeba było szukać innego fachowca. Następnie sprawy stricte remontowe, wyposażenie i wielkie otwarcie. Obaw było mnóstwo, najwięcej miał ich chyba mój mąż, Maciej (śmiech), choć ekscytacji było jeszcze więcej.

blank

Czym dla Was różni się Pilates Baza od Baza Gym?

E.G.: Zapachem, dźwiękiem i kolorami. W Gymie prowadzę pilates na macie, więc korzystam z większej przestrzeni i czuję ogromną radość, że wśród „żelastwa” mogę uczyć ruchu, który w dużej mierze wywodzi się z gimnastyki i treningu funkcjonalnego. Jest jak najbardziej naturalny w „świątyni” ciężarów. 
K.B.: Zarówno w Pilates Baza, jak i w Baza Gym uczymy ruchu, czucia siebie, swoich ograniczeń. Zmienia się metoda treningowa, ale ruch w ciele pozostaje ten sam. Studia zdecydowanie różnią się aranżacją. Gym to surowe, mocne wnętrza, a Pilates Baza ciepła przestrzeń kojarzona z przestrzenią domową.

Widać, że wokół Bazy powstała społeczność. Jak się buduje takie miejsce, w którym ludzie chcą zostać na dłużej?

E.G.: Nie wiemy. (śmiech) To jakaś super moc, która jest niepojęta. Ludzie przychodzą do nas, bo chcą zrobić coś dobrego dla siebie. To wyraz miłości do siebie, tzw. dziś modnie self-care. A jeśli ktoś dba o siebie, to będzie miał przestrzeń dbać o innych. Wniosek? To dobrzy ludzie są naszymi klientami. 

blank

Poznań to trudny rynek, dużo klubów i studiów. Co sprawia, że ktoś decyduje się właśnie na Bazę? I jak Wy same odnajdujecie się w tej konkurencji?

K.B.: Jak to mówią w biznesie: location, location, location. (śmiech) Jeżyce to dziś dynamicznie rozwijająca się dzielnica Poznania, a mieszkańcy bardzo świadomi tego, jak ważny jest ruch dla ogólnego samopoczucia. My, ze swojej strony robimy naszą robotę najlepiej jak potrafimy, szkoląc się nieustannie i pracując wiele godzin, bo praktyka w naszej branży, to jak lokalizacja w branży nieruchomości. 

Co stanowi największe wyzwanie w prowadzeniu Bazy, a co z kolei daje Wam najwięcej radości?

E.G.: Nie chcemy zapeszać, więc nie możemy odsłonić jeszcze wszystkich planów. Niewątpliwie ogromne zainteresowanie tym miejscem daje nam wielka radość, ale jest tez jednocześnie największym wyzwaniem.
K.B.: Zdecydowanie największa radość pojawia się wtedy, kiedy masz realny wpływ na polepszenie jakości życia i codziennego funkcjonowania swoich klientów i widzisz tego efekty. Myślę, że naszą ogromną radością są także nasze zespoły zarówno w Baza Gym, jak i Pilates Baza. Te oba miejsca tworzą wykwalifikowani nauczyciele, instruktorki, trenerzy. Ale także nasi klienci, bo bez nich nie byłybyśmy tu, gdzie jesteśmy. Każde wyzwanie jest dla nas nowym zadaniem i celem, zatem określiłabym to jako rozwój.

blank

Zespół trenerów to serce studia. Jak wybieracie ludzi do współpracy i jak dbacie o to, żeby czuli, że to także ich miejsce?

E.G.: Kluczowa jest pasja. Do ruchu i do pracy z ludźmi. Wszystkiego innego można się nauczyć. Większość osób, to osoby, z którymi pracowałyśmy, znamy się wiele lat. Część naszych zespołów to osoby z polecenia. Staramy się wdrażać ich sugestie i pomysły w życie.
K.B.: Dajemy dużo swobody pracy, oczywiście, trzymając się określonych ram tam, gdzie trzeba. Ufamy sobie wzajemnie, a to podstawa dobrej współpracy.

Każda z Was wnosi coś innego do wspólnego projektu. Jak to się uzupełnia w codziennym prowadzeniu Bazy i jak radzicie sobie w momentach, gdy macie odmienne zdanie?

E.G.: Karolina jest lewą półkulą, ja prawą. (śmiech) Czyli ona: tabelki, liczby, terminy, plany, kontrola, a ja: wizja, atmosfera, marka, kreowanie, marketing. Razem tworzymy strategię tego miejsca, polegając na intuicji, która w wielu momentach ułatwia nam podejmowanie decyzji. Obie działamy dość energicznie, więc nawet jeśli zdarzają się nam błędy, szybko oceniamy i idziemy dalej. Bez dramatów i zbędnych spięć. Całe życie sport nam pomagał czuć się dobrze, więc może stąd ta pogoda ducha w nas. 
K.B.: Zdecydowanie! Gdy coś nie idzie tak jak byśmy chciały, szukamy innego i kolejnego rozwiązania. Podstawa to rozmowa, a w tym jesteśmy dobre. (śmiech) Dużo rozmawiamy od najdrobniejszych spraw po te kluczowe. To jest podstawa dobrej relacji w życiu prywatnym i w biznesie.

blank

A gdy odkładacie na bok rolę „Ewy i Karoliny od Bazy”, jak wygląda Wasz dzień prywatnie? Macie swoje małe rytuały czy nawyki, które pomagają złapać balans i nie zwariować przy takim tempie?

E.G.: Bliscy. Czas z nimi to przypominanie o sensie życia i że praca jest środkiem do celu, a nie wszystkim, co mamy. Ja osobiście odpoczywam najlepiej w kontakcie z naturą. Pochodzę z Mazur i czas nad jeziorem, w lesie jest dla mnie o wiele więcej wart niż w kurortach. A na szybki i podręczny relaks wybieram książkę, najlepiej poleconą przez Olgę (@stowarzyszenie_ksiazki) i dobrą kawę z Włoch. 
K.B.: Zdecydowanie bliscy. Ja osobiście jestem mamą niespełna 6-letniej małej rakiety. Tutaj nie ma czasu na odpoczynek. (śmiech)

O czym marzycie dziś bardziej prywatnie? Zupełnie poza biznesem?

E.G.: O takiej organizacji biznesu w najbliższym czasie, która pozwoli mi więcej podróżować. A po eskapadach chciałabym zamieszkać z moim Davidem gdzieś pod lasem i mieć dwa psy i koty. Dużo kotów. (śmiech) I dużo kwiatów w ogrodzie. 
K.B.: O możliwości podróżowania w różne miejsca na świecie, doświadczaniu tego świata. To zaczęliśmy już z Maciejem i Letycją realizować, więc pozostaje kontynuacja dalej i dalej. Marzę, żeby być rodzicem, do którego Leta będzie miała zaufanie, nie będzie się bała przyjść porozmawiać o wszystkim. Żeby, pomimo tak trudnego świata, umiejętnie pokierować jej edukacją. Nie tylko tą oświatową, ale też społeczną, żeby wyrosła na mądrego i wartościowego człowieka. Od czasu gdy wyprowadziłam się z Poznania, marzy mi się dom w Puszczykowie. To przepiękne miejsce.

Trzymam kciuki, aby Wasze biznesowe i prywatne marzenia się spełniły.

Dziękujemy.

Wiktoria Brodzińska

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

blank
REKLAMA
REKLAMA