DR AGATA BĄKOWSKA | Troska o zdrowie i piękno. Holistyczne podejście do medycyny estetycznej

dr Agata Bąkowska


Umiejętnie łączy medycynę estetyczną ze zdrowym stylem życia w sposób, który daleko wykracza poza „poprawianie urody”. W swojej pracy stawia na holistyczne podejście, edukację i naturalność, udowadniając, że piękno zaczyna się od zdrowia, świadomych nawyków i dobrej kondycji fizycznej. Dr Agata Bąkowska w rozmowie opowiada o misji, która prowadzi ją zarówno w gabinecie, jak i w projekcie @fitdoctors__ tworzonym wspólnie z mężem, o sile sportu, rozsądnym podejściu do trendów oraz o tym, dlaczego tak ważny jest work life balance.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: Kiryl Lagutik

Jak łączy się Twoja filozofia życia z misją zawodową, z tym, czym aktualnie się zajmujesz?

DR AGATA BĄKOWSKA: Najważniejszym punktem stycznym jest dla mnie dbanie o zdrowie, zdrowie jamy ustnej, skóry, ale też zdrowie ogólne. Moja misja to edukowanie pacjentów: jak powinni zdrowo żyć, jakie nawyki wprowadzać, z jakich zabiegów korzystać, jaką dietę stosować, jak wzmocnić organizm i poprawić kondycję fizyczną. Ogromne znaczenie dla szeroko pojętego zdrowia i dobrego samopoczucia ma oczywiście sen, o którego cennych właściwościach często zapominamy. Ponadto warto minimalizować stres i sytuacje stresogenne w naszym życiu, choć wiadomo, całkowicie nie da się go wyeliminować. Staram się przekazywać pacjentom wiedzę o tym, na co mają realny wpływ. Nie chodzi tylko o upiększanie twarzy czy zatrzymywanie czasu. To jest efekt uboczny. Chcę, aby moi pacjenci rozumieli, jak mogą żyć lepiej, zdrowiej, funkcjonować sprawniej, a przy okazji wyglądać korzystnie i pięknie.

Mówisz zatem o podejściu holistycznym. Czy to oznacza, że poprawiasz wygląd zewnętrzny, ale jednocześnie wpływasz na psychikę i nawyki pacjentów?

Dokładnie tak. Medycyna estetyczna ma bardzo dużo wspólnego z psychiką. Często tłumaczę pacjentkom – bo to głównie kobiety się do mnie zwracają o pomoc – że nie chcę zmieniać ich twarzy. Oczywiście mogę, bo potrafię tego dokonać, ale nie o to chodzi. Pragnę podkreślić urodę i indywidualne atuty moich pacjentek, cechy, które je wyróżniają z tłumu. A nie tworzyć podobne usta, twarze, tzw. maski czy kopie znanych osób.
Największą nagrodą jest dla mnie moment, kiedy pacjentka mówi: „Budzę się rano i znów lubię swoje odbicie”. Wiele kobiet przestaje je lubić, bo były wcześniej zaniedbane, bo myślały tylko o innych, domu, dzieciach, obowiązkach, a siebie stawiały na końcu. Zabiegi wykonywane przeze mnie mogą odwrócić tę filozofię życia, pozwalając pacjentce znów pomyśleć o sobie. Wracają do mnie kobiety na kolejne zabiegi – i widzę jak uwierzyły w siebie, jak rozjaśniały ich twarze od pozytywów, gdy przychodzą na obcasach, z pofarbowanymi włosami, z makijażem. Dlaczego? Bo kobiecie się chce, bo znów czuje się atrakcyjna. Zabieg staje się przywróceniem pewności siebie, a nie zmianą twarzy.

dr Agata Bąkowska

Wraz z mężem przekazujesz cenne rady i wskazówki dotyczące zbilansowanej diety, aktywności fizycznej, codziennych prawidłowych nawyków żywieniowych i sportowych. Prowadzicie na Instagramie @fitdoctors__. Co było impulsem, żeby stworzyć taki kanał?

To zabrzmi pompatycznie, ale naprawdę mieliśmy misję. (śmiech) I mamy ją nadal: pragniemy uświadamiać ludzi. Nam, medykom, często wydaje się, że podstawowe rzeczy są oczywiste – a jednak nie są. Pacjent potrzebuje, żeby w prosty sposób powiedzieć mu o zasadach zdrowego życia. Zarówno u mnie w gabinecie, jak i u mojego męża w gabinecie ortopedycznym zdarza się tłumaczyć podstawy. Nam wydaje się, że każdy to wie, że powinien wiedzieć, bo to klucz do zdrowego życia. Ale skąd ma wiedzieć, skoro nikt go tego nie nauczył, nie przekazał istotnych wiadomości? Zatem postanowiliśmy, że naszą wspólną zgromadzoną wiedzą chcemy się dzielić z innymi.
Do stworzenia @fitdoctors__ skłonił nas też feedback od znajomych. Słyszeliśmy: „Dzięki wam zmieniłam dietę”, „Zapisałem się na siłownię”, „Mam trenera i nie bolą mnie kolana”, „Schudłem, czuję się lepiej”. Pomyśleliśmy, skoro mamy wpływ na pojedyncze osoby, to możemy wpłynąć na większą grupę, która zechce nas słuchać.

Na Instagramie pokazujecie zdrowe jedzenie podane w apetycznej formie. Dlaczego to dla Was tak ważne?

Bo jedzenie musi cieszyć oczy, (śmiech) musi wyglądać, aby chcieć je skonsumować. Łatwiej jest zaakceptować zdrowy posiłek, kiedy wygląda kolorowo i zachęcająco. Wielu pacjentów nie wie, że można jeść omlet na śniadanie i zrobić go w kilka minut, albo że awokado można przygotować na różne sposoby. Ludzie nie wiedzą o suplementacji czy o białkowych śniadaniach, które naprawdę dają energię na cały dzień. Dlatego o tym mówimy i zachęcamy do smacznych posiłków, które nie są wcale skomplikowane – wprost przeciwnie są proste do przygotowania. I w tym tkwi cały ich sekret. (śmiech) Nie trzeba poświęcać wiele godzin na wykreowanie zdrowego menu – wystarczą chęci, wiedza i wyobraźnia.
Oczywiście, piję kawę, czasem lampkę wina. Jestem człowiekiem, nie robotem. Chodzi o to, by pokazać, że będąc mamą, mając dwie prace, można serwować rodzinie zdrowe, proste, szybkie posiłki. Nie trzeba stać w kuchni pięć godzin. Często robię dania z tego, co akurat jest w lodówce – i pokazuję innym, że też mogą. Bo nie znoszę wyrzucania jedzenia i marnowania żywności. My na naszym kanale pokazujemy to, co sami jemy, co jest sprawdzone. Jeśli ktoś nam ufa – ma gotowy przepis na zdrowy styl życia.

A jeśli chodzi o sport – jaki rodzaj aktywności jest dla Ciebie odskocznią od pracy i codziennych obowiązków?

Możliwości jest mnóstwo, każdy powinien wybrać to, co lubi. Crossfit jest świetny, bo szybko i intensywnie męczy – i pomaga wyrzucić stres, ale nie jest dla każdego.
U nas w domu sport jest od zawsze. Męża pasjonuje crossfit. Mnie – narciarstwo, tenis, a także siłownia, do której mnie przekonał. Trening siłowy jest potrzebny, by mięśnie dźwigały ciężar naszego ciała. W pandemii zaczęliśmy tworzyć własną siłownię, bo takie miejskie przestrzenie były wówczas zamknięte. Systematycznie kupowaliśmy więc sprzęt i teraz możemy cieszyć się prywatnym miejscem do ćwiczeń. Aktualnie cały garaż jest naszą siłownią. (śmiech) I często z niej korzystamy. Pokazujemy ją też na @fitdoctors__. To dla nas naturalna część życia, bo sport łączy nas od początku naszej znajomości.

dr Agata Bąkowska

Czyli można pokusić się o stwierdzenie, że pobyt w garażu jest dla Was formą codziennej terapii i oczyszczenia głowy.

Tak faktycznie jest. (śmiech) To nas wzmacnia jako rodzinę. Sport męczy, ale i mobilizuje do dalszej pracy, do niepoddawania się. Uczy też oderwania się od przyziemnych spraw i obowiązków, zatrzymania się tu i teraz – co przy dzisiejszym tempie życia jest bardzo korzystne dla naszego zdrowia, i ciała, i ducha. Siłownia pomaga nam w osiągnięciu modnego obecnie, i jakże ważnego, work life balance.

Wracając do kwestii zawodowych, co skłoniło Cię do wybrania kierunku medycyny estetycznej?

Ponad 16 lat temu zaczynałam od stomatologii i nadal ją praktykuję, bo stomatologia to nie tylko zęby – to również struktury otaczające, w tym usta i skóra dookoła nich. Ładny uśmiech bardzo wpływa na atrakcyjność twarzy, więc naturalnie kierunek mojej pracy zaczął przesuwać się w stronę estetyki całej twarzy. Od ponad ośmiu lat zajmuję się medycyną estetyczną. Kiedy zaczynałam, to wciąż był nowy temat, teraz stał się dużo bardziej dostępny. Zawsze miałam ogromną potrzebę rozwijania się, zdobywania wiedzy, czytania, pogłębiania umiejętności. I tak kiedyś, podczas spokojnego wieczoru ze znajomymi, pomyślałam: „Może faktycznie ta twarz… może warto spróbować?”. Jestem wrażliwa na piękno człowieka i uznałam, że mogę się w tym sprawdzić. Zapisałam się więc na studia podyplomowe z medycyny estetycznej dla lekarzy na Wydziale Medycznym w Katowicach. To poszerzyło moją wiedzę. Później były liczne kursy, szkolenia, warsztaty – w Polsce i za granicą. W tej branży trzeba być cały czas na bieżąco, dokształcać się i mieć otwarty umysł na nowinki, bo medycyna estetyczna rozwija się niezwykle dynamicznie. I trzeba umieć weryfikować trendy, nowości, które chce się wprowadzić we własnym gabinecie.

dr Agata Bąkowska

Twoje doświadczenie stomatologiczne, a przede wszystkim dokładność i skrupulatność na pewno pomagają w estetyce.

Ogromnie. Precyzja to podstawa, a stomatologia to doskonały trening manualny. Strzykawka czy igła nie stresują mnie w ogóle. Twarz jest wciąż „moim rewirem”, a anatomia to fundament pracy w tym zawodzie. Jedyne, co musiałam dodatkowo zgłębić, to dermatologia, ale to było naturalnym etapem, niezbędnym w medycynie estetycznej. Oczywiście, nie wchodzę w kompetencje dermatologów.

Wiele osób wciąż uważa, że medycyna estetyczna to dobro luksusowe – coś tylko dla celebrytów. Czy ten obraz jest prawdziwy?

Absolutnie nie. Oczywiście, zabiegi nie są tanie, ale dziś są znacznie bardziej dostępne niż jeszcze kilka lat temu. Często kobiety mówią: „To nie dla mnie, mnie na to nie stać”. A potem przychodzą, patrzą na cennik i słyszę: „A, to tyle? Myślałam, że dużo drożej”. Niekiedy okazuje się, że osoba, która uważała się za „szarą myszkę”, może bez problemu pozwolić sobie na poprawę wyglądu – po prostu nie wiedziała, że jest w ogóle targetem dla takiego gabinetu.

Czyli oprócz ograniczeń finansowych problemem bywa też mylne przekonanie?

Tak, często chodzi o zmianę sposobu myślenia. Istnieje stereotyp, że lekarki medycyny estetycznej to kobiety na szpilkach, w pełnej biżuterii, perfekcyjnie wystylizowane. Tymczasem ja przyjmuję w lekarskim scrubsie, w fartuszku, z włosami związanymi w kucyk. Podczas zabiegów mam maseczkę, żeby zachować sterylność miejsca, w które wstrzykuję preparat. To akurat wyniosłam ze stomatologii, gdzie bliskość twarzy lekarza i pacjenta jest normą.
Medycyna estetyczna przeciętnemu pacjentowi kojarzy się z przerysowanymi efektami. Prawda jednak jest inna – największym sukcesem lekarza jest osiągnięcie takiego efektu, który nie krzyczy z daleka „jestem zrobiona”, tylko takiego, gdy nie można oderwać wzroku od atrakcyjności kobiety. I to właśnie jest magia medycyny estetycznej.

dr Agata Bąkowska

Czy wygląd lekarza ma dla pacjentów znaczenie?

Myślę, że tak. Pacjent widzi lekarza i może ocenić, czy chce uzyskać podobny efekt estetyczny. Jeśli ja jestem naturalna, to pacjentka, która też chce naturalnych rezultatów, czuje się bezpiecznie. Jeśli ktoś szuka bardziej „wyrazistych” efektów, wybierze lekarza, który sam prezentuje taki styl. To dobrze, że mamy wybór. A Instagram dodatkowo sprawia, że lekarze nie są anonimowi – można zobaczyć, do kogo się idzie.

Wspomniałaś, że zabiegi medycyny estetycznej kiedyś uchodziły za usługi premium, na które stać było niewielu. Jak to wygląda dziś?

Dziś wachlarz usług jest tak szeroki, że można dostosować plan zabiegowy do własnego budżetu. Często wystarczy rozłożyć działania w czasie – na kilka wizyt – i nagle okazuje się, że poprawa wyglądu jest realna finansowo. To jest dostępne. Problemem jest często brak wiedzy o tym, że medycyna estetyczna może być osiągalna dla zwykłej osoby.

Czyli edukacja odgrywa tu ważną rolę?

Bez wątpienia. Edukacja pozwala zrozumieć, że medycyna estetyczna nie jest zarezerwowana dla wybranych. Jest dla każdego, kto chce coś poprawić i czuć się lepiej we własnej skórze.

dr Agata Bąkowska

W Twojej ofercie jest wiele zabiegów: mniej inwazyjne, bardziej inwazyjne, zabiegi igłowe, bezigłowe, z kwasem hialuronowym, a także z użyciem lasera frakcyjnego. Jak dobierasz zabieg do pacjenta?

Przede wszystkim liczy się cel pacjenta i termin – muszę wiedzieć, czy pracujemy w procesie długofalowym, czy potrzebny jest szybki efekt „wow”. Znaczenie ma też to, czy pacjent boi się igieł, jakie ma nastawienie, jak wygląda jego budżet. Inne zabiegi zaproponuję 30-latce, a inne 50–60-letniej kobiecie.
Pierwsza wizyta to rozmowa. To fundament całej pracy lekarza medycyny estetycznej. Nie jestem osobą, która „robi usta i się żegna”. Z pacjentami buduje się relację, zaufanie. Muszę zrozumieć, czego chcą, skąd wynika ich wewnętrzna potrzeba zmiany – czy to chęć odmłodzenia, zatrzymania czasu, presja partnera, różnica wieku w związku, czy po prostu ich własna indywidualna potrzeba. Dopiero wtedy dobieram zabieg, taki, który faktycznie przyniesie efekt. Nie ma sensu robić zabiegu, który działa dopiero po trzech sesjach, jeśli pacjent zrobi tylko jedną. Dlatego ta wstępna i szczerza rozmowa jest dla mnie kluczowa, aby zrozumieć oczekiwania pacjentki.

Rynek medycyny estetycznej dynamicznie się rozwija. Jak odnajdujesz się w tej ilości nowych technologii i urządzeń?

Rzeczywiście, rynek jest wręcz zalany urządzeniami. Fakt, że coś jest „nowością” nie jest dla mnie wystarczający. Zanim wprowadzę cokolwiek do gabinetu, robię bardzo głęboki research. Pytam kolegów z branży, sprawdzam ich doświadczenia, analizuję efekty, sprawdzam też certyfikację. Chcę mieć pewność, że to, co wprowadzam, naprawdę działa – nie testuję niczego na pacjentach.

Czyli jesteś ostrożna w podejściu do nowinek technologicznych?

Tak, zdecydowanie. Ufam przede wszystkim swojej ręce i temu, co potrafię zrobić. Wiem, w czym jestem dobra, a co mniej lubię – i zawsze mówię o tym pacjentom uczciwie. Uwielbiam pracować z twarzą, tam czuję się najlepiej. Zabiegi na ciało nie do końca współgrają z moją filozofią życia.

dr Agata Bąkowska

W jakim sensie zabiegi na ciało są niezgodne z Twoim podejściem?

Na przykład obecnie bardzo modny jest kwas polimlekowy do modelowania pośladków. Tylko… przepraszam, jeśli ktoś chce mieć jędrne pośladki, to powinien zacząć od przysiadów i zacząć ćwiczyć. Bez zbudowanego mięśnia nie da się stworzyć ładnego kształtu. Najpierw baza, czyli dla mnie aktywność fizyczna – potem możemy pracować nad skórą i tutaj mam do dyspozycji szeroki zakres zabiegów iniekcyjnych. Nie ma jednak magicznego preparatu, który zrobi wszystko za nas.

Czy często spotykasz się z nierealistycznymi oczekiwaniami pacjentów?

Tak, zwłaszcza u osób, które nie są aktywne fizycznie, a chcą idealnego, jędrnego ciała „bez wkładu” własnego. A tak się nie da. Pod skórą jest mięsień – jeśli jest mocny, podtrzyma skórę. Jeśli jest wiotki, to żaden zabieg tego nie zastąpi. Oczywiście są też pacjentki, które mają realne mankamenty – ubytki tkankowe, wiotkość czy suchość skóry, rozstępy, nawet drobne defekty, które wpływają na ich postrzeganie siebie. I to rozumiem, bo każdy ma inne odczucia i inne granice komfortu estetycznego.

Mimo tego rzadziej proponujesz zabiegi na ciało?

Tak. Nie krytykuję ich – po prostu mnie samej bliżej do twarzy, szyi i dekoltu. To moja ulubiona część pracy.

Czy pacjentki inwestują głównie w wygląd twarzy? Czy też obserwujesz taki trend?

Bardzo często. Panie potrafią zainwestować naprawdę dużo w twarz, pomijając szyję i ręce. Szyja przy odmłodzonej twarzy wygląda nienaturalnie. Słyszę więc często: „A, szkoda pieniędzy, wolę inwestować w twarz.” Tylko potem wygląda to tak, jakby twarz i szyja należały do dwóch różnych osób. W medycynie estetycznej chodzi o spójność, o naturalność. Tymczasem w niektórych przypadkach: twarz jest napięta i świeża, a szyja sucha, zaniedbana, bez regeneracji.

Jak zatem przekonujesz pacjentki do dbania o szyję?

Tłumaczę, że o szyję warto zadbać wtedy, gdy „jeszcze dobrze wygląda”. Jeśli zostawimy ją samą sobie z myślą „na razie jest ok”, to później odwrócenie zmian jest bardzo trudne. Dbajmy o to, aby zachowała dobrą kondycję jak najdłużej. Szyja to niezwykle ważna część naszego wyglądu – nie powinniśmy jej pomijać.

dr Agata Bąkowska

Edukujesz też pacjentki nt. odpowiedniego nawodnienia organizmu, snu, unikania używek, zwłaszcza papierosów, nadmiernej ekspozycji na słońce. Czy jesteś w stanie „na oko” stwierdzić, czego brakuje skórze pacjenta?

W większości przypadków tak. Czasem nawet stojąc w kolejce w sklepie, mimowolnie „skanuję” twarze. Skóra zdradza wszystko: nadmiar słońca, palenie, alkohol, odwodnienie, stres. Dodatkowo, podczas pierwszej szczerej rozmowy, pacjenci w ankietach podają swoje choroby i leki – to również bardzo dużo mówi o stanie organizmu i niezdrowych nawykach.

Jeśli chodzi o zabiegi regeneracyjne – blizny, rozstępy? Czy laser frakcyjny jest tu najlepszym rozwiązaniem?

Laser frakcyjny jest bardzo skuteczny, ale ma jeden minus – długi czas gojenia. Kilka dni trzeba spędzić w domu, bo skóra jest wtedy zaczerwieniona, obrzęknięta, delikatna. Pacjenci dziś lubią szybkie gojenie, bo taka mamy rzeczywistość, w której wszystko ma być „na już”. Dlatego dopasowuję rozwiązania indywidualnie do potrzeb i wymagań pacjentek. Rozstępy i blizny można zniwelować też za pomocą peelingów, radiofrekwencji mikroigłowej, mniej inwazyjnej niż lasery. Każdy przypadek omawiam na konsultacji.

Co dziś jest największym „hitem” w medycynie estetycznej?

Biostymulatory – to hasło słyszę najczęściej. Są świetne, ale wymagają rozsądnego doboru i wiedzy. Młodej dziewczynie nie podaje się silnych stymulatorów, bo może to dać efekt odwrotny. Kwas polimlekowy także jest bardzo popularny – to „mistrz ujędrniania”.
Jednym z moich ulubionych zabiegów, które są bliskie filozofii mojego podejścia do leczenia pacjenta, jest zabieg lipolifting. Lipolifting z użyciem kwasu hialuronowego. Oczywiście, trendy i innowacje wciąż kuszą, ale zawsze wracam do początkowej rozmowy, czyli wstępnej konsultacji, aby uzmysłowić, że nie każdy zabieg jest dla każdego.

Przyjmujesz też pacjentów z bruksizmem czy nadpotliwością?

Tak. W bruksizmie moje stomatologiczne doświadczenie bardzo pomaga. Przyczyną nie zawsze jest sam mięsień, czasem to wada zgryzu, stres, źle wykonane wypełnienia. Toksyna botulinowa świetnie rozluźnia mięsień, ale trzeba ją podać precyzyjnie, tak aby zachować jego funkcję. Bardzo pomaga tu USG twarzy – pozwala mi dokładnie zobaczyć strukturę mięśnia, ocenić jego grubość i podać lek z najwyższą precyzją. Nadpotliwość pach również leczymy botoksem – to częsty problem, zwłaszcza u mężczyzn.

Wspomniałaś, że medycyna estetyczna wciąż ewoluuje, dynamicznie się rozwija. Czy widzisz zabiegi estetyczne również z przeznaczeniem dla kobiet po chorobie onkologicznej?

Tak. Bo te kobiety po całym procesie leczenia często są bardzo wyniszczone – i fizycznie, i psychicznie. A zabiegi estetyczne mogą im pomóc odbudować skórę, włosy, przywrócić im witalność, zdrowy wygląd. Mam już takie pacjentki i widzę, jak ważna jest dla nich ta estetyczna „ścieżka powrotu do siebie”, ten pozytyw wpływający na ich psychikę. Utrata podskórnej tkanki tłuszczowej powoduje zmianę rysów twarzy. Przesuszona i ścieńczała skóra reaguje nadwrażliwością. Leczenie tych skutków choroby poprawia komfort i odbudowuje kobiecość.

Czy według Ciebie sztuczna inteligencja może w przyszłości pomóc w diagnostyce skóry czy chorób dermatologicznych?

Myślę, że tak. Radiologia jest świetnym przykładem – AI nie zastępuje lekarza, ale potrafi go nakierować na właściwą ścieżkę diagnostyczną. Po prostu sztuczna inteligencja zawęża pole poszukiwań, co jest ogromnym ułatwieniem przy tylu jednostkach chorobowych.
Jeśli chodzi o skórę – już są urządzenia, które potrafią ją zeskanować pod kątem przebarwień, nawilżenia czy jakości. Potrafią nawet oszacować wiek skóry. Według mnie w medycynie estetycznej jest dużo przestrzeni dla AI, która może pomóc w dopracowaniu szczegółów i wybraniu odpowiedniej ścieżki leczenia.

AI jest przyszłościowe, ale medycyna estetyczna ma dodatkowy „haczyk”.

To prawda, świat jest pełen zdjęć tworzonych przez AI czy filtry Instagramowe, a pacjenci często nie potrafią odróżnić tego od rzeczywistości i idą do lekarza medycyny estetycznej z wygórowanymi oczekiwaniami, które są przecież nierealne. Dlatego dla mnie zawsze kluczowa jest wiarygodność. Obserwuję, że od pewnego czasu modna stała się naturalność. Celebrytki czy polskie, czy zza Oceanu zaczęły pokazywać zdjęcia „soft”, bez makijażu – różnica czasem jest gigantyczna. I taki wizerunek wymaga odwagi. Bardzo to szanuję, bo w czasach sztucznych wizerunków takie naturalne oblicze jest jak oddech powietrza. Mam też wiele pacjentek, które mówią mi: „Już nie muszę się malować. Mam tak ładną skórę, takie odbicie światła, że wystarczy tusz do rzęs”. I to dla mnie sygnał, że idę w dobrym kierunku jako lekarz. W kierunku naturalności, a nie poprawiania urody za wszelką cenę.

dr Agata Bąkowska

Czy widzisz jakiś większy, długofalowy trend technologiczny w medycynie estetycznej?

Tam, gdzie jest maszyna – tam będzie AI. Wyobrażam sobie sondę przykładaną do skóry, która przesyła dane, a AI dobiera głębokość impulsu, rodzaj fali czy parametry zabiegu. Taki kierunek jest realny. Ale jeśli chodzi o produkty do wstrzykiwania – tu ręka lekarza pozostanie niezastąpiona. Przynajmniej na razie.

A w kwestii pracy np. z ustami? Tu chyba AI nie będzie w stanie „wyczuć” pacjenta.

No właśnie. Jedna pacjentka chce duże usta, inna – tylko zdrowe i naturalne, tak żeby nikt się nie zorientował. I to trzeba czuć, zrozumieć. Maszyna nie przetworzy niuansów ani pragnień pacjentek. A do tego usta też się starzeją, tak jak inne części naszej skóry – mało kto właściwie o nie dba, kremując, nawilżając, pielęgnując, chyba, że zimą, na przysłowiowym stoku… Zabiegi rewitalizacji ust potrafią je pięknie przywrócić do życia bez zmiany kształtu, ale to jest sztuka.

Jakie jest Twoje zawodowe marzenie?

Żyć tu i teraz. Rozwijać się zawodowo, dokształcać, ale w równowadze z życiem rodzinnym. Jestem mamą dwóch nastolatek, więc moją misją jest być dla nich przykładem. Pokazywać im, że rozwój, sport, zdrowie i nauka mają sens. Gdy jedziemy na basen, to ja też pływam – nie siedzę na ławce, przeglądając media społecznościowe na telefonie. Nakłaniając córki do czytania, sama sięgam po książkę. Podkreślam, że wspólny czas jest wartościowy, że kolację warto zjeść razem, rozmawiając. Chcę, żeby się nigdy nie wstydziły swojej mamy. To jest dla mnie największy cel.

Agata Bąkowska
Chirurgia Estetyczna
ul. Druskienicka 17, 60-476 Poznań
BLUMEDICA
ul. Obornicka 85, 62-002 Suchy Las
(budynek Galerii Sucholeskiej, III piętro)
@fitdoctors__
@dr_agata.bakowska

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

dr Agata Bąkowska
REKLAMA
REKLAMA