Daria Sieracka Fundacja Wandalistki | Kobiety w górach

Daria Sieracka|Daria Sieracka

W wielu życiowych sytuacjach można przekonać się, iż kobiety są górą! Konkretne, stanowcze, nie zrażające się niepowodzeniami, uparcie dążące do wyznaczonego celu. Ambitne polskie alpinistki, himalaistki, taterniczki, kobiety zajmujące się wspinaczką wysokogórską promuje i wspiera nowo założona Fundacja Wandalistki, nawiązująca do ikony kobiecego himalaizmu – Wandy Rutkiewicz. O istotnych założeniach i celach fundacji rozmawiam z jej prezeską, kobietą zakochaną w górach, ich mistycyzmie i wolności – Darią Sieracką.

Dario, jak narodził się pomysł na stworzenie Fundacji Wandalistki?

DARIA SIERACKA: Od 6 lat prowadzę blog Kobieta Górom, na którym propaguję kobiece działania w górach i opowiadam o górach z kobiecego punktu widzenia. Wnikliwie śledzę też środowisko wspinaczkowe w Polsce i im bardziej zagłębiam się w ten świat, tym coraz bardziej dociera do mnie, jak mocno kobiece sukcesy są przemilczane i niezauważane. Dlatego z jeszcze większą mocą postanowiłam na kanałach Kobieta Górom propagować nasze polskie alpinistki, himalaistki, wspinaczki i taterniczki. Od ponad roku prowadzę z nimi rozmowy LIVE, podczas których nierzadko okazuje się, że kobiety nie tylko nie są zauważane, ale nie są też w żaden sposób wspierane. Często, aby móc osiągać więcej, muszą jeszcze bardziej i mocniej udowadniać, że są tego warte, a ponadto często najzwyczajniej w świecie, aby móc zrobić coś więcej, brakuje im finansów, do których również mają utrudniony dostęp. Dlatego postanowiłam stworzyć fundację, która oprócz tego, że będzie wspierać kobiety w sportach górskich finansowo, to będzie również pomagać w promowaniu i nagłaśnianiu kobiecych sukcesów i sylwetek nierzadko bardzo utalentowanych polskich wspinaczek. Mamy w Polsce wiele dziewczyn bardzo ambitnych, z dużymi aspiracjami, którym można i – według mnie – trzeba podać rękę.

Nieprzypadkowo 30. rocznica śmierci ikony kobiecego himalaizmu zbiegła się z powstaniem Wandalistek. Dlaczego?

Tak naprawdę formalnie fundacja powstała w sierpniu 2021 roku, jednak trochę czasu potrzebowała na tzw. „rozruszanie się”. Kiedy sejm ustanowił 2022 rok rokiem Wandy Rutkiewicz, to do końca 2021 roku fundacja działała po cichu, aby móc ruszyć pełną parą z początkiem roku swojej patronki, od której czerpie siłę i determinację w działaniu.

Wanda Rutkiewicz fot. z arch. Wandy Rutkiewicz 1
Wanda Rutkiewicz

Jaka jest główna idea fundacji? Co przyświeca Wandalistkom?

Wandalistki to górskie aktywistki, które chcą działać, by budować przestrzeń i tworzyć możliwości dla kobiet w górach. Przez dialog, współpracę, wiedzę i finansowanie. Fundacja jest po to, aby z jednej strony wspierać te dziewczyny, które już się realizują w górach, a z drugiej szukać młodych talentów i dawać szansę tym, które mają potencjał. W jednym i drugim przypadku poprzez wsparcie w szkoleniach, treningach, wyjazdach, wyprawach możemy dać szansę na powrót polskich taterniczek i alpinistek do światowej czołówki, a także wychowywać nowe pokolenia himalaistek.

Fundacja planuje pomagać kobietom stawiającym czoła nierównościom, dołkom finansowym i zdrowotnym. Zawsze mając w pamięci, że niezależność, szacunek i równość to nie zaszczyty, a elementarne prawa człowieka.

Czy kobiety uprawiające sporty ekstremalne, do których niewątpliwie należy wspinaczka wysokogórska, są traktowane na równi z mężczyznami?

W Polsce niestety nie. Wciąż po tych wielu latach uważa się, że kobiety są słabsze, mniej zdolne, gorzej sobie radzą w ekstremalnych warunkach i nie dają sobie rady w stresujących sytuacjach. Oczywiście biologii nie oszukamy i rzeczywiście jesteśmy fizycznie słabsze, co nie oznacza, że gorsze, a wręcz przeciwnie. Często jesteśmy bardziej wytrzymałe, cierpliwsze i lepiej potrafimy ocenić ryzyko. 

Uważamy, że pora podważyć stereotypowe podejście, w którym kobieta w najlepszym razie stanowi tło męskiego sukcesu, a w najgorszym patrzy się na nią z pobłażaniem, sugerując, że wyznaczając sobie ambitne cele wspinaczkowe, porywa się z motyką na słońce. Będziemy mówić głośno o sukcesach, planach i celach wspinaczek, odczarowując poczucie, że kobiet w górach wysokich nie ma.

Wspinaczka męska jest wszechobecna, mocno popularyzowana przez tuzy środowiska górskiego i media. Jeśli środowisko nie celebruje osiągnieć wielkich matek polskiego himalaizmu, pomija milczeniem ich sukcesy, to raczej młode dziewczyny, kobiety nie mają skąd czerpać inspiracji, nie mają wzorców, autorytetów, nie widzą się w wysokich górach. Nasza fundacja chce to zmienić, inspirować kobiety do górskich działań, wspierać je na wielu poziomach i promować ich działania.

Daria Sieracka

Znasz z autopsji górskie wyprawy. Jak najlepiej się do niech przygotować?

Jeżeli mówimy o wyprawach w góry wyższe niż Tatry, jak Alpy czy Kaukaz, to najlepiej zacząć od bywania w górach polskich w zimowych warunkach. A przede wszystkim najlepiej rozpocząć od ukończenia kursu turystyki zimowej. Dobrze jest też zadbać o dobrą formę fizyczną, bo bez niej ani rusz. (śmiech)

Za co kocha się góry? Czym dla Ciebie jest pasja wspinaczkowa?

Hmm… myślę, że głównie kocha się góry za tę wolność, którą nam wszystkim dają, za bliskość z naturą, za radość z każdej najmniejszej rzeczy i czynności – z tego że pijemy ciepłą herbatę, że możemy się przez chwilę ogrzać, że przestaje wiać silny wiatr i słyszymy ciszę. Ja dzięki wspinaczce po prostu czuję, że żyję i za każdym razem przekonuję się, że mogę więcej niż myślałam, więc jest to też jakiś rodzaj przekraczania barier i sprawdzania siebie. A bycie w górach to dla mnie niezmierzone szczęście i spokój, jakiś mistycyzm, dzięki któremu czuję, że jestem tu i teraz, nie ma tej rzeczywistości i problemów, które mam na dole. Góry są więc wielką odskocznią od dnia codziennego, chaosu, tempa i konsumpcjonizmu, których tak bardzo nie lubię.

Czy przydarzyła Ci się ekstremalna sytuacja podczas ekspedycji?

Może nie ekstremalna, ale bardzo niebezpieczna. Zdarzyła się na mojej pierwszej wyprawie w góry wyższe niż Tatry. Na Mont Blanc, podczas trawersowania kuluaru śmierci (Grand Couloir), zaatakowała nas lawina kamieni. Jedyne co w takiej chwili można zrobić, to szybko znaleźć miejsce w skałach i maksymalnie się w nich schować, tak aby kamienie nas ominęły. Ja niefortunnie znalazłam się w punkcie, które nie osłoniło mnie w 100% i oberwałam kamieniami w głowę i plecy. Miałam kask, więc na szczęście nic wielkiego się nie stało, ale bardzo szybko uzmysłowiłam sobie jakim jesteśmy malutkim i nieistotnym elementem dla góry i jakie małe szanse mamy w starciu z takim żywiołem.

Daria Sieracka

Jesteś i prezeską fundacji, i pomysłodawczynią projektu Kobieta Górom. Proszę przybliż – niewtajemniczonym – najważniejsze założenia projektu.

Zarówno blog, jak i pozostałe kanały pod nazwą Kobieta Górom mają na celu propagować kobiece działania w górach oraz w praktyczny sposób ukazywać kobiecą wspinaczkę oraz zdobywanie gór wyższych. Jednocześnie też dzięki tym kanałom walczę ze stereotypami kobiet w górach, obalam kobiece mity, ale przede wszystkim dzielę się swoimi kobiecymi doświadczeniami w górach oraz pokazuję jak wiele mamy wspaniałych i inspirujących alpinistek oraz wspinaczek w Polsce.

Czy kobiety, będąc w grupie, bardziej się motywują, wspierają i czy stają się wówczas odważniejsze?

Zdecydowanie tak! Czują się pewniej i przede wszystkim na równi, wiedzą, że nie muszą nic udowadniać, że mogą po prostu robić swoje. A przy tym łatwiej jest im mówić o tym, co im doskwiera, bo wiedzą, że druga strona to doskonale zrozumie, często wręcz przyziemne kwestie jak np. potrzeby fizjologiczne. (śmiech)

Wiem, że Wandalistki będzie można spotkać nie tylko na szlakach górskich. Co planujecie, również w Poznaniu?

Oprócz kobiecych wypraw górskich, na ten rok planujemy wiele wydarzeń kulturalnych, m.in. tournée ze spektaklem „Wanda” z Teatru Polskiego w Bielsko-Białej. Wspaniały spektakl o Wandzie Rutkiewicz stworzony w 100% przez kobiety, w reżyserii Marii Sadowskiej i Joanny Grabowieckiej. Po każdym spektaklu będzie można uczestniczyć w spotkaniach skupionych wokół Wandy Rutkiewicz, w których brać udział będą twórczynie spektaklu oraz osoby znające naszą himalaistkę. 

przeglad

W Poznaniu rozpoczynamy to tournée już w kwietniu. Wraz z Kinem Muza zapraszamy również na pierwszy i jedyny w Polsce Przegląd Kobiecych Filmów Górskich i Podróżniczych, który odbędzie się w dniach 1-3 kwietnia. Oprócz niezwykle ciekawych filmów poświęconych tematyce kobiecych eksploracji odbędą się również spotkania z inspirującymi polskimi alpinistkami i wspinaczkami.

W jaki sposób można wspierać działalność fundacji?

Fundację można wspierać poprzez stronę internetową www.wandalistki.org oraz można wpłacać darowizny na cele statutowe na nr konta: 53 1090 1362 0000 0001 4842 8143. Wielkim wsparciem dla fundacji będzie po prostu rozesłanie w świat informacji, że taka fundacja powstała oraz uczestniczenie w naszych wydarzeniach, do czego gorąco zachęcamy!

Czyli w kobietach jest siła. 

Siła jest kobietą! (śmiech)

wandalistki
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Daria Sieracka|Daria Sieracka
REKLAMA
REKLAMA

Beata i Mariusz Cieślukowscy | Zamieszkaj na zachwycającym Costa del Sol

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska


Oboje pochodzą z Mazur, ich plany zawodowe połączyła stolica Wielkopolski. Tu w Poznaniu wykrystalizował się pomysł na wspólny rodzinny biznes, który był impulsem do zmiany życia o 180 stopni. Beata i Mariusz Cieślukowscy, właściciele PlanoSpain, od lat działają na hiszpańskim rynku nieruchomości. Polecają wybrzeże Costa del Sol, gdzie osiedlili się, rozwijając firmę i spełniając często niełatwe życzenia klientów z najodleglejszych regionów świata.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: Maciej Sznek Escargofoto | Makeup Artist: Kiuru Visage | zdjęcia nieruchomości: archiwum prywatne PlanoSpain

Jak zaczęła się Wasza przygoda w branży nieruchomości?

BEATA CIEŚLUKOWSKA: Mówiąc nieskromnie (śmiech), rozpoczęła się ode mnie. Już ponad 15 lat zajmuję się nieruchomościami inwestycyjnymi. W pierwszym etapie mojej pracy zawodowej, tu na poznańskim rynku, pracowałam u największego pośrednika nieruchomości w Polsce – była to firma Home Broker. Wiele kontaktów oraz przyjaźni branżowych mam do teraz właśnie z tego miejsca.
MARIUSZ CIEŚLUKOWSKI: Przez ponad 12 lat zdobywałem doświadczenie w największych światowych bankach, bankowość korporacyjno-inwestycyjna, co dało mi dużą swobodę w poruszaniu się w świecie wielkich liczb oraz projektów budowlano-inwestycyjnych. Obydwoje mieliśmy duże doświadczenie zawodowe i dlatego postanowiliśmy połączyć nasze siły, umiejętności i wiedzę, co klienci w pełni docenili.

Dlaczego właśnie Hiszpania stała się dla Was atrakcyjnym rynkiem nowych inwestycji?

B.C.: Największym impulsem do tego typu poszukiwań był jeden z moich klientów, który miał już wiele zakupionych nieruchomości, za moim pośrednictwem, zarówno w polskich górach, nad Morzem Bałtyckim, jak i na Mazurach, ale zapragnął czegoś więcej, poza granicami kraju. Zainspirował mnie miejscem o wdzięcznej nazwie Marbella na hiszpańskim wybrzeżu Costa del Sol. „Jak Pani znajdzie dla mnie coś ciekawego, to ja tam kupię” – powiedział. Poleciałam więc, zaczęłam szukać, oglądać poszczególne miejsca, aby złożyć korzystną ofertę klientowi. Bardzo mi się tam spodobało, krajobrazy, klimat, pozytywne myślenie i przepięknie położone apartamenty. Znalazłam dla klienta nieruchomość według jego wytycznych i oczekiwań i tak to się zaczęło…
M.C.: Potem lataliśmy już wspólnie, szukając odpowiednich nieruchomości dla innych klientów. Ale – nie ukrywam – że przy dwójce małych dzieci i obowiązkach prywatnych taki układ wylotów biznesowych bardzo nam doskwierał. Zaczęliśmy więc rozważać inne wyjście z tej sytuacji…

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Beata Cieślukowska

Aż zdecydowaliście się na przeprowadzkę na Costa del Sol…

M.C.: Tak, życie nas do tego popchnęło, podsuwając taki scenariusz. (śmiech)
B.C.: Analizując miejsca na południowym wybrzeżu Costa del Sol, nasz wybór padł na piękną słoneczną Marbellę, którą polecam wszystkim. Spakowaliśmy więc swoje rzeczy, zabraliśmy dzieci i rozpoczęliśmy nowy etap naszego życia i wspólnej pracy.

Z takim zapałem i uśmiechem opowiadacie o Waszym nowym miejscu zamieszkania, więc muszę zapytać, czym tak naprawdę uwiodła Was Marbella? Co Was zauroczyło w tym miejscu?

B.C.: Marbella jest bardzo międzynarodowa, na tym terenie mieszają się różne kultury i tradycje.
M.C.: Warto podkreślić, że w Hiszpanii jest ogromna różnica pomiędzy Costa del Sol a innymi wybrzeżami. Zupełnie inne osoby przyjeżdżają na południe Hiszpanii, do Benalmadeny czy właśnie do Marbelli, gdzie mieszkamy. Tu jest też inny klient niż np. w Alicante. Jedno wybrzeże, ale konkretne miejscowości i przebywający tam turyści różnią się od siebie i to znacznie. Marbella ma niską zabudowę i od razu wygląda to bardziej luksusowo. Co chwilę są parki, zielone skwerki, palmy, po prostu przeważa dużo zieleni. Dla ciekawostki – to było pierwsze zagospodarowane wybrzeże w całej Hiszpanii, więc roślinność miała dużo czasu, aby wybujać i wzbogacić swoim pięknem okolicę. Specyfiką Marbelli jest też posiadanie i morza, i gór. Nawet jeśli w Sewilli jest latem 45 st. w cieniu, to u nas – dzięki takiemu idealnemu położeniu – jest zawsze minimum 10 stopni mniej. W ubiegłe lato przeważała temp. 32-33 stopnie, a najwięcej pokazały termometry 36 st. w cieniu. To w Polsce często jest bardziej gorąco. Marbella ma swój mikroklimat – latem nie jest upalnie, a zimą jest przyjemnie ciepło. Ponadto w tym nadmorskim mieście nie znajdzie się tzw. „betonozy”, jaka przeważa w tego typu lokalizacjach, gdzie deweloperzy prześcigają się w stawianiu coraz to wyższych apartamentowców.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
Mariusz Cieślukowski

W PlanoSpain rynek pierwotny przeważa nad wtórnym?

M.C.: Na naszej stronie są również oferty z rynku wtórnego, ale jako PlanoSpain specjalizujemy się w szczególności w rynku pierwotnym. To ponad 80 procent naszej oferty sprzedażowej.
B.C.: Edukujemy też naszych klientów, którzy kontaktują się z nami z zamiarem zakupu nieruchomości na rynku wtórnym. Studzimy ich zapał i często po prostu tłumaczymy, że nie warto… Klient już za sam apartament z rynku wtórnego płaci bardzo dużo, do tego trzeba doliczyć koszty remontu. Ponadto części wspólne tych miejsc z rynku wtórnego są w niskim standardzie. To jest budownictwo np. z lat 2009-2010 lub wcześniejsze, gdzie widać ząb czasu, brak renowacji i remontu klatek, brak odnowy wspólnych basenów. Akustyka w takich miejscach szwankuje, hałasy i odgłosy zza ściany słychać bardzo dobrze, a dodatkowo odgłosy w pionie – ze względu na gorszej jakości wykorzystane materiały budowlane. Naprawdę jest wiele zalet kupna nieruchomości z rynku pierwotnego, do czego szczerze namawiamy.
M.C.: W 2010 roku wiele się zmieniło w hiszpańskim ustawodawstwie, w prawie budowlanym, wzięto pod uwagę normy cieplne, zaczęto stosować lepsze i korzystniejsze dla inwestorów materiały budowlane. Wstawiać wyższej jakości okna, izolować ściany. Rozpoczął się cały proces budowy z większymi benefitami dla kupujących, co w Polsce od wielu lat jest standardem i normą, a w Hiszpanii dopiero zaczęło to kiełkować. Zatem bez namysłu polecamy nieruchomości z rynku pierwotnego. Przede wszystkim korzystna jest cena za nowe mieszkanie, a przy tym plan płatności, który rozłożony jest w czasie. Bo nawet jeśli trzeba wydać 500 tys. Euro, czym innym jest wyjęcie ich dzisiaj i położenie na stół, a czym innym gdy harmonogram płatności jest rozbity na 30 % przy umowie przedwstępnej, a reszta następuje dopiero przy odbiorze kluczy w perspektywie do 1,5 roku. Ponadto kupujący ma wybór, oglądając plany, rzuty apartamentów od dewelopera, czyli kupuje to, co chce, a nie to, co zostało na rynku.

Sprzedaż z rynku pierwotnego odbywa się, gdy jest tylko przysłowiowa dziura w ziemi?

M.C.: Głównie właśnie na tak wczesnym etapie. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że jest dużo wybudowanych budynków, mieszkań, które czekają na swoich właścicieli. Nierzadko ceny można jeszcze negocjować u dewelopera. W Marbelli czy innych częściach Costa del Sol na etapie stojących już murów wszystkie mieszkania są wykupione. Zakup rozpoczyna się wraz z wbiciem łopaty w ziemię, czyli właśnie wraz z robieniem przysłowiowej dziury.

W swojej ofercie macie nieruchomości o różnej powierzchni, od mniejszych 50- czy 60-metrowych, przez ponad 100-, 200-, 300-metrowe apartamenty, aż po luksusowe wille np. ponad 1400 metrów kw. Jaka powierzchnia mieszkalna jest najbardziej poszukiwana, jaka jest najbardziej na topie wśród zainteresowanych kupnem?

B.C.: Mały metraż w Hiszpanii oznacza co innego niż w Polsce. 40-, 50-metrowe mieszkanie to swoisty ewenement, czegoś takiego się po prostu nie buduje na rynku hiszpańskim. Standardem przy dwóch sypialniach jest ok. 80 m kw., a przy trzech sypialniach – ok. 130 m kw.
M.C.: Co istotne, w Hiszpanii – podobnie jak w USA – najważniejsza jest ilość sypialni. 60-metrowe mieszkania można na palcach jednej ręki przedstawić w naszej ofercie.
Polacy są przyzwyczajeni zadawać pytanie, „ile za metr kwadratowy?”, a na rynku hiszpańskim funkcjonuje inna wytyczna, czyli liczba sypialni. Cena uzależniona jest od ich ilości, oraz usytuowania apartamentu w danej inwestycji.

Kto jest Waszym głównym klientem?

M.C.: W 90 procentach są to Polacy, ale nie tylko Polacy mieszkający w Polsce, również ci ze Szwecji, z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady. Aktualnie mamy kilku Holendrów zainteresowanych naszymi ofertami. Wchodzimy też na rynek niemiecki, stale poszerzając nasz target.
Podchodzimy do naszej pracy z wielkim profesjonalizmem, a do klientów z ogromnym szacunkiem. Skupiamy się na konkretnym miejscu, jakim jest Costa del Sol – i robimy to najlepiej, jak tylko potrafimy, szukając dla klientów nieruchomości skrojonych pod ich oczekiwania i portfel. Postawiliśmy na wyspecjalizowanie się w tym regionie. To jest podobnie jak z restauracyjnym menu – lepiej mieć w karcie mniej dań, ale dobrej jakości niż szeroką kartę menu z byle jakimi potrawami.
B.C.: I co niezwykle istotne, mamy klientów najczęściej z polecenia. W naszej branży działa stary sposób przekazywania dobrych wiadomości i to nas bardzo cieszy. (śmiech) Miło słuchać pozytywnych opinii i rekomendacji na temat naszej pracy, wiedząc, że marketing tzw. szeptany ma sens.

Czy Polak w Hiszpanii może łatwo otrzymać kredyt?

M.C.: Wielu z naszych klientów, kupując nieruchomość w Hiszpanii, posiłkuje się kredytem, ponieważ jest on zdecydowanie tańszy niż w Polsce. Ja osobiście nadzoruję cały proces związany z ubieganiem się o kredyt, pilnuję wszelkich dokumentów, terminów itp. W PlanoSpain staramy się przeprowadzić tak sprzedaż, aby była ona jak najmniej czasochłonna i stresogenna dla naszego klienta. Do ubiegania się o kredyt potrzebujemy PIT za zaszły rok, zaświadczenie z BIKu i wyciąg z konta przynajmniej z 6 miesięcy.

A jak klient jest zaopiekowany pod kątem prawnym w PlanoSpain?

B.C.: Współpracujemy z wybitną prawniczką, której usług absolutnie nie narzucamy naszym klientom, jedynie rekomendujemy. Klient sam wybiera do jakiej kancelarii prawnej chce się udać. Ze względu na nasze doświadczenie i długoletnią współpracę z czystym sercem polecamy tę właśnie osobę do obsługi kwestii prawnych.
M.C.: Klient musi głównie wybrać apartament, wpłacić zaliczkę, a resztą już zajmujemy się my – osoby do zadań specjalnych. (śmiech) Współpracujemy z doskonałą prawniczką Marią Ruiz Lopez. Ma ona rozeznanie zarówno na rynku polskim, jak i hiszpańskim. I oczywiście świetnie mówi po polsku. Ma licencję prawną na obu rynkach, polskim i hiszpański. Posiada szeroką wiedzę i uprawnienia, doradza klientom, co warto zrobić, jakie są obwarowania prawne, na co warto zwrócić uwagę podczas kupna czy wynajmu itp.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska

Klienci kupują hiszpańską nieruchomość najczęściej z myślą o sobie, swojej przyszłości, czy jednak pod wynajem, aby mieć źródło dochodu?

M.C.: To zależy… W zdecydowanej większości klienci kupują apartament, żeby dla nich zarabiał i był lokatą kapitału. To też świetna dywersyfikacja portfela o nieruchomość w walucie Euro. Nie ma co też ukrywać, że w okresie naszej polskiej zimy chcą przyjeżdżać i korzystać z własnego apartamentu.
B.C.: Ponadto widzimy taki trend, że nasi klienci meblują i aranżują mieszkania z myślą o sobie, pod swój gust, więc później jest im szkoda oddawać to wynajmującym. Choć jest określona grupa klientów, którzy od samego początku wiedzą, że zakupiona nieruchomość będzie ich inwestycją pod wynajem. Co bardzo ważne – my jako PlanoSpain również zajmujemy się wynajmem lokali. Wiemy, że większość agencji nieruchomości tego nie robi, my jednak wzięliśmy na swoje barki to zadanie, aby sprostać wymaganiom i oczekiwaniom klientów. Budujemy poprzez to relacje i zaufanie z naszymi partnerami biznesowymi, dając im szerokie spectrum usług i możliwości wyboru. Jestem bardzo dokładna, zatem skrupulatnie doglądam wszystkich detali, które mogą umknąć kupującym. Doradzam też klientom jak urządzić nieruchomość pod wynajem bądź pod odsprzedaż, bo z doświadczenia wiem, co się dobrze sprzedaje, z dużym potencjałem wzrostu cen.

Bierzecie na siebie dużo różnych obowiązków, jak czasowo dajecie radę? Czy Wasza doba trwa więcej niż 24 godziny, jest bardziej elastyczna?

M.C.: Dobre pytanie! (śmiech) Nieustannie poszerzamy nasz zespół, dobieramy zaufane osoby. Aktualnie zatrudniliśmy kolejną osobę, która odciąży nas w temacie najmu.
B.C.: Mamy team, który zajmuje się zarządzaniem nieruchomościami pod wynajem, czyli uzgadnia pracę np. pań sprzątających, wydawania i odbierania kluczy do posesji. Cała logistyka jest przez nas opracowana, co w dużej mierze ułatwia pracę już na innych etapach.

Czyli pomagacie klientom w wynajmie, ale również w odświeżaniu powierzchni mieszkalnej oraz w generalnym remoncie.

M.C.: Tworzymy z naszymi partnerami pakiety pod każdą inwestycję. Prezentujemy klientom zazwyczaj trzy wersje, trzy propozycje umeblowania oraz finalne wykończenie z tapetami, obrazami, dekoracjami wypełniającymi wnętrze. Mamy również pakiety dostosowane dla klientów wynajmujących konkretne mieszkanie, tzn. czajniki, małe AGD, sztućce itd. Dla klienta cały proces jest nieinwazyjny – to my zajmujemy się wszystkim. Klient ma jedynie wybrać lokum i podpisać umowę oraz wpłacić zaliczkę.
B.C.: Jeśli chodzi o wynajem – kiedyś braliśmy apartamenty z rynku, teraz tylko opiekujemy się apartamentami naszych klientów. Mocno się angażujemy, aby zrobić jak najwyższą rentowność dla klientów. Jeśli u nas kupią nieruchomość pod wynajem, to mają pewność, że zajmiemy się wszystkim, co związane z formalnościami i dopracowaniem szczegółów, dopieszczeniem wnętrz. Mamy dużo klientów-golfistów, klientów kulturalnych, na poziomie, którzy u nas wynajmują apartamenty. Są to klienci głównie z polecenia.
M.C.: Nie wynajmujemy brytyjskim imprezowiczom (śmiech), po których trzeba często organizować remont mieszkania. U nas na szczęście ich nie ma.

Costa del Sol czy nasz polski Bałtyk – gdzie nieruchomość można kupić taniej?

M.C.: Naprawdę w Hiszpanii można kupić taniej nieruchomość niż nad Morzem Bałtyckim. Oczywiście, bierzemy pod uwagę lokalizację, okolicę, odległość od linii brzegowej, dodatkowo wyposażenie mieszkania, pomieszczenia wspólne, komórkę lokatorską, miejsca parkingowe – bo to jest w cenie oferty w stanie deweloperskim. Jedynie trzeba wstawić swoje meble i można zamieszkać. Myślę, że na rynku pierwotnym można w Hiszpanii zaoszczędzić nawet ok. 100 tys. Euro, kupując podobną powierzchnię nad wybrzeżem Costa del Sol niż nad Bałtykiem.

Polecacie Costa del Sol, w szczególności Marbellę, ale macie też kompletnie inny kierunek na hiszpańskie wyjazdy…

B.C.: Oprócz wybrzeża Costa del Sol próbujemy zainteresować klientów również atrakcyjnym terenem górskim, idealnym na narty, o czym mało kto wie… Sierra Nevada jest pominięta i mało znana jako górska alternatywa. W okresie tegorocznej Wielkanocy było tam mnóstwo śniegu.
M.C.: Najwyżej położony ośrodek narciarski w Hiszpanii znajduje się w Andaluzji, dwie godziny drogi od Malagi. Jest to pasmo górskie Sierra Nevada z najwyższym szczytem Mulhacen 3478 m n.p.m. Znajduje się tam wiele możliwości dla turystów, zarówno idealnie przygotowane stoki, kolejki linowe, jak i wiele ofert zakwaterowania z niezbędnymi usługami.
B.C.: Jest tam 96 km tras i co najważniejsze, że nie ma kolejek na stokach, jak w innych krajach europejskich.

Wspomnieliście, że macie klientów z różnych stron świata. Każdy z nich ma inny gust, inne upodobania. Od czego zaczynacie rozmowę, aby poznać ich oczekiwania?

M.C.: Jeszcze przed przylotem konkretnego klienta dużo z nim rozmawiamy, zaznajamiamy z rynkiem nieruchomości na Costa del Sol, organizujemy video konferencje.
B.C.: Przygotowujemy zawsze agendę spotkania, zaznaczamy na mapie miejsca, które będziemy oglądać, które chcemy pokazać naszemu klientowi. Staramy się zrobić wywiad/rozeznanie dużo wcześniej przed przylotem klienta na Costa del Sol. Dlatego przekazujemy zdjęcia i krótkie informacje nt. proponowanych przez nas nieruchomości, które na ten moment są idealne dla klienta, spełniają jego oczekiwania.
M.C.: Zależy nam na tym, aby klient był zorientowany w temacie, znał lokalizację, mógł zerknąć sobie na Google Maps, a nieruchomość zawsze się do jego preferencji dobierze. Pokazujemy kilka nieruchomości w jeden dzień, to takie zdrowe podejście i standard, aby nie przeciążyć kupującego informacjami. Choć mieliśmy ostatnio klienta, który koniecznie w jeden dzień chciał obejrzeć aż 12 nieruchomości (śmiech), a potem miał problem z oceną każdej zaprezentowanej lokalizacji.

Czy można Was nazwać butikową agencją nieruchomości?

B.C.: Bez wątpienia tak! Naszym mottem nie jest sprzedaż za wszelką cenę. Sprzedać byle sprzedać i mieć z głowy, wprost przeciwnie – sprzedajemy, aby klient był zadowolony. Aby do nas powrócił, dał dobrą rekomendację wśród rodziny, znajomych i przyjaciół. Tworzymy przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę, aby każdy czuł się przez nas dobrze zaopiekowany.
M.C.: Kluczem jest relacja z naszymi klientami. Odbieramy od nich wiadomości i telefony z podziękowaniami. Rekomendują nas dalej, to bardzo budujące i mobilizujące do dalszej pracy.
Polecamy tylko takie lokalizacje, gdzie deweloperzy są przez nas sprawdzeni. Sprzedajemy klientom tam, gdzie też sami kupiliśmy – to jest kolejna nasza wartość dodana do oferty i budująca zaufanie.

Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
EscargoFoto.pl

Oprócz nieruchomości pasjonujecie się golfem, dziedziną sportu bardzo popularną w Hiszpanii. Czy to kolejny atut wybrzeża Costa del Sol?

B.C.: W ogóle całe wybrzeże Costa del Sol jest zielone dzięki swoim polom golfowym. Jest energetyczne, przyjazne mieszkańcom i turystom. Przepełnione pozytywną energią, duchem optymizmu i chilloutu. Marbella ma swój specyficzny klimat, ma dobrą aurę, można wręcz rzec, że jest tam pewna magia (śmiech), która przyciąga ludzi do tego miejsca, ale i do siebie. Naprawdę ludzie są uśmiechnięci, pogodni, uprzejmi – to dużo pozytywów!
M.C.: Costa del Sol to jest po prostu mekka dla golfistów. Na tak niedużym terenie jest ponad 100 pól golfowych, więc często turyści nazywają go Costa del Golf. (śmiech) Jesteśmy zakochani w tym sporcie. Miłość do golfa staramy się rozpowszechniać w Polsce, organizując wyjątkowe wyjazdy golfowe. Współpracujemy również z polem golfowym Black Water Links w Tarnowie Podgórnym, gdzie jesteśmy partnerem driving range. Byłoby naprawdę dobrze, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że to nie jest sport dla elit i każdy może grać bez względu na wiek czy możliwości fizyczne.

Reasumując, dlaczego warto inwestować w nieruchomości na Costa del Sol?

M.C.: Jest wiele powodów, ale jeśli mówimy o ekonomicznych, to po pierwsze dywersyfikacja swego majątku, bo jednak polskie PKB stanowi ułamek światowego procenta. Obecnie mamy w Polsce najniższy kurs Euro, co jeszcze bardziej jest korzystne do zakupu nieruchomości w Hiszpanii.
Costa del Sol ze względu na swoje walory ma dwa sezony idealne na wynajem, tzn. jeden letni, który jest w większości regionów, a drugi – zimowy, bo wówczas przyjeżdżają tu golfiści, aby pograć i spędzić miło czas. W tym zimowym okresie na Costa del Sol przybywają naprawdę dziesiątki tysięcy dodatkowych turystów. Na skalę Hiszpanii tego nie ma nigdzie indziej! Zatem jeśli myślimy o dobrym najmie i szybkim zwrocie zainwestowanych pieniędzy, to powinniśmy wybrać to wybrzeże. Na Costa del Sol wynajem trwa bezustannie cały rok, a nie tylko 4 m-ce.
B.C.: Ponadto od kwietnia br. uruchomiono bezpośrednie loty z Poznania do Malagi, co nas ogromnie cieszy! Poznaniacy mogą zatem w krótkim czasie i w bardzo dobrych cenach biletów zmienić otoczenie i wylądować na hiszpańskim wybrzeżu przepełnionym słońcem oraz pozytywną energią do życia.
Costa del Sol to jest bardzo międzynarodowe wybrzeże, więc jeśli zechcemy sprzedać nasz apartament, to w tym regionie mamy nieustannie duże grono zainteresowanych kupnem nieruchomości. Tu kupuje i sprzedaje cały świat.

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA
Plano Spain nieruchomości w Hiszpanii Beata Cieślukowska
REKLAMA
REKLAMA