Błażej Zalesiński | Piękno na czterech łapach

Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński

Fotograf portrecista, który od wielu lat stawia przed obiektywem osoby, ukazując ich piękno, zamienił modelki i modeli na psy. Fascynacja złotą erą Hollywood spowodowała, że w jego studiu powstają prawdziwe glamour portrety naszych domowych pupili. Błażej Zalesiński właściciel studia fotograficznego Inoinu swoim obiektywem udowadnia, że doświadczenie fotografa mody i portrecisty z wdzięcznym tematem zwierząt domowych to połączenie doskonałe.

Fotografia portretowa kojarzy nam się raczej z ludźmi niż ze zwierzętami. Skąd wziął się pomysł na fotografowanie właśnie psów?

BŁAŻEJ ZALESIŃSKI: Dla wielu słowo „portret” zarezerwowane jest dla ludzi. I wiele lat tak dokładnie było. Sam fotografowałem ludzi, stawiająC ich przed moim obiektywem i ukazując ich piękno. Portret w stylu Hollywood glamour to moja wizytówka. Z biegiem czasu urozmaiciłem swoje portfolio fotografią modową. Wiele z moich zdjęć opublikowano w magazynach jej poświęconych. Portrety i fotografia modowa to trudny temat wymagający przed sesją wielu przygotowań i czasu.Wizaż, fryzjer, model. W pewnym momencie stało się to dla mnie zbyt dużym obciążeniem czasowym. Nie ukrywam, że chciałem odpocząć trochę od tego świata i szukałem nowej drogi do realizacji swojej pasji. Wówczas w moim domu, za namową mojej żony Marty, pojawił się pierwszy pies. A właściwie sunia – Atari.
Obserwując Atari, doszedłem do wniosku, że wszystko to, na czym mi zależy, by uwiecznić to aparatem, jest tuż obok. Pies to piękno, bezgraniczna miłość, oddanie, często mnóstwo zabawy oraz wzruszeń. Nie potrzeba makijażu i specjalnych przygotowań. (śmiech) Wystarczą smaczki i nasza obecność. Myślę, że każdy właściciel psa dokładnie wie, co mam na myśli. Dzięki temu fotografia psów pochłonęła mnie bez reszty. 

Czyli to właśnie od Atari rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią studyjną psów? 

Tak właśnie było. Krótko po Atarii pojawił się Dracula. To owczarki australijskie, bardzo posłuszne i nie sprawiają kłopotów na planie. Dzięki nim mogłem sprawdzić, czy doświadczenie, jakie mam w fotografii ludzkiej, da się przełożyć na fotografię zwierzęcą.

Jednak dzisiaj z pespektywy doświadczeń mogę śmiało powiedzieć, że o wiele chętniej fotografuję inne psy! (śmiech) Bardzo lubię psy krótkowłose, uważam, że o wiele ciekawiej układa się na nich światło. Uwielbiam na przykład wszelkiej maści charty, które są szalenie arystokratyczne. 

Błażej Zalesiński
Błażej Zalesiński | Piękno na czterech łapach 5

Jakie są istotne różnice w fotografii ludzkiej, a zwierzęcej?

Nie do końca da się to przełożyć. Parę rzeczy musiałem zauważyć. Jak chociażby to, że pies ma długi nos. Przy zastosowaniu hollywoodzkiego setupu światła, nagle okazało się, że pies ma długą kufę, która rzuca cień i zdjęcie nie wygląda atrakcyjnie. Musiałem pokombinować, stworzyć nowe konfiguracje oświetlenia, tak aby uzyskać zaplanowany efekt. Dzięki temu, że w moim studiu zaczęło pojawiać się coraz więcej psów różnych ras, dużych, małych, o różnym umaszczeniu, mogłem dopracowywać swój warsztat. Jest jeszcze jedna bardzo istotna różnica pomiędzy fotografią portretową ludzi a psów. Większość trafiających do mnie psów to nie są psy po szkoleniach. A to oznacza, że nie można od nich oczekiwać wykonywania poleceń, często nawet tak podstawowych jak „zostań” czy „siad”. Tak więc w trakcie takiej sesji, jestem w permanentnej gotowości z aparatem. Człowiek model zastygnie z bezruchu, poczeka. Pies model – nie. Zawsze mam plan na sesję, ale zdarza się, że ten plan realizuję w kilkunastu procentach, co nie oznacza, że efekt końcowy nie jest świetny. W trakcie sesji obserwuję psa i dostosowuję swój plan do jego charakteru, żywiołowości, chęci współpracy. 

Czy są jakieś rasy, z którymi współpracowało się trudno, albo łatwo? 

To ciekawe, o co pytasz, bo sam zastanawiałem się nad tym, czy to zależy od rasy. Trochę tak, jak chociażby współpraca z terierami, która nie należy do najłatwiejszych. To bardzo żywiołowa rasa jak na psy myśliwskie przystało. Ale zauważam inną zależność. Często fotografuję psy, których los nie oszczędzał. Są to psy ze schroniska, albo odzyskane z pseudohodowli, często straumatyzowane, po przejściach. I czasem pomimo tego, że ten przykry epizod w swoim życiu mają już za sobą, zdarza się, że odzywają się w nich demony przeszłości. Wówczas przerywamy sesję. Nie robię nic na siłę. 

Błażej Zalesiński
Błażej Zalesiński | Piękno na czterech łapach 6

Współpraca ze zwierzętami potrafi być nieprzewidywalna. Czy jest coś co Cię zaskoczyło w dotychczasowej praktyce?

Chyba najbardziej reakcje opiekunów! (śmiech) Opiekun zwierzaka jest ważnym elementem sesji. Czasem się śmieję, że w trakcie zdjęć najbardziej pracuje pies, potem jego opiekun, a na końcu ja. (śmiech) Ludzie często się stresują, są spięci, zależy im na ujęciach wymagających od psa wykonania jakiegoś zadania. Kiedy to się nie udaje, to mam wrażenie, że niektórzy czują się niezręcznie. A tak jak wcześniej wspomniałem, większość psów nie przeszła specjalistycznych szkoleń i nie zawsze reaguje na komendy. Okazało się, że w równym stopniu muszę pracować i z psami, i z ich opiekunami. Z jednej strony muszę być trochę behawiorystą, a z drugiej psychologiem. Współpraca z psami miała być swego rodzaju odskocznią od pracy z ludźmi, a okazało się, że od tego nie ucieknę. (śmiech) Ale to dobrze, bo dzięki temu poznałem nowych, fantastycznych ludzi. 

W jaki sposób przygotowujesz się do zdjęć? I jak wyglądają pierwsze chwile psiego modela u Ciebie w studiu? 

Przede wszystkim rozmawiam z jego opiekunem. Upewniam się, że widział moje zdjęcia, żeby nie był zaskoczony ich stylistyką. Mam także przygotowaną instrukcję dla opiekuna jak przygotować psa do sesji. Zawarłem tam tak podstawowe kwestie jak pójście na spacer przed sesją, ale nie za długi, żeby pies nie był za bardzo zmęczony. Aby tuż przed sesją nie jadł posiłku itd. A kiedy pies do mnie trafia, daję mu czas, aby obwąchał wszystkie kąty i zadomowił się w studiu. To daje mi też potrzebną chwilę na obserwację jego zachowań. Błyskam testowo lampą, żeby zobaczyć ewentualną reakcję psa, ale w 99,9 procent przypadków psy nie zauważają tego błysku. I pragnę też uspokoić wszystkich opiekunów, błysk lampy nie jest w żaden sposób niebezpieczny dla psiaków. 

Błażej Zalesiński
Błażej Zalesiński | Piękno na czterech łapach 7

Jakiego typu sesje robisz? I jak długo one trwają?

Generalnie wykonuję trzy typy zdjęć. Przede wszystkim są to portrety. Moje autorskie. Lubię je najbardziej, bo wymagają dużej dozy kreatywności. Część tych portretów to pomysły przeniesione z portretowania ludzi. Drugi typ sesji to „Daj smaczka”, gdzie dużym wyzwaniem było skompletowanie przeze mnie odpowiedniego sprzętu, bo w tego typu zdjęciach najważniejsze jest „zamrożenie ruchu” a więc błysk lampy musi być bardzo krótki. I trzeci rodzaj zdjęć to zdjęcia w pudle, choć te wykonuje najrzadziej. Pudło było stworzone do robienia zdjęć ludzi, ale pojawił się klient, który chciał swojego pupila sfotografować właśnie w takim pudle – i tak zostało. Sesje trwają od godziny do dwóch. To optymalny czas, w jakim pies jest w stanie zachować koncentrację i słuchać poleceń. Zdarza się, że ludzie wysyłają mi zdjęcia z samochodu swoich psiaków zasypiających tuż po sesji. 

W dobie telefonów komórkowych z aparatami każdy „zwierzolub” ma w rolce od aparatu setki, jak nie tysiące, zdjęć swojego pupila. Sporo rozmawiasz z opiekunami zwierząt, którzy trafiają do Ciebie, chcąc uwiecznić swojego psiaka w niestandardowy sposób. Jakie są ich motywacje do zrobienia tak nieoczywistych zdjęć? 

Moim nadrzędnym celem zarówno w fotografii portretowej ludzi czy zwierząt jest pokazanie piękna. Bardzo chciałbym wierzyć, że ludzie, którzy do mnie trafiają, chcą obcować z czymś pięknym, ponadczasowym. Ale rzeczywistość oczywiście bywa bardziej przyziemna. Wiele osób, chce po prostu uwiecznić swoje zwierzęta i mieć pamiątkę. Nie neguję absolutnie robienia zdjęć telefonem. Nawet udzielam rad jak telefonem robić dobre zdjęcia, ale pewnej bariery chociażby związanej ze sprzętem nie da się przekroczyć. I moi klienci to wiedzą. Pozostaje oczywiście ostatni aspekt. Smutny, ale prawdziwy. Nasz zwierzak żyje dużo krócej niż my i po prostu niektórzy chcą go zatrzymać nie tylko w pamięci. 

Błażej Zalesiński
Błażej Zalesiński | Piękno na czterech łapach 8

Nie byłabym sobą gdybym nie zapytała – a co z kotami? 

Sam mam kota, choć prawie go nie fotografuje. Nie jestem zwolennikiem fotografowania kotów w studiu. Kot to indywidualista i jak doskonale wiedzą wszyscy kociarze, wydawanie mu jakichkolwiek poleceń mija się z celem. Ale nie odmawiam takich sesji, choć realizuję je w domach, w których mieszkają koty. Polega to na tym, że po prostu biegam za kotem i poluję na odpowiedni moment. (śmiech) To trudne, wyczerpujące i czasochłonne. 

Mamy Nowy 2022 Rok, to czas robienia noworocznych postanowień, wypowiadania marzeń. Jakie są Twoje?

Mam dwa marzenia. Po pierwsze wystawa. I nie zapeszając, mam nadzieję, że uda mi się to marzenie spełnić już w niedługim czasie. A po drugie, chciałbym przekonać jakiegoś właściciela galerii, że taki typ fotografii, jaki uprawiam, można uznawać za pełnoprawną sztukę. Bo nasi czworonożni przyjaciele na to zasługują. 

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński|Błażej Zalesiński
REKLAMA
REKLAMA

Joanna Scheuring-Wielgus | Chcę nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie

Joanna Scheuring - Wielgus

Polityczka, działaczka samorządowa i społeczna, która swoją karierę rozpoczynała jako manager kultury. Dziś jest wiceministrą kultury i liderką listy lewicy z województwa wielkopolskiego do Parlamentu Europejskiego. O wyzwaniach stojących przed Europą, sytuacji kobiet w Polsce, planach na siebie w Brukseli, ale także o modzie i o tym, co jej się podoba w Poznaniu opowiada Joanna Scheuring-Wielgus. 

Rozmawiają: Anna Bowsza oraz Alicja Kulbicka 

Zdjęcia: Materiały prywatne J.Sz.-W.

Anna Bowsza: Pełnisz dzisiaj funkcję wiceministry kultury. Dlaczego Ministerstwo Kultury jest Ci tak bliskie? 

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Przed wejściem do polityki zawodowo zajmowałam się kulturą, więc objęcie stanowiska ministry w tym resorcie było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Współpracowałam przez lata z ministerstwem z tej drugiej strony jako managerka artystów, producentka spektakli, koncertów czy wystaw, więc teraz uzupełniam swoją wiedzę i doświadczenie o ten obszar działania, ale z tej drugiej strony, czyli rządowy. 

Alicja Kulbicka: A jednak zdecydowałaś się na kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wybory do europarlamentu są niezwykle ważne. Szczególnie te, które przed nami. Widzisz przecież, co się dzieje: wojna w Ukrainie, w strefie gazy, wzrost radykalnych nastrojów na całym świecie, wielka niewiadoma wyborów w Stanach Zjednoczonych, dojście do władzy w Europie proputinowskich ugrupowań. Czuć w powietrzu niepokój i lęk przed światowym konfliktem. Wyobraź sobie, co by się teraz działo w Polsce jakbyśmy nie byli w UE czy w sojuszu natowskim? Dlatego ważne jest to, aby w tej kadencji PE znaleźli się reprezentanci z Polski, którzy są skuteczni, odważni i silni. Ci, którzy zadbają zarówno o silną Polskę w Europie, jak i silną Unię Europejską na świecie. Ja taka jestem. Poza tym moja działalność polityczna to walka o dobrą przyszłość dla moich dzieci. Może to kolokwialne, ale chcę, aby trójka moich chłopków żyła w spokojnym świecie. 

A.K.: Pochodzisz z Torunia, startujesz z Poznania. Dlaczego?

Wybory do europarlamentu to zupełnie inne wybory niż te parlamentarne czy samorządowe. Wybieramy tylko 53 parlamentarzystów, Polska jest jakby jednym okręgiem, dlatego każda partia wystawia najsilniejsze nazwiska w każdym okręgu.  Mi przypadła Wielkopolska i bardzo się z tego cieszę, bo częściej zdarzało mi się u Was bywać niż w innych regionach Polski. Poza tym moja mama i rodzina od strony dziadka pochodzi z Wielkopolski.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Co Ci się w naszym mieście podoba? 

Jak byłam na studiach to wyjazd do Gdańska czy właśnie do Poznania był dla mnie jak wyjazd do Europy. To z Poznania wyruszałam autokarem na saksy do Londynu, to w Poznaniu mieliśmy pierwsze ogólnopolskie spotkanie ruchów miejskich, z których się wywodzę. Ogólnie Wielkopolska kojarzy mi się od zawsze z estetyką, porządkiem i zaradnością. A najbardziej z Poznania lubię rogale marcińskie!  (śmiech)

A.B.: Czym zamierzasz zająć się w Brukseli? Z jakim programem startujesz?

Bardzo chciałabym kontynuować swoją ministerialną pracę w komisji kultury i mediów. Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, chociażby w kwestii statusu zawodowego artysty czy ubezpieczeń dla ludzi kultury. Ale oczywiście jest mi również bliska kwestia równouprawnienia i praw kobiet. Dlatego chcę wprowadzić Kartę Praw Kobiet Unii Europejskiej, która zagwarantowałaby każdej kobiecie w Europie prawo do legalnej, bezpiecznej, powszechnej opieki aborcyjnej. Ponadto chcę wprowadzenia przez państwa członkowskie regulacji ochronnych dla tych grup kobiet, które są szczególnie narażone na przemoc i wyzysk. A jeśli chodzi o program Lewicy to znajdziesz szczegółowy na naszej stronie lewica2024.eu To nasza wizja Europy i Polski w Europie.

A.K.: Ośmiu na 10 Europejczyków uważa, że te wybory są wyjątkowo ważne w obliczu toczącej się wojny Rosji przeciwko Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie – wynika tak z Eurobarometru, przedwyborczego badania unijnej opinii publicznej. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, będzie to oznaczało wzrost o 10 pp. w stosunku do wyborów w 2019 r. w całej Europie. Dlaczego udział w eurowyborach jest tak ważny?

W ogóle głosowanie w jakichkolwiek wyborach to wielki przywilej, który akurat my, kobiety, wywalczyłyśmy 100 lat temu! Głosując – decydujesz. Głosując – masz wpływ. Potem oceniasz i masz prawo wymagać. Dla mnie głosowanie to świąteczny i ważny dzień. Tak jak powiedziałaś, te wybory są szczególnie ważne, bo sytuacja na świecie jest niestabilna i naszym zadaniem jest odsunąć ten trend i wybrać takich ludzi do PE, którzy zagwarantują nam bezpieczeństwo i będą podejmować dobre decyzje dla nas i dla Europy. Silna Europa to silna Polska, nie mam co do tego wątpliwości.

A.K.: 20 lat Polski w Unii Europejskiej. Jesteś przedstawicielką ugrupowania, które Polskę do UE wprowadziło. Pamiętasz ten dzień? 

Oczywiście! Po głosowaniu zrobiliśmy z mężem w naszym ogrodzie imprezę dla znajomych. Bardzo się cieszyłam, bo będąc studentką marzyłam o tym, aby być pełnoprawną obywatelką UE. Irytowało mnie na granicy, że traktują nas, Polaków, jak osoby drugiej kategorii. Tak się czułam, jeżdżąc podczas studiów do Londynu i pracując tam na czarno. Patrząc teraz na Ukrainę, wyobraź sobie, co by było teraz w Polsce, gdyby Lewica nie wprowadziła nas do UE i nie zawiązała sojuszu z NATO? Strach nawet myśleć.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Czy Polacy nadal są euroentuzjastami?

Na szczęście nadal tak, ale widać i słychać ze strony radyklanej prawicy chęć wyprowadzenia Polski z UE. To byłyby kolosalny błąd. Dlatego ważne jest, aby nie dać się zwieść tym populistycznym hasłom. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię. Nagonka, manipulacja i kłamstwa doprowadziły do zmiany nastawienia Brytyjczyków, co w efekcie skończyło się Brexitem, którego nikt na serio nie traktował, a się wydarzył. Teraz coraz częściej na Wyspach mówi się o powrocie do wspólnoty europejskiej i słychać żal wśród ludzi, którzy zdecydowanie żałują decyzji o wyjściu z UE. 

A.K.: Jednak dziś po 20 latach bycia częścią europejskiej rodziny, a po ośmiu latach rządzenia w Polsce przez populistów, obserwujemy wzrost nastrojów antyunijnych. Sporo mówi się o „narzucaniu nam prawa” przez unijnych biurokratów, rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi, pasjonaci motoryzacji sceptycznie podchodzą do zapowiedzianej elektromobilności, ostatnią zmianą, która dotknęła konsumentów są… plastikowe nakrętki przytwierdzone na stałe do butelek. I choć te zmiany zapewne istotne z punktu widzenia zmian klimatycznych są tym, co powinno stanowić priorytet. Czy właśnie nie działania „nakazowe” są tym, co nas od Unii odpycha? 

Zacznijmy od tego, dlaczego stworzono Zielony Ład? Wszyscy chcemy oddychać czystym powietrzem, jeść zdrową żywność bez chemii. Chcemy, aby woda płynęła w kranach, a nie była luksusem. Takie były cele Zielonego Ładu. I tych celów będę broniła. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno. Zabrakło odpowiedniej komunikacji. Zabrakło rozmowy z rolnikami, ale to kamyczek do ogródka komisarza Wojciechowskiego z PiS. Uważam, że niektóre decyzje wymagają ponownego przemyślenia. Mam na myśli chociażby zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 r. Trzeba wspierać elektromobilność, ale chyba nie poprzez zakazy.  Dlatego jako Lewica opowiadamy się za zrobieniem kroku wstecz w sprawie tej regulacji. Trzeba rozwiać społeczne obawy ludzi czy za 11 lat będą mogli jeździć samochodem. Będą mogli. Ważne jest też, aby rozwijać transport publiczny, który jest dla wszystkich. Są na to środki z KPO. W Polsce 13 mln ludzi jest wykluczonych komunikacyjnie. Europa powinna być o korzyściach, nie o zakazach.

A.K.: Jak widzisz Unię Europejską w perspektywie 5-10 lat? 

Marzę o Europie silnej i zjednoczonej. UE to dla mnie nie tylko zbiór państw, to nie tylko walka mocarstw, dyplomacja i spotkania na szczycie. UE to przede wszystkim człowiek, jego codzienność i jego potrzeby. Dziś potrzebujemy zmiany działania Unii tak, by korzyści z naszej wspólnoty płynęły bezpośrednio do nas i naszych najbliższych. Zbyt często politycy skupiają się na wielkich regulacjach, a zbyt rzadko myślą o tym, aby zapewnić zielony skwer w naszej okolicy, dostępny żłobek czy nowe mieszkanie na start dla młodych. O tym powinna być Europa, o tym powinna być Unia, o tym powinna być nowoczesna Polska w zjednoczonej Europie. Takiej Polski w Europie chcę ja i Lewica. Jednocześnie rozumiem, że UE potrzebuje korekty. Czas, by stała się instytucją bliższą naszym codziennym sprawom. Mniej spotkań na szczycie czy za zamkniętymi drzwiami, a więcej przejrzystości i demokracji.

A.K.: Jesteś socjolożką, z racji wyuczonego zawodu myślę, że widzisz szerzej niż inni zachodzące w Polsce zmiany. Czy polskie społeczeństwo się liberalizuje i staje się coraz bardziej tolerancyjne?

Zdecydowanie. Polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne niż politycy, których potem to społeczeństwo wybiera. Bardzo dobrze to widać chociażby na przykładzie zmiany stanowiska dotyczącego liberalizacji prawa aborcyjnego. W 2016 roku, jak odbywały się pierwsze protesty, zwolenników takiego prawa było około 30%, teraz te wyniki dochodzą często do 80%. Zmienia się również w ekspresowym tempie nasz stosunek do kościoła. Pustoszeją świątynie, młodzież wypisuje się z lekcji religii, ludzie rezygnują ze ślubów kościelnych i coraz mniej osób przyjmuje księdza na tzw. kolędzie. Niektóre badania plasują Polskę na pierwszym miejscu wśród najszybciej laicyzujących się krajów świata. To zasługa samego kościoła, który po 1989 r. próbował układać się z różnymi rządami, ale ostatnich osiem lat jest jednak pod tym względem wyjątkowych. Nie wspomnę już o przestępstwach i nadużyciach w kościele, o których dowiadujemy się bardzo często. 

Joanna Scheruing - Wielgus, Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek na Marszu Równości

A.K.: Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w Polsce? Jesteś wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, partii, której dobro kobiet leży bardzo na sercu. Startujesz do Parlamentu Europejskiego z Poznania, który jest raczej miastem liberalnym i otwartym. Jednak Polska to nie tylko duże miasta… 

No właśnie. Dobrze, że zwracasz na to uwagę, bo my na lewicy z naszymi postulatami kobiecymi zwracamy się właśnie do tych, którzy są pozostawieni sami sobie, są w tyle. Standardowo jak jesteś z miasta, to masz więcej możliwości, jak dobrze zarabiasz to stać cię na więcej, jak nie jesteś samotna, jest ci łatwiej. Gdy porównamy opiekę państwa dla Polek do opieki dla kobiet w innych krajach, to Polki są na szarym końcu: mamy najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne, nie mamy bezpłatnych tablet antykoncepcyjnych, opieki okołoporodowej, w szpitalach lekarz może odmówić ci zabiegu, bo powołuje się na klauzulę sumienia, jak zostaniesz zgwałcona, to chroni się sprawcę, a kobiecie sugeruje się, że prowokowała wyglądem. Jest mnóstwo do zmiany nie tylko w prawie, ale przede wszystkim w głowach konserwatywnych polityków, dla których kobieta to często nadal „słaba istota”, którą muszą się zaopiekować. 

A.K.: Czy bycie kobietą pomaga czy przeszkadza w polityce? Mierzysz się z seksizmem? 

To zależy. Na pewno kobiet powinno być zdecydowanie więcej w polityce. W polskim parlamencie jest nas teraz 29%, więc nawet nie zbliżamy się do połowy reprezentacji. Dlatego zachęcam kobiety do angażowania się w życie społeczne i polityczne na różnych szczeblach. Bo kto ma zadbać o nasze interesy jak nie my same? A jak pytasz mnie o seksizm w polityce, to powiem ci, że on jest nadal powszechny; jest wszechobecny, nie tylko w polityce. Nadal niestety jest mnóstwo stereotypów związanych z kobietami. Dużo pracy przed nami.

A.B.: Czy czujesz, że na sejmowych korytarzach musisz udowadniać, że bycie kobietą nie oznacza mniejszych kompetencji? 

Nadal tak. Od 2018 roku rozkładam na czynniki pierwsze kwestie przestępstw w polskim kościele. Gdy o tym mówię, podając fakty, słyszę, że atakuję kościół i że jestem kontrowersyjna. Gdy mówię o świeckim państwie, słyszę, że jestem radykalna. Gdy mówi to samo jakiś polityk czy ksiądz, opinia jest taka, że mówi to mąż stanu, jemu po prostu wolno. Ale zaznaczanie mniejszych kompetencji odbywa się nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak przedstawianie polityczek. Często słyszę: Poseł Krzysztof i nasza Joasia…

A.B.: To nieco z innej beczki. Czy polityczki w Polsce są dobrze ubrane? 

To naprawdę zależy, bo mamy różne gusta, ale to czego nie rozumiem i to, co mi się zdecydowanie nie podoba to „przebieranie się” za polityczkę. Często wygląda to bardzo sztucznie i widać, że ta osoba czuje się w tym ubiorze po prostu niewygodnie. Uważam, że niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, powinniśmy być po prostu sobą. 

A.B.: Twoje stylizacje są zawsze perfekcyjne. Dobrze skrojona marynarka, świetna fryzura i makijaż. Lubisz modę?

Zawsze lubiłam modę i śledziłam nowinki, ale nigdy nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że są modne. Nie kupowałam też nigdy rzeczy, na które mnie nie stać. Wolę mniej niż więcej i nigdy za wszelką cenę. Ale mam od lat swojego ulubionego fryzjera Tomka, który tnie włosy brzytwą. Dbam o siebie, ćwiczę na siłowni. Wychodzę z założenia, że nawet świetny ciuch czy makijaż nie ukryje niezdrowego ciała. Zdrowe ciało to zdrowa dusza i wtedy wystarczą trampki, dżinsy i biały T-shirt. 

A.B.: Jak dobierasz stylizacje? Masz kogoś do pomocy czy zdajesz się na swoje wyczucie stylu?

Odkąd pamiętam zawsze zakładam na siebie to, co ja chcę włożyć, a nie to, w czym chcą mnie widzieć inni. Czasami wbrew trendom, modom czy upodobaniom innych. Ja po prostu nie lubię jak mi ktoś coś narzuca. Zawsze na końcu to ja podejmuję decyzję zarówno w co się ubiorę, jak i co zrobię. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że ja od dziecka zawsze taka byłam. (śmiech) Z wiekiem stawiam zdecydowanie na wygodę, więc świadomie zrezygnowałam ze szpilek w sejmie na rzecz płaskich butów. Żadnych ciężkich torebek na ramię, tylko wygodny plecak. 

A.B.: Masz swoje „guru modowe”?

Nie mam jednego guru modowego, ale moją miłością wielką jest wszystko, co brytyjskie. Dlatego zawsze z uwagą obserwowałam Vivienne Westwood, ale i Katharine Hamnett, projektantkę znaną ze swoich politycznych T-shirtow, które uwielbiam. Lubię też Francuzkę Isabel Marant czy ciuchy sportowe od Stelli McCartney. Podoba mi się również styl Charlotte Gainsbourg czy Patti Smith. Jak widzisz kino i muzyka są dla mnie największą inspiracją, jeśli chodzi o to jak się noszę.  

Już dziś (03.06.) zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z Joanną Schering – Wielgus

ul. Młyńska 12

godz. 18:00

Wstęp wolny

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
Anna Bowsza

Anna Bowsza

REKLAMA
REKLAMA
Joanna Scheuring - Wielgus
REKLAMA
REKLAMA