Anna Knioła, Sonia Leszkowicz – Baczyńska | Agentki nieruchomości z licencją na kredytowanie

POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła

W ich portfolio znajdziemy i mieszkania o wartości 200 tys. zł, i obiekty warte 6 mln. To jedno z niewielu biur pośrednictwa nieruchomości w Poznaniu, którym deweloperzy powierzają sprzedaż swoich inwestycji. Łączą profesjonalizm ze swobodną atmosferą, a za jedną z najważniejszych cech pośrednika nieruchomości uważają poczucie humoru. Poznajcie Annę Kniołę i Sonię Leszkowicz-Baczyńską, zaangażowane we współtworzenie i istnienie marki POZnań Nieruchomości Anna Knioła. 

POZnań Nieruchomości Anna Knioła
Anna Knioła, Sonia Leszkowicz - Baczyńska | Agentki nieruchomości z licencją na kredytowanie 5

Jaki był początek firmy Poznań Nieruchomości? Czy pomysł był taki, aby zaproponować klientom coś więcej niż „zwykłe” biuro nieruchomości? Jak się poznałyście i czym wyróżnia się Wasz zespół? 

Anna Knioła: Wszystko zaczęło się w 2014 r. – to wtedy założyłam własną firmę. Wcześniej pracowałam w jednej z największych na świecie korporacji handlujących materiałami budowlanymi, ale chciałam uciec od rutyny, a na rynku nieruchomości zauważyłam pewną niszę. Na bazie własnych doświadczeń i opowieści znajomych miałam dość jasny, raczej niekorzystny obraz pośrednika nieruchomości: podpisywanie umów na masce samochodu, podawanie niedokładnych i niesprawdzonych informacji – słowem prowizorka i brak rzetelnej wiedzy (dziś wiem, że to krzywdzące dla wielu pośredników uogólnienie). Ukończyłam studia podyplomowe, zdobyłam wymaganą wtedy przepisami prawa państwową licencję pośrednika w obrocie nieruchomościami i krok po kroku rozwijałam firmę. 

Na początku chciałam się skupić tylko na obsłudze inwestycji deweloperskich, choć wszyscy mówili mi, że to nie może się udać, że większość firm deweloperskich ma własne biura sprzedaży i nie będzie zainteresowana współpracą z pośrednikiem. Pierwszy zdobyty kontrakt – sprzedaż inwestycji 

Bukowska 21, zrewitalizowanej kamienicy z ponad 50 lokalami – pomógł mi przekonać innych deweloperów, że warto mi zaufać. 

Natomiast pracę na rynku wtórnym trochę „wymusili” na mnie klienci, z którymi pracowałam na rynku pierwotnym. Chcąc sprzedać swoje prywatne mieszkanie czy dom lub kupić nieruchomość na własne potrzeby, oczekiwali kompleksowej obsługi i pełnego zaangażowania, a trudno było im znaleźć taką usługę na rynku.    

Następnym krokiem było poszerzenie oferty firmy o doradztwo finansowe. Wcześniej, po długim okresie budowania relacji, kiedy decyzja o zakupie została już podjęta, kierowaliśmy klienta – podobnie jak zdecydowana większość biur nieruchomości – do zewnętrznego doradcy kredytowego. I tam ta relacja zaczynała się psuć, z różnych powodów – bo ktoś nie odbierał telefonu, nie odpisywał na maile, wprowadził klienta w błąd. To rzutowało na nasz wizerunek i odczucia klienta związane z całą transakcją, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić.    

Dziś jesteśmy takim małym „kombajnem” na rynku nieruchomości, obsługujemy mnóstwo transakcji wiązanych: klient sprzedaje dwie nieruchomości na rynku wtórnym, aby kupić dom na rynku pierwotnym i dodatkowo wspomaga się kredytem, a my dbamy o to, aby wszystkie te operacje przebiegły sprawnie i w odpowiednim czasie.   

Sonia Leszkowicz-Baczyńska: U mnie początki były podobne. W swojej poprzedniej pracy, w której przez 10 lat zajmowałam się funduszami unijnymi, miałam do czynienia z nieruchomościami, ale nie zajmowałam się bezpośrednio ich sprzedażą. Nieobce były mi zagadnienia szacowania wartości nieruchomości, wpisów w księgach wieczystych, przygotowywałam dokumenty, w których nieruchomości były zabezpieczeniem kredytu itp. Kiedy postanowiłam zająć się nieruchomościami w pełnym wymiarze i zaczęłam szukać specjalistów w tej branży na lokalnym rynku, od razu trafiłam na POZnań Nieruchomości. Już po zapoznaniu się ze stroną internetową i mediami społecznościowymi poczułam pozytywny klimat firmy, a spotkanie z Anią tylko utwierdziło mnie w tym przekonaniu.   

POZnań Nieruchomości Anna Knioła
Anna Knioła, Sonia Leszkowicz - Baczyńska | Agentki nieruchomości z licencją na kredytowanie 6

A.K.: Bardzo dbamy o swobodną atmosferę – zarówno miedzy nami, w zespole, jak i w kontaktach z klientami. Proces zakupu nieruchomości jest często bardzo stresujący, a przesadnie formalna, sztywna atmosfera powoduje dodatkowy, niepotrzebny stres. Pośrednik w garsonce, z teczką – to nie my. Zależy nam na najwyższym poziomie profesjonalizmu, ale bez zadęcia i pompy. Cały nasz zespół to fachowcy – np. doradztwem finansowym, oprócz mnie, zajmuje się u nas Agnieszka, z 13-letnim doświadczeniem na dyrektorskim stanowisku w jednym z największych banków działających w Polsce – ale nasze relacje z klientami są jak najbardziej partnerskie. 

Podobnie jest w naszym biurze – mamy ten sam flow, wspólne cele, dystans do siebie i rzeczywistości i – co najważniejsze – podobne poczucie humoru. 

Opowiedzcie więcej o pracy przy inwestycjach deweloperskich, czyli „pomyśle założycielskim” firmy. Dlaczego firmy deweloperskie, które zwykle dysponują dużym zespołem pracowników, decydują się na skorzystanie z Waszych usług? I czy klient kupujący nieruchomość od dewelopera, który przekazał Wam większość obowiązków związanych z obsługą sprzedaży, odczuje tę różnicę?     

A. K.: Naszymi klientami są głównie deweloperzy znajdujący się gdzieś pomiędzy największymi graczami na rynku, z dużą liczbą etatowych pracowników, a najmniejszymi firmami, które starają się robić wszystko własnymi siłami. Obecnie prowadzimy sprzedaż trzech dużych inwestycji, a w nowym roku ruszamy z kolejnymi projektami. W naszym portfolio pojawi się ponad 150 nowych nieruchomości. Przy projektach, które wystartują w przyszłym roku współpracujemy z deweloperem od samego początku, już na etapie projektu – na przykład doradzając, jak powinna wyglądać optymalna struktura mieszkań. To modelowe rozwiązanie, ale często zdarza się tak, że deweloper decyduje się na współpracę dopiero wtedy, gdy rozpoczął już sprzedaż, ale jest zawiedziony efektami. 

Co zyskuje inwestor dzięki współpracy z nami? Przede wszystkim oszczędza  czas, bo zajmujemy się obsługą inwestycji od A do Z. Tworzymy prospekt informacyjny, konsultujemy z notariuszem kształt umowy deweloperskiej, zajmujemy się całym marketingiem – od wymyślenia nazwy inwestycji, przez stworzenie strony internetowej, po promocję w Internecie i social mediach. Na naszych głowach jest też cały proces sprzedaży, angażujący wiele sił i czasu. W praktyce oznacza to dziesiątki telefonów dziennie i koordynację wielu działań. 

Warto też wspomnieć, że dla dewelopera, który nie ma dużego doświadczenia, początek inwestycji wiąże się z dużym stresem, naciskiem na przedsprzedaż, nerwowym obniżaniem cen. My jesteśmy wtedy po to, aby powiedzieć stop, uspokoić i wyjaśnić: „nie wpadajmy w panikę, poczekajmy, a sprzedaż ruszy zgodnie z planem”. 

S. L.-B.: Dzięki nam deweloper może się skupić na działaniach strategicznych, rozwoju firmy, planowaniu kolejnych projektów. Inwestorzy szczególnie docenili naszą pomoc w okresie ostatnich kilkunastu miesięcy, kiedy ich głowę zajmowały podwyżki cen materiałów, przerwy w dostawach komponentów na budowę, niedostępność ekip podwykonawców. Przez cały czas dbałyśmy o to, aby sprzedaż, kontakt z klientem i wizerunek inwestycji nie ucierpiały przez te  okresowe problemy. Doświadczenie w sprzedaży pozwala nam natomiast ocenić, jaki jest profil klienta, czy nie forsuje niekonwencjonalnych rozwiązań na siłę, a mówiąc wprost – czy „rokuje” na sprzedaż. Dodatkowym atutem jest także to, że – mając w zespole doradców finansowych – możemy zweryfikować zdolność kredytową potencjalnego klienta, a więc zyskać pewność, że nie „zablokuje” sprzedaży mieszkania umową przedwstępną.  

Ale korzyści z naszej pracy widać także z perspektywy kupującego. Stanowimy bufor ochronny, obniżamy poziom emocji, a klienci w zupełnie inny sposób rozmawiają z osobą delegowaną do kontaktu, niż bezpośrednio z deweloperem. Nie pracujemy na etacie, po wyjściu z biura nie wyłączamy telefonów, jesteśmy dostępne niemal 24 h na dobę. Jeśli wiemy, że klient ma rację, że nie oczekuje rzeczy niemożliwych – przekonujemy inwestora do jego argumentów, bo finalnie to korzystne także dla dewelopera i wpływa na jego wizerunek. 

POZnań Nieruchomości Anna Knioła
Anna Knioła, Sonia Leszkowicz - Baczyńska | Agentki nieruchomości z licencją na kredytowanie 7

Klienci często mówią nam po transakcji: „czuliśmy, że jesteście po naszej stronie”.

A.K.: Najlepszym dowodem na to, że wspieramy także kupujących jest sytuacja, która przydarzyła się raz w historii firmy – musiałam wypowiedzieć umowę deweloperowi, bo jakość budowy była tak niska, że nie chciałam firmować tej inwestycji swoim nazwiskiem. Nie chcemy zarabiać za wszelką cenę.   

Spróbujmy spojrzeć na Waszą branżę z perspektywy klienta, który zastanawia się czy skorzystać z pomocy profesjonalnego biura czy sprzedać bądź kupić nieruchomość na własną rękę. Jakie pułapki mogą na niego czyhać? Dlaczego warto skorzystać z pomocy fachowców? 

A.K.: W przypadku sprzedaży pierwszą pułapką jest już sama prezentacja nieruchomości – bez odpowiedniego przygotowania najpewniej sprzedamy ją po zaniżonej wartości. Mam tu na myśli profesjonalne sesje zdjęciowe, wirtualne spacery, filmy reklamowe, filmy z drona czy home staging – wszystko to oferujemy w pakiecie naszych usług. 

Emocje są złym doradcą, dlatego kiedy prezentujemy nieruchomość – na drzwiach otwartych czy indywidualnie – najczęściej nie ma wtedy na miejscu właściciela. W jego obecności oglądający nie zada wszystkich nurtujących go pytań, a u sprzedającego każde pytanie czy wątpliwość może budzić skrajne odczucia, bo łączy go z nieruchomością emocjonalny stosunek. 

Atutem profesjonalnych biur jest też przejrzystość, precyzja w opisie nieruchomości. Dzięki temu nie ma tłumu oglądających, a klient, który przyjeżdża na miejsce nie jest niczym zaskoczony, rozmawia o konkretach. Właśnie dlatego nieruchomości, które mamy w porfolio szybko znajdują nabywców. 

S. L.-B.: Częstym błędem jest też przekonanie, że jeśli sprzedażą będzie się zajmowało jednocześnie kilka biur, to skuteczność i efektywność wzrośnie. Jest dokładnie odwrotnie. Działa tutaj prosta zasada – firma, która nie ma pewności, że otrzyma prowizję od sprzedaży nie angażuje czasu ani środków w cały proces. W konsekwencji mamy nieprofesjonalnie przygotowane ogłoszenia, zdjęcia zrobione telefonem, różne ceny w ofertach różnych biur i – nawet 

jeśli taka nieruchomość pojawi się na kilku portalach – to będzie omijana przez kupujących.   

Wyzwaniem dla klientów może być też pełna obsługa dokumentacji i niekorzystne zapisy w umowie. Choć notariusz dopilnuje zgodności umowy z literą prawa, to szczegółowe warunki – np. dotyczące przekazania nieruchomości czy sposobu płatności – strony ustalają miedzy sobą.  

Warto też pamiętać, że czasy umieszczania ogłoszeń w prasie czy wieszania banerów na balkonie lub płocie z informacją o chęci sprzedaży już minęły. Nieruchomości sprzedaje się dziś głównie przez Internet. 

A.K.: Dla nas najlepszą rekomendacją są klienci, którzy – kiedy przejdą już z nami cały proces kupna czy sprzedaży – mówią: „jak byśmy sobie bez was poradzili?” Dopiero wtedy zyskują pewność, że dobry pośrednik naprawdę jest potrzebny i polecają nas rodzinie i znajomym. 

Ważną częścią Waszej działalności są POZnań Finanse, czyli doradztwo finansowe dla klientów kupujących nieruchomości. Skąd osoby korzystające z Waszych usług mogą mieć pewność, że otrzymają najkorzystniejszą ofertę na rynku? 

A. K.: Przede wszystkim pomoc doradcy finansowego umożliwia porównanie oferty różnych banków – obecnie to oferty 13 banków w jednym miejscu. Warto pamiętać, że klient – udając się do konkretnego banku – otrzymuje tylko jedną ofertę, obsługujący go pracownik zajmuje się także dziesiątkami innych klientów, a jego dyspozycyjność jest ograniczona do godzin pracy banku. Jako doradcy mający szeroką ofertę różnych banków i bardzo duże doświadczenie z różnymi sytuacjami finansowymi naszych klientów możemy optymalizować ofertę i negocjować wysokość marży. Mamy klientów, którzy ze względu na niekonwencjonalną sytuację zawodową od wielu lat nie mogli dostać kredytu w żadnym banku, a z naszą pomocą w końcu się udało. Polecając konkretne usługi, w odróżnieniu od pracowników banków, nie realizujemy planów sprzedażowych, więc – jeśli rekomendujemy dodatkowe opcje do kredytu – to tylko takie, których klient rzeczywiście potrzebuje.  

Niebagatelne znaczenie ma też oczywiście oszczędność czasu. Dzięki nam klient nie „biega” między deweloperem a bankiem, bo jako przedstawiciel dewelopera i doradca finansowy załatwiamy wszystkie formalności za niego. Niekiedy zaangażowanie klienta możemy ograniczyć do złożenia dwóch podpisów – w naszym biurze, na wniosku kredytowym i później w banku, na ostatecznej wersji umowy. Ok. 90% klientów POZnań Nieruchomości na rynku wtórnym oraz pierwotnym korzysta z usługi POZnań Finanse. 

Czy oferta biura kierowana jest do określonej grupy odbiorców? Czy nastawiacie się bardziej na klientów kupujących nieruchomość na własne potrzeby czy jako inwestycję/lokatę kapitału? 

A. K.: W naszym portfolio są nieruchomości o wartości od 200 tys. do 6 mln zł. Nie tworzymy barier wejścia, niezależnie od wielkości transakcji pracujemy z pełnym zaangażowaniem, każdy klient jest traktowany tak samo.  

Warto pamiętać, że ludzie zapraszają nas do swoich domów, wpuszczają do swojego świata, więc chcemy dawać im pewność, że mogą nam zaufać, że mogą na nas liczyć. Pokazanie wnętrza domu to też w jakimś stopniu odsłonięcie relacji rodzinnych. Zakup czy sprzedaż nieruchomości wiąże się z wieloma radosnymi chwilami takimi jak ślub, powiększenie rodziny czy początek studiów w nowym mieście, ale zdarza się także w trudnych momentach – po śmierci bliskiej osoby, rozwodzie czy rozstaniu z partnerem. Klient może wtedy nie być w najlepszej kondycji psychicznej, ale naszą rolą jest sprawnie przeprowadzić go przez cały proces sprzedaży czy kupna.  

W przypadku klientów inwestycyjnych ładunek emocjonalny jest zwykle mniejszy, ale dla wielu osób zakup nieruchomości jest obecnie formą ochrony kapitału, wypracowanych przez lata oszczędności, więc poziom odpowiedzialności jest równie wysoki. 

POZnań Nieruchomości Anna Knioła
Anna Knioła, Sonia Leszkowicz - Baczyńska | Agentki nieruchomości z licencją na kredytowanie 8

Prowadzicie też vloga „ASy Nieruchomości”. Jaki jest ogólny poziom wiedzy poznaniaków na temat rynku nieruchomości?  

A. K.: Klientów można podzielić na dwie grupy – część z nich od wielu lat inwestuje w nieruchomości i ma stosunkowo dużą wiedzę na temat rynku, a część, co zrozumiałe, zaczyna interesować się tematem dopiero w momencie pierwszej transakcji. O wszystkich, nawet najbardziej skomplikowanych, kwestiach związanych z nieruchomościami mówimy jednak przystępnym językiem, bo nie chcemy tworzyć barier. Jestem przekonana, że coraz lepiej wyedukowany i coraz bardziej wymagający klient wybierze lepsze biuro nieruchomości, a na tym zależy nam najbardziej.   

Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku kredytów, dlatego w nowym roku ruszamy z vlogiem „Agentki z licencją na kredytowanie”. Kiedy sama stawiałam pierwsze kroki w finansach miałam wrażenie, że doradcy kredytowi rozmawiają ze mną w innym języku – postanowiłam wtedy, że nigdy nie będę w ten sposób rozmawiała z moimi klientami. Stawiamy na nieruchomości i finanse z ludzką twarzą.  

Jak wygląda Wasza praca na co dzień? Co daje Wam w niej największą satysfakcję?   

S. L.-B.: Wiele osób myśli, że praca pośrednika nieruchomości wygląda tak, jak w amerykańskich filmach i serialach – jeśli pośrednikiem jest kobieta to zawsze nosi wysokie szpilki, koniecznie musi jeździć kabrioletem, a rytm jej pracy wyznaczają okresy od bankietu do bankietu. Tymczasem pośrednik jest czasem sprzątaczką – kiedy trzeba przygotować mieszkanie do sprzedaży, czasem tragarzem – kiedy przenosi rekwizyty do sesji zdjęciowej, bardzo często spełnia też rolę psychologa i negocjatora, musi znać tajniki sprzedaży i być dobrze zorientowanym w aktualnych przepisach, aby dobrze reprezentować klienta u notariusza. W tej pracy naprawdę nie można się nudzić, a każdy dzień przynosi nowe wyzwania.   

A. K.: Łączenie tylu skrajnych ról wymaga dużej samodyscypliny, cierpliwości, empatii, a praca pośrednika jest niezwykle pochłaniająca. Ale daje bardzo dużo w zamian: mnóstwo satysfakcji, pozytywnego doładowania, energii płynącej od klientów. Każdy z nich to odrębna historia, nowa opowieść, trudno mi wyobrazić sobie inną pracę, w której można zawrzeć tyle interesujących znajomości, zdobyć tyle nowych, wartościowych kontaktów. To naprawdę fascynujący świat!

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła|POZnań Nieruchomości Anna Knioła
REKLAMA
REKLAMA

Joanna Scheuring-Wielgus | Chcę nowoczesnej Polski w zjednoczonej Europie

Joanna Scheuring - Wielgus

Polityczka, działaczka samorządowa i społeczna, która swoją karierę rozpoczynała jako manager kultury. Dziś jest wiceministrą kultury i liderką listy lewicy z województwa wielkopolskiego do Parlamentu Europejskiego. O wyzwaniach stojących przed Europą, sytuacji kobiet w Polsce, planach na siebie w Brukseli, ale także o modzie i o tym, co jej się podoba w Poznaniu opowiada Joanna Scheuring-Wielgus. 

Rozmawiają: Anna Bowsza oraz Alicja Kulbicka 

Zdjęcia: Materiały prywatne J.Sz.-W.

Anna Bowsza: Pełnisz dzisiaj funkcję wiceministry kultury. Dlaczego Ministerstwo Kultury jest Ci tak bliskie? 

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Przed wejściem do polityki zawodowo zajmowałam się kulturą, więc objęcie stanowiska ministry w tym resorcie było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Współpracowałam przez lata z ministerstwem z tej drugiej strony jako managerka artystów, producentka spektakli, koncertów czy wystaw, więc teraz uzupełniam swoją wiedzę i doświadczenie o ten obszar działania, ale z tej drugiej strony, czyli rządowy. 

Alicja Kulbicka: A jednak zdecydowałaś się na kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Wybory do europarlamentu są niezwykle ważne. Szczególnie te, które przed nami. Widzisz przecież, co się dzieje: wojna w Ukrainie, w strefie gazy, wzrost radykalnych nastrojów na całym świecie, wielka niewiadoma wyborów w Stanach Zjednoczonych, dojście do władzy w Europie proputinowskich ugrupowań. Czuć w powietrzu niepokój i lęk przed światowym konfliktem. Wyobraź sobie, co by się teraz działo w Polsce jakbyśmy nie byli w UE czy w sojuszu natowskim? Dlatego ważne jest to, aby w tej kadencji PE znaleźli się reprezentanci z Polski, którzy są skuteczni, odważni i silni. Ci, którzy zadbają zarówno o silną Polskę w Europie, jak i silną Unię Europejską na świecie. Ja taka jestem. Poza tym moja działalność polityczna to walka o dobrą przyszłość dla moich dzieci. Może to kolokwialne, ale chcę, aby trójka moich chłopków żyła w spokojnym świecie. 

A.K.: Pochodzisz z Torunia, startujesz z Poznania. Dlaczego?

Wybory do europarlamentu to zupełnie inne wybory niż te parlamentarne czy samorządowe. Wybieramy tylko 53 parlamentarzystów, Polska jest jakby jednym okręgiem, dlatego każda partia wystawia najsilniejsze nazwiska w każdym okręgu.  Mi przypadła Wielkopolska i bardzo się z tego cieszę, bo częściej zdarzało mi się u Was bywać niż w innych regionach Polski. Poza tym moja mama i rodzina od strony dziadka pochodzi z Wielkopolski.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Co Ci się w naszym mieście podoba? 

Jak byłam na studiach to wyjazd do Gdańska czy właśnie do Poznania był dla mnie jak wyjazd do Europy. To z Poznania wyruszałam autokarem na saksy do Londynu, to w Poznaniu mieliśmy pierwsze ogólnopolskie spotkanie ruchów miejskich, z których się wywodzę. Ogólnie Wielkopolska kojarzy mi się od zawsze z estetyką, porządkiem i zaradnością. A najbardziej z Poznania lubię rogale marcińskie!  (śmiech)

A.B.: Czym zamierzasz zająć się w Brukseli? Z jakim programem startujesz?

Bardzo chciałabym kontynuować swoją ministerialną pracę w komisji kultury i mediów. Jest jeszcze mnóstwo do zrobienia, chociażby w kwestii statusu zawodowego artysty czy ubezpieczeń dla ludzi kultury. Ale oczywiście jest mi również bliska kwestia równouprawnienia i praw kobiet. Dlatego chcę wprowadzić Kartę Praw Kobiet Unii Europejskiej, która zagwarantowałaby każdej kobiecie w Europie prawo do legalnej, bezpiecznej, powszechnej opieki aborcyjnej. Ponadto chcę wprowadzenia przez państwa członkowskie regulacji ochronnych dla tych grup kobiet, które są szczególnie narażone na przemoc i wyzysk. A jeśli chodzi o program Lewicy to znajdziesz szczegółowy na naszej stronie lewica2024.eu To nasza wizja Europy i Polski w Europie.

A.K.: Ośmiu na 10 Europejczyków uważa, że te wybory są wyjątkowo ważne w obliczu toczącej się wojny Rosji przeciwko Ukrainie i konfliktu na Bliskim Wschodzie – wynika tak z Eurobarometru, przedwyborczego badania unijnej opinii publicznej. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, będzie to oznaczało wzrost o 10 pp. w stosunku do wyborów w 2019 r. w całej Europie. Dlaczego udział w eurowyborach jest tak ważny?

W ogóle głosowanie w jakichkolwiek wyborach to wielki przywilej, który akurat my, kobiety, wywalczyłyśmy 100 lat temu! Głosując – decydujesz. Głosując – masz wpływ. Potem oceniasz i masz prawo wymagać. Dla mnie głosowanie to świąteczny i ważny dzień. Tak jak powiedziałaś, te wybory są szczególnie ważne, bo sytuacja na świecie jest niestabilna i naszym zadaniem jest odsunąć ten trend i wybrać takich ludzi do PE, którzy zagwarantują nam bezpieczeństwo i będą podejmować dobre decyzje dla nas i dla Europy. Silna Europa to silna Polska, nie mam co do tego wątpliwości.

A.K.: 20 lat Polski w Unii Europejskiej. Jesteś przedstawicielką ugrupowania, które Polskę do UE wprowadziło. Pamiętasz ten dzień? 

Oczywiście! Po głosowaniu zrobiliśmy z mężem w naszym ogrodzie imprezę dla znajomych. Bardzo się cieszyłam, bo będąc studentką marzyłam o tym, aby być pełnoprawną obywatelką UE. Irytowało mnie na granicy, że traktują nas, Polaków, jak osoby drugiej kategorii. Tak się czułam, jeżdżąc podczas studiów do Londynu i pracując tam na czarno. Patrząc teraz na Ukrainę, wyobraź sobie, co by było teraz w Polsce, gdyby Lewica nie wprowadziła nas do UE i nie zawiązała sojuszu z NATO? Strach nawet myśleć.

Joanna Scheuring - Wielgus

A.B.: Czy Polacy nadal są euroentuzjastami?

Na szczęście nadal tak, ale widać i słychać ze strony radyklanej prawicy chęć wyprowadzenia Polski z UE. To byłyby kolosalny błąd. Dlatego ważne jest, aby nie dać się zwieść tym populistycznym hasłom. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię. Nagonka, manipulacja i kłamstwa doprowadziły do zmiany nastawienia Brytyjczyków, co w efekcie skończyło się Brexitem, którego nikt na serio nie traktował, a się wydarzył. Teraz coraz częściej na Wyspach mówi się o powrocie do wspólnoty europejskiej i słychać żal wśród ludzi, którzy zdecydowanie żałują decyzji o wyjściu z UE. 

A.K.: Jednak dziś po 20 latach bycia częścią europejskiej rodziny, a po ośmiu latach rządzenia w Polsce przez populistów, obserwujemy wzrost nastrojów antyunijnych. Sporo mówi się o „narzucaniu nam prawa” przez unijnych biurokratów, rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi, pasjonaci motoryzacji sceptycznie podchodzą do zapowiedzianej elektromobilności, ostatnią zmianą, która dotknęła konsumentów są… plastikowe nakrętki przytwierdzone na stałe do butelek. I choć te zmiany zapewne istotne z punktu widzenia zmian klimatycznych są tym, co powinno stanowić priorytet. Czy właśnie nie działania „nakazowe” są tym, co nas od Unii odpycha? 

Zacznijmy od tego, dlaczego stworzono Zielony Ład? Wszyscy chcemy oddychać czystym powietrzem, jeść zdrową żywność bez chemii. Chcemy, aby woda płynęła w kranach, a nie była luksusem. Takie były cele Zielonego Ładu. I tych celów będę broniła. Jednak nie wszystko poszło tak jak powinno. Zabrakło odpowiedniej komunikacji. Zabrakło rozmowy z rolnikami, ale to kamyczek do ogródka komisarza Wojciechowskiego z PiS. Uważam, że niektóre decyzje wymagają ponownego przemyślenia. Mam na myśli chociażby zakaz rejestracji samochodów spalinowych po 2035 r. Trzeba wspierać elektromobilność, ale chyba nie poprzez zakazy.  Dlatego jako Lewica opowiadamy się za zrobieniem kroku wstecz w sprawie tej regulacji. Trzeba rozwiać społeczne obawy ludzi czy za 11 lat będą mogli jeździć samochodem. Będą mogli. Ważne jest też, aby rozwijać transport publiczny, który jest dla wszystkich. Są na to środki z KPO. W Polsce 13 mln ludzi jest wykluczonych komunikacyjnie. Europa powinna być o korzyściach, nie o zakazach.

A.K.: Jak widzisz Unię Europejską w perspektywie 5-10 lat? 

Marzę o Europie silnej i zjednoczonej. UE to dla mnie nie tylko zbiór państw, to nie tylko walka mocarstw, dyplomacja i spotkania na szczycie. UE to przede wszystkim człowiek, jego codzienność i jego potrzeby. Dziś potrzebujemy zmiany działania Unii tak, by korzyści z naszej wspólnoty płynęły bezpośrednio do nas i naszych najbliższych. Zbyt często politycy skupiają się na wielkich regulacjach, a zbyt rzadko myślą o tym, aby zapewnić zielony skwer w naszej okolicy, dostępny żłobek czy nowe mieszkanie na start dla młodych. O tym powinna być Europa, o tym powinna być Unia, o tym powinna być nowoczesna Polska w zjednoczonej Europie. Takiej Polski w Europie chcę ja i Lewica. Jednocześnie rozumiem, że UE potrzebuje korekty. Czas, by stała się instytucją bliższą naszym codziennym sprawom. Mniej spotkań na szczycie czy za zamkniętymi drzwiami, a więcej przejrzystości i demokracji.

A.K.: Jesteś socjolożką, z racji wyuczonego zawodu myślę, że widzisz szerzej niż inni zachodzące w Polsce zmiany. Czy polskie społeczeństwo się liberalizuje i staje się coraz bardziej tolerancyjne?

Zdecydowanie. Polskie społeczeństwo jest bardziej liberalne niż politycy, których potem to społeczeństwo wybiera. Bardzo dobrze to widać chociażby na przykładzie zmiany stanowiska dotyczącego liberalizacji prawa aborcyjnego. W 2016 roku, jak odbywały się pierwsze protesty, zwolenników takiego prawa było około 30%, teraz te wyniki dochodzą często do 80%. Zmienia się również w ekspresowym tempie nasz stosunek do kościoła. Pustoszeją świątynie, młodzież wypisuje się z lekcji religii, ludzie rezygnują ze ślubów kościelnych i coraz mniej osób przyjmuje księdza na tzw. kolędzie. Niektóre badania plasują Polskę na pierwszym miejscu wśród najszybciej laicyzujących się krajów świata. To zasługa samego kościoła, który po 1989 r. próbował układać się z różnymi rządami, ale ostatnich osiem lat jest jednak pod tym względem wyjątkowych. Nie wspomnę już o przestępstwach i nadużyciach w kościele, o których dowiadujemy się bardzo często. 

Joanna Scheruing - Wielgus, Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek na Marszu Równości

A.K.: Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja kobiet w Polsce? Jesteś wiceprzewodniczącą Nowej Lewicy, partii, której dobro kobiet leży bardzo na sercu. Startujesz do Parlamentu Europejskiego z Poznania, który jest raczej miastem liberalnym i otwartym. Jednak Polska to nie tylko duże miasta… 

No właśnie. Dobrze, że zwracasz na to uwagę, bo my na lewicy z naszymi postulatami kobiecymi zwracamy się właśnie do tych, którzy są pozostawieni sami sobie, są w tyle. Standardowo jak jesteś z miasta, to masz więcej możliwości, jak dobrze zarabiasz to stać cię na więcej, jak nie jesteś samotna, jest ci łatwiej. Gdy porównamy opiekę państwa dla Polek do opieki dla kobiet w innych krajach, to Polki są na szarym końcu: mamy najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne, nie mamy bezpłatnych tablet antykoncepcyjnych, opieki okołoporodowej, w szpitalach lekarz może odmówić ci zabiegu, bo powołuje się na klauzulę sumienia, jak zostaniesz zgwałcona, to chroni się sprawcę, a kobiecie sugeruje się, że prowokowała wyglądem. Jest mnóstwo do zmiany nie tylko w prawie, ale przede wszystkim w głowach konserwatywnych polityków, dla których kobieta to często nadal „słaba istota”, którą muszą się zaopiekować. 

A.K.: Czy bycie kobietą pomaga czy przeszkadza w polityce? Mierzysz się z seksizmem? 

To zależy. Na pewno kobiet powinno być zdecydowanie więcej w polityce. W polskim parlamencie jest nas teraz 29%, więc nawet nie zbliżamy się do połowy reprezentacji. Dlatego zachęcam kobiety do angażowania się w życie społeczne i polityczne na różnych szczeblach. Bo kto ma zadbać o nasze interesy jak nie my same? A jak pytasz mnie o seksizm w polityce, to powiem ci, że on jest nadal powszechny; jest wszechobecny, nie tylko w polityce. Nadal niestety jest mnóstwo stereotypów związanych z kobietami. Dużo pracy przed nami.

A.B.: Czy czujesz, że na sejmowych korytarzach musisz udowadniać, że bycie kobietą nie oznacza mniejszych kompetencji? 

Nadal tak. Od 2018 roku rozkładam na czynniki pierwsze kwestie przestępstw w polskim kościele. Gdy o tym mówię, podając fakty, słyszę, że atakuję kościół i że jestem kontrowersyjna. Gdy mówię o świeckim państwie, słyszę, że jestem radykalna. Gdy mówi to samo jakiś polityk czy ksiądz, opinia jest taka, że mówi to mąż stanu, jemu po prostu wolno. Ale zaznaczanie mniejszych kompetencji odbywa się nawet w tak wydawałoby się błahej sprawie jak przedstawianie polityczek. Często słyszę: Poseł Krzysztof i nasza Joasia…

A.B.: To nieco z innej beczki. Czy polityczki w Polsce są dobrze ubrane? 

To naprawdę zależy, bo mamy różne gusta, ale to czego nie rozumiem i to, co mi się zdecydowanie nie podoba to „przebieranie się” za polityczkę. Często wygląda to bardzo sztucznie i widać, że ta osoba czuje się w tym ubiorze po prostu niewygodnie. Uważam, że niezależnie od tego, kim jesteśmy i co robimy, powinniśmy być po prostu sobą. 

A.B.: Twoje stylizacje są zawsze perfekcyjne. Dobrze skrojona marynarka, świetna fryzura i makijaż. Lubisz modę?

Zawsze lubiłam modę i śledziłam nowinki, ale nigdy nie kupowałam rzeczy tylko dlatego, że są modne. Nie kupowałam też nigdy rzeczy, na które mnie nie stać. Wolę mniej niż więcej i nigdy za wszelką cenę. Ale mam od lat swojego ulubionego fryzjera Tomka, który tnie włosy brzytwą. Dbam o siebie, ćwiczę na siłowni. Wychodzę z założenia, że nawet świetny ciuch czy makijaż nie ukryje niezdrowego ciała. Zdrowe ciało to zdrowa dusza i wtedy wystarczą trampki, dżinsy i biały T-shirt. 

A.B.: Jak dobierasz stylizacje? Masz kogoś do pomocy czy zdajesz się na swoje wyczucie stylu?

Odkąd pamiętam zawsze zakładam na siebie to, co ja chcę włożyć, a nie to, w czym chcą mnie widzieć inni. Czasami wbrew trendom, modom czy upodobaniom innych. Ja po prostu nie lubię jak mi ktoś coś narzuca. Zawsze na końcu to ja podejmuję decyzję zarówno w co się ubiorę, jak i co zrobię. Moja mama kiedyś mi powiedziała, że ja od dziecka zawsze taka byłam. (śmiech) Z wiekiem stawiam zdecydowanie na wygodę, więc świadomie zrezygnowałam ze szpilek w sejmie na rzecz płaskich butów. Żadnych ciężkich torebek na ramię, tylko wygodny plecak. 

A.B.: Masz swoje „guru modowe”?

Nie mam jednego guru modowego, ale moją miłością wielką jest wszystko, co brytyjskie. Dlatego zawsze z uwagą obserwowałam Vivienne Westwood, ale i Katharine Hamnett, projektantkę znaną ze swoich politycznych T-shirtow, które uwielbiam. Lubię też Francuzkę Isabel Marant czy ciuchy sportowe od Stelli McCartney. Podoba mi się również styl Charlotte Gainsbourg czy Patti Smith. Jak widzisz kino i muzyka są dla mnie największą inspiracją, jeśli chodzi o to jak się noszę.  

Już dziś (03.06.) zapraszamy na wyjątkowe spotkanie z Joanną Schering – Wielgus

ul. Młyńska 12

godz. 18:00

Wstęp wolny

Alicja Kulbicka

Alicja Kulbicka

Redaktor naczelna
Anna Bowsza

Anna Bowsza

REKLAMA
REKLAMA
Joanna Scheuring - Wielgus
REKLAMA
REKLAMA