W grudniu kuchnia zamienia się w prawdziwe centrum dowodzenia – tu pachnie przyprawami, tu lepimy pierogi i szukamy wolnego kawałka blatu. Ale czy da się uniknąć świątecznego chaosu i stworzyć kuchnię, która naprawdę nas wspiera, zamiast wystawiać na próbę nerwy? Anita Łopatka, autorka popularnego profilu @przyjazna_kuchnia, przekonuje, że kluczem jest nie tylko porządek, ale i sprytna organizacja, dzięki której przygotowania do świąt mogą być czystą przyjemnością. W rozmowie z nami dzieli się sprawdzonymi trikami na kuchnię, w której magia świąt ma miejsce nawet w najprostszych codziennych czynnościach.
Rozmawia: Alicja Kulbicka | Zdjęcia: Krzysztof Strażyński
Czym dla Ciebie właściwie jest „przyjazna kuchnia”? Czy to bardziej kwestia estetyki, ergonomii, porządku, czy może mentalnego spokoju, który czujemy, gdy otwieramy szafkę i nic nam nie spada na głowę?
ANITA ŁOPATKA: Przyjazna kuchnia to dla mnie połączenie tych wszystkich elementów. Oczywiście, estetyka jest ważna – kocham wysoką jakość materiałów i piękne fronty, bo to, co widzimy, natychmiast wpływa na nasze pozytywne nastawienie do przestrzeni. Ale serce przyjaznej kuchni bije w rytmie ergonomii i organizacji. To przestrzeń, która nas wspiera, jest do nas idealnie dopasowana, w której otwieram szufladę i bez zastanawiania wyjmuję potrzebną rzecz, bo wszystko ma swoje miejsce. Nie muszę walczyć z wieżami garnków ani wyciągać rzeczy z przodu na blat, żeby dostać się do czegoś z tyłu głębokiej szafki. Współczesne systemy – wysuwane półki, obrotowe kosze – po prostu współpracują ze mną. I właśnie tę funkcjonalność testuję i pokazuję na @przyjazna_kuchnia.
Przed nami piękny czas w roku, ale też stresujący – święta Bożego Narodzenia. Wiele osób przed świętami wpada w kuchenny chaos. Co tak naprawdę odróżnia kuchnię „zorganizowaną” od kuchni „opanowanej przez grudniowy szał gotowania”? I czy istnieje punkt, w którym warto zacząć, zanim zaczniemy lepić pierogi i piec makowiec?
W zorganizowanej kuchni wiemy, gdzie co jest, bo rzeczy mają swój „domek”. I to jest nasz punkt wyjścia: stworzenie domku dla każdej rzeczy. Najczęściej używane przedmioty trzymamy w najwygodniejszych miejscach, czyli w zasięgu ręki w dolnych szufladach. Natomiast brytfanna do pieczenia, używana raz na rok w święta, nie musi zajmować tej cennej przestrzeni; może więc powędrować do szafki pawlaczowej. A na co dzień mamy pod ręką to, co jest kluczowe. To prosta zasada, która pozwala uniknąć tego irytującego wyciągania tortownicy spod pięciu innych form w Wigilię!
Drugi kluczowy punkt to zapasy. Moja rada: przesypuj produkty sypkie do estetycznych, przejrzystych pojemników i opisz je etykietami. To od razu pokazuje, ile mąki i cukru zostało. Uporządkowanie przypraw w słoiczkach to gwarancja, że w połowie przepisu nie zabraknie Ci łyżeczki proszku do pieczenia, a Ty nie będziesz musiała wysyłać męża do sklepu na szybkie, świąteczne zakupy. (śmiech)

Co najczęściej „psuje” organizację w kuchni: złe rozmieszczenie rzeczy, nadmiar przedmiotów, a może nawyki, które sabotują nawet idealną zabudowę?
Nadmiar przedmiotów to największy sabotażysta. Możemy mieć najdroższą i najlepiej zaprojektowaną kuchnię, ale jeśli gromadzimy rzeczy w nieuzasadniony sposób, żaden system tego nie obroni. Prosty przykład: jeśli kolekcjonujemy pięć różnych wałków do ciasta, bo żal nam wyrzucić stary, nawet najlepsza szuflada szybko się zapcha. To samo dotyczy plastikowych pudełek bez pokrywek. W rezultacie szafki stają się przeładowane, niemożliwe staje się sensowne odkładanie rzeczy na miejsce, a stąd już prosta droga do chaosu. Pamiętajmy: organizacja to w 80% zarządzanie tym, co posiadamy. Naszym kluczowym nawykiem musi być: „Jeśli to nie ma pokrywki – to tego nie ma” lub „Jeśli tego nie używam – to tego nie przechowuję”.
Organizacja szafek to dla wielu osób czarna magia. Jak podejść do nich strategicznie: od czego zacząć, co wyeliminować, a na czym absolutnie nie oszczędzać?
Pomyślmy o naszym ruchu w kuchni. Aby to uporządkować, musimy zacząć myśleć jak projektant – dzieląc kuchnię na logiczne strefy pracy: zapasów, przechowywania, zmywania, przygotowywania i gotowania. W każdej takiej strefie umieszczamy rzeczy, których faktycznie tam używamy. Żeby nie generować kroków, żeby rzeczy były pod ręką. Nóż i deski – koniecznie w strefie przygotowywania, a ręcznik kuchenny i worki na śmieci – blisko strefy zmywania. To sprawia, że rzeczy są zawsze intuicyjnie tam, gdzie ich potrzebujesz. Co wyeliminować: wszystko, co nie było używane przez ostatni rok. Mówimy stanowcze „nie” zdublowanym gadżetom, trzem identycznym łyżkom cedzakowym i zapasowi słoiczków bez pokrywek. Na czym absolutnie nie oszczędzać? Na akcesoriach i systemach, które nam w tym pomagają! To jest inwestycja w naszą codzienną wygodę. Nie wyobrażam sobie już walki z tradycyjną szafką narożną, wymagającej klęczenia i „nurkowania”. Przecież możemy skorzystać z systemu, który jednym palcem wysuwa całą półkę z narożnika, dając nam doskonały dostęp do wszystkich naczyń z góry! Podobnie jest ze spiżarniami – jeden system w szafce potrafi stworzyć pakowną spiżarnię z doskonałym wglądem i łatwym dostępem do zapasów, działającą jak lodówka, ale bez chłodzenia. Warto w to zainwestować, by gotowanie było przyjemnością.

Czy istnieją „strefy”, które powinna mieć każda kuchnia – niezależnie od jej metrażu? Jeśli tak, które z nich są najważniejsze podczas świątecznego gotowania?
Tak! Każda kuchnia opiera się na pięciu strefach pracy, ale jeśli miałabym wskazać jedną, która jest kluczowa w grudniu, to jest to strefa zapasów, czyli spiżarnia. Coraz częściej widzimy powrót do spiżarni w osobnym pomieszczeniu – przejrzyście zorganizowanej, z miejscem na kilogramy mąki, cukru, słoiki z przetworami i wszystkie świąteczne zapasy. To jest niesamowity trend, który daje ogromny komfort! Ale nawet jeśli mamy aneks kuchenny, musimy tę strefę mieć – wtedy kompresujemy ją do jednej szafki, najlepiej za pomocą wysuwanego systemu cargo. Dlaczego to jest tak ważne? Ponieważ produkty porozrzucane w kilku szafkach to zła droga. Wtedy łatwo je przeoczymy, dublujemy zakupy, a produkty się przeterminują.
W Twoich materiałach często pojawia się motyw „kuchni, która współpracuje z człowiekiem”. Co to znaczy w praktyce? I jak sprawić, żeby kuchnia nie była miejscem, które ciągle czegoś od nas wymaga, tylko takim, które nas wspiera?
Kuchnia, która współpracuje, to taka, która upraszcza nasze ruchy do minimum. W praktyce oznacza to, że nie musimy się gimnastykować ani marnować czasu. Otwierasz szafkę, a system cargo właściwie podaje zapasy – masz wszystko pod ręką, natychmiast. W strefie przygotowywania w pierwszej szufladzie masz noże i przyprawy, obok wyciągasz garnek, a tuż obok jest płyta. To jest właśnie ta ciągłość i płynność ruchu. To jest to wsparcie, które zamienia wysiłek w przyjemność: zamiast szukać – znajdujemy, zamiast schylać się – wysuwamy półki. Zawsze staram się to pokazywać w moich filmikach na Instagramie. I nie chodzi tu o dosłowną reklamę systemów, ale o promowanie tej intuicyjności i funkcjonalności, jakie możemy stworzyć w każdej kuchni, aby serce domu było naszym sprzymierzeńcem, a nie kolejnym projektem do ogarnięcia.

Jakie błędy popełniamy najczęściej, kiedy próbujemy przygotować święta w kuchni, która nie jest dobrze poukładana?
W kuchni, która nie jest dobrze poukładana, blaty stają się strefą zrzutu. Ciasto robimy po jednej stronie, produkty czekają na drugiej, a na środku piętrzy się stos brudnych misek i narzędzi. W efekcie nie mamy gdzie działać, a to natychmiast generuje ogromny stres. Zamiast cieszyć się zapachem pierników, walczymy o każdy centymetr przestrzeni. A przecież wiele rzeczy mogłoby intuicyjnie trafić do szafek, gdyby miały swoje stałe, dobrze zorganizowane miejsce. Chaos na blatach to po prostu widoczny brak systemu w szafkach.
Czy porządek w kuchni naprawdę przekłada się na przyjemność gotowania – czy to tylko ładne hasło z Instagrama?
Zdecydowanie to nie jest tylko ładne hasło, co zresztą staram się udowadniać w moich materiałach na Instagramie. Aby gotowanie sprawiało przyjemność, wybieram przepisy, które faktycznie chce się przygotowywać. Nigdy nie ukrywam, że gotowanie nie jest dla mnie codziennym obowiązkiem, ale w dzisiejszych czasach łatwo znaleźć rozwiązania na te dni, kiedy po prostu brakuje nam na to czasu. Właśnie dlatego w centrum przyjaznej kuchni stoi zawsze rodzina i jej przyzwyczajenia. To pod rodzinę musi być zaplanowana cała przestrzeń. To sprawia, że gdy dzieci są w pewnym wieku, potrafią samodzielnie zrobić sobie śniadanie, bo zorganizowana kuchnia to ułatwia. Nie pytają nas, gdzie są płatki, mleko czy przekąski, bo wszystko ma swoje stałe miejsce. Mało tego, jadąc na zakupy, też szybko identyfikujemy, czego nie ma w domu.

Dla wielu osób kuchnia jest „centrum dowodzenia” – rozmowy, zapachy, pierwsze testy karpia i pierogów. Jak stworzyć w niej atmosferę, która zaprasza do spędzania czasu, a nie do szybkiego uciekania?
To jest wspaniałe pytanie! Ostatecznie to od nas zależy, jaką atmosferę wprowadzimy do tego „centrum dowodzenia”. Chodzi o to, żeby kuchnia zapraszała, a nie onieśmielała. To przecież nie jest mój jednoosobowy projekt! Kluczem jest otwarcie i zaangażowanie. Czy dzieci będą chciały zaangażować się we wspólne lepienie pierogów? Jeśli damy im przestrzeń i luz, to będzie przy tym mnóstwo śmiechu i rodzinnych wspomnień. I przecież te pierogi nie muszą być idealne kształtem! (śmiech) Na szczęście trend kuchni otwartych na salon bardzo nam w tym pomaga. Taki układ naturalnie zaprasza do wspólnego gotowania, a nawet do włączenia gości w przygotowania.
A gdybyś miała dać jedną radę osobie, która co roku obiecuje sobie, że „tym razem ogarnie kuchnię przed świętami”, ale zawsze kończy z bałaganem – jaka by była?
Moja rada jest prosta: nie rzucaj się od razu na całą kuchnię, bo skończy się na frustracji. Zamiast tego: zacznij od organizacji jednej, najczęściej używanej szuflady. Niech to będzie przed świętami szuflada ze sztućcami lub ulubionymi przyborami. Warto przygotować ją na Wigilię tak, by zrobiła efekt wow. Wyjąć wszystko, dodać piękne maty antypoślizgowe lub modułowe, drewniane organizery. Ta szuflada będzie małym sukcesem, który zainspiruje do uporządkowania reszty szafek w Nowym Roku!
A tak z ciekawości, Alicja, jaką najszerszą szufladę z akcesoriami masz w swojej kuchni? Ja zaraz Ci podpowiem, od czego zacząć! Tak samo, jak każdemu, kto odezwie się do mnie na Instagramie. Zróbmy ten pierwszy, idealnie zorganizowany krok!

Brzmi świetnie! To na koniec jakie są Twoje świąteczne rytuały w kuchni? Co sprawia, że grudniowe przygotowania stają się przyjemnością, a nie projektem na pełen etat?
Dla mnie to właśnie wspólne działanie. Zapraszam rodzinę i przyjaciół do wspólnego lepienia pierogów, pieczenia i dekorowania pierniczków. Nasza kuchnia w grudniu staje się wspólną kreacją, a nie tylko moją pracą. Dzięki temu jesteśmy razem, rozmawiamy, śmiejemy się i te przygotowania zamieniają się w prawdziwą przyjemność, a nie w projekt na pełen etat. I to jest dla mnie najpiękniejszy efekt przyjaznej kuchni – służy ona do życia i budowania wspomnień.




