YANA COUTO I OS.SO | Opowieść pisana dźwiękiem

blank


Muzyka jest dla nich schronieniem – miejscem, w którym można zaczerpnąć głęboki oddech, uspokoić drżące myśli i pozwolić, by dźwięki prowadziły ku temu, co najważniejsze. Yana Couto odnalazła ten azyl już jako dziecko, przy klawiszach fortepianu; OS.SO – w niezwykłej intensywności brzmień, które potrafią unieść poza czas i przestrzeń. Ich drogi skrzyżowały się jak dwa ciche nurty, które od pierwszego spotkania zaczęły płynąć jednym tempem. Tak narodziła się „Isolde” – opowieść utkana z impresji, kobiecych historii i słowiańskich symboli, zanurzona w półcieniach emocji, dojrzewająca w dialogu i wzajemnym zaufaniu. To album, który nie tylko się słucha – to album, który się przeżywa.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska | Zdjęcia: Marco Couto

Co sprawia, że muzyka pełni dla Was funkcję miejsca do oddechu, spokoju i refleksji?

Yana Couto: U mnie ten proces zaczął się jak miałam sześć lat i rozpoczęłam naukę gry na fortepianie, który już wtedy pełnił dla mnie funkcję terapeutyczną. Byłam energicznym dzieckiem i mocno przeżywałam świat wokół mnie, a obcowanie z instrumentem działało bardzo uspokajająco. Kiedy zaczęłam tworzyć swoje kompozycje i dzielić się nimi z otoczeniem, uświadomiłam sobie jak wiele osób też potrzebuje muzyki, która ma w sobie ten oddech i przestrzeń.
OS.SO: Dla mnie muzyka jest przede wszystkim najbardziej kompleksowym doznaniem estetycznym, jakie znam. Oddziałuje na mnie na tak wielu poziomach, że potrafię całkowicie stracić poczucie czasu, przestrzeni. To bardzo specyficzne przeżycie, którego nie daje mi żadna inna dziedzina sztuki.

Gdzie się połączyły Wasze muzyczne światy? Jak się poznałyście?

OS.SO: To połączenie przypadku i intuicji (śmiech). Muzykę Yany podsunął mi You Tube i po przesłuchaniu dwóch utworów wiedziałam, że chcę pracować właśnie z tą artystką. Nie znałyśmy się wcześniej, nie miałam pojęcia, czy mieszkamy w jednym mieście – po prostu wysłałam do Yany krótkie zaproszenie na kawę. Bardzo szybko okazało się, że łączy nas mnóstwo wątków, inspiracji i pomysłów na muzykę.

A co Was skłoniło, aby występować pod takimi pseudonimami artystycznymi?

OS.SO: Mój pseudonim jest zarówno nawiązaniem do mojego nazwiska, jak i wyrazem zamiłowania do języka i literatury. Uczyłam się m.in. łaciny i włoskiego, „os” to po łacinie kość (po włosku: „osso”), a ponieważ swój pseudonim artystyczny chciałam potraktować jako coś, co określi mój trzon – zasadniczą część mojej tożsamości – połączenie wydało mi się znakomite. OS.SO to mój szkielet.
Yana Couto: Dla mnie była to kwestia znalezienia pseudonimu, który będzie krótki i łatwy do wymówienia w Polsce i zagranicą, a także wizualnie i rytmicznie spójny – stąd moje imię przeszło transformację z Zuzanny do Yany, z którą szybko się zakolegowałam. (śmiech) Drugi człon pseudonimu to moje portugalskie nazwisko, które jednak bywa czasami kłopotliwe w wymowie w Polsce, dlatego rekomenduję pomyśleć o wymowie słowa “kołtun” bez ostatniej litery “n”.

Jak narodził się pomysł na album „Isolde”?

Yana Couto: Podczas pierwszego spotkania przy kawie, rozmawiałyśmy o inspiracjach i naszych muzycznych światach i myślę, że już wtedy pojawił się w naszych głowach kierunek do działań. Wspomniałyśmy o sztukach performatywnych, o Marinie Abramovic, o muzyce będącej filmową opowieścią, o filmach Kieślowskiego czy Tarkowskiego. Cała wizja wyklarowała się chwilę przed wydaniem pierwszych trzech utworów, kiedy też wyreżyserowałyśmy wspólnie trzy filmy, w których wsparł nas bardzo doświadczony autor zdjęć Marco Couto, a wystąpiła wspaniała aktorka i tancerka Zofia Tomczyk, wcielająca się w postać Isoldy.

blank

Czy pamiętacie moment, w którym poczułyście, że macie spójną koncepcję na cały projekt? I jak podzieliłyście obowiązki pracy nad albumem?

OS.SO: Mam wrażenie, że choć początkowo miałyśmy razem stworzyć tylko trzy utwory, to od samego początku czułyśmy, że ta historia wymaga dłuższej formy, że jest wielowątkowa a jednocześnie zamyka się w bardzo jasnej dla nas klamrze. Postać Izoldy, choć nie od niej zaczęły się nasze rozmowy o wspólnej płycie, właściwie była obecna już w pierwszych szkicach. Trzeba było ją tylko nazwać i zaznaczyć jej obecność.
Yana Couto: Nasza praca przepływała w bardzo naturalny sposób, wymieniałyśmy się w rolach kompozytorek, producentek i wykonawczyń na różnych etapach powstawania muzyki, ale na każdym etapie brałyśmy pod uwagę opinię i pomysły drugiej osoby. Część muzyki powstała z już istniejących szkiców, część z szkiców powstających podczas procesu tworzenia na odległość, ale większość powstawała razem w studiu.

Czy tworząc „Isolde”, inspirowałyście się konkretnymi historiami, przeżyciami czy doświadczeniami osobistymi? Jakie emocje lub tematy przewijają się przez „Isolde”?

Yana Couto: W tym materiale wybrzmiewają nasze rozmowy wokół kobiecości, minimalizmu, obrazy z filmów Tarkowskiego i Kieślowskiego, symbole ludowe, a także historie z książki “Chłopki”, którą czytałyśmy w podobnym momencie. Myślę, że ten album jest w pewnym sensie zapisem naszych dialogów oraz sięgania do impresji historii innych kobiet. “Whisperer” powstał jako inspiracja Szeptuchami, czyli ludowymi uzdrowicielkami z okolic wschodniego rejonu Polski. Morana jest inspirowana słowiańską boginią zimy i śmierci, ponieważ bardzo mocno czułyśmy w tym utworze taką cykliczność i powiew chłodu.

Tworzycie muzykę niebanalną, będącą połączeniem neoklasyki i polskiego folku, słowiańskich brzmień. Jakie muzyczne wpływy najbardziej słychać na tym albumie?

Yana Couto: Z pewnością pojawiają się tu echa naszych indywidualnych inspiracji, jako że weszłyśmy do tego projektu z dużym doświadczeniem w tworzeniu muzyki solowo. U mnie są to na pewno takie wpływy jak Max Richter, Arvo Part czy Zbigniew Preisner – kompozytorzy, których bardzo cenię i podziwiam za ich minimalizm i emocjonalność. Z drugiej strony, podczas procesu twórczego sięgałyśmy też do badań etnograficznych Oskara Kolberga i jego zapisków muzycznych.
OS.SO: Nigdy nie umiem odpowiedzieć na pytanie, co słychać w mojej muzyce. Podczas komponowania raczej nie myślę o konkretnych twórcach, twórczyniach. Te postaci i ich dzieła są oczywiście obecne gdzieś w mojej pamięci, ale to, co jest efektem tych inspiracji wypływa już z innych źródeł – jest przepuszczone przez filtr mojej wrażliwości i ludzi, z którymi wspólnie tworzę. W zasadzie nie uzgadniałyśmy jak będzie brzmieć ta płyta – jej charakter jest wypadkową sposobu, w jaki Yana traktuje pianino, a ja głos. To było poniekąd oczywiste. Na pewno dla słuchacza ta perspektywa jest inna, samo instrumentarium niejako szufladkuje muzykę, ale kiedy przeżyło się cały proces tworzenia płyty mam wrażenie, że trudno jednoznacznie zaklasyfikować materiał, bo łączą się z nim dziesiątki wspomnień, emocji, przeżyć.

Kto zatem stanowi dla Was wzorzec muzyczny, odniesienie, kto jest inspiracją, drogowskazem?

OS.SO: Wydaje mi się, że kompozytorzy i kompozytorki w jakiś sposób przestają być wolni, kiedy obierają sobie wzorzec, bo wtedy zaczynają dążyć do upodobnienia się do kogoś innego. Dlatego nie mam wzorca, ale za to mnóstwo osób imponuje mi swoim talentem, pracowitością, umiejętnościami, stylem pracy i życia.
Yana Couto: Jest wielu artystów, których podziwiam, zarówno ze świata muzycznego, jak i poza muzycznego, którzy z pewnością oddziałują na twórczość, ale nie traktuję ich jako odniesienia i drogowskazu. Ta inspiracja często pojawia się w sposób nieświadomy, podskórny, a uświadamiam sobie jej obecność w momencie, kiedy słuchacze wracają i wspominają, że w jakimś utworze słyszą echo jakiegoś innego artysty.

Wasza muzyka trafiła do programu KEXP w Seattle, a Wasz wizerunek zagościł na billboardzie w samym sercu Times Square w Nowym Jorku. Jak do tego doszło? – bo to wielkie osiągnięcie i zapewne powód do dumy i ogromnej satysfakcji.

Yana Couto: Było to dla nas ogromne zaskoczenie, ale też wdzięczność, że muzyka niszowa znajduje swoich odbiorców w najróżniejszych zakątkach świata. Działamy niezależnie, także obecność naszej muzyki w różnych zagranicznych programach to też owoc naszej determinacji i setek wysłanych wiadomości do różnych stacji radiowych.

blank

Co najbardziej cenicie w swojej artystycznej współpracy? I jak wzajemnie wpływacie na swoje style muzyczne?

Yana Couto: bardzo cenię i szanuję OS.SO zarówno jako człowieka. jak i muzyka. Ma ona ogromne doświadczenie producenckie i lekkość w procesie twórczym, która była dla mnie bardzo inspirująca. Myślę, że obydwie jesteśmy bardzo dokładne, a jednocześnie otwarte na opinie drugiej osoby, była też w nas potrzeba spokojnej eksploracji i procesu „bez ciśnienia”. Czuć było w tym procesie dużo troski, zaangażowania z dwóch stron i chęci, żeby to, co robimy, było dla nas ciekawym procesem nakierowanym na tworzenie czegoś pięknego, spójnego i wartościowego.
OS.SO: Praca z Yaną – zarówno nad samą muzyką, jak i koncepcją wizualną i promocyjną albumu – była niezwykle naturalna, nie musiałyśmy się docierać ani szukać kompromisów. To wspaniała kompozytorka i niezwykła osoba. Dawno nie czułam się przy kimś tak dobrze, swobodnie i to w zasadzie od pierwszego spotkania. Bardzo doceniam to doświadczenie, to rzadkość poczuć się tak mocno w ludzkim i muzycznym wymiarze. Mogło być przecież tak, że mimo wspólnych chęci, by razem pracować i ogromnej przyjaźni, muzycznie nic by się nam nie kleiło.

Czy „Isolde” otwiera nowy rozdział w Waszej twórczości?

Yana Couto: Dla mnie była to pierwsza współpraca przy pełnym albumie z drugą osobą, z którą tak naprawdę dopiero się poznałyśmy, więc był to nowy rozdział i bardzo wartościowy czas. Bardzo się w tym procesie polubiłyśmy i czułam, że ta współpraca wnosiła wiele nowych pomysłów, zarówno w procesie produkcji, jak i promocji materiału. Czuję, że bardzo dobrze się poznałyśmy w tym procesie i będziemy chciały kontynuować współpracę, czy to przy koncertach, czy nowych działaniach twórczych.
OS.SO: Tak, to na pewno początek znacznie dłuższej znajomości i współpracy. Marzy mi się też wspólna praca z Yaną nad ścieżką dźwiękową do jakiegoś filmu.

Muzyka, która zdobyła ponad 25 milionów odsłuchań, program Spotify Equal, NY, Seattle. Oprócz ścieżki dźwiękowej do filmu, co dalej planujecie?

OS.SO: W tym momencie planujemy trasę koncertową. Bardzo chcemy spotkać się z naszymi słuchaczami zarówno w Polsce, jak również za granicą i stworzyć wyjątkowe wydarzenie muzyczne, które będzie miało charakter imersyjny. Marzy nam się też możliwość zsynchronizowania tej muzyki do obrazu – filmów, seriali czy gier.

Magda Ciesielska

Magdalena Ciesielska

redaktor prowadząca
REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

blank
REKLAMA
REKLAMA