Rusałka ma głos. Hanka Dziubińska o kobietach, przemocy i sile dźwięku

blank


Poznańska Rusałka – miejsce znane biegaczom, rodzinom z dziećmi i miłośnikom weekendowego relaksu – w superprodukcji Audioteki staje się scenerią mrocznego kryminału z mocnym kobiecym głosem. „Sprawa Rusałki” to debiutancki audioserial Hanki Dziubińskiej, scenarzystki i pisarki, który wciąga słuchaczy w wir tajemnic, niewygodnych pytań o sprawiedliwość i mit kobiecej zemsty. Rozmawiam z autorką o inspiracjach zaczerpniętych z poznańskiej historii i codzienności oraz o tym, dlaczego właśnie kobiecy gniew stał się sercem tej poruszającej opowieści.

Rozmawia: Zuzanna Kozłowska | Zdjęcia: Monika Klapiszewska

Sprawa Rusałki” to kryminał z silnym kobiecym głosem i mroczną legendą w tle. Gdyby miała Pani jednym zdaniem opisać, o czym tak naprawdę jest ta historia, co by Pani powiedziała?

HANKA DZIUBIŃSKA: To historia o tym, jak blisko jest przemoc. O tym, jak często kobiety są na nią narażone. I o tym, jak bardzo są sfrustrowane tym, że ciągle muszą o tym pamiętać. To już trzy zdania…

To Pani debiut w formie audioserialu. Co najbardziej zaskoczyło Panią w pracy nad produkcją dźwiękową w porównaniu do pisania scenariusza filmowego czy prozy?

Nad „Rusałką” pracowałam w ramach konkursu Papaya Young Creators. Przed stworzeniem pierwszego odcinka dostałam możliwość konsultacji z mentorami (wśród nich byli Bartosz Szpak i Jakub Ćwiek), którzy zwrócili moją uwagę na kilka audialnych aspektów przedsięwzięcia.
Po pierwsze – nie podwajamy przekazu. Czyli, jeśli ktoś w audioserialu trzaska drzwiami, to narrator nie musi mówić „wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami”, bo odbiorca to usłyszy. Tym się właśnie różni audiobook od audioserialu. Audiobook był tworzony głównie dla papieru, dlatego takie powtórzenia są tam bardzo powszechne. Po drugie – dźwięk w audioserialu musi grać pierwsze skrzypce. Dlatego w „Rusałce” wiele sytuacji ma „swoje dźwięki”. Wielu rzeczy dowiadujemy się z radia, bohaterka trenuje boks, a dźwięki z salki są bardzo charakterystyczne, partner bohaterki ma swój dzwonek w telefonie, za oknem jej mieszkania jest remont drogi, stany lękowe podbite są konkretną warstwą muzyczną, a od czasu do czasu miauczy kot, Glorka… te wszystkie dźwięki towarzyszą przez cały czas trwania fabuły i pomagają odnaleźć się słuchaczowi.

„Sprawę Rusałki” osadzono w bardzo konkretnej przestrzeni – w okolicy poznańskiego jeziora Rusałka. Co sprawiło, że właśnie to miejsce stało się Pani inspiracją?

Do Poznania przeprowadziłam się kilkanaście lat temu i Rusałka mnie oczarowała. To było niesamowite odkrycie, że w środku miasta znajduje się prawdziwe jezioro – bez chodników i latarni. Zwyczajny las, a w lesie woda. Im dłużej tu mieszkałam, tym więcej dowiadywałam się o Poznaniu, także o wojennej historii Rusałki i o tym, że ten sztuczny zbiornik został stworzony przez Żydów. Ta mroczna historia, w której ludzie ginęli podczas morderczej pracy, w tym miejscu płynnie przenika się z rekreacyjną funkcją jeziora i rodzinnymi weekendami. To niesamowite zderzenie skrajności, które zawsze robiło na mnie ogromne wrażenie i budziło emocje. Do tego dochodzi ta mityczna nazwa… Jak wiadomo, Rusałki zwodzą mężczyzn, by później ich zabić, a dookoła jeziora zawsze przewija się wielu biegaczy… po prostu poskładałam wszystkie elementy. Ta historia napisała się sama.

blank

Jednym z pytań, które zostaje w głowie po przesłuchaniu, jest to, czy zemsta może być formą sprawiedliwości. A Pani – prywatnie – jak sobie na to pytanie odpowiada?

To bardzo proste – przemoc rodzi przemoc. Słyszeliśmy to tyle razy, że możemy myśleć o tym w kategorii banału. Tak samo jest w przypadku wydarzeń w mojej historii – brak adekwatnej reakcji odpowiedzialnych instytucji sprawia, że przemoc staje się impulsem do pełnej przemocy odpowiedzi. To nie jest rozwiązanie, do którego zachęcam. I to nie jest rozwiązanie premiowane w tej historii. Najbliżej w tej całej opowieści jest mi do ruchu społecznego – do reakcji mieszkańców miasta, do przelania się szali goryczy, do sprzeciwu. Bo to jest trochę opowieść o znalezieniu w sobie siły na sprzeciw.

blank

Audioteka stworzyła prawdziwą superprodukcję z gwiazdorską obsadą. Jak wyglądała praca z aktorami? Czy była Pani obecna na nagraniach i mogła wpływać na interpretację bohaterów?

Moja rola ograniczyła się do dokładnego opisania historii – nie tylko dialogów, ale także całej warstwy dźwiękowej. Nie miałam wpływu na casting czy realizację. Obsada robi wrażenie! Główne role odgrywają Katarzyna Dąbrowska, Aleksandra Domańska i Eryk Kulm Jr. A w czołówce moje nazwisko czyta Krystyna Czubówna, co ewidentnie jest realizacją punktu z mojej bucket list. To, co było interesujące to zderzenie z tym, jak Ewa Małecki – reżyserka audioserialu – zinterpretowała moją historię. Muszę przyznać, że w olbrzymim stopniu słyszałyśmy ją podobnie.

„Sprawa Rusałki” została już nominowana do nagród i weszła na listę najpopularniejszych audioseriali Audioteki. Co dalej? Czy planuje Pani kontynuację tej historii lub kolejne kryminały dźwiękowe?

„Sprawa Rusałki” faktycznie może pochwalić się kilkoma sukcesami. Znalazła się w TOP5 najpopularniejszych audioseriali platformy Audioteka.pl roku 2024. Została także nominowana w kategorii Audiobook plebiscytu Lubimy Czytać 2024 – mój scenariusz znalazł się w nim obok tekstów Żulczyka, Chmielarza czy Mroza. Są to osiągnięcia, z których jestem dumna. Bardzo cieszą mnie także pełne emocji komentarze pod wszystkimi odcinkami, które można znaleźć na platformie Audioteki. Bardzo dziękuję wszystkim słuchaczom za tak zaangażowany odbiór. To dla mnie niezwykłe i poruszające doświadczenie. A jeśli chodzi o dalsze plany… są! Pracuję nad kolejnym projektem audialnym i już wkrótce będę mogła powiedzieć o nim więcej, a optymistyczny scenariusz zakłada, że usłyszeć będzie go można nawet pod koniec tego roku. Mam także pisarskie plany, które dotyczą innych formatów. Zostałam jedną z dwóch laureatek Programu Pisarskiego organizowanego przez Centrum Sztuki Dziecka. Moja koncepcja dramatu to współczesna wersja baśni o Jasiu i Małgosi. „Jachu i Gośka” to historia o patchworkowej rodzinie, która musi się na nowo poukładać. To historia dla starszych dzieci z dużą dozą poczucia humoru, miłości i łez. Ale zrobię wiele, żeby te łzy oczyszczały atmosferę. W najbliższych miesiącach tworzyć będę tekst tego dramatu. Czy to wszystko? Na pewno nie. Bo gdy wpadam na ciekawy pomysł, to jakoś zawsze znajduję jeszcze dodatkowy, ukryty pokład energii, żeby zająć się kolejną rzeczą. Proszę trzymać za mnie kciuki.

Zuzanna Kozłowska

Zuzanna Kozłowska

REKLAMA
REKLAMA

Może cię zainteresować:

blank
REKLAMA
REKLAMA