fbpx

Jako dziecko uczestniczył w zajęciach rzeźby i ceramiki, malarstwa, śpiewał wiele lat w Chórze Stuligrosza, ukończył liceum w klasie matematyczno-fizycznej. Wybrał jednak zupełnie inną ścieżkę kariery. Na drugim biegunie – bankowiec, kobieta manager, pasjonatka koni fryzyjskich. Dr Waldemar Jankowiak i Anna Geisler-Jankowiak uzupełniają się w pracy zawodowej, współtworząc od ponad 20 lat Klinikę Estetyki Ciała w Poznaniu. Prowadzą politykę spełnionych obietnic, w szczególności zachowując i podkreślając naturalne walory pacjentów.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Jakub Wittchen

 

Nie pochodzi Pan z rodziny lekarskiej, a jednak zainteresował się Pan studiami medycznymi. Jakie były tego początki?

DR WALDEMAR JANKOWIAK: Jestem absolwentem liceum o profilu matematyczno-fizycznym i najpierw myślałem o architekturze. Decyzję o studiach medycznych podjąłem pół roku przed maturą i przed egzaminami wstępnymi. Oczywiście „brałem korki”, głównie z testów, bo bez tego nie dałoby się zdać testowego egzaminu na medycynę. (śmiech)

Kiedy już byłem na medycynie, zacząłem myśleć o chirurgii, bo stanowi najciekawsze połączenie nauki z ulubionymi przeze mnie działaniami manualnymi. Po ukończeniu studiów dostałem się do Szpitala im. Franciszka Raszei w Poznaniu na staż podyplomowy. Rozpocząłem tam specjalizację na Oddziale Chirurgicznym u profesora Jana Fibaka, wybitnego chirurga i nauczyciela. Rzeczywiście mi się spodobało i bardzo się starałem. Od samego początku myślałem, że najciekawsza byłaby chirurgia plastyczna, jednak wtedy nie było to realne.

 

Ale narodził się kompletnie inny…

DR W.J.: Tak, to był chyba 1995 rok. Moja małżonka, pracując w niemieckim banku, prenumerowała „Rzeczpospolitą”. W cyklu „Nauka i technika” zamieszczony został tam artykuł o zastrzykach z kolagenu poprawiających urodę. Ktoś wprowadzał te zabiegi na polski rynek, choć były wykonywane jeszcze incydentalnie. To była nisza. Pomyślałem wówczas „chirurgia plastyczna może i ciekawa, ale chirurgów nie brakuje. To tutaj jest przyszłość!” Olśniło mnie (śmiech) – przyszłość w zabiegach nieinwazyjnych. Wyrwałem sobie tę karteczkę o kolagenie i postanowiłem wrócić do tematu…Uczyłem się, czytałem, pojeździłem po świecie, dowiadując się więcej o tej dziedzinie medycyny. Mało kto w Polsce używał sformułowania „medycyna estetyczna”. Polscy lekarze zajmujący się tą dziedziną, to było małe grono pasjonatów. Lepiej znana była dermatologia estetyczna, za sprawą środowiska, które prężnie funkcjonowało. Miało ono pomysły rozwoju, organizowało kongresy, konferencje. Przemknęła mi wtedy nawet myśl o dermatologii estetycznej. Jednak – co warto podkreślić – medycyna estetyczna to znacznie więcej niż tylko zestaw zabiegów korekcyjnych. Swój pierwszy gabinet lekarza medycyny estetycznej otworzyłem w wynajętym budynku, w którym większość adaptacji zrobiłem własnoręcznie. W 2000 roku powstał NZOZ Klinika Estetyki Twarzy, a z czasem z powodu poszerzenia działalności powstała obecna Klinika Estetyki Ciała.

Od ponad 20 lat Klinika przy ul. Margonińskiej ma swoje stałe od lat pacjentki, ale i wciąż przyciąga nowe. W czym tkwi wyjątkowość tego miejsca? 

ANNA GEISLER-JANKOWIAK: Myślę, że dużą rolę odgrywa tu uczciwość względem pacjenta, niepowtarzalne podejście do każdej osoby potrzebującej konsultacji czy porady. Żaden z lekarzy nie stosuje jakiegoś szablonu, nie wychodzą stąd Panie będące instagramowymi kopiami. (śmiech) W tej uczciwości zawiera się też podstawa, czyli pielęgnowanie istniejącej, naturalnej urody kobiety czy mężczyzny. My nie robimy nic na siłę, nie zmieniamy urody, to nie jest potrzebne. Staramy się też pomóc pacjentom i klientom w odzyskaniu zdrowej i pięknej skóry, która na przestrzeni lat straciła swój blask oraz świeżość.

Zapewniamy naturalność pacjentom, aby wyglądali dobrze, a nie sztucznie. Najważniejsze motto mojego męża brzmi: „pacjent po zabiegu powinien wyglądać lepiej, a nie inaczej”. Ono jest w Klinice bardzo przestrzegane. Dlatego od nas pacjenci nie wychodzą dziwnie wyglądający, nie odpowiadamy na mody i trendy, np. usta typu „glonojad” czy powiększona broda wbrew europejskim kanonom piękna. Tego typu zabiegi są tutaj odradzane, bo ich późniejsze efekty nie służą urodzie i zaburzają naturalne proporcje twarzy.

Możecie Państwo również pochwalić się długoletnim i stabilnym zespołem.

A.G.-J.: Tak, osoby, które z nami współpracują, to jest nasz kapitał, nasz niewątpliwy sukces. Stabilny zespół, wieloletni pracownicy zaangażowani w swoją pracę, w obowiązki – wpływa to bez wątpienia na wyjątkowość tego miejsca. Mamy zespół, z którego jesteśmy bardzo dumni, grupę osób, które się po prostu lubią. Świadczy o tym fakt, że po spędzaniu godzin w pracy, organizowane są spotkania prywatne, towarzyskie, całymi rodzinami. (Obecnie w czasie pandemii mniej.) Wspólne kolacje, świętowanie rocznic, urodzin, celebrowanie ważnych momentów w życiu – to jest bardzo pozytywne i motywujące. W dużej sali organizujemy zawsze spotkanie świąteczne, aby razem pobyć, pośmiać się. Klientki mówią, że czuć tę dobrą i pozytywną atmosferę w zespole, że u nas jest tak przyjemnie, ciepło i rodzinnie. To mnie najbardziej cieszy. (śmiech)

DR W.J.: Lekarze specjaliści to nasza ogromna wartość. Zespół medycyny estetycznej, oprócz mnie, tworzą: dr Piotr Kończak, lekarz medycyny estetycznej UIME, specjalista chirurg, dr n.med. Katarzyna Chmielewska, również lekarz medycyny estetycznej UIME, dr n.med. Agnieszka Wasilewska, lekarz medycyny estetycznej UIME, specjalista chirurgii ogólnej, specjalista chirurgii plastycznej, rekonstrukcyjnej i estetycznej. Ostatnio dołączyła do zespołu dr Agnieszka Wilk, lekarz medycyny estetycznej, która z dużym entuzjazmem i pasją uzupełnia zespół i przejmuje sporo, również moich, obowiązków. (śmiech) Nikt nie jest w stanie robić dobrze wszystkiego, mamy zdrowy podział obowiązków. Każdy zajmuje się tym, co lubi i umie najlepiej.

Sukces Kliniki jest niewątpliwie Pana zasługą, Pana wiedzy, profesjonalizmu, podejścia do pacjentów, autorytetu, ale czy impuls do rozwoju tego miejsca dała żona?

DR W.J.: Nie śmiałbym twierdzić inaczej. Żona już po urodzeniu syna nie chciała wrócić do pracy w banku, głównie dlatego, że jej możliwości kariery tu w Poznaniu wyczerpały się. Już przed 30-tką została dyrektorem niemieckiego banku. Gdyby chciała awansować, musiałaby przenieść się do Warszawy, ale to zbyt radykalna decyzja życiowa. Dlatego postanowiliśmy wspólnie, iż Ania zajmie się zarządzaniem Kliniką, rozwinie moją działalność i stworzy na wysokim poziomie część kosmetyczną. I tak już zostało…Dodatkowo żona zajęła się jako inwestor budową naszej obecnej siedziby przy Margonińskiej.

Od początku istnienia Kliniki Ania zajęła się jej zarządzaniem, pozwalając mi skupić się na leczeniu pacjentów i rozwoju merytorycznym. Ona zajmowała i nadal zajmuje się sprawami organizacyjnymi, zespołem itp. Bez niej nie byłoby to możliwe lub funkcjonowanie byłoby trudne. Niewątpliwie uzupełniamy się.

Jakie zabiegi są obecnie najpopularniejsze? Toksyna botulinowa?

DR W. J.: Toksyna botulinowa to bardzo dobry i rzeczywiście popularny zabieg, bezpieczna procedura. Kryterium jego stosowania nie jest wiek, ale problem, który chcemy rozwiązać. Zdarzają się osoby dwudziestokilkuletnie z bardzo silnymi zmarszczkami mimicznymi i nie jest to fanaberia. Moim zdaniem od 30. roku życia można toksynę botulinową stosować profilaktycznie, aby zachować przez wiele lat wypoczęte spojrzenie. Jest to najsilniejsza neurotoksyna – to prawda – ale dawka śmiertelna dla człowieka to ok. 3 tys. jednostek. Dawka, którą stosuje się do korekcji okolic oczu to 30 jednostek. Nie trafia do mózgu, wątroby, nie kumuluje się; jej okres półtrwania to 10-15 godzin, więc szybko jest eliminowana z organizmu. Efekt jednak narasta powoli, po 2-3 dniach, a pełen rezultat widzimy w okolicach 2 tygodni.

Toksyny botulinowej nie należy się bać, jest doskonała również w leczeniu np. migreny, nadpotliwości rąk, pach. Ostrzykiwanie rąk, choć niezbyt przyjemne, działa jednak niemal w 100 procentach. To tak, jakby zakręcić irytujący, przeciekający kran. Dla podtrzymania efektu zabieg ten wykonuje się co pół roku. Organizm odbudowuje połączenia nerwowe i problem powraca… Dodatkowo za pomocą botoksu można leczyć bruksizm objawiający się m.in. mimowolnym zgrzytaniem zębami. Tę przypadłość zalicza się do parasomnii, czyli grupy zaburzeń, które występują lub nasilają się w trakcie snu, przed zaśnięciem. Rozluźnienie mięśni żwaczy za pomocą toksyny botulinowej jest niezwykle skuteczne.

Gdy zaczynałem ponad 20 lat temu materiały stosowane w medycynie estetycznej były bardzo drogie. Teraz, gdy jest więcej firm i produktów, ceny spadły, co spowodowało, że używa się ich zbyt wiele. Są lepsze, łatwiejsze w stosowaniu, co zachęca niestety do nadużyć.

Pana słowa, iż „pacjent po zabiegu powinien wyglądać lepiej, a nie tylko inaczej” można interpretować również jako ostrzeżenie przed zabiegami dokonanymi przez niewykwalifikowane osoby, które mogą zrobić pacjentowi więcej krzywdy.

DR W.J.: To, co teraz często widzimy – i określamy jako wynik źle przeprowadzonych zabiegów – to efekt wykreowanej popularności zabiegów wolumetrycznych wykonywanych za pomocą kaniul. To dlatego usta wyglądają jak kluski, a twarz jak spuchnięta. W taki sposób nie da się precyzyjnie wymodelować ust czy wykonać drobnych korekt. Traci się kontrolę nad zabiegiem i efektem.

Zabiegi poprawy ust nie są same w sobie niczym złym, tylko są nadmiernie promowane i bardzo źle wykonywane. Bez właściwych umiejętności nie powinno się dokonywać korekty ust. Niestety! Nie wystarczą zdolności manualne i poczucie piękna. Trzeba dysponować właściwą techniką i wyczuciem tzw. „materiału”. To wymaga dobrego nauczyciela i… czasu.

Co jest istotą medycyny estetycznej?

DR W. J.: Medycyna estetyczna to jest ogromny dział medycyny zajmujący się człowiekiem i jego dobrostanem. Zabiegi podawania toksyny botulinowej czy kwasu hialuronowego nie powinny być jej synonimem. To profilaktyka, diagnostyka, leczenie, dbanie o człowieka, o jego zdrowie, dobrą kondycję.Często przychodzą do Kliniki osoby z problemami skóry, układu żylnego, zaburzeniami hormonalnymi. Konieczna jest wtedy konsultacja właściwych specjalistów. Pacjent powinien być przede wszystkim zdrowy, aby zabiegi medycyny estetycznej były bezpieczne i skuteczne. Robimy badania, diagnozujemy, wysyłamy np. do endokrynologa. Bardzo wiele, szczególnie młodych, kobiet cierpi obecnie na zaburzenia hormonalne np. hiperprolaktynemię czy też chorobę Hashimoto. Przewlekły stres i środowisko powodują cały zestaw chorób psychosomatycznych i autoimmunologicznych. Najpierw zdrowie, a uroda jest jego wynikiem.

Czy młode osoby również są pacjentami Kliniki?

DR W. J.: Bardzo wiele. Szczególnie dotyczy to młodych osób z trądzikiem. Skuteczność leczenia mamy wyjątkową. Może dlatego, że najpierw szukamy przyczyn. (śmiech) Często te problemy są dziedziczone, skóra w spadku po przodkach. Staramy się wtedy przebudować skórę przy pomocy doustnych terapii retinoidami – pochodnymi witaminy A. Bierzemy też pod uwagę zaburzenia hormonalne – nadmiar androgenów lub prolaktyna, których poziom należy sprawdzić. Z trądzikiem u młodych osób działamy kompleksowo – oferujemy oczyszczanie kawitacyjne, pielęgnację, skuteczne terapie, a dopiero później np. zabiegi laserowe na blizny, które zdążyły powstać.

Specjalizuje się Pan w zabiegach korekcji i powiększania ust, jest Pan autorem metody SLIM-fan. Często stomatolodzy podczas pierwszego spotkania z nową osobą zwracają uwagę na jej zęby, ładny uśmiech, a czy Pan wie, które usta są naturalne?

DR W. J.: Z reguły tak, bo to niestety widać. Dużo kobiet, dziewczyn ma fatalnie wykonane zabiegi korekcji ust. Nawet mały zakres zabiegu potrafi oszpecić. Cała sztuka polega na tym, aby nie było widać jakiejkolwiek ingerencji. Nie trzeba za to dopłacać. (śmiech)

Dlaczego, mając dostęp do wielu międzynarodowych linii kosmetycznych, wydawałoby się dobrych i cennych składów kosmetycznych, zdecydowaliście się Państwo na opracowanie własnej marki?

DR W. J.: To dość proste, bo wiele z tych kosmetyków nie działa. W dobrym kosmetyku potrzeba tylko kilku niezbędnych substancji: kwasu glikolowego, w ogóle kwasów owocowych, witaminy C i retinolu. Cała reszta ma działanie pomocnicze lub szczególne. Oczywiście, możemy jakieś specjalne substancje dokładać, jednak te trzy stanowią podstawę.

Dottore to marka, której pomysł narodził się tutaj, w Klinice. Kosmetyki powstają w laboratorium pod Warszawą.

DR W. J.: Nad nazwą dottore długo myślałem. Włoska medycyna estetyczna, która miała i wciąż ma duży wpływ na ogólnoświatowe trendy, wydała mi się najznakomitsza i najbardziej „medyczna”. Również w Polsce wiele zawdzięczamy Włochom w tej dziedzinie. Mam kolegów Włochów, jeździłem tam cyklicznie na kongresy. Z szacunku więc dla włoskiej medycyny estetycznej nazwałem markę dottore. Tak mi wyszło. Dottore nie oznacza tylko lekarza, ale osobę wykształconą, którą się docenia, szanuje. Ta nazwa ma być gwarantem zaufania.

A.G.-J.: W podwarszawskim laboratorium powstają nasze produkty. Należy zaznaczyć, iż receptury są nasze, autorskie, we współpracy z technologami. Nie kupujemy żadnych receptur za granicą, natomiast komponenty – owszem, ich zakupu dokonujemy zarówno w kraju i za jego granicami. Kupujemy najlepsze, jakie tylko uda się znaleźć, składniki aktywne. Jesteśmy dumni ze składów naszych kosmetyków. Jako nieliczni oprócz pełnego składu na opakowaniach, podajemy dodatkowo też zawartość procentową składników aktywnych. Jeśli krem dottore np. jest z retinolem, to ten składnik nie jest w ilości symbolicznej, tylko rzeczywiście w najwyższej, jaką dopuszcza polska norma dla kosmetyków. Cosmeceutic to określenie bardzo umowne, to są kosmetyki apteczne, takie które pomagają w leczeniu, a nie tylko pachną i pielęgnują. Nie ma wyraźnej definicji prawnej, dlatego musimy trzymać się norm unijnych i norm dopuszczalnych dla kosmetyków. W naszych produktach są najwyższe stężenia kwasów, retinolu, witaminy C – jakie tylko uznajemy za bezpieczne i jakie są możliwe. Mamy zwykle bardzo nowatorskie składniki, np. oprócz retinolu tradycyjnego również ekoretinol roślinny, co sprawia, że krem nie podrażnia tak bardzo skóry, jest łagodniejszy, a jednocześnie nie umniejsza to jego właściwości i korzystnego działania.

Ulubione kosmetyki marki dottore?

A.G.-J.: Zdecydowanie peptide. (śmiech) Ta linia jest wzbogacona o serum, fitohormony roślinne, które wspomagają skórę kobiety w okresie dojrzałym, okołomenopauzalnym. Paniom, które jeszcze nie potrzebują kosmetyków do cery dojrzałej, zawsze z czystym sumieniem polecam mój do niedawna, przed peptide, zestaw osobisty, czyli na dzień witamina C, C-flush RICH, a na noc retinol oraz novo, czyli krem z kwasem glikolowym. Retinol i novo występują w dwóch stężeniach, pierwszy dla początkujących i dla przyzwyczajenia skóry, a potem wersja forte.

Ja używam od lat marki dottore, nasze dorosłe już dzieci także, a z mężem jest różnie w tej dziedzinie. (śmiech) Córka zaangażowana jest całym sercem w firmę, jest udziałowcem w dottore, bardzo ją wszystko interesuje. Jeszcze studiuje, ale wiąże swoją przyszłość z dottore. Syn używał retinolu przy problemach z trądzikiem i kremu nawilżającego hydratore. Wszyscy dodatkowo używamy kremów z filtrem marki dottore.

Peptide to kosmetyczna nowość. Wciąż idziecie do przodu… Jakie plany na przyszłość ma dottore?

A.G.-J.: Generalnie rozwój jest wpisany w DNA marki dottore. Staramy się każdego roku wprowadzić nowe produkty oraz uzupełniać już istniejące linie pielęgnacyjne.

Pandemia nam w pracy koncepcyjnej nie przeszkodziła, zespół dottore pracował w domu, w trybie home office. W tej chwili pracujemy nad wzbogaceniem oferty peptide i wprowadzeniem zabiegu gabinetowego dostosowanego do tej serii – będzie to dopełnienie domowej pielęgnacji peptydowej. Zabieg ma mieć efekt liftingujący z naszym autorskim masażem twarzy. Premierę planujemy na jesień 2022. Kremy peptide to absolutny hit. Mamy już opinie jak wspaniale działają i jak stosujące go panie są zadowolone.

Rozszerzymy na wiosnę ofertę produktów z filtrem, również do ciała. Opracowujemy krem BB, który daje skórze zdrową poświatę, nie trzeba wtedy już korzystać z podkładów. Oprócz tego mamy przygotowane preparaty do pielęgnacji ciała, czego dotychczas u nas nie było. Planów i pomysłów jest mnóstwo… Szykujemy się do stworzenia linii ekologicznej, naturalnej, opartej całkowicie na produktach pochodzenia roślinnego. Będzie to trudne, bo – jak wiadomo –  ograniczone w tych produktach jest użycie konserwantów, a jednocześnie chciałoby się, aby „żyły” one dłużej niż trzy miesiące. To duże wyzwanie, ale podołamy, (śmiech) bo lubimy wyzwania. Prowadzimy politykę spełnionych obietnic i lubimy zaskakiwać, dlatego tak długo powstawała linia peptide, aby była dopracowana i nastąpił efekt „wow”.

Jak na przestrzeni lat funkcjonowania marki zmienił się stosunek Polaków do kosmetyków?

A.G.-J.: Bardzo wzrosła świadomość konsumentów. Wiele osób zanim czegoś użyje, to sprawdza skład kosmetyku. To rzeczywiście bardzo istotne. Przez długie lata wierzono, że „im krem droższy, tym lepszy” – co okazało się nieprawdą. Z drobinkami złota, kolagenem, kawiorem, różnymi dziwnymi dodatkami, które były i są tylko marketingowym chwytem. Przygotowywane w ekspresowym tempie pod aktualną modę i wprowadzane na rynek w masowej produkcji. Konsumenci wnikliwie czytają teraz składy kosmetyków, aby sprawdzić stężenie surowców aktywnych, doceniają, że nie są one testowane na zwierzętach.

Nasza oferta nie jest tylko dla kobiet. Mężczyźni korzystają bardzo świadomie i nawet z większą chęcią z zabiegów oferowanych w Klinice, a także z bogatej oferty marki dottore. Dbają o siebie, o swój wygląd, co przed laty było raczej niespotykane i mało popularne. Dobry wygląd liczył się głównie u kobiet. Uległo to zmianie i jest zdecydowanie lepiej! Mężczyźni dbają też o skórę – bo jak mówił mąż – medycyna estetyczna to nie tylko wygładzanie zmarszczek i pozbywanie się „kurzych łapek”, to przede wszystkim dbałość o kondycję skóry – i mężczyźni już tego nie unikają, przychodzą do gabinetów, korzystają. Kiedyś wstydzili się używać kremów, podbierali kosmetyki małżonkom. Dlatego nasze kosmetyki – poza linią peptide – posiadają uniwersalne opakowania i są tak zapakowane, aby nie było jakiegoś niepotrzebnego dysonansu przy umieszczeniu takiego produktu na półce w męskiej łazience. W większości opakowania są unisex, składy również – aby pomóc też męskiej skórze.

 

W jaki sposób odreagowujecie Państwo pracę, stres? Gdzie szukacie wyciszenia?

W.J.: Dawniej więcej majsterkowałem, robiłem sam meble, np. ladę recepcyjną w dawnej klinice. Te meble w gabinecie, w którym jesteśmy, to również moje dzieło. I wieszak na płaszcze w recepcji. (śmiech) Dla mnie prace budowlane, stolarskie to nie jest wielki problem – zadbał o to mój dziadek, który z zawodu był kołodziejem. Natomiast mój ojciec, ślusarz i technik mechanik, nauczył mnie obróbki metalu, co dla młodego człowieka nie było fajne. Nauka lutowania, spawania używania narzędzi wydaje się nudna. Przydaje się jednak np. przy naprawie aut czy pracach domowych. Zdolności manualne, obróbkę drewna, umiejętność pracy z klasycznymi narzędziami odziedziczyłem chyba jednak po dziadku.

Auta to rzeczywiście moja pasja. Jestem od lat wierny brytyjskim markom: Jaguarowi i Land Roverowi, psującym się na potęgę. Szorstka to miłość i niewdzięczna, więc trzeba umieć samemu je naprawić. Sytuacje takie zdarzały się wielokrotnie podczas męskich eskapad na Bałkany, do Rumuniii. W środku niczego, w górach Czarnogóry trudno spodziewać się pomocy.

A.G.-J.: Konie to również moja pasja, ale nie te mechaniczne jak u męża, tylko żywe. (śmiech) Czuję wówczas totalną wolność, brak ograniczeń. To hobby pomaga mi pozbierać myśli, a nieraz i nie myśleć o rzeczach ważnych, tylko czerpać z chwili.

Kąpiel przy świecach i czas na książki daje mi potrzebny czas na relaks i wytchnienie od codziennych obowiązków. Często włączam sobie audiobooka i gotuję. W weekend potrafię tak spędzić cały dzień. Gotowanie, tworzenie nowych dań, wyszukiwanie odpowiednich przypraw sprawia mi radość i przyjemność. Może dlatego, że nie mam wówczas żadnej presji, nie muszę, ale chcę i mogę… Wymyślam nowe przepisy, a mąż chwali (śmiech), więc nie jest źle. Lubię też układać puzzle, 2 tysiące, 4 tysiące, im trudniejsze, tym lepiej, do tego muzyczka w tle lub też audiobook – i jestem szczęśliwa. Jednak za dużo nie mamy tego wolnego czasu…

A jeśli mielibyście Państwo do dyspozycji więcej wolnego czasu, jak byście go zagospodarowali?

A.G.-J.: W szczególności podróżami. Uwielbiam podróżować, jestem za nimi stęskniona. Brakuje mi wyjazdów – zaniechanych w szczególności przez pandemię. Chciałabym wrócić jeszcze do Tajlandii, zobaczyć inne azjatyckie kraje, na które nie było czasu. Europę mamy w większości zwiedzoną, ciągnie mnie więc gdzie indziej. Wiele sobie planuję w głowie, ale nie mówię o tych planach głośno, bo wtedy nie jest mi wstyd, jeśli nie uda się ich zrealizować.

DR W.J.: Marzę, aby pracować dwa tygodnie, a kolejne dwa spędzać np. w Andaluzji, bez tłumów, co najwyżej w gronie dobrych przyjaciół. Mieć czas na bycie sam ze sobą, ze swoimi myślami, bez niepotrzebnych telefonów, zapytań i irracjonalnych problemów, bez oczekiwań innych. I więcej czasu poświęcać na ratowanie zabytków motoryzacji.

Często występuje Pan w towarzystwie kobiet, pracuje Pan z kobietami, otacza się kobietami. Był Pan prelegentem podczas ostatniego spotkania z cyklu Być Kobietą on Tour i opowiadał o tajemnicach medycyny estetycznej. Wyobraża Pan sobie pracę z samymi mężczyznami?

DR W.J.: Nie, bo lubię kobiety i pracę z nimi. Kompletnie nie odnalazłbym się w towarzystwie samych mężczyzn. Co innego na męskiej wyprawie. To dwa różne światy.

Listopad 2021 jest w Klinice Miesiącem Kobido. Grudzień 2020 był ogłoszony u Państwa Miesiącem Łabędziej Szyi. W tym roku też będzie to szyja, a może usta lub inna część ciała?

A.G.-J.: Jestem tylko współautorką tych haseł nadawanych poszczególnym miesiącom czy porom roku, tak aby trafić w potrzeby i aktualne oczekiwania klientów. Pomysły podpowiada nasza wspaniała menadżerka Kamila Jakubowska. Grudzień jest w Klinice Miesiącem Czasu dla Siebie, namawiamy do zabiegów relaksujących, jak na końcówkę roku przystało. Hasłem stycznia 2022 będzie Lifting bez skalpela.

Zbliża się czas świąt Bożego Narodzenia. W Klinice na prezent dla bliskich można zakupić kosmetyki marki dottore. Szykujecie również Państwo Vouchery jako niezapomniane upominki?

A.G.-J.: Vouchery upominkowe można zakupić u nas przez cały rok, na święta wzbogacamy je specjalną ofertą. Z tej okazji jednak przygotowaliśmy wartościowe, świąteczne zestawy kosmetyków, pięknie już zapakowane, więc nie trzeba martwić się o dekoracyjny papier. Co roku mamy dla naszych stałych klientów szczególne prezenty i tym razem również. Niektóre Panie są z nami zaprzyjaźnione – przynoszą do Kliniki swoje wyroby cukiernicze, pierniczki, pączki, chleby własnego wypieku, aby nas poczęstować i sprawić przyjemność. Za takie dowody wdzięczności i życzliwości oraz długoletnią lojalność pragniemy podziękować naszym pacjentom, szykując dla nich niespodzianki – wyjątkowe na ten nadchodzący świąteczny czas.