fbpx

Samochody elektryczne z założenia mają być kosmiczne z wyglądu, we wnętrzu naszpikowane ekranami dotykowymi, a na koniec ciężkie z powodu baterii umieszczonych w podwoziu. Z elektrykiem od Mazdy jest zupełnie inaczej. Stereotypowe myślenie zostało złamane, projekt skręcił w ciekawym kierunku. W jakim? Mogłem się o tym przekonać na własnej skórze.

Tekst i zdjęcia: Filip Olczak

Inżynierowie z Mazdy definitywnie patrzą w przyszłość i coraz bardziej zaglądają za horyzont, ale wiedzą, z jaką technologią ludzkość ma do czynienia, więc nie tworzą na siłę samochodu „do wszystkiego”. Mazda MX-30 okazuje się idealna jako kompan, kiedy dojeżdżasz do pracy, chcesz wybrać się na zakupy, czy wyskoczyć na krótki urlop za miasto. Nie udaje tego, kim zupełnie nie jest. Sprawa jest prosta, jest tworzona przez naród z piękną historią i klarownymi zasadami, dlatego marka nie chce obiecywać tego, czego po prostu zapewnić nie może (w przeciwieństwie do innych marek).

Elektryczna Mazda nie krzyczy swoim wyglądem „JESTEM ELEKTRYCZNA”, ale wyróżnia się z tłumu swoją prostą i minimalistyczną linią. Dodatkowo, nie brakuje tu nawiązań do historycznych modeli, jak np. otwierające się drzwi „pod wiatr”, które wykorzystane były w modelu RX-8. Piękną klamrę tworzą nam elementy, które wskazują na ekologię samochodu we wnętrzu. Są to na przykład wykończenia z konserwowanego korka na tunelu środkowym oraz filcowe obicia górnych partii drzwi. W połączeniu ze skórzanym obiciem foteli całość prezentuje się naprawdę spójnie.

Nie muszę chyba wspominać, że mimo mniejszego wymiaru drzwi tylnych i braku słupka „B” w Maździe MX-30, mieści się nadal 5 osób.

Zgrabnym krokiem przechodząc do osiągów Mazdy MX-30, bo jak wiadomo te są dość istotne, to Mazda może pochwalić się mocą 145 KM i 270Nm, a to wszystko przekazywane jest na przednią oś. Elektryk deklaruje zasięg na poziomie 200 kilometrów i ja w czasie mojego testu mogłem to pozytywnie zweryfikować, nawet przy dość niekorzystnej dla baterii temperaturze.

Ciekawostką w Maździe jest jej waga, bo zaledwie 1600 kilogramów. Niska masa, szybko dostępna moc – wszystko to gwarantuje, że Mazda potrafi konkretnie ruszać spod świateł… Dodatkowo prowadzenie – owszem, ciężkie baterie zostały umieszczone w podwoziu, ale nie są na tyle ciężkie, żeby kierowca odczuł to w prowadzeniu. Kapitalnie!

Czy Mazda MX-30 ma sens? Jak najbardziej. Po pierwsze, po co przepłacać za „jeżdżący akumulator” skoro na co dzień przeciętny Europejczyk nie przejeżdża więcej niż 150 kilometrów?

Po drugie, Mazda ma bardzo ciekawą politykę cenową i w podstawowej wersji dostajemy dużo.

Uwzględniając Eko Dopłatę Mazdy oraz dofinansowanie z programu NFOŚiGW „Mój elektryk” łącznie możemy zyskać nawet 37.000 zł.