fbpx

Wielu dziennikarzy motoryzacyjnych, a w tym ja, z niecierpliwością czekało na premierę najnowszej klasy C. Nie bez przyczyny nazywana jest „Baby S”. Wewnątrz i na zewnątrz zaszło dużo zmian, które przybliżyły klasę C do luksusu, prestiżu i zaawansowania technologicznego flagowego modelu – Klasy S.

Tekst i zdjęcia: Filip Olczak

Klasa C znacząco urosła w stosunku do swojej poprzedniczki. Auto ma teraz 4751 mm długości (65 mm więcej), rozstaw osi to 2865 mm (25 mm więcej). Mercedes miał na celu przez to wygospodarowanie więcej miejsca na nogi dla pasażerów z tyłu. Z moich doświadczeń wynika, że ten zabiegł się udał.

Jeżeli jesteśmy w temacie foteli i kanapy dla pasażerów, to tutaj także bez żadnych zarzutów. Fotel kierowcy i pasażera jest regulowany w każdej możliwej płaszczyźnie, a bezpieczeństwo, jakie można w nich poczuć, jest nie do opisania. Oczywiście są także niezwykle komfortowe, miejsca z tyłu również. Ciekawą funkcją jest możliwość ustawienia fotela do wzrostu kierowcy za pośrednictwem komputera. Na ogromnym, prawie 12-calowym wyświetlaczu wystarczy zaznaczyć swój wzrost, a Klasa C dobierze odpowiednie ustawienia kierownicy i fotela.

Takie rozwiązania nie pojawiają się bez przyczyny. Poprawna pozycja za kierownicą jest najważniejsza podczas wypadku czy kolizji.

Znakiem szczególnym dla klasy C są dwa ogromne ekrany – podobnie jak w klasie S. Mniejszy, umiejscowiony przed kierowcą pełni funkcję przede wszystkim prędkościomierza i obrotomierza. To właśnie tutaj wyświetlane są najważniejsze informacje, które można dowolnie personalizować. Ba! Można personalizować także wygląd samych zegarów i wybrać ten swój ulubiony.

Środkowy ekran to prawdziwe centrum dowodzenia. W Klasie C ten został nachylony 6 stopni w stronę kierowcy. Właśnie na nim możemy uruchomić AppleCarPlay, wyświetlać informacje o samochodzie w czasie rzeczywistym, zasięgnąć do nawigacji czy korzystać z innych aplikacji od Mercedesa. Oczywiście swoje miejsce znalazło tu także sterowanie klimatyzacją, które jest bardzo intuicyjne.

Jako gadżeciarz i fan technologii moją uwagę zwróciła haptyka tego ekranu, czyli potwierdzenie wykonywanych operacji. Jest to bardzo przyjemna wibracja pod palcem. A propos palca… Mercedesa możesz zablokować odciskiem palca! Specjalny czytnik znalazł swoje miejsce pod ekranem głównym.

Zgrabnym krokiem przechodząc do wrażeń z jazdy, przyznam się, że jako amator dynamicznej jazdy, Klasa C urzekła mnie swoim spokojem. Pod maską testowego modelu pracowała jednostka benzynowa o pojemności 1.5 i mocy 170 KM (oznaczenie C180), ta sprzężona była z automatyczną 9-biegową skrzynią 9 G-TRONIC. Mimo że Klasa C do demonów prędkości nie należała, to w mieście i na trasie spisywała się świetnie. Komfort, luksus i spokój, jaki panował na pokładzie tego modelu, nie korci, żeby wciskać mocno gaz do dechy. Poza tym, przy większych prędkościach mało osób mogłoby ją podziwiać.

Prowadzenie Klasy C to ocena 6 z dwoma plusami. To ten typ samochodu, który wprost klei się do asfaltu, a szybkie wejście w zakręt nie oznacza strachu i wizji przelecenia przez bariery.

Jestem zaskoczony, jak wspaniale ten samochód się prowadził. Podobnie skrzynia biegów, ta zmieniała je wprost jedwabiście i niezauważenie. To idealny samochód na co dzień dozujący luksus z zewnątrz i wewnątrz oraz komfort i spokój.

O designie tego samochodu nie ma co dyskutować. Nie spotkałem osoby, która powiedziałaby: „ale brzydki” albo „to nie mój styl”. Idealne proporcje tego modelu, przeprojektowany tył, reflektory i front są skrojone jak najlepszy garnitur. Nic dodać nic ująć.

Może nie wszystko zbliża do siebie Klasę C i Klasę S, pewne jest to, że to także marka ze Stuttgartu. Mercedes – tutaj zawsze wszystko musi być najlepiej, najwięcej i najbezpieczniej. Klasa C także pokazała mi nowe spojrzenie w kategorii limuzyn, zdecydowanie z niego skorzystam.