fbpx

 

 

Spotykam się z osobą, która swoją cegiełkę talentu dołożyła w Starym Browarze jako architekt. Obecnie pochłonięta jest nową pasją, której towarzyszące emocje wdzięcznie oddaje marka odzieżowa MYSTIC jackets. Jak wzmocnić swój indywidualizm? Dlaczego warto zaakcentować swoje „ja”? Jak czuć się wyróżnionym? – na te i wiele innych pytań odpowiada kreatorka oryginalnych rzeczy, Alicja Janczak. Wejdźcie z nami do świata farb, gdzie nadaje się nowe znaczenie nieużywanym częściom garderoby.

 

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: materiały prywatne Alicji Janczak

Jesteś architektem wnętrz, który kreuje przestrzeń zgodnie z wymaganiami praktycznymi i z gustem swoich klientów. Czy to samo czynisz ze spersonalizowanymi rzeczami, które obecnie wykonujesz?

ALICJA JANCZAK: Wciąż jestem aktywnym architektem i zajmuję się projektowaniem wnętrz, a malowanie odzieży, ozdabianie według indywidualnych zleceń to moja wielka, nowo odkryta pasja. Potrzeba kreacji i tworzenia czegoś z niczego (śmiech) była we mnie od zawsze.

Staram się projektować wnętrza z niebywałą precyzją, inspirujące, wpływające na pozytywny nastrój, by ludzie czuli się w nich dobrze, przyjemnie. By otaczali się ładnymi detalami, sztuką, designem – przykuwającym wzrok. Wierzę, że to nas wewnętrznie wzbogaca. Dokładnie to samo tyczy się odzieży, której daję drugie życie. Jestem osobą praktyczną, dlatego postawiłam na użytkowy wydźwięk mojego malowania. Tworzę rzeczy, które można dotknąć, założyć na siebie i czuć się w nich wyjątkowo.

Co skłoniło Cię do wytyczenia sobie nowej ścieżki artystycznych działań?

Znalazłam ciekawą i  jednocześnie intrygującą sesję zdjęciową amerykańskiej fotografki Jill Greenberg, która mnie bardzo zainspirowała. Zrobiła portrety dzieciom zaraz po zabraniu im zabawek i słodkości. Dzieci – jak można się domyśleć – pokazały cały wachlarz przeróżnych emocji, krzyku, złości, płaczu itp. Ten uchwycony przez fotografkę wyraz twarzy oraz głębia uczuć odzwierciedlona w oczach były dla mnie czymś tak niezwykłym i ujmującym, że postanowiłam się nad tym dłużej pochylić. Wówczas wpadłam na pomysł: „może też namaluję portret tak wypełniony emocjami”, oczy jako zwierciadło duszy.

Kto był Twoim pierwszym odbiorcą?

Zaczęłam malować portrety moich najbliższych, rodziny, przyjaciół i obdarowywać wszystkich dookoła. (śmiech) Potem udostępniłam w moich mediach społecznościowych swoje prace, choć zastanawiałam się, jak zostaną odebrane. Po niedługim czasie miałam sporo zapytań i zleceń. Ktoś chciał, żebym namalowała portret córki, ktoś inny – portret narzeczonych, który miał być prezentem ślubnym. którzy niedługo będą brać ślub. I tak nazbierało się zleceń od nieznanych mi wcześniej osób. Zaczęło to wszystko dobrze funkcjonować.

Zauważam, że odbiorcami moich prac są ludzie mający swoje pasje, kochający życie, zwierzęta, przyrodę, umiejący dzielić się radością z innymi. Fascynujący się tańcem, muzyką, podróżami. Ludzie o otwartych głowach i sercach.

Zanim skierowałaś swoje artystyczne aspiracje na jeans, wybierałaś często sklejkę.

Tak, często wykorzystywałam ją w aranżacji przeróżnych przestrzeni. Sklejka wydaje mi się bardzo wdzięcznym materiałem, z którym można dużo pokombinować i uzyskać w ten sposób różne artystyczne wariacje. Zaczęłam również używać sklejki jako podłoża do warsztatu malarskiego, wykonywanego w domowym zaciszu, w skupieniu, w ciszy. Malowanie mnie pozytywnie nakręca, ładuje dobrą energią, relaksuje.

Czy Twoje propozycje malowania na odzieży odbierasz jako pewnego rodzaju wybicie się z szarości dnia codziennego? A w szczególności – podczas pandemii koronawirusa – z tłumu jednakowych osób w maseczkach?

Zapewniam swoim klientom oryginalność, daję im możliwość kreowania własnego wizerunku. Jest tyle ludzi podobnie wyglądających, ubierających się w tzw. sieciówkach. Jednakowy tłum… Dlaczego więc nie wyróżnić się, nie pokazać czegoś innego, zaprezentować się w nietypowej stylizacji ?  Dodatkowo z wybranym przez siebie motywem, ulubionym akcentem, symbolem – to jest odkrywcze i twórcze. Moda jest przecież niekończącą się zabawą, więc bawmy się, wybierając stroje spersonalizowane z tzw. rysem wyjątkowości, aby wyróżnić się w pozytywny sposób.

Czy przed laty byłaś zakupoholiczką?

Niewątpliwie tak! (śmiech) Podczas ostatniej przeprowadzki, kiedy spakowałam wszystko w kartony i zobaczyłam ten ogrom kompletnie nieużywanych i nienoszonych od dawna rzeczy, pomyślałam „jakie to marnotrawstwo!”. Miałam mnóstwo powtarzających się tych samych krojów, fasonów, części garderoby, np. piętnaście sztuk czarnych spodni – rurek, dziesięć podobnych koszul itp., itd. To był wielki przełom, który zmusił mnie do refleksji, do zastanowienia się nad sobą i swoimi wyborami w świecie fashion. Czemu tak dużo kupuję? – wciąż to pytanie kołatało w moich myślach. I wreszcie zrozumiałam, że w kupowaniu upatrywałam pewnego rodzaju ucieczkę od nudy. Z jednej strony inspiracja i fascynacja nowymi zdobyczami, a z drugiej – produkcja niepotrzebnych śmieci, z czym przecież nieustannie walczymy.

Walor praktyczny w dużym stopniu zadecydował o malowaniu na odzieży, tak aby nadać nowe życie starym rzeczom. Inne podejście do kupowania i postrzeganie mody przez nowy pryzmat nabrały dla mnie głębszego znaczenia. To również ukierunkowało mnie w stronę przemyślanych i zrównoważonych zakupów.

Marka MYSTIC jackets jest więc kompilacją twoich różnych pomysłów.

Można tak rzec, że łącząc moje aspiracje, chęci, potrzeby kreacji i wachlarz rozmaitych pomysłów fashion, stworzyłam jedyną taką markę. Moją. Wymarzoną.

Lubię mistycyzm i duchowość w codzienności, stąd taka nazwa. (śmiech) Wspierające nas symbole, prawa wszechświata, magia, nierzadko irracjonalne i niewytłumaczalne rozumem zjawiska – cały czas to mnie interesuje i pociąga. Przewija się też podczas tworzenia niesztampowych części garderoby. Dlaczego na przykład zamiast zrobić sobie tatuaż nie przerobić swojej kurtki, tak aby widniał na niej nasz ulubiony znak, symbol, akcent muzyczny? Czemu nie wykorzystać takiej graficznej ekspresji, która nas wspiera na co dzień?Warto o tym pomyśleć…

Często przy rękodziele ludzie uczą się metodą prób i błędów. Czy tak też było w Twoim przypadku, czy pierwszą kurtkę malowałaś i przerabiałaś dla siebie?

Moja jeansowa kurtka była moim wzornikiem (śmiech), czymś w rodzaju prototypu. Mam ją do dziś i chętnie używam. Przerabiałam ją chyba ze trzy razy, wciąż domalowując nowe wartościowe dla mnie znaki, inspiracje, fascynacje muzyczne, sentencje, które mnie poruszyły. Ta kurtka jest bez wątpienia moją wizytówką. (śmiech) Bardzo ją lubię i jest dla mnie wyjątkowa. Od niej się wszystko zaczęło.

Każde malowanie jest procesem.

Jeśli jest to nowa rzecz, to najpierw zaczynam od wyprania z całej „chemii”. Woda po tym jest żółta, czarna, ze wszystkimi odcieniami szarości – a wydawałoby się, że rzecz nowa jest czysta! Otóż nie! Jest pełna chemii. Oczyszczam materiał, następnie nakładam białe tło, na którym szkicuję zamówiony motyw: portret, ulubionego zwierzaka, symbolikę – węże, wilki itp.

Sam proces malowania również jest czasochłonny. Niektóre kurtki maluję po 20 godzin, jeżeli są one skomplikowane i wymagające. W mediach społecznościowych stawiam też na edukację, uświadamiam ludzi, ile czasu zajmuje przygotowanie jednej rzeczy. Zawsze przed malowaniem przygotowuję wizualizację projektu i przedstawiam go klientowi, wtedy też rozmawiamy, czy coś należy zmienić, zmodyfikować. Uzyskując akceptację, dopiero przechodzę do malowania. Później jest etap wysyłki, bo staram się też spersonalizować karton, w który wkładam zamówioną kurtkę, tak aby wszystko tworzyło spójną artystyczną całość.

Co Cię uskrzydla, daje wiatr w żagle, mobilizuje do działania?

Emocje, łzy wzruszenia, radości, które towarzyszą obdarowywanym osobom. Klienci zamawiają moje prace dla swoich bliskich na przeróżne okazje, a często i bez konkretnej okazji, nagrywają dla mnie filmiki z pierwszych zaskakujących reakcji. To jest cudowne i takie piękne, bo wypływa z serca.

Kiedy zaobserwowałaś, że Twoja pasja stała się biznesem?

Kiedy dwa lata temu, jeszcze przed pandemią koronawirusa, ludzie zaczęli się do mnie zgłaszać z prośbami, po prostu chcieli płacić za moje prace. To bardzo satysfakcjonujące. Dobrze jest być docenionym i zauważonym w tym całym gąszczu rozmaitych rękodzieł i prac typu hand made, gdzie każdy chce pokazać swój talent.

Dodatkowo, moi stali klienci, którzy wracają z następnym zamówieniem, polecają mnie swoim znajomym zgodnie z zasadami marketingu szeptanego.

Malowanie na odzieży sprawia mi wielką radość, daje poczucie spełnienia, bo przekazuję ludziom pozytywne emocje i piękno.

Jak odpoczywasz?

Kocham góry, tam idealnie odpoczywam. Z niecierpliwością wyczekuję wakacyjnego wyjazdu w Alpy. Góry mnie fascynują, wywołują we mnie mnóstwo emocji, zmuszają do przemyśleń i zadumy.

Jakie masz plany na przyszłość?

Mam pomysł, aby rozszerzyć ofertę na produkty bardziej dostępne i tańsze niż kurtka jeansowa, czyli T-shirty oraz czapeczki z daszkiem ze spersonalizowaną grafiką, z wymyślonym logo, wymarzonym akcentem. Tańsze, bo mniej czasu poświęcam na ich przygotowanie, a to się przekłada na cenę.

Marzy mi się stałe miejsce do pracy w Poznaniu, gdzie mogłabym rozłożyć swój warsztat i działać. Przestrzeń z showroomem, aby wykreowane rzeczy mogły być wyeksponowane, aby klient mógł wpaść na kawkę, pogadać o życiu, o emocjach i przy okazji zainteresować się zaprezentowanym projektem, by mógł przymierzyć. Chciałabym zaprosić osoby do współpracy, do malowania, innych rysowników, artystów, abyśmy tworzyli więcej. Myślę też o organizacji warsztatów dla ludzi zdolnych, mających żyłkę artystyczną, umiejących i chcących pogłębiać swój warsztat malarski.