fbpx

Z Joanną Stankiewicz, kulturoznawczynią, organizatorką wydarzeń kulturalnych i podróżniczką, rozmawiają dr Agata Wittchen-Barełkowska i Mikołaj Maciejewski z NU Foundation.

 

Zdjęcia: Jakub Wittchen

Z wykształcenia jesteś kulturoznawczynią. Czy studia były dla Ciebie inspiracją do działania w obszarze kultury?

Kulturoznawstwo było moim drugim wyborem studiów. Na początku chciałam studiować aktorstwo, ale nie dostałam się do szkoły teatralnej. W ten sposób rozpoczęłam studia na Wydziale Nauk Społecznych UAM. Po drugim roku wzięłam urlop dziekański i na kilkanaście miesięcy opuściłam Polskę. Pracowałam w Hiszpanii i podróżowałam po Ameryce Południowej. Potem wyjechałam jeszcze na Erasmusa do Madrytu. Tam studiowałam latynoamerykanistykę. Bardzo dobrze wspominam ten czas. Po powrocie wzięłam udział w szkoleniu unijnym, w którym można było otrzymać dotację na otwarcie własnej firmy. Skorzystałam z okazji i na piątym roku studiów założyłam Babiląd, co przesunęło o 5 lat obronę mojej pracy magisterskiej. Dopiero jak otwarto na UAM podyplomowe Gender Studies postanowiłam oficjalnie zakończyć studia na kulturoznawstwie i zapisać się na tę podyplomówkę.

Z uniwersytetu wyniosłam przede wszystkim znajomości i przyjaciół. Na kulturoznawstwie studiowało wiele osób, które teraz działają w poznańskiej kulturze. Stykamy się często przy okazji różnych działań, co często okazuje się pomocne w ich realizacji.

Byłaś założycielką Babilądu, dyrektorką festiwalu No Women No Art, organizatorką Klubu Kobiet Przedsiębiorczych, a także Babskiej Muzy i Babiego Targu. Wiele z Twoich inicjatyw skierowanych było przede wszystkim do kobiet. Jakimi odbiorczyniami kultury są kobiety? Jaka misja towarzyszyła Ci w realizacji tych wydarzeń? 

Pamiętam, że w czasie szkolenia unijnego, gdy mówiłam o swoim pomyśle na Ośrodek Rozwoju Osobistego Kobiet mało kto we mnie wierzył. Miałam jednak silne przeświadczenie, że miejsce, w którym kobiety będą się mogły spotkać, w bezpiecznym, przyjaznym gronie jest ważne. Na początku organizowałam warsztaty i szkolenia – niektóre miały służyć akceptacji ciała, inne uczyły nowych umiejętności, jeszcze inne metod samoobrony WenDo. Starałam się też organizować różnego  rodzaju aktywności, żeby nie ograniczać się jedynie do zajęć edukacyjnych. Rozmaite potrzeby kobiet owocowały wieloma działaniami. Klub Kobiet Przedsiębiorczych powstał po to, by kobiety mogły wymieniać się doświadczeniami, inspirować i wspierać w życiu zawodowym. W czasie Babskiej Muzy chciałyśmy z Gośką Kuzdrą – ówczesną kierowniczką Kina Muza – uczulać na różne aspekty życia kobiet, pokazywać problemy, z którymi się stykamy, otwierać horyzonty. Festiwal No Women No Art zaczęłyśmy tworzyć, gdy zorientowałyśmy się, jak mało mówi się w przestrzeni publicznej o kobietach-artystkach. Chciałyśmy pokazać, a czasem nawet wykrzyczeć, że one są, istnieją i tworzą. Babi Targ, jedyna inicjatywa którą realizuję do dziś, miał być po prostu spotkaniem. Chodziło o wymianę ubrań i ekologię, ale w ludzkim wydaniu, radosnym, otwartym i włączającym.
Nie wiem, czy kobiety są innymi odbiorcami niż mężczyźni, nie umiałabym ich jakoś specjalnie scharakteryzować. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to, że kobiety są często aktywniejsze,  łatwiej je zachęcić do uczestnictwa w kulturze.

Od urodzenia mieszkasz w Poznaniu i tutaj powołujesz do życia kolejne wydarzenia. Jak postrzegasz aktualny krajobraz kulturalny miasta? Z jakimi inicjatywami jesteś obecnie związana?

Jako jedyna w rodzinie jestem z urodzenia Poznanianką. Rodzice trafili tutaj na początku lat 80-tych. Jestem mocno związana z tym miastem. Tutaj się uczyłam, studiowałam, założyłam firmę. Od kilku lat pracuję przy festiwalu Animator. Byłam jego rzeczniczką, potem dyrektorką, a teraz zajmuje się konferencją branżową Animator PRO.

Muszę przyznać, że gdzieś po drodze zgubiłam trochę entuzjazm, który towarzyszył mi na początku mojej działalności w kulturze. Ostatnim zrealizowanym przeze mnie projektem był MY/MI/GRANCI, w którym pary złożone z Polaków, bądź Polek i obcokrajowców realizowały własne projekty z młodzieżą z kilku poznańskich szkół. Tematami była różnorodność, otwartość i tolerancja. Okazało się, że praca z młodzieżą to jedyny rodzaj działań, w które nadal wierzę. Młode osoby dają mi nadzieję, że coś w otaczającym nas świecie może się zmienić na lepsze. Z pracy w kulturze zostaną mi na pewno niektóre metody, ale chyba edukacja – jakkolwiek pojmowana i realizowana – jest dla mnie teraz ważniejszym wyzwaniem niż samo organizowanie wydarzeń kulturalnych, czym zajmowałam się wcześniej.

Ważną rolę w Twoim życiu odgrywają podróże. Za jakimi miejscami, które odwiedziłaś tęsknisz najbardziej? Co wniosły one do Twojego życia? 

Najważniejsze były dla mnie podróże po Ameryce Południowej i Środkowej. Gdy miałam 20 lat, wraz z przyjaciółką wybrałyśmy się na kilka tygodni do Meksyku. Byłyśmy młode i naiwne. Chyba tylko to nas uratowało, bo robiłyśmy wiele nieprzemyślanych rzeczy. Z drugiej strony dzięki temu udało nam się w niezwykle krótkim czasie wiele doświadczyć. Byłyśmy w stolicy kraju w czasie obchodów rocznicy masakry studentów w 1968 roku, która miała miejsce w Tlatelolco, dzielnicy w której wtedy mieszkałyśmy. Pojechałyśmy do Chiapas poznać Zapatystów, co nam zupełnie nie wyszło, ale fascynacja nimi przetrwała do dziś. Przez jakiś czas mieszkałyśmy pod Ixmiquilpan, w niewielkiej wiosce, z której pochodził jeden z aktorów poznańskiego Biura Podróży. Poznałyśmy mieszkańców i uczestniczyłyśmy w ich życiu.

Potem przez kilka lat nie wyjeżdżałam za daleko. Byłam pochłonięta firmą, zleceniami, prowadzeniem stowarzyszenia No Women No Art. Dopiero niedawno, bo w 2014 zdecydowałam się ponownie przelecieć ocean. Z przyjaciółką wyjechałam do Stanów Zjednoczonych. Potem była samotna, dwumiesięczna podróż po Argentynie, miesiąc w Nepalu, kilka tygodni w Wietnamie z moim partnerem. Z wyjazdów przywożę historie ludzi, których tam spotykam i miejsc, które oglądam. Staram się jak najwięcej dowiedzieć o danym miejscu, zanim wybiorę się w podróż, po powrocie często sprawdzam, co tam się dzieje. Zostaje mi emocjonalna więź z tymi krajami i problemami ich mieszkańców i mieszkanek. Mój tata w swoich wspomnieniach napisał, że bardzo chciał, żeby jego dzieci podróżowały po świecie, poznawały inne kultury, były bardziej otwarte i tolerancyjne. Lubię myśleć, że po to właśnie jeżdżę tak daleko. Pozwala mi to wyjść poza nasz polski sposób myślenia i skonfrontować się z innymi wizjami świata. Oczywiście aspekt wypoczynkowy też ma znaczenie. Nie ukrywajmy – fajnie jest po prostu gdzieś wyjechać.

Często inspiracją dla Twoich podróży są przeczytane książki lub obejrzane filmy. Skąd pomysł na taki sposób podróżowania? Czy w odwiedzanych miejscach odnajdujesz to, co Cię urzekło w książce lub filmie?

Lubię wiedzieć, dokąd jadę, dlatego zawsze przed wyjazdem namiętnie czytam wszystko, co wiąże się z danym miejscem. Najczęściej wybieram reportaże i książki podróżnicze, ale sięgam też po literaturę piękną. Przed wyjazdem do Stanów przeczytałam chyba wszystkich amerykańskich klasyków. Nie zawsze chodzi mi o konkretne miejsca, czasem chodzi o sam klimat. Oglądam też dużo filmów i seriali, które pomagają mi zrozumieć, co się dzieje w krajach, które odwiedzam. Czasem zdarza się jednak, że coś mnie zainspiruje do wyjazdu. Tak było z książką Poniemieckie. W zeszłym roku wyskoczyliśmy na weekend do Zatonii Dolnej, spacerowaliśmy po Dolinie Miłości i wypiliśmy kawę w Cafe Kocur. Gdyby nie reportaż Karoliny Kuszyk najprawdopodobniej nigdy byśmy tam nie trafili.

Niedawno powstał Twój blog „Prosto potem w lewo”, na którym dokumentujesz swoje podróże, przedstawiasz miejsca, w których byłaś i pokazujesz świat często od zaskakującej strony. Skąd pomysł, żeby dzielić się wrażeniami z podróży?

W pandemii okazało się, że nie ma zbyt wiele pracy dla osób zajmujących się, jak ja, organizacją wydarzeń. Miałam dużo czasu, więc postanowiłam uporządkować swoje wspomnienia z podróży, spisać to, co jeszcze pamiętam, poprzeglądać i posegregować zdjęcia. Równolegle prowadziłam grupę na Facebooku, w której czasami dzieliłam się zdjęciami i opisami. Grupa powstała, gdy wyjeżdżałam w samotną podróż po Argentynie, miała służyć komunikacji z przyjaciółmi i znajomymi, ale na początku pandemii zaczęłam tam również publikować opisy naszych – mojego chłopaka i moich – wypadów za miasto i spacerów po mieście. Kilka osób zasugerowało, że warto byłoby przenieść się z tym na bloga. I tak od słowa do słowa, założyłam stronę i zaczęłam publikować różne teksty. Niektóre są typowymi relacjami z podróży, niektóre dotyczą historii miejsc, które odwiedziłam lub ludzi, których poznałam, jeszcze inne są pomysłami na to, gdzie wybrać się w okolicach Poznania.

Obecnie wielu z nas tęskni za dalekimi podróżami, ale Ty na swoim blogu pokazujesz, że okolice Poznania też mogą dostarczać wrażeń. Jakie miejsca na niedalekie wyprawy polecasz? 

To dla mnie również odkrycie. Zawsze lubiłam jeździć na krótkie wycieczki, podróżowałam dużo po Polsce i znam wiele fajnych miejsc, ale dopiero w pandemii zaczęłam z tego czerpać taką radość. Lubię odkrywać nowe ścieżki, zatrzymywać się w miejscach, które zawsze mijałam w drodze gdzieś dalej. Jeśli miałabym coś polecić, to w Poznaniu na pewno byłyby to Szachty – pisałam o nich niedawno na blogu, a z podmiejskich wycieczek oczywiście Wielkopolski Park Narodowy i Puszcza Zielonka. W obu tych miejscach byłam wcześniej wielokrotnie, ale dopiero niedawno zobaczyłam, ilu ścieżek nadal tam nie znam. Odkryciem pandemii były z kolei trasa w Rumianku i Park Krajobrazowy Promno – wcześniej nawet nie wiedziałam, że te miejsca istnieją!