fbpx

Położony zaledwie kilkanaście kilometrów od Poznania w pobliżu lasów, pól i jezior tworzy z nimi idealną harmonię. W lecie otoczony polem słoneczników i … influencerek pragnących mieć najbardziej pożądane zdjęcie sezonu. Ale to przede wszystkim mekka amatorów sportów rakietowych. Korty kryte i zewnętrzne, hala do badmintona. A po wysiłku kuchnia regionalna, naturalna, zdrowa. To wszystko czeka na gości odwiedzających Hotel Rodan w Kórniku.  W tym roku mija 15 lat od czasu, kiedy pierwszy gość przekroczył próg hotelu. I choć nie było z tej okazji hucznej fety, to zarówno jego właściciele Izabella i Bartłomiej Ordanik, jak i dyrektor zarządzający Maciej Czech nie zwalniają tempa, uruchamiają pokłady kreatywności, aby hotel jak najmniej odczuł skutki pandemii.

 

Rozmawia: Alicja Kulbicka

Zdjęcia: Adam Swinarski, Szymon Kaczmarek

 

Długo zastanawiałam się czy poruszać temat, ale chyba od niego nie uciekniemy. Jesteśmy w hotelu, a doskonale wszyscy wiemy, jaka sytuacja dotyka w tej chwili branże gastronomiczną i hotelarską. Jakie emocje towarzyszą Wam po roku nieustającej burzy?

 

Izabela Ordanik: (chwila zastanowienia) Śmiech… choć wcale nie jest nam do śmiechu, to śmiech przez łzy.

Maciej Czech:  Staramy sobie radzić, choć oczywiście nie jest łatwo. Proszę pamiętać, że hotel to jedno, ale jest on ściśle powiązany z gastronomią. Hotele dzisiaj praktycznie nie funkcjonują, a przychody z gastronomii nie rekompensują strat poniesionych w trakcie lockdownów. Ale nie możemy powiedzieć, że niczego nie zyskaliśmy. Zyskaliśmy zaufanie naszych nowych gości, nowe doświadczenie, a także, a może przede wszystkim, odświeżyliśmy nasz zespół. Pokazaliśmy, że razem możemy bardzo dużo zdziałać i działać jako jedność. Hotelem Rodan zarządzam od roku, trafiłem na to stanowisko w czasie, kiedy rozpoczynała się pandemia. I nie ukrywam, że moje biuro w tym czasie przypominało centrum zarządzania kryzysowego, zupełnie nowa sytuacja, nowe wyzwania.

 

Ta zupełnie nowa sytuacja dotknęła wielu przedsiębiorców w wielu branżach. Jak wyglądały te pierwsze dni i jak rozmawialiście z pracownikami? Którzy również nie wiedzieli, jak potoczą się ich losy.

 

M.Cz.: Postawiliśmy na kreatywność . Kreatywność i rozmowę z zespołem. To nie był łatwy czas, bo rozmowy z kelnerami, którzy z dnia na dzień tracili pracę na skutek odwołania wszystkich imprez, na pewno nie są tym, co chciałem robić w pierwszych dniach mojego funkcjonowania na tym stanowisku. Szukałem nowych rozwiązań, nowych rynków, które pozwoliłyby nam dalej funkcjonować. Okazało się, że spory potencjał tkwi w daniach na wynos.

I.O.: Nasza kuchnia opiera swoje menu na sezonowości. Wyznacznikiem dań są pory roku. Serwujemy kuchnię świeżą i zdrową, sami szukamy produktów, odwiedzamy ekologiczne gospodarstwa, jeździmy po ryneczkach, wyszukując produktów naturalnych. I ta filozofia się obroniła.

M.Cz.: Bardzo postawiliśmy na elastyczność, także w zespole. Każdy z pracowników w Hotelu Rodan przeszedł przez każdy dział i dzięki temu odnaleźliśmy nowe talenty. Okazało się, że czasem niektórzy odnajdują się lepiej na innych stanowiskach i dotychczasowa pani zastępca kierownik restauracji jest świetną recepcjonistką, a kelnerka fantastycznie sprawdza się w dziale marketingu i sprzedaży. Na nowo odkryliśmy potencjał naszych pracowników. A oni bardzo elastycznie podeszli do tego wyzwania. Wiedzieli, że muszą dać coś od siebie, abyśmy wyszli z tego cało razem. Na dzień dzisiejszy zespół liczy 16 osób i są to osoby, co do których jesteśmy pewni, że chcą z nami przez to pole bitwy przejść.

W tym roku mija 15 lat od kiedy pierwszy gość przekroczył próg Hotelu Rodan w Kórniku. Czy ostatni rok był tym najtrudniejszym?

 

I.O.: Myślę, że tak.  Razem z mężem Bartłomiejem było nam bardzo trudno zrozumieć całą sytuacje i nauczyć się w niej poruszać. Codzienne burze mózgów, niekończące się spotkania, telefony.  Najgorsza była niepewność, która nam towarzyszyła i w zasadzie towarzyszy do dzisiaj. Każdy kolejny dzień był i nadal jest wielkim znakiem zapytania.

M.Cz.: W hotelu, ale oczywiście i w wielu innych branżach pracuje się „na datach”, zaplanowanych wydarzeniach. A my dzisiaj nie wiemy, co wydarzy się jutro, czy pojutrze. Nigdy nie zdarzyło mi się tak często zmieniać i aktualizować plan sprzedażowy jak przez ostatnie 12 miesięcy. Zespół potrzebuje stabilności. Nie ukrywam, że te pierwsze noce były nieprzespane…

 

Hotel w dniu naszej rozmowy jeszcze nie funkcjonuje w normalnym trybie, ale dzięki Waszej kreatywności i miłości do sportu jesteście otwarci i z pewnych obszarów skorzystać można.

 

I.O.: Hotel faktycznie nie działa jeszcze na pełnych obrotach, klienci dzwonią, dopytują, ale dzisiejsze obostrzenia pozwalają nam przyjmować niestety tylko wybrane grupy gości. Czekamy z niecierpliwością na całkowite odmrożenie branży.

M.Cz.: To, co dzisiaj funkcjonuje bez przerwy w Hotelu Rodan to przede wszystkim gastronomia i nasze dania na wynos. Wszelkie dane wskazują, że ich sprzedaż w naszym hotelu niewiele odbiega od tej, którą notowaliśmy przed pandemią. Goście cenią naszą kuchnię i nie chcą z niej rezygnować w tych czasach. W cenie przysłowiowej pizzy oferujemy zdrowe dnia, przygotowane z regionalnych, świeżych i sezonowych produktów. Szef kuchni Sebastian Andryszak przygotował bardzo szerokie menu. Naszą specjalnością są uwielbiane przez gości makarony z różnymi dodatkami, warzywami, owocami morza, rybami. Do tego serwujemy różnorakie sosy: winno-maślane, sos puttanesca czy klasycznie aglio olio. Musimy pamiętać, że jesteśmy ograniczeni do dań na wynos, a danie na wynos nigdy nie będzie takim samym daniem jak a la carte, więc nasze całe menu doskonale wpisuje się w nową rzeczywistość. I pomimo że klient otrzymuje danie typu take away, ono nadal wygląda apetycznie. Teraz z kolei z utęsknieniem czekamy na szparagi i nowalijki wiosenne z naszego przyhotelowego ogrodu. Mamy nadzieję, że sezon na nie zacznie się lada chwila.

 

A po obiedzie deser…

 

M.Cz.: Cukiernia powstała trochę z przypadku. Wcześniej  współpracowaliśmy z zewnętrzną firmą , która pomagała nam przygotowywać okolicznościowe torty czy ciasta. Jakiś czas temu okazało się, że mamy w zespole prawdziwą perełkę – Kamilę, dla której torty, ciasta, diety wegańskie, wegetariańskie, bezglutenowe, bezlaktozowe nie są w ogóle obce. Niemałą sztuką jest zrobić tort wegański, bez mleka, bez laktozy, bez nabiału – a ona to potrafi. I dziś nie boimy się żadnych wyzwań. Połączenie pasji, smaku i doświadczenia Kamili gwarantują smakołyki na najwyższym poziomie.

I.O.: Obserwujemy wśród naszych klientów wzrost świadomości. Coraz więcej ludzi pyta o wypieki wegańskie. Na przestrzeni tych piętnastu lat bardzo dużo się zmieniło. Myślimy coraz bardziej, w jaki sposób się odżywiamy. Mamy własne motto hotelowe „jedz świadomie dziś, abyś nie musiał leczyć się jutro” i jest to myśl przewodnia, którą stosujemy nie tylko hotelu, ale także w sferze prywatnej. Wychodzimy z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć. A klienci pytają o pochodzenie poszczególnych produktów. Chcą dziś wiedzieć, skąd pochodzą poszczególne składniki dań, których używamy w naszej kuchni. Zioła, jak i część warzyw stosowane w kuchni Hotelu Rodan, są uprawiane w naszym ekologicznym ogródku.

 

Przede wszystkim jednak można u Was spędzić czas aktywnie.

 

I.O.: Hotel Rodan to przede wszystkim centrum tenisowe, tak więc goście hotelowi stanowili tylko część klientów nas odwiedzających. Dużą grupą są amatorzy sportów rakietowych.

 

M.Cz.: Sporty rakietowe to nasza wisienka na torcie. W czasie pandemii zainteresowanie naszymi kortami wzrosło o ponad 40 proc. Żeby zagrać u nas w tenisa, trzeba rezerwować termin z dużym wyprzedzeniem.  Dysponujemy czterema kortami krytymi na nowoczesnych, zmodernizowanych halach, trzema kortami zewnętrznymi umożliwiającymi grę na świeżym powietrzu, a także halą z pięcioma boiskami do gry w badmintona. To jedna z najnowocześniejszych hal w okolicy. Mamy bardzo dobrze rozwinięte szkółki dla dzieci i dorosłych, współpracujemy z wieloma trenerami. Nasza kadra liczy dzisiaj ośmiu trenerów, którzy służą pomocą od wyboru sprzętu, poprzez buty aż po samą grę. Wystarczą tylko chęci. Z kolei, jeśli ktoś chce jeszcze lepiej grać w badmintona, może to zrobić pod czujnym okiem wielokrotnego medalisty Mistrzostw Polski w badmintonie we wszystkich kategoriach wiekowych Wojciecha Szkudlarczyka. Tak więc dajemy szerokie możliwości, w tak niewielkiej odległości od Poznania, zagrać w naprawdę elitarny sport za nieduże pieniądze. Koszt wynajęcia kortu do tenisa zaczyna się u nas od 30 zł za godzinę, natomiast godzina gry w badmintona to koszt tylko 15 zł. Jeśli ktoś nie ma partnera do gry, nasi trenerzy chętnie wystąpią w roli sparing partnerów. A przy okazji można zjeść u nas pyszny obiad. Niestety dzisiaj jeszcze nie w restauracji, jednak mamy ogromną nadzieję, że już w miesiącu maju nasze drzwi będą otwarte dla każdego.

 

A plany?

 

I.O.: Są! Mamy plan na budowę nowych kortów. Pandemia trochę odłożyła w czasie jego realizację, ale to na pewno się stanie. Chcemy być dla wszystkich amatorów sportów rakietowych najlepszym tenisowym miejscem na mapie Poznania i okolic.

M.Cz.: Zamiast spuszczać powietrze z balonu z pozytywną energią nieustannie go pompujemy.

 

Czego Wam dzisiaj najbardziej brakuje?

 

I.O.: Gości!!!

M.Cz.: Wolności i swobody w działaniu. Patrząc na hotel w perspektywie długoterminowej, brakuje nam informacji, która pomogłaby nam podejmować decyzje.

Nieoficjalnie się mówi o odmrożeniu branży hotelowo-gastronomicznej w miesiącu maju. Nauczony doświadczeniem poprzednich miesięcy przypuszczam, że skończy się to na otwarciu hoteli do 50% i gastronomii na świeżym powietrzu do określonej ilości gości, znowu na jakiś czas, tak, aby rozładować napięcie społeczne, obym się mylił. Karuzela dezinformacji trwa i przypuszczalnie trwać będzie.

Patrząc z perspektywy hotelu tu i teraz – oczywiście brakuje nam gości, a także całej otoczki, na którą składa się hotelarstwo, bo hotelarstwo równa się gościnność. W tej chwili działając w ograniczonym zakresie, gościmy głównie gości tenisowych, ale brakuje nam gwaru rozmów w tętniącym życiem lobby. Brakuje nam dzieci, hotel jest hotelem rodzinnym, mamy specjalne menu dla dzieci, kącik i plac zabaw dla najmłodszych. Jak mawiał Janusz Korczak „kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat” – my ten uśmiech i radość  dawaliśmy każdemu z odwiedzających nasz obiekt.Tego gwaru i wrzawy dzisiaj brakuje. Hotelarstwo to nie tylko ekonomia i finanse. Oczywiście one są ważne, ale bez pasji i miłości do tego, co robimy nie zbudowalibyśmy atmosfery i na pewno byłoby nam ciężej przetrwać ten czas. Jesteśmy, nie opuszczamy gardy, walczymy i działamy dalej …