fbpx

 

Rozmawiają: dr Agata Wittchen-Barełkowska i Mikołaj Maciejewski z NU Foundation

Zdjęcia: Jakub Wittchen

Czym jest dla Ciebie słuchowisko? Jak możemy je zdefiniować? 

Słuchowisko jest formą wypowiedzi artystycznej i doznawania świata przez uszy. Bliżej jest mu do filmu czy spektaklu teatralnego niż do książki czy sztuk wizualnych. To jest taki film na ucho albo teatr na ucho. Spotkanie pejzażu dźwiękowego z wyobraźnią słuchacza. 

Jednocześnie słuchowisko to zdecydowanie więcej niż popularne ostatnio audiobooki. Pojawia się w nim trójwymiarowa przestrzeń dźwięku. Dbamy o odpowiednie efekty, które przypominają znane nam dźwięki, na przykład szeleszczenie trawy, po której postać chodzi. Dzięki temu od razu możemy sobie wyobrazić, gdzie ta postać jest. Słuchowiska są tworzone tak, żebyśmy mogli widzieć uszami.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze słuchowiskami?

Pierwsze słuchowisko stworzyłam razem z Joanną Ziółkowską na zaliczenie zajęć z dramaturgii u Bartka Frąckowiaka podczas studiów. Nagrywaliśmy je w Radiu Afera, gdzie pomagała nam Anna Szamotuła. Temat słuchowisk pojawił się też w rozmowach z Patrykiem Lichotą. Pewnego razu spotkaliśmy się i postanowiliśmy zająć się tym tematem – stworzyć festiwal prezentujący różne rodzaje słuchowisk. Pod swoje skrzydła wzięła nas Fundacja Ludzi z Pasją, złożyliśmy wniosek w konkursie o dotacje i w 2016 roku odbyła się pierwsza edycja festiwalu. 

Robiliśmy ją zupełnie spontanicznie, nie wiedząc do końca, jak się robi słuchowiska. Każdy z nas działał już w tej dziedzinie, ale bardzo intuicyjnie. Patryk patrzył na to jako muzyk, Ania jako radiowiec, a mnie najbliższe było myślenie tekstem. Uczyliśmy się w praktyce. Z połączenia różnych osób i ich kompetencji powstał festiwal, który działa już od pięciu lat. Przed nami szósta edycja, więc myślę, że to, co robimy spodobało się odbiorczyniom i odbiorcom w Poznaniu i Wielkopolsce. Ale nie tylko, bo ze słuchowiskami jesteśmy też zapraszani na inne festiwale jak Hurra! ART! w Kielcach czy Festiwal Literacki w Zakopanem. Nasza działalność zaczyna zataczać coraz szersze kręgi.

Jaka jest formuła festiwalu, jego najważniejsze założenia?

Zależało nam, żeby nie tylko produkować słuchowiska, ale żeby zbudować wokół nich wspólnotę. Żebyśmy spotkali się w jednym miejscu, tak jak w teatrze czy kinie, i wspólnie przeżywali, doznawali dźwięków. Najpierw nasze słuchowiska trwały długo, ale nauczyliśmy się, że 30-40 minut to jest optimum dla odbiorców. Problemem jest skupienie. Jesteśmy przyzwyczajeni do formuły wizualnej czy wręcz teledyskowej, rzeczy muszą się dziać szybko. Na początku baliśmy się, że trudno będzie w ogóle „odłączyć” widzów. Tymczasem podczas pierwszej edycji festiwalu zobaczyliśmy, że ludzie byli skupieni i dali się zabrać w ten świat, słuchali z zamkniętymi oczami, z pełną uwagą, nikt nie zasnął. Okazało się, że ludzie potrzebują skupienia się, oderwania od bodźców, bycia w wolniejszym rytmie. Słuchacze wychodzili od nas spokojniejsi, odmienieni. 

Czyli do słuchania można się przyzwyczaić lub się go nauczyć? 

Myślę, że musimy się tego stale uczyć i wracać do tej nauki co jakiś czas, bo żyjemy w świecie, w którym zmienia się nasza percepcja. Trochę tak, jak z czytaniem i Facebookiem. Gdy zapominasz, jak należy to obsługiwać, łapiesz się na tym, że nie skupiasz się na dłuższym fragmencie tekstu niż post. Tak samo jest ze słuchaniem. Trzeba nauczyć się słuchać, a nie tylko słyszeć. Myślę, że dla twórców słuchowisk potrzeba słuchania, która budzi się wśród wielu z nas, jest dużą szansą i dużym wyzwaniem. 

W ubiegłym roku w plebiscycie miesięcznika IKS na wydarzenie kulturalne Festiwal Słuchowisk otrzymał największą ilość głosów. W tym roku planujecie szóstą edycję. Jak będzie ona wyglądać?

Musimy przygotować się na formułę hybrydową. Podczas piątej edycji, która była częścią Mediations Biennale, ogromnego wsparcia udzieliło nam Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe. Najpierw nasze działania miały się odbywać u nich, bo mają świetne systemy nagłośnieniowe. Zaproszenie słuchaczy do PCSS umożliwiłoby pełne zrozumienie tego, czym jest doznawanie dźwięku. Okazało się to niemożliwe ze względu na pandemię. Natomiast PCSS wyposażył nas w najnowsze technologie dzięki czemu mogliśmy zrealizować działania on-line: premiery, re-premiery, udostępnienie słuchowisk z poprzednich edycji. Liczymy na to, że w tym roku będzie jednak możliwość, żeby się ze słuchaczami spotkać w przestrzeniach PCSS, dających niebywałe możliwości odbioru, ale wszystko zależy od rozwoju sytuacji związanej z pandemią.

Czyli chcecie ich zaprosić do przestrzeni w PCSS?

Tak, Też jak będziemy produkować nowe słuchowiska, to technologicznie muszą być wyprodukowane na to, co ma PCSS. To bardzo się liczy. Materiał puszczony na zwykłych głośnikach będzie bardziej spłaszczony w porównaniu z efektem, który możemy uzyskać w Centrum. 

Jakie słuchowiska prezentujecie w ramach festiwalu? Jak budujecie program?

Program jest trzytorowy. Pierwsza część jest zbudowana we współpracy z Centrum Sztuki Dziecka. W rozmowie z panem Zbigniewem Rudzińskim okazało się, że oni mają dużo ciekawych tekstów, które biorą udział w organizowanym przez CSD konkursie i nie zawsze mają swoje prapremiery, więc stwierdziliśmy, że możemy je zaprezentować właśnie w formie słuchowisk. Do tego segmentu programu często zapraszaliśmy młode kompozytorki i młodych kompozytorów, co było bardzo ciekawym doświadczeniem, bo oni myśląc dźwiękiem inaczej podchodzili do kwestii słowa. W tych słuchowiskach bardzo słychać, że dla nich liczy się przede wszystkim brzmienie słów, a nie tylko ich znaczenia. W nurcie dziecięcym w tym roku chcemy też zrobić słuchowisko dla najnajów. Żeby uczyć człowieka od najmłodszych lat odbioru dźwiękowego i skupienia. Dla wielu rodziców forma słuchowiska może być alternatywą do tabletu czy telewizora. 

Drugi nurt to są nasze nowe produkcje – słuchowiska, które produkujemy na potrzeby danej edycji i później staramy się prezentować na innych festiwalach. 

Trzeci nurt to słuchowiska zaproszone. Coraz więcej powstaje ciekawych form i zależy nam, żeby je przedstawiać poznańskiej publiczności. Na przykład w Teatrze Śląskim powstał spektakl dla dzieci, z którego zrobione zostało słuchowisko. Bardzo chcielibyśmy pokazać je w ramach festiwalu. Coraz częstszą praktyką w teatrach podczas pandemii staje się nie tylko pokazywanie streamingów czy spektakli on-line, ale też tworzenie na ich podstawie słuchowisk. 

Pozostajemy przy grupach docelowych, które mieliśmy do tej pory, bo mamy wdzięcznych słuchaczy, wierną publiczność, która przyzwyczaiła się do tego, że festiwal odbywa się w Poznaniu i bardzo chce w nim uczestniczyć. Warto też powiedzieć, że nasze słuchowiska pomiędzy kolejnymi edycjami festiwalu są dostępne na Soundcloudzie (https://soundcloud.com/user-702881653).

Jesteś dramaturżką i pracujesz w teatrze. Czy Twoje doświadczenie teatralne pomaga w budowaniu słuchowisk?

W pracy nad słuchowiskiem, szczególnie w pracy z aktorami, doświadczenie teatralne okazało się bezcenne. Sztuką jest przełożyć to, co mamy w głowie – nasze wyobrażenia na temat tego, jakie brzmienie chcemy uzyskać, na rzeczywistość. Za każdym razem musimy znaleźć narzędzia, żeby przełożyć to na wrażliwość aktorek i aktorów, z którymi współpracujemy, a potem jeszcze na działania z kompozytorką lub kompozytorem. W tych działaniach doświadczenie teatralne bardzo mi się przydało. Zarówno to dramaturgiczne – żeby wiedzieć jak utrzymać uwagę widza, co w nim pobudzać, jakie emocje wywoływać i w jaki sposób to robić, jak i to dotyczące pracy z aktorem – żeby wyegzekwować to, co chcemy, wiedzieć, gdzie odpuścić, kiedy stworzyć momenty, w których wykonawcy mogą się rozluźnić, na przykład na próbie.

Podczas pracy nad słuchowiskiem aktorzy są pozbawieni środków wyrazów takich jak gest czy mimika. Czy tworzenie w przestrzeni dźwiękowej bardzo się różni od tradycyjnych prób w teatrze?

W akademiach teatralnych jakiś czas temu zrezygnowano z pracowni radiowych. Na studiach nie ma najczęściej kształcenia w tej dziedzinie, co jest dużym brakiem, zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy dubbingi czy audiobooki stają się tak bardzo popularne.

Taka praca na pewno wymaga od aktorki czy aktora dużego skupienia i zbudowania postaci gdzieś w środku, bo nie mamy tu scenografii, kostiumu, światła. Mamy tylko muzykę i efekty dźwiękowe. Myślę, że dla wykonawców jest to bardzo ciekawe wyzwanie, bo muszą poszukać w sobie różnych przestrzeni i sami je wypełnić. Duży wpływ na pracę aktorów ma też otoczenie. Doskonałe efekty uzyskujemy, jeśli przestrzeń jest perfekcyjnie dopracowana akustycznie. Kiedy wchodzimy do studia nagraniowego Teatru Polskiego Radia, które jest najlepszym miejscem do takich nagrań w Polsce, gdy ludzie mają czas i przestrzeń na to, żeby popracować nad kwestiami, skupić się, popróbować sobie rzeczy, od razu widać, jak taki człowiek pięknie rozkwita. 

Tworzenie słuchowisk zainspirowało Cię do zdobywania wiedzy na ten temat i ukończenia kursu reżyserii radiowej. Jak wspominasz to doświadczenie?

Na kurs reżyserii radiowej organizowany przez Szkołę Wajdy i Teatr Polskiego Radia wybrałyśmy się razem z Anią Szamotułą i to była bardzo dobra decyzja. Uczyłyśmy się tam rzemiosła, konkretnych umiejętności, które pozwalają realizować artystyczne wizje w profesjonalny sposób.  Nauczyłyśmy się na przykład tego, że zawsze coś da się wyciąć coś z tekstu, nawet jeżeli na początku wydaje się to niemożliwe. Warto powiedzieć faktycznie to, co jest niezbędne, a całą resztę można zbudować inną przestrzenią – sferą dźwięków. Kurs reżyserii radiowej wyćwiczył nas w pracy nad tekstem. Dał nam umiejętności, które pozwalają tworzyć słuchowiska z myślą o tym, by przede wszystkim były one zrozumiałe i ciekawe dla odbiorców. 

Czy ty słuchasz słuchowisk? Jakie jest Twoje ulubione słuchowisko?

Kiedyś słyszałam w Teatrze Polskiego Radia piękne słuchowisko “Amaterasu” Piotra Skotnickiego, które zrobił Waldemar Modestowicz, o Marii Skłodowskiej-Curie. Temat przedstawiony był przez postać japonki, która przyjechała, znalazła się w muzeum i z perspektywy kultury Japonii rozmawiała o Skłodowskiej-Curie. To słuchowisko na długo ze mną zostało.