fbpx

 

Od zera uczestniczył w tworzeniu firmy, która nadzorowała i projektowała największe inwestycje drogowe w Polsce i nadal nie zamierza się zatrzymać, dokładając do profilu działalności kolejne „tematy”: budownictwo kubaturowe, aranżację i remonty wnętrz, obrót nieruchomościami czy odnawialne źródła energii. Recepta na sukces? – Tworzenie dobrej atmosfery jest tak samo ważne, jak wypracowywanie zysków – mówi Maciej Durski, prezes zarządu firmy Lafrentz Polska.

Rozmawia: Michał Gradowski 

Zdjęcia: Jakub Wittchen

Cofnijmy się na chwilę do 1995 r. i początków firmy Lafrentz Polska. Jak wspomina Pan tamten czas? 

Pół roku wcześniej skończyłem studia i dostałem propozycję pracy od dużego niemieckiego koncernu, właśnie o nazwie Lafrentz. Była to wtedy jedna z największych firm budowlanych w Niemczech, specjalizująca się w infrastrukturze drogowo-mostowej, która postanowiła wejść na polski rynek. 

Propozycję przyjąłem, a nasze pierwsze biuro mieściło się w jednym pokoju,  

przy ul. Chłapowskiego w Poznaniu. Były trzy biurka, jeden komputer i radio turystyczne, które umilało nam czas. Księgowa w Niemczech nie mogła zrozumieć, po co kupiłem radio na fakturę, więc wymyśliłem wymówkę, że tylko w eterze pojawiają się ogłoszenia o zamówieniach publicznych. Do dziś zastanawiam się, czy w to uwierzyła. (śmiech)

Po roku działalności niemiecki koncern zmienił strategię i zrezygnował z rozwoju na polskim rynku, więc wykupiliśmy wszystkie udziały i odtąd działaliśmy na własną rękę jako Lafrentz Polska. 

Czy sprawowanie nadzoru budowlanego i projektowanie wyglądały wtedy mniej więcej tak, jak dzisiaj? 

Rynek w tamtych czasach i obecne otoczenie konkurencyjne dzieli przepaść. 

Funkcja nadzoru budowlanego w inwestycjach infrastrukturalnych, dzisiaj określana jako pełnienie funkcji inżyniera kontraktu, nie była wtedy jeszcze tak znana. Weszliśmy w pewną niszę i krok po kroku zdobywaliśmy „teren”. Wtedy do przetargów startowały 2-3 firmy, obecnie – kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt. Do dzisiaj pamiętam, jak w tabelce – którą trzeba było wypełnić, aby wystartować w przetargu – w rubryce doświadczenie wpisywaliśmy: „firma nie posiada doświadczenia w nadzorach budowlanych, ale ma duże ambicje i daje gwarancję, że zrobi to dobrze”. Wtedy to wystarczało. Dzisiaj, po 25 latach działania firmy, wypełniając podobne rubryki, mamy już czym się pochwalić. 

Poza tym kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu nie było też tak dużych wymogów, obostrzeń, kar umownych. Spadła też marżowość, więc znacznie zmniejszył się margines błędu. Jeden zły zapis w umowie może być bardzo kosztowny, zwłaszcza, że mamy do czynienia z ogromnymi pieniędzmi, także ze środków unijnych. Obecnie nadzorujemy kontrakty publiczne o wartości ok. 4 mld złotych, które muszą być rozliczone co do grosza. Bez wysoko wykwalifikowanej kadry nie byłoby to możliwe.

A pilnując tych kosztów, nie możemy też zapominać o technicznej jakości wykonania, zgodności ze sztuką budowlaną. Sam jako inżynier budownictwa zaczynam się czasem zastanawiać, czy jesteśmy jeszcze inżynierami czy już tylko ekonomistami, prawnikami, specjalistami od dochodzenia roszczeń i strażakami, bo najczęściej gasimy „pożary”. (śmiech) 

Które ze zrealizowanych projektów pozwoliły firmie nabrać przyspieszenia? 

Przełomem był na pewno nadzór nad autostradą A2 na odcinku od Konina do Łodzi, gdzie zdobyliśmy największe doświadczenie w tej branży, ale też przez te ponad 25 lat nadzorowaliśmy wszystkie największe firmy budowlane, które działają na polskim rynku. Niejednokrotnie wykonywaliśmy również z nimi wiele wspólnych dokumentacji technicznych w systemie „projektuj i buduj”. Nadzorowaliśmy budowę części trasy ekspresowej S11, wszystkie obwodnice Poznania, łącznie ze Wschodnią prowadzącą do Gniezna, kolejne odcinki drogi ekspresowej S5 i wiele, wiele innych dużych inwestycji. Te nadzory i projekty pozwoliły nam zdobyć doświadczenie, zebrać wysoko wykwalifikowaną kadrę techniczną. Dzięki kompetencjom tego zespołu mogliśmy dalej się rozwijać. 

Od początku działania firmy prowadziliśmy jako LafConsulting ok. tysiąca nadzorów budowlanych.

Zachodnia Obwodnica Łodzi, Obwodnica Olesna, odcinek drogi ekspresowej w okolicach Ełku, budowa tunelu w Świnoujściu – to tylko niektóre z aktualnie nadzorowanych projektów. Do większych dokumentacji technicznych zespołu LafProject zaliczyć możemy projekty dróg ekspresowych nr S5, S17, S19 czy też koncepcję potężnej obwodnicy metropolitalnej Trójmiasta oraz szereg innych spośród ponad 800 projektów… kiedyś spróbuję to spamiętać.

To nie jest chyba łatwy kawałek chleba, bo w Polsce ciągle mówi się, że inwestycje realizowane są za wolno, a w ostatnich latach było kilka spektakularnych przypadków opuszczenia placu budowy?  

Takie kryzysowe sytuacje to nieodłączna część tej branży. Usunięcie firmy z budowy lub przypadek, kiedy wykonawca sam rezygnuje przed ukończeniem prac to konieczność szybkiego rozliczenia przerwanej inwestycji – tak, aby inwestor jak najszybciej mógł ogłosić nowy przetarg i wyłonić nowego wykonawcę. Czyli dużo nieprzespanych nocy i ciśnienie krwi raczej wysokie.   

Lafrentz Polska to dziś nie tylko nadzory budowlane. Skąd pomysł na otwarcie nowych „frontów”?

Staram się obserwować rynek, nigdy nie wychodziłem z założenia, że raz odniesiony sukces to wieczna gwarancja prosperity, stąd pomysł na dywersyfikację działalności. Zawsze chciałem stworzyć firmę korzystającą z efektu synergii, która będzie – mówiąc obrazowo – trochę jak sklep z galanterią skórzaną w znanych nam egzotycznych krajach. Wchodzi Pan tylko po rzemyk, ale nie wypuszczą już Pana dopóki nie kupi się jeszcze także paska, torby i co tam jeszcze zaproponuje sprzedawca. Oczywiście przy założeniu, że wszystkie te rzeczy są Panu potrzebne. Analogicznie my znajdziemy klientowi grunt, zaprojektujemy, zbudujemy i będziemy nadzorować inwestycję, zaaranżujemy i wykończymy nieruchomość, a jeśli będzie trzeba – także ją sprzedamy czy wynajmiemy. Taka kompleksowa obsługa to w Polsce ciągle rzadkość. 

Omówmy sobie zatem po kolei te nowe segmenty działalności. Czym zajmuje się LafHome i LafEstate? 

LafHome to nasz dział remontowo-budowlany specjalizujący się w aranżacji i kompleksowych remontach wnętrz. Działamy w Poznaniu i wielu innych miastach, ostatnio przede wszystkim na Pomorzu, gdzie remontujemy i wykańczamy pod klucz apartamentowce i hotele od Szczecina po Trójmiasto. Staramy się jak najbardziej odciążyć klienta, na zasadzie – oddaj nam klucze, a my wyremontujemy, urządzimy i wyposażymy twój apartament, niekiedy łącznie z zapełnieniem lodówki i powitalnym, zmrożonym szampanem. Tacy klienci premium stanowią oczywiście mniejszość, ale ten sam poziom usług oferujemy tym, dla których decydującym kryterium jest cena. Większość naszych klientów stanowią przedsiębiorcy, którzy kupili apartament lub kilka nieruchomości w dobrej lokalizacji i chcą je przygotować pod wynajem. Mamy duże moce przerobowe, wyróżnia nas poznański porządek, który zostawiamy po sobie w miejscu pracy, jakość i terminowość. Tego nauczyły nas zamówienia publiczne. Ponad 25 lat pracy w dużym reżimie czasowo-finansowym to nasz atut, który wykorzystujemy w LafHome.  

Natomiast LafEstate to nasze biuro pośrednictwa w obrocie nieruchomościami, w ramach którego obsługujemy zarówno klientów indywidualnych, jak i biznesowych. Poszukujemy też dla naszych kontrahentów ciekawych propozycji inwestycyjnych, w których ulokowane środki przyniosą im korzyści finansowe, a nam, oprócz pieniędzy, również satysfakcję z zadowolenia klienta. 

Z kolei LafBud to dla firmy zajmującej się nadzorem budowlanym chyba trochę przejście na drugą stronę barykady? 

Dokładnie tak. Już nie jesteśmy inspektorami i projektantami, ale w kaskach, odblaskowych kamizelkach i gumiakach wchodzimy na budowę. LafBud to dział specjalizujący się w wykonaniu budynków kubaturowych, czyli tzw. twarda budowlanka – beton, stal, konstrukcje ciesielskie. We współpracy ze znanymi deweloperami zbudowaliśmy m.in. osiedle mieszkaniowe na Strzeszynie, dwa wieżowce przy Alei Solidarności czy hotel w Swarzędzu. Obecnie realizujemy m.in. nową inwestycję na terenie dawnej fabryki obrabiarek Wiepofama na Jeżycach, a także w miejscu dawnego kasyna przy skrzyżowaniu ulic Bukowskiej i Szylinga. 

Natomiast nowym projektem, który rozwijamy, są instalacje fotowoltaiczne o dużej skali – nie na dachach, ale całe farmy paneli montowane na polach. I tu znów jest sporo nowych wyzwań związanych np. z pozyskaniem gruntów od właścicieli ziemskich, podłączaniem tych instalacji do sieci energetycznych czy też z budową nowych źródeł zasilania.

Jak Pan znajduje na to wszystko czas? 

Ostatnio rozmawiałem z kolegą, który z troską w głosie powiedział: „Martwię się o ciebie, od trzech dni nie mogę się do ciebie dodzwonić…” Jego troska była jednak nieuzasadniona. Lubię pracować, jednak uważam, że nie jestem pracoholikiem. Nauczyłem się już, że skuteczne zarządzanie polega przede wszystkim na umiejętnym delegowaniu zadań. 

W firmie zbudowaliśmy stabilną strukturę, a mój urlop nie wstrzymuje prac czy procesów decyzyjnych. Co więcej, pracownicy uwielbiają czas, kiedy jestem na urlopie. W firmie krążą już na ten temat mity, bo przetarg na jeden z najlepszych kontraktów w naszej historii wygraliśmy w czasie mojej nieobecności. Odpoczywałem wtedy w Toskanii, leżałem właśnie z drinkiem na leżaku, kiedy jeden z menadżerów zadzwonił z pytaniem o cenę ofertową. Realizowaliśmy wtedy dużo innych projektów, więc zamiast wyliczonych 2 mln zaproponowałem zaporowe 5 mln i okazało się, że nikt inny nie zgłosił się do tego przetargu. Zdobyliśmy wówczas bardzo intratny kontrakt. Od tej pory wiem, że warto czasem złapać dystans do pewnych spraw.

Postawę właścicieli firm, którzy chcą kontrolować każdy najmniejszy szczegół nazywam syndromem „szefa od ołówków”. Nie da się podpisywać faktur na zakup papieru do drukarki, spinaczy czy ołówków i jednocześnie zdobywać kontrakty warte kilka milionów.   

Lafrentz Polska zatrudnia ok. 500 pracowników. Czy niektórzy z nich pamiętają początki firmy? 

Dwa lata po otwarciu firmy powstała nasza pracownia projektowa, zatrudniliśmy wtedy panią menadżer, która pracuje z nami do dzisiaj. Wiele naszych koleżanek i kolegów jest z nami już kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt lat, średni czas zatrudnienia to ponad 15 lat. 

Jesteśmy firmą usługową, naszą siłą jest przede wszystkim nasza kadra. Pracownicy mają dużą autonomię działania i świetnie sobie radzą z powierzonymi zadaniami, w tym także z rozwijaniem kompetencji menadżerskich.  

Nie chcę, żeby zabrzmiało to patetycznie, ale w firmie najważniejszy jest człowiek, a tworzenie dobrej atmosfery jest tak samo ważne, jak wypracowywanie zysków. Nie wyobrażam sobie budzić się rano z poczuciem, że nie mam ochoty iść do pracy i nie chciałbym, żeby tak czuli się moi pracownicy. 

Kluczowa jest dobra komunikacja, wyznaczanie jasnych celów. Jeśli pracownik nie wie, w jakiem kierunku rozwija się firma, jaki jest jego udział w tym rozwoju, nie będzie miał właściwej motywacji do pracy. Groźna jest też monotonia. Wypalenie zawodowe to nie jest pusty slogan. Człowiek znudzony przestaje być twórczy, dlatego dbamy, aby przydzielać pracownikom nowe zadania, dawać im coś, co wybije ich z rutyny, nie zwiększy zakresu obowiązków, ale zastąpi część z nich zupełnie innymi. 

Identyfikacja pracownika z firmą to długotrwały proces. Dlatego tak dużą wagę przykładamy do spotkań i integracji, firmowych rozgrywek sportowych w różnych dyscyplinach czy wspólnego włączania się w akcje społeczne, kulturalne i charytatywne, takie jak Szlachetna Paczka czy mecenat nad poznańskim Teatrem U Przyjaciół. 

Stabilizacja, dobra atmosfera i partnerskie relacje mają ogromny wpływ na zaangażowanie. Wiem, że są firmy, które premiują pracowników za to, że wykonali swoje zadania w czasie 8 godzin. To jest właściwy kierunek – zwiększanie wydajności przez właściwą organizację pracy, a nie nadgodziny. 

Jak pandemia wpłynęła na kondycję branży budowlanej? 

Pandemia nie wpłynęła znacząco na branżę budowlaną, która rozwija się trochę na zasadzie kuli śnieżnej – kiedy raz wprawi się ją w ruch, nie tak łatwo ją zatrzymać. Poza tym inwestycje, które realizujemy trwają czasem 5-7 lat, a środki na ich realizację zostały wcześniej zabezpieczone. W 2020 r. w Polsce sprzedano najwięcej nieruchomości w Europie, widać to przede wszystkim na wybrzeżu. W samych tylko Międzyzdrojach w ostatnim czasie oddano do użytku ok. 2 tys. nowych mieszkań. 

Za to rynek obrotu nieruchomościami mocno zwolnił, do Poznania nie przyjechali studenci, nie wynajmowali mieszkań, z miasta zniknęli turyści i goście targowi. Spadek zainteresowania najmem krótko- i długoterminowym był znaczący. 

Dobrze radził sobie natomiast nasz dział LafHome. Choć w czasie lockdownu 

Polacy masowo zabrali się za remonty, to jednak po kilku nieudanych próbach samodzielnego położenia płytek dzwonili po fachowców.  

Wyzwaniem dla przedsiębiorców jest też dostosowywanie się do bardzo szybko zmieniających się regulacji prawnych. Nasz liczny dział księgowo-kadrowy często rano musi analizować przepisy wprowadzone wieczorem poprzedniego dnia. 

Pandemia zmieniła też charakter naszej pracy, ograniczając osobiste kontakty do niezbędnego minimum. Spotkania on-line to jednak zupełnie nie moja bajka, wolę działać w terenie niż za biurkiem, uczestniczyć w radach budów czy spotkaniach z inwestorami. Uważam, że nic nie zastąpi bezpośredniej rozmowy, więc z utęsknieniem czekam na powrót normalności. 

Czy przy takiej skali działalności Pana firmę ciągle można nazwać „poznańską”?  

Zdecydowanie tak. Urodziłem się w Kościanie, w Poznaniu mieszkam od czasu studiów, kocham to miasto. Mieliśmy wiele propozycji przeniesienia firmy do Warszawy, ale moim zdaniem nie trzeba mieć tam biura, żeby zdobywać największe kontrakty. A najlepsze inwestycje i tak są w Wielkopolsce. W ostatnim czasie nadzorowaliśmy np. przebudowę ul. Grunwaldzkiej i Św. Marcina, obecnie prowadzimy nadzór nad budową mostu nad Wartą w Rogalinku czy przebudową ul. św. Wawrzyńca od Niestachowskiej do Kościelnej.  

Co jest dla Pana najlepszą odskocznią od pracy? 

W ubiegłym roku pewna osoba zachęciła mnie, żeby zacząć grać w golfa. W Wielkopolsce są ku temu całkiem niezłe warunki – jest fantastyczne Trzaskowo, a nowe pole golfowe buduje się już w Tarnowie Podgórnym. Ostatnio oglądałem film dokumentalny o Tigerze Woodsie. Kiedy pierwszy raz trzymał w ręce kij golfowy, miał dwa miesiące. Mam więc jakieś kilkadziesiąt lat zaległości do nadrobienia. (śmiech) Dzięki grze w golfa poznałem mnóstwo ciekawych ludzi, z którymi można cudownie spędzić czas, porozmawiać, poszukać nowych inspiracji. To świetny sposób, aby się odprężyć i spożytkować trochę energii. 

Jednak na koniec muszę się do czegoś przyznać – nawet moja torba golfowa jest w barwach Lafrentz, a moje myśli i tak przy co trzecim uderzeniu uciekają w stronę rozważań o rozwoju firmy. 

Korzystając jeszcze z okazji, chciałem wszystkim przedsiębiorcom, którym przyszło zmierzyć się z trudnymi czasami pandemii, życzyć, aby mieli siły, środki i możliwości, żeby przetrwać to, czego nikt nie mógł przewidzieć. Wszystkim nam życzę zdrowia – tego, co teraz najważniejsze.