fbpx

„Bardzo dziękuję. Jestem super zadowolona, po prostu rewelacja. Jestem tu pierwszy raz i będę polecać. A tak się bałam! Koniecznie proszę to napisać!  Widzimy się w piątek!”

To nie celowy zabieg dziennikarski, a prawdziwe słowa klientki, która przerywając moją rozmowę z właścicielką salonu Elite Beauty w Skórzewie, nie ustawała w pochwałach miejsca, w którym się znalazłam. Martyna Maczulis, twórczyni tego miejsca skradła i moje serce swoją ambicją, uporem w dążeniu do celu, skromnością, ale i bezkompromisowością. Cechami, bez których nie dotarłaby tu, gdzie jest dzisiaj. A jak mówi – to dopiero początek. 

Rozmawia: Alicja Kulbicka

Zdjęcia: Jakub Wittchen 

Nie sposób nie zapytać na początku o specyficzny czas, w jakim się znajdujemy. Mamy epidemię, kryzys gospodarczy dotykający wielu przedsiębiorców, a my spotykamy się w Twoim nowym, o wiele większym od poprzedniego gabinecie, do którego przeprowadziłaś się w grudniu 2020. Jak to się robi w epidemii? 

Martyna Maczulis: Na pewno trudniej niż w „normalnych” czasach i bardziej nerwowo. Gabinet Elite Beauty istnieje już cztery lata. Zaczynałam od 30 metrów kwadratowych. W poprzedniej lokalizacji nie wszystko było takie, jakie bym sobie wymarzyła, więc ta myśl gdzieś chodziła mi po głowie. Jednak decyzję podjęłam de facto po pierwszym lockdownie wiosną 2020 roku. Nasza branża była wówczas zupełnie zamrożona przez prawie dwa miesiące. Natomiast po powrocie do pracy czekała na mnie kolejka klientów spragnionych korzystania z usług kosmetycznych. Dodatkowo, kolokwialnie mówiąc, po prostu nie bardzo się tam już mieściłam. Mam w swoim gabinecie sporo maszyn, które muszą na siebie zarabiać. Tam miałam tylko jeden gabinet zabiegowy, więc specjalistyczne sprzęty nie mogły pracować jednocześnie. Ponadto trochę szczęścia sprawiło, że w Skórzewie, przy ulicy Poznańskiej 82, znalazłam lokal do wynajęcia i zdecydowałam się na zmianę. Pamiętam jak dziś, kiedy już po podpisaniu umowy najmu, jadąc na szkolenie z lasera, który również zdecydowałam się wówczas kupić, usłyszałam, że prawdopodobnie czeka nas drugi lockdown. Wówczas stres się nasilił, bo poczyniłam w związku z przeprowadzką spore inwestycje, ale jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B. Oczywiście nie obyło się bez przyziemnych problemów z przedłużającym się remontem. Prace, które miały trwać miesiąc, trwały 2,5 miesiąca. Musiałam sobie radzić w wyremontowanych naprędce dwóch pokojach, czekając na pozostałą powierzchnię.  To mnie też sporo nauczyło i mogę powiedzieć każdemu, komu zależy na rozwoju i sukcesie, że sukces nie jest nigdy przypadkowy i trzeba w niego włożyć ogrom pracy i poświęcenia.  

Czy można zatem wysnuć wniosek, że to dzięki swoim klientom, którzy cierpliwie czekali na „odmrożenie” branży beauty podjęłaś tę decyzję? 

To na pewno. I to bardzo cieszy, bo oznacza, że jest duże zapotrzebowanie na usługi kosmetyczne. Myślę, że istotne znaczenie mają tu zabiegi efektywne, czyli z użyciem maszyn. Nasz gabinet oferuje między innymi zabiegi w dziedziny medycyny estetycznej, jak choćby laseroterapię, którą wykonuje się w cyklu ciągłym i rozpoczęta kuracja musi być kontynuowana. Pandemia pokazała też, że taki trochę truizm, głoszący, że kto się nie rozwija, ten się cofa, idealnie pasuje do dzisiejszych czasów. Klient stał się dużo bardziej wymagający i świadomy, wybiera precyzyjnie wykonane zabiegi z użyciem profesjonalnego sprzętu, więc rozwój jest naturalną konsekwencją prowadzenia biznesu. 

Obserwujesz już od paru lat rynek salonów beauty. To rynek bardzo rozdrobniony, dominują na nim małe gabinety, często jednoosobowe, prowadzone przez właścicielki. Jest ich naprawdę bardzo dużo w Poznaniu i okolicach. Czy pandemia to zmieni? 

Myślę, że ten czas to trochę czas próby dla branży. Klient na pewno będzie zwracał uwagę na jakość, stanie się jeszcze bardziej wymagający. Bariera wejścia na rynek beauty nie jest jakaś ogromna. Dziś przy dotacjach z urzędu pracy, otworzyć mały gabinet kosmetyczny nie jest wielkim problemem. Jednak te gabinety często nie są profesjonalne, zaniżają ceny usług kosztem ich jakości. Pracują na niesprawdzonych, bądź wręcz podrobionych kosmetykach. Nie ukrywam również, że w takich czasach, jakie teraz mamy, kiedy nie znamy dnia ani godziny, konieczne jest posiadanie poduszki finansowej. Pieniędzy odłożonych na czarną godzinę. Kiedy po dwóch tygodniach lockdownu słyszałam od koleżanek z branży, że będą zamykać swoje biznesy, pytałam, a co gdybyś złamała rękę? Gdyby wydarzył się wypadek, sytuacja losowa? Cechą dobrego przedsiębiorcy jest przewidywanie pewnych zdarzeń i bycie na nie przygotowanym. Prowadząc własny biznes, nie możemy żyć z dnia na dzień. To lekcja, którą otrzymałam od mojego taty, również przedsiębiorcy. Więc być może paradoksalnie, jeśli po tym czasie nie podniosą się gabinety, które po dwóch tygodniach lockdownu mówią o zamykaniu się myślę, będzie to z korzyścią dla branży. 

Nie jesteś rodowitą poznanianką, pochodzisz z Turku. Co spowodowało, że przeniosłaś się do Poznania?

Trafiłam tutaj na studia. Studiowałam kosmetologię u Anieli Goc, no i tak już zostało. Po studiach wróciłam na chwilę do Turku, ale jednak duże miasto daje dużo większe możliwości. Tak więc ku niezadowoleniu rodziców postanowiłam na stałe związać swoje życie z Poznaniem. Początki nie były łatwe. Umowa z rodzicami była taka, że po przeprowadzce muszę się całkowicie sama utrzymać. Uniosłam się honorem i dumą i powiedziałam „dam radę” (śmiech). W pierwszej pracy, nie najlepiej płatnej, spędzałam po 12 godzin, aby tylko poznać jakiś klientów. Pracowałam tam 3 miesiące i w tym czasie poznałam mnóstwo cudownych osób, między innymi klientkę, która otwierała klinikę w Poznaniu. Budowane relacje zaprocentowały kolejnymi kontaktami – i tak zmieniłam ówczesną pracę na pracę w klinice. Po pół roku tam, już wiedziałam, że otworzę własny gabinet. Na początku mały, sukcesywnie dokupując maszyny, rozwijając się powoli, aby dzisiaj być tutaj na prawie 150 metrach kwadratowych. 

Z jakimi wyzwaniami zetknęłaś się na początku drogi biznesowej?

Na pewno musiałam zmierzyć się z brakiem czasu dla siebie. Kiedy pracujesz we własnym biznesie, jesteś non stop w pracy. Pod telefonem 24 godziny na dobę.  Klientki z Poznania na pewno są bardziej wymagające niż chociażby w Turku, gdzie też miałam okazję pracować w gabinecie kosmetycznym. W Turku kobiety korzystają raczej z podstawowych usług, takich jak manicure czy pedicure, natomiast po bardziej wyrafinowane zabiegi przyjeżdżają do Poznania. Na pewno jest tu też dużo większa konkurencja. Przy samej ulicy Poznańskiej jest 12 może 15 gabinetów. To spore wyzwanie, aby się wyróżnić spośród tłumu. 

Prowadzisz gabinet, pracujesz w nim, ale też szkolisz. 

Swoją przygodę ze szkoleniami rozpoczęłam w Broadway Beauty. Uczyłam dziewczyny jak prawidłowo wykonywać zabiegi, jak się do nich przygotować, co muszą wiedzieć, aby zostać profesjonalistkami w swoich dziedzinach. Szkolenia prowadzę z makijażu permanentnego, mezoterapii mikroigłowej, z przedłużania rzęs, z podologii. Skończyłam podyplomówkę z pedagogiki, tak więc oprócz samodzielnego wykonywania zabiegów mogę również uczyć i przekazywać swoją kosmetologiczną wiedzę dalej. W tej chwili prowadzę szkolenia indywidualne u siebie w gabinecie.  

Wspomniałaś o studiach. Kosmetologia, podyplomowa pedagogika, za cel postawiłaś sobie również obronę doktoratu z nauk o zdrowiu. Ambitnie i bardzo świadomie podchodzisz do kwestii swojego wykształcenia. Co daje Ci ta wiedza? 

Każda wiedza przydaje się w prowadzeniu własnego biznesu. I to wiedza  z różnych dziedzin. Każde studia dały mi coś nowego. Ale też myślę, że wykształcenie ma wymiar psychologiczny. Klient na nas trochę inaczej patrzy i wzbudzamy większe zaufanie. Swoim wykształceniem obalam „mit kosmetyczki”, która poza pomalowaniem paznokci na niczym się nie zna. Wykształcenie sprawia też, że jestem bardziej świadoma  ewentualnych zagrożeń, powikłań, które mogą się zdarzyć u klienta. Mam takie przemyślenie, że im człowiek ma mniejszą wiedzę, tym mniej się boi. A to powoduje, że popełnia błędy i może klientowi zaszkodzić. Niektóre zabiegi są naprawdę mocno inwazyjne i powinny być wykonywane tylko przez lekarzy, a wszyscy wiemy, że można je zrobić również w gabinetach kosmetycznych. A tak być nie powinno. 

Cieszę się, że wspomniałaś o tym, bo nie każdy gabinet kosmetyczny tak otwarcie dzieli się tym faktem. Od wielu lat toczy się spór pomiędzy lekarzami medycyny estetycznej a kosmetologami i kosmetyczkami o to, które z zabiegów można wykonywać w gabinetach kosmetycznych, a które wymagają interwencji lekarza. 

Prawo w tym aspekcie jest nie do końca uregulowane. Wiele z zabiegów związanych z przerywaniem powłok naskórka może wykonywać zarówno lekarz, jak i kosmetyczka czy kosmetolog. Jednak uważam, że takie zabiegi jak chociażby wstrzykiwanie botoksu, który jest w spisie leków i mogą wyniknąć ewentualne powikłania po nim, czy używanie nici liftingujących powinien wykonywać lekarz. Błędy mogą zdarzyć się po każdej stronie sporu. Mogą zdarzyć się zarówno w gabinecie kosmetycznym, jak i u najlepszego lekarza. Anatomia jest różna, pacjenci mogą różnie zareagować na zabieg. Jednak lekarz ma przewagę nad kosmetologami, w razie ewentualnych powikłań może wdrożyć leczenie farmakologiczne. My nie mamy takich uprawnień.  Niestety wiele z gabinetów kosmetycznych wykonuje zabiegi mogące skutkować powikłaniami. Ostatni przykład z Poznania pokazuje, że kary nałożone przez sąd są niskie, a procesy ciągną się latami. Dopóki tak będzie, zawsze znajdzie się gabinet wykonujący takie zabiegi. Klient też się znajdzie, choćby ze względu na niższą niż w klinikach medycyny estetycznej cenę. Ale musimy pamiętać, że w razie ewentualnych komplikacji po zabiegu klient zostaje pozostawiony sam sobie i musi szukać pomocy na własną rękę. 

Spotykam się z takim modelem biznesowym, że gabinety kosmetyczne współpracują z lekarzami chirurgami. 

U nas jest podobnie. Współpracuję z doktorem Piotrem Konwińskim, chirurgiem. I jeśli mamy klientkę, która potrzebuje botoksu lub bardziej inwazyjnej formy pomocy, wówczas pan doktor przyjeżdża i wykonuje taki zabieg u nas na miejscu. Jest to rozwiązanie droższe dla mnie czy naszych klientek niż gdybym wykonywała te zabiegi sama, ale na pierwszym miejscu stawiamy bezpieczeństwo naszych klientek, więc nie mam wątpliwości, że jest to rozwiązanie dużo lepsze. 

Gabinet jest w Skórzewie, więc możemy tu mówić o peryferiach Poznania, a jednak za każdym razem kiedy jestem u Ciebie, drzwi się nie zamykają, jeden klient wchodzi, drugi wychodzi. 

Klientów mamy w zasadzie z całej Polski. Przyjeżdżają dziewczyny z Kalisza, Ostrowa Wielkopolskiego, Zielonej Góry, z Leszna czy Szczecina. Oczywiście sporo pań jest tutaj z okolicy czy też samego Poznania. Bardzo mnie cieszy, że klientki wracają, więc chyba muszą czuć się u nas dobrze. (śmiech) Panuje u nas domowa atmosfera, ja zresztą też bardzo szybko nawiązuję koleżeńskie relacje, tak więc myślę, że klient czuje się u nas swobodnie. 

Z jakich zabiegów można skorzystać u Ciebie w salonie?

Przede wszystkim bazuję na efektywnych zabiegach z użyciem maszyn. I tak oferujemy całoroczną, bezbolesną depilację. Jako pierwsi w Wielkopolsce mamy Epilaba z systemem ABS, który zabezpiecza skórę przed poparzeniem, tak więc zabieg jest w pełni bezpieczny. Dysponuję także urządzeniem Hifu Sonoqueen – to zaawansowany technologicznie zabieg do liftingu skóry. Mam też aparaturę pomagającą modelować sylwetkę – Maximusa, specjalistyczny sprzęt do karboksyterapii, całej pielęgnacji twarzy Geneo, oczyszczania wodorowego oraz całej pielęgnacji SPA. Do tego dochodzi manicure, pedicure i makijaż permanentny.

Co istotne, wszystkie urządzenia testuję na sobie czy też swoich bliskich. Bardzo zależy mi, aby klient wyszedł od nas zadowolony i do nas wrócił. Korzystamy z kosmetyków Thalgo i Medik8. To oczywiście profesjonalne kosmetyki do stosowania w profesjonalnej pielęgnacji. Do pielęgnacji ciała używamy kosmetyków Thalgo bazujących na naturalnych składnikach, wyciągach morskich, algach, naturalnych olejkach eterycznych. To w pełni bezpieczne kosmetyki, w zasadzie nie zdarzają się reakcje alergiczne. Medik8 to kosmetyki nieco bardziej zaawansowane, używane w zabiegach na twarz, opierające się na retinolu i witaminie C. 

Zawsze interesuje mnie kwestia korzystania z profesjonalnych usług kosmetycznych przez mężczyzn. Ilu panów pojawia się w Twoim salonie? Bo to, że przeważają kobiety widać na pierwszy rzut oka i pewnie nie jest żadnym zaskoczeniem. Jednak mam wrażenie, że ostatnie lata trochę odczarowały mit mężczyzny niekorzystającego z dobrodziejstw gabinetów kosmetycznych. 

Na pewno częściej pojawiają się u mnie kobiety, mężczyźni stanowią niewielki procent moich klientów. Kiedy już się pojawią to najczęściej umówieni są przez swoje partnerki. (śmiech) Zdarzają się również panowie z życiowym bagażem, po rozwodach, którzy chcą się trochę podreperować. Zyskać na atrakcyjności. Dużym zainteresowaniem cieszą się u nas zabiegi na skórę głowy, zabiegi na porost i przeciwko wypadaniu włosów. Sporo panów zapisuje się na laser, decydują się na depilację klatki piersiowej. Zdarzają się zapisy na nietypowe jak na mężczyzn zabiegi. Dzisiaj mam zapisanego pana na makijaż permanentny brwi. 

Jakie masz plany na przyszłość?

Na pewno dalszy rozwój. Myślę o tym bardzo intensywnie, choć dopiero dwa miesiące jestem w nowym miejscu. Na pewno chcę powiększać zespół. Na chwilę obecną pracują ze mną dwie osoby, ale już wiem, że za chwilę będziemy miały tyle pracy, że będzie mi potrzebna kolejna para rąk do pomocy. Moim największym marzeniem, jest posiadanie własnej kliniki. I chciałabym to marzenie spełnić w ciągu kolejnych 2-3 lat. Do tego własna firma kosmetyczna i autorski program na temat pielęgnacji w telewizji. I choć niektórzy uśmiechają się, kiedy słyszą o moich planach, ja wiem, że mam dużo szczęścia w życiu. Mam szczęście do ludzi, a tylko z nimi będę mogła swoje plany zrealizować.