fbpx

Felieton: Paweł Kunachowicz

Przewodnik wysokogórski, instruktor narciarstwa i wykładowca. Pisze, kiedy nie jest w górach lub na wykładach. Mieszka w Alpach we Francji u stóp Mont Blanc.

www.kunachowicz.com & www.mentalist.pl

Znajomi stworzyli grupę na messengerze, w której wymieniają pomysły na temat tego, gdzie przeniosą się na emeryturę. Wybierają dom, apartament albo kamienicę do remontu w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, a może na Goa czy Podlasiu. Planują, załączają linki z agencji nieruchomości, porównują  ceny, komentują własne pomysły. Dyskusja trwa. Od czasu do czasu na kilka miesięcy zamiera, by potem ktoś podniósł wątek zmiany albo tego że już „nie może” i że musi się wynieść z miasta. Podkręcony temat powraca i znowu te same komentarze, te same uwagi i dywagacje niezakończone decyzją i działaniem.

Koledzy rozmawiają o stworzeniu nowego biznesu. Mają pomysły, dyskutują, tworzą modele biznesowe, liczą. Szukają nowej złotej żyły, najlepiej w nowych technologiach. Chcą koniecznie założyć start-up. Po okresie intensywnych  spotkań i rozmów wracają do tego, co znają i wtapiają się w dotychczasowe zajęcia. I już tylko w samochodzie w korku lub na spacerze z psem toczą świetlane wizje czegoś nowego, biznesowego i lukratywnego. Koleżanka mojej żony miesiącami żyje w swojej dramie i opowiada o tym, że chce odejść od swojego partnera i zacząć żyć na własnych zasadach. Dlaczego tym i podobnym dyskusjom nie ma końca? Bo jest nam dobrze tu gdzie jesteśmy? Bo ogarnia nas trwoga, żeby się wyrwać z zaklętego kręgu i ruszyć w nieznane? A może brakuje nam umiejętności, wiedzy, obcego języka, opanowania nowej dziedziny? A może jesteśmy leniwi albo chcemy żyć w swoim wiecznym dramacie i niespełnieniu? Co nas trzyma w tym, w czym tkwimy pomimo bólu pleców, głowy czy brzucha?

Lecisz lotem międzykontynentalnym, wciśnięty pomiędzy innych pasażerów, w samolocie źle działa klimatyzacja, stewardessa jest zmęczona i nieprzyjemna, jedzenie, które dostajesz, jest zimne i zapomniałeś uprzedzić,  że jesteś vege.  Moje trzy podróże w dwa miesiące dokładnie w tej kolejności do Tajlandii na wschód, do Brazylii na zachód  i po kilku dniach do Japonii znowu na wschód  wyglądały mniej więcej w ten sposób. Za każdym razem myślałem, co ja mogę zmienić i  jak wysiąść nad oceanem z tego samolotu. Moje plecy, nogi, żołądek domagały się zmiany. Mimo to trzeba było poczekać kilkanaście godzin, żeby się urwać z tej niewygody. O ile dłużej trzeba czasami wytrzymać w sytuacjach znacznie bardziej skomplikowanych, trudnych i wymagających. Trzeba czekać na dogodny moment kilka miesięcy, a może lat, nawet jeśli ciało wyje i daje nam znać tak, że już wyraźniej nie da się oznajmić,  że czas na zmianę. Sztuką jest wyczekanie i sztuką jest niewypieranie bólu pleców, duszy, głowy, który tak donośnie domaga się od nas zmiany jak alpejski dzwon w mojej wsi, który rozbrzmiewa na całą dolinę, żeby obwieścić południe. Sztuką jest wyczekanie, a nie przeczekanie właściwego momentu  na zmiany. Przygotowanie się, zaprojektowanie, wymyślenie tego, co ma być, co jest dla nas ważne i wreszcie – pójście w nieznane.

W wielu z nas tkwi tęsknota za zmianą. Towarzyszy nam przez lata. Czasami odczuwamy ją bardziej, czasami ją ignorujemy, często zagłuszamy. Najczęstszym tłumaczeniem, że czegoś nie zrobimy, jest brak pieniędzy lub że tkwimy w czymś dla dobra dzieci, starych, schorowanych, samotnych rodziców, a już najgorzej – ale też często – „bo tak wypada”. Koszt tkwienia w tym samym  jest gigantyczny.  Zamiast żyć – wegetujemy, dopasowujemy się, poddajemy, tracimy poczucie sprawczości, poczucie wpływu na swoje życie, wreszcie – gubimy poczucie sensu.

Zmiana jest koniecznością, uniwersalną potrzebą człowieka aż do momentu, kiedy będziemy ze sobą dogadani albo staniemy się jak mnisi pełni mądrości i światłości. To drugie zdarza się nielicznym, ale życie w zgodzie ze sobą to już wystarczające wyzwanie. Dlatego większości z nas zmiany oraz projektowanie i realizowanie nowych scenariuszy  będą towarzyszyły przez większą część życia. No chyba, że zupełnie odpuścimy sobie marzenie o szczęściu i postawimy na  bierność. Tylko czy naprawdę chcemy tak żyć? Czy naprawdę chcemy odpuścić siebie i udawać, że jest OK? Warto odważyć się na zmianę. Bo, choć nie przychodzi łatwo, potrafi nam pięknie odpłacić dobrym życiem. I takiego życia właśnie Wam życzę.