fbpx

Na grzyby do Borów Tucholskich? 

Sytuacja zmusiła nas, by planować wakacje inaczej niż do tej pory. Zamiast podróży zagranicznych, pobytów w dużych hotelach z basenami, szukamy miejsc odludnych, butikowych i bezpiecznych. Mam dwa sprawdzone pomysły na nadchodzące wakacje, polecam wyjazd na Mazury i do Borów Tucholskich, a najlepiej i tu, i tam.

Tekst: Estera Hess

Zdjęcia: Estera Hess, Anna Semrau, Joanna Olejniczak

Czerwiec to najlepsza pora na Mazurach. Wiosna w pełni (tak, tak, to nie mój błąd). Las i ogród dopiero dojrzały: bzy kwitną jak szalone, konwalii w lasach w bród, na łąkach kaczeńce, jaskółcze ziele, cały czas jeszcze pola z rzepakiem, a w zbożu już pierwsze rumianki, chabry i maki. 

Jadąc na Mazury, obserwuję zawsze ukwiecone pobocza, inne tam, gdzie las, a zupełnie odmienne na skraju łąk i pól. Wszędzie pełno teraz zieleni i kwiatów, a do tego Mazury pachną cudnie na wiosnę. I choć obostrzenia jeszcze nie pozwalają na pełen ruch w turystyce, to pierwsze kajaki wypłynęły na szlaki. Polecam dowolny odcinek trasy po Krutyni, to bardzo długa rzeka, królowa mazurskich szlaków kajakowych. Poza czystą wodą i cudną przyrodą mamy tam świetne zaplecze noclegowo-kulinarne. Nierzadko prawdziwe rarytasy z listy dziedzictwa kulinarnego Warmii i Mazur. 

W marinach jeszcze cisza i spokój, ale coraz więcej łodzi ciągnie na mazurskie szlaki. Tu wszystko gotowe – i czeka tylko na pozwolenie oraz na pierwszych turystów. 

Niezawodne są rowery. Poszczególne nadleśnictwa prześcigają się w świetnej organizacji szlaków rowerowych, często z zabytkami w tle, ciekawymi osobistościami i ich losami lub wartością edukacyjną. W tych samych lasach oznaczono także szlaki dla piechurów, a nawet dla jazdy konnej. Nie ma drugiego takiego miejsca, gdzie w zaciszu lasu można odpocząć, tak na całego. Lada chwila Mazury ugoszczą przyjezdnych jagodami, zapowiada się wysyp tego lata. Równie zadowoleni będą smakosze poziomek leśnych, w ślad za nimi pojawią się maliny. 

A tutejsza specjalność, czyli miód lipowy lub leśny, nie ma sobie równych. Dodam, że ja uwielbiam rzepakowy, w konsystencji przypominający smalec. Tegoroczny miód z rzepaku szykuje się powoli na stoły.

Sezon na Mazurach trwa całe lato, w lipcu i sierpniu bywa tłoczno i gwarno, za to czerwiec i wrzesień to miesiące, które polecam. Sama uwielbiam Mazury w tej wiosenno-jesiennej odsłonie. Wtedy nie ma kolejek w zamkach: i tych wspaniale odremontowanych, jak ten w Reszlu czy w Rynie, czy w kierunku ruin starych pokrzyżackich budowli zarośniętych teraz bzami i jarzębiną, ale z wielką historią wartą bliższego poznania.

 

Nie żeglujesz sam, a koniecznie chciałbyś poznać mazurskie jeziora, skorzystaj z bogatej oferty Białej Floty, która przygotowała najpiękniejsze trasy na tutejszych szlakach. Kilkugodzinne rejsy pokazują wiele ciekawostek, a wiodą także po jeziorach mniej znanych. 

Mazury to jest idealne miejsce dla motocyklistów, wąskie ocienione drogi, gdzie każdy kilometr to tunel z zielonych liści rozłożystych lip lub dębów, feeria kolorów i zapachów znad tutejszych łąk, gra zapachu porannej rosy ze świeżo skoszoną trawą czy podsychającymi ziołami popołudniem. 

Drugim takim miejscem, które obstawiam jako pewnik tego sezonu, są Bory Tucholskie. Wielbiciele rowerów i kajaków znajdą tu równie wiele atrakcji co na Mazurach, a gdy dodać do tego grzybne lasy i wielką radość z wrześniowego grzybobrania, to mamy plan idealny na tegoroczne wakacje. 

Oczywiście motocykliści nadal będą pod wrażeniem ilości tras – choć oba regiony na mapie wyglądają dość niepozornie, w praktyce przetykane są gęstą siecią idealnych dróg do jazdy motocyklem. Nie brakuje tu przydrożnych zajazdów i restauracji z nadzwyczaj sytym tradycyjnym jadłem.

Dla dzieci region ten oferuje bardzo wiele atrakcji, agroturystyki zapraszają na jazdę konną: od podstaw, ale także treningi dla zaawansowanych. Liczne folwarki zapraszają na spotkania ze zwierzakami zagrodowymi. Tutejsza kuchnia rozpieszcza racuchami, placuszkami i naleśnikami. Lokalne lody nie mają sobie równych, zaskakując smakami i ich nieoczywistymi mieszankami: tu popróbujesz lodów z bazylią, lodów szpinakowych czy pomidorowych. Nie zarzekaj się, że ich nigdy nie polubisz, na wakacjach wszystko smakuje lepiej. 

Poza wieloma małymi punktami gastronomicznymi, także tutaj osiedliły się w zaciszu gęstych lasów prawdziwe perełki kulinarne, gdzie zjesz tatara z sarny, domowe pierogi z różnorodnym, bardzo wykwintnym nadzieniem, a także rozkochasz się w wyborze wędzonych ryb. O deserach nie wspominam, owoce leśne, miód – tutejsze sady to niekończąca się inspiracja dla gastronomii tucholskiej. 

Dla dużych koneserów Bory Tucholskie oferują piwa kraftowe, tutejszy browar nagradzany wielokrotnie międzynarodowymi nagrodami potrafi łączyć smaki i zaskakiwać prostotą tradycyjnej pamięci ulubionych zapachów i wspomnień z dzieciństwa. 

A i na niepogodę oba te regiony znalazły sporo rozwiązań. W lesie deszcz wygląda zupełnie inaczej, wygłodniałe i spragnione wody runo zasysa ją z wielką chciwością, kałuże są powrotem do dzieciństwa. W wielu muzeach, zagrodach czy hotelach butikowych organizowane są w czasie wakacji bardzo interesujące warsztaty dla dzieciaków. Tu można nauczyć się lepić pierogi, poznać tajniki kręcenia konfitury z dzikiej róży czy ukręcić sobie własny dzbanek albo wykleić misę glinianą. Dorośli znajdą tu także szeroką ofertę zajęć dla siebie: warsztaty malarstwa w plenerze, przewodnik po ziołach i roślinach leśnych, zajęcia z robienia nalewek leśnych lub ogrodowych. Takich atrakcji nie zapewni żadne wielkie miasto. Tu wszystko jest na wyciągnięcie ręki. 

I na Mazurach, i w Borach Tucholskich odwiedzisz wiele miejsc, które poza sprzedażą swoich wyrobów, oferują także degustacje własnych produktów. Nierzadko doświadczysz wspaniałej i przepysznej degustacji serów w połączeniu z miodem czy powidłami, zjesz najlepsze i zaskakujące konfitury i dżemy z owoców drzew i krzewów mniej znanych albo ugościsz się różnymi odmianami chleba. A to wszystko popijesz mlekiem prosto od krowy – bo to tutaj normalne.