fbpx

 

Konkretna i asertywna, umiejąca walczyć o swoje marzenia. Z głową pełną pomysłów i nowatorskich projektów. Ksymena Zielińska-Wasielewska, właścicielka kliniki PROdentis, opowie o odwadze w dążeniu do upragnionego celu, o innowacyjnych trendach w medycynie estetycznej i pracy, która daje ogromną satysfakcję, gdzie uśmiech pacjenta jest bezcenną nagrodą.

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Klaudyna Młynarska

Ukończyła Pani Uniwersytet Medyczny w Poznaniu na kierunku lekarsko-dentystycznym. Co Panią skłoniło do wyboru takiego rodzaju studiów?

Ksymena Zielińska-Wasielewska: Tradycje rodzinne w dużej mierze przyczyniły się do mojego wyboru. Moja mama jest lekarzem dentystą i zawsze prowadziła swój gabinet w domu. W dzieciństwie lubiłam tam chodzić jako dodatkowy „pacjent”, mniej lub bardziej proszony. Bardzo szybko okazało się, że jestem „umysłem ścisłym”, więc mój wybór kierunku studiów był formalnością. Dziś jestem wdzięczna mamie, że mnie ukierunkowała, bo nie wyobrażam sobie robić nic innego w życiu.

Jest Pani członkiem American Academy of AestheticMedicine. Młodą osobą, z ogromną ilością certyfikatów, rekomendacji, która postawiła na własny biznes. Jak narodził się pomysł na klinikę PROdentis?

Od zawsze czułam, że będę mogła w pełni rozwinąć skrzydła tylko, jeśli stworzę miejsce w stu procentach odpowiadające moim przekonaniom. Takie, które pozwoli mi leczyć pacjentów tak, jak sama chciałabym być leczona. Jestem typem indywidualisty i bardzo ważnym aspektem dla mnie jest ciągły rozwój. PROdentis to moje dziecko, a wizja tego miejsca, i tego, w jaki sposób chciałabym je prowadzić, zrodziła się już dawno. Uczestniczyłam w bardzo wielu szkoleniach oraz konferencjach zarówno ze stomatologii, jak i medycyny estetycznej. Dodatkowo uczelnie zagraniczne dały mi szersze spojrzenie na wiele różnych kwestii. Wówczas stwierdziłam, że pragnę dostarczać moim pacjentom leczenie na najwyższym, światowym poziomie. Wcześniej pracowałam w kilku klinikach, jednak w pewnym momencie poczułam, że to właściwy czas, aby „przejść na swoje”. Tak też się stało. W zasadzie w trzy tygodnie otworzyłam klinikę, inwestując całe swoje oszczędności i stawiając wszystko na jedną kartę. Pamiętam, że wiele osób odradzało mi tak odważny krok. W PROdentis po prostu nie mogę zamknąć za sobą drzwi. Prowadząc własną firmę, a dodatkowo będąc w niej również lekarzem, nieustannie pracuję. W lipcu klinika PROdentis będzie obchodziła swoje trzecie urodziny – z czego jestem ogromnie dumna.

Aktualnie jest Pani w trakcie specjalizacji z protetyki stomatologicznej oraz studiów podyplomowych z implantologii. Implantologia, czyli chirurgia, to ciężka i niezwykle odpowiedzialna praca. Dlaczego akurat te dziedziny stomatologii Pani wybrała?

Już od czasów studiów zauważyłam, że największą satysfakcję dają mi spektakularne metamorfozy, które są widoczne gołym okiem zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza. Jestem z natury estetką, więc protetyka od zawsze mnie niezwykle pasjonowała w stomatologii. Widok pacjenta po zakończonej pracy protetycznej, po kompleksowej odmianie uśmiechu, jest bezcenny. Zawsze staram się też być minimalnie inwazyjna, dlatego często w swojej praktyce wybieram licówki. Kolejnym krokiem była implantoprotetyka i implantologia, ponieważ te dziedziny bardzo się ze sobą łączą i pozwalają w sposób kompleksowy przygotować plan leczenia. 

Poza kierunkami stricte dentystycznymi interesuje się Pani medycyną estetyczną. W jaki sposób łączy Pani te dwie, wydawałoby się odrębne pasje: stomatologię oraz medycynę estetyczną?

Zawsze staram się patrzeć na pacjenta w sposób holistyczny. Nasza twarz tworzy całość. Ważne są proporcje i analiza twarzy, dlatego stomatologia i medycyna estetyczna – według mnie – idealnie się przenikają.

Bardzo często moi pacjenci stomatologiczni stawali się pacjentami medycyny estetycznej i na odwrót. Więź, która łączy pacjenta z lekarzem jest wyjątkowa. Jeśli pacjent nam ufa, jest gotowy powierzyć nam również swój dobry wygląd. Czasami pięknie odbudowany uśmiech aż prosi się o taką kropkę nad i, czyli na przykład modelowanie ust. Często jesteśmy też w stanie przy pomocy medycyny estetycznej zredukować wizualnie wady ortognatyczne u pacjentów, którzy niekoniecznie zdecydowaliby się na zabieg z zakresu chirurgii twarzowo-szczękowej.

Wyznacza sobie Pani wciąż nowe cele, motywuje do działania. W głowie już kiełkuje kolejny pomysł, dotyczący szkoleń z zakresu medycyny estetycznej. Proszę przybliżyć tę inicjatywę.

Ten pomysł powstał w sposób bardzo organiczny. Jest naturalną konsekwencją moich działań. W social mediach publikuję efekty zabiegów, które przeprowadzam. Wielu znajomych lekarzy często kontaktowało się ze mną odnośnie wskazówek do zabiegów, szkoleń, które odbyłam oraz które polecam. Niektórzy byli na początku swojej drogi zawodowej i marzyli, żeby zacząć przygodę z medycyną estetyczną. Takim osobom zawsze służyłam i nadal służę pomocą. 

Dodatkowym impulsem, by rozpocząć szkolenia dla lekarzy, były sygnały, że wiele osób wyrażało chęć wzięcia w nich udziału jeszcze przed ogłoszeniem naboru. W odpowiedzi na zapotrzebowanie postanowiłam stworzyć mój autorski program szkoleń z medycyny estetycznej w formule 1:1 – dla lekarzy i lekarzy dentystów, gdzie w partnerskiej relacji będę starała się przekazać wszystkie tajniki mojej pracy, a także po szkoleniu wspierać merytorycznie moich kursantów.

. 

Jak w tym ogromie ofert – obejmujących nici PDO, mezoterapię igłową, profhilo, terapię kolagenową czy hialuronową – wybrać tę właściwą? Co jest niezaprzeczalnym hitem?

Aktualnie medycyna estetyczna idzie w kierunku stymulowania naszej skóry i pobudzania jej do produkcji kolagenu. Pacjenci są coraz bardziej świadomi i coraz częściej zależy im na naturalnych, nieprzerysowanych efektach. Dlatego stymulatory tkankowe, takie jak profhilo, terapia kolagenowa, jak najbardziej można nazwać hitem naszych czasów. Oczywiście terapie przy użyciu toksyny botulinowej i kwasu hialuronowego nadal królują w gabinetach medycyny estetycznej. W swojej praktyce bardzo lubię stosować terapie łączone, ponieważ zabiegi bardzo często świetnie się ze sobą uzupełniają.

Jakie ma Pani pasje i w jaki sposób spędza swój wolny czas?

Uwielbiam podróże i snorkeling. Bardzo często przy wyborze kierunku urlopu sugeruję się obecnością żywej rafy koralowej. Już od dawna są to wyjazdy bez biur podróży, organizowane na własną rękę. Kiedyś planuję zrobić kurs nurkowania, jeśli starczy mi odwagi. Interesuję się również gotowaniem. Odwiedzając egzotyczne miejsca, lubię próbować lokalnej kuchni. Inną moją pasją, bardziej dostępną, jest moda.

O czym Pani marzy?

Jeśli powiem, to chyba się spełni (śmiech). Bardzo często w życiu mam tak, że prędzej czy później udaje mi się zrealizować plany i spełnić marzenia. Wierzę, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Marzę o kolejnej filii PROdentis i to marzenie niedługo wejdzie w fazę realizacji. W strefie moich marzeń jest też dom ze szczęśliwą i zdrową rodziną. Zawsze bardzo chciałam odwiedzić Japonię z Okinawą, aczkolwiek aktualna sytuacja nie sprzyja podróżom, więc ten plan będzie musiał jeszcze chwilę poczekać (śmiech).