fbpx

O demokracji, odpowiedzialności kultury i wizjach przyszłości dyskutujemy z Andrzejem Pakułą, koordynatorem i kuratorem Pawilonu.

Rozmawiają: Agata Wittchen-Barełkowska i Mikołaj Maciejewski z NU Foundation

Zdjęcia: Jakub Wittchen

Przez ostatnie dwa miesiące świat doświadczył kryzysu związanego z pandemią. Czy ten czas był również kryzysem kultury?

Jeśli spojrzymy wstecz, na najtrudniejsze okresy w historii i kulturę powstającą w tamtych czasach, nietrudno stwierdzić, że czas kryzysu jest dla kultury i sztuki najbardziej twórczy. Sztuka niejednokrotnie okazała się katalizatorem trudnych i traumatycznych doświadczeń, zarówno w indywidualnym, jak i społecznym wymiarze. W czasie kryzysu czy wojny dzięki kulturze próbujemy sobie poradzić z emocjami, lękami i pytaniami o niepewną przyszłość. Zadajemy pytania o świat po tym doświadczeniu, nowy porządek społeczny, sprawiedliwość, równość. Niestety w odpowiedzi na kryzys sił nabierają również ideologie skrajne, szuka się kozła ofiarnego. Dlatego dzisiaj szczególnie powinniśmy wspierać kulturę, sztukę i artystów, bo zanim się obejrzymy, możemy znaleźć się w ramionach skrajnego populizmu, a obecny kryzys może przerodzić się w jeszcze większy. Dziś ważne jest budowanie wspólnoty. Skoro nie możemy być ze sobą razem fizycznie, ważne, aby stwarzać możliwości bycia razem choćby poprzez technologie. Kiedy jesteśmy wspólnotą, stajemy się bardziej odporni na lęk, strach i czyhające na nas poczucie zagrożenia.

Wielu z nas poszukuje w Internecie nagrań spektakli, odkrywa nowe seriale, korzysta z udostępnianych przez instytucje kultury źródeł, bierze udział w wirtualnych oprowadzaniach. Co daje nam kultura w czasie kryzysu?

Cieszy mnie, że wiele instytucji, organizacji pozarządowych i twórców właściwie od razu odpowiedziało na potrzebę zmiany kanału komunikacji. Okazało się, że gdy nie możemy pójść do teatru lub muzeum, teatr albo muzeum przyjdą do nas. Kultura i jej instytucje, mam wrażenie, jak nigdy w ciągu ostatnich 30 lat, zdają egzamin jako jeden z fundamentów społeczeństwa obywatelskiego. Czuję, że rola, jaką mają do odegrania, będzie jeszcze większa. W czasie kryzysu nie potrzebujemy niczego tak bardzo, jak świeckich przestrzeni refleksji i zadumy – dostępnych choćby w sieci.

Zadaniem kultury na ten czas jest nie tylko zmiana oferty z offline na online. Na samym początku to wystarczyło, ale bardzo szybko mieliśmy poczucie przesytu oraz chęć powrotu do żywych interakcji. To dobry znak, bo „tworzenie wirtualnej kultury” może się stać pomysłem decydentów na oszczędności w kulturze. Ale przed nami głęboki kryzys społeczny. Nic już nie będzie takie samo. Dlatego moim zdaniem najlepiej poradziły sobie te instytucje, które szybko rozpoznały swoją rolę w nowej sytuacji i wzięły na siebie ciężar rozmowy o tym, co dzieje się wokół nas. Ta sytuacja odkryła wiele problemów kultury, choćby kwestie nieetatowych pracowników, których tym razem nie da się już zamieść pod dywan. Mam nadzieję, że ten kryzys to początek gruntownej rozmowy o kulturze, nie tylko o oczekiwaniach odbiorców, ale także warunkach pracy i finansowania. Kończy się czas wielkich inwestycji, teraz jest czas na inwestowanie w ludzi.

Jesteś koordynatorem i kuratorem Pawilonu, który na mapie Poznania pojawił się dwa lata temu. Co zmieniło się od tego czasu?

Do budynku Pawilonu weszliśmy w styczniu 2018 roku i zastaliśmy to miejsce kompletnie puste. Dzięki wsparciu Galerii Miejskiej Arsenał – naszego organizatora – i bardzo dobrej współpracy z miastem udało nam się stworzyć miejsce ze stałym program i zespołem. Dzisiaj, po ponad dwóch latach zespół Pawilonu przeszedł na umowy o pracę, a zaplecze techniczne pozwala nam na podstawową samowystarczalność. Te ogromne osiągnięcia pokazują, że warto inwestować w to, co mamy – miejsca i ludzi. Jeżeli chcemy mieć dobrą kulturę, ale także dobre i mądre państwo, musimy doceniać ludzi, którzy je tworzą, ponieważ realnie budują oni naszą demokrację i wspólnotę.

Pawilon od początku był pomyślany jako miejsce budowane z doświadczenia organizacji pozarządowych i kultury niezależnej. Naszym rezydentem jest LAS tworzony przez Krystiana Piotra, ceniona nie tylko w Polsce „instytucja” muzyki niezależnej. Z kolei Korporacja Teatralna, z którą jestem osobiście związany, skupia się na budowaniu programu performatywnego, którego w Poznaniu brakowało. Od początku myślimy też o Pawilonie jako narzędziu – przestrzeni, która daje możliwość funkcjonowania różnym podmiotom realizującym u nas swoje działania.

Kluczowe przy tworzeniu Pawilonu było wykorzystanie istniejącego w Poznaniu potencjału kulturotwórczego i spotkanie osób, które zjadły zęby na robieniu koncertów, spektakli i innych wydarzeń. Zaczęliśmy budować instytucję w działaniu, a nie na papierze. W Poznaniu od wielu, wielu lat podnoszony jest problem emigracji twórców młodego pokolenia do Warszawy lub Berlina. Migracje artystów są czymś naturalnym i potrzebnym, ale mieliśmy poczucie, że nasze miasto traci kontakt z ich twórczością, nowymi językami artystycznymi, które zaczęli tworzyć właśnie tutaj. Zależało nam, aby Pawilon był miejscem, które programowo przygląda się działalności młodych twórców, kształcących się w Poznaniu (ale nie tylko) i tutaj zaczynających swoje kariery. Fenomenem tego miasta jest niesamowity ferment twórczy, który potrafi się tu wytworzyć. Ale działa on zawsze na zasadzie przypływów i odpływów, po których nie pozostaje nic trwałego. Mam nadzieję, że Pawilon – zbudowany swoją drogą w starym korycie Warty – zatamuje trochę ten odpływ.

Pawilon działa inaczej niż większość instytucji kultury w Poznaniu. Staracie się tworzyć instytucję funkcjonującą w demokratyczny, niehierarchiczny sposób. Przypomina to znane z biznesu myślenie o „turkusowych organizacjach”. Czy taka instytucja kultury jest w ogóle możliwa?

Nie istnieje żaden idealny model i wzór demokratycznej instytucji – to jest bardzo trudny proces. Ci, którzy tak twierdzą, to często teoretycy, którzy nigdy nie wzięli odpowiedzialności za instytucję i jej zespół. Instytucja kultury to nie tylko program, ale przede wszystkim warunki, w jakich ten program powstaje. Nie wiem, czy udaje nam się tworzyć instytucję demokratyczną – to pewnie pytanie bardziej do zespołu. Ale jest kilka rzeczy, których się trzymam. Najważniejszą z nich jest transparentność: wynagrodzeń, budżetów, tego, co się dzieje w Pawilonie, uzasadnienie i tłumaczenie decyzji. Ważna jest równość w zespole – i to pod każdym względem. Chcę też podkreślić, że instytucja jest wartością, która powinna przetrwać mnie i nasz zespół, zmieniać się i ewoluować. 

Mam również bardzo jasne podejście do demokratyczności w zespole – więcej demokracji to więcej odpowiedzialności. A wcale nie jest tak, że wszyscy się do odpowiedzialności garną czy są do niej stworzeni. Zespoły potrzebują liderek i liderów, co wcale nie musi oznaczać hierarchiczności. Jeśli pytacie, czy mi się to wszystko udaje – na pewno nie, ale staram się do takiego modelu dążyć. I wolę czasami ponosić porażki, niż taką drogę porzucić. Obecna sytuacja pokazuje nam bardzo wyraźnie, jak ważna jest instytucja. Gdyby nie umowy o pracę, budynek i niski, ale stały budżet, to trudno byłoby nam przetrwać. Teraz też jest trudno, ale podstawowe kwestie, jakimi są wynagrodzenia, zostały zabezpieczone. Dlatego uważam, że te dwa lata ciężkiej pracy, wielu niełatwych momentów były tego warte.

Czym się kierujesz jako kurator, wybierając artystów, których zapraszasz do współpracy? Co jest dla Ciebie ważne?

Myślę, że są to dwie kategorie – etyka i estetyka. Etyka, ponieważ żeby budować instytucję jutra, instytucję przyszłości, trzeba myśleć inaczej o pracy w kulturze i o pracy artystów. Choć to o wiele trudniejsze, widzę ogromny sens w tym, aby wykształcać nowe wzorce oparte na równości, sprawiedliwości i transparentności. Jeżeli chcemy mieć lepsze instytucje, sami musimy je budować i o nie walczyć.

Estetyka natomiast dlatego, że właśnie w estetyce moim zdaniem odbija się doświadczenie wspólnotowe i pokoleniowe. Jesteśmy dzisiaj, jak nigdy wcześniej, tym, jakie obrazy wytwarzamy, wśród jakich obrazów żyjemy i jakich obrazów pragniemy. Dlatego tak ważna w naszej działalności jest komunikacja wizualna. W tym roku do współpracy zaprosiliśmy Adę Zielińską. Czujemy, że tworzone przez nią obrazy katastrofy dużo lepiej oddają siłę naszego tegorocznego programu i przekazu niż jakiekolwiek słowo. Nie planowaliśmy, że staną się najlepszym komentarzem do tego, co właśnie się dzieje. Ale w wielu naszych wyborach kierujemy się wizualną intuicją, ukrytymi w nas pozawerbalnymi przeczuciami i emocjami, które moim zdaniem mówią bardzo dużo o kondycji i emocjach młodych pokoleń. 

Jako artysta jestem związany z teatrem i myślę, że moja praktyka kuratorska bliska jest reżyserii. A reżyseria to w dużej mierze intuicja, że z jakichś powodów konkretne osoby, pomysły i idee w jednym czasie i miejscu zaiskrzą i stworzą coś, czego nie da się do końca zaplanować i przewidzieć. Coś, co w danym czasie porusza publiczność i daje możliwość bycia razem. 

W poprzednim sezonie zrealizowaliście cykl Manifesty Przyszłości. Dlaczego postanowiliście zająć się właśnie przyszłością?

Od początku działalności pytanie o przyszłość było w centrum naszego myślenia o programie. Twórcy i zespół Pawilonu to przedstawiciele pokolenia, które – jak pisał Zygmunt Bauman – wznosi swoje domy na ruchomych piaskach. Odkąd weszliśmy w dorosłość widzimy, że będziemy pokoleniem, które będzie miało gorzej od pokolenia swoich rodziców. Wszystko zaczęło się od kryzysu w 2008 roku. Poczucie niestabilności i niepewności jest tym, co kształtuje tożsamość młodych Polaków i wszystkich młodych Europejczyków. Dlatego zależało nam na budowaniu instytucji, która będzie miejscem innej perspektywy. Pokolenia wychowanego i urodzonego po 1989 roku, ale także pokolenia, które jak żadne inne współdzieli swoje doświadczenie z równolatkami z innych krajów Europy. Myślę, że to bardzo ważna i potrzebna perspektywa w kontekście dyskusji o przyszłości Europy i nowego świata, bo ten stary – mam taką nadzieję – właśnie umiera na koronawirusa.

Bardzo świadomie chcemy budować instytucję przyszłości i przekornie odcinamy się od wchodzenia w tematy historyczne. Jesteśmy w Polsce przesiąknięci historią, upamiętnianiem, pomnikami i rocznicami, martyrologią, a w ogóle nie potrafimy rozumieć świata, który nas otacza. O historii należy pamiętać i wyciągać z niej wnioski, ale nie można jej traktować jako zasłony dymnej dla współczesnych nieprawości i manipulacji.

W cyklu „Manifesty przyszłości” chcieliśmy przybliżyć alternatywne wizje przyszłości w globalnej skali i zgłosić postulat, że potrzebujemy dziś nowych manifestów. Dla naszego pokolenia jest oczywiste, że stary świat odchodzi w niepamięć. Jeśli nie będziemy się angażować w budowanie rzeczywistości jutra, tworzenia bardziej sprawiedliwego świata, to na gruzach starej Europy zagości fundamentalizm, który już lata i krzyczy po europejskim podwórku.

W tym sezonie rozpoczęliście cykl „Nowe Życie”. Co oznacza to hasło? 

Tym razem chcemy się skupić na zmianach w mniejszej skali. Każdy z nas zadaje sobie pytania, jak żyć, jak odnaleźć się w tej dynamicznej i niepewnej rzeczywistości, i jakiego właściwie życia pragniemy. Pełnego dobrobytu i wartości materialnych zdobytych kosztem klimatu, nierówności i wyzysku? Czy jednak nowego życia, w zgodzie z naturą i opartego na sprawiedliwości społecznej? 

Pytanie o nowe życie stało się ważne teraz jeszcze bardziej. Jak mamy żyć w czasach epidemii? Co nas czeka po niej? Wiemy na pewno, że świat będzie wyglądał inaczej. Być może to koniec pewnej epoki – galopującego kapitalizmu, konsumpcji i wzrostu. A może to tylko naiwne życzenie? Jeżeli chcemy przetrwać, musimy się opamiętać. Epidemia na swój sposób niektórych z nas zatrzymała, zmusiła do spowolnienia. Może – pomimo wszystko – to czas bardzo ważnej społecznej refleksji?