fbpx

 

Z Aloną Szostak, najlepszą wokalistką musicalową na 13. Teatralnych Nagrodach Muzycznych im. Jana Kiepury, rozmawiam o skrupulatnie dobranym repertuarze recitalowym Z nadzieją przez życie, o wzruszających opowieściach, napotkanych na życiowej drodze niezwykłych osobowościach. To artystka, której barwy głosu, temperamentu, emanującego ciepła i autorskich interpretacji nie sposób zapomnieć

Rozmawia: Magdalena Ciesielska

Zdjęcia: Marek Zakrzewski

Do recitalu Z nadzieją przez życie, powtórnie wyśpiewanego w Teatrze Polskim w Poznaniu, wybrałaś utwory wartościowych twórców. 

ALONA SZOSTAK: Tak, to są piosenki żydowskie w czterech językach, po rosyjsku, polsku, hebrajsku i w jidysz. Piosenki odeskie, utwory żydowskich kompozytorów. Chociażby słynne Serce Izaaka Dunajewskiego, który napisał przecież muzykę do filmu Świat się śmieje z 1934 roku. Ponadto Wojna – z przestrogą i upomnieniem, aby nigdy nie było wojny. Skrzypek Hercowicz Ewy Demarczyk to jest moja interpretacja tekstu Osipa Mandelsztama. Są także utwory izraelskiej piosenkarki Miri Mesiki. Piosenki hebrajskie, takie jak Shir tikva czy Aff achat. Będąc w Izraelu na koncercie, otrzymałam jako upominek płytę Miri Mesiki. Zakochałam się w tym wokalu. Nawet nie rozumiejąc tekstu, porwał mnie jej śpiew, aż miałam ciarki ze wzruszenia. 

20200111 Teatr Polski w Poznaniu Alona Szostak recital f/ Marek Zakrzewski

Postanowiłaś więc nauczyć się trudnych piosenek w języku hebrajskim i jidysz?

Tak. Dzięki temu wiem, o czym śpiewam. Tłumaczyłam sobie teksty hebrajskie na angielski, aby poznać treść, dostosować własne wykonanie, aranżacje do przeżyć i opowieści. Sama uczyłam się wymowy, takiej gardłowej, wręcz arabskiej. 

Kulturę żydowską poznałaś jeszcze w Rosji, będąc dzieckiem. Ta miłość i nieustanne zainteresowanie tematem Żydów, ich losem, przesiedleniem, muzycznymi inspiracjami, wciąż w Tobie żyje?

To jest historia mojego życia, moje doświadczenie. Zetknęłam się z kulturą żydowską, mając sześć lat, gdy podczas wyjazdów wakacyjnych do cioci poznałam rodzeństwo Maszę i Miszę, od których usłyszałam o narodzie wybranym. Z tą rodziną żydowską – można powiedzieć – wychowywałam się. Poznałam ich zwyczaje, tradycję szabatu, usłyszałam muzykę i cudowne emocjonalne dźwięki, często wygrywane na skrzypcach bądź fortepianie. Od trzech lat jeżdżę do Szwecji i występuję dla emigracji 1968 roku, dla Żydów, którzy w czasach Władysława Gomułki musieli opuścić Polskę. Od kilku już lat uczestniczę też w prestiżowym Festiwalu Singera, czyli Festiwalu Kultury Żydowskiej, organizowanym przez Fundację Shalom. Zostałam zauważona i zwerbowana do koncertu przez aktorkę, reżyserkę i założycielkę fundacji, Gołdę Tencer. Podczas pierwszego występu śpiewałam odeskie piosenki, a w roku następnym pomyślałam, że muszę dać więcej od siebie, dać więcej tej wspaniałej publiczności. Włączyłam więc do mojego repertuaru utwory w języku hebrajskim i jidysz.

20200111 Teatr Polski w Poznaniu Alona Szostak recital f/ Marek Zakrzewski

Twoje piosenki łączą się w ekscytującą opowieść. Często bardzo wzruszającą, emocjonalną. Jedna z takich historii, chwytających za serce, wiąże się właśnie z piosenką Serce. Proszę opowiedz o tym.

Podczas jednego z moich występów poznałam wspaniałego człowieka, Zygmunta Rolata. Poprosił mnie o zaśpiewanie Serce to najpiękniejsze słowo świata / Serce to w życiu najcudniejszy skarb / Serce – miłości hymn, co w słońce wzlata / To baśń skrzydlata, to szczęście i zaklęty czar. Śpiewałam, a on płakał. Kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi, jaka historia wiąże się z tym utworem. Okazało się, że na jego oczach, na oczach kilkuletniego dziecka, w 1943 roku zginęła w obozie jego mama, która bardzo lubiła piosenkę Serce. W latach 1936-37 mały Zygmunt chodził jeszcze z rodzicami do synagogi na koncerty skrzypcowe Johannesa Brahmsa, a potem ta synagoga w Częstochowie spłonęła na jego oczach. Jako chłopiec obiecał on wówczas ukochanej mamie, że wybuduje na tym miejscu jeszcze raz synagogę… Przed śmiercią mama poprosiła Zygmunta, że jak przeżyje, aby wyjechał z Polski, do Stanów Zjednoczonych, gdzie mają krewnego. Tak też się stało. Zygmunt skończył studia prawnicze w USA i założył własną firmę transportową. Następnie bardzo mocno zaangażował się w działalność społeczną i filantropijną, mając w pamięci widmo śmierci i wojny. Dzięki niemu powstało Muzeum Historii Żydów Polskich Pollin i Festiwale Żydowskie zarówno w Krakowie, jak i w Warszawie. Zygmunt Rolat to działacz na rzecz kultury i dialogu polsko-żydowskiego, mecenas wielu wydarzeń związanych z tematyką żydowską odbywających się w Polsce. Znamienity darczyńca, przewodniczący  American Friends of the Shalom Foundation. Od wielu lat wspiera Filharmonię Częstochowską – umożliwił m.in. organizację w 2009 r. koncertu znakomitego amerykańskiego skrzypka Joshuy Bella. Zygmunt Rolat to niezwykły człowiek, który podzielił się ze mną swoją historią, traumatyczną opowieścią. To człowiek, który nieustannie kultywuje pamięć o polskich Żydach. A ja odwdzięczam się jemu za to. I za każdym razem, gdy śpiewam tę piosenkę, która już na stałe weszła do mojego repertuaru, mówię „Zygmunt, to dla Ciebie, bo masz wielkie serce!”.

Wykonywane przez Ciebie piosenki są często z głębokim przesłaniem, liryczne, poetyckie, zmuszające do zadumy, autorefleksji. Czy Tobie jest blisko do takiej melancholii?

Pewnie tak. Jest we mnie taki nerw melancholii. Ponadto mój instrument aktorski pomaga mi uruchomić pewne emocje. Każda wyśpiewana historia jest przeze mnie „przefiltrowana”, w każdej odnaleźć można też kawałek mnie. To jest prawda i wiarygodność sceniczna – bardzo doceniane przez publiczność. Piosenki, które wykonuję z repertuaru żydowskiego, z lat 20., 30. XX wieku, są zapomniane przez innych artystów. Oprócz mnie nikt ich nie śpiewa. Pragnęłam, aby one odżyły, bo fascynują mnie ludzkie historie. Podczas recitalu Z nadzieją przez życie opowiadam więc przygody, widziane oczami znanych mi Żydów. Maleńkie epizody wyciągnięte z prywatnych losów mistrzowsko tworzą całość. Jak porozrzucane puzzle idealnie złożone dają nam pewien obraz. 

20200111 Teatr Polski w Poznaniu Alona Szostak recital f/ Marek Zakrzewski

Część melancholii to jest niezaprzeczalnie część mnie. W ogóle myślę, że my Słowianie mamy taką nutkę rozczulania się nad wszystkim. Rosjanie najczęściej mówią: „Źle? – to napijmy się. Dobrze? – też napijmy się! Jest mi źle – płaczę. Jestem szczęśliwy – płaczę”.

Czy o przykrych sprawach, życiowych trudnościach i wizji śmierci lepiej opowiadać przy wtórze rytmicznych dźwięków, jak chociażby w piosence włoskiej Bella Ciao? 

Wszystko jest potrzebne. Lubię aktorską piosenkę, z przeżyciem, czy energiczną, czy melancholijną, a nie odśpiewaną byle jak. Lubię mądre teksty, które do mnie przemawiają. Kiedy porywa mnie nie tylko sama melodia, ale i przejmujące słowa. Dobrze odnajdywać się w wybitnych kompozycjach, ale treść jest dla mnie bardzo ważna. Na przykład piosenka Jacka Kaczmarskiego Opowieść pewnego emigranta, którą również wykonuję w cyklu Z nadzieją przez życie. Mocne i wzruszające słowa, często nie są zrozumiane przez społeczność żydowską. Nawet wypierane ze świadomości. Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta. / Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista, / Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd, / A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt. / Może stąd dla świata tyle z nas pożytku, / Że bankierom i skrzypkom nie mówią – ty żydku!

Ich to bardzo boli, a z drugiej strony Żydzi mają do siebie duży dystans. Śmieją się ze swoich przywar, opowiadają kawały o Żydach. Takiego dystansu nie widziałam w żadnym innym narodzie. To mi się bardzo w nich podoba.

20200111 Teatr Polski w Poznaniu Alona Szostak recital f/ Marek Zakrzewski

„Jest jedno wynagrodzenie – śmiech” – śpiewasz za Ałłą Pugaczową w piosence Arlekino. Śmiech jest receptą na pochmurne dni?

Staram się nawet najsmutniejsze historie przekazać z uśmiechem, z jakimś przesłaniem. Tak, aby rodziła się nadzieja w człowieku. Jak w piosence, którą najczęściej wykonuję podczas recitalu Z nadzieją przez życie, zatytułowanej Shir tikva, czyli nadzieja w języku hebrajskim. Treść tego utworu jest opowieścią o drodze. Drodze, którą jest nasze życie. Na początku tej drogi jesteśmy sami, potem spotykamy przeróżnych ludzi, którzy po części układają nasz scenariusz życia. Doświadczenie, napotkane osoby, przeżycia, emocje – wszystko to ma wpływ na życiowe zakręty. Czasami pewne osoby zabieramy ze sobą na dłużej w tę ludzką wędrówkę. Czasami są to osoby, które coś zmieniły w naszym życiu, wywarły ogromny wpływ, dokonały przełomu. Najważniejsze, że nie jesteśmy sami podczas tej podróży, że otaczają nas ludzie. Zawsze podkreślam, że nie ma rzeczy przypadkowych. Zawsze coś dzieje się po coś… I to, że my tu się spotkałyśmy, rozmawiamy też ma swój cel. (śmiech) To, że ja znalazłam się w Poznaniu, zaczęłam współpracować z Teatrem Polskim, poznałam nowych ludzi też nie jest przypadkowe. Interpretuję to jako moją misję. Lubię wysoko postawione poprzeczki w życiu, które motywują mnie do nieustannego działania i nowych pomysłów.

Co chciałabyś jeszcze zaśpiewać?

Jestem kosmopolitką jeśli chodzi o jakąkolwiek stylistykę. Uwielbiam jazz, blues, klasykę – twórczość Beethovena, Czajkowskiego, Prokofjewa, Stawińskiego. Kocham utwory Charlesa Aznavoura, doceniam Edith Piaf, Marlenę Dietrich. Chciałabym kiedyś zaśpiewać fado, opowieść o płaczu i śmiechu kobiety, która czekała na swojego męża, rybaka. Historia niby banalna, ale z tak głębokimi emocjami i przeżyciami. Porywająca.

20200111 Teatr Polski w Poznaniu Alona Szostak recital f/ Marek Zakrzewski

Myślisz o skompilowaniu ulubionych dźwięków, fraz muzycznych i złożeniu z nich własnej, autorskiej płyty?

Jestem optymistką. (śmiech) Wierzę, że to wszystko jeszcze przede mną. 

Na wybicia:

Serce to najpiękniejsze słowo świata 

Serce to w życiu najcudniejszy skarb 

Serce – miłości hymn, co w słońce wzlata

To baśń skrzydlata, to szczęście i zaklęty czar

Był sobie skrzypek Hercowicz,
Co grał z pamięci jak z nut.
Z Schuberta on umiał zrobić —
No brylant, no istny cud