fbpx

 

Słynny nowojorski most Brookliński, jeden z najstarszych mostów wiszących na świecie, jest przepiękny, majestatyczny i elegancki. Taki stalowy haft Richelieu zdecydowanie kojarzy mi się z wieżą Eiffla, choć przytłacza go płynąca nieustannie ludzka i samochodowa lawa. Prawie 150 tysięcy samochodów i około 4 tysiące pieszych oraz 3 tysiące rowerzystów dziennie!  

Felieton: Anna Schmidt-Fiedler 

Zdjęcia: Tomasz Siuda

www.tomaszsiuda.pl

facebook.com/tomaszsiudafotostory

Z jego powstaniem wiąże się bardzo ciekawa, ba dramatyczna nawet, historia (i herstoria jednocześnie). Otóż most zaprojektował, i mocno lobbował na rzecz jego powstania, niemiecki imigrant John A. Roebling, któremu przypisuje się autorstwo przełomowego wówczas rozwiązania, polegającego na wzmacnianiu konstrukcji mostu boczną siecią stalowych lin. Niestety, niedługo po rozpoczęciu prac cumujący prom zmiażdżył mu stopę, którą trzeba było amputować, wkrótce potem rozwinął się tężec i nieszczęśnik zmarł. Pałeczkę po ojcu przejął jego syn Washington, który pracując w sprężonym powietrzu, niebawem sam zachorował na chorobę dekompresyjną. Sparaliżowany, osłabiony licznymi ranami i przykuty do łóżka nie był w stanie osobiście nadzorować realizacji projektu.

Wspierała go więc żona Emily, która będąc sekretarką, inżynierką i nadzorczynią prac, zapewniała skuteczną komunikację między mężem a pracownikami. Sam Washington doglądał postępu prac przez teleskop z okna swojej sypialni w domu położonym na Brooklyn Hights. Emily zyskała więc przydomek cichej budowniczej i w dowód uznania jako pierwsza przejechała przez most otwartym powozem w momencie jego otwarcia 24 maja 1883 roku z kogutem, symbolem zwycięstwa, na kolanach.

Z mostem Brooklińskim wiąże się sporo tragicznych i śmiesznych ciekawostek. Tydzień po otwarciu pewnej kobiecie utknął w chodniku obcas – zaczęła tak krzyczeć, że przechodnie byli przekonani, iż most się zarywa. Wybuchła panika, uciekający tłum stratował na śmierć kilkanaście osób. W 1884 roku cyrkowiec przeprowadził przezeń 21 słoni, by udowodnić bezpieczeństwo konstrukcji, a rok później pierwszy śmiałek, instruktor pływania z Waszyngtonu, zdecydował się na skok z mostu. Niestety zginął, choć paru kolejnym, w tym kobietom, wyczyn ten się udał. W podstawie mostu mieścił się w pełni wyposażony schron z czasów zimnej wojny oraz piwniczka na wina i szampana.

Brookliński to starszy brat innych, równie ślicznych i ważnych mostów – Wiliamsburskiego (1903), Queensboro i Manhattańskiego (1909), ale to on ma w sobie tę wyjątkowość i magię pierworodnego. Jego wzniesienie nadało metropolii nową energię i wyzwoliło potencjał dwóch oddzielnym wówczas miast: Brooklynu i Nowego Jorku. W 1898 roku nastąpiło, wraz ze Staten Island, ich połączenie administracyjne w jeden byt.

Uroda mostu jest wprost zjawiskowa. Widoki na Manhattan czy Statuę Wolności zapierają dech w piersiach, a przejście nim jest przeżyciem samym w sobie. Tak piękny obiekt jest oczywiście nieustającą inspiracją dla artystów – malarzy czy fotografów, a także naszych rodzimych twórców, że przypomnę Edwarda Stachurę:

Nie brookliński most, ale przemienić

W jasny, nowy dzień

Najsmutniejszą noc

To jest dopiero coś!

Anna Schmidt-Fiedler wraz z rodziną przez rok mieszka w Nowym Jorku, mieście, które uwielbia i nieustannie eksploruje. Zbiera wrażenia i obserwacje, wyszukuje ciekawostki i opisuje je na blogu NEW YORK PUZZLE na FB i w sieci.